Dodaj do ulubionych

Jak uważacie? Ale na poważnie.

07.02.05, 18:23
Moja koleżanka pozwaliła aby jej mąż pojechał na cały weekend ze swoim
towarzystwem na narty. Ona siedziała cały czas w domu sama z małym dzieckiem.
Tak nie jest pierwszy raz. Ona jest coraz bardziej poddenerwowana i odbija
się to na kontaktach z otoczeniem. My (tzn. ja i druga koleżanka) uważamy, że
pozwala swojemu mężowi na "zbyt wiele". Nie wtrącamy sie jednak, bo to nie
nasza sprawa.
Pytanie do Was - czy to normalne, że facet co jakiś czas sam spędza weekendy
na wyjazdach (narty, łowienie ryb nad morzem itp.)?
Obserwuj wątek
    • aureliana Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:27
      o rany!!! to chyba normalne? ze sobie ryby pojedzie lowic?
      na narty moglby zone zabrac, bo to ciekawszebig_grin
      a z tym wedkowaniem to niech sie kobietka cieszy;P


      marcelino1 napisała:

      > Moja koleżanka pozwaliła aby jej mąż pojechał na cały weekend ze swoim
      > towarzystwem na narty. Ona siedziała cały czas w domu sama z małym dzieckiem.
      > Tak nie jest pierwszy raz. Ona jest coraz bardziej poddenerwowana i odbija
      > się to na kontaktach z otoczeniem. My (tzn. ja i druga koleżanka) uważamy, że
      > pozwala swojemu mężowi na "zbyt wiele". Nie wtrącamy sie jednak, bo to nie
      > nasza sprawa.
      > Pytanie do Was - czy to normalne, że facet co jakiś czas sam spędza weekendy
      > na wyjazdach (narty, łowienie ryb nad morzem itp.)?
    • mkonkol Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:33
      A jak kobieta wyjeżdża sama na weekend z koleżankami to to jest normalne czy
      nie?? Co to znaczy "pozwala na zbyt wiele"????? To ona jemu pozwala lub nie????
      Może jeśli czuje się zmęczona, niech znim pogada, że wolałaby i byłoby jej
      bardzo miło jakby został w domu razem z nią i dzieckiem. Jeśli będzie coś
      takiego traktowała na zasadach pozwalania lub nie, raczej długo nie wytrzymaja.

      Pozdr.
      • aureliana Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:37
        wlasnie. a poza tym..tak przykladowo; rodzice mojego chlopaka chyba zawsze tak
        spedzali weekendy..potem wieczorem bylo wielkie smazenie zlowionych ryb etcwink
        facet wyjezdza( do teraz) na weekendowe splywy itp. dobrze sie bawi, ona tez np
        czytajac ksiazke czy lezac w ogrodku na kocu. aha i chyba nie ma mowy o
        zdradzie, bo kiedys przypadkiem pojechalam z moim chlopakiem nad to samo
        jeziorko i widzielismy jak na drugi brzegu jego ojciec siedzial z wedkasmile z
        przyjacielem rodzinysmile
        wyluzowac chyba trzeba.
        no i co zona ma do pozwalania mezowi?
        pozwalac to mozna psu wskoczyc na kanape, jak to kiedys pieknie ujela triss.
    • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:39
      Pozwalać to można dziecku małemu, albo pieskowi, a nie dorosłemu człowiekowi.
      Nie wyobrażam sobie że mój facet pozwala mi na coś albo nie pozwala.
      Jest wolnym człowiekiem i nikt mu nie może nie pozwalać.
      A to że ona jest zmęczona z dzieckiem to jej wina, skoro się godzi na to.
      Ja oczywiście nie mam nic przeciw temu by mój facet wyszedł sobie gdzieś z
      kimś, nie czeka na pozwolenie, ale wyjazd na narty. Kurde pojechalabym z
      towarzystwem z samych chęci.A skoro ona go puszcza a potem narzeka to powinna
      mieć pretensje tylko do siebie.

      To całkiem normalne że KAŻDY ma prawo spędzić czasem sam weekend na swoich
      zainteresowaniach.
      • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:42
        Jak sie ma rodzine, wspolne obowiazki itede to juz nie bardzo jest tak, ze
        kazdy moze sobie robic, co chce...
        • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:45
          Obowiązki obowiązkami, ale nie wolno zapominać o tym że jest się wolnym
          cżłowiekiem, a nie tylko mamą i tatą.
          • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:47
            Tak. Ale dziecko potrzebuje opieki. I skoro dwoje ludzi ma dziecko to musza sie
            nim opiekowac. Gdy robi to jedna osoba, to jest po prostu baaaardzo zmeczona. A
            gdy obojgu jednoczesnie zechce sie z wolnosci skorzystac i wyjechac? dziecko do
            przechowalni?
            • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:54
              Jak oboje chcą wyjechac...dziecko do babci, cioci- jak najbardziej. Dlaczego
              nie ? Nie mozna poświęcić całego życia dziecku.
              • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:00
                Ciekawe, jak oddac paro miesieczne dziecko? Zaplakaloby sie na smierc,
                kilkulatka mozna, oczywiscie. Ale tez nie zawsze jest komu, niestetysad
                • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:04
                  Jak oddać kilkumiesięczne? Normalnie, tak jak oddaje moja koleżanka, moja
                  ciotka, moja kuzynka. Na weekend nic sie dziecku nie stanie.
                  • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:05
                    No widzisz, a ja bym mojej nie oddala. Jak za dlugo nas nie ma, to bardzo
                    przezywa i placze, jest za mala, zeby zrozumiec, ze rodzice wroca...
                    • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:10
                      Moich koleżanek też płakały a potem się przyzwyczaiły. I teraz dzieci mają
                      zadowolone i wypoczete mamy.
                      • marcelino1 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:13
                        A czy można zapytać - masz własne dziecko, czy mówisz tak, bo zasłyszałaś od
                        innych?
                        • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:16
                          A jaka to róznica? Widze to naokoło : u 3 koleżanek, 1 ciotki i 1 kuzynki, aha
                          i 1 sąsiadki. Mało?
                          Słyszałam też o podobnych przypadkach u innych osób.
                          Ja swoje tez bym zostawiła raz na jakiś czas.Mam prawo,a dziecku się nic nie
                          stanie.
                          • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:17
                            Nie, od placzu raczej sie nie umiera, to prawda, chociaz bywaja wyjatki.
                            Oswiecim tez duzo ludzi przezylo...
                            • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:18
                              Proszę tylko nie przesadzaj z tym Oświęcimiem. Znam małe dzieci które nie
                              płaczą jak się je zostawia.
                              • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:20
                                Male tez znam ale nie kilkumiesieczne niemowleta, ktore matki ew. ojca
                                potrzebuja po prostu jak powietrza.
                                • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:20
                                  Jak powietrza? No nie przesadzaj.
                                  • kalina_p Lipiec...chyba gdzies co innego bylo... 07.02.05, 19:26
                                    Jezeli przesadzam to niewiele. Potrzeba bezpieczenstwa jest u niemowlat i
                                    malych dzieci wiejksza, niz u doroslych. Marlow bodajze to zreszta opisywal czy
                                    jakis inny, nie pamietam juz.

                                    A wydaje mi sie, ze gdzies pisalas, ze jak ktos ma dziecko to jego problem i
                                    nie p[owinien nikogo obarczac opieka nad nim...a taki wyjazd na weekend?
                                    Mam/abcia/ciocia ma wtedy zasuw...Wiesz, ja tez lubie sobie podyskutowac dla
                                    samego dyskutowania, o g*** psich, o KŚ ale zdanie mam ustalone, natomiast Ty
                                    jak choragiewka na wietrze, wiec wybacz, ze nie bede do konca powaznie
                                    traktowac tej "rozmowy"...
                                    • 18lipiec Re: Lipiec...chyba gdzies co innego bylo... 07.02.05, 19:43
                                      kalina_p napisała:

                                      > Jezeli przesadzam to niewiele. Potrzeba bezpieczenstwa jest u niemowlat i
                                      > malych dzieci wiejksza, niz u doroslych. Marlow bodajze to zreszta opisywal
                                      czy
                                      >
                                      > jakis inny, nie pamietam juz.
                                      >
                                      > A wydaje mi sie, ze gdzies pisalas, ze jak ktos ma dziecko to jego problem i
                                      > nie p[owinien nikogo obarczac opieka nad nim...a taki wyjazd na weekend?
                                      > Mam/abcia/ciocia ma wtedy zasuw...Wiesz, ja tez lubie sobie podyskutowac dla
                                      > samego dyskutowania, o g*** psich, o KŚ ale zdanie mam ustalone, natomiast Ty
                                      > jak choragiewka na wietrze, wiec wybacz, ze nie bede do konca powaznie
                                      > traktowac tej "rozmowy"...


                                      To nie tak. Jak mam możliwośc wyjazdu raz na jakis czas i grzecznie zapytam
                                      mamy to co innego niż postawa roszczeniowa że tesciowa ma się zajmowac
                                      dzieckiem bo jest najwazniejsze i wazniejsze niz jej szkolenia. Nie widzisz
                                      roznicy?
                                      • kalina_p Ano wlasnie... 08.02.05, 08:07
                                        Widze roznice, oczywiscie. Tylko Ty teraz tez juz chyba widzidz, ze jednak
                                        czasem trzeba zapomniec, ze jest sie wolnym czlowiekiem a nie tylko mama i
                                        tata, jak pisalas. Bo: owsze,m, poprosic mame/tesciowa/ciocie mona, do tego
                                        trafic taki termin, zeby dziecko bylo w dobrym stanie psychofizycznym, kiedy
                                        tesciowa/mama/ciocia ma czas i ochote, kiedy sie nie umowila do kina, kiedy sa
                                        sprzyjajace warunki atmosferyczne itd, itp. Czyli, jak sama piszesz, wyjazd
                                        TRZEBA sila rzeczy uzaleznic od dzoiecka. Czyli nie jest sie juz do konca
                                        wolnym czlowiekiemwink
                          • ykke Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 13:22
                            18lipiec napisała:
                            > A jaka to róznica? Widze to naokoło : u 3 koleżanek, 1 ciotki i 1 kuzynki,
                            aha
                            > i 1 sąsiadki. Mało?
                            > Słyszałam też o podobnych przypadkach u innych osób.
                            > Ja swoje tez bym zostawiła raz na jakiś czas.Mam prawo,a dziecku się nic nie
                            > stanie.
                            Pewnie, że sie nic nie stanie, ale są kobiety (zapewne w większości), które
                            spokojnie nie mogłyby sie zabawiać wiedząc, że dziecku jest zle psychicznie. Ja
                            do takich należęsmile Widzisz Lipiec (choc wolałabym po imieniu sie do Ciebie
                            zwracać), teoria to za mało...
                        • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:16
                          To inna sprawa, jak dopoki nie mialam to tez byla "madra", hehehe...
                          • marcelino1 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:18
                            No właśnie - najłatwiej wychowywać cudze dzieci i wymądrzać się na tematy,
                            które zna się jedynie z opowieści.
                            • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:20
                              Z opowieści? Nie , ja to WIDZĘ.
                              • marcelino1 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:21
                                Widzisz - ale w nocy do płaczącego dziecka nie wstajesz TY tylko sąsiadka,
                                ciotka, kuzynka. Teoria - piękna rzecz smile
                                • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:23
                                  Nie zrozumiałaś mnie.
                                  • wieczna-gosia uwazam ze nie masz racji 07.02.05, 20:47
                                    nie trzeba ekstremalnie oddawac kilkumiesieczniaka do cioci czy babci. To
                                    kwestia priorytetow. Jak sie ma dziecko, to sie czlowiek ma sam nim zajmowac
                                    szczegolnie w pierwszym okresie. Ja sie tobie lipcu dziwie bo ty sie czesto
                                    wypowiadasz w watkach ze dziewczyny tu babcie wykorzystuja a taka babcia moze
                                    chce miec wlasne zycie. Uwazam ze oddanie autentycznego niemowlaka do babci na
                                    weekend TO jest wlasnie wyzysk i egoizm. Do posiadania dziecka trzeba doriosnac.

                                    Natomiast zgadzam sie z toba ze pozwalac to mozna dziecku albo psu. I JEST dla
                                    mnie njoralne ze facet wyjezdza sam na weekend. Albo facetka wink) Bo u mnie w
                                    malzenstwie to raczej ja wyjezdzalam.

                                    Nienormalnie jest to ze sie kobita zgadza i narzeka.

                                    A przweciez:
                                    mozna wyjechac razem z dzieckiem, wziac sobie osobny pokoj, liczac na to ze w
                                    gronie znajomych nie ma nadwrazliwcow ktorym ryki niemowlecia za sciana beda
                                    przeszkadzac i podzielic sie opieka nad nim. Mozna wtedy i przy piwku pogadac i
                                    na stoku pojezdzic i sie zrelaksowac.

                                    Mozna puscic faceta z uzgodnieniem ze- za tydzien to ja wychodze na piwko z
                                    kolezankami i na zakupy, oczywiscie w takich interwalach zeby dziecko glodne nie
                                    bylo, albo ze teraz OK dziecko sie nie nadaje do zostawienia, ale za 2 miesiace
                                    wyjezdzam ja.

                                    Mozna w koncu poprosic go o solidarnosc i powiedziec ze teraz moze nie, ale za
                                    miesiac ok ty wyjedziesz potem ja i juz.
                          • katse Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 12:53
                            jak nie miałam dziecka to się wymądrzałam,
                            że dziecko nic nie zmienia
                            że wszystko można załatwić przy pomocy nianie

                            cóż życie weryfikuje

                            ja swoją zostawiłam jak miała 10 miesięcy. I wtedy było łatwiej niż teraz.
                            Półtoraroczniak rozpacze, że hohoho.

                            K
                      • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:15
                        A ja jestem bardzo zadowolona i wypoczeta mama, bo maz mi bardzo duzo pomaga i
                        nie musze nigdzie bez dziecka wyjezdzac. I sorry ale nie wypoczelabym, gdybym
                        wiedziala, ze dziecko placze!!!!!!!!!!!! Jak podrosnie na tyle, zeby zrozumiec,
                        co to jest czas i ze za dzien czy dwa mama i tata przyjada, to w porzadku ale
                        wczesniej nigdy jej na wiecej niz pare godzin nie zostawie, maz tez nie, jakos
                        tak dziwnie ja kochamy i nie chcemy narazac na stres i placz...
                  • e_r_i_n Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 21:00
                    A karmią one piersią na przykład? Wtedy trudniej zostawic.
                    Powiem Ci szczerze - do czasu, az nie poczujesz co to znaczy zostawic dziecko
                    na kilka dni, bo wyboru nie ma, nie wypowiadaj sie na ten temat. Ja czasami,
                    gdy moj synek byl maly, mialam ochote od niego odpoczac. A gdy tylko gdzies
                    ruszalam (na godzinke/dwie, bo tyle mialam czasu do nastepnego karmienia), bylo
                    mi zle. I nie jest to jakies matkopolkowe przywiazanie do dziecka, tylko
                    swiadomosc, ze to dziecko MNIE i tylko MNIE potrzebuje. Jak mial rok, musialam
                    go zostawic na cale 5 dni i wyjezdzajac (mimo ze zostawal z moim mezem, pod
                    bardzo dobra opieka) ryczalam jak bobr.
                    Teraz zdarza mi sie 'podrzucic' syna do moich rodzicow i jechac na przyklad
                    gdzies na weekend, ale to juz jest zostawienie trzylatka, nie niemowlaka.
                    Jak sie ma dziecko, to trzeba sie pogodzic z tym, ze nie kazda przyjemnosc jest
                    dla nas i nie wszystko mozna robic wspolnie. I to nie jest umeczanie sie, tylko
                    odpowiedzialnosc za tego malego czlowieka.
                • mkonkol Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 20:04
                  No co ty???? Ty tak na serio myślisz???? Mam koleżanki, które jak najbardziej
                  korzystają z dziadków (mówie o maluszkach kilkumiesięcznych). Oni żyją, maluchy
                  żyją. Nikt się na śmierć nie zapłakał. Dziecko to nie więzienie. Dlaczego
                  niektóre babki tak je właśnie traktują??? A później piszą, że mają depresję i
                  proszą o pomoc. Nic dziwnego. Każdy musi kiedyś odpocząć. I dziecko od rodziców
                  (aby poznać smak zajmowania się nim przez kogoś innego) i rodzice (aby móc np
                  postarać się o braciszka lub siostrzyczkę wink)))

                  Pozdr.
      • maxim31 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:54
        Natasza miała 2 miesiące, kiedy mój mąż pojechał na narty sam. I rozbawiło
        mnie, kiedy do mnie zadzwonił ( bo w kolejnym tygodniu też musiał być poza
        domem) i podziękował, że go "puściłam".A no bo wszyscy w pracy bardzo byli
        zdziwieni, że ja mu pozwoliłam (?!) Natomiast ja wyszłam z założenia, że skoro
        mu tak bardziej pasuje, to niech jedzie. Przecież wiadomo, że z tak małym
        dzieckiem by nie pojechał.Co nie zmienia faktu, że on nadal często podróżuje, a
        ja mu tego absolutnie nie zazdroszczę!Teraz np. jest na nartach z synem w
        górach. A ja z małą zostałam w domu. I całkiem dobrze mi z tym. Gdy mała będzie
        większa (w przyszłym roku) to wyjedziemy razem. Taka jest kolej rzeczy -
        wolałam nie męczyć małej długą podróżą, a sama mam luzik.
      • ykke Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 13:16
        18lipiec napisała:

        > Pozwalać to można dziecku małemu, albo pieskowi, a nie dorosłemu człowiekowi.
        A skoro ona go puszcza a potem narzeka to powinna
        > mieć pretensje tylko do siebie.

        Te dwa zdania są sprzeczne, nie sądzisz? Chyba "nie pozwolić" i "nie puscić" to
        to samo? No tak się tylko przyczepiłam smile

        Izka
    • kalina_p Nie 07.02.05, 18:41
      powinni razem wyjechac albo razem zostac. Ja bym sie wsciekla, gdyby moj maz
      sobie robil wyjazdy wypoczynkowe. A ja co? Robotnica, kurcze??? No bez
      przesady...nie wiem, moze raz na rok bym sie zgodzila, w sumie czemu nie ale
      potem ten sam czas ja bym chciala sobie do gory brzuchem polezecwink
      Pozdrawiam
      • joasiiik25 Re: Nie 07.02.05, 18:43

      • marzenalach Re: Nie 07.02.05, 18:49
        Ja jestem strasznie zaborcza i najzwyczajnie w świecie powiedziałabym NIE wiem
        że jakby się uparł to by pojechał, ale mójemu mężowi przez myśl by nie przeszło
        zostawić Mnie z dziećmi i jechać sobie z kolesiami.
        Nasz znajomy tak sobie wyjeżdżał, zimą na narty, a żona w domu z dziećmi,
        zawsze mówił "my jesteśmy tolerancyjni", czasami zawiózł Ją do rodziny żeby też
        sobie odpoczęła, ale z dziećmi,(też mi odpoczynek).Teraz już nie są razem, Ona
        miała juz dosyć siedzenia w domu i wyczekiwania na mężusia "luzaka".
        • marcelino1 Re: Nie 07.02.05, 19:03
          no właśnie - super określenie oddające wszystko - "mężuś luzak".
    • marcelino1 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:44
      No niby macie rację. Ale ta koleżanka (widać to po niej) jest podłamana. A
      rozmowy nic nie dają, bo wiem, że starała się pogadać. Ona sama nigdzie nie
      wyjeżdża, jest naprawdę dobrą , spokojną kobietą. Pracuje zawodowo, wychowuje
      dziecko. Same wiecie, że pogodzenie tego wszystkiego nie jest łatwe. W weekend
      chcialaby trochę odpocząć, a tu nic klapa - dalej charówka, a do pomocy nikogo.
      Czy Wy naprawdę jesteście takie tolerancyjne !! Nie chce mi się wierzyć, że
      byłybyście zadowolone z takich weekendów.
      • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:46
        No ale wyraźnie jest napisane że koleżanka nie ma nic przeciwko żeby on
        jechał!!!!! To albo ma albo nie ma , a jak nie ma to niech nie narzeka!
        • marcelino1 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:50
          18lipiec napisała:

          > No ale wyraźnie jest napisane że koleżanka nie ma nic przeciwko żeby on
          > jechał!!!!! To albo ma albo nie ma , a jak nie ma to niech nie narzeka!

          Ona jemu na to nic nie mówi, ale ma mu to za złe. I on dobrze o tym wie. Ale to
          jest bardzo dominujący osobnik. Myślę, że ona nie chce rozpoczynac kłótni. On i
          tak by pojechał, a przed wyjazdem niesmak by w domu pozostał i po co dziecko ma
          tego słuchać. W każdym razie łazi później jak struta i na wszystkich sie
          denerwuje.



          • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:52
            To bez sensu kompletnie, bo jeszcze gorzej. A moze lepsza jedna awantura i maz
            sobie moze przemysli i jednak zrezygnuje ze swoich egoistycznych poczynan? Ale
            jesli ona nic nie mowi i nie robi, to niech nie lazi struta, bo to na wlasne
            zyczenie...nie rozumiem kobiet, ktore tak daja soba "pomiatac", sorki za
            brutalne okreslenie...
          • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:56
            No to w takim razie problem jest grubszy.
      • aureliana Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:48
        ech. jak se poscielesz... w czwrtek niech powie: kochanie, umowilam sie z
        kasia, jedziemy w gory, obiady umiesz robic, pieluszki wiesz gdzie sa..
        poradzisz sobie, buziak

        dorosla kobieta sobie nie umie poradzic? jak mozna w ogole do takiej syt
        dopuscic..

        marcelino1 napisała:

        > No niby macie rację. Ale ta koleżanka (widać to po niej) jest podłamana. A
        > rozmowy nic nie dają, bo wiem, że starała się pogadać. Ona sama nigdzie nie
        > wyjeżdża, jest naprawdę dobrą , spokojną kobietą. Pracuje zawodowo, wychowuje
        > dziecko. Same wiecie, że pogodzenie tego wszystkiego nie jest łatwe. W
        weekend
        > chcialaby trochę odpocząć, a tu nic klapa - dalej charówka, a do pomocy
        nikogo.
        >
        > Czy Wy naprawdę jesteście takie tolerancyjne !! Nie chce mi się wierzyć, że
        > byłybyście zadowolone z takich weekendów.
      • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:48
        To niech mu powie, ze sobie jego wyjazdow nie zyczy, bo chce w weekend odpoczac
        i dzielic obowiazki po polowie...
        • mayessa Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 18:52
          Dokladnie tak jak mówi Kalina-mówie ze cos mi sie nie podoba albo nie chce zeby
          szedl czy cos ale nie zabraniam, niech robi jak uwaza. A w zyciu nie zrobilabym
          tak, ze najpierw mówie ze nie mam nic przeciwko a pózniej bym plakala
          • utalia Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:05
            Uwazam, ze to nie jest "normalne". Bylabym nieszczesliwa gdyby moj maz robil
            sobie takie wypady. Ale w otoczeniu mam kilka takich par. On jezdzi na nartach
            a ona chcac byc przy nim (moze pilnowac)stoi pod gorka kilka godzin z wozkiem.
            Rozrywka na calego.... bez komentarza.
            • marcelino1 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:31
              Utalia - czuję w Tobie bratnią duszę. Uważam dokładnie tak samo jak Ty. Ale tu
              na forum wszyscy inni tacy tolerancyjni, że aż strach pisaćsmile
              • mkonkol Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 20:17
                Tu doprawdy nie chodzi o to, że każdy tutaj jest tolerancyjny. Jedne małżeństwa
                potrafią ze sobą rozmawiać, inne taplają się we własnym sosie. Jedne małżeństwa
                wiedzą, że każdy musi od siebie odpocząć, bo wiecznie patrzeć sobie prosto w
                oczy nie można, inne patrzą sobie w oczy, aż się wreszcie nie rozejdą bo już im
                się znudziło. Każdy powinien pielęgnować tak samo jak uczucie do partnera tak i
                swoje hobby, zainteresowania. Ludzie przez to stają się bogadsi. Ani dziecko
                ani małżeństwo nie powinno w tym przeszkadzać. Trzeba tylko umieć to połączyć.
                Trudne to nie jest wystarczy ze sobą rozmawiać i próbować zrozumieć potrzeby
                partnera. Twoja koleżanka woli grać nieszczęśliwą matkę polkę niż dogadać się
                ze swoim mężem. No cóż... Tylko współczuć!

                Pozdrawiam serdecznie!
              • mayessa marcelino 08.02.05, 10:35
                To nie jest kwestia tolerancji-bylo pytanie czy to jest normalne wiec czesc
                osób odpowiedziala TAK a czesc NIE. Przeciez nikt Twojej kolezance nie odbiera
                prawa do takiego postepowania-niech robi jak chce
          • aszar.kari Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:06
            Wiecie, ja juz jestem zona i matka wiele lat wiec juz slabo pamietam jak to
            bylo na poczatku, ale uklad partnerski warto tworzyc i pracowac nad nim caly
            czas. Ja rozumiem, ze facet moze chciec pojechac na narty czy inne ryby sam,
            bez zony. I to jest, wedlug mnie, OK jezeli sie jednoczesnie umowia, ze w
            kolejny weekend to Ona ma czas dla siebie i robi to, co lubi. Czasem mozna
            razem, czasem mozna oddzielnie - wszystko jest fajnie dopoki ktoras ze stron
            nie zaczyna sie czuc pokrzywdzona. Rozumiem, ze kolezanka o ktorej mowa, czuje
            sie pokrzywdzona, ale dopoki tego nie wyartykuluje i bedzie sie skarzyc tylko
            swoim przyjaciolkom, facet nie bedzie mial nawet mozliwosci ponaprawiac tego,
            co sie psuje. Poleganie na domyslnosci facetow to nie jest dobry sposob
            komunikacji w malzenstwie smile
            Aszar
            • kalina_p Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:09
              Swieta prawda!!!
          • beata985 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:07
            ja tam sie wkurzyłam kilka razy,bo tez w weekendy należy mi się odpoczynek,więc
            rzadko kiedy gotuje obiadki,latem jezdzimy motorem-dzieci do babci
            teraz zimą na narty-najmłodsza do babci
            jakos nie wyobrazam sobie żeby wyjechał z kolegami a ja zostałąbym w domu,tym
            bardziej ,że nie wyobrażam sobie co by było gdybym to ja miała zrobić taki
            wyskok
            no ale to moje zdanie i podejście,jeżeli ktoś ma inne i godzi sie na to no to
            jego sprawa
            aha częśc wakacji zmuszam zebyśmy spędzili wszyscy razem na wyjeżdzie chociaz
            jest ciężko-aha ja wyjeżdzam na 2-3 tygodnie ale z dziecmi nie z koleżankami -
            chyba różnica jest .co nie?
      • mkonkol Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:02
        Oczywiście, że każda z nas ma swoje granice i lepiej ich nie przekraczać. Nie
        widzę jednak nic złego w wyjeździe męża gdzieś tam ze znajomkami. Ja również
        lubię spotykać się i wyjeżdżać ze znajomymi. Dlaczego więc miałabym mu tego
        zabraniać??? Jeśli Twoja koleżanka rozmawiała z nim i nie poskutkowała to niech
        nim potrząśnie, może się obudzi. W każdym razie, jest również winna tej
        sytuacji. Stanowczo powinna podejść do tematu. Jeden weekend on, drugi ona.
        Koniec kropka!
        • beata985 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:12
          . Jeden weekend on, drugi ona.
          > Koniec kropka!

          NO WŁAŚNIE
    • koleandra Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:15
      W przypadku moim i mojego męża to by było "jedź kochanie i dobrze się baw" a
      on "ja sam nigdzie nie jadę(znaczy beze mnie)".
      A ten mąż i ta zona.... hmmm, wydaje mi się, że on robi co chce, lata jak
      pszczółka to tu to tam a baba siedzi w domu. Oceniać na odległość nie zamierzam
      ale mi się to nie podoba. Na ryby owszem, nawet na narty... ale nie bez przerwy
      bez niej, a poza tym i ona też musi miec kiedy zrobic sobie wolne.
      • jemma Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:32
        To samo,Koleandro chciałam napisać.No,a pozatym to nie obcy facet tylko jej mąż
        i chyba może z nim szczerze porozmawiać o całej tej sytuacji,a jak się nie da
        inaczej to nawet się pokłócić,lepsze to niż nic nie mówienie żeby nie pozostała
        zła atmosfera-a teraz to niby dobra została?chyba tylko dla niego.Dobrze,że ja
        nie mam takiego dominatora uff
      • mkonkol Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 19:57
        Zauważ jednak, że dzieje się tak ponieważ dziewczyna zupełnie nie potrafi
        rozmawiać ze swoim mężem. Nie rozmawia bo nie chce denerwować siebie i dziecka.
        Każdy na takie zachowanie reaguje podobnie. Nie odzywa się to korzystam. U mnie
        pewnie byłoby podobnie jak u Ciebie wink
    • kawka74 Bardzo poważnie uważam, że - tu dwukropek 07.02.05, 19:19
      1.ona nic nie mówi i "ma za złe", on wie, ale robi co chce. Jedno i drugie
      niezłe. Dziewczyna powinna powiedzieć, wykrzyczeć - zwerbalizować swoje
      uczucia. On wie - mówił jej, ze wie? I skąd ona wie, że on wie? I co on wie?
      2.Ona nie chce rozpoczynać kłótni. Bardzo to chwalebne, że pokojowo jest
      nastawiona, ale jeśli będzie chować głowę w piasek i truchleć na każde
      zmarszczenie brwi pana i władcy, to skończy się na tym, że pan i władca zapuści
      dredy, wydzierga berecik w kolorach rasta i zostawi ją na całe wakacje, żeby
      zamieszkać z kolegami i koleżankami w jednej wielkiej rodzinie na Jamajce. Bo
      tam będzie się czuł jak w domu, a nie z wiecznie niezadowoloną babą, która sama
      nie wie, czego chce, bo się zgadza, a potem się wścieka.
      3.Pan domu - póki żona nic nie powie - będzie uważał, że ma jej milczące
      przyzwolenie. Żona będzie się wściekała, że on się nie DOMYŚLA, że jej się to
      nie podoba. Facet jest tak jakoś skonstruowany, że trzeba mu pewne niby
      oczywiste rzeczy powiedzieć, najlepiej jeszcze drukowanymi literami, bo sam na
      to nie wpadnie, no chyba, że pójdzie do wróżki, ale na to bym nie liczyła.
      Resume: Sytuacja jest chora przede wszystkim ze względu na to, że wszyscy
      wszystko wiedzą, ale nie na pewno, bo nikt nic nie mówi.
      • mkonkol Re: Bardzo poważnie uważam, że - tu dwukropek 07.02.05, 20:00
        Rewelka! Nic dodać nic ująć wink
      • wieczna-gosia Re: Bardzo poważnie uważam, że - tu dwukropek 07.02.05, 20:55
        facet po prostu uwaza ze dopoki ona milczy to znaczy ze jej nie przeszkadza to
        az tak bardzo. Ja nop wiem ze mojemu tesciowi przeszkadza ze musi mi pomoc
        czasami i mnie gdzies zawiesc, ale robie dokladnie tak samo=- z nozem na gardle
        wzielabym taxi wink) ale on sie wscuieka, ale nic nie mowi, nie odbywa sie to zbyt
        czesto, a ja udaje ze nic nie rozumiem, wychodzac z zalozenia ze jak mu
        cisnienie podskoczy to mi powie wink))
    • anek.anek Normalne! 07.02.05, 20:23
      dziwne byłoby gdyby nie pozwalałaby. U nas nie ma w ogóle takiego pojęcia
      względem wyjazdów "pozwalać", "zabraniać". Niemąż stosunkowo często wyjeżdża
      sam, czasem nawet na miesiąc (żeglarstwo morskie), nie widzę w tym nic złego.
      Realizuje swoje pasje, cieszy to zarówno jego jak i mnie. W drugą stronę jest
      podobnie - on "pozwala" mi na spełnianie się.
      My jedynie dyskutujemy za każdym razem, czy termin jest dobry, czy finanse na
      to pozwalają. w góry na deskę on zawsze mnie ciągnie, ale ja należę do osób,
      które w sportach zimowych nie widzą nic a nic ciekawego, chcąc nie chcąc więc
      jedzie sam ze znajomymi.
      Być może innaczej bym sięczuła gdyby znikał na każdy weekend i nie liczyłby się
      z innymi obowiazkami, ale ponieważ tak nie jest, to nie mam nic przeciwko takim
      wyjazdom.
    • sowa_hu_hu normalne!!! 07.02.05, 20:30
      jesli ona też spędza ze swoimi zanjomymi weekendy i jesli potrafią je spędzac
      również razem...
      gdybym miała faceta który by mi nie pozwolił gdzieś iśc nie byłby moim facetem smile
      ale ważny jest umiar , kompromis , poszanowanie pasji drugiego człowieka...

      ale jesli ona siedzi w domu z dzieckiem a on non stop baluje - co to to nie...
      no ale jesli sobie na to pozwala... może mieć zal do siebie...
      choć to jest pewnie jeszcze bardziej skomplikowane niż nam sie wydaje...
    • lila1974 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 20:38
      Wokół mnie sypnęło rozwodami.
      I wiecie, że posypały się właśnie te "tolerancyjne" małżeństwa!?

      Dla mnie oczywiste jest, że każdy człowiek ma potrzebę oderwania się czasami od
      rzeczywistości. CZASAMI!! A nie, że takie wypady stają się normą.
      Wydaje mi się, że dosyć często panowie po ślubie zachowują się dokładnie tak
      jak przed. Nie zmienia tego również przyjście na świat potomka, choć obowiązków
      przybywa i spadają one automatycznie na kobietę.
      Dlatego uważam, że kobieta może mężczyźnie powiedzieć NIE, jeśli uzna, że jej
      facet przesadza.
      Zresztą z moich obserwacji wynika, że mężczyzna, który ma poczucie
      odpowiedzialności za rodzinę, a do tego kocha żonę i jest mu z nią dobrze nie
      potrzebuje od niej uciekać. Nie mówię, że siedzi z nią 24 h. Sądzę, że kobiety
      dobrze wyczuwają, kiedy to jest ucieczka a kiedy zwykła rozrywka bez podtekstów.
      Zatem skoro koleżanka jest tymi wyjazdami przygnębiona, nie powinna udawać, że
      jest wyrozumiałą żoną tylko wyraźnie mu powiedzieć, że jest jej przykro.
      Obawiam się jednak, że ona woli namiastkę normalności, bo jeśli się sprzeciwi
      jej mąż przestanie być miły.
      Niestety wiele kobiet się godzi na takie udawanie i przez lata są
      nieszczęśliwe, a gdy on wreszcie odchodzi, płaczą bo zmarnowały tyle lat.
      • wieczna-gosia tak 07.02.05, 20:52
        moje tolerancyjne malzenstwo sie nie posypalo wink))

        Uwazam ze clou problemu lezy nie w tym ze on wyjezdza tylko w tym, ze ona ma mu
        to za zle i nic z tym nie robi.

        Mi przeszlo, natomiast przed ula oszalalam na punkcie nurkowania. KAZDY weekend
        spedzalam pod woda. I moj maz spokojnie odbijal to sobie w tygodniu, jak bylo
        ladnie to jezdzil ze mna i dziecmi, jak bylo brzydko to nie. Ostatni raz zeszlam
        podn wode z ula w brzuchu pozniej mi najzwyczajniej przeszlo. Tymczasem moj maz
        wlazl w spolecznosc internetowa pewnej gry, sie spotykal na zloty jezdzil, jak
        przemus mial 2-3 miesiace. Ja to sobie zawsze jakos odbijalam, jestesmy
        dogadani, nie mamy w zasazie wspolnych wyjazdowych znajomych... i wszystko gra wink
        • kawka74 Bo chyba nie w tolerancji rzecz :) 07.02.05, 20:58
          wydaje mi sie, że to kwestia porozumienia, dogadania, przede wszystkim ROZMAWIANIA ze sobą. Problemy rodzą się nie wtedy, kiedy jedno z małżonków robi to, czego nie akceptuje druga strona, ale wtedy, kiedy o tym nie rozmawiają. I to chyba nie tolerancyjne małżeństwa się sypią, tylko małżeństwa, w których się nie rozmawia o tym, co komu pasuje.
        • lila1974 Re: tak 07.02.05, 21:01
          Przepraszam jeśli to zabrzmiało niemiło.
          Przez małżeństwa "tolerancyjne" mam na myśli takie, gdy żona (najczęściej)
          pozwala na wszystko a cierpi w duchu.
          Jeśli małżeństwo wypracowuje sobie pewne zwyczaje, układy i obojgu jest z tym
          dobrze, to oczywiście nie mam nic przeciwko.
          Mnie również zdarza się wyskoczyć gdzieś bez męża, który w tym czasie zajmuje
          się maluchami i odwrotnie. Nie czuję się wykorzystywana ale jeśli uznam kiedyś,
          że popada w przesadę poprostu poproszę by poświęcił mi nieco więcej uwagi.
    • pannajoanna Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 20:54
      U mnie taka sytuacja bylaby jak najbardziej normalna.
      Maz mnostwo czasu spedza na nartach i snowbordzie. Mi nie zawsze chce sie z nim
      jezdzic. Jezdzi wiec sam, albo z dziecmi. Ja zostaje wtedy z maluchem w domu.
      Zapraszam przyjaciolke i balujemy jeszcze lepiej niz maz i ekipa na tych nartach.
      Ale kiedy ja chce wyjechac z kolezankami np. na weekend do Spa, maz zostaje z
      dziecmi.
      Nikt nikomu nie robi zadnej laski czy wymowek.
      A malzenstwem jestesmy juz 11 lat smile)
    • ligia76 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 21:08
      Może mój mąż jest nienormalny ale sam by nie pojechał.
      Kwestia priorytetów.
      Razem - owszem, czemu nie.
      Dzieci do dziadków i jedziemy (dziadkowie bardzo chętni, prosić ich nie trzeba).
      Nie jest to kwestia pozwalania, jesli mój mąż pozwoli żebym się "puszczała" to mam się "puszczać" ?
      Trochę głupie prównanie ale sens ten sam.

      Pozdrowienia
      Ligia
    • kornelcia75 do kaliny 07.02.05, 22:46
      Tez bym Maksiora na weekend nie zostawiła,płakał by biedaczek a ja bym cały
      czas o nim myslała.Zreszta ja o nim mysle jak mnie w domu 2h nie ma.
      Ja tam sie juz wybawiłam a teraz te pierwsze lata chce byc z nim i blisko niego.
      I tyle.Pozdrówka!
      • sakada Re: do kaliny 07.02.05, 22:51
        Mój niemężuś nie wychyliłby nosa z domu bezemnie. Ja to już zupełnie co innego:-
        )
    • bea.bea Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 23:28
      jestem przeciwniczą stwierdzeń pozwalać , nie pozwalac...w końcu jesteśmy
      doroslymi ludźmi....
      ale....
      no własnie kazdy ma jakieś priorytety...mój mąz np. sam by nie pojechał , to
      zmaczy bez nas.....

      ale jeśli by chcial to nie mialabym nic przeciwko....
      jednak wydaje mi sie , że jeśli facet spedza zbyt duzo czasu z kolegami a nie z
      rodzina to cos jest nie tak....

      zapewne twojej kolezance jest przykro, ale w tym przypadku nie wiem co jest
      lepsze "puscic " faceta w jego ścieżki , czy patrzeć na jego sflustrowana i
      niezadowoloną buzie....bo przecież koledzy sie bawią ...smile

      to trudna sprawa...
    • mamusia_misia Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 07.02.05, 23:44
      Znam jedno takie malzenstwo, gdzie maz wyjezdzal regularnie na weekendy, bo
      musial miec jakas odskocznie. Ona: 'prosze bardzo'. Z tym, ze byl to 'one way
      ticket', ona w domu z dziecmi. A teraz sa w trakcie rozwodu. Ale mogla wczesniej
      powiedziec: 'nie'.
      • utalia Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 00:22
        no wlasnie to samo mi sie nasunelo kiedy przeczytalam stwierdzenie, ze kazdy
        musi od siebie odpoczac. Jak slysze slowo "odpoczac" to od razu czuje zapach
        rozwodu w przyszlosci. Marcelo, co tam strach, nikogo jeszcze nie bija. Utalia
        • betty_julcia Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 10:08
          Witajcie dziewczyny. Mi też raczej obce jest stwierdzenie pozwalać nie pozwalać. Nigdy nie musiałam się nad tym zastanawiać bo na szczęście w naszym małżeństwie nie zdazyła się taka okazja. Odpocząć od siebie??? Od czego??? To po co ślub sie bralo skoro jest potrzeba odpoczywania od siebie.
          Mój mąż i ja zawsze należeliśmy do osób bardzo imprezowych i stałych bywalców wrocłąwskich pubów. Gdy się poznaliśmy razem korzystaliśmy z uciech życia z dużą czestotliwościąsmile
          Od kiedy mamy Julię nie czesto mamy okazję wyjść, parę razy zdażyło sie że coś wypadło i ja nie mogłam póść na impreze, mąż wyszedł sam i stwierdził że jak mnie nie ma to on źle się czuje i woli czas spędzić ze mną. Już nie mówiąc o wyjazdach.
          Na wakacje wyjechałam sama z Julią na tydzień do Kołobrzegu, żadna przyjemność, nigdy więcej samej... Mój mąż przyjechał do mnie pociągiem w sobotę tylko po to żeby spędzić jeden dzien razem i na drugi razem wrócić samochodem do Wrocławia. Z nadmiaru pracy mamy siebie na codzień tak mało że nie wyobrażamy sobie żeby nasze drogi się aż tak rozeszły żebysmy nie mieli potrzeby spędzania ze sobą każdej wolnej chwili. A jest tych chwil coraz mniej. Współczuję tym, którzy musza od siebie odpoczywać.
          I uważam że osoba nie mająca dziecka nie jest partnerem w rozmowie na temat zostawienia dziecka u kogoś... A że widzi koleżanki to nie jest żaden argument bo o anonimowych koleżankach można tworzyć wiele argumentów...
          Moja Julka ma 1,5 roczku, dziś wraca z czterodniowego pobytu u dziadków 40 km od Wrocławia. tydzień temu pojechała pierwszy raz na dwa dni. Bardzo trudno było mi się zdecydować na jej wyjazd, zmusiła nas do tego sytuacja, jeszcze miesiac temu zarzekałam się że na na kilka dni to ja jej długo nie puszczę. Ale nie ma chwili, minuty żebym o niej nie myślała i za nią nie tęskniła. I tylko matka może to zrozumieć...
          ------------------------------------------------------
          Betty to mama a to jestem ja:
          GWIAZDECZKA
      • 18lipiec Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 16:23
        Nie sądzę by to z tego powodu się rozpadło...
    • mamaszyma Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 09:59
      Mój mąż ma jeden piatek w tygodniu wychodny... Idzie z kolegami na piwko i
      dobrze sie bawi, a ja w tym czasie zostaje z Szymkiem i bardzo lubie te
      wieczory, albo idę spac razem z Szymkiem, albo oglądam sobie filmy do póxnej
      nocy. Ja czasem tez wychodze z moimi koleżankami, ale nie bardzo lubie to
      robic, bo mi przykro, że moje chłopaki siedzą same w domu. Wyjazd na weekend?
      Czasem mógłby pojechać, czemu nie, byle z tym nie przesadzał. U niego w pracy
      wszyscy uważają że ma dziwna żone, bo puściłam go na firmowy bal karnawałowy
      samego (to był bal z klientami i bez osób towarzyszących). Nie wiem co w tym
      dziwnego, jakos nie uśmiechało mi sie siedzieć całą noc i rozmaiwać o sparwach
      firmowych (o których nie mam pojęcia) i patrzec jak mój mąż obtańcowuje
      klientki... Bez sensu...
      A dziecka na weekend bym nie zostawiła. Na noc owszem, ale zaras z samego rana
      po niego lecę
    • anek.anek A skąd się biorą te wyjazdy mężów? 08.02.05, 10:38
      Może trzeba sobie zadać pytanie: dlaczego on jedzie? Mój wyjeżdża,bo są pasje,
      których ja z nim nie dzielę (sporty zimowe), wręćz mnie mierzą, a są też takie
      wyjazdy, na których moja obecność wzbudzałaby tylko jego zazdrość (byłabym np
      jedyną kobietą na statku wśród 15 osób załogi - nie przeżyłby tego, ja zresztą
      tez nie, bo faceci w swoim własnym gronie inaczej się trochę zachowująsmile.
      Zdarza się też, że wyjeżdża, bo ma ochotę na męskie towarzystwo: przy kobiecie
      zawsze trzeba się bardziej hamować, chcąc nie chcąc mogę krzywo spojrzeć na
      jedno piwo więcej, mogę się czuć urażona jakimś rubasznym żartem itd.
      Na codzień jednak znajdujemy wspólny czas na to żeby robić rzeczy razem.Zawsze
      jest jeden podstawowy warunek takich wyjazdów, oczywisty dla mojego niemęża:
      jedzie, ale na co najmniej taki sam czas wyjeżdża z nami - to ważne ze względu
      na małego. Niemąż zrezygnował w ubiegłym roku z rejsu, bo wiadomo było, że nie
      będzie mógł sobie pozwolić na drugi urlop z nami.
      Jeśli wyjeżdżałby non-stop i czułabym, że to naprawdę ma być odpoczynek ode
      mnie - to szukałabym najpierw przyczyny w swoim zachowaniu.
      • utalia Re: A skąd się biorą te wyjazdy mężów? 08.02.05, 11:16
        Taka mnie refleksja naszla- dlaczego kobitki, ktore nie maja meza nazywaja
        swoich partnerow "niemezem"? Wszak nie maja meza bo pewnie nie chca, maja inna
        filozofie zycia itp... skoro tak to dlaczego nie nazwa jak nalezy-konkubent? W
        jezyku polskim sa nazwy na tego typu zwiazki asekuracyjne. Utalia
        • anek.anek Re: A skąd się biorą te wyjazdy mężów? 08.02.05, 11:20
          Też już było o tym tutaj kiedyś. Ja tak nazywam, bo tak żartobliwie nazwał nas
          ktoś ze znajomych. I w sumie stwierdziłam, że to dobre określenie. Konkubent w
          języku polskim ma trochę negatywne zabawienie (nie chodzi mi o słownikowe
          pojęcie, tylko o odbiór społeczny), partner jest z kolei dla mnie luźnym
          pojęciem, nie oddającym w pełni tego co nas łączy. Jesteśmy niesformalizowanym
          małżęństwemsmile A ślubu nie mamy, bo są inne ważniejsze rzeczy do załatwienia.
      • mkonkol Re: A skąd się biorą te wyjazdy mężów? 08.02.05, 11:28
        Czytam i dochodzę do wniosku, że taki post może wysłać kobieta, która przede
        wszystkim kocha swojego męża/niemęża, szanuje jego pasje i potrafi z nim się
        świetnie dogadać. Gratuluje! Ja jeszcze mam z tym małe problemy ale się
        staram wink Ktoś tam napisał od czego odpoczywać? Jak to od czego? Od
        codzienności, która bardzo często przytłacza. Pokusiłabym się nawet o
        stwierdzenie, że każda z nas potrzebuje tego odpoczynku. Oczywiście nie mam na
        myśli latania po dyskotekach co drugi weeken bo co inny drugi po dyskotekach
        lata mąż. Kawka ze znajomymi dziewczynami, ploteczki, zakupy, wyjazd na weekend
        w celu odmłodzenia się w jakimś fajnym spa. No szczerze, są tu takie, które nie
        miałyby ochoty wyjechać sobie na weeken i moczyć się w solankach, chodzić na
        masaże, wytaplać się w błocie lub algach??? Mężczyzna ma tak samo tylko kręci
        go coś innego. Oczywiście opisuję zachowania z umiarem a nie wyjazdy co weekend.

        Pozdr.
        • utalia Re: A skąd się biorą te wyjazdy mężów? 08.02.05, 11:44
          Owszem odpoczac od codziennosci trzeba i to konuiecznie!!! Ale wlasnie razem
          aby odnalezc sie jako para w sytuacji bardziej sprzyjajacej do amorow niz
          codzienny pospiech. Aby na nowo przypomniec sobie dlaczego jestesmy razem, bo
          czesto bywa ze zapominamy.
          Co do niemezow i konkubentow nie tyle drazni mnie samoi okreslenie -niemaz-
          (moze dlatego ze tak nazywala swojego chlopa dziewczyna, ktorej nie lubilam)ale
          o sama relacje w takim asekuracyjnym zwiazku. Kiedys ktos powiedzial, ze jezeli
          nie jestesmy sobie w stanie powiedziec TAK teraz kiedy jestesmy mlodzi,
          atrakcyjni dla siebie pod kazdymn wzgledem to trudno oczekiwac, ze nadal
          bedziemy chcieli z soba byc kiedy staniemy sie mniej siwtni. W koncu po cos ta
          asekuracja.
          A wracajac do tematu glownego- oczywiscie, ze kazdy ma potrzebe wyskoczyc z
          kolezaneczkami czy kolezkami na male spotkanko ale jest to roznica wyjechac
          sobie na zagielki na przyklad jakby sie bylo studencikiem bez obowiazkow albo
          kawalerem a w domu zostawic zone, niezone zeby sama od rano do nocy byla z
          niemowlakiem???? Jakby to bylo tylko jej dziecko. Z drugiej strony jak zrobimy
          w takim zwiazku rownouprawnienie i w marcu on na tydzien na narty ona w czerwcu
          na plaze na tydzien to przy dzisiejszym tempie zycia nie wiem czy znajda czy
          raczej "wyskrobia" jeszcze troche czasu aby na 2 tyg. wyjechac gdzies wspolnie.
          A jesli nie szybko dojda do blednego przekonania, ze fajowo moze byc tylko z
          kumplami a w domu tylko kierat. Pozdrowionka Utalia
          • mayessa "konkubent" 08.02.05, 11:48
            Slowo konkubent/konkubina to w Polsce moze kojarzyc sie tylko z "997"
            • sakada Re: "konkubent" 08.02.05, 11:50
              Racjasmile Mnie się kojarzy z informacjami typu:
              "Zenon.S po 3 dniowej libacji alkoholowej zabił nożem swoją konkubinę
              Wiesławę.J"...
          • anek.anek Re: A skąd się biorą te wyjazdy mężów? 08.02.05, 12:39
            Utalio, nie powinnam tutaj rozwijać tej dyskusji, ale sama ją zaczęłaśsmile
            Czuję się trochę (!) urażona stwierdzeniem, że "skoro teraz nie potrafią sobie
            powiedzięc TAK..." i jeszcze "związek asekuracyjny".... Otóż my sobie
            powiedzieliśmy to "tak" w chwili kiedy zaczęlismy być ze sobą. Założylismy
            rodzinę i tak siebie trakujemy. I dla mnie i dla mojego niemęża naszzwiązek
            jest równie ważny i spójny co małżeństwo w świetle prawa. Czy naprawdę tak
            trudno zrozumieć, że jednak są takie konkubinaty, dla których stanięcie na
            ślubnym kobiercu po prostu nie ma znaczenia? Tu nie ma nic z asekuracyjności -
            tam mogłabym pomyśleć 10 lat temu, ale teraz jest oczywiste, że bedziemy ze
            sobą do końca zycia (tak samo jak przy braniu ślubu). Oczywiste jest to, że
            mamy identyczne prawa i obowiązki jak gdybyśmy byli małżeństwem.
            Po prostu do Urzędu Stanu Cywilnego nam się iść nie chce. A jak słyszę takie
            zarzuty o asekuracyjności to krew mnie zalewa i na przekór właśnie tym bardziej
            iść mi się tam nie chce.
            Dla dorosłego, dojrzałego człowieka nie ma znaczenia czy jest slub w imię
            prawa, czy go nie ma! Za dojrzałą osobę uwaam siebie i męża. Jakość związku
            bierze się przede wszystkim z obopólnego szacunku i miłości. Tak myślę.
    • marcelino1 Dzięki za 08.02.05, 12:27
    • marcelino1 Dzięki za Wasze opinie 08.02.05, 12:31
      Hej,
      chyba za wcześnie coś tu nadusiłam i poszłosmile.
      Chciałam Wam podziękować za taki odzew. Postaram się pogadać z koleżanką i
      trochę ją pocieszyć.
      Popełniłam jednak jeden błąd językowy, przez który do dyskusji weszło wiele
      niepotrzebnych słów. Chodzi mi o określenie "pozwalać". Oczywiście jest to
      określenie nie na miejscu, bo pozwalać to można "psu wskoczyć na tapczan". Mi
      chodziło o coś w stylu : tolerować, przymykać oko dla wspólnego dobra itp.
      pozdrawiam
      • agata_to_ja Re: Dzięki za Wasze opinie 08.02.05, 15:34
        Nie przeczytałam całego wątku, za długi jest, ale napiszę jak to jest u nas.
        Uważam, że każde z małżonków ma prawo czasem wyjechać i rozerwać się "po
        swojemu". Ja w zeszłym roku wyjeżdżałam 3 razy na koncerty z koleżankami, były
        to wyjazdy 1-2 dniowe. Mój mąż natomiast był tydzień na rybach z kolegami.
        Ponadto zdarza mu się wychodzić wieczorem na mecz piłki nożnej lub na karty (do
        rana czasem) a mnie na spotkania autorskie i promocje książek (pracuję w
        wydawnictwie i mąż wie, że mnie to interesuje). Mamy dwoje dzieci - 5 lat i 3
        lata. Ktos powie, że to duże dzieci, ale przecież były kiedyś małe i też tak
        było.
        Tak więc najważniejsze to porozumienie między małżonkami. Oczywiście nie
        osiągnie się porozumienia, jeśli jedna osoba uprze się w jedną stronę, a druga
        w drugą. Najlepiej byłoby chyba, gdyby twoja koleżanka także raz na jakiś czas
        zorganizowała sobie czas w sposób, jaki jej najbardziej odpowiada i wtedy każde
        z nich będzie miało i rozrywki i samodzielną opiekę nad dzieckiem w czasie gdy
        drugie się bawi.
        Aha, trochę mnie rozśmieszyło twoje określenie, że koleżanka jest dobrą
        spokojną kobietą siedzącą w domu. To ja, jesli lubię czasem wyjść mam się czuć
        niedobrą i niespokojną? wink
        Najgorzej, jeśli małżeństwo ma zupełnie, skrajnie różne podejście do pewnych
        spraw. Wtedy trudno o jakiś układ dobry dla obu stron. Jestem zdania natomiast,
        że jeśli mąż nie robi nic złego na tych wyjazdach (nie wiem, jak często, nie
        można przesadzać), to żona nie powinna mu ich zabraniać, czy robić wyrzuty, do
        niczego to nie prowadzi. Na pewno nie będzie szczęśliwy, jeśli zrezygnuje tylko
        dla świętego spokoju.
        Ja często mówię mojemu męzowi, że mimo bycia rodzicami musimy czerpać z życia
        jeszcze jakieś inne przyjemności. Nie uważam życia jedynie za "ciężki zbiorowy
        obowiązek", a do tego to sie sprowadzi, jeśli będziemy jechac w kierunku "bo
        jak się już ludzie decyduja na dziecko, to trzeba siedzieć w domu, zajmować się
        dzieckiem i broń boże żadnych rozrywek i innych takich".
        To tyle ode mnie
        pozdrawiam
        • marcelino1 Re: Dzięki za Wasze opinie 08.02.05, 17:02
          > Najgorzej, jeśli małżeństwo ma zupełnie, skrajnie różne podejście do pewnych
          > spraw. Wtedy trudno o jakiś układ dobry dla obu stron.


          No właśnie, a w jej przypadku tak chyba jest niestety. Ona próbuje stworzyć
          dom, a on z niego ucieka pod byle pretekstem.
    • lola211 Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 16:17
      > Pytanie do Was - czy to normalne, że facet co jakiś czas sam spędza weekendy
      > na wyjazdach (narty, łowienie ryb nad morzem itp.)?

      Jak najbardziej normalne.
      Ja wrecz odpoczywam, jak moj gdzies ze swoim towarzystwem jedzie.Przeraza mnie
      wizja "wszedzie razem".
    • ezagraj Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 16:28
      A niech sobie jedzie od czasu do czasu sam. Mój ma często ma szkolenia po pare
      dni a to na mazurach a to nad morzem a ostatnio był na nartach, ale jak by
      jeździła z naszymi znajomymi sam zawsze to tezx by mnie szlak trafił i bym cos
      powiedziała
      • ezagraj Re: Jak uważacie? Ale na poważnie. 08.02.05, 16:32
        My z regóły jeździmy razem chić bywa że i osobno. Nie sądze żeby układ na
        pozwalam nie pozwalam był dobry