poszłam do psychiatry.
Rok się zbierałam i w końcu poszłam - w sumie nie w najgorszym momencie tylko w lepszym, korzystając z momentu kiedy nastrój mam jako taki.
Dostałam Escipram na stany lękowe i nerwicę. Mam iść na terapię.
Od trzech dni biorę leki i czuję się świetnie - a wiem że jeszcze nie działają

aż się zastanawiam dziś czy nie przesadziłam z tym lekarzem - bo w sumie może jednak go nie potrzebowałam... Ale zanim poszłam do psychiatry to poszłam na konsultacje do psychologa. Idąc z listą tematów do omówienia okazało się że w gabinecie nie mogę słowa wydusić bo ryczę jak tylko próbuje. To chyba jednak potrzebowałam, nie?
Bije się trochę z myślami że robię aferę niepotrzebnie zamiast wziąć się w garść... A potem przypominam.sobie tygodnie kiedy wstawałam.rano z bólem.brzucha, wymiotowałam.przed pójściem.do pracy a całe dnie chodziłam wkurzona albo zestresowana. To tak w skrócie tylko.
Ale czuję nadal ciężar wstydu - a co jak się ktoś dowie... Rodzina, jakby wiedziala to by od razu okrzyknęli wariatką. Tylko mąż wie...