Gość: chryzokola
IP: 213.17.145.*
25.07.04, 14:42
Wczoraj mój mąż był na imprezie z dawnymi kolegami. Miałam nadzieję, ze wróci
koło dwunastej. O pierwszej dostałam smsa, co bardzo mnie ucieszyło, bo
myślałam,ze daje znać, ze wraca. Sms był treści: "Zostanę jescze trochę, jak
jestes zmęczona to nie czekaj na mnie i idź spać. Całuję." Jakoś przykro mi
się zrobiło, ale cóz. Odpisałam:" Nie ma sprawy i tak kolejny wieczór
stracony". Chodziło mi o to, ze może zostac, bo jego powrót teraz czy za
godzinę już nic nie zmieni. Od dwóch dni mamy spędzić wspólnie wieczór ale
jakoś nie wychodzi. Potem wysłałam drugiego smsa:"Miłej rocznicy. Wypij za
nas. Pa". No i mój mąż wraca o trzeciej nad ranem i robi mi awanturę, ze
jestem złosliwa, wstretna i pluję jadem. Nie zrozumiałam(co on skwitował, ze
nigdy nie rozumiałam) i dalej nie rozumiem co go tak rozsierdziło. Czy ja
rzeczywiście coś takiego złego napisałam? Może ja nie widze tego, ze jestem
wstrętną jędzą?
Dzisiaj jeszcze przy śniadaniu córka smiała się, ze ja mam taki sen, ze żaden
złodziej by się do nas nie włamał. Na co ja odpowiedziałam, ze:Widzisz jestem
lepsza niz pies, tylko gryźć się muszę nauczyć". NA co mój mąż znów
zareagował złością i znów stwierdził, ze to było złośliwe i co ja chciałam
osiągnąć tym co powiedziałam. Czy rzecyzwiście jest tak jak on mówi? Bo ja
się chyba przestanę odzywać wogóle.