rozamund
13.01.17, 21:16
Moja córka ma 10 lat, jest w czwartej klasie. Jakiś czas temu do klasy dołączył chłopiec, który najwyraźniej ma jakieś dysfunkcje, mocno odróżnia się od innych dzieci, dziwnie się zachowuje. Z tego, co wiem, nie jest agresywny wobec dzieci, ale na przykład mówi sam do siebie, dłubie w nosie, głośno pruka i mocno się poci. Z innymi dziećmi usiłuje rozmawiać o zabijaniu i strzelaniu, gwałtach i robi różne uwagi związane z seksem. W klasie córki nigdy nie było tego typu problemów, szkoła jest społeczna i klasy są nieliczne, tak więc dzieci pierwszy raz stykają się z takim zachowaniem. Ostatnio wychowawczyni wpadła na pomysł, że posadzi chłopców razem z dziewczynkami, i wypadło tak, że moja córka miała siedzieć z tym właśnie problematycznym kolegą. Tego dnia, kiedy dzieci były przesadzane, córki nie było w szkole i dowiedziała się o tym od koleżanek, po czym wpadła wręcz w histerię. Płakała przez cały wieczór i powiedziała, że jeśli ma siedzieć z tym chłopcem, to już nigdy do szkoły nie pójdzie, albo wręcz chce przenieść się do innej szkoły, bo brzydzi się tego chłopca i bardzo go nie lubi.
Dała mi tym do myślenia, bo wcześniej siedziała już z różnymi chłopcami w jednej ławce i nigdy nie było problemu, a w ogóle ma starszego brata, więc umie dogadywać się z chłopakami.
Poszłam do wychowawczyni z prośbą, aby córka nie siedziała z tym chłopcem, bo zależy mi na tej szkole, a nie chcę, żeby dziecko chodziło do szkoły w stresie, albo wręcz odmawiało pójścia tam. Uważam też, że to nie fair, że zmiana miejsc nastąpiła podczas nieobecności córki w szkole, ona odebrała to jako karę, bo jak mówi, żadne dziecko nie chce siedzieć z tym kolegą.
Nauczycielka jednak odmówiła kolejnej zmiany, argumentując to tym, że dzieci muszą uczyć się tolerancji, a ktoś musi z tym chłopcem siedzieć.
I teraz mam problem, bo moja córka nadal twierdzi, że do szkoły nie pójdzie. Zastanawiam się, czy cała sytuacja ma jakieś drugie dno, może córka nie mówi mi wszystkiego? Może powinnam pójść z tym do dyrekcji? Klasa nie jest integracyjna, a za szkołę płacę sporo, właśnie po to, żeby dzieciaki miały dobre warunki do nauki. Ale może przesadzam i powinnam zmusić córkę do ustąpienia? Poradźcie dobre kobiety.