Dodaj do ulubionych

całe życie na mojej głowie

10.03.09, 13:37
Zachęcony wieloma pojawiającymi się tu rozwiązaniami trudnych problemów,
postanowiłem podzielić się i moim problemem i poprosić o pomoc w jego rozwiązaniu.

### Wprowadzenie.

Znamy się od maja 2006. Małżeństwem jesteśmy od maja 2008. Mieszkamy razem od
maja 2007. Żona ma lat 22, ja mam lat 25. W lutym urodził się nam syn.

Ja od niemal trzech lat (minie w kwietniu) pracuję na cały etat. Oprócz tego
hobbystycznie zajmuję się prowadzeniem różnych stron internetowych, na czym
też zarabiam. Etat mnie nudzi, strony bawią, więc docelowo chciałbym
utrzymywać się tylko z tych stron. Jestem przekonany, że jest to możliwe.

Żona studiuje zaocznie do licencjata. Powtarzała jeden z semestrów drugiego
roku studiów. Do końca 2007 roku pracowała na pełen etat, potem nie
przedłużono jej umowy. Od tamtego czasu nie ma pracy, tylko pomysły:
* doradztwo finansowe (początek zeszłego roku, niemal nie było z tego pieniędzy),
* tipsy (kurs zrobiła jeszcze w 2007 roku, od czasu do czasu robi tipsy),
* przedłużanie rzęs (kurs zrobiła w ubiegłym roku),
* firma
Obserwuj wątek
    • mama-cudownego-misia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 13:51
      > Chcę wykorzystać ostatnie 6 tygodni urlopu macierzyńskiego a później pójść na
      > urlop wychowawczy. Założenie sprzed pół roku było takie, że żona będzie w tej
      > kosmetyce zarabiać więcej niż ja na etacie, więc to ja pójdę na urlop
      > wychowawczy.
      Widać założenie jest błędne. Szczerze mówiąc nie znam kosmetyczki (a znam 6),
      która byłaby w stanie na poziomie utrzymać 3-osobową rodzinę, nie mówiąc już o
      zaoszczędzeniu na budowę domu. Kryzys nie jest tez dobrym momentem, by "płotki"
      zajmowały się doradztwem finansowym, więc zysków z tego raczej wielkich nie będzie.
      Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca, a Ty ją
      wyganiasz do roboty. Plisss...
      Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu. Działka nie ucieknie, te
      oszczędności, które masz, możesz już wpakować w projekt i np. fundamenty (co
      sprawi, ze nie zeżre ich ewentualna inflacja).
      Za rok ustalicie, co dalej, a na razie ciesz się synkiem.
      I gratulacje :-)
      • mama-cudownego-misia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 13:55
        A tak ogólnie to widziały gały, co brały. Wybrałeś sobie żonę bierna, pozbawioną
        energii czy motywacji, pewnie nie wierzącą we własne siły... Musisz albo
        wzmacniać jej poczucie wartości, i właśnie "ręcznie nią sterować", albo
        zaakceptować ją z całym dobrodziejstwem inwentarza i cenić za inne zalety, które
        na pewno posiada.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 14:11
        Pozwolę sobie odpowiedzieć na obie Twoje wypowiedzi podpinając się pod jedną.

        > Widać założenie jest błędne.

        Teraz to widać. Jednak trudno jest mi pozbyć się tej myśli, że już za kilka
        miesięcy powiem "pa pa" obrzydliwemu etatowi i już nigdy więcej nie pójdę do pracy.

        > Szczerze mówiąc nie znam kosmetyczki (a znam 6), która byłaby w
        > stanie na poziomie utrzymać 3-osobową rodzinę, nie mówiąc już o
        > zaoszczędzeniu na budowę domu.

        Żona cały czas twierdziła, że będzie zarabiać co najmniej 5 000 miesięcznie. To
        więcej, niż teraz zarabiam na moim etacie i na moich stronach internetowych.

        > Kryzys nie jest tez dobrym momentem, by "płotki" zajmowały się
        > doradztwem finansowym,

        Ten etap, szczęśliwie, jest już dawno za nami.

        > Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca,
        > a Ty ją wyganiasz do roboty. Plisss...

        Wyganiam i uważam, że słusznie.

        Przykładowo te nieszczęsne rzęsy przedłuża się raz a potem trzeba to
        przedłużenie uzupełniać. Jeśli żona odpuści sobie całkowicie na te kilka
        miesięcy tę robotę, straci przez ten czas już pozyskane klientki.

        Branie przeze mnie urlopu na jeden-dwa dni w tygodniu pozwoliłoby jej jeździć do
        pracy nawet na 3 dni co tydzień, przez co nie straciłaby tych klientek.

        > Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu.

        No ale co dalej? :)

        > I gratulacje :-)

        Dziękuję! :)

        > A tak ogólnie to widziały gały, co brały. Wybrałeś sobie żonę
        > bierna, pozbawioną energii czy motywacji, pewnie nie wierzącą we
        > własne siły...

        Właśnie sęk w tym, że tego nie było widać dalej, niż powiedzmy pół roku temu.
        Celowo napisałem tę całą historię włącznie z datami, żeby się przed tym zarzutem
        obronić. Gdy obydwoje pracowaliśmy (jak było na początku naszego wspólnego
        mieszkania) i zarabialiśmy, mogłem doczepiać się tylko o rozrzutność.

        Dlatego szukam innego rozwiązania, niż to "zdalne sterowanie". Wzmacnianie
        poczucia wartości
            • attiya Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 14:41
              fakt - wiek nie jest wyznacznikiem.
              Czy coś zmieni? Może gdyby nie ta informacja o pogonieniu hehe żony do pracy po
              miesiacu od urodzenia dziecka, to powazniej potraktowałbym swą odp. No chyba, że
              faktycznie jest tak jak napisałeś - a co z relacją drugiej strony? Sory ale lata
              nie gwarantują poważnego podejścia do życia gdy ktoś za tą osobę myśli, robi
              wszystko, doradza itd itd....
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:15
                > Może gdyby nie ta informacja o pogonieniu hehe żony do pracy po
                > miesiacu od urodzenia dziecka, to powazniej potraktowałbym swą odp.

                Przecież to nie działa tak, że mówię "żono, jutro jedziesz do pracy".

                Ustaliliśmy, że na pierwsze dwa tygodnie po urodzeniu się dziecka, biorę urlop.
                Potem będę go brał w razie potrzeby, nawet dwa dni w każdym tygodniu, żeby żona
                mogła jeździć do pracy. I tych ustaleń się trzymam.

                Co nie oznacza, że żonę do roboty wyganiam. Dziś sama pojechała...

                > Sory ale lata nie gwarantują poważnego podejścia do życia gdy ktoś
                > za tą osobę myśli, robi wszystko, doradza itd itd....

                Właśnie tego się obawiam, że czekanie niczego nie zmieni...
        • mama-cudownego-misia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 14:37
          > > Poza tym w lutym urodził Wam się syn, nie ma jeszcze połowy marca,
          > > a Ty ją wyganiasz do roboty. Plisss...
          >
          > Wyganiam i uważam, że słusznie.
          To niestety powinno zależeć wyłącznie od jej stanu. Jak się czuje na siłach,
          niech jeździ. jednak poród to naprawdę ciężkie przeżycie, a i wysiłek dla
          organizmu niemały, a i potem do dziecka człowieka ciągnie. Weź to pod uwagę.
          Generalnie w ogóle radziłabym dostosowywać plany do realiów, a nie realia na
          siłę naciągać, żeby pasowały do planów.

          > > Proponuję na pół roku-rok zawiesić plany budowy domu.
          >
          > No ale co dalej? :)
          Za pół roku zobaczysz, czy to już, czy jeszcze trzeba czasu. Oczywiście nasze
          rozwiązanie nie jest jedynym słusznym, ale my zawiesiliśmy marzenia o domku na
          jakieś 5-6 lat - po podliczeniu, ile czasu trzeba na rozkręcenie firmy i wzięciu
          poprawki na to, że zegar biologiczny tyka i chciałoby się mieć jeszcze jedno
          dziecko, na razie nas na domek nie stać i czasowo, i finansowo. Nie musimy mieć
          wszystkiego od razu, jak domek będzie za 10 lat, też wytrzymamy.
          A na razie, żeby Ci oszczędności nie przepadły - projekt, fundamenty...
          Wszystko poza dachem możesz robić po kawałku (pod warunkiem, że ściany nie będą
          z siporexu). Dom mojej mamy budował się 7 lat.

          > Właśnie sęk w tym, że tego nie było widać dalej, niż powiedzmy pół roku temu.
          Hormony, a potem dziecko zmieniają priorytety? Daj kobiecie trochę czasu, to nie
          plan dziesięcioletni...

          > Dlatego szukam innego rozwiązania, niż to "zdalne sterowanie". Wzmacnianie
          > poczucia wartości
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:13
            > To niestety powinno zależeć wyłącznie od jej stanu.

            No i zależy. Nie będę przecież jej wyganiać z domu do roboty, gdy nie będzie w
            stanie.

            > Generalnie w ogóle radziłabym dostosowywać plany do realiów, a nie
            > realia na siłę naciągać, żeby pasowały do planów.

            Plany są nie po to, by dopasowywać je do realiów. Inaczej nie byłyby planami. ;p
                • mama-cudownego-misia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:30
                  No nie, przede wszystkim dlatego, że trzymasz się nierealnego wyobrażenia żony.
                  W efekcie jak nie dociąga do wymagań, to ją deprecjonujesz (patrz np.: nic
                  niewarte studia). Absolutnie nie chcę Cię atakować, ale z całą sympatią powtórzę
                  raz jeszcze: człowieku, zatrzymaj się, przestań myśleć w kółko o tym, czego
                  oczekujesz i czego byś chciał, a nie masz. Ciesz się synkiem, daj żonie się nim
                  nacieszyć i dojść do siebie, wspieraj ją i nie deprecjonuj (bo widziały gały, co
                  brały i co to "coś" studiuje), codziennie rano powtórz, jakie ma zalety (jej
                  też, ale przede wszystkim sobie)...
                  Na wszystko jest czas. Przed Tobą jeszcze z 50-70 lat życia, zdążysz sobie ten
                  dom wybudować.
          • aiczka Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 18:18
            A w naszym związku jest tak, że od czasu do czasu któreś z nas wpada w nastrój
            typu "niczego nie umiem, nic mi nie wychodzi, nie wiem, co robić i jak my sobie
            poradzimy". Wtedy ta druga osoba
            - zapewnia o swojej miłości, co kolwiek by się działo,
            - przywołuje wszelkie osiągnięcia podłamanego,
            - przedstawia jego sytuację umiejętnościowo-zawodową, wybierając wszystkie
            pozytywne aspekty,
            - zagrzewa do działania, zapewniając, że podłamany da sobie radę,
            - jeszcze raz zapewnia o swojej miłości i chęci wspierania,
            - podpowiada w miarę możliwości konstruktywnie, jakie podjąć działania (np. jak
            porozmawiać z szefem o pieniądzach).
            Oboje czujemy, że gdyby nie tego rodzaju wsparcie, zdecydowanie słąbiej
            radzilibyśmy sobie w życiu.

