Dodaj do ulubionych

O przyjaźni

02.05.18, 13:44
Nie ukrywam, że wątek Kury mnie zainspirował, a zwłaszcza wypowiedzi w stylu "mój przyjaciel też mnie tak zostawił, z dnia na dzień, bez słowa", "wiem jak to boli".
I tak mnie zastanawia, dlaczego przyjaźń, nie znajomość, koleżeństwo, tylko przyjaźń rozpada się w ten sposób. Przecież raptowne ucięcie kontaktu, bez słowa wyjaśnienia jest okrutnym wręcz odrzuceniem. Nie daje możliwości wyjaśnienia czegokolwiek, nie napiszę naprawienia, bo może nie ma już czego naprawiać, ale jest przecież możliwość przeproszenia?
Zawsze można wyciągnąć wnioski z takich doświadczeń, zastanowić się przy okazji nad sobą, jakie się ma/miało oczekiwania, jakie ma druga strona, co nie zagrało, co można byłoby zrobić inaczej. Zwłaszcza w wieku 30+ takie refleksje są niezbędne (moim zdaniem oczywiściesmile).
Czy są tu osoby, które zakończyły przyjaźń w ten sposób? Z dnia na dzień, bez słowa? Jakie były przyczyny i czy pojawiła się myśl o tym, że druga strona może zastanawiać się nad przyczynami do śmierci a i tak nie wpadnie na to 'dlaczego?'.
Obserwuj wątek
    • qs.ibidem Re: O przyjaźni 02.05.18, 13:57
      Obrazamy sie, tak prymitywnie, bo chcielismy czuc sie wazniejsi (wydawalo nam sie, ze tacy jestesmy) i zostalismy pominieci w jakiejs waznej sytuacji.
      Ale tez zamiast "obrazamy sie" mozna napisac "nie pozwalamy sobie, by ktos nas traktowal w ten sposob i, chocby z bolem, odrzucamy taka przyjazn." Mysle, ze to czasami zdrowy odruch.
      Mam taka ex-przyjaciolke. Zerwalysmy (choc w kontakcie jestesmy, ale juz nie tak bliskim), bo ja sobie nie dawalam rady z jej rollercoasterem. A bardzo bym chciala, bo ją lubie, lubie z nia byc, swietnie sie dogadujemy, mamy mnostwo wspolnych cech i zainteresowan. Ale wiekszej bliskosci juz chyba nie bedzie.
      • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:07
        No tak, ale "nie pozwalać sobie" można strzelając focha, albo komunikując: wiesz, męczy mnie to i to, nie jestem w stanie tego znosić/tolerować, wolę, żebyś nie robiła tego w mojej obecności.
        Ta ex-przyjaciółka wie, że nie dawałaś rady i z czym?
        • qs.ibidem Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:29
          Tak, bo ja to komunikowalam i ona wiedziala, ze mam z tym problem. Zasadniczo mozna nawet przyjac, ze nie moglam zaakceptowac jej sposobu "ja decyduje w jakich sprawach bedziemy blizej" (gdyz ja tez chcialam decydowac wink
          Zatem ona wie, ale chyba nie do konca rozumie (nie chce), a ja porzucilam ja "z dnia na dzien", zamiast "daj spokojnie umrzec jej" (bo takie przyjaznie nigdy nie umieraja same, sa zbyt silne. I zbyt destrukcyjne)

          Ale szkoda mi. I jej z pewnoscia tez.
          • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 17:58
            To "ja decyduję (...)" jest faktycznie niezłesmile Ty nie miałaś z tym problemu tylko słuszną chęć współdecydowania, równych praw w relacji.
            • qs.ibidem Re: O przyjaźni 02.05.18, 21:57
              Powinnam byc z siebie dumna, ze potrafilam, bo jestem z tych, co to w niektorych relacjach zadowalaja sie byle ochlapkiem, niestety.
              • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:46
                Powinnaśsmile
    • kura17 Re: O przyjaźni 02.05.18, 13:58
      to ja sie tylko wtrace (nie do konca na temat). ja nigdy tak przyjazni nie przerwalam (i nie mam zamiaru, bo uwazam to za w jakims sensie "niemoralne"). jednak zdarzaly mi sie dlugie (kilkuletnie nawet) przerwy w bardzo dobrych przyjazniach - bo na chwile drogi sie rozchodzily, albo ludzie mieli swoje sprawy i zawirowania. jednak zawsze wtedy mialam swiadomosc, ze to jest tylko "na chwile" i ze w kazdym momencie moge zadzwonic/napisac/wrocic i poczucie bliskosci i zrozumienia bedzie momentalne. tylko to byly (sa!) bardzo wyjatkowe przyjaznie, 2 takie mam.
      • dziennik-niecodziennik Re: O przyjaźni 03.05.18, 21:30
        Dokladnie. Na tym polega przyjazn. Ze mozna sie dwa lata nie kontaktowac, a jak juz sie spikniecie to jest tak jakbyscie sie wczoraj rozstali. Bo NIC sie nie zmienilo, tylko do opowiadania wiecej smile
    • wkurzo-namama Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:02
      Moja przyjaciółka. Bo nie umiałam zaakceptować jej wyborów i głośno jej o tym mówiłam. Po kilku latach ja ją bardzo przeprosiłam, a ona wybaczyla.
      Ps. I sama przyznała, że po części miałam rację. Po części nie smile
      • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:09
        Tylko to nie jest rozstanie w stylu "bez słowa"smile
      • gulweig31 Re: O przyjaźni 02.05.18, 15:12
        Z bardzo podobnego powodu. Osoba, którą uważałam za przyjaciółkę wiedziała lepiej jak ja mam żyć, co mam robić, a kiedy zwracałam jej uwagę na takie czy inne uwarunkowania uważała, że szukam wymówek. To się co jakiś czas powtarzało. Dziewczyna, z jednej strony, naprawdę mądra, z drugiej przekonana, że tylko ona ma rację i w związku z tym, w moim odczuciu, pozbawiona empatii. Nie utrzymujemy kontaktu. Czasami , jeszcze teraz, za nią tęsknię.
        • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 15:23
          U mnie jest jeszcze ciekawiej. Sama nie wiem, co o tym myśleć. Może mi pomożecie smile
          " Osoba, którą uważałam za przyjaciółkę wiedziała lepiej jak ja mam żyć, co mam robić"
          To bym mogła napisać.
          I tak, moja przyjaciółka próbowała mnie "rozwodzić", sama będąc rozwódką. I teraz clue... jakby chęć rozwodzenia mnie, przeszła jej wraz z chęcią podtrzymywania bliskich kontaktów, gdy faktycznie "rozwiodła" jedną dziewczynę. Zbieg okoliczności? Dokonam nadinterpretacji łącząc te wszystkie fakty?
          Oczywiście, że to także osoba, która ma sporo zalet, inaczej byśmy się nie przyjaźniły przez x czasu, już niezależnie od motywów.
          • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:02
            Unikam takich ludzi. Owszem, każdemu się czasem wymsknie dobra rada, ale dyrygowanie czyimś życiem, "rozwodzenie" to jakiś hardkor dla mniesmile Ja swojej mamie nie pozwalam mówić mi co mam robić, a co dopiero innej osobiebig_grin
    • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:20
      A mnie się wydaje, że masz trochę idealistyczne oczekiwania.
      Na kilka przyjaźni i bliższych znajomości ż a d n a dziewczyna, znikając z mojego życia nie wyjaśniła, co się stało. Jak byłam starsza i próbowałam delikatnie ustalać, to twierdziły, że to nie moja wina. Jak nie, to co do licha nimi kierowało? Ja daję im prawo, by zachowały tę wiedzę dla siebie, skoro nie chcą się nią dzielić.
      • bi_scotti Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:45
        Nie tak dawno temu zakonczylam "bez slowa" wieloletnia moze nie wielka przyjazn ale na pewno bardzo bliska znajomosc. Kwestia pogladow politycznych. Z mojej perspektywy, tamtej osobie "odbija na starosc" (wiem, brzmi wrednie), z perspektywy tamtej osoby ja "jestem uparta jak mul". No i tak wyszlo. Nothing else to say, eh ... Life.
      • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:16
        Być może są idealistyczne, a być może Ty jesteś na etapie "do dupy z przyjaźnią"wink
        W sumie to chyba masz rację, może właśnie dlatego mam dwie bardzo bliskie osoby a nie więcej. Mamy zbliżone priorytety, system wartości i poglądy. Nie próbujemy wchodzić sobie w życie z butami ani zmieniać się nawzajem. A nieporozumienia staramy się wyjaśniać na bieżąco.
        • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:32
          Nie, nie do dupy. Po prostu na tym etapie ta przyjaźń się dla mnie nie sprawdza. Może dla niej też nie. Może to już wręcz "przyjaźń"? A może tylko potrzebujemy więcej przestrzeni? Jeszcze sama nie wiem. Robię miejsce na coś nowego, bardziej odpowiedniego dla mnie teraz smile Poza tym dobrze mi z rodziną i z samą sobą, pomimo wszystkich naszych wad i nie mam ochoty na kontakty, które nie są fajne. Dodatkowo wchodzi tu w grę uzależnienie, a ja nie mam ochoty ani udawać, że nie widzę, ani bawić się w ratownika.
          • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:33
            Mieszam wątki i posty trochę big_grin ale chyba ogarniasz smile Sorry za chaos.
            • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:39
              Ogarniamsmile
          • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:11
            I masz do tego prawo. Ale walenie koleżance wprost - zrywam z Tobą przyjaźń, bo to i to - nie ma sensu. Zostanie źle odebrane, niezrozumiane, doprowadzi do wielogodzinnych dyskusji i domorosłej terapii.
            Dorośli ludzie nie muszą sobie tego fundować - mają prawo do wejścia w inny etap i pozwolenia znajomościom odejść w niebyt.
            • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:25
              Też właśnie taki był punkt wyjścia rozmowy z Pade. Mam co przemyśleć smile
    • triss_merigold6 Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:32
      Usiłuję znaleźć wątek jaki założyłam kilka lat temu, właśnie na temat zakończonej bez słowa wieloletniej bliskiej znajomości (przyjaźni?).
    • jola-kotka Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:39
      Bo slowo przyjazn jest nadluzywane i czesto uklad ktory nazywamy przyjaznia , przyjaznia nie jest. Przyjazn sie nie rozpada z dnia na dzien mozna sie nie kontaktowac dluzszy czas ale w przyjazni zawsze ma sie gdzie wracac.
      • gulweig31 Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:35
        Tylko częściowo się z Tobą zgodzę. Uważam, ze przyjaźń to jedyna z relacji międzyludzkich(drugą może jest miłość macierzyńska), którą tak chętnie idealizujemy, wobec której w związku z tym mamy wielkie oczekiwania, a przyjacielowi stawiamy wymagania wyższe niż komukolwiek innemu. Nie każdy potrafi temu sprostać..
      • bergamotka77 Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:46
        jola-kotka napisała:

        > Bo slowo przyjazn jest nadluzywane i czesto uklad ktory nazywamy przyjaznia , p
        > rzyjaznia nie jest. Przyjazn sie nie rozpada z dnia na dzien mozna sie nie kont
        > aktowac dluzszy czas ale w przyjazni zawsze ma sie gdzie wracac.

        E tam miałam w liceum 3 bliskie przyjaciółki i z każdą się posypało, no jedna mieszka za granicą ale jak przyjeżdża nigdy męża nie przeprowadza, nawet bo nie poznałam. Druga się obraziła bo się spóźnilam 20 min na spotkanie a trzecia się nieładnie zachowała gdy miałam kryzys małżeński. Plus ostanio kolejna ze studiów tym razem nagle odwołala spotkanie w stolicy a potem wyrzuciła mnue ze znajomych i to dwa razy. Za pierwszym razem tłumacząc, że ktoś jej zhakowal konto...To je jest normalne moim zdaniem.
    • lellapolella Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:43
      pade napisała:

      >
      > I tak mnie zastanawia, dlaczego przyjaźń, nie znajomość, koleżeństwo, tylko prz
      > yjaźń rozpada się w ten sposób. Przecież raptowne ucięcie kontaktu, bez słowa w
      > yjaśnienia jest okrutnym wręcz odrzuceniem.

      Bo nieprawdopodobnym wręcz okrucieństwem jest zrobienie komuś bezinteresownego świństwa właśnie w przyjaźni, nie w znajomości czy koleżeństwie. To jest taka akcja, która nieodwracalnie podkopuje twoje rozumienie świata i wiarę we własne zmysły. I niszczy nie tylko przyszłość ale i wspólną przeszłość, bo wiesz nagle, że BYŁO INACZEJ. Aby cokolwiek ocalić, trzeba odejść, możliwie szybko, by zminimalizować straty.
      Nigdy więcej się nie odezwała. Nawet nie nie rzuciła "sorki, lella, tak wyszło". Osoba, która została w mojej pamięci, to ktoś nie mający z nią nic wspólnego. Przypadkowa zbieżność nazwisk.
    • quelquechose Re: O przyjaźni 02.05.18, 14:56
      Ja nie wiem, czy się kwalifikuję, ale poniekąd tak się odseparowałam bez słowa. Tylko, że ta "przyjaźń" była już bardziej fejsbukowa i jak się okazało bardziej przeze mnie przeceniana, niż to miało miejsce. To była taka znajomość z dzieciństwa poprzez liceum, wydawało mi się, że po grób tongue_out (bo ja z takich lojalnych jestem). A ta "przyjaciółka" wzięła ślub w naszym rodzinnym mieście i nie tylko mnie nie zaprosiła, ale nie zawiadomiła nawet. Zobaczyłam tylko fotki na FB. A mnie się zdawało, że my jak siostry. OKI - może trochę się oddaliłyśmy ze względu na kilometry, ale dla mnie odległość i czas nic nie znaczyły. Okazało się, że jednak dla niej tak. Więc zabolało mnie to bardzo i wyrzuciłam ją z tego fejsa. OK - ona ma prawo tak czuć, rozumiem, ale ja w takim razie ja też mam. Na fejsową znajomość ja się nie piszę. Próbowała mnie dodać ponownie, ale nigdy nie dopytywała, co się stało. Inną też tak usunęłam po tym, jak po raz kolejny nie stawiła się na umówionym spotkaniu (ciągle odwoływała) - uznałam, że nie zależy jej, a ja nie będę się narzucać. Było, minęło. Parę innych przestałam podtrzymywać i też zamarły (bez urazy). Oczyściłam tak kontakty i zostawiłam tylko osoby, którym na mnie zależy.
    • ruscello Re: O przyjaźni 02.05.18, 15:50
      Zrobiłam tak po daniu drugiej szansy. Nie mam ochoty być kubłem na emocje toksycznej osoby. Dziewczyna jest wampirem emocjonalnym, dda i żyje w sposób, którego nie mogłabym tolerować. A oczekiwała, że będę ją wspierać w rozwalaniu psychiki poprzez ten sposób na życie.
      • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 17:29
        To jest częsty powód zrywania znajomości.
      • wilan.an Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:05
        Niżej wpisalam identyczny scenariuszuncertain DDA naprawdę często jest toksyczne.
    • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 17:33
      Odpowiadając jednocześnie na Twojego posta i nawiązując do wątku Kury - mam wrażenie, że często wydaje nam się, że ktoś nagle zrywa znajomość, podczas gdy tak naprawdę sygnały dawał już o wiele wcześniej i próbował wygasić subtelnie i delikatnie znajomość. Niekoniecznie powód musiał być jakiś mega drastyczny - może po prostu coś się w jednej stronie wypaliło, podczas gdy druga zbyt mocno zaangażowana w przyjaźń (często też nie mająca dystansu i pewnej dojrzałości) nie odycztuje sygnałów, które druga strona daje. I w końcu druga strona musi dać znać jasno i dobitnie, że koniec - i wtedy nagle można odnieść wrażenie, że zerwała nagle.
      • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:20
        Dla mnie własnie dawanie sygnałów jest brakiem dojrzałości. Co to właściwie za komunikacja? Aluzyjna? Niewerbalna?
        • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:25
          Delikatna smile jak zobaczysz wątki na ematce - zawsze jako sposób na zakończenie znajomości podpowiedzą „wygaszanie” a nie walenie wprost.
          • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:37
            O nie, nie. Delikatne wycofywanie się rakiem, subtelne aluzyjki to nie jest dojrzała komunikacja. Tak samo jak nie jest dojrzałe "walenie wprost". Naprawdę można rozmawiać o nieprzyjemnych sprawach tak, by się nawzajem nie atakować i nie oceniać. Szczerość, otwartość to nie są synonimy tzw. brutalnej prawdy.
            Jak się nie ma śmiałości powiedzieć prosto w twarz co boli czy uwiera, albo, że coś się wypaliło, to zawsze można to napisać. No chyba, że się uważa, że ten drugi człowiek i wszystko co go nas z nim łączyło nie jest tego wart.
            • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:46
              I naprawdę nie widzisz sytuacji, w których taka wymiana zdań nie ma sensu? Wg mnie to ma sens, kiedy chodzi o konkretną sytuację, konkretny problem, a nie całokształt, gdy może to tobie zmienia się optyka, a nie ta osoba odwala coś niesympatycznego (to owszem, może być ostatni gwóźdź do trumny, ale nie przyczyna konfliktu).

              Jak konkretnie wyobrażasz sobie rozmowę w sytuacji, którą Ci opisałam? Bo nie wiem, może ja czegoś nie dostrzegam, może tworzę scenariusze z kosmosu? Szczerze mówiąc, to nie sądzę. Przyjaciółka, z którą potrzebuję rozluźnić kontakt wpisuje się w pewien schemat, który od lat nie jest mi obcy. Tylko jakoś wcześniej tego nie dostrzegłam. Naprawdę zupełnie nie wiem, jak bym miała rozmawiać o takich sprawach. Żeby to było konstruktywne dodatkowo. A... i należy do osób, które psychologię i mechanizmy działania ludzi traktują raczej z pobłażaniem, niż jako sposób na rozwiązanie tego czy innego problemu. Komunikacji w formie listu próbowałam kiedyś. Bez efektów.
              • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:57
                Butch, ciężko mi jest odnieść się do sytuacji opisanej jednak dość ogólnikowo. Musiałabym sobie skopiować wszystkie Twoje posty o niej i Waszej relacji, żeby sobie wyrobić zdanie. Jeśli masz taką potrzebę to mogę to zrobić.
                Klik. Załapałamsmile
                Chodzi o współuzależnienie, tak? Jeśli tak, to rozumiem chęć wycofania się i niechęć do babrania się w szczegółach. Ale ja bym jednak zebrała wszystko w całość i napisała coś zgrabnego od siebie. Choćby po to, żeby mieć czyste sumienie.
                • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 19:28
                  Ja nawet nie wiem, czy to jest współuzależnienie i czy tylko jakieś pochodne, powiedzmy... W każdym razie z całą pewnością coś pokręconego. Dzięki smile Przemyślę jeszcze temat, choć na ten moment nie mam pojęcia, jak by się dało coś takiego ubrać w słowa.
                  • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:05
                    Moim zdaniem nie ma sensu ubieranie tego typu sytuacji w słowa - to zawsze będzie źle, opacznie zrozumiane - jako pretensje. A wcale nie o to Ci chodzi. Jeśli już, to można napisac/powiedziec cos w stylu „bardzo dziękuję Ci za te wszystkie lata i dobre chwile” - ale wyjaśnianie po to, aby mieć czyste sumienie może być o wiele bardziej bezlitosne, niż delikatne wygaszenie znajomości.
                    • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:18
                      Jakbym dostała taką wiadomość to chwyciłabym za telefon z pytaniem "jezusmaryja, co się dzieje? jesteś chora?".
                  • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:22
                    Generalnie zmierzam do tego, że czasami nam się drogi rozchodzą i zaczynamy chcieć od życia czegoś innego. Nie ma już w nim wowczas miejsca na to, co było dotychczas. Mamy do tego prawo. Nie ma sensu jednak zrzucać swoich przemyśleń drugiej osobie - bo jak się nie postąpi, będzie źle. Jak powiesz, że coś Ci w niej przeszkadza - poczuje się urażona i oszukana. Jak powiesz, że to nie o nią chodzi, tylko o Ciebie - poczuje się oszukana i zacznie snuć domysly, o co Ci tak naprawdę chodzi. Nie da się - pozostaje liczyć, że da się wygasić samoczynnie znajomość i nie przeprowadzać terapii zbiorowej. No i wziąć na klatę to, że jest się przyczyną rozpadu przyjaźni lub znajomości.
                    • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:31
                      Z góry zakładasz, że wiesz jak dana osoba zareaguje. Jakbyś pisała z doświadczenia. Może zachować się jak piszesz, ale może też zupełnie inaczej. Tego się nie da przewidzieć w 100%.
                      • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:32
                        Tak, piszę z doświadczenia, ale masz rację - nie wiem tego na 100%
                      • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 21:22
                        Jednak, kiedy się kogoś dobrze zna, można reakcje tej osoby przewidzieć.
    • karen_ann Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:29
      Hmm chyba lepiej by było zapytać kto został tak znienacka bez podania powodów "porzucony"?
      Ja myślę ze czasem nie ma powodu. Czasem po prostu jest zazdrość, np o faceta, dziecko. Jakieś wyparte rzeczy do których te porzucające osoby nie chcą się przyznać albo nie potrafią nazwać co je boli w zachowaniu tej odoby. Moze te osoby wiedzą ze 2 osoba nie zmieni się, moze chcą zeby zabolało bo je boli coś innego w zyciu. Takie toksyczne sprawy. Mam zle to i ty cierp. Nie chodzi pewnie o rzeczy które mozna naprawić. Inna sprawa ze obecnie jest duzo zaburzeń narcystycznych i ludzie wykorzystują znajomosci do swoich celów, tworzą pozory zarzyłosci a pozniej odrzucają i idą dalej.
      • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 18:32
        "Hmm chyba lepiej by było zapytać kto został tak znienacka bez podania powodów "porzucony"? "
        Chyba taksmile Byłby z pewnością większy odzew.
        • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:31
          Załóżcie taki wątek - może sporo wnieść. Mówię poważnie smile
          • karen_ann Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:43
            Mozemy tez w tym wątku dyskutować.
            Uświadomiłam sobie dzięki kurze ze ja tez przezywam te nagłe zerwania znajomości bez podania powodu. Jestem bliska teorii pade ze ludzie powinni sobie jednak mówić coś na koniec zeby druga strona nie czuła się jak ścierka.
            Tylko ze trzeba być naprawdę dobrym w gadkach zeby to wyłozyć bez złosci i obeiniania a nue wiadomo jaki level spotkamy po 2 stronie albo tez wiadomo.
            Tylko ja jestem właśnie blizej teorii ze te osoby które nagle odchodzą chcą zeby bolało albo są narcyzami czyli nie przyzwyczajają traktują przedmiotowo innych jestesmy dla nich tylko schodkiem do celu.
            • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 20:48
              No właśnie. Mnie się takie "żegnaj Gienia, świat się zmienia" kojarzy właśnie z takim przedmiotowym traktowaniem. Nie jesteś mi już potrzebny/potrzebna, spadaj.
              • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 21:29
                Myślę, że to nie jest takie proste. Gdyby było, znów odwołuję się do Guardiana, taki sposób byłby tak bardzo dominujący, jeśli chodzi o kończenie damskich przyjaźni. Alternatywnie można uznać, że 90% kobiet traktuje swoje przyjaciółki przedmiotowo... nie sądzę, aby tak było.
                Poza tym unikanie niepotrzebnego ranienia się wzajemnie, gdy wiadomo, że nic nowego z tego nie wyniknie, wcale nie jest równoznaczne z przedmiotowym traktowaniem drugiej osoby.

