Nie ukrywam, że wątek Kury mnie zainspirował, a zwłaszcza wypowiedzi w stylu "mój przyjaciel też mnie tak zostawił, z dnia na dzień, bez słowa", "wiem jak to boli".
I tak mnie zastanawia, dlaczego przyjaźń, nie znajomość, koleżeństwo, tylko przyjaźń rozpada się w ten sposób. Przecież raptowne ucięcie kontaktu, bez słowa wyjaśnienia jest okrutnym wręcz odrzuceniem. Nie daje możliwości wyjaśnienia czegokolwiek, nie napiszę naprawienia, bo może nie ma już czego naprawiać, ale jest przecież możliwość przeproszenia?
Zawsze można wyciągnąć wnioski z takich doświadczeń, zastanowić się przy okazji nad sobą, jakie się ma/miało oczekiwania, jakie ma druga strona, co nie zagrało, co można byłoby zrobić inaczej. Zwłaszcza w wieku 30+ takie refleksje są niezbędne (moim zdaniem oczywiście

).
Czy są tu osoby, które zakończyły przyjaźń w ten sposób? Z dnia na dzień, bez słowa? Jakie były przyczyny i czy pojawiła się myśl o tym, że druga strona może zastanawiać się nad przyczynami do śmierci a i tak nie wpadnie na to 'dlaczego?'.