Mam ZA. Lekki. Stopnia niepełnosprawności mi za to nie dadza

jestem ładna, w formie i zadbana

On jest niepełnosprawny w stopniu umiarkowanym. Pochodzi ze wsi. Ja z Poznania. (pisze zeby bylo ''widac'' różnicę). Spotykamy sie od roku, widzieliśmy kilka razy, ale on wykazuje tylko zainteresowanie słowne. Ze chciałby przytulic, pocałować. jest spiety.
Ma napiecie (nie seksualne!, chociaz to pewnie tez).
Jest gruby i krepy. Oszczedza na jedzeniu, piciu i czym sie da.
Nie pracuje, utrzymuje sie z renty.
Nie jest atrakcyjny fizycznie. Odstręcza mnie. Jest wrecz mi wstrętny.
Nie mial doświadczeń z kobietami (ma prawie 40 lat), ale widac, ze chce. Pisze mi ''piękne'' maile, jak sie spotkamy, to sie boi, peszy, ucieka... i potem pisze czego to by on nie chcial. Rwie sie do tego tylko ustnie. W realu nie robi nic. Gada, opowiada, raz mi powiedzial, ze pieknie pachne (?).
Ogolnie to poczciwy, dobry czlowiek. Lubie z nim spedzac czas. Widac, ze sie mna zauroczył. Nie umie obchodzic sie z kobieta. Macha rekami, gdy idzie, ppokrzykuje, ludzie sie za nim ogladaja.. nie otwiera mi drzwi, nie przepuszcza. Jest malo komunikatywny, nie odczytuje zadnych sygnalow pozawerbalnych.. Duzo mowi, ''nie slyszy'' mnie.
Krecic to dalej czy dac sobie spokoj?
Ciagle dzwoni i mi mowi, jak bardzo teksni i jaki jest samotny. W tym jest akurat prawdziwy...