                A już skąd pomysł Karen, że odchodząc chce się komuś dać popalić, to naprawdę nie wiem. Jak dla mnie lekko paranoiczne założenie. Nawet w związkach miłosnych nie spotkałam się jeszcze z taką teorią. Ludzie najczęściej czują dyskomfort, gdy dochodzą do wniosku, że chcą zakończyć bardzo bliską znajomość. Co innego jakieś chore zemsty, ale to inny temat i częściej dotyczy porzucanego niż porzucającego.
                • karen_ann Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:12
                  Pomysł stąd ze taka odchadząca osoba moze czuć się jakoś pokrzywdzona losem, traktowaniem jej i w jej mniemaniu tej rzucającej wyrównuje rachunki. Nie intetesuje mnie co czujesz po moim odejściu bo mnie bolało. Znam powody takie: bo jej się lepiej powodzi, ma dziecko ja nie i często są to nieświadome powody głeboko wyparte. Zemsta tez wchodzi w grę.
                  • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:20
                    >Nie intetesuje mnie co czujesz po moim odejściu bo mnie bolało
                    Ja bym powiedziała, że to złość, ale może faktycznie różnie bywa.
                    I zgadzam się, że ślub czy narodziny dziecka, albo sukces zawodowy bywają sprawdzianem dla przyjaźni. Powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, jest tylko częściowo prawdziwe imo.
    • nie-mama Re: O przyjaźni 02.05.18, 21:17
      Ja jestem taka osoba, niestety. I sama do tej pory nie wiem do konca dlaczego tak sie stalo.

      Mialam bardzo bliskiego przyjaciela. Po jego slubie zaprzyjaznilysmy sie tez z jego zona i regularnie spotykalismy sie w czworke, razem z nimi i z moim mezem. Spedzilismy razem kilka wakacji i zawsze bylo swietnie, na luzie, i z powaznymi rozmowami i z zartami. To byli bardzo nam bliscy ludzie.

      Tylko ze mieszkaja ponad 1000 km od nas i kiedy ja zaczelam miec rozne problemy zdrowotne, przy bardzo intensywnej pracy na pelen etat, przy terapii i innych zobowiazaniach, po prostu zabraklo mi energii na podtrzymywanie przyjazni na odleglosc. Im wtedy urodzil sie synek, a ja przechodzilam kolejne proby in-vitro. W pewnym momencie bylo mi bardzo ciezko utrzymywac czestszy kontakt i wszystko sie jakos rozeszlo...

      Po kilku latach probowalam ponownie nawiazac kontakt i okazalo sie, ze bardzo duzo sie pozmienialo. Oni sie rozwiedli i nie byl to latwy proces. Udalo mi sie otwarcie porozmawiac i z nia i z nim osobno i dowiedzialam sie, ze obydwoje poczuli sie odrzuceni i mysleli, ze "trzymam strone" tej drugiej osoby. Z ich strony wygladalo to wlasnie jak takie zerwanie bez wyjasnienia.

