no i znowu o koleżance...
musze sie wygadać bo jestem wściekła i jest mi cholernie przykro
moja kolezanka żyje z zasiłku...
bardzo mi jej żal że jest w takiej sytuacji dlatego staram sie ją wspeirać
jak tylko moge...
jakiś tydzień temu owa kolezanka dostała niezłą sume pieniędzy od kogoś
ciotki i pojechała sobie na zakupy - kupiła sobie bardzo drogie buty ,
kurtke , torebke...
dodam tylko ze jej 1,5 roczna córeczk nie ma butów zimowych... był tez
mikołaj i mała nie dostała od niej zadnego prezentu...
poprostu mamuis anie uwzględniła w swoich zakupach za ok . 600zł swojej
córki...
to bylo dla mnie żenujące i wpost jej o tym powiedziałam...
ale przejde do sedna!
sprzedajemy obie na allegro na jej koncie które ja jej założyłam bo ja mam
komputer , to ja zakładałam jej aukcje na allegro , odpowiadam na jej maile
itp...
od dwóch tyg. powtarzam jej żeby odłożyła pieniadze bo do 12stego grudnia
mamy zapłacić! ja sobie odłożyłam i dziś wpłacam!
ona ma do zapłaty 80zł
dziś rano dostaje smsa zebym za nia założyła 40zł a ona mi za 3 dni odda...
ręce mi opadały!
od dwóch tyg wiedziała ze trzeba zapłacić , rozwaliła po drodze w cholere
kasy a teraz chce sie życzac odemnie!
napisałam jej że nie mam i nie pożycze i troche jej naupychałam...
poczułam sie że mnie wykorzystuje...
ostatnio tez była podobna sytuacja - kiedy zamówiłyśmy kosmetyki z avonu - ja
jej je przywiozłam a ona mi mówi "musisz za mnie załozyć bo dziś zapłąciłam
raty i nie mam..." więc założyłam...
w ogóle gdyby ona naprawde tej kasy nie miała , gdyby była w potrzebie , nie
miała na pieluchy czy jedzenie to ja bym na pewno pozyczyła bo już tak bywało!
ale w takiej sytuacjii...
nie wiem juz co o niej myśleć...
mam wrazenie że ona myśli tylko o sobie a wszystko inne ma w dupie!
nie znam innej matki życjącej z zasiłku która ubiera sie w gino rossi czy
benetonie...
coraz bardziej ta sytuacja mnie dobija...
nie raz z nią na ten temat rozmawiałam i tłumaczyłam... nic nie dociera!
a najgorze jest to ze mnie to boli , ja to przezywam bo bądź co bądź mi na
niej zalezy i to bardzo
czy mam walczyć o ta znajomość? bo przyjaźnią tego nazwac raczej nie moge...
rozum mi podpowiada że nie ma sensu...
ale serce...
pozdrawiam