Dodaj do ulubionych

Uciekacie od problemów...

12.04.17, 08:35
czy się z nimi bierzecie za bary?

A od problemów dziecka?

Odprowadzałam dziś dziecko do szkoły. Byłam jeszcze w klasie (musiałam coś odnieść), mojej córce nagle się przydarzył mały wypadek, coś przewróciła.
A ja uciekłam.
Chyba bałam się swojej reakcji. Poirytowania, zdenerwowania.

Wiem, że została z tym sama. Tak sama, jak ja jestem od tylu lat.
Przestałam rozwiązywać małe/większe/duże problemy. Trwam sobie obok nich. One też trwają, czasem się powiększają, czasem zmniejszają, czasem znikają zupełnie.
Okazuje się, że tak też można żyć.

Bauman mówił, że szczęście polega na przezwyciężaniu problemów.
wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21240782,zygmunt-bauman-zycie-daj-mi-klawisz-delete.html
Przezwyciężyłam ileś z nich. Nie sądzę, bym poczuła się szczęśliwsza. W ogóle nie sądzę, by przezwyciężenie kolejnego wróciło mi radość życia.

Nie, dziękuję, to nie jest depresja.

Nie muszę chyba dodawać, że wszelkie gromy nie robią JUŻ na mnie wielkiego wrażenia?
Obserwuj wątek
    • milka_milka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:41
      Dla mnie przerażające jest nie to, co piszesz o problemach, ale to, ze Twoje dziecko nie może na Ciebie liczyć. Jeśli odprowadzasz córkę, to znaczy raczej, że jest mała, więc jeszcze bardzo potrzebuje wsparcia, uspokojenia, zapewnienia poczucia bezpieczeństwa, pomocy. Od kogo ma je dostać, jak nie od rodziców. A Ty uciekasz... Co będzie, gdy Twoja córka będzie starsza i naprawdę bezie miała problem, z którym sobie nie poradzi. Też uciekniesz? Gdzie Twoja odpowiedzialność jako rodzica?
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:46
        No właśnie...
        Rodziców...
        Gdzie Twoja liczba mnoga?
        • joa66 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:49
          Ty jesteś odpowiedzialna za swoje działania.
        • iwoniaw Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:50
          Rodziców...
          > Gdzie Twoja liczba mnoga?


          Byliście tam razem z ojcem dziecka i to wasz wspólny problem, czy jednak w poście startowym piszesz o sobie? Jeśli córka może liczyć na ojca, to oczywiście świetnie, co nie zmienia faktu, że to, co opisujesz, bardzo kiepsko wygląda. Jeden dysfunkcyjny rodzic to i tak o jednego dysfunkcyjnego za dużo. Uciekasz w sytuacji, gdy dla ciebie to jakaś głupota, a dla dziecka poważna sprawa? Niepojęte.
          • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:02
            Gdybym uważała, że to głupota, a nie poważna sprawa, nie napisałabym tego wątku. Ja WIEM, że to dla niej był problem. Dla mnie to też był problem. I od podwójnego problemu uciekłam.
            Pytanie - czemu uciekłam?

            Fakt, zapominam, że ematkom to najlepiej pisać z drzwewem genealogicznym w załączniku.

            Ojciec dziecka zwinął się lata temu, coś płaci, kontakt głównie wirtualny utrzymuje z dzieckiem - dziecko kontaktu z nim od jakiegoś czasu mieć nie chce.
            • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:04
              Dla utrudnienia dodam - bo najłatwiej powiedzieć: na pewno ją nastawiłaś - córka nie chce mieć kontaktu z ojcem od chwili gdy zaczęła do niego jeździć, a on zaczął zabierać jej wszystkie prezenty. Przez wiele lat budował relację na prezentach, a teraz postanowił naprawić swój błądsmile
            • milka_milka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:05
              No to niestety, jesteś do i dla dziecka sama. I musisz sama dać mu poczucie bezpieczeństwa i pewność, że może na Ciebie liczyć.
              • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:11
                Z pustego i Salomon nie naleje, jak mawiała pewna sędzia z sądu rodzinnego, podwyższając alimenty o 10 zł.

                Jak? Oczekuję propozycji.
                • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:37
                  ogarnij siebie. idz do psychologa, psychiatry, szukaj wsparcia.
                  dopoki nie ogarniesz siebie, nie ogarniesz i córki.
                  • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:49
                    Napisz lepiej: ZMIEŃ psychologa i psychiatrę.
                    • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:43
                      No to zmien.
        • milka_milka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:51
          Nie wiem, jaki jest ojciec Twoich dzieci, wiem, co o zdarzeniu napisałaś Ty. Byłaś tam tylko Ty i tylko Ty mogłaś zareagować. Może gdyby był ojciec, byłoby inaczej. Ale nie było go tam. I wydaje mi się, że raczej trudno byłoby go nagle sprowadzić, żeby pomógł dziecku. Byłaś Ty i w tym konkretnym momencie Ty powinnaś to zrobić. Nie zrobiłaś, uciekłaś.
          Co będzie, gdy będzie poważniejszy problem, a ojca dziecka w danym momencie nie będzie blisko?
          Rodzic nie może chować głowy w piasek i udawać, że problemy jego dzieci go nie dotyczą. Oczywiście, że należy dążyć do usamodzielniania dziecka, ale wszystko stosownie do wieku i konstrukcji psychicznej dziecka.
      • milka_milka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:46
        *będzie miała problem
    • ana119 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:43
      Może odziedziczyłas ta nieumiejętność od rodziców? Nie było w twojej rodzinie osoby od której uczylabys się jak rozwiązywać trudne sprawy? Babci, ciotki? Wzorzec nie musi pochodzić od matki ale od osoby która jest dla nas ważna
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:46
        Nie było.
        • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:52
          U mnie też nie było. Wszelkie problemy jakoś tam może i były rozwiązywane, ale z taką porcją obwiniania osoby, która ich doznała i z taką ilością narzekania, że to żaden wzorzec też nie jest. Kiedy to sobie uświadomiłam, zrobiłam sobie takie wytyczne, protokół rozwiązywania problemów, bez gadania: Bo gdybyś nie... O tym mogę porozmawiać później, na zasadzie, że dane działania powodują konsekwencje, jak np. zakup lodów z szemranego sklepiku, bo koleżanka kupiła, w konsekwencji zatrucie pokarmowe (a jak znam młodą, to ona nie wymyśliła, żeby kupować te badziewne lody). Generalnie chodzi mi o to, żebyś opracowała sobie jakiś model reagowania na typowe problemy - i nie podchodziła do nich emocjonalnie, tylko racjonalnie. Bo one się zdarzają, czy chcesz czy nie. Jeździć po Tobie nie będę tongue_out.
    • ana119 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:48
      Aaa mam teściowa która jest jak słup kiedy trzeba działać. Inni mają za nią "robic" a ona nic od siebie nie wnosi. U niej ta izolacja wzięła się z nerwicy czy czegoś pochodnego.
    • ichi51e Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:50
      Jak sama wiesz ze reagujesz zloscia to dobrze ze olalas - przynajmniej dziecko nie musialo sie emocjonalnie uzerac z matka wsciekla ze zdarzyl sie wypadek. Ja bym odetchnela ze przynajmniej matka nie widziala...
      • aqua48 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:00
        Należy rozróżnić sytuację z którą dziecko sobie nie poradzi bo trzeba mu wskazać jak powinno się zachować od sytuacji kiedy można spokojnie się wycofać wiedząc, że dziecko bez pomocy dorosłego zrobi to co powinno. Nie wiem jaka tu nastąpiła. Jak coś się przewróci, to trzeba to podnieść. Jeśli wyleje to posprzątać. Jak rozbije, przyznać, przeprosić i ponieść konsekwencje. W czym był problem?
        Ucieczka od konsekwencji swego postępowania nigdy nie jest dobra. I uczy dziecko, że to właściwy sposób na problemy.
        Reakcja złością i ucieczką jest w ogóle fatalna. I świadczy albo o braku systemu radzenia sobie z problemami, albo o przemęczeniu. Stawiam na to drugie.
        • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:08
          A ja stawiam na pierwsze. Nie jestem przemęczona. To znaczy na pewno nie fizycznie. Psychicznie - coś może być na rzeczy. Właśnie to, że każdy najmniejszy jej problem - to ja. I każdy najmniejszy mój problem - to też ja.
          Innych opcji nie ma.
          • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:39
            Nie potrafisz się z tym pogodzić, prawda? Buntujesz się przeciwko temu?
            Pomaga?
            Odnośnie tematu wątku: kiedyś sądziłam, że wszystkie problemy da się rozwiązać. Jestem zadaniowa, brałam problem na klatę (w tym wychowywanie dwójki dzieci i ich poważne kłopoty zdrowotne) i szukałam rozwiązań. Teraz się uczę, że niektórych problemów nie da się rozwiązać, trzeba zaakceptować to, co jest (trudne, bezsilność jest koszmarnym uczuciem), inne rozwiążą się z czasem, a jeszcze inne da się załatwić od razu.
            • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:10
              Pomaga o tyle, że nie czuję się aż tak bardzo used&abused.
            • zona_mi Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:41
              O więc właśnie, mnie się zdaje, że to w dużej mierze kwestia akceptacji.

              Odkąd dotarło do mnie, że naprawdę nikt za mnie nie podejmie (moich) decyzji, sprawy same się nie rozwiążą, odkąd naprawdę zaakceptowałam ten fakt i zaczęłam serio liczyć tylko na siebie, nie mam oczekiwań co do świata, innych ludzi, że zrobią coś za mnie.
              Ta świadomość i akceptacja pomaga mi funkcjonować w miarę sprawnie.
              Niektóre sprawy odpuszczam, staram się oszczędza i nie boksować z życiem dla samego boksowania, ale jeśli idzie o dzieci - jestem za nie (a nie tylko wobec nich) odpowiedzialna, tu nie ma dyskusji, świadomie ich nie zostawiam. Nie piszę tego, by Cię oceniać Danaide, tylko dzielę się: "ja tak mam" - ale mam, bo zaakceptowałam... itd.

              A mylić się, nie potrafić czegoś, mieć czasem dość każdy może, to zupełnie zrozumiałe.
              Byle nie stwarzać niebezpieczeństwa, szczególnie dla dzieci. Ich równowaga, wiedza, że na matkę można liczyć, że jeśli nie pomoże, to tylko dlatego, że nie potrafi/nie da się, a nie, bo nie chce. Tak myślę.

              Może rzeczywiście zmień fachowca?
              • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:48
                Zona_mi, czytam Cię z wielką przyjemnościąsmile
                • zona_mi Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:51
                  Nie do wiary - właśnie napisałam do Ciebie na priv! smile
              • nowi-jka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:09
                zona mi mam identycznie. Długie lata byłam z mężem gdzies w swiecie i to znim próbowałam podejmowac pewne dyzcyje bo dotyczyły "naszego" zycia, naszych dzieci itd Na odległosc to jest ciezkie bo on nie zyl tymi problemami, meczyłam się az któregos razu pomyslałam ze to JA biore sie za bary ze wszystkim, z tymi problemami "naszego" zycia i dzieci itd i zaczełam robic to co JA uwazam. To nie czekanie na pomoc nagle ułatwiło mi zycie.
                Poniewaz własnie moej problemy- to ja, problemy domu- to ja, problemy dzieci i duze i bzdurne -to ja to przed nimi nie uciekne. Nikt za mnei nic nie zrobi wiec trzeba stanac na wysokosci zadania. Gdyby cos mogło nie być na mojej głwoie to ucieczka ma sens bo ktos sie tym zajmie.

                zona_mi napisała:

                > O więc właśnie, mnie się zdaje, że to w dużej mierze kwestia akceptacji.
                >
                > Odkąd dotarło do mnie, że naprawdę nikt za mnie nie podejmie (moich) decyzji, s
                > prawy same się nie rozwiążą, odkąd naprawdę zaakceptowałam ten fakt i zaczęłam
                > serio liczyć tylko na siebie, nie mam oczekiwań co do świata, innych ludzi, że
                > zrobią coś za mnie.
                > Ta świadomość i akceptacja pomaga mi funkcjonować w miarę sprawnie.
                • zona_mi Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:13
                  Właśnie tak.
                  I dodam, że to nie tylko kwestia samotnego rodzicielstwa - taka decyzja o samodzielności/akceptacja pewnych ograniczeń, czy po prostu rzeczywistości w związku też może wiele ułatwić.
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:14
        Ja widziałam. Podniosłam ręce w takim geście niemal obronnym, takim "to nie ja!".
        I uciekłam.
        • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:28
          no dobra, problemik był błahy to mozna było, młoda sobie sama poradzi. ja tez nie probuje rozwiązywać absolutnie wszystkich problemów corki, te ktore jest w stanie rozwiazac sama - niech rozwiązuje sama.
          pytanie co sie dzieje jak jest sprawa powazniejsza...
          • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:38
            Problemik był błahy, ale moja reakcja dla córki równoznaczna jest z krytyką, odrzuceniem.
            Wiem, że zrobiła to niechcący. Że jest za mną, że próbuje nie przysparzać mi problemów.
            Wiem, że moja reakcja wynikała też z tego, że ta sytuacja dotknęła części moich lęków związanych ze sprawami bytowymi.
            • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:42
              Córka stara się nie przysparzać Ci problemów?
              Która z Was jest matką?
              • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:46
                Następna Kocianna.
                • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:55
                  Nie znam. Jej chociaż jakoś pomogłaś czy też tylko pochwaliłaś się swoimi sukcesami na polu matrymonialnym?
                • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:54
                  A masz triss jakieś konstruktywne wnioski dla autorki wątku? wink
                  • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:48
                    Tak, mam. Niech się ruszy i pogodzi z faktem, że jest dorosła, ma dziecko i ponosi za owo dziecko (i za siebie) odpowiedzialność.
                    Laska od chwili urodzenia dziecka nie pracuje i jest w tym samym punkcie. Od lat narzeka na uwiązanie do dziecka i osamotnienie w obowiązkach i nie potrafi pogodzić się z faktem, że takie są skutki bycia samotnym rodzicem. Nie ona pierwsza, nie ona ostatnia. Zafundowała sobie dziecko z cudzoziemcem, który wrócił do siebie, trudno, nie ma go i nie będzie.
                    • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:59
                      To fakt, że brak pracy i odizolowanie od innych dorosłych na pewno mogą zmieniać pespektywę. Ktoś, kto nie musi pracować, nigdy nie dorośnie w pełni do zrozumienia pewnych nie zawsze przyjemnych konieczności. Wszystko ok. Ale nie mieszaj do tego kolejnego chłopa, bo dziewczyna sama musi sobie poukładać swoje życie, pogodzić się z nim, a nie uwieszać na kimś.
                      • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:07
                        Przez 7 lat czy ile teraz ma córka w wieku szkolnym, autorka wątku miała oceany czasu na to, żeby przejść skuteczną terapię, przestać użalać się nad sobą, zacząć jakąś aktywność zawodową i poukładać życie osobiste bez kierowania się myśleniem magicznym.
                        Na litość boską, laska od lat siedzi i rozkminia, że w wypadku choroby swojej czy córki jest zdana tylko na siebie, że trudno umówić się w ciągu dnia z inną matką (bo te pracują i mają rodziny), że wszędzie musi zabierać ze sobą dziecko (heloł, wszyscy muszą, jeśli nie mają z kim tegoż dziecka zostawić), że każdy problem logistyczno-dziecięcy jest na jej głowie. Nosz qrde, był czas przywyknąć i przyjąć do wiadomości, że tak właśnie ma.
                        Skupia się na jakichś wyjściach na teatrzyki, animacje i koncerty po to, żeby w ogóle mieć pretekst do wyjścia z domu zamiast poszukać pracy. Przecież z nudów, izolacji i poczucia nieprzydatności każdemu by odklepało.
                        • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:14
                          O przebog
                          Wlasnie sie zorientowalam ze czytywalam watki danaide na Samodzielnej matce juz w 2012!!! roku.
                          Autorko, to az nazbyt czasu zeby sie przyslowiowo ogarnac...
                          • kaz_nodzieja Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:36
                            Pod tym samym nickiem?
                        • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:09
                          Wiele zależy od tego, jak szybko weźmiesz życie za rogi po porażce. I jednak od wsparcia psychicznego rodziny. Ja rozumiem trochę danaide, przez jakieś 9 lat nurzałam się w poczuciu winy, zamieszanie okolokomunijne pozwoliło mi dostrzec, że rodzina niemożebnie chce mną sterować, nawet ta dalsza, ale nikt mnie w niczym nie wspiera. Sama świadomie wypracowałam sobie zmianę przekazu w mojej głowie, sama świadomie szukam ludzi, z którymi będzie mi fajnie, a nie dołująco. Ale uważam nadal, że o wiele lepiej przeżyłabym wszelką odpowiedzialność samodzielnej matki, gdyby otoczenie nie próbowało mi wrzucać dodatkowego wora na plecy. Prawdopodobnie jesteś osobą bardzo poukładaną i nie wiesz, jak to jest, kiedy w życiowym kryzysie wyłażą na wierzch wszystkie zaległe problemy. Autorka żyje jak typowa osoba z depresją, spycha je na bok, zamiast znaleźć skutecznego terapeutę, ale inaczej nie jest chyba w stanie.
              • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:54
                Ja i to jest moja interpretacja, a nie jej wpis.
                • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:50
                  Ale to jest niepokojące, jeśli Twoja interpretacja jest słuszna.
            • avea987 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:23
              danaide napisała:

              > Wiem, że zrobiła to niechcący. Że jest za mną, że próbuje nie przysparzać mi pr
              > oblemów.

              To bardzo smutne, niepokojące.
        • berdebul Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:29
          Ile Ty masz lat? I kto w układzie Ty i dziecko jest dorosły? Biedny dzieciak. uncertain
          • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:31
            A o nauce języka francuskiego tym razem nic nie będzie?
            No, ulżyj sobie.
            • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:58
              Strasznie jestes zaczepna. Pytania sa jak najbardziej uzasadnione, zamiast sie rzucac - zastanow się nad odpowiedziami.
            • berdebul Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 16:57
              Brak znajomosci języka ojca i ewentualnego kraju emigracji to najmniejszy z problemów Twojej córki.
    • madame_edith Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:54
      To zależy, od pewnych zmartwień uciekam i nie myśląc o nich biorę temat na przeczekanie.
      Ale w takich małych sytuacyjkach to działam od razu. Problemy moich dzieci rozwiązuję za nich wręcz chyba w nadmiarze. W kazdym razie mam obawy, że za bardzo ich problemy są moimi. No ale nie umiem się wypiąć, chcę żebyśmy wszyscy mogli na siebie liczyć, nawet jak ktoś da ciała.
    • kawka74 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 08:57
      Rozumiem zmęczenie, zniecierpliwienie, samotne wychowywanie dziecka to nic fajnego, kiedy nie masz żadnej odskoczni, nie masz dokąd uciec, więc uciekasz w siebie, do wewnątrz, udając, że nic się nie dzieje.
      Z drugiej strony - dziecko. Musi na kimś polegać, musi mieć dorosłego, który stawi czoło temu, czemu ono nie może, nie potrafi, z czym gorzej sobie radzi, bo jest tylko dzieckiem. Padło na Ciebie, ale - patrz punkt pierwszy. Albo przerwiesz ten łańcuszek spychologii, albo Twoja córka będzie taka sama, jak Ty.
      Nie wiem, jak Ci pomóc. Nikt nie przeżyje życia za Ciebie ani nie rozwiąże Twoich problemów za Ciebie, ba, pokazanie palcem - zrób to, nie rób tego, też niczego nie wniesie.
      A tego, że to nie jest depresja, wcale nie byłabym taka pewna.
      • yamilca197 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:11
        No wlasnie, autorka odrzuca depresje, a z opisu wynika ze ma klasyczna objawy.
        • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:13
          No przecież od poniedziałku do piątku 6:45 jestem na nogachwink
          I nawet się kąpię!
          • yamilca197 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:23
            Tyle ze to nie jest smieszne, depresja to powazna choroba.
    • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:03
      Ogarnij się. Jakie Ty masz problemy? Masz gdzie mieszkać i za co żyć, dziecko zdrowe a Ty nie jesteś niepełnosprawna. Z ojcem dziecka rozstałaś się dawno temu, miałaś mnóstwo czasu, żeby sobie na nowo poukładać życie i znaleźć wsparcie.
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:09
        W sensie, znaleźć kolejnego gacha, triss? Jak Ty?
        • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:21
          no a czemu nie?
          • yamilca197 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:26
            Moze dlatego ze to nie lekarstwo na depresje, nawet jesli sie jej nie ma to nie dla kazdego nowy, kolejny zwiazek jest celem.
            • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:34
              wielu osobom obecnosc bliskiej osoby u boku jednak znacząco poprawia dobrostan. bo ja nie pisze o wiązaniu sie z kimkolwiek tylko o znalezieniu nowej bliskiej osoby.
              nie oszukujmy sie, wiekoszosci ludzi łatwiej jest isc przez życie w parze niz w pojedynkę.
              • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:37
                Inaczej rozkłada się odpowiedzialność za codzienne życie + można porozmawiać z kimś dorosłym bez uwieszania się na rodzinie czy koleżankach.
                • yamilca197 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:41
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Inaczej rozkłada się odpowiedzialność za codzienne życie + można porozmawiać z
                  > kimś dorosłym bez uwieszania się na rodzinie czy koleżankach.

                  Albo i nie, bo sie okazuje ze ma sie pakiet nowych problemow w dodatku do starych. Zeby sie z kims z wiazac to trzeba sie najpierw uporac ze swoimi problemami.
                  • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:10
                    Zgadzam się z tym w pełni. Osoba, która nie przepracowała sobie problemów wynikających z poprzedniego związku może ponadto zderzyć się z identycznymi w nowym. Poza tym, bez chęci, gotowości na następną relację to jest dopiero uwieszanie się na kimś. A ja powiem tak, żeby czuć się dobrze jako single patent, trzeba przestać myśleć o sobie jako o samotnej matce, a zacząć jak o samodzielnej. Trzeba odrzucić pewne cierpiętnicze postawy i przestać wreszcie oglądać się na kogoś, być autonomicznym rodzicem i tyle.
              • yamilca197 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:40
                dziennik-niecodziennik napisała:

                > wielu osobom obecnosc bliskiej osoby u boku jednak znacząco poprawia dobrostan.
                > bo ja nie pisze o wiązaniu sie z kimkolwiek tylko o znalezieniu nowej bliskiej
                > osoby.
                > nie oszukujmy sie, wiekoszosci ludzi łatwiej jest isc przez życie w parze niz w
                > pojedynkę.
                >
                >
                Facet nie musi byc bliska osoba. Poza tym nielatwo znalezc kogos sensownego a pakowanie sie deszczu pod runne to zadne rozwiazanie.
                Skad to przekonanie ze nowy facet to jedyne rozwiazanie problemow kobiety i bez tego nie mozna byc szczesliwym?
                • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:49
                  Ojp
                  No toz ja pisze o bliskim facecie a nie o pierwszych lepszych portkach w domu.
                  Z bliska osoba, wspierajaca ZAWSZE jest latwiej
                  • yamilca197 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:13
                    dziennik-niecodziennik napisała:

                    > Ojp
                    > No toz ja pisze o bliskim facecie a nie o pierwszych lepszych portkach w domu.

                    O to wlasnie chodzi ze nielatwo znalezc kogos sensownego. Poza tym najpierw trzeba przepracowac swoje problemy, nowy facet nie jest lekiem.
              • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:44
                Obecność bliskiej osoby u boku, bez wiązania się...
                Ciekawe. Rozwiniesz?

                Nie oszukujmy się, większość ludzi nie ma bliskości w nadmiarze, zwłaszcza że najczęściej z tej bliskości też trzeba coś dla siebie mieć.
                Poza tym, czas to pieniądzbig_grin
                • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:47
                  A dlaczego bez wiązania się. Czasu chyba akurat masz sporo, bo nie pracujesz zawodowo.
                  • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:52
                    Polemizuję z dziennikiem.

                    Nie pisałam o moim czasie.
                • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:51
                  Pisze o tym zeby znalezc bliska osobe. Bliska, wspierajaca, taka ktora bedzie dbac o Ciebie. A nie pierwsza lepsza, byle byla.
                  • 1matka-polka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:53
                    Osoba zaburzona, która nie przeszła terapii, na partnerów będzie wybierać osoby o określonych cechach, które będą ją wykorzystywać zamiast wspierać.
                    • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:59
                      Myslalam ze ona ma terapie. Widze ze jednak nie.
        • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:27
          Ja z tych gachem żyję od dobrej dekady i mam z nim dziecko. I razem zajmujemy się dziećmi, rozmawiamy z nimi, wyjeżdżamy, dzielimy obowiązki okołoprzedszkolne i okołoszkolne + mam z kim porozmawiać wieczorem i na kogo zwalić część odpowiedzialności za życie codzienne.
          • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:28
            Powinszować.
            To masz mi do powiedzenia poza tym, że Ty masz lepiej?
            • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:30
              PS. Jedno dziecko samotnie chowane wystarczyło mi. by panicznie bać się jakiejkolwiek ewentualności posiadania jeszcze jednego.
            • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:30
              Żebyś się ogarnęła i dorosła ze względu na córkę i przestała nad sobą pochylać.
              • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:39
                Da się ogarnąć bez pochylania?
                Zdefiniuj ogarnięcie.
                Zdefiniuj pochylenie.
                • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:10
                  Zdefiniuję po swojemu:
                  Ogarnięcie to zdiagnozowanie problemu i próby jego rozwiązania przy pomocy specjalistów. Przepracowanie krzywd wszelakich z osobą dorosłą. Nauka obchodzenia się z własnymi emocjami. Nauka samodzielności, zbudowanie poczucia bezpieczeństwa na takich podstawach jakie są.
                  Pochylanie to kumulowanie w sobie poczucia krzywdy, życie z piętnem innej, niekochanej, dziwnej; szukanie wymówek i nadmierne rozczulanie się nad sobą. To takie życie pt "rodzice mnie skrzywdzili więc taka już jestem i będę".
        • milka_milka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:31
          Myślę, że nie. Raczej ogarnięcie rzeczywistości, wykrzesanie z niej pozytywów i ułożenie świata po swojemu, bez nierealnych oczekiwań. Rozumiem, ze możesz być zmęczona, ale i tak jeśli Ty z tym czegoś nie zrobisz, to nikt.
          Stawiam jednak na depresję. A wstawanie o 6.45 i mycie się nie ma nic do rzeczy, to stereotypy o depresji.
          • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:41
            Ogarnęłam na ile mogłam. Widać więcej nie mogę.
            Mamy gdzie mieszkać, co jeść. Mała ma ubrania, zabawki, książki. Ostatnio najbardziej lubi wychodzi na rolki i lody, to wychodzi.
            A jeśli zawaliłam ileś spraw po drodze, to cóż.
            Zawaliłam.
            • yamilca197 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:45
              Nie musisz byc perfekcyjna, nikt nie jest. Jednak wez za leb depresje.
          • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:17
            Dokładnie. W momencie, gdy przestałam mieć oczekiwania wobec ojca dziecka, wobec mojej rodziny, zrobiło mi się lżej na duszy. Jestem sama z jakimiś tam problemami, ale też i nikt nie narzuca mi, jak mam żyć, jak spędzać czas, coś za coś. Nikt nie narzeka, nie wytyka, nie ma oczekiwań, których nie chce mi się spełniać. Może to niestandardowy model, ale wygodny. To nie jest tak, że życie w pojedynkę z dzieckiem to tylko odpowiedzialność, to też dużo swobody i pola do własnych decyzji.
            • kaz_nodzieja Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:34
              Widzę, że jednak w końcu dostałaś odpowiednie tabletki smile
              • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:00
                Nie, to się nazywa praca nad sobą, przykro mi, tabletki życia za człowieka nie przeżyją tongue_out.
    • jesienna.nuta Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:05
      ZAWSZE rozwiązuję swoje problemy. Bez względu na ich wagę.
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:10
        Tak, kojarzę Cię, na taką wyglądaszwink
        • troompka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:17
          kiedys rozwiazywalam, dzis sama widze, że zaczynam unikac/nie zauwazac/czekam az sie same rozwiaza/a najlepiej wyjechalabym w glebokie Bieszczady i miśkom przez okno machała.
          Zwlaszcza dotyczy problemow zwiazanych z synem. Czuje sie nimi zmeczona, sa tak powtarzalne i martwi mnie, że nie uczy sie na bledach, mysle ze jak zostawie go samego, to sie ogarnie bo ilez razy mozna mowic...nie rob tak, uwazaj, stosuj sie.
          Zmęczenie materiału myślę.
          • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:47
            Mi się nie chce gadać. Z tego gadania bierze się rozkazywanie albo takie piękne słowotoki, wściekłe, rozżalone, długotrwałe. Moja matka tak miała.
            Rozmawiać mogę tylko jak jestem spokojna. Jak coś się wydarzy to najczęściej uciekam, aż się uspokoję, potem wracam i rozmawiam.
            • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:57
              "Rozmawiać mogę tylko jak jestem spokojna. Jak coś się wydarzy to najczęściej uciekam, aż się uspokoję, potem wracam i rozmawiam."
              Hmm, to jest trochę sztuczne, nie uważasz? Twoja córka nie będzie się spotykała wyłącznie ze spokojnymi, wywazonymi ludźmi. Rozumiem dlaczego to robisz. Tylko pisałam Ci już jakiś czas temu, że przeginasz w drugą stronę.
              Pewnie dlatego, że najbardziej boisz się własnych emocji. No i nie chcesz zrobić córce tego, co Tobie zrobiono.
              Ale moim zdaniem powinnaś to porządnie przepracować. Z korzyścią dla Twojej córki.
    • bergamotka77 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:13
      Danaide napisałam do Ciebie.
    • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:18
      > Wiem, że została z tym sama. Tak sama, jak ja jestem od tylu lat.

      wydaje mi się ze jestes po prostu zmęczona. ze zobojętniałaś juz na problemy, bo masz tego wszystkiego dość.
      niby mozna. czemu nie.
      ale niczego w ten sposób nie zmienisz w swoim życiu. jesli Ci odpowiada taki sposób w jaki żyjesz, to ok. jesli nie - to trzeba jednak coś z tym zrobić.
      i ja bym jednak zrobiła. głównie ze względu na córkę. tym razem sprawa była błaha (przewróciła coś - to przeciez nic takiego), ale beda powazniejsze problemy i wypadki, za ktore trzeba bedzie wziac odpowiedzialnosc - i to rola Twoja i ojca dziecka. on w ogole jest jakos obecny w waszym zyciu? jesli jest i córka moze na niego liczyc, to dobrze. ale jesli go nie ma to Ty musisz spiąć poslady i przygotować się na takie sytuacje. bo córka musi miec w kims oparcie.
      i czemu twierdzisz ze to nie depresja? diagnozowałas sie?
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:48
        Mam psychologa.
        Nawet psychiatrę mam. Wpadam raz na pański rok i informuję, że nie jestem zainteresowana przyjmowaniem leków.
        • joa66 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:31
          Dlaczego nie chcesz przyjmowac leków, które chce Ci przepisać lekarz?
        • 1matka-polka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:39
          Od kiedy chodzisz na terapię, i ile razy w miesiącu? Jakie leki proponował psychiatra?
        • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:53
          A dlaczego nie jestes zainteresowana?
          • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:54
            Poza tym - wpadanie raz na panski rok to nie jest leczenie/terapia. Czyli de facto jestes bez opieki.
    • zapalka.na.zakrecie Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:33
      zastanawiam się po co to napisałaś? jaką masz intencję? Masochistyczne podkładanie się? Czy szukanie wsparcia?
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:48
        Jedno i drugiebig_grin
      • szalona-matematyczka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:05
        Domyslam sie ze corka ma wiecej niz 7 lat, skoro chodzi do szkoly. Skoro ona cos przewrocila, to i podniesie. Mysle, ze to zdarzenie nie bedzie dla niej tak traumatyczne, ze za 20 lat powie ci, ze przez to zdarzenie zmarnowala sobie zycie, nie moze spac i ma koszmary uncertain Mysle, ze troche przesadzasz. NIKT nie jest idealny, KAZDY rodzic popelnia bledy (nawet te swietojebliwe ematki, ktore teraz tak ujadaja) i , wyobraz sobie, tacy nie-idealni rodzice wychowuja tez normalne, szczesliwe dzieci. A jak ta mysl, ze skrzywdzilas dzis corke, nie daje ci spokoju to po prostu porozmawiaj z corka na ten temat jak tylko corka wroci ze szkoly i zapytaj sie ja o jej odczucia. A moze corka zupelnie dobrze poradzila sobie i nie potrzebowala twojej pomocy, bo to obciach, jeszcze ktos w szkole zobaczy, ze mamusia "wyciera nosek"? I jeszcze taka dygresja: Moim zdaniem proces dojrzewania dziecka polega na tym, ze 1) dziecko musi zrozumiec, ze musi coraz wiecej spraw zalatwiac za siebie (a nie ze mamusia pomaga 23-lakowi, bo on taki malutki) 2) dziecko zaczyna sobie uzmyslawiac, ze rodzic nie jest idealny, popelnia bledy (jak KAZDY czlowiek), ale to ten rodzic kocha je najbardziej na swiecie.
    • tarantinka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 09:53
      Masz świadomość pewnych mechanizmów. Ja chyba robiłam podobnie a usprawiedliwiałam to sobie, że nie jestem nadopiekuńczą mamuśką. Samodzielne dziecko itp. Nie wiem co napisać, bo to znowu jest usprawiedliwienie - trudno jest dać to czego samemu nam brakuje. Tak było u mnie, ale różnicę zobaczyłam dopiero kilka lat temu, od kiedy mam wsparcie. Nie wiem czy cię pocieszę, w sprawach rzeczywiście poważnych nie zawiodłam. Tylko, że ta miara poważność była za bardzo dorosła. Bardzo tego żałuję.
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:06
        Mam świadomość, że to co my, dorośli, uważamy za błahe czasem zostaje czasem z dzieckiem na całe życie. Na przykład jako dziecko, takie wczesnonastoletnie posłano mnie na naukę języka. Kończyłam późno, wracałam do domu autobusem. Także zimą, marzłam na przystanku. Niby nic, wszyscy marzliśmy. Ale miałam koleżankę, po którą przyjeżdżał ojciec. Mój też miał samochód, ale nigdy po mnie nie przyjeżdżał.
        Taka pierdoła. Ale cóż, takie zachowanie było przynajmniej spójne z całą resztą...

        Inna sprawa, że ja czuję, że w kilku poważnych sprawach zawiodłam. I że moja bierność narasta.
        • joa66 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:17
          Ile w Tobie żalu !
          • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:19
            Owszem. Ale przynajmniej nie wyżywam się na forumkach z tego powodu.
            • joa66 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:25
              Ale warto też zadbac o córkę, nie tylko o forumki wink
              • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:30
                O córkę trudniej. Pisałam już w innym wątku: Bauman w Szwedzkiej teorii miłości mówił,ze relacje wirtualne są najprostsze. Zawsze można się wylogować..
                • kaz_nodzieja Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:15
                  Nie zgadzam się z tym.
            • berdebul Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:34
              Nie, ale odbija się to na Twoim dziecku, lepiej żeby odbijało się na foremkach.
            • nenia1 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:21
              danaide napisała:

              > Owszem. Ale przynajmniej nie wyżywam się na forumkach z tego powodu.

              Może szkoda, nie musiałabyś na córce.
        • nathasha Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:05
          danaide napisała:

          > Na przykład jako dziecko, takie wczesnonastoletnie pos
          > łano mnie na naukę języka. Kończyłam późno, wracałam do domu autobusem. Także z
          > imą, marzłam na przystanku. Niby nic, wszyscy marzliśmy. Ale miałam koleżankę,
          > po którą przyjeżdżał ojciec. Mój też miał samochód, ale nigdy po mnie nie przyj
          > eżdżał.
          > Taka pierdoła. Ale cóż, takie zachowanie było przynajmniej spójne z całą resztą
          > ...
          >
          > Inna sprawa, że ja czuję, że w kilku poważnych sprawach zawiodłam. I że moja bi
          > erność narasta.

          Danaide, ja juz nie pamietam - czy Ty chodzisz na terapie? bo moze powinnas najpierw pozegnac to rozzalone dziecko w sobie - doskonale Cie rozumiem, ja nie wystawalam na przystankach ale mnostwo bylo we mnie zlosci i zalu za moje dziecinstwo ktore bylo ogolnie mowiac takie sobie. Jesli nie pozegnasz w sobie tego dziecka albo tego zalu to mozesz nie znalezc sily zeby stawic czola nowym problemom, odpowiedzialnosci za bezproblemowe zycie dziecka, bo caly czas siedzisz w tej przeszlosci,dzwigasz te ciezary przeszle.
        • tarantinka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:57
          Moja córka ma żal, że za krótko czytałam jej książki na dobranoc. Tzn nauczyłam ją czytać jak miała 5 lat i przestałam. Chciałam mieć wolny wieczór. Jej przyjaciółce ojciec czytał nawet jak już umiała czytać. Moja nie dość, ze ojca nie miała, to jeszcze taką matkę. I tak mam do tej pory, ile bym nie zrobiła to i tak jest za mało.
          • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:04
            Może nie za mało, ale nie to, czego jej trzeba? Czasami pragnienia i wyobrażenia dzieci i rodziców się rozmijają. Ja mojej czytam, kiedy np. jest chora i musi poleżeć. Ma prawie 11 lat wink.
          • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:08
            Bo to za mało. Nie zbawiłoby Cię gdybyś te 10 minut poczytała dziecku ciut starszemu niż 5-letnie, a córce byłoby przyjemniej.
            • tarantinka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:38
              Przecież wiem, takich wyrzytów sumienia mam więcej. Takie rady są dobre z perspektywy lat, jak siedzisz w czymś na bieżąco to nie widzisz. Dlatego autorkę rozumiem, intuicyjnie wiem z czym się zmaga. I nie ma tu dobrej rady. Ja pracowałam, można by rzec z sukcesami, kontakt z dorosłymi miałam, a błędy widzę identyczne, tyle że ja już je popełniłam a autorka jest w trakcie. Praca nie jest wiec tu receptą. Jak od nastoletniego dziecka usłyszysz, że od przedszkola wiedziała, że jest gorsza bo inne dzieci miały ojców a ona nie miała to trochę inaczej patrzysz na swoje błędy. Były by pewnie mniej zauważalne a to czytanie nie żalem a anegdotką.
              • joa66 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:47
                IMHO wszystko zaczyna się od woli zmiany swojej sytuacji. Nie wiem czy jest sens "namawiania" kogoś kto tych zmian nie chce, bo być może już wygodnie się umościł w obecnym układzie.
                • joa66 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:59
                  p.s. danaide - jesteś pewna, że nie masz żadnych profitów z obecnej sytuacji? Mówię o profitach emocjonalnych. Czy nie jest tak, że bycie "inna, niezrozumianą, samotną" coś Ci daje? I dlatego tak trudno z tego zrezygnować?
                  • 1matka-polka Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 13:01
                    Zawsze tak jest, "bycie "inna, niezrozumianą, samotną"" to jest jej strefa komfortu i wyjście z niej nie jest łatwe.
                  • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:17
                    Wyjście z roli ofiary jest nie takie łatwe, siedzenie w dołku paradoksalnie daje komfort psychiczny. Co pisze Ci osoba, która wraz z ciążą dostała parę kopniaków w du.pę jednocześnie od chłopa, własnej rodziny i pracodawcy. Czujesz się diabelnie zraniona, jeśli nikt Cię nie wspiera w niczym. Bo wsparcie znajomych, koleżanek może być niestety tylko doraźne, ludzie mają też swoje życie. Osobiście powrót do dobrego samopoczucia zajął mi ponad 9 lat.
                    • joa66 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:22
                      siedzenie w dołku paradoksalnie daje komfort psychiczny

                      Zdaje sobie sprawę, że to możliwe. I na pewno zmiany (ani wola zmian) nie pojawiają się z dnia na dzień. Ale chyba warto iść w tym kierunku. Mimo lęku, że stracimy coś (ten komfort "dołka") a być może nie zyskamy nic.
                      • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:28
                        Warto bez dwóch zdań. Ale bardzo trudno. Musi zaistnieć jakaś motywacja. Mnie paradoksalnie pomogło to, że ojciec mojej córki przestał nawet udawać dobrego tatusia. I że zorientowałam się, jak bardzo moja rodzina wtrąca się do mnie, poucza, a w niczym w sumie nie pomaga. Uświadomienie sobie, że nic nikomu nie jestem winna i nie muszę się z tymi opiniami liczyć, było ogromnie wyzwalające i dodało jednak energii smile.
                        • kaz_nodzieja Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:34
                          A to dzięki nam z tego co pamiętam....
                          • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:42
                            Nie do końca, choć trochę pewnie tak. Komunia była doświadczeniem zdecydowanie otwierającym mi oczy big_grin. To tak jak z weselem, starasz się, a ludzie zwalają na Ciebie różne pretensje i rozgrywają różne gierki. I możesz albo żalić się (na forum big_grin), albo powoli powoli zaczynasz mieć w du.pie.
                        • joa66 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:37
                          I że zorientowałam się, jak bardzo moja rodzina wtrąca się do mnie, poucza, a w niczym w sumie nie pomaga.

                          Błogosławię fakt, że ja zorientowałam się zanim urodziłam dziecko smile
                          • zlababa35 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:49
                            He he. U nas nie ma w ogóle zbyt wielkich więzi rodzinnych, przed pojawieniem się mojej córki zapewne mielono jęzorami na mój temat, moich kuzynów czy tam kogokolwiek, ale mało kto do mnie się wtrącał. Później potrzebowałam pomocy matki i to już było porażające doświadczenie wink. I przy każdej okazji nagle było pełno ludzi uważających, że wiedzą najlepiej, co ja mam zrobić z moim życiem. Oczywiście nieudanym, a jak.
            • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:51
              Mnie by też nie zbawiło a nie czytałam dziecku.
              I co mam zrobić? Biczować się?
              Książek nie czytałam, ale w innych przypadkach przekraczałam samą siebie, stawałam wyżej, jeśli się da, niż na wysokości zadania.
              Ta córka, co to jej za mało, może być z tych, którzy niekoniecznie chcą czytania książki czy plecenia warkoczyków. Ona może chcieć uwagi, może czuć się niedokochana.
              Trzeba z tym, że się w pewnym momencie "za mało" kochało jakoś żyć.
              Chyba, że Kura wymyśli cofacz w czasiesmile Sama skorzystam.
        • kena1 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 13:42
          No i masz rację, że takie rzeczy zostają z dzieckiem do dorosłości. Jak się nie miało oparcia w dzieciństwie, później całe życie masz poczucie, ze jesteś ze wszystkim sam. Chyba, że trafisz na cudownego partnera życiowego. Dlaczego tak chcesz skrzywdzić córkę? Skoro twierdzisz, że depresji nie masz?
          Jakbym od swoich rodziców usłyszała, że mieli świadomość, jak negatywnie na mnie wpłyną ich działania (bądź ich brak), jak byłam mała, ale im się nie chciało tego zmieniać (bo zmęczeni byli, nie to, że depresja, choroba) przestałabym z nimi teraz rozmawiać.
          • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 22:56
            > Jak się nie miało oparcia w dzieciństwie, później całe życie masz poczucie, ze jesteś ze wszystkim sam.

            I to chyba jest kluczowe. Bez względu na to jak "samodzielna" jesteś.
            Dzięki.
        • kura17 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:02
          > Mam świadomość, że to co my, dorośli, uważamy za błahe czasem zostaje czasem z
          > dzieckiem na całe życie.

          no, zostaje. Ty pamietasz stanie na przystanku, a ja - ze moja mama tygodniami szukala w tajemnicy butow, ktore sobie wymarzylam (i nigdy nie liczylam, ze dostane) i na ktore w zasadzie nie miala pieniedzy ... znalazla - najpiekniejsze na swiecie i w dodatku tanie ... NIGDY tego nie zapomne (a ona zapomniala). a tez byla samotna matka dwoch corek, w ciemnych latach PRLu ... uwielbiam moja mame smile
          ... zadbaj o TAKIE wspomnienia na cale zycie dla swojej corki!
    • lusitania2 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 10:47
      w takim razie wyrazy współczucia dla córki.
      Nad tobą "pochylać się" nie będę, bo nie da się pomóc komuś, kto tego nie chce, a w tobie tych chęci nie widać.
    • kaz_nodzieja Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:14
      Szczerze mówiąc takie posty utwierdzają mnie jednak w tym by nie mieć dziecka, bo pewnie skończyłabym jak Ty i moja córka nie miałaby wsparcia tylko użalającą nad sobą, toksyczną matkę.
      Dziękuję Ci za ten post.
      • dziennik-niecodziennik Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:57
        Omg, jedyny dobry skutek tego wątku big_grin
        • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 22:57
          Mission accomplished!
    • miss_fahrenheit Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 11:41
      W Twojej sytuacji poszukałabym dobrego psychologa. Bauman Ci nie pomoże.
    • stephanie.plum Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:05
      pdstawowa sprawa: co przewróciła córka.

      to nie jest jej pierwszy dzień w szkole, i o ile nie przewróciła tysiąclitrowego akwarium i nie wywołała powodzi, albo terrarium ze skorpionami, albo, bo ja wiem, gaśnicy, co poskutkowało pokryciem pianą wszystkiego w promieniu dziesięciu metrów, to chyba naprawdę nie jest wielki problem.

      abstrahując od tego, z jakiego powodu zrejterowałaś (frustracja, bezsilność itp.), uważam, że córka na pewno sobie poradzi, szkoła musi być raczej przygotowana na takie "wypadki".

      na miejscu dziewczynki wolałabym sama spokojnie posprzątać, niż mieć jeszcze na głowie w takiej sytuacji matkę, która wspiera i pomaga, przez co tysiąc razy bardziej zwraca powszechną uwagę na mnie i mój wypadek.

      kto wie, może niepotrzebnie się obwiniasz, może zwiałaś, bo czułaś podświadomie, że dla małej będzie lepiej, jeśli poradzi sobie sama? uważam, że czasem trzeba się wycofać.
      • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 23:03
        Dzięki stephanie, zawsze miło jak ktoś zada pytanie od beczki strony, a ono, wbrew pozorom, ma znaczenie.

        Bo zdaję sobie sprawę, że moja reakcja była związana z lękami jakie powstały we mnie gdy zostałam sama z dzieckiem. Lękami, że sobie nie poradzę, nie będę mieć za co jej chować - mimo że miałam oszczędności. Potem się poukładało. Ale ten lęk z początku dalej mi się co jakiś czas uruchamia, gdy coś się "marnuje" - jedzenie, ubrania, cokolwiek, co trzeba kupić. Jak w tym wypadku. Już go diagnozuję i jak się da, to potem reakcje koryguję.
    • cosmetic.wipes Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:20
      danaide napisała:

      > córce nagle się przydarzył mały wypadek, coś przewróciła.
      > A ja uciekłam.
      > Chyba bałam się swojej reakcji. Poirytowania, zdenerwowania.

      Słabo. Bardzo słabo
      Aż strach pomyśleć co by czuła twoja córka gdyby wypadek nie był mały.
      • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:40
        Strach pomyśleć co czułaby Danaide.
        Takie uciekanie przed samą sobą jest strasznie męczące.
        • triss_merigold6 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:53
          Błagam, laska jest 40+ i wciąż nie może przyjąć do wiadomości, że jest w takiej a nie innej sytuacji. Przyjęcie do wiadomości jest niezbędnym punktem wyjścia do wprowadzania zmian. Na razie od lat mieli sobie te emocje i żale.
          • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 12:54
            O co mnie błagasz?
        • cosmetic.wipes Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:48
          Ona jest dorosła i za swoje schizy odpowiada sama. Dziecko za to jest nieletnie i nie dość, że mu mamusia robi sieczke z mózgu, to jeszcze może narazić na niebezpieczeństwo.
          • pade Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 17:23
            Przecież to jasne.
            Odniosłam się do tego, co napisała: córka coś przewróciła, Danaide poczuła irytację, więc uciekła.
            Co będzie gdy poczuje silny gniew?
    • mikams75 Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 14:52
      to zalezy od problemow, nie ze wszystkimi warto walczyc. Ale czuje sie odpowiedzialna za siebie i dziecko.
      Sytuacja w szkole - to zalezy, dziecko cos przewrocilo, no trudno, podniesie. Nie wiem co bym zrobila, nie sadze zebym zaraz byla poirytowana, bo dziecko cos przewrocilo, szczegolnie w klasie, gdzie zazwyczaj mnie nie ma i dziecko z nauczycielka musza sobie radzic z przewracanymi rzeczami.
      Przyznaje, ze zdarzalo mi sie udawac, ze nie widze drobnych wypadkow dziecka. Glownie dlatego, ze moje dziecko np. przewracajac siebie czy cos rozgladalo sie i jak ja bylam w zasiegu wzroku, to byl ryk, a jak mnie nie bylo/nie widzialam to dziecko podnosilo sie, zbieralo co zrzucilo i szlo dalej. Katem wzroku ocenialam niebezpieczenstwo i tyle. Natomiast nie nazwalabym tego ucieczka od problemow.

    • danaide Re: Uciekacie od problemów... 12.04.17, 23:11
      No dobrze, dzięki, poczytałam.
      Nie przeszkadza mi, że napisałam. Zamieszałam ematkową zupę, zobaczyłam z kim mam do czynienia. Może znów się czegoś dowiedziałam o sobie, o dziecku.

      Choć o dziecku najwięcej dowiem się od dziecka. Córka zdążyła zapomnieć, ale pytałam po szkole więc przypomniała sobie, że było jej smutno. Chciała się przytulić. Kolega pomógł jej pozbierać. A teraz się przytuli. Parę godzin później pytam, no, ma jeszcze malutki żal, ale teraz już będzie czytać mi komiks.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka