ixiq111
11.10.18, 14:09
W II klasie w szkole podstawowej do klasy doszedł nowy uczeń. Chłopak na przerwach jest agresywny. Bije, kopie, szarpie, popycha na schodach, dziewczynki łapie za spodnie lub spódniczki i ściąga, zabiera rzeczy i niszczy. Na lekcjach zachowuje się w miarę ok.
W połowie września na zebraniu rodziców temat był poruszany w obecności dyrekcji. Pedagog szkolny też został zaangażowany w sprawę. Rodzice agresora nie widzą problemu, wręcz twierdzą, że wszyscy się na syna uwzięli i on się tylko broni.
Pocztą pantoflową dotarło, że rodzice go przenieśli do innej szkoły pod naciskiem rodziców ze "starej" klasy.
Efektów - zero.
Nie było dnia bez incydentów, ze strony tego ucznia. Ciągle ktoś jest pokrzywdzony. Chłopiec wyrośnięty, silny. Dzieci i rodzice mają dość.
Ostatnio obciął dziewczynce nożyczkami kitkę (była uczesana w dwa warkoczyki - takie mysie ogonki, bo włoski ma cieniutkie i rzadkie). Było też podbite oko, o siniakach nie wspominając.
We wtorek uderzył dziewczynkę przed stołówką szkolną (duża przerwa obiadowa), tak, że poleciała jej krew z nosa. Klasa formalnie była po lekcjach. Za młodą na obiad szedł jej brat z kumplami (VIII klasa sportowa).
I teraz:
Wersja brata:
Widział cale zajście. Podszedł do siostry, zaprowadził ją do nauczyciela dyżurującego. Telefon do rodziców. Po dziewczynkę natychmiast przyszła babcia. Chłopak dołączył do kolegów, razem zjedli obiad w stołówce.
Wersja kumpli:
Widzieli wszystko, potwierdzają wersje brata dziewczynki. Bezpośrednio po obiedzie poszli na trening.
No i wersja drugoklasisty.
On jej nie uderzył, ona sama na niego wpadła (zawsze tak się tłumaczy). Po obiedzie poszedł do szatni, a tam brat z kolegami zarzucili mu na głowę kurtkę, pobili go i skopali. Nie widział ich, bo miał oczy zasłonięte i trwało to chwilę, ale wie, że to oni. Podobno są siniaki, rodzice zrobili obdukcję i chyba zgłosili sprawę na policję.
Świadkowie.
Były dwie mamy i jedna babcia dzieci z tej klasy. Czekały na dzieci przed wyjściem z szatni. Wszyscy twierdzą, że nie widzieli VIII klasistów. Oczywiście, nic też nie słyszeli. Faktem jest, ze jak młodzieńcy chcieli wejść niezauważeni do szatni, to mogli dojść innymi schodami.
Dyżurujący nauczyciele:
- jeden zajmował się poszkodowaną dziewczynką
- drugi nie widział, nie słyszał.
Monitoring jest tylko na wejście do szkoły i główny korytarz, co nic nie daje.
Rodzice pobitego chłopca raczej nie odpuszczą i będą dążyli do ukarania winnych.
Uczniowie VIII klasy, to chłopcy, którzy nie stwarzają problemów, dobrze się uczą, odnoszą sukcesy sportowe.
Co emama sądzi o całej sprawie, ktoś kłamie?
Jakie i kogo dopadną konsekwencje?