niewidzialna_w_pracy
08.09.18, 00:50
Tak, to jednorazowy nick, na wypadek kogoś znajomego z reala.
Mój szef utracił uprawnienia i jego stanowisko szef szefów zaproponował mnie. Większa odpowiedzialność, większy prestiż, większe pieniądze.
I stałam się niewidzialna. Oczywiście każdy odpowiada na cześć czy dzień dobry, ale zaraz się spieszy, rozmowy milkną, o różnych sprawach dowiaduję się na samym końcu.
Oprócz mnie są 3 inne osoby z uprawnieniami i o to chodzi, że zdaniem chyba wszystkich, którejś z nich awans bardziej się należał. Owszem, mają dłuższy czas pracy, wyższe kwalifikacje (choć moje są wystarczające), znają lepiej sytuację działu, bo siedzą tu od lat, podwładni je lubią, na robocie się znają. Ja tu jestem od niedawna, wróciłam po roku z innego oddziału w innym mieście a wcześniej pracowałam tu na niższym stanowisku.
Niemniej jednak szef wezwał na rozmowę tylko mnie, nie wiem z jakich powodów, czy ich związania z poprzednikiem, czy jakichś zastrzeżeń merytorycznych, czy pewnych problemów w dziale. Powiedziałam, że są przecież inne osoby, którym się awans bardziej należy, ale szef na to, że ciągle ich nie było w pracy (co jak się później okazało nie do końca było prawdą), że to, że tamto i nie ma innej opcji a ja tyle już przeciwności pokonałam, że na pewno dam sobie radę.
No i teraz kto się dowie (to nie jest wielkie miasto) robi mi wyrzuty, że jak mogłam, że oni na moim miejscu by odmówili, że tamtym się należało bardziej.
Że szefa szefów, który przyszedł na miejsce swojego kolegi wyrzuconego w niemiłych okolicznościach nikt nie akceptuje i z nim nie przestaje i ma wielki problem z dobraniem sobie współpracowników.
Że jest z opcji politycznej źle widzianej.
Że teraz będę traktowana tak samo.
Że skoro dostałam to stanowisko, to będę musiała się odwdzięczać- chodzi o pole zawodowe, ale na granicy prawa (podobno były z nim jakieś dziwne sytuacje ale nie wiem ile w tym plotki ile prawdy).
Że co musiałam zrobić, żeby dostać awans, bo to się nie zdarza po kilku tygodniach pracy, kumoterstwo, znajomości czy co jeszcze.
Czuję się podle. Dziewczyna, która była pewniakiem do awansu naprawdę trzyma klasę, nie udaje, że mnie nie widzi, zadaje pytania, odpowiada na moje, ustala ze mną pewne sprawy, tyle że wszelakie tematy prywatne przestały istnieć. Ale sytuacja jest mocno niezręczna. Nie mogę się teraz wycofać, bo już klamka zapadła, zaczęłam tę pracę, radzę sobie, nie jest tak źle. No i nie chcę, bo w końcu niczego złego nie zrobiłam.
Co byście zrobili na moim miejscu?