      Teraz juz nie jest to ta sama przyjazn. Mamy kontakt bardzo rzadko i chyba juz nie wrocimy do tej bliskosci. Wiem, ze to moja wina i zle sie z tym czuje...
      • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 21:34
        A moim zdaniem tę historię można podsumować, że tak się Wam akurat ułożyło. To zrozumiałe, że w okolicznościach, jakie opisałaś, nie miałaś potrzeby bliskich kontaktów w pewnym okresie, to zrozumiałe, że życie idzie do przodu i czasem po przerwie nie da się wrócić do wcześniejszego stanu rzeczy. Nie mówiłabym tu o winie. Wcale.
    • wilan.an Re: O przyjaźni 02.05.18, 21:54
      Ja zakończyłam w ten sposób dwie przyjaźnie, jedna trwała przez wszystkie lata edukacji, kochałam ją jak rodzinę, ale nie dałam rady DDA. Po tym wszystkim co razem przeszlysmy, anoreksja, samobójstwo jej matki, uzależnienie ojca, problemy finansowe, danie drugiej szansy.... dałam jej poznać szerokie grono moich znajomych. Wyrwala z niego największy odpad. Oczywiście alkohol, rozwód i przemoc na koncie. Nie dałam rady. Zmyłam się z bólem. Czasem ją wspominam w kontekście naszej szalonej młodości.
      Druga zaczęła kłamać i konfabulowac, czara się przelała i nie miałam już do niej serca. Co to za przyjaźń jak ktoś kłamie.
      • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:02
        Albo jak ktoś ci w twarz rzuca obelgi? Co tu tłumaczyć? Pogodzić się z tym, że człowiek się pomylił, spadać i zadbać o siebie.
        Wg mnie naprawdę nie każdy układ da się rozegrać podręcznikowo... i nie zawsze to celowe.
        • wilan.an Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:08
          Zgadza sie, uważam że z przyjaźnią jest jak z miłością. Obie strony muszą chcieć i się starać.
      • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:10
        A mogę Cię jeszcze o coś spytać?
        Co sprawiło, że zaprzyjaźniłaś się akurat z takim wampirkiem i przez lata ją holowałaś?
        I nie jest to przeciwko Tobie. Zbieram materiał badawczy wink
        Bo wg mnie takie układy są jak puzzelki - obie strony zaspokajają wzajemnie swoje potrzeby, pasują do siebie w jakiś niezdrowy sposób, jakoś pokracznie się realizują poprzez taką przyjaźń. Możliwe? Jak z Twojej perspektywy to by wyglądało?
        • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:18
          Wiem, że pytanie nie do mnie, ale Ci odpowiem - niektóre osoby mają taką osobowość, że przyciągają do siebie właśnie takie "wampirki" niepoukładane, z problemami. Niestety na dłuższą metę to nie ma prawa działać. Ale jest to wyłącznie kwestia wchodzenia w układ ratownik-ofiara. Po jakimś czasie ratownik zawsze chce uciec - ale mówiąc "ofierze", że nie ma już siły jej ratować, spotyka się z oburzeniem i niezrozumieniem - no bo jak to, do tej pory problemu nie było.
          • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:21
            No ale czemu zostaje tym "ratownikiem"?
            • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:24
              Bo czy to nie jest trochę takie prowadził ślepy kulawego?
              Rzeczywiście pomóc można przecież tylko samemu sobie, albo będąc niezaangażowanym profesjonalistą... Mówię oczywiście o całych układach tego typu, nie zwykłych sytuacjach, kiedy raz ja pomagam tobie, a raz ty mnie.
            • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:32
              Bo masz taką konstrukcję psychiczną i częściowo takie wychowanie. Powiem Ci na swoim przykładzie - wszystkie (bardzo liczne) zażyłe relacje z koleżankami, zawsze przez nie uważane były za przyjaźnie, ponieważ ja byłam zawsze gotowa wysłuchać, zrozumieć, wesprzeć, zawsze widziałam same pozytywy a negatywy potrafiłam wytłumaczyć. Zawsze mega lojalna, stawiająca drugą osobę na pierwszym miejscu - i do tego mam duże zrozumienie psychologiczne i po prostu rozumiem ludzi. I ja, będąc właśnie taką osobą, całymi latami żyłam dla nich - a one z tego korzystały (trudno im się dziwić). Jaka tego przyczyna? Taką mam osobowość i w takiej relacji byłam w domu rodzinnym - jako wsparcie dla wszystkich.
              Teraz jestem już stara i to widzę - i wiem, że nie mogę wchodzić w "przyjaźnie" bo zawsze (!) powtarzam ten sam schemat i zawsze na końcu uciekam - bo czuję się osaczona i uwiązana. Ale zanim ucieknę - miną np. dwa lata, bo tyle zajmuje mi dojrzenie do decyzji, że może tym razem postawię na siebie. I koniec końców druga strona czuje się oszukana - bo przecież tyle lat byłam zawsze w gotowości i nagle (w jej odczuciu nagle) coś mi się odwidziało.
              • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:40
                To ciekawe, bo ja podchodziłam tak samo: "zawsze przez nie uważane były za przyjaźnie, ponieważ ja byłam zawsze gotowa wysłuchać, zrozumieć, wesprzeć, zawsze widziałam same pozytywy a negatywy potrafiłam wytłumaczyć. Zawsze mega lojalna, stawiająca drugą osobę na pierwszym miejscu".
                Natomiast, jak czytam teraz ten watek, to dochodzę do wniosku, że w młodości w pewnym, przypadku mogło być i tak, że to właśnie przyjaciółka widziała we mnie tę "ofiarę". Przy czym z perspektywy lat widzę, że i ona nie miała standardowych relacji w domu, że tak powiem. To by potwierdzało moje wrażenie, że w takich układach w swoim mniemaniu poświęcają się obie strony, obie są pokręcone i obie odnoszą z tego korzyści.
                • butch_cassidy Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:41
                  To serio jest ciekawe - jak przeczytałam po wysłaniu, to nie wiem, czy początek nie zabrzmiał ironicznie smile
                  • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:52
                    Spoko, rozumiem. Myślę, że masz rację - obie strony są pokręcone. Podobno ratownicy też nimi zostają, bo wówczas czują się potrzebni - ja tego jeszcze nie widzę, prawdę mówiąc jestem osobą bardzo samodzielną i cenię sobie wolnośc i niezależność - dlatego nie do końca wiem, co ja sobie rekompensuję tym "ratownictwem".
                    • karen_ann Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:00
                      Wiesz to moze być schemat z dziecinstwam parentyfikacja. Moze byłaś w tej roli wobec któregoś z rodziców i stawiałas czyjes potrzeby ponad swoje własne. Moze tak ci zostało. Gratyfikowali cię jak zajmowalaś się nie sobą swoimi potrzebami a innymi.
                      • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:06
                        Tak było.
                      • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 00:22
                        Oj, ta parentyfikacja by bardzo pasowała do tamtej mojej ww przyjaciółki. Bardzo ciekawa dyskusja...
                    • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:02
                      Zdecydowanie pokręcone. Skoro cenisz sobie wolność i samodzielność to czemu upupiałaś przyjaciółki?
                      "zawsze przez nie uważane były za przyjaźnie, ponieważ ja byłam zawsze gotowa wysłuchać, zrozumieć, wesprzeć, zawsze widziałam same pozytywy a negatywy potrafiłam wytłumaczyć. Zawsze mega lojalna, stawiająca drugą osobę na pierwszym miejscu"
                      Mnie się ten opis kojarzy z nadopiekuńczą matką. A ta matka niby wszystko dla dziecka, niby ono najważniejsze na świecie, a jednak robi sobie dobrze "troską" i "dbaniem". Celowo w cudzysłowie.
                      • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:06
                        Niewykluczone, że masz rację
                        • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:17
                          Jeśli uważasz kogoś za samodzielną istotę to wierzysz, że sobie poradzi, wierzysz w nią. I nie masz wtedy odruchu, a jeśli masz to starasz się go hamować, żeby wyręczyć, holować, podtrzymywać.
                          Owszem, czasem trzeba pomóc, wesprzeć, czasem tak się zdarza, że tylko jedna osoba potrzebuje, ale czym innym jest zdrowa pomoc, adekwatna, a czym innym dźwiganie kogoś na swoich plecach.
                          • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:42
                            Z resztą - nie odejmuję wartości tym wszystkim przyjaźniom. Sama straciłam wielu znajomych, którzy po prostu zniknęli z naszego życia gdy nam urodziły się dzieci. Nigdy nie miałam o to pretensji - rozumiałam, że nasze drogi się rozeszły ze względu na inny tryb życia. Ja nigdy nikogo nie zostawiłam z tak "błahego" powodu. Nie przeszkadzały mi nigdy ani odmienny styl życia, odmienne poglądy, wartości, postèpowanie itd. Nie to jest powodem, dla jakiego ewentualnie wygaszam znajomości.
                      • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:32
                        Nie wiem, czy upupiałam. Lata dawanego wsparcia nie mają znaczenia?
                        • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:41
                          Czułaś się wykorzystywana, tak?
                          A widzisz, że sama na to pozwalałaś?
                          Nie, to nie tłumaczy nadużyć drugiej strony. Nie twierdzę, że sama sobie jesteś winna, nie. Po prostu przyczyniłaś się do tego, że te relacje były takie, jakie były.

                          ps. nadopiekuńcze matki często mają poczucie krzywdy - ja się tak starałam, tyle dla ciebie poświęciłam, a ty mi się tak odwdzięczasz!
                          ps.2 ratownik potrzebuje być doceniony za to co robi, może Ty właśnie tego potrzebowałaś w tych relacjach? Zauważenia i docenienia Twojego wysiłku? A przyjaciółki tylko brały i brały, jak swoje.
                          • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:46
                            Być może tak, ale tego nie widzę. Po prostu od zawsze miałam przekonanie, że moją rolą jest dawać wsparcie.
                          • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:48
                            Ale dopieromod niedawna, wchodząc w nowe relacje, staram się kierować czym innym, niż końiecznością dawania wsparcia.
              • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:43
                Nie dziwię się, że w "jej" odczuciu nagle. Zwłaszcza w kontekście tego co pisałaś wcześniej o subtelnych sygnałach.
                Ja bym nie wiedziała co poszło nie tak na miejscu Twoich przyjaciółek. Inna sprawa, że nie przyssałabym się do Ciebie, bo nie ciągnie mnie do osób, które uwielbiają się poświęcać.
                Teraz, kiedy jesteś już "stara"smile zaczęłaś w końcu dbać o siebie?
                • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:48
                  Sama ładnie napisałaś "nie przyssałabym się" smile
                  Teraz staram się nie dopuscic do sytuacji, w której druga kobieta mogłaby poczuć się zbyt blisko ze mną - właśnie po to, by jej nie ranić. Poza tym zaczęłam trochę wybierać - unikam osób ze starego schematu, staram się budować znajomości z osobami w miarę poukładanymi w życiu i takimi, które nie łakną psychoterapii.
                • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:49
                  Aha i ja też się nie dziwię, że nie wiedzą, o co chodzi. Ale jak mówiłam o co chodzi, nie wiedziały tym bardziej...
                  • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:55
                    Tak z ciekawości, powiedziałaś chociaż raz: chciałabym, żebyś teraz Ty mnie wsparła/wysłuchała/czy czego tam akurat potrzebowałaś?
                    • yukkonaka Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:04
                      Tak, na ogół nie wychodziło. Ale ja mówię - ja nie przeczę, że problem może być we mnie, że po prostu "nie umiem w przyjaźń". Ja na hasło od kobiety, że jestem najważniejsza w jej życiu (a dodam, że ja mam rodzinę, natomiast wszystkie dotychczasowe moje kolezanki byly samotne) zaczynam się dusić i czuję się osaczona. I uciekam. To ewidentnie mój problem w nieumiejętności stawiania granic, ale nic na to już nie poradzę - dlatego, żeby nie krzywidzić - nie przyjaźnię się w waszym rozumieniu.
                      • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 23:13
                        Już druga osoba to napisała, o tym "naszym" rozumieniu. Błędnie to odbieracie. Przyjaźń nie oznacza osaczenia, przekraczania granic, siedzenia sobie na głowie od rana do wieczora albo codziennego plotkowania czy wyżalania się w telefon. Nie oznacza, że jedna strona jest drzewem a druga hubą. Przede wszystkim to jest relacja równorzędna. Nikt się nie poświęca i nie wykorzystuje. Obie strony są ważne.
                        • mapt Re: O przyjaźni 03.05.18, 00:20
                          Kura się przyssała, choć wyraźnie jej powiedziano z drugiej strony, że sorry, ale to nie aż taka relacja jaką sobie wyobrażała. Jakoś przeoczyłaś w swoich teoretycznych mądrościach prosty schemat który zaistniał.
                          Założę się, że w praktyce to Lady_ ma więcej przyjaciół niż nawet o nich wie bo ich za zwykłych kolegów uważa, a na pewno więcej niż osoby które tzw "woelkośc przyjaźni" wartościują ilością egzaltowanych spazmów gdy druga strona ma już dość.
                • mapt Re: O przyjaźni 03.05.18, 00:14
                  jasne że byś się nie "przyssała" do takiego typu bo sama nim jesteś, typ pouczającej nadopiekuńczej matki szukajającej po forach "uczniów" których można instruować i wygłaszać peany poppsychologii (epatować się poczuciem pomagania tym niedouczonym).
                  To ciekawe że nie widzisz analogii sytuacji Kury i np tej powyższej i jak różnie oceniasz to samo w zależności od osoby.
                  • pade Re: O przyjaźni 03.05.18, 00:17
                    Powklejaj mi kilka linków bo nie rozumiem co do mnie piszeszbig_grin
        • wilan.an Re: O przyjaźni 03.05.18, 01:09
          Byłyśmy psiapsiolami z jednej ławki od dziecka. Potem jej życie zaczął rujnowac nałóg rodziców, ale w tamtych czasach ja tego nie wiedziałam. Wspołczulam jej, pomagałam tak jak może dziecko dziecku. Jak nie miała np śniadań to zawsze dzielilysmy sie moim. Całe lata była moja kochaną, zabawną siostrą ktora miała nie fajnych rodziców. Jakiś takich surowych, albo odwrotnie bardzo wesołych, raz bez kasy a raz szastająchych. Potem jej mama pękła, miałyśmy juz po 16 lat. Samobójstwo. Jeszcze bardziej chciałam jej pomóc, w szkole, w nauce, w przeżyciu. Reszta to rollercoaster. Po latach widzę jakie to były czasy, zero pomocy psychologa, instytucji, kogokolwiek,,po prostu miała wrócić do szkoły i zakuwać. Tak sie nie dało, wiec było źle. Za pierwszym razem jak poszła/zniknęła- szczegółów nie chce podawac to miałam złamane serce. Po 4 latach wróciła i znowu przybyła z bagażem problemów, agresywnym chłopakiem, górą kasy nieznanego pochodzenia. Druga szansa trwala 2 lata i tym razem ja to ucielam. W zasadzie bez słowa, w momencie jak świadomie związała się z alkoholikiem. To była moja granica ślepoty.
          • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 07:07
            Dziękuję.
      • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 00:43
        Czytając, zastanawiam się, czy to nie jest tak, że jedna strona w takich układach ma deficyt takiej prawdziwej opieki rodzicielskiej, a druga już jako dziecko weszła w rolę rodzica... I tak ciągną bezrefleksyjnie układy z domu rodzinnego, przenosząc je na przyjaciółki... I finalnie obie są rozczarowane.
        Można się poczuć jakby jakieś fatum decydowało o tych relacjach, a nie człowiek samodzielnie.
        • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 00:46
          Cd: czyli wychodzi, że deficyty mają obie, bo dziecko ma być dzieckiem, a nie rodzicem swojego rodzica. I tych deficytów taka przyjaźń nie zniweluje, nie ma szans... stąd może nieuniknione rozczarowanie?
          Nie wiem... może powinnam już iść spać, bo może wymyślam wink
          • yukkonaka Re: O przyjaźni 03.05.18, 08:26
            To jest słuszna diagnoza wg mnie. W każdej relacji przenosi się deficyty...
            • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 08:58
              W dodatku te "braki" są ulokowane w tym samym miejscu - tyle że u jednej w sposób jawny (wiecznie szuka wsparcia), u drugiej jakby w zamaskowany sposób (zamiast zająć się sobą i wyleczyć z przeszłości, czuje potrzebę opiekowania się "ofiarą")... A skoro z próżnego i Salomon nie naleje, to takie wspieranie w wykonaniu osoby sparentyfikowanej jest psu na budę... Czy wręcz szkodliwe, bo "ofiara" ma wentyl bezpieczeństwa, opóźniający szukanie skutecznej, profesjonalnej pomocy (a np. wspomniane DDA przecież tego potrzebuje).

              Ja nie wiem, ale jeśli my tu mamy rację, to o są dla mnie ważne wnioski.
              • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 09:09
                Wyglądałoby na to, że w pewnym sensie "ofiarami" są obie strony takiej przyjaźni... I obie potrzebują pomocy... I nie chcę pisać "przyjaźni" bo przecież to wsparcie jest realne i kosztowne dla dającej, tyle że przesadzone i pewnie m.in. przez to nieskuteczne, co z kolei powoduje frustrację.

                • yukkonaka Re: O przyjaźni 03.05.18, 10:02
                  Tzn - to w ogóle nie jest fundament do jakiejkolwiek przyjaźni! Jeśli ma się tendencje do wchodzenia w takie układy należy sobie jasno i wyraźnie powiedzieć, że nigdy więcej - po prostu po to, by nie ranić siebie, drugiej osoby i nie tracić czasu. I wówczas dobierać sobie ludzi, którzy nie szukają ratowników i nie zacieśniać relacji do etapu zwierzeń. Trudno - nie każdy umie być przyjacielem jak z filmów wink
                • karen_ann Re: O przyjaźni 03.05.18, 10:05
                  Hmm wydaje mi się ze to moze być clue. 2 osoby z deficytami nie zbydują trwałej dobrej relacji. To jest deficyt rodziców, to jakby obie szukały relacji z matką, jedna opieki druga odgrywała matkę ale wcale tego nie chce. W sumie obie na terapię ale nie wiem jak w zyciu zaspokoić ten brak opieki, czy trudno pozbyć się tej przeszlości.
                  • yukkonaka Re: O przyjaźni 03.05.18, 10:40
                    Tak, ja analizowałam kiedyś wszystkie swoje przyjaźnie, które koniec końców były toksyczne - absolutnie każda kobieta miała albo problemy z matką albo brak matki. Zaczęło się od wczesnej podstawówki i trwało całymi, długimi latami. Każda jedna kobieta z wielkimi deficytami rodzinnymi. A ja - idealny opiekun z instynktem macierzyńskim.
                    Brzmi pięknie, ale to jest koszmar, który niszczy obie strony.
                    • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 10:57
                      Ha! A ja wczoraj zaczęłam się zastanawiać, gdy Karen napisała o parentyfikacji. Każda "opiekunka" miała problemy z ojcem - albo nie żył, albo po rozwodzie z matką mający dziecko w gdzieś, albo nieznany...
                      • yukkonaka Re: O przyjaźni 03.05.18, 11:06
                        To by się zgadzało. Ale Ty jesteś raczej opiekun, czy osoba potrzebująca opieki? Bo z Twoich wypowiedzi wynika, że i jedno i drugie.
                        • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 11:20
                          Bo chyba tak właśnie jest - i jedno i drugie... uncertain

                          I jeszcze myślę dalej:
                          Wszystkie trzy dziewczyny - jak widzę z perspektywy lat, bo na bieżąco nie widziałam tego - miały problemy ze sobą, objawiające się uzależnianiami, nieumiejętnością zbudowania związku, problemami z założeniem rodziny, pomimo ogromnej chęci i potrzeby... Natomiast w relacji ze mną występowały z pozycji tej, która jest poukładana, ma większą wiedzę, czy doświadczenie życiowe... I tak zamiast ratować same siebie, ładowały energię w próby "ratowania" mnie... I nie piszę tego z pretensjami, tylko chyba zaczynam widzieć mechanizm... ale to tak intuicyjnie przy niewielkiej wiedzy, więc nie mam pewności...

                          Pisałaś wyżej, że wykluczasz przyjaźnie. Kurczę, ja póki co wyeliminowałam te dotychczasowe lub właśnie to robię lub też zostałam sama wyeliminowana dawno temu wink
                          I liczę się z tym, że innych już nie będzie. Jednak przede wszystkim, gdyby pojawiła się opcja przyjaźni, byłabym bardzo wyczulona, żeby nie powtarzać schematu.
                          • yukkonaka Re: O przyjaźni 03.05.18, 11:28
                            I bardzo dobrze - może wcale nie musisz (lub ja) wykluczać przyjaźni - ale na pewno należy dążyć do tego, aby była ona zbudowana świadomie na zdrowych fundamentach, a nie na tym, co dotychczas.
                            Ty piszesz o 3 dziewczynach - ja ich miałam 6 - tak samo miały problemy, o jakich napisałaś. I dokładnie tak samo - z jednej strony czerpały garściami z mojego poukładania życiowego, ale z drugiej strony w pewnym sensie patrzyły z góry, jako te bardziej doświadczone i "co to ja wiem o życiu" i gdy ja miałam jakiś problem, to na ogół był on "niczym" w porównaniu z ich problemami. No i jeszcze jedna sprawa - ponieważ ja miałam poukładane życie w związku małżeńskim, a one nie - liczyłam się dla nich tylko ja sama, nigdy z rodziną.
                            Przy czym dodam - ja to widzę teraz, po latach. I już w to nie wchodzę.
                      • karen_ann Re: O przyjaźni 03.05.18, 11:35
                        Czyli brak ojca powoduje ze matka czasem parentyfikuje dziecko i robi z niego opiekuna czy partera dla siebie i w doroslym zyciu trudno wyjść ze schematu. Wysokopoziomowo jedziemy...
                        • butch_cassidy Re: O przyjaźni 03.05.18, 11:48
                          karen_ann napisała:

                          Wys
                          > okopoziomowo jedziemy...
                          Nooo big_grin
                        • yukkonaka Re: O przyjaźni 03.05.18, 12:35
                          Przyczyn tej parentyfikacji jest masa, ale owszem, nieobecność ojca jest jedną z nich.
                          Owszem, analiza wysokopoziomowa, ale wbrew pozorom trafna i prosta do zauważenia.
              • pade Re: O przyjaźni 03.05.18, 11:16
                DDA ma przede wszystkim zaburzone poczucie bezpieczeństwa. I schemat: jak jest dobrze to zaraz będzie źle. Jak źle nie nadchodzi to napięcie wzrasta. Wtedy DDA prowokuje kłótnię, cokolwiek by mieć już to za sobą.
                Tu pomoże wyłącznie specjalista.
    • pani-noc Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:03
      > Czy są tu osoby, które zakończyły przyjaźń w ten sposób? Z dnia na dzień, bez słowa?

      Ja.

      > Jakie były przyczyny

      Jak w wątku obok: przez przypadek podsłuchałam co moja "przyjaciółka" opowiada o mnie za moimi plecami.

      > czy pojawiła się myśl o tym, że druga strona może zastanawiać się nad przyczynami do śmierci a i tak nie wpadnie na to 'dlaczego?'.

      Szczerze mówiąc obchodzi mnie to tyle co zeszłoroczny śnieg. Jeśli ktoś zawiódł moje zaufanie to jak gilotyną przecinam wszelkie więzy i wycinam taką osobę z mojego życia. Zdążyłam się nasłuchać od facetów, że nie mam serca, nigdy nie kochalam bla, bla, bla. Dla mnie tak jest prościej szybko zakończyć i żyć dalej, zamiast przedłużać agonię takiej relacji.
      • thaures Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:18
        Całe życie miałam dwie przyjaciółki, z tym że jedna ponad 20 lat temu wyjechała z Polski. I to ona kiedyś zerwała tak przyjaźń ze mną. Nie widywaliśmy się często, ale zawsze wiedzialysmy co u tej drugiej. Kiedyś mi napisała, że ogranicza kontakt, bo ją dołuję... Zaliczyłam typowy opad szczęki, bo nie miałam pojęcia czym. Ba, kilkumiesięczną korespondencję przeczytałam mężowi, żeby podpowiedział czym mogłam ją zdołować. Nic mu nie przyszło na myśl. Mnie to gryzło , czułam się bardzo źle, zwłaszcza, że naprawdę nie miałam pojęcia co się stało. Zresztą do tej pory źle mi z tym. Ona się odezwała po paru miesiącach, napisała, że jest porywcza i nieraz coś palnie, ale nie powiedziała o co jej wtedy chodziło. Mamy sporadyczny kontakt, a mnie została jedna przyjaciółka.
      • pade Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:26
        W takich przypadkach jak Twój wystarczy rzucić hasło: "wszystko słyszałam". Kropka.
        • pani-noc Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:33
          Wystarczy. Dla mnie nawet te 2 słowa to było za dużo czasu poświęcone takiej osobie.
          • eukaliptusy Re: O przyjaźni 06.05.18, 19:21
            A tak z ciekawości, to co mówiła to była bolesna prawda?
    • znowu.to.samo Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:10
      Ja już wyrosłam z "przyjaźnienia się"
      Za dużo nerwów mnie to kosztowało. Przyzwyczaiłam sie że jest jak jest i już, nie brakuje mi tego. Luźne znajomości mi wystarczą...
    • kobieta_z_polnocy Re: O przyjaźni 02.05.18, 22:58
      Moim zdaniem zawsze jest jakiś powód. Może być tak niski jak zawiść (o męża, pieniądze, dziecko, itp.), może też być jak w opisywanym powyżej przypadku - kiedy powiernik po latach zaciskania zębów wreszcie powiedział "dość". Dla tej drugiej strony to istotnie może być szokiem.

      Nie, nigdy nie zerwałam takiej relacji bez słowa i ze mną też nigdy z dnia na dzień w ten sposób nie zerwano. Ale ja się nie "przyjaźnię" w waszym rozumieniu. Są znajomi - mniej lub bardziej bliscy - ale wszelkie rozluźnienie kontaktów zawsze następowało stopniowo i nigdy nie było dla mnie szokiem.
    • stacie_o Re: O przyjaźni 03.05.18, 00:36
      Ja. Nie jestem dumna, bardzo żałuję. Lubiłam i ceniłam bardzo tę osobę, ale mam coś takiego, że lubię być sama, w zasiądzie wolę być sama. I nie mogłam, nie byłam w stanie, codziennie rozmawiać, odpisywać na maile, spotykać się co chwilę. Uznajmy, że mi wystarczyło jedno spotkanie raz w tygodniu, a druga strona chciała tyle ile nie byłam w stanie dać.
      • yukkonaka Re: O przyjaźni 03.05.18, 00:43
        Czyli miałyście różne potrzeby - Rozumiem to doskonale. Jest to również powód, z którego w dorosłym życiu weryfikujemy znajomości.
      • pade Re: O przyjaźni 03.05.18, 10:24
        Stacie, Ty mnie pytałaś o pocztę. Sprawdzałam, nic nie doszło od Ciebie.
    • tt-tka Re: O przyjaźni 03.05.18, 01:20
      pade napisała:

      > Czy są tu osoby, które zakończyły przyjaźń w ten sposób? Z dnia na dzień, bez s
      > łowa?

      Zglaszam sie smile
      Ja zakonczylam, ze mna zakonczono... przyczyny byly tej wagi, ze usprawiedliwialy takie zakonczenie. A sprawa na tyle jasna, ze wyjasnienia zbedne, lub tez exprzyjazn nie zasluzyla na wyjasnienie/zostala uznana za kogos, komu wyjasniac nie warto.
      Nie bede pisac o prawdziwych powodach, ale tej rangi co przyjaciel okazuje sie byc damskim bokserem, rasista, bratem samcem lub czyms w tym rodzaju. Albo kochankiem twojego chlopa na przyklad.
      • pade Re: O przyjaźni 03.05.18, 10:20
        Grubosmile
    • nisar Re: O przyjaźni 03.05.18, 09:28
      Ja tak zakończyłam może nie przyjaźń, ale paroletnią bardzo bliską znajomość. Nie tłumacząc niczego i kończąc jednym sms-em. Jestem (prawie) pewna, że ta osoba nie wpadła na to, dlaczego i ma zupełnie inną wizję przyczyny. Na tym etapie kompletnie mnie to nie obchodzi.

      O co mi poszło? Otóż owa koleżanka w pewnym momencie awansowała i (w mojej ocenie) odbiło jej na punkcie "bywania z odpowiednimi ludźmi". Ze mną się oczywiście spotykała, korzystała z mojego wsparcia w różnych kwestiach, ale "z wielkim światem" nie bywałam mieszana. Rzecz wyszła na jaw z hukiem (dla mnie) kiedy to upiekłam pasztet - jak się okazało - na imprezę, na którą nie zostałam zaproszona (byłam wówczas szarym pracownikiem biurowymsmile ), a na której moje osobiste sprawy były przez towarzystwo (część mnie znała z poprzedniej pracy) szczegółowo omawiane.
      Czemu nie komunikowałam i nie próbowałam "naprawiać"? Nigdy nie miałam charakteru kopciuszka i lubię być traktowana jak człowiek. Jeśli ktoś uważa, że jest lepszy i do niego nie pasuję - to zawsze, a nie wybiórczo. Tłumaczenie czegokolwiek uważałam za poniżej mojej godności. Nie pcham się gdzie mnie nie chcą. Nigdy.
      • pade Re: O przyjaźni 03.05.18, 10:22
        Nie wiem z czego miałabyś się tłumaczyć, mogłabyś co najwyżej zażądać wyjaśnień.
    • dziennik-niecodziennik Re: O przyjaźni 03.05.18, 21:27
      Dlatego ze czesto przyjaźń nie jest przyjaźnią. Wiezy sa silne, bo: znamy sie dlugo, wiele razem przeszliśmy, ja leczylam jej zlamane serce, ona ze mna oplakiwala smierc ukochanego psa itp itd. A ze nie bylo w tym tego co powinno byc, to jakoś umykalo.
      Ja mam taka "przyjaciolke" (choc ten cudzyslow wydaje mi sie jeszcze za mocny). Ja wiem ze w tej relacji wiele brakuje i nie porownuje jej nawet z taka moja prawdziwa-prawdziwa przyjaciolka, ale - no coz, lubie ja, rozumiemy sie, widujemy sie na tyle rzadko ze nie musze sie przejmowac przesadnie, a wiem ze jej to potrzebne - no to niech bedzie...
    • pade Re: O przyjaźni 06.05.18, 14:35
      Fajny artykuł o przyjaźni:
      zwierciadlo.pl/psychologia/czy-tkwisz-w-toksycznej-przyjazni

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka