Zapraszacie kogoś na pierwsze święto i ten ktoś:
Najpierw przyjmuje zaproszenie.
Potem próbuje przekonywać, by jednak przyjść do niego zamiast spotykać się u was. Nieskutecznie.
Następnie proponuje, by od was odwieźć tę osobę i wraz z nią pojechać do ludzi, którzy są jej dalekimi krewnymi niby, ale kontakty wznowili na płaszczyźnie służbowej tylko tak naprawdę.
Co myślicie? Co robicie?
I tak sami zdecydujemy, co z tym fantem począć, ale jestem ciekawa, co myśli emama