Otóż... Na moim piętrze są trzy mieszkania: moje, sąsiednie - puste i na wprost - od lata wynajmują je studentki. Trzy dziewczyny, kontakty niemal zerowe, ot "Dzień dobry" na klatce schodowej, czy prośba o nie palenie tuż przy drzwiach klatki (nie palą w mieszkaniu). No i otóż wczoraj wczesnym popołudniem przyszły dwie z nich z tabliczką czekolady z góry przeprosić za hałasy, bo urządzają imprezę sylwestrową. No, ok, ja stara konserwa jestem, ale cóż zrobić, młodość ma swoje prawa. Od 17:00 do mniej - więcej 17:30 faktycznie był wzmożony ruch na klatce schodowej, "odpicowani" młodzi ludzie wchodzili, z balonikami, butelkami szampana w garści. No więc jako stara ciotka, co to siedzi na kanapie i ma za złe - czekam. No i do teraz NIC. Ani jednego hałasu, ponad przeciętne użytkowanie! Zero! Ba, gdyby mnie nie uprzedzili, to po północy spokojnie poszłabym spać i nawet bym nie wiedziała! Co za zwyrodniała młodzież...

Nawet powodów do narzekania nie dają! Mogę narzekać, że nie mam na co narzekać? To jakiś wyższy level?