olikol
04.12.17, 13:53
JAkiś czas temu szłam do sklepu. Mijałam przystanek autobusowy z grupką ludzi i zatrzymałam się kilka metrów dalej przy przejściu dla pieszych czekając na zmianę światła. Usłyszałam jakieś podniesione głosy. Oglądam się za siebie i widzę, że na przystanku stoi m.inn. dziewczyna lat może 30, a dwójka dzieci z którymi była, nudząc się czekaniem na autobus zabawiała się bieganiem wokoło postawionego na trawniku na dwóch słupach bilbordu. Dzieciaki lat ok 6 i lat ok 3. Chichrały się, chwytały za słupki, biegały po trawie i błocku. Dziewczyna krzyczy na nie wkurzonym głosem "idźcie stamtąd!" "co wyrabiacie!" "chodź tu natychmiast!", "coście narobili, jak ty wyglądasz!" podchodzi do dzieci wyraźnie wściekła chwyta za rękę i szarpie najmłodsze dziecko, otrzepuje mu ręce drąc się nad nim "cała brudna jesteś! jak ci buty wyglądają! coś narobiła!" , starsze zeszło z łąki i stoi obok, młodsze popłakuje a nad nim drze się matka szarpiąc je za kurtkę, i... młodsze dziecko zsikało się po rajstopach zasikując też buty. Matka szarpie je wściekła krzycząc "coś narobiła! przez ciebie teraz nie pojedziemy i musimy wracać!" , ciągnie szarpiąc za rękę i odchodzą, młodsze płacząc, starsze dziecko obok nich zakłopotane jak trusia ze spuszczoną głową.
Cholera
Nikt nie zareagował, kilku ludzi patrzyło, ale jakoś nikt nie odważył się podejśc i zwrócić uwagi.
Jak wy byście się zachowały. Co byście zrobiły albo powiedziały? Czy w ogóle?