            W przypadku Twojej żony pozytywna motywacja może obejmować:
            - kończysz studia i wtedy będziesz miała wyższe wykształcenie, w wielu pracach
            wymagają go domyślnie (choć może niepotrzebnie),
            - masz doświadczednie zawodowe i już MASZ klientki, zadbaj by ich nie stracić,
            na pewno sobie z tym świetnie poradzisz, bo najtrudniej jest znaleźć klientów a
            potem to już sobie polecają itd.
            - gdyby udało Ci się zarabiać, mielibyśmy szanse na dom,
            - pamiętasz, kiedy pracowałaś na etacie zarabiałaś 2200 - teraz też na pewno Ci
            się uda przynajmniej tyle,
            - pochwały za każde małe osiągnięcie.

            Bardzo dobry pomysł z pomocą w planowaniu zakupów. Przy robieniu listy warto
            przejrzeć stan lodówki/szafek (jakich podstawowych produktów brakuje lub się
            kończą) i zaplanować sobie, co będzie potrzebne na obiady/śniadania/kolacje w
            ciągu kilku najbliższych dni. Dobrze jest wykombinować sobie kilka zestawów dań
            (mam na myśli coś takiego, że jak jednego dnia jeszcz na śniadanie ananasa z
            jogurtem, to następnego dodajesz ananasa do sosu słodko-kwaśnego na obiad -
            takie podpowiedzi można znaleźć na forum Kuchnia).
        • chicarica Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 22:33
          Pół roku temu, psitku, to wg moich obliczeń twoja żona była w ciąży. I to w tym
          najbardziej rzygająco-zdechłym okresie. Nic dziwnego że nie miała energii i
          motywacji, żeby te rzęsy przedłużać, walcząc z pawiem i zastanawiając się czy
          zaraz nie obrzyga klientki. Nienormalny jesteś - od niecałego roku jesteście
          małżeństwem, przez większość tego czasu żona była w ciąży, teraz macie maleńkie
          dziecko, a ty się dziwisz że ona nie jest prężną businesswoman? Chory jesteś i
          tyle.
    • evelne hmmm... 10.03.09, 14:57
      tak sobie myślę, że Twoja żona (i Ty też!) jesteście w bardzo młodym
      wieku... widzę, że wcześnie założyliście rodzinę, ale może daj jej
      trochę czasu? w tym wieku z reguły studiuje się i imprezuje, a nie
      myśli o obowiązkach utrzymania rodziny. skoro już jest matką, daj
      jej trochę czasu do namysłu, co tak naprawdę chce robić. przede
      wszystkim powinieneś ją wspierać w ukończeniu studiów.
      • krzysztof-lis Re: hmmm... 10.03.09, 14:59
        > może daj jej trochę czasu?

        Trochę czasu na co?

        > w tym wieku z reguły studiuje się i imprezuje,

        Ja tam imprezować nie lubię, żony też specjalnie nie ciągnie. Albo o tym nie wiem.

        > przede wszystkim powinieneś ją wspierać w ukończeniu studiów.

        No tak, to jasne, ale jej studia naprawdę niewiele w naszej sytuacji zmienią, bo
        są niewiele warte.
    • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:09
      Na wszystko w życiu przychodzi odpowiedni czas, teraz macie czas na odchowanie
      dziecka i odnalezienie się w roli rodziców. Naiwnie uwierzyłeś w bajkę o złotym
      interesie i dopasowałeś swoje życie do tego wyobrażenia. Czas dopasować życie do
      realiów a realia są takie, że o wychowawczym to sobie możesz pomarzyć. Jesteście
      bardzo młodzi i wcale nie jest to bez znaczenia bo inaczej na życie patrzy osoba
      po zawodówce, która pracuje od osiemnastego roku życia a inaczej ktoś, kto
      studiując dziennie miał przywileje dorosłego a obowiązki dziecka (jeszcze co
      nieco pamiętam z tego uroczego okresu). Za dużo chyba od swojej żony oczekujesz,
      ona musi jeszcze dorosnąć, poznać siebie, odnaleźć własną drogę (z tego co
      piszesz to właśnie jest na etapie poszukiwań, jeszcze jej nie odnalazła).
      A jak twoja żona zapatruje się na zostawienie dziecka i udanie się do pracy?
      Chce tego? A może zmieniła zdanie i nie widzi tymczasem takiej możliwości, może
      oczekuje bardziej elastycznego podejścia. A to, że jest od ciebie teraz zależna
      to naturalny etap w życiu i nie staraj się tak jej za rączkę prowadzić bo etap
      zamieni się w stały układ.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:24
        > Naiwnie uwierzyłeś w bajkę o złotym interesie i dopasowałeś swoje
        > życie do tego wyobrażenia.

        Zgadza się.

        Żona mi naopowiadała jaki to złoty interes a ja w to uwierzyłem, bo nie znam się
        na tym, by móc to zweryfikować.

        > Czas dopasować życie do realiów a realia są takie, że o
        > wychowawczym to sobie możesz pomarzyć.

        Rzeczywiście, zaczynam to sobie uświadamiać. Jednak nie chcę się pogodzić z tym
        i dlatego, między innymi, założyłem ten wątek.

        > Za dużo chyba od swojej żony oczekujesz, ona musi jeszcze
        > dorosnąć, poznać siebie, odnaleźć własną drogę (z tego co piszesz
        > to właśnie jest na etapie poszukiwań, jeszcze jej nie odnalazła).

        Żona jest pod tym względem dziwna.

        Po maturze wcale nie chciała iść na studia. Bo wcale nie miała ochoty dalej się
        uczyć. Chciała od razu iść do pracy. Jak dziś o tym pomyślę, wynika to chyba z
        tego, że chciała wreszcie mieć swoje własne pieniądze i gospodarować nimi bez
        czyjegoś nadzoru. Tak czy siak poszła na zaoczne studia w prywatnej szkole, na
        jakiejś turystyce, żeby sobie w tygodniu pracować a w weekendy pochodzić do
        fajnej szkoły. Bo usłyszała, że w tym konkretnie miejscu studia są fajne.

        Ja na te studia patrzę z przymrużeniem oka, bo wiem, ile warci są tacy
        absolwenci z "kupionym" licencjatem na marnej uczelni i na równie marnym kierunku.

        > A jak twoja żona zapatruje się na zostawienie dziecka i udanie się
        > do pracy? Chce tego?

        Z tego, co mi wiadomo, tak.

        Ale może się jej jeszcze odmieni, w końcu to dość nowa sytuacja.

        > A może zmieniła zdanie i nie widzi tymczasem takiej możliwości,
        > może oczekuje bardziej elastycznego podejścia.

        Może tak
        • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:34
          Tu naprawdę trudno cokolwiek radzić. Jak się mocniej zastanowię to Bogu
          dziękuję, że nie wyszłam za mąż za żadnego ze swoich "narzeczonych" ze studiów,
          nie żeby to byli źli chłopcy, zwyczajnie bylibyśmy niedopasowani (zakochanie to
          za mało, są jeszcze poglądy, wartości, plany, sposób spędzania czasu, stosunek
          do wydawania/zarabiania pieniędzy, układy rodzinne). Mam wrażenie, że
          przypisałeś żonie cechy, których być może nie posiada a które chciałbyś by miała
          i czujesz się oszukany. Tylko, że najgorzej jest gdy sami siebie zwiedliśmy iluzją.
        • graue_zone Re: całe życie na mojej głowie 13.03.09, 13:35
          "A ja nie godziłem się na to, by mieć na głowie utrzymanie całej rodziny. I
          dlatego przed tym się buntuję."
          To co z Ciebie za mężczyzna? Może należało żonę ze szpitala batem do roboty
          popędzić, żeby straty nie było? Czytałam Twoje wypowiedzi do tej pory i już się
          niczemu nie dziwię. Młody jeszcze jesteś i żyjesz na poziomie fantazji, że
          wszystko da się w życiu zaplanować. A nie da się, czasem trzeba zrezygnować,
          zmodyfikować palny.
          • eastern-strix Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 13:05
            he he naiwna...

            czasy kiedy to mezczyzni utrzymywali dom a kobiety siedzialy w nim z dziecmi juz
            bezpowrotnie minely... i wiesz co? ja sie ciesze z tego (a jestem kobieta), bo
            mezczyzni traktowali wtedy kobiety jak sprzet domowy - bylo nawet specjalne
            prawo mowiace, jak grubym kijem mozna zone bic i za co.

            jak chcesz miec Pana i Wladce to polecam wycieczke do Iranu. Tylko sie nie
            zdziw, bo realia moga znacznie odbiegac od Twojego cukierkowego wyobrazenia.

            Jesli ludzie sie umawiaja,ze jedo siedzi w domu a drugie pracuje to ok, ale nie
            wiem, skad wynika to polskie myslenie ze jedna plec powinna utrzymywac druga.
            Utrzymuje to sie dzieci i one nie maja za duzo do powiedzenia wlasnie dlatego,ze
            sa od doroslych zalezne. Jesli Ci taki uklad odpowiada,to ja sie nie wtracam,ale
            nie mysl, ze mozesz z tego uczynic powszechnie obowiazujacy model.
            • graue_zone Re: całe życie na mojej głowie 16.03.09, 20:48
              A umiesz czytać ze zrozumieniem? Gdzie ja napisałam, że "jedna pleć powinna
              utrzymywać drugą?" Napisałam o braku dojrzałości autora, pośrednio o jego
              egoizmie i lenistwie. O jakim Panu i Władcy piszesz? Gdzie to u mnie widzisz?
              Pisałam o podziale ról w pewnym momencie życiowym, kiedy ewidentnie rolą
              mężczyzny jest zaopiekować się żoną i NOWO NARODZONYM dzieckiem, a nie wymagać
              od niej skoku w życie zawodowe zaraz po porodzie. Pisałam, że jet to normalnym
              odruchem, każdego dojrzałego i normalnego mężczyzny. autor wątku sprawia
              wrażenie rozpieszczonego, niedojrzałego chłopczyka, którmy obraża się na los, że
              nie układa się tak, jak sobie zaplanował. I jeszcze raz polecam czytanie ze
              zrozumieniem (ja wiem, że to trudne) i nie przypisywanie mi słów, których w
              mojej wypowiedzi nie ma.
    • sanciasancia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:34
      Przypomina mi się mój dentysta, który strasznie chciał się ożenić z miłą
      dziewczyną, niezbyt ambitną, żeby z nim starała się nie konkurować, z dużym
      instynktem macierzyńskim, a potem się zdziwił, że wszystkie decyzje są na jego
      głowie.
      Rozumiem, że tak logicznie myślący mężczyzna, jak Ty, wybrał sobie żonę z pełną
      świadomością konsekwencji swojego wyboru.
      Teraz masz dwa wyjścia - pokochać odpowiedzialność, która na Tobie spoczywa albo
      próbować coś zmienić, ale Twoja żona wygląda mi na twardą sztukę, a z takimi
      twardymi sztukami obydwojga płci najlepiej działa stawianie przed faktami. A
      poza tym, nie oszukujmy się, fajne ma życie. Też na jej miejscu pewnie nie
      chciałabym niczego zmieniać.
      A próbowałeś z nią po prostu porozmawiać, co Cię boli? Przedstawić jej swój
      punkt widzenia? I znaleźć rozwiązanie kompromisowe, które satysfakcjonowałoby
      obie strony?
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:48
        > Rozumiem, że tak logicznie myślący mężczyzna, jak Ty, wybrał sobie
        > żonę z pełną świadomością konsekwencji swojego wyboru.

