asia_i_p1
12.05.25, 16:06
A w zasadzie japonizują.
Egzaminowałam dzisiaj z angielskiego, egzaminu ustne. Kilku osobom poszło bardzo słabo, rezultty graniczne, na szczęście znalazły się po dobrej stronie tej granicy. Ale sądząc z reakcji na wyniki wiedziały, że te rezultty są graniczne, wiedziały, że im nie poszło.
Ja w takiej sytuacji siedziałabym przynajmniej ze łzami w oczach, jeśli nie w pełni płacząca, owinięta w koleżanki, wysłuchując zapewnień, że ależ na pewno, wydaje ci się tylko, itp., itd. Dzisiejsi zdający natomiast stali z promiennymi uśmiechami, gawędząc towarzysko z resztą oczekujących na wyniki.
Sądząc z reakcji na wyniki to nie jest tak, że ten egzamin był im obojętny. Sądząc z reakcji na wyniki ich kolegów i koleżanek - pisk, przytulanie - to nie jest tak, że nie są lubiani i nikogo nie obchodzi czy zdadzą czy nie. A jednak czekając i denerwując się prezentowali światu, w tym kolegom i koleżankom, z którymi spędzili pięć lat życia, front granitowy.
Nie wiem, czy nie zmierzamy w kierunku kultury, w której triumfy przeżywa się wspólnie, a zwątpienia i porażki samemu. W której silnie można okazywać tylko pozytywne emocje. To musi być wyczerpujące.