Jak już pisałam jakiś czas temu szukam niania dla Synka, w związku z tym
wywiesiłam wczoraj ogłoszenia w moim mieście i zaczęło się. Telefon dzwoni
bez przerwy a ja już telefonicznie zadaję kandydatkom kilka pytań aby
wyeliminować te, z którymi na pewno nie chcę się spotkać. Przykładowa pani
psychol dzwoni i zaczyna: eeeeeeeeee a ile pani płaci? eeeeeee a dużo roboty
z tym dzieckiem? pytam czy pali papierosy: eeeeeeee taaaaaaa, ale mogę się
powstrzymać

Takiej dziękuje od razu ale kilka telefonicznie mnie nabrało i
dzisiaj spotkałam się z trzema: o pierwszej na końcu bo z tym wiąże się mój
problem. Druga chętnie zajmnie się moim dzieckiem ale tylko w dni powszednie
bo ma chłopaka (ma 20 lat) i tylko miesiąc bo wyjeżdża.... Po jaką cholerę
zawraca gitarę? Trzecia to ewenement w skali kraju conajmniej! Nie
odpowiedziała na żadne pytanie, mówiła w ogóle nie na temat nawet nie
spojrzała na dziecko (siedział w tym samym pokoju) za to opowiedziała mi o 4
śmierciach w swojej rodzinie o roztrzaskanej głowie brata, o raku kręgosłupa
sąsiadki i w ogóle o swoim ciężkim losie... że córka miała trepanację czaszki
bo jej na głowę meble spadły!!! Z ulgą ją pożegnałam przed chwilą i muszę się
gdzieś wyżalić.
A teraz do rzeczy: pierwsza była całkiem całkiem. Zainteresowana Synkiem, z
doświadczeniem, opiekowała się dziećmi moich znajomych jak się okazało i oni
chwalą sobie, tylko pani ma ponad 60 lat i może nie nadążyć za Kevinem gdy
zacznie chodzić, a poza tym ciężko mi się ją odpytuje (wpojono mi duży
szacunek dla wieku) i zupełnie nie wiem jak poradzę sobie z ewentualnum
wydawaniem jej poleceń lub opr gdy coś będzie nie tak?! A jeśli moje metody
wychowawcze kłócą się z jej opinią to jak jej przykazać aby robiła po mojemu?
Z młodymi nie mam problemu ale taka babcia to co innego. Co myślicie?
Sory że takie długie ale musiałam to z siebie ulotnić