        Owszem. Trochę czuję się oszukany, bo decyzję podjąłem w obliczu, jak widać,
        niepełnej informacji o tym, jaka żona jest.

        > Twoja żona wygląda mi na twardą sztukę, a z takimi twardymi
        > sztukami obydwojga płci najlepiej działa stawianie przed faktami.

        No stosowane przeze mnie metody na pewno nie działają. ;)

        > A próbowałeś z nią po prostu porozmawiać, co Cię boli? Przedstawić
        > jej swój punkt widzenia? I znaleźć rozwiązanie kompromisowe, które
        > satysfakcjonowałoby obie strony?

        Nie raz i nie dwa.

        Takie rozmowy kończą się zawsze tak samo.

        Ja się wściekam, ona ryczy i wyrzuca mi "a co ty myślisz, że ja chcę, żeby tak
        było?!".

        A ja myślę, że chce. A nawet, jeśli nie chce, to nic nie robi, by to zmienić.
        Tak to przynajmniej odbieram.

        Właśnie zastanawiam się też nad tym, jak ma zatem wyglądać to rozwiązanie
        kompromisowe. Chyba pora powoli odzwyczajać się od pomysłu urlopu wychowawczego
        w lipcu. Ale to pozostawia jedynie wyjście, w którym żona będzie coś dorabiać w
        domu. I naprawdę nie wiem, ile musiałaby dorabiać, żeby było nam lepiej. Co
        najmniej ze 2 000 miesięcznie. Nie bardzo to sobie wyobrażam.
        • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:56
          A w ogóle to tak sobie dzisiaj na forum usiadłam, a wszędzie pełno
          Ciebie Krzysiu...Może weź się za pracę, bo od pisania na forum to Ci
          nie przybędzie pieniędzy. Powiem Ci szczerze, że poczytując trochę
          Twoich wpisów zaczynam czarno widzieć to Twoje małżeństwo. I szkoda
          mi tej kobiety i dziecka, bo pewnie jak wyjdzie z pieluszek, to
          zagonisz je do roboty.
          A w ogóle to na małzeństwo z taką młódką i zrobienie jej dzidziusia
          to moze sobie pozwolić tylko facet albo bogaty (patrz Czaruś Pazura)
          albo pracowity:) A Ty do żony masz pretensje, że nie macie
          pieniędzy...tak to jest jak się nie myśli głową tylko główką...Nie
          udzielaj się tak na tych forumach bo Twoje pretensje życiowe
          zaczynają się robić żenujące:(
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:25
            > A w ogóle to tak sobie dzisiaj na forum usiadłam, a wszędzie pełno
            > Ciebie Krzysiu...

            Mam urlop, to sobie siedzę na forach.

            > Może weź się za pracę, bo od pisania na forum to Ci nie przybędzie
            > pieniędzy

            Mylisz się. ;)

            > A Ty do żony masz pretensje, że nie macie pieniędzy...

            Przeczytaj tytułowy wpis w wątku, bo chyba nie zrozumiałaś, o co mam pretensje
            do żony.

            • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:32
              > Przeczytaj tytułowy wpis w wątku, bo chyba nie zrozumiałaś, o co
              mam pretensje
              > do żony.

              Masz pretensję o bierność i niepracowanie:)
              Rozumiem to doskonale, stąd własnie moje odpowiedzi takie a nie
              inne, bo czasem sam się prosisz o złośliwości:) Szkoda mi Ciebie i
              Twojej żony, a najbardziej szkoda mi dzidziusia. Oddajcie mi to
              maleństwo, to ja z nim posiedzę:) Swoje ostatnie jescze karmię
              piersią, to co mi tam, pokarmię i Wasze, a Twoja żonka może w końcu
              zrobi karierę.
              A poważnie mówiąc, to moze ona w domu ma taki własnie wzorzec
              odpowiedzialności? (absatrahując od jej młodego wieku)
        • sanciasancia Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:17
          > Owszem. Trochę czuję się oszukany, bo decyzję podjąłem w obliczu, jak widać,
          > niepełnej informacji o tym, jaka żona jest.
          Ludzie się zmieniają, tylko zwykle problemem jest to, że na gorsze.
          > Ja się wściekam, ona ryczy i wyrzuca mi "a co ty myślisz, że ja chcę, żeby tak
          > było?!".
          >
          > A ja myślę, że chce. A nawet, jeśli nie chce, to nic nie robi, by to zmienić.
          > Tak to przynajmniej odbieram.
          To jej to powiedz. Że zachowuje się tak, jaby naprawdę tego chciała i było jej
          wygodniej i zostaw ją z tym, niech sobie przemyśli. Tylko na spokojnie, nie w
          nerwach.
          > Właśnie zastanawiam się też nad tym, jak ma zatem wyglądać to rozwiązanie
          > kompromisowe. Chyba pora powoli odzwyczajać się od pomysłu urlopu wychowawczego
          > w lipcu. Ale to pozostawia jedynie wyjście, w którym żona będzie coś dorabiać w
          > domu. I naprawdę nie wiem, ile musiałaby dorabiać, żeby było nam lepiej. Co
          > najmniej ze 2 000 miesięcznie. Nie bardzo to sobie wyobrażam.
          Twój urlop wychowawczy w takiej sytuacji jest chyba poza dyskusją.
          A poza tym może należy zmierzyć zamiary podług sił i nie oczekiwać za dużo.
    • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 15:42
      Krzysiu drogi, to co opisałeś przypomina mi moje małżeństwo sprzed
      lat. Miałam 21 lat jak urodziłam 1-sze dziecko, a mąż 27. Jak sobie
      przypominam z obecnej perspektywy tamtą siebie, to widzę, jakim ja
      byłam dzieckiem. Na szczęście mój mąż był bardziej dojrzały i wziął
      odpowiedzialność za rodzinę i niedojrzałą kobietę (mnie)z którą się
      związał. Na szczęście pozwolił mi dojrzeć i cieszyć się
      macierzyństwem. Nie musiałam pracować, bo najważniejsze według nas
      było dobro dziecka i zapewnienie mu najlepszego dzieciństwa. Potem
      przyszło kolejne i nie pracowałam w sumie 7 lat. W tym czasie
      skończyłam studia, które wobec mojego męża też były zbędne (a mąż ma
      wykształcenie wyższe:) i dzięki studiom poznałam ludzi, którzy
      zaprotegowali mnie do pracy jako osobę inteligentną, odpowiedzialną
      i pracowitą (jak widzisz studia się jednak opłacają, może nie od
      razu, ale w dłuższej perspektywie na pewno tak).
      Niech żona zajmie się wychowaniem dziecka, a Ty zajmij się
      zarobieniem na nich - w końcu to Ty myślałeś, że żona będzie na
      Ciebie zarabiała, ale stało się odwrotnie i też trzeba tą żabę
      zjeść. Piszesz, że etat Cię nudzi - nie rozumiem tu czegoś, bo sam
      żonę wysyłasz do jakiejkolwiek roboty, a Ciebie praca
      nudzi,hmmmm...Ona miesiąc temu urodziła dziecko, nawet pewnie nie
      minął jeszcze termin połogu...pewnie żona karmi dziecko piersią, jak
      Ty sobie dalej to wyobrażasz, że pójdzie do pracy i będzie
      tak "latać" jak pies z jęzorem, a Ty będziesz w domu stronki sobie
      robił i siedział z dzdziusiem, będziesz dziecko butelką karmił? Jak
      jesteś taki oszczędny to zapewne wiesz, że naturalny pokarm jest
      najlepszy i najtańszy.
      Macie takie różne charaktery i niestety musisz ze swoją
      oszczędnością i pracowitością wziąć na wstrzymanie, a Twoja kobieta
      jest naprawdę jeszcze dzieckiem. A studia w życiu są teraz naprawdę
      niezbędne, ponieważ bez studiów nie ma dobrej pracy.
      Twoje plany są nierealne i warto by było abyś się z tym pogodził, bo
      inaczej bedziesz żył w ciągłej irytacji. Wyznacz sobie plany metodą
      małych kroczków i pamiętaj, że w tym biegu do majątku nie mozesz
      zagubić najważniejszej rzeczy: dobra rodziny. Bo nikt jeszcze nie
      udowodnił, że pieniądze są w życiu najważniejsze:) A poważnie to
      ludzie mogą żyć na różnej stopie majątkowej i są szczęsliwi,
      dysonans pojawia się dopiero wtedy, kiedy rzeczywistość rozmija się
      z oczekiwaniami. Moze warto na razie cieszyć się rodziną i
      wychowaniem dziecka, a nie planować postawienia pałaców? Pojawienie
      się dziecka ZAWSZE przewartościowuje małżonków i jest dla nich
      testem, życzę Ci, abyście z niego wyszli zwycięsko i dobądź ze
      swojego wnętrza pokłady cierpliwości:)
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:29
            > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
            > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
            > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
            > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.

            Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z tego, co już
            ma
            • vienetta Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:47
              krzysztof-lis napisał:

              > > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
              > > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
              > > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
              > > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.
              >
              > Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z
              tego, co już
              > ma
            • attiya Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 09:29
              krzysztof-lis napisał:
              opiekunka.
              >
              > > Robisz z tej swojej żony jakiąś monstrualną pijawkę, a ona jest
              > > miesiąc po porodzie!!!
              >
              > Nie miesiąc, tylko 12 dni po porodzie.
              >
              no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego poneiziałku czy od jutra?
              ja 12 dni po porodzie nie miałam jeszcze wszystkich szwów zdjęcych i ledwo
              chodziłam.
              bredzisz...naprawdę bredzisz....
              > I nie czepiam się tego, że teraz siedzi w domu, tylko tego, że od 14 miesięcy
              > jest na moim utrzymaniu i nie robi praktycznie nic, by to zmienić.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 09:49
                > no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego
                > poneiziałku czy od jutra?
                > bredzisz...naprawdę bredzisz....

                Niech idzie do pracy od kiedy będzie mogła, byle w ogóle poszła. Byle w ogóle
                zaczęła cokolwiek robić w tym kierunku. Przecież może zarabiać pieniądze siedząc
                również w domu.
                • attiya Re: całe życie na mojej głowie 11.03.09, 10:02
                  krzysztof-lis napisał:

                  > > no teraz przegiąłes.....a do pracy moze isc od następnego
                  > > poneiziałku czy od jutra?
                  > > bredzisz...naprawdę bredzisz....
                  >
                  > Niech idzie do pracy od kiedy będzie mogła, byle w ogóle poszła. Byle w ogóle
                  > zaczęła cokolwiek robić w tym kierunku. Przecież może zarabiać pieniądze siedzą
                  > c
                  > również w domu.
                  ktoś juz tu pisał, żebys spokojnie pogadal z żoną, raz, drugi, piąty, dziesiąty.
                  Przeanalizowac wszystko, zastanowic sie. Niech dojdzie do siebie, wykorzysta
                  cały macierzyński bo jej sie nalzey jak psu buda. I nie pisz, ze siedziala 14
                  m-cy bo to inna sytuacja była - i odejmij 9 miesięcy ciązy - ja wiem ze tonie
                  choroba ale co innego pisze facet a co innego mysli kobieta jak w ciazy chodzi.
                  Jelsi żona wg ciebie MA pacowac, to tez niech przemysli swą sytuację - jesli nie
                  chce i lepiej jej będzie bez ciebie - moze tez taki scenariusz wezmiesz pod
                  uwage - to zyjcie oddzeilnie - ty będizesz dorabiał sie a ona z rodzicami
                  siedziała i ono bedą ją utrzymywac.....no jeszcze o alimentach na dziecia pamietaj
            • mala-beti Oj ja Bym Cię Pogoniła !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 06.05.09, 17:53
              krzysztof-lis napisał:

              > > Pogódź się z tym, że Twoja żona jest osobą, która nie znajdzie
              > > teraz pracy, bo: nie ma wykształcenia, nie ma doświadczenia, jest
              > > niedojrzała, i najważniejsze powinna zająć się uszczęśliwieniem
              > > małego dzidziusia, który potrzebuje matki.
              >
              > Dlatego nie chodzi o to, by żona szukała etatu, tylko korzystała z
              tego, co już
              > ma
              • krzysztof-lis Re: Oj ja Bym Cię Pogoniła !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 06.05.09, 23:15
                > Człowieku plany i kasa ci przesłoniły normalne spojżenie na życie!

                Co to jest "normalne spojrzenie na życie"? Bo chyba nie jest nim harówka przy
                braku wkładu finansowego drugiej strony.

                > Razem podjeliśmy taką decyzję, dla niego nie ma żadnego problemu,
                > że utrzymuje nas troje. Bo chciał, aby synek rok posiedział z
                > mamą.

                Ale widzisz
        • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 16:29
          > Nie dorosłeś do roli męża a tym bardziej OJCA . Po co wogóle
          > zakładałeś rodzinę? Ty męczysz żonę , która teraz cały czas powinna
          > poswięcić maleństwu.Okropny jesteś .I na dodatek leń.

          Dziękuję za ten jakże konstruktywny komentarz.
          • moreno68 Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:39
            tak powinien brzmieć Twój infantylny wpis.Dla mnie nie dorosłeś do
            roli męża, do roli ojca tym bardziej nie.Miesiąc po porodzie
            wysyłasz kobietę do pracy ,może zapatrzyleś się na film z De Niro i
            sobie piersi do karmienia dzieciaka przykleisz.
            Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
            biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
            rozwoju najważniejszy.
            Dobrze,że na porodówce nie kazałeś jej przykejac rzęs i tipsów
            położne, w sumie sam poród to takie mało dochodowe zajęcie.
            Dla mnie jesteś zdziecinniałym leniem o wielkim ego;)
            przynajniej wiem czemu Twoje forumowe wpisy są takie infantylne.
            A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
            masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?
            może tania zupa w proszku z supermarketu , będzie taniej.Bo
            Teściowej chyba za kucharzenie płacisz...wkońcu to też praca;)
            • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:44
              > Miesiąc po porodzie wysyłasz kobietę do pracy ,

              Jak już wspomnieliśmy, nie MIESIĄC po porodzie, tylko 12 dni.

              I nie wysyłam jej do pracy dziś, tylko od 14 miesięcy. To chyba ma znaczenie,
              prawda?

              > Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
              > biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
              > rozwoju najważniejszy.

              Gdyby żona pracowała przez ten czas, bylibyśmy o, lekko licząc, 30 000 PLN do
              przodu. Tak, szkoda mi tych utraconych pieniędzy.

              > A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
              > masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?

              Jak mi ktoś oferuje pomoc, dzięki której będę miał więcej czasu, nie zwykłem
              odmawiać. Bo i po co?
              • moreno68 Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:49
                nie dość ze leń to jeszcze wygodnicki;0)Że z darmowej pomocy nie
                zrezygnujesz to już wiadomo po Twoich wpisach.
                A te 30000 to urojona suma ,która powstała w Twojej głowie z
                absurdalnych wyliczeń.Naprawdę tego nie widzisz.
                A jeśli od porodu minęło 12 dni to tym bardziej gratuluję
                krótkowzrocznosci.
                Rozumiem,że bycie ojcem nic nie zmieniło w Twojej głowie?Nadal tylko
                masz w niej kalkulator;)
                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:07
                  > A te 30000 to urojona suma ,która powstała w Twojej głowie z
                  > absurdalnych wyliczeń.Naprawdę tego nie widzisz.

                  Żona zarabiała ponad 2 000 netto miesięcznie. Pracę straciła 14 miesięcy temu.
                  Nie trzeba być orłem, by przemnożyć jedno przez drugie i uzyskać dodatkowy
                  dochód w wysokości ok. 30 000 PLN.
                  • moreno68 Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:33
                    14000 x 2000= 28000 nie trzeba być orłem żeby to policzyć.Oczywiście
                    przy założeniu ,że nie wolno jej nic wydać z zarobionej kasy.
                    wogóle szczerze dziwię się ,że żonie udało się zajść w ciąże...taki
                    facet u boku to najlepszy i najtańszy środek antykoncepcyjny.

                    A teraz konkretnie
                    jeżeli nie dojrzejesz do roli ojca i męża wróżę krótki żywot waszego
                    związku.
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:53
                      > 14000 x 2000= 28000 nie trzeba być orłem żeby to policzyć.

                      To wpisz to do kalkulatora i zobacz, czy aby na pewno dobrze policzyłaś. :)

                      14 miesięcy razy 2 200 PLN miesięcznie = 30 800 PLN.

                      > Oczywiście przy założeniu ,że nie wolno jej nic wydać z zarobionej
                      > kasy.

                      Te 30 800 PLN mielibyśmy więcej w naszej wspólnej kasie. Tej naszej wspólnej
                      kasie, z której ona wydaje pieniądze.
                  • moreno68 Straciłeś o 40000 tys więcej...;) 10.03.09, 18:05
                    Raz piszesz 2000 netto póżniej 2200 a teoretycznie miała zarabiać
                    5000...
                    W wirtualnej gotówce jesteś niezły;)
                    No a 14 x teoretyczne 5000 =70.000

                    Chłopie straciłeś o 40000tys więcej ...To już powód do rozwodu;)

                    i cały czas zero kasy na własne wydatki bez Twojej zgody...
                    tylko takich kwot nie przenieś na PIT Roczny....bo jeszcze oprócz
                    żony będziesz mieś Urząd Skarbowy
                    • krzysztof-lis Re: Straciłeś o 40000 tys więcej...;) 10.03.09, 19:23
                      > Raz piszesz 2000 netto póżniej 2200 a teoretycznie miała zarabiać
                      > 5000...

                      Napisałem:
                      > Żona zarabiała ponad 2 000 netto miesięcznie.
                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=898&w=92484308&a=92494535
                      2 200 to PONAD 2 000? Czy może się mylę.

                      Twierdziła, że po kursie robienia rzęs i założeniu firmy będzie zarabiać te 5
                      000 netto miesięcznie.

                      > i cały czas zero kasy na własne wydatki bez Twojej zgody...

                      O czym Ty piszesz?
                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:06
                  > Nie dosyć, że paskudny, to jeszcze hipokryta...
                  > Oj, kup dzieciaku duże lustro i się w nim przejrzyj...

                  Cieszy mnie, vienettko, że tak dobrze bawisz się w tym wątku.

                  Powstał on jednak nie po to, byś mogłam nie zwymyślać tylko po to, byś mogła mi
                  pomóc.

                  Chyba, że chcesz mi pomóc mieszając mnie z błotem. Zmartwię Cię jednak, bo to
                  niewiele zmieni. Naprawdę. Szkoda Twojego czasu.
              • denay Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 16:55
                krzysztof-lis napisał:

                > > Miesiąc po porodzie wysyłasz kobietę do pracy ,
                >
                > Jak już wspomnieliśmy, nie MIESIĄC po porodzie, tylko 12 dni.

                Tym gorzej o Tobie świadczy
                6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
                do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie
                proponuje nieco dokształcić się w temacie fizjologii
                kobiety po porodzie

                >
                > I nie wysyłam jej do pracy dziś, tylko od 14 miesięcy. To chyba ma
                znaczenie,
                > prawda?
                >
                > > Najbardziej Ci żal utraconych wyimaginowanych zarobków żony , nie
                > > biorąc pod uwagęże czas jaki teraz poświęci dziecku jest dla jego
                > > rozwoju najważniejszy.
                >
                > Gdyby żona pracowała przez ten czas, bylibyśmy o, lekko licząc, 30
                000 PLN do
                > przodu. Tak, szkoda mi tych utraconych pieniędzy.

                było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...

                >
                > > A tak na marginesie gratuluje Teściowej .Obiadki smakują , bo sam
                > > masz chyba dwie lewe ręce żeby przygotować?
                >
                > Jak mi ktoś oferuje pomoc, dzięki której będę miał więcej czasu,
                nie zwykłem
                > odmawiać. Bo i po co?


                Przy tym wszystkim dobrze jest mieć jednak świadomość,
                że po tym łez padole chodzą normalni mężczyźni,
                którym mózgu nie przeżarła idea
                dopasowywania całego świata do własnych wyobrażeń
                jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"
                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:09
                  > Tym gorzej o Tobie świadczy
                  > 6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
                  > do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie

                  Rozumiem, że w połowie kwietnia mogę żonę literalnie wykopać z domu do pracy?

                  > było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...

                  1. To nie ze względu na dziecko nie mamy tych pieniędzy, tylko ze względu na to,
                  że żona nie pracuje. Chyba nie doczytałaś.
                  2. Kasa to środek do osiągnięcia celu a nie cel sam w sobie.

                  > jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"

                  Jak więc, według Ciebie, będzie najlepiej?

                  Ale napisz konkretnie, jak sobie wyobrażasz życie moje i rodziny w takiej
                  sytuacji, jaką opisałem.
                  • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:22
                    krzysztof-lis napisał:

                    > > Tym gorzej o Tobie świadczy
                    > > 6 tygodni trwa połóg i kobieta ma prawo
                    > > do absolutnie ŚWIĘTEGO SPOKOJU w tym czasie
                    >
                    > Rozumiem, że w połowie kwietnia mogę żonę literalnie wykopać z domu do pracy?

