20.01.05, 15:43
Widziałyście film o Tomku W? Dla niezorientowanych - dokument o 12-latku z
niewielkiego miasta, rodzina - nie określiłabym jej chyba patologiczną, ale
bardzo biedna, żyjaca w okropnych warunkach, bez nadziei, bez perspektyw,
jedyna rozrywka wiecznie włączony telewizor. Chłopiec po szkole wynajduje
sobie wszelkie możliwe zajęcia, żeby zarobić. Rozładowuje dostawy do sklepów,
wynosi pudła, sprząta, roznosi ulotki etc. Pieniądze oddaje rodzicom. Trzy
sceny były dla mnie istotne. Jedna to ta, w której właściciel sklepu pyta,
czy rodzice lub starsze siostry nie chciałyby dorobić i chłopiec mówi, że
nie. Druga to wziyta z opieki społecznej. Protekcjonalizm, brak szacunku i
wyraźna chęć upokorzenia tych ludzi przez paniusię i towarzyszącego jej
wąsacza z opieki były nie do zniesienia. Trzecia to ta w domu w wigilię. Nie
ma prezentów, ale chłopiec dzieli tanie herbatniki na wagę do foliowych
torebek, żeby każdy coś znalazł pod choinką. Nawet za to czuje się
odpowiedzialny. W filmie nie ma sumie ckliwych scen, nie ma manipulacji w
stylu zbliżenia na zatroskaną buzię dziecka, smętna muzyka jako podkład -
wzruszacz, a i tak (a może właśnie dlatego) ściska gardło.

Wiem, że film nie powstał po to, by tacy jak ja poprawili sobie samopoczucie.
Ale jak pomyślę o tym chłopcu to zaczynam się zastanawiać k... m... ile ja
miałam szczęścia w życiu. Zupełnie niezasłużonego, bo przecież żadne dziecko
nie ma wpływu na to w jakiej rodzinie się rodzi.
Obserwuj wątek
    • milarka Re: Tomek W. 20.01.05, 15:48
      oglądałam,
      smutne jest to, że temu chłopakowi nie starcza już sił i czasu na naukę - czyli
      na to, co powinno być jego podstawowym obowiązkiem....
      • melka_x Re: Tomek W. 20.01.05, 15:53
        No właśnie tak się zastanawiam, gdzie w takich przypadkach powinny kończyć się
        obowiązki nauczycieli i wychowawcy? Na wystawieniu ocen, ewentualnie upomnieniu
        rodziców (choć wiadomo, że to raczej nic nie da). Czy szkoła w takich
        przypadkach nie powinna zaproponowac rodzicom rozwiązania - zatrzymujemy
        dziecko na powiedzmy 2h w świetlicy, żeby odrobiło lekcje i żeby miał mu kto
        wytłumaczyć te partie materiału, których dziecko nie rozumie, a wiadomo, że
        rodzice nie wyjaśnią?
        • iwcia75 Re: Tomek W. 20.01.05, 17:36
          sa takie specjalne swietlice- przynajmniej w moim miescie jest- i tam
          wolontariusze lub pracownicy odrabiaja z dziecmi lekcje. tyle moze zrobic
          szkolny wychowawca,ze wraz ze szkolnym pedagogiem załatwic taki pobyt w
          swietlicy.
        • agao_z szkola 20.01.05, 22:36
          Melko!
          Jakie zainteresowanie szkoly? To chyba nie w tym kraju sad
          Wlasnie dzisiaj odebralysmy w pracy telefon od Pani pedagog, ktora
          zainteresowala sie, dlaczego dziecka od wrzesnia!!!!!!!! nie bylo w szkole!!!!
          No, zenada...

          Pozdrawiam
          Agnieszka

          Choc prawda, ze milo by bylo, gdyby jednak szkole bardziej zalezalo wink
    • mamakochana Re: Tomek W. 20.01.05, 15:54
      Filmu o Tomku nie widziałam ale często mam podobne przemyślenia.
    • nitka111 Re: Tomek W. 20.01.05, 15:55
      Też oglądałam i to samo sobie pomyślałam. Smutne jest to że takich Tomków jest
      coraz więcej. Ale ta starsza siostra to mnie wkurzała swoim zachwaniem.
    • margarettka Re: Tomek W. 20.01.05, 16:14
      Ogladalam ze lzami w oczach...i te herbatniki, ktore rozdzielal do
      woreczkow...ehhhh zycie sad
    • koleandra Re: Tomek W. 20.01.05, 16:15
      Mnie najbardziej wkurzała ta babka co śpiewała "jestem młoda wdowa, za mąz
      pójśc gotowa..." - jej jakos wiecznie było wesoło. Ojciec Tomka też żarty miał
      dziwne. Starsza córka sie tylko malowała i darła na zmianę... ale cóż, ją
      mogłabym zrozumieć - bunt, może juz nie wytrzymywała w tym domu psychicznie.
      Zachowanie Tomka mnie wzruszało.
      • paquita1 Re: Tomek W. 20.01.05, 23:30
        Odnosnie spiewu babci..nie sadze zeby jej bylo wesolo...ona jest juz tak stara i
        raczej niezbyt ej sie to zcie udalo...mylse ze zyje sobie w swojej glowie jako
        inna , mlodsza osoba i nie chce na to wszsystko patrzec..zeyje przeszloscia,
        starsza, zobojetniala...za to ta gowniara mnie przerazila...bunt? cala rodzina
        taazczy graty a dla niej to obciach...potem z takich dziewczyn wyrastaja :...."
        takie rozne...gotowe na wszystko zeby miec na nowe kolczyki.
        • margarettka Re: Tomek W. 21.01.05, 09:52
          Dla mnie zachowanie tej dziewczyny doskonale odzwierciedla to, co sie dzieje w
          domu? Myslisz, ze gdyby byla wychowywana w szczesliwej rodzinie tez by sie tak
          zachowywala? Zeby dziecko tak sie zachowywalo trzeba sie sporo napracowac, bo
          nikt sie nie rodzi zly. Jak dla mnie ona sobie po prostu nie radzi ze swoja
          sytuacja rodzinna i w ten sposob odreaogowuje swoj zal i inne emocje, ktore jej
          towarzysza. Ona sama jest najmniej winna.
    • isma Re: Tomek W. 21.01.05, 09:01
      Meleczko,
      filmu nie widzialam, ale odniose sie do ostatniego akapitu Twojej wypowiedzi.

      Ja tez sie nad tym zastanawiam, bo ja mam cudownych Rodzicow, ktorzy, chociaz
      nie podzielali wielu moich zyciowych wyborow, gustow i pomyslow, zawsze byli
      dla mnie zrodlem sily i pewnosci wink)). I wiesz, mysle, ze Ktos to madrze
      urzadzil - czasem jest tak, ze potem ta sila okazuje sie bardzo potrzebna,
      kiedy staje sie przed nieuchronnymi dramatami, ktore bez niej bylyby nie do
      przezwyciezenia. Melko, wlasnie dlatego, ze mialam duzo niezasluzonego
      szczescia w zyciu, takiego dzieciecego szczescia, o jakim piszesz, to jako
      doroslej (czy prawie doroslej) czasem w innych sytuacjach bylo mi latwiej nie
      oskarzac nikogo pytaniem "dlaczego mnie to spotkalo"...

      I odwrotnie - czasem przymusowe zdobycie samodzielnosci, wynikajace z braku
      oparcia w domu rodzicielskim, jest wprawdzie trauma, ale taka, za ktora udaje
      sie doswiadczyc dobrego zycia, trudnego (np. w sensie materialnym), ale
      pozbawionego "losowych" nieszczesc wink)).
      • melka_x Re: Tomek W. 21.01.05, 10:09
        A wiesz Ismo myślę podobnie. Ja też miałam (i mam) wspaniałych rodziców, bardzo
        dużo im zawdzięczam. A dziś jako dorosła osoba mam z nimi wręcz modelowe
        stosunki, mogę liczyć na pomoc, mogę powiedzieć o wszystkim, ale jednocześnie
        pępowina jest przecięta, moi rodzicie akceptują fakt, że jestem dorosła i w
        żaden sposób nie próbują wpłynąc na moje wybory i nie oceniają ich. Mam kilkoro
        sprawdzonych przyjaciół i naprawdę wspaniałego męża, nie mam problemów
        finansowych, a teraz właśnie realizujemy wspólne marzenie życie - dom na wsi, z
        lasem za płotem. I być może to rzeczywiście dawało mi i daje siłę, żeby
        przetrwać jedną z największych strat, jakie w życiu można ponieść.

        A wracając do Tomka. Smutne jest to, że chłopiec nie ma czasu, siły ani
        motywacji, żeby się uczyć. I nie ma w otoczeniu nikogo, kto by go przekonał,
        jakie to jest ważne. I dlatego najprawdopobniej mimo zaradności,
        odpowiedzialności, inteligencji, wrażliwości jego los nie będzie wiele lepszy
        niż rodziców. I smutne jest to, że nie wszystko zależy od nas. Że nasze
        wykształcenie, zarobki, zainteresowania, które czynią życie ciekawszym to
        często w dużej mierze zasługa rodziny. Kim bym była gdybym urodziła się w
        takiej rodzinie jak Tomek? Nie mam pewności, ale nie sądzę, że mam na tyle
        determinacji, żeby wyrosnąć ponad takie środowisko.

        Piszecie o siostrze Tomka. Tomek jest pozytywnym ewenementem, natomiast jego
        siostra reaguje tak, jak większość dzieci by pewnie w tak okropnych warunkach
        reagowała. Mnie nie dziwi jej bunt, ja go odbieram jako próbę odcięcia się od
        rodziny.
        • isma Re: Tomek W. 21.01.05, 10:46
          Melko, "w temacie" rodzicow moge tylko powiedziec AMEN wink)).

          Natomiast, co do sytuacji, ktora opisujesz. Ja sie zastanawiam, czy nie moze
          byc tez tak, ze bywa "lepszy los", szczescie, zupelnie niezgodne z potocznymi
          wyobrazeniami o tymze. Ja bym sobie oczywiscie "nie wyobrazala" zycia bez
          ksiazek, bez jakiegos minimum bezpieczenstwa finansowego, bez rozwoju, bez...
          Slowem, tego wszystkiego co "czyni zycie ciekawszym" wink)).

          Ale moj maz zapytal mnie kiedys, jak bym zareagowala, gdyby nasza corka
          dokonala jakiegos naszym zdaniem ograniczajacego ja wyboru - jak to sie mowilo
          w czasach dawnych, gdyby "zawiazala sobie zycie". To bylo przy okazji rozmowy o
          wstapieniu do Karmelu osoby bardzo sensownej, wyksztalconej (nawiasem mowiac
          wcale nie humanistycznie) pracownika dydaktycznego wyzszej uczelni, z dwoma
          fakultetami i zaawansowanym doktoratem. Karmel, czyli totalna izolacja.
          Kompletne zmarnowanie tego, na co przez lata pracowala. Abstrahujac juz od
          kwestii wiary w sens tzw. poswiecenia zycia Bogu, to, u licha, po ludzku rzecz
          biorac, mogla sie poswiecic w jakis sposob dajacy mozliwosc wykorzystania jej
          talentow. A jednak uznala, ze bedzie szczesliwa wlasnie na takiej drodze.

          Podobnie rzecz sie ma dla mnie jako jedynaczki np. z radykalna wink))
          wielodzietnoscia - ja bym nie umiala podzielic milosci (abstrahuje od kwestii
          finasowych) pomiedzy osmioro, dziesiecioro dzieci. Ale nie wykluczam, ze sa
          ludzie, ktorzy moga czuc sie dopiero wtedy szczesliwi.

          Ja tego do konca nie rozumiem, ale takie zjawiska kaza czasem przyjac, ze moga
          istniec zupelnie inne perspektywy, ktorych my nie zauwazamy wink)). I w tym
          sensie mysle, ze jednak "wszystko" zalezy od nas, ze byc moze nie do konca
          umiemy wplywac na nasze warunki zycia, na tzw. los - ale byc moze mamy calkiem
          znaczny (no, ja nie moge powiedziec, ze calkowity, ale ateista to by moze
          mogl wink)) wplyw na to, jak, z jakim nastawieniem, tego doswiadczamy.

          PS. Trzymam kciuki za siedlisko wink)).
          • isma Re: Tomek W. 21.01.05, 10:55
            No, i oczywiscie wkleilam felernie ;-(((.

            Wiec, kontynuujac - rzeczywiscie moze byc tak, ze ten chlopak nie bedzie mial
            ani o ciutke lepszego losu, niz rodzice i rodzenstwo. Ale mysle, ze nie bedzie
            juz prezentowal typowej dla tego rodzaju srodowisk postawy roszczeniowej,
            cechujacej dozywotniego klienta pomocy spolecznej. Moze to mu pozwoli wychowac
            inaczej swoje dzieci?
          • melka_x Re: Tomek W. 21.01.05, 11:28
            > Ale moj maz zapytal mnie kiedys, jak bym zareagowala, gdyby nasza corka
            > dokonala jakiegos naszym zdaniem ograniczajacego ja wyboru - jak to sie
            mowilo
            > w czasach dawnych, gdyby "zawiazala sobie zycie". To bylo przy okazji rozmowy
            o
            >
            > wstapieniu do Karmelu osoby bardzo sensownej, wyksztalconej (nawiasem mowiac
            > wcale nie humanistycznie) pracownika dydaktycznego wyzszej uczelni, z dwoma
            > fakultetami i zaawansowanym doktoratem. Karmel, czyli totalna izolacja.
            > Kompletne zmarnowanie tego, na co przez lata pracowala. Abstrahujac juz od
            > kwestii wiary w sens tzw. poswiecenia zycia Bogu, to, u licha, po ludzku
            rzecz
            > biorac, mogla sie poswiecic w jakis sposob dajacy mozliwosc wykorzystania jej
            > talentow. A jednak uznala, ze bedzie szczesliwa wlasnie na takiej drodze.

            Ismo ja oczywiście rozumiem o co Ci chodzi, zdaję sobie sprawę, że ludzie
            dokonują wyborów czasem dla nas niezrozumiałych, nam jawiącym się jako
            ograniczenie, ale które czynią ich szczęśliwymi, dla mnie jednak to
            nieporównywalne z sytuacją rodziny Tomka. Po pierwsze Twoja znajoma wybrała
            taką drogę świadomie, po drugie choć sama nie wyobrażam sobie takiego życia, to
            wierzę, że dla wielu osób może ono oznaczać duchowy rozwój, może być wręcz
            spełnieniem.

            Czym innym jest świadoma rezygnacja z pewnych rzeczy (jak np. praca naukowa
            Twojej znajomej i inne), a czym innym brak szans na poznanie innego życia. W
            przypadku rodziny Tomka - jest pewien poziom ubóstwa materialnego, który
            warunkuje ubóstwo duchowe. I nie chodzi mi nawet o bezpośrednie przełożenie,
            czyli absolutny brak pieniędzy na książki, prasę, kino, teatr, podróże etc, ale
            warunki życia, w których nie rodzą się żadne potrzeby wyższego rzędu, żadne
            marzenia. O ile wierzę, że Twoja znajoma może być zadowolona ze swojego wyboru,
            o tyle trudno mi uwierzyć, że znudzona, apatyczna, nie mająca nadziei na lepszy
            los rodzina Tomka jest szczęśliwa. Oni nie wiedzą jak może wyglądać inne życie,
            ale też nie wydają się zadowoleni ze swojego. Na pewno pogodzeni, ale to nie to
            samo.
            Mam tylko nadzieję podobną do Twojej, że Tomek dorastając nadal będzie odporny
            na wpływ środowiska, i nawet jeśli będzie biedny, to raczej nie podzieli losu
            wiecznego klienta opieki społecznej. I może chociaż jego dzieci dostaną szansę
            na inne życie.
            Pozdrawiam serdecznie, ucałuj Miniaturęsmile
            • isma Re: Tomek W. 21.01.05, 12:24
              Mhm. Totez ja nawet piszac o tym "innym szczesciu" nie myslalam o szczesciu
              rodziny Tomka, raczej o jego wlasnym.
              Ale juz zamilkne, bo wlasnie przydarzylo mi sie cos, co promotor mojej pracy
              magisterskiej na teatrologii kwitowal sformulowaniem "nie widzialem tego
              przedstawienia, wiec moge dyskutowac bez obciazen" wink)). Co prawda ta fraza
              dotyczyla XIX-wiecznych przedstawien, ktorych nikt z nas raczej nie mial okazji
              widziec, ale jednak zazwyczaj staram sie dyskusji "bez obciazen" nie
              prowadzic wink)).
              Prosze w przyszlosci mnie powsciagac w takich zapedach wink)).
    • 158r Re: Tomek W. 21.01.05, 09:59
      dla zaciekawionych - to małe miasteczko to Łowicz i jedna z najgorszych
      dzielnic tego miasta. Mieszkają tam /prawie/ same rodziny
      patologiczne.Wieczorem strachnią iść. Niestety...
      Co do filmu- może ta rodzina nie wygląda na patologiczną, ale Ci ludzie wydają
      się dziwni. Może choroba psychiczna? /ojciec/.Co mnie przeraża - chłopak sam
      utrzymuje rodzinę! Matka, córki /szczególnie jedna/ chyba też mogą się czymś
      zająć /propozycja właściciela sklepu/.Im poprostu wygodnie jest tak jak jest.
      Syn postara się o wszystko. Zyczę temu chłopcu aby nie skończył tak jak inni z
      tej ulicy. Co do opieki - hm a może oni wiedza więcej niż pokazano w reportażu
      o tej rodzinie.
      Znam to miast i pewne dzielnice.
      • mea8 Re: Tomek W. 21.01.05, 11:09
        Mnie też się wydawało, ze ojciec tej rodziny jest chory (niedorozwinięty?).
        zachowania dość dziwne. Ale ta kilkunastoletnia wymalowana na niebiesko paniusia
        to mnie niestety załamała. Wydaje mi się, że rodzina wcale nie była tak
        strasznie biedna, po prostu zwykła skromna, dzieciaki raczej ubrane, najedzone,
        no i to nieszczęsne MTV. Oni byli po prostu zupełnie nieprzystosowani społecznie
        i emocjonalnie do życia. Mnie najbardziej dotknęło, to że nikt z tej rodziny nie
        pomyślał o czymś takim jak świąteczne prezenty (nie chodzi o pieniadze, można
        ulepić z plasteliny) a chłopak zrobił co mógł (totalny brak wzorców). Choć wiele
        scen wyaje mi sie wyreżyserowanych(zachowania tych ludzi ze sklepów, kolacja
        wigilijna wcale nie w wigilię(zupełnie widno za oknem i zupełnie nieswiąteczny
        program w TV)) to jednak dobrze pokazywał realia rodziny. Szkoda, że tak
        niestety jest.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka