Czy Wasi mężczyźni mają swój męski azyl? Tj. miejsce, gdzie mogą się udać, zaszyć, mieć tam spokój od Was, od żon, kochanek, dzieci i ciągłych spraw, życzeń i hałasu? Gdzie facet może mieć wreszcie upragniony spokój, ułożyć myśli, zająć się być może czymś
dla niego ważnym albo przynajmniej planować to co dla niego ważne.
Wiem, że za komuny dla wielu był to garaż, gdzie w każdą sobotę można było reperować auto albo wyjazd na ryby

I telefonów komórkowych nie było, więc był naprawdę spokój.
A mężowie ematek? Pewnie w sezonie część jeździ na motorze albo trenuje biegi lub inne sporty na dworze, więc może to jest takim azylem?