                    Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy porodzie
                    rozerwało czy jej? Przede wszystkim mówisz o 22letniej dziewczynie, którą w
                    głównej mierze ciężko obarczać odpowiedzialnością za brak precyzji planów co do
                    założonego przez Ciebie celu. Znam kobiety dojrzałe, którym macierzyństwo
                    wywróciło też świat wartości i codzienny tryb życia do góry nogami. Czasu wymaga
                    pogodzenie roli rodzica małego dziecka i rodzica pracującego.
                    >
                    > > było dziecka nie płodzić skoro tak na kasie Ci zależy...
                    >
                    > 1. To nie ze względu na dziecko nie mamy tych pieniędzy, tylko ze względu na to
                    > ,
                    > że żona nie pracuje. Chyba nie doczytałaś.

                    Jak to nie doczytała? Próbowała swoich sił w różnych kierunkach. To, że grzejesz
                    dupsko w 3letniej stało etatowej posadce - tym bardziej kreuje Cię w moich
                    oczach jako całkowitego ignoranta w stosunku do kobiety, która w lutym (na Boga
                    w lutym) dała Ci syna!!!
                    Powtórzę się po raz kolejny - kobietom cięzko wrócić po 4mcach macierzyńskiego
                    do pracy - bo żal im rozstać się z maleństwem, przywiązanym do cycka i
                    wymagającego szczególnej troski!
                    A czy TY jej robisz łaskę - pomagając w codziennych obowiązkach domowych, skoro
                    sobie nie radzi jak świeża mama???? Łaska???? TO JEST TWÓJ OBOWIĄZEK!!!! A jeśli
                    ciężko ci pojąc takie zależności - to właśnie w rolki ojca się
                    zdyskwalifikowałeś. Brak ci kasy??? To rozwiedż się z żoną i zakładaj rodzinę z
                    karierowiczką, a jej przynajmniej skończysz truć w życiu!

                    > 2. Kasa to środek do osiągnięcia celu a nie cel sam w sobie.
                    >
                    > > jak do matrycy na zasadzie: "bo ja uważam, że tak będzie najlepiej"
                    >
                    > Jak więc, według Ciebie, będzie najlepiej?
                    >
                    > Ale napisz konkretnie, jak sobie wyobrażasz życie moje i rodziny w takiej
                    > sytuacji, jaką opisałem.

                    Najlepiej będzie jak wyżej.
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:38
                      > Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy
                      > porodzie rozerwało czy jej?

                      Ani mnie, ani jej.

                      > Przede wszystkim mówisz o 22letniej dziewczynie, którą w głównej
                      > mierze ciężko obarczać odpowiedzialnością za brak precyzji planów
                      > co do założonego przez Ciebie celu.

                      Nie mam do żony pretensji o "brak precyzji planów" (cokolwiek to znaczy), tylko
                      o to, że jest bierna i nie chce zmienić sytuacji, w której jesteśmy od
                      kilkunastu miesięcy.

                      > Znam kobiety dojrzałe, którym macierzyństwo wywróciło też świat
                      > wartości i codzienny tryb życia do góry nogami.

                      Mojej żonie wiele to nie zmieniło w życiu, tak siedziała w domu, tak i teraz
                      będzie siedzieć. Tyle tylko, że nie będzie mogła spać do 10.

                      > Jak to nie doczytała? Próbowała swoich sił w różnych kierunkach.

                      2 próby w ciągu 14 miesięcy to mało. A może się mylę?

                      > Powtórzę się po raz kolejny - kobietom cięzko wrócić po 4mcach
                      > macierzyńskiego do pracy - bo żal im rozstać się z maleństwem,
                      > przywiązanym do cycka i wymagającego szczególnej troski!

                      Powtórzę po raz kolejny
                      • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 18:08
                        krzysztof-lis napisał:

                        > > Przepraszam za chamstwo... Czy to, drogi Krzysiu, tobie dupę przy
                        > > porodzie rozerwało czy jej?
                        >
                        > Ani mnie, ani jej.

                        Wybacz do wyjątków medycznych należą pierworódki, które rodząc naturalnie nie mają nacinanego krocza ... bądź to krocze rozerwały. No chyba, że mówimy o cesarce - po tym się dochodzi ciężej do siebie niż po naturalnym.

                        Powtarzam Ci z uporem maniaka: TO TY NIE DOROSŁEŚ DO ROLI OJCA.
                  • verdana Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:22
                    Najlepiej? Nie ma najlepiej - b Ty w małzenstwie widzisz tylko
                    siebie. Żona do pracy nie moze teraz wrocic, nawet z punktu widzenia
                    prawa - nie wolno podejmowac pracy na urlopie macierzyńskim, wlasnie
                    po to m in. by chciwy mąż nie wyganiał do pracy żony, lekcewaząc jej
                    zdrowie i dobro dziecka, a liczac wyłącznie na pieniądze. Nie
                    rozumiem tez, po co Ci dziecko - to jest dopiero strata pieniędzy.
                    Myślę, ze wyslesz jed do pracy w pierwszym możliwym momencie, by
                    przynosilo dochod, a nie zajmowalo się głupia szkołą.
                    jest dla kazdego myslacego człowieka oczywiste, ze przez pewien
                    czas, gdy rodzi się dziecko, jedna osoba utrzymuje cały dom - facet
                    najczęściej. Nie wpadło Ci to do glowy?
                    Rozumiem, zę idealna sytuacja jest taka, ze żona ma cały dom na
                    glowie - bo Twoja wizja zajmowania się niemowleciem to zmarnowanie
                    dziecka na 100%.
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:31
                      > Najlepiej?

                      Tak. Najlepiej.

                      > jest dla kazdego myslacego człowieka oczywiste, ze przez pewien
                      > czas, gdy rodzi się dziecko, jedna osoba utrzymuje cały dom - facet
                      > najczęściej.

                      Jak już napisałem, ten wątek nie dotyczy mojej sytuacji od 12 dni, tylko mojej
                      sytuacji od 14 miesięcy. Sytuacji, w której to jedna osoba utrzymuje dom a druga
                      nie stara się tego zmienić.

                      > Rozumiem, zę idealna sytuacja jest taka, ze żona ma cały dom na
                      > glowie - bo Twoja wizja zajmowania się niemowleciem to zmarnowanie
                      > dziecka na 100%.

                      W jaki sposób ta wypowiedź ma mi w czymkolwiek pomóc?
                      • demonsbaby Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:41
                        krzysztof-lis napisał:

                        >
                        >
                        > W jaki sposób ta wypowiedź ma mi w czymkolwiek pomóc?
                        W uświadomieniu Ci człowieku, żebyś przeanalizował swój świat wartości ponownie
                        - jeśli po takiej czynności nie dojdziesz do konstruktywnych wniosków w stosunku
                        do własnej osoby, to my ci tu pomożemy ... dojść do wniosku, że rola ojca nie
                        jest Ci pisana, podobnie jak rola człowieka, który swoją rodzinę chronić powinien.
                  • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:26
                    Ależ wszyscy Ci to już napisali, przeczytaj uważnie dyskusję od
                    początku, bo powtarzanie tego samego nie ma sensu.
                    Piszesz, że Cię mieszam z błotem, ale to nieprawda, tylko po prostu
                    Ty nie chcesz żadnych rad, tylko przytaknięcia Twoim pomysłom na
                    życie. A od myślących inaczej oczekujesz jakiejś innej "formy" na
                    życie, która Ci zapewni to samo, co chciałeś w poprzedniej "formie"?
                    Tak się NIE DA.
                    Oczekujesz od ludzi recepty na życie i zarabianie pieniędzy?
                    Oczekujesz recepty na zmianę żony?
                    Oczekujesz biznesplanu, dzięki któremu zrealizujesz swoje plany?
                    To Twoje życie i od Ciebie tylko zależy jakie będzie, a będzie
                    zapewne przykre, jeżeli nie zmienisz swojego podejścia do żony,
                    dziecka i pieniędzy.
                    Żal mi po prostu tego dzieciaczka, kiedy się pytasz, do czego
                    potrzebna mu mama. Żal mi tej kobiety, że chcesz z niej na siłę
                    zrobić kogoś, kim nigdy nie była, a o czym doskonale wiedziałeś. Żal
                    mi jej matki, przychodzącej zrobić obiadki dla zięciula, który
                    uważa, że tak mu się po prostu należą.
                    Jesteś jakimś wyjątkowo nieczułym, niewdzięcznym osobnikie, w
                    dodatku myślącym, że wszystkie rozumy pozjadał. Więcej pokory, bo co
                    będzie, jak przydarzą Ci się jakieś nieoczekiwane losowe sprawy?
                    Po prostu żal ściska, jak się czyta te Twoje przepełnione
                    kalkulacjami posty.
                    • moreno68 Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:39
                      Planowaliście dziecko czy to była wpadka?Bo ciąża trwa z reguły 9
                      miesięcy , może być zagrożona i nie można pracować.W okresie ciązy
                      trzeba wyluzować i odpoczywać , a Ty wyliczasz utracone dochody nie
                      biorac tego pod uwagę.
                      14miesięcy - 9 ciąża= 5 miesięcy
                      5 x 2000 = 10.000 tys.

                      A ruszyć samemu dupsko do lepiej płatnej pracy to nie łaska.Skoro
                      jesteś takim geniuszem stron internetowych;)
                      • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:57
                        > Planowaliście dziecko czy to była wpadka?Bo ciąża trwa z reguły 9
                        > miesięcy , może być zagrożona i nie można pracować.

                        Nie była zagrożona. Żona mogła pracować. Nie biorę więc pod uwagę wariantu,
                        który istnieje tylko w teorii.

                        > 14miesięcy - 9 ciąża= 5 miesięcy
                        > 5 x 2000 = 10.000 tys.

                        Okay
                    • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:47
                      > Ty nie chcesz żadnych rad, tylko przytaknięcia Twoim pomysłom na
                      > życie.

                      Chcę rad, jak zmienić nastawienie żony do tego małżeństwa. Uważam, że
                      oczekiwanie partnerskich relacji w związku jest jak najbardziej na miejscu.

                      Nie interesuje mnie wysłuchiwanie, że:
                      * krzysiopodobny egzemplarz to byłaby porażka,
                      * jestem paskudnym hipokrytą,
                      * jestem dzieciakiem,
                      * pieniądze wypaliły mi głowę,
                      * zrobię żonie przysługę rozwodząc się,
                      * jestem wyjątkowo nieczułym osobnikiem,
                      * pozjadałem wszystkie rozumy,
                      * nie myślę głową, tylko główką.

                      To wyciągnięte wyłącznie z Twoich wypowiedzi. I Ty twierdzisz, że nie mieszasz
                      mnie z błotem?

                      > A od myślących inaczej oczekujesz jakiejś innej "formy" na życie,
                      > która Ci zapewni to samo, co chciałeś w poprzedniej "formie"?

                      Zgadza się, bo nie podoba mi się życie w schemacie, w którym to tylko jedna
                      osoba jest odpowiedzialna za życie rodziny. Choć dla kobiety takiej jak moja
                      żona jest to z pewnością spełnienie marzeń.

                      > Oczekujesz od ludzi recepty na życie i zarabianie pieniędzy?

                      Tę już mam.

                      > Oczekujesz recepty na zmianę żony?

                      Tak
                      • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 17:56
                        Czsami musi być dosadniej, bo jeden zrozumie od razu, a inny nie:(
                        Ty jesteś własnie tym drugim przypadkiem.
                        Ale i tak nie zrozumiałeś, bo zamiast się zastanowić na treścią, to
                        wyławiasz z tekstu co smakowitsze kąski i rozmieniasz je na drobne.
                        Nic nie wyniosłeś z całej dyskusji.
                        Zamiast analizy proponuję syntezę.
                        Ale w sumie te przytoczone przykłady moich wypowiedzi to doskonała
                        ilustracja Twojego zachowania:)
                        I nie dziw się ludziom, że nie rozumieją twojego podejścia do żony,
                        dziecka i życia, bo ono jest poniekąd oryginalne.
                          • vienetta Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 18:16
                            krzysztof-lis napisał:

                            > > Czsami musi być dosadniej, bo jeden zrozumie od razu, a inny nie:
                            (
                            >
                            > Czyli jednak przyznajesz, że wielokrotnie mieszałaś mnie z błotem?
                            Dobre i to..

                            Miało być dosadnie i było, bo miało wywołać u Ciebie żywsze emocje,
                            a nie tylko kręcenie się w kółko (ale jak widać nie udało się)


                            > .
                            >
                            > > Nic nie wyniosłeś z całej dyskusji.
                            >
                            > O ile mieszanie mnie z błotem nazywasz dyskusją
                            • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 19:12
                              > Myślisz, że nie rozumiem Twojego problemuy biernej żony i ze czujesz
                              > się oszukany? Doskonale rozumiem, ale wybrałeś jak najgorszy czas na
                              > rozwiązanie tego problemu.

                              Lepiej przygotować się do tego teraz i wdrożyć w życie za kilka miesięcy, niż za
                              kilka miesięcy pytać o wskazanie drogi.
                                • krzysztof-lis Re: Cale życie ma mojej małej głowie;) 10.03.09, 21:23
                                  > Jak zwykle pominąłeś to, co Ci nie pasuje...Ech życie, życie....

                                  To znaczy co konkretnie?

                                  Z dyskusji polegającej tylko na udowadnianiu mi, że jestem niedojrzały,
                                  rzeczywiście nie wyniosłem nic. Gdyby ta dyskusja była konstruktywna, coś bym
                                  pewnie z niej wyciągnął.

                                  > To skoro jesteś za taką emancypacją to zacznij karmić noworodka
                                  > piersią (również w nocy), wsadź sobie podpaskę i rozchechłaj
                                  > małego, zeby Ci z niego krew leciała przez 6 tygodni.

                                  Te 6 tygodni to mały fragment w stosunku do 14 miesięcy, o których mowa. Nie
                                  awanturuję się tu o to, że mi jest TERAZ źle, tylko o to, że jest źle od
                                  długiego czasu. Tak, to zły moment na jakiekolwiek zmiany, ale cierpliwość mi
                                  się wyczerpuje i wolę coś wymyślić ZANIM mi się ona wyczerpie.

                                  > A następnie zapłać żonie i teściowej za jej pracę w domu (podobno
                                  > praca sprzątaczki i niani to razem około 3 tysięcy - wychodzi
                                  > więcej niż wyimaginowane dochody Twojej żony, których nie
                                  > osiągnęła.)

                                  Nianią to moja żona może być od 12 dni. Przez 14 miesięcy pracy po 2h dziennie
                                  nad sprzątaniem i gotowaniem, przy założeniu, że w miesiącu są 22 dni robocze (w
                                  weekendy robiliśmy to wspólnie) a za taką pracę należy się 10 PLN za godzinę,
                                  "zarobiłaby" ok. 6 200 PLN. Nijak się to nie ma do tego, co by zarobiła, gdyby
                                  poszła do pracy. Posiadanie gospodyni zamiast pracującej żony w naszym wypadku
                                  się nie kalkuluje. Jak by nie liczyć.

                                  > Czasem odnoszę wrażenie, że Ty się na żonie teraz mścisz i
                                  > odgrywasz za ten czas niepracowania, bo uważasz,że za duzo
                                  > pozwalała sobie w ciąży, a że teraz już nie jest to można sobie na
                                  > niej pofolgować.

                                  Mylisz się. Ja nie zamierzam jej teraz gonić do roboty. Ja chcę, żeby zmieniła
                                  się jej postawa, żeby zaczęła myśleć o przyszłości a nie zadowalać się taką
                                  bylejakością, jaką mamy teraz. Tu nie o same pieniądze chodzi, tylko o postawę
                                  żony. Chodzi o to, by to założenie o moim pójściu na urlop wychowawczy było
                                  możliwe do zrealizowania. Przy aktualnej postawie żony jest niemożliwe.
    • amb25 Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:38
      hej, a moze nasz Krzys sobie te historie wymyslil, bo jest temat do
      nowej dyskusji, bo ja nie wierze, zeby normalny czlowiek gonil
      kobiete w zaawansowanej ciazy i w pologu do pracy. A wydawalo mi
      sie, ze on ma w miare zdrowe poglady :)
      Lis to sprytne stworzonko.
          • jagodzianka05 Re: A bajka o lisku chytrusku....;) 18.03.09, 10:52
            Pracowałam od 19 roku życia, skończyłam ponoć "marne studia" pedagogikę, po
            porodzie straciłam pracę w szkole , razem podjeliśmy decyzję że znajdę nową po
            kilku miesiącach.Mąż pracował dosyć cięzko ale wciąż brakowało, wysyłałam
            podania ale tak naprawdę modliłam się żeby nie odpowiedzieli... nie dlatego że
            mi się nie chciało lub bo miałam złe nastawienie tylko po prostu pokochałam moje
            dziecko całym sercem, wiedziałam że przez pewien czas ja dla niego będę
            naj...potrzebniejsza-naj lepsza naj ukochańsza itp...
            Mąż to zrozumiał sam też tak myślał..
            Mąż zmienił pracę na baaardzo ciężką , po 10 godzin, lepiej płatną fizyczną
            Czy kiedyś się skarżył?
            Tak na bolące plecy, bolesne przetarcia na rękach, przemarznięcie, ale...NIGDY
            nie usłyszałam że nie ruszam tyłka do pracy, że nie robię tego czy tamtego w
            domu a bywało różnie choć bardzo się starałam.
            Ale usłyszałam za to że Jagoda cudownie się rozwija, jest nad wiek rozwinięta MA
            UMIEJĘTNOŚCI WYPRZEDZAJĄCE RÓWIEŚNIKÓW ...
            Mąż JEST DUMNY.
            Wiem jest mu ciężko ale oboje wiemy że taka sytuacja potrwa już niedługo, bo
            istnieje przedszkole, że za jakiś czas wyjdziemy wreszcie sami, że się zabawimy,
            że on zmieni stare auto na wymarzone za jakiś czas.
            My wiemy że tak będzie.
            Czekamy na to patrząc na naszą córkę, jak wspaniale rośnie, każde z nas wkłada w
            to wile z siebie, takie jest życie i na wszystko przyjdzie odpowiedni czas, są
            rzeczy ważne i ważniejsze.
            Ale nie kazdemu jest dane być mądrym odpowiedzialnym człowiekiem, mającym taką
            hierarchię wartości,gdzie rodzina jest najważniejsza
            • krzysztof-lis Re: A bajka o lisku chytrusku....;) 18.03.09, 20:30
              > Ale nie kazdemu jest dane być mądrym odpowiedzialnym człowiekiem,
              > mającym taką hierarchię wartości,gdzie rodzina jest najważniejsza

              Jagodzianko, przeczytaj raz jeszcze cały wątek (albo choćby moją pierwszą
              wypowiedź) i zastanów się, czy na pewno chodzi mi o sytuację, jaką Ty opisujesz.
              Czy może o "trochę" inną, w której siedzenie w domu mojej żony nie było
              uzasadnione ani wychowywaniem dziecka ani kłopotami zdrowotnymi w ciąży.

              Ale rozumiem, że i rodzina składająca się z leniwej żony powinna być najważniejsza.
      • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:50
        > hej, a moze nasz Krzys sobie te historie wymyslil,

        Fajnie by było, naprawdę.

        > nie wierze, zeby normalny czlowiek gonil kobiete w zaawansowanej
        > ciazy i w pologu do pracy.

        Aleście się uparły na ten połóg i zaawansowaną ciążę. Przypominam, że chodzi o
        okres trwający 14 miesięcy.
        • moreno68 Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:57
          Jeżeli tak liczysz przyszłe zyski ....jak te 14 miesięcy sprawoności
          żony do pracy to już widać ze orłem z matematyki nie jesteś.
          Umawiałeś się z żoną przed ciążą , że 12 dni po urodzniu dziecka
          będzie pracować;)
          Bo jeśli nie umawialiście się tak wcześniej to skąd wiesz ,że tak
          być powinno.
          Może jeszcze lepiej było ustalić to przed ślubem?wtedy miałbyś
          jasność sytuacji?

          Wszak usta umowa i jej dotrzymywanie to Twoja super recepta na
          problamy innych.Czemu nie działa u Ciebie?
          Naprawdę zapomniałeś uzgodnic to przed ślubem albo chociaż przed
          ciążą?..Trudno uwierzyć;)
        • denay Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 17:59
          ostatnie 14 m-cy
          w trakcie których 9 m-cy Twoja żona byla w ciązy
          żeby nie zapomnieć o 12 dniach od porodu...
          czyli w sumie około pół roku wychodzi.

          Szczerze mówiąc to nikt Ci nie poda prawdy objawionej
          żeby mieć pełny obraz to trzeba dwóch stron wysłuchać
          I być może od Twojej ślubnej usłyszelibyśmy
          zupełnie inną wersję wydarzeń niż Ty raczysz opisywać.

          Jedno co widzę w tym co piszesz...
          Podobną sytuację sama znam z autopsji.
          Net to net, więc bez szczegółów.
          Mozesz mi wierzyć, możesz i nie
          ale Twoje podejście - bez zwracania życzliwej
          uwagi na partnera i usiłowanie dopasowania go do własnych wizji
          tylko i wyłącznie na własnych zasadach
          to równia pochyła...
          Prawdopodobnie Twoja żona pewnie będzie stawała okoniem, a
          jednocześnie obiecywała, chociaż i tak dalej będzie robiła swoje.
          Ty będziesz coraz bardziej sfrustrowany, że taka ona
          śmaka owaka, nie docenia Twoich wysiłków, że to przecież
          "dla naszego dobra"...
          A ona po prostu będzie broniła siebie, własnego ja
          (jakiekolwiek by ono nie było), usiłując nie dopuścić
          do zmian, od których Ty uzależniasz dalsze "być/nie-być"
          aż się możesz - czego w zasadzie nie życzę, obudzić
          z ręką w nocniku.
          I zupełnie szczerze - skoro nie chcesz się rozwodzić
          chcesz mieć rodzinę
          to poszukaj dobrego terapeuty.
          Czasami od środka żadna ze stron problemu nie widzi...
        • miacasa Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 18:07
          To po jakiego grzyba płodziłaś długotrwale bezrobotnej, niezaradnej,
          bluszczowatej kobiecie dziecko?
          Zapewniam cię, że twoja wizja posiadania dużej ilości czasu na robienie stron
          internetowych podczas urlopu wychowawczego jest jeszcze bardziej utopijna niż
          wizja doradcy finansowego twojej żony. Wasze dziecko to noworodek, który je, śpi
          i wymaga zmiany pieluchy. Już za dwa tygodnie rozpoczniecie ciekawy etap kolek
          związany z niedojrzałością przewodu pokarmowego. Maraton wielogodzinnych
          wieczorno-nocnych wrzasków, brak snu, potworne zmęczenie i huśtawka nastrojów
          żony jeszcze przed tobą. Obawiam się, że nie podołasz tej sytuacji, brakuje ci
          siły, dystansu i pokory.
          • verdana Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 18:15
            I jak wyliczyłeś te 10 tysiecy, ktore stracileś? Te 10 tysiecy
            najwyzej straciliscie oboje, chyba że uwazasz, ze masz prawo
            zabierac zonie całą kase - czyli stracileś najwyżej 5 tysiecy...
            % tysiecy to niecałe 500 zł. miesiecznie - wiesz co? Jak Ci tak
            straszliwie żal pieniedzy, to dlaczego chcesz iść na wychowawczy,
            zeby zona Cię utrzymywała - lepiej dajcie dziecko do źłobka i
            pracujcie oboje.
            • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:15
              > I jak wyliczyłeś te 10 tysiecy, ktore stracileś?

              Ja wyliczyłem 30 000, które straciliśMY.

              > Jak Ci tak straszliwie żal pieniedzy, to dlaczego chcesz iść na
              > wychowawczy, zeby zona Cię utrzymywała - lepiej dajcie dziecko do
              > źłobka i pracujcie oboje.

              Pieniądze nie są dla mnie celem samym w sobie. Chcę za jakiś czas zostawić w
              cholerę etat i urlop wychowawczy jest doskonałym momentem do tego.

              Tak, jak napisałem
            • kklekss Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:21
              A gdzie miłość do żony i do dziecka ? Ty nie wiesz co to jest
              rodzina i niepotrzebnie ją zakładałeś .Nie dorosłeś do tego.Smutne ,
              że widzisz tylko kasę , przeciez całe życie przed tobą i co
              dalej?????????? Będziesz żył w/g jakiegoś planu , dzieciom też
              ułożysz jakiś plan.Rozpisz swoje życie na kartce i żyj w/g planu.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:26
                > A gdzie miłość do żony i do dziecka ?

                Nie rozumiem, w jaki sposób moja postawa wyklucza miłość do żony i do dziecka?

                > Ty nie wiesz co to jest rodzina i niepotrzebnie ją zakładałeś .Nie
                > dorosłeś do tego.Smutne , że widzisz tylko kasę , przeciez całe
                > życie przed tobą i co dalej?????????? Będziesz żył w/g jakiegoś
                > planu , dzieciom też ułożysz jakiś plan.

                Abstrahując od tego, czy się z tym zgadzam, czy nie
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:13
            > To po jakiego grzyba płodziłaś długotrwale bezrobotnej, niezaradnej,
            > bluszczowatej kobiecie dziecko?

            W maju zeszłego roku nie wyglądała na długotrwale bezrobotną, niezaradną i
            bluszczowatą. Zresztą o dziecko staraliśmy się kilka miesięcy.

            > Obawiam się, że nie podołasz tej sytuacji, brakuje ci siły,
            > dystansu i pokory.

            Niewykluczone, że masz rację.
            • verdana Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:32
              Powtarzasz jak manre "To mi nie pomaga". człowieku, jestes podobno
              dorosly - nie rozumiesz, ze nic ci nie pomoze? Marzysz o domu i
              wysokich dochodach, a masz mentalność 13-latka - sadzisz, ze ktos ci
              te pieniadze zarobi, że masz dziecko, ale to nie powinno wplynąć na
              zdolność zarobkowania Twojej żony, ze masz dziecko, ale zajmowanie
              sie nim, to w ogole nie jest żadna praca, bo dziecku niczego procz
              jedzenia i przewijania nie potrzeba.
              Powim Ci cos, co Ci na pewno nie pomoże - jestes niedojrzay, za
              wczesnie się ozenileś, za wczesnie miales dziecko. Domu nie
              postawisz, choćby żona zaharowala sie na śmierć, dziecko zmarnujesz.
              A nawet, jak sie rozwiedziesz, to nic nie zyskasz - bedziesz mosiał
              placic alimenty.
              Czyli - albo sam sobie pomozesz, weźmiesz się do pracy, pozwolisz
              zonie odpocząć po porodzie, nie będziesz chciał stawiac domu nie
              majac kasy, albo wlasnie zmarnowałeś sobie zycie.
              • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 19:53
                > Powtarzasz jak manre "To mi nie pomaga".

                Nie pomaga mi to, że piszecie, że jestem niedojrzały.

                Tak jak mojej żony nie zachęca do wysiłku awantura o to, że nic nie robi.

                > Czyli - albo sam sobie pomozesz, weźmiesz się do pracy,

                Co konkretnie masz przez to na myśli?

                > sadzisz, ze (...) masz dziecko, ale to nie powinno wplynąć na
                > zdolność zarobkowania Twojej żony,

                Nie w stopniu, który uniemożliwiłby jej przez 14 miesięcy zarobienie dających
                się zauważyć pieniędzy.
                • mama-cudownego-misia Krzysiu, 11.03.09, 15:55
                  Ubawiłam się setnie i pozwolę sobie jednak być niekonstruktywna. Mam nadzieję,
                  że ona Cię puści w skarpetkach i znajdzie sobie kogoś dojrzałego. Obawiam sie,
                  że tu sprawa jest przegrana, ale nie z winy żony, która najpierw pracy znaleźć
                  nie mogła, potem nie zarabiała tyle, ile zaplanowaliście, a teraz się nie daje w
                  miesiąc po cesarce wykopać do pracy. Wina leży tu po stronie nieprzemakalnego na
                  argumenty i roszczeniowego egocentryka o dziwacznych i mocno usztywnionych
                  priorytetach, który uważa, że cały świat się powinien dostosować do jego
                  oczekiwań. Ułatw kobiecie zadanie i weź się rozwiedź, zamiast jej głowę zawracać.
                  A jak nie, to idź do psychologa, może on coś pomoże...
                  • kicia031 Re: Krzysiu, 11.03.09, 16:41
                    ona Cię puści w skarpetkach

                    No wlasnie, bo dopoki dziecko nie skonczy 3 lat, to matka swobodnie
                    moze ubiegac sie rowniez o alimenty na siebie, zwlaszcza jesli
                    dodatkowo studiuje. Sama pobieralam alimenty na siebie w takich
                    okolicznosciach, i rozwod nie jest do tego niezbedny.
          • martabmw Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 20:50
            Zapewniam cię, że twoja wizja posiadania dużej ilości czasu na robienie stron
            > internetowych podczas urlopu wychowawczego jest jeszcze bardziej utopijna niż
            > wizja doradcy finansowego twojej żony.

            bingo... pan zrezygnuje z etatu, założy działalność, będzie zarabiał na
            stronkach, wózek postawi przy kompie, coby niemowlę pobujać. Za pół roku
            poczytamy posty znerwicowanej żony, że mąż chyba pracoholik;)
        • musiavicky Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 20:58
          jesli chodzi o te 14 miesiecy ktore byly to po jaka cholere sie nad
          tym rozczulasz teraz kiedy wlasnie rozpoczal sie nowy , cudowny etap
          w waszym zycie. poco teraz w tym momencie stresujesz zona. BADZ
          MEZCZYZNA( facetem z j..) i nie rozczulaj sie nad soba. ciesz sie ze
          macie co jesc urodzilo wam sie zdrowe dziecko. pozwol zonie
          dorosnac. mnie sie noz w kieszeni otwiera jak czytam te twoje
          teksty. poczatek malzenstwa, 14 miesiecy biedaczyna musial na zone
          pracowac. juz zapomniales co przyzekales przed oltarzem. partnerswo
          partnerswtem ale to nie ty byles 9 miesiecy w ciazy!!!!!!!!!!!!!!!!!
          liczysz na to ze ci ktos pomoze ze poradzi ale jak widac ze nikt nie
          jest w stanie ci doradzic bo nikt sie z toba nie zgadza. i to juz
          powinno dac ci do myslenia. otrzasnij sie i nie rob niczego za
          wszelka cene. piszesz ze ty tak sobie wyorbarzasz zycie a pytales
          zony jak ona to sobie wyobraza? nie wszytko da sie przeliczyc na
          pieniadze, nie wszytko ma realna wartosc. Ludzie dlugie lata buduja
          dom dochodza do wszystkiego a ty sobie cos ubzdurales. zaplanowales.
          Rany dorosniej. jestes dlowa rodziny i twoim obowiazkeim jest
          zepewnienie bytu. ja nie wierze w ta twoja wersje partnerstwa bo
          napisales ze ojciec i matka zony pracuja , matka zajmuje sie domem a
          to jest sytuacja 100 % sielankowa!!!!!!!!!!!!!!!!smieszny
          jestes!!!!!!
          • krzysztof-lis Re: całe życie na mojej głowie 10.03.09, 21:12
            > jesli chodzi o te 14 miesiecy ktore byly to po jaka cholere sie nad
            > tym rozczulasz teraz kiedy wlasnie rozpoczal sie nowy , cudowny etap
            > w waszym zycie.

            O rany, tak się złożyło, że teraz nastąpiło to zmęczenie materiału. Przecież nie
            robię tego celowo w momencie, w którym wprowadzenie jakichkolwiek zmian jest
            trudniejsze, niż kiedykolwiek było czy będzie.

            > jak widac ze nikt nie jest w stanie ci doradzic bo nikt sie z toba
            > nie zgadza. i to juz powinno dac ci do myslenia.

            Nie jest aż tak źle, że NIKT się ze mną nie zgadza.

            Zresztą nie spodziewałem się głaskania po główce ze strony kobiet, które dość
            wybiórczo traktują zagadnienia związane z równouprawnieniem w związku.

            > piszesz ze ty tak sobie wyorbarzasz zycie a pytales zony jak ona
            > to sobie wyobraza?

            W sytuacji, w której konkretne plany dotyczące mojego odejścia z pracy na urlop
            wychowawczy snujemy wspólnie, można powiedzieć, że tak.

            > Rany dorosniej. jestes dlowa rodziny i twoim obowiazkeim jest
            > zepewnienie bytu.

            To prawda. Co nie zmienia faktu, że czuję się z tym źle.

            Podobnie obowiązkiem niepracującej kobiety jest opiekowanie się dzieckiem i
            domem, a wątków z marudzeniem na ten temat jest tu sporo.

            > ja nie wierze w ta twoja wersje partnerstwa bo napisales ze ojciec
            > i matka zony pracuja , matka zajmuje sie domem a to jest sytuacja
            > 100 % sielankowa!!!!!!!!!!!!!!!!smieszny jestes!!!!!!

            Przecież nie napisałem, że tak ma wyglądać moje małżeństwo, prawda? To byłaby
            sielanka, ale nawet o takim wariancie nie marzę.
    • brak.polskich.liter Motywacja 10.03.09, 19:34
      Interesujace... Nie tak dawno temu lansowales zgola inny poglad na kwestie
      odpowiedzialnosci finansowej i motywacji w pozyskiwaniu pieniedzy, gdy ma sie
      male dziecko w perspektywie. Poniewaz to, co wtedy napisales, brzmialo dosc
      sensownie, zastanawiam sie, skad taka radykalna zmiana rozmaitych koncepcji?
      Tylko, pliz, nie pisz, ze ta zmiana to dlatego, ze z malzonki nagle wyszedl
      bluszcz i meduza.

      "Z drugiej strony przyznać trzeba, że gdy się ma dziecko, ma się większą
      motywację, by zarabiać pieniądze, niż gdy się go nie ma. Na moim przykładzie,
      nie mam motywacji by napisać pracę dyplomową. Motywację bym miał, gdybym miał
      dziecko w drodze i wiedział, że za pół roku muszę mieć lepszą pracę, bo będę
      potrzebować więcej pieniędzy."

      Swiete slowa, swiete slowa. W zwiazku z tym mam pytanie - co z ta zmiana pracy
      na lepiej platna? Pomysl upadl? To byloby jakies rozwiazanie Twoich problemow -
      ktore, zreszta, sam zaproponowales poltora roku temu.
      Sorry, ze odswiezylam Ci pamiec, ale slowa napisane na forum maja te wlasnosc,
      ze nie znikaja.
        • brak.polskich.liter Re: Motywacja 10.03.09, 20:00
          No, sam tatus circa about poltora roku temu inaczej spiewal - vide
          zamieszczony cytacik.
          Ale coz - okolicznosci przyrody sie zmienily - i spiewka wraz z nimi, najwyrazniej.
          Z grzecznosci nie zapytam o te prace dyplomowa, ktorej motywatorem mialo byc
          rowniez dziecko w drodze...
          • krzysztof-lis Re: Motywacja 10.03.09, 20:53
            > Z grzecznosci nie zapytam o te prace dyplomowa, ktorej motywatorem
            > mialo byc rowniez dziecko w drodze...

            Praca dyplomowa się obroniła półtora roku temu, we wrześniu 2007. :)

            Ale do dziś dyplomu z uczelni nie odebrałem, bo do niczego nie jest mi
            potrzebny. Jak będzie potrzebny, to po niego pojadę.

      • krzysztof-lis Re: Motywacja 10.03.09, 19:57
        > Interesujace... Nie tak dawno temu lansowales zgola inny poglad na
        > kwestie odpowiedzialnosci finansowej i motywacji w pozyskiwaniu
        > pieniedzy, gdy ma sie male dziecko w perspektywie. Poniewaz to, co
        > wtedy napisales, brzmialo dosc sensownie, zastanawiam sie, skad
        > taka radykalna zmiana rozmaitych koncepcji? (...)
        >
        > "Z drugiej strony przyznać trzeba, że gdy się ma dziecko, ma się
        > większą motywację, by zarabiać pieniądze, niż gdy się go nie ma.
        > Na moim przykładzie, nie mam motywacji by napisać pracę dyplomową.
        > Motywację bym miał, gdybym miał dziecko w drodze i wiedział, że za
        > pół roku muszę mieć lepszą pracę, bo będę potrzebować więcej
        > pieniędzy."
        >
        > Swiete slowa, swiete slowa. W zwiazku z tym mam pytanie - co z ta
        > zmiana pracy na lepiej platna? Pomysl upadl? To byloby jakies
        > rozwiazanie Twoich problemow - ktore, zreszta, sam zaproponowales
        > poltora roku temu.
        > Sorry, ze odswiezylam Ci pamiec, ale slowa napisane na forum maja
        > te wlasnosc, ze nie znikaja.

        Nie przepraszaj, bo nie ma za co. Sytuacja trochę różni się od tej, o której
        wtedy pisałem.

        Póki co moje dzisiejsze zarobki wystarczą na utrzymanie domu i rodziny. Chęć
        osiągnięcia wolności finansowej (czyli tych zarobków z internetu) i budowy domu
        nie jest aż tak wielka, by zaharowywać się na śmierć i pracować więcej niż do
        tej pory. Albo żeby szukać innej, lepiej płatnej pracy.

        Dlatego jej nie szukam.

        Ale może rzeczywiście masz rację, może powinienem żonie dać tyle czasu, ile
        będzie potrzeba a dopiero potem przykręcić śrubę. ;) Z drugiej strony chcemy
        mieć trójkę dzieci, więc to "potem" wypadnie lekko licząc za jakieś 6-10 lat...
        • brak.polskich.liter Re: Motywacja 10.03.09, 20:12
          Yyy, chyba nikt nie proponowal "zaharowania sie na smierc" ani niczego w tym
          guscie. Ot, skoro aktualna sytuacja finansowa nam nie odpowiada (bo chcemy kupic
          wieksza chalupe, bo mamy dziecko, ktore generuje koszty, bo mamy w planie wiecej
          takich generatorow, whatever) robimy cos, zeby te sytuacje zmienic na lepsza -
          bardziej nam odpowiadajaca. Oczywiste i normalne, IMHO.
          Lepiej platna praca to niekoniecznie praca w _wyzszym_ wymiarze godzin i
          niekoniecznie na etat, to tak na marginesie.

          Poniewaz w ilus-tam-postach narzekasz na aktualna sytuacje polaczona z
          biernoscia malzonki, totez zaproponowalam cos, co moglbys zrobic TY SAM,
          niezaleznie od zony, celem poprawy wlasnej sytuacji. A teraz Ty z kolei
          twierdzisz, ze w zasadzie to problemu nie ma, bo nie jest az tak zle i potrzeby
          zmieniania czegokolwiek tez w zasadzie nie ma...
          W zwiazku z czym mam propozycje: facet, okresl sie.
          • krzysztof-lis Re: Motywacja 10.03.09, 21:00
            > Yyy, chyba nikt nie proponowal "zaharowania sie na smierc" ani
            > niczego w tym guscie.

            Nie, naturalnie. :)

            Tyle tylko, że czuję się przytłoczony tą odpowiedzialnością za rodzinę i
            zastanawiam się, dlaczego tylko ja mam pracować aby zrealizować nasze wspólne cele?

            > Ot, skoro aktualna sytuacja finansowa nam nie odpowiada (...)
            > robimy cos, zeby te sytuacje zmienic na lepsza - bardziej nam
            > odpowiadajaca.

            Dokładnie to chcę osiągnąć. Tyle tylko, że zachęcając żonę do zarabiania
            pieniędzy a nie samemu szukając dodatkowych źródeł pieniędzy, z powodu opisanego
            wyżej.

            > teraz Ty z kolei twierdzisz, ze w zasadzie to problemu nie ma, bo
            > nie jest az tak zle i potrzeby zmieniania czegokolwiek tez w
            > zasadzie nie ma...

            Zaraz zaraz...

            Tak naprawdę to nie ma potrzeby zmieniania czegokolwiek. Mamy gdzie mieszkać.
            Nie musimy budować domu. Na utrzymanie nas stać i jeszcze trochę zostaje. Status
            quo da się utrzymać. W zacytowanym przez Ciebie fragmencie odnosiłem się do
            sytuacji, w której sytuacja zmienia się do tego stopnia, że trzeba pracować
            więcej. Gdyby nagle z jakiś przyczyn okazało się, że MUSIMY mieć więcej
            pieniędzy a żona nie może pójść do pracy, to bym zacisnął zęby i pracował
            więcej, lepiej, zarabiał więcej, itd.

            Tymczasem czuję, że moja żona mogłaby zarabiać pieniądze, gdyby tylko chciała.
            Mogłaby robić to w sposób, który by nie kolidował z wychowaniem dziecka. Bo nie
            uważam, by wygospodarowanie dwóch czy trzech dni w tygodniu przez matkę na pracę
            byłby jakąś krzywdą dla niego. Tak teraz jak i w perspektywie kilku lat. Okazuje
            się jednak, że żonie jest dobrze tak jak jest
            • chicarica Re: Motywacja 11.03.09, 09:20
              Czy ty normalny jesteś? W 12, no faktycznie - dzisiaj już 13 ;) - dni po
              urodzeniu dziecka żona ma wygospodarować czas na pracę nie kolidującą z
              wychowaniem dziecka? Facet, ty nie możesz być prawdziwy, przyznaj się, jesteś
              projektem internetowym...
              • krzysztof-lis Re: Motywacja 11.03.09, 09:52
                > Czy ty normalny jesteś? W 12, no faktycznie - dzisiaj już 13 ;) -
                > dni po urodzeniu dziecka żona ma wygospodarować czas na pracę nie
                > kolidującą z wychowaniem dziecka?

                Tak się zastanawiam, ile razy będę jeszcze w tym wątku tłumaczyć, że nie jestem
                wielbłądem.

                Moja frustracja bierze się z tego, że żona od 14 miesięcy nie przyniosła
                zauważalnych pieniędzy do domu. Nie oczekuję, że pójdzie do pracy teraz, choć
                mam nadzieję, że stanie się to tak szybko, jak tylko to możliwe. Jeśli nie,
                potem będzie jej w ogóle trudno cokolwiek zarobić.
            • attiya Re: Motywacja 11.03.09, 10:47
              krzysztof-lis napisał:
              >
              > Tymczasem czuję, że moja żona mogłaby zarabiać pieniądze, gdyby tylko chciała.
              > Mogłaby robić to w sposób, który by nie kolidował z wychowaniem dziecka. Bo nie
              > uważam, by wygospodarowanie dwóch czy trzech dni w tygodniu przez matkę na prac
              > ę
              > byłby jakąś krzywdą dla niego. Tak teraz jak i w perspektywie kilku lat. Okazuj
              > e
              > się jednak, że żonie jest dobrze tak jak jest
              • chicarica Re: Motywacja 11.03.09, 11:06
                Nie wiem tylko jak ten gościu chce mieć trójkę dzieci i oprócz tego ma ambitne
                plany typu firma, budowa domu, skoro na razie problemy są przy jednym dziecku i
                to dopiero co narodzonym. Trójka dzieci to kolejne ciąże i urlopy macierzyńskie
                żony, on chyba sobie nie wyobraża, że żona w ciąży i z maleńkimi dziećmi przy
                piersi będzie prężnie prowadzić tipsiarnię?