kropka123kropka
29.02.16, 10:11
Męczy mnie i mojego męża od pewnego czasu pewna sytuacja, co do której nie wiemy jak się odnieść i zachować. Jestem stałą bywalczynią, nick świeży, bo część rodziny zna mój stały z forum, a sprawa delikatna.
Brat męża ma partnerkę starszą od siebie o prawie 10 lat. Ona jako dzieciata mężatka wdała się z nim w firmowy romans, którego owocem jest obecnie kilkunastomiesięczne dziecko. Brat męża oficjalnie od paru miesięcy mieszka sam, wyprowadził się od rodziców, a pani z dzieckiem odwiedza go w weekendy. Dążył do zakupu mieszkania dwupokojowego na swoje potrzeby, więc chyba nawet nie przechodzi mu przez myśl, aby przyjąć tam na stałe pozostałe dzieci. Podobno zresztą rzucił hasło siostrze, że cudzych bachorów wychowywać nie będzie. Chociaż oficjalnie tworzy ta pani z bratem męża związek, to ona cały czas mieszka ze swoim mężem i pozostałymi dziećmi. Mamy z bratem, tą panią i ich wspólnym dzieckiem kontakt parę razy w roku głównie na urodzinach. Problem polega na tym, że nie wiemy jak się do tematu ustosunkować. Dla nas sytuacja nie jest normalna, bo pani prowadzi tak naprawdę dwa życia. Nie wiemy, o czym z nimi rozmawiać, bo zdecydowana większość tematów jest tabu, Oni sami ich nie poruszają, a nam chyba nie wypada. Nawet obecnie nie wiemy, czy brat męża jest już oficjalnie ojcem tego dziecka (poczęte w małżeństwie pani, więc w akcie urodzenia oficjalnie figurował jej mąż), czy kiedykolwiek poznamy pozostałe dzieci pani (wiekowo byłby idealny układ z naszymi maluchami, i byłoby towarzystwo do zabawy na imprezach), kiedy unormują sytuację i razem zamieszkają, czy rozwód w toku, i generalnie mamy masę różnych pytań, których tak naprawdę nie wypada nam zadać. Atmosfera na tych przyjęciach jest ciężka, bo nie wiadomo o czym rozmawiać. Został temat pracy i pogody. Każda rozmowa jakoś tak naturalnie schodziłaby na temat dzieci albo spraw prywatnych. A tu w zasadzie nie wypada i odczuwam, że temat naszych dzieci nie za bardzo jest na miejscu, kiedy pani przebywa z nami, to jej pozostałe maluchy są zapewne z mężem. Ogólnie chora syt jak dla nas, nie wiemy jak się zachować. Wypada pytać wprost i rozmawiać o wszystkim, czy zachować dystans i nadal o tej pogodzie nawijać? Jak byście się zachowały na naszym miejscu? Obecnie odechciewa się nam spotkań, bo niby to spotkania rodzinne, a czuję się jak na firmowych, czy innych oficjalnych soędach. Poradźcie co zrobić. Myśleliśmy, że to sytuacja przejściowa i będą oboje dążyć do uregulowania spraw, wspólnego zamieszkania, a tu końca nie widać. Przesadzam, czy to przejaw lekceważenia naszych osób? Z mojego punktu widzenia powinni cokolwiek rodzinie opowiedzieć, wyjaśnić, bo to nie typowy układ przecież.
Pomijam temat męże i tych biednych dzieci pani, nie widziałam ich na oczy, ie znam, ale potwornie mi ich żal. Może to istotne w sprawie, Mąż panią kocha, chce z nią być, dziecko chciał przyjąć, ale ona tego nie bierze podobno pod uwagę, bo jest nudny, stąd romans....
To takie strzępki inf od brata, jak pani była jeszcze w ciąży.
Dzięki za wszelkie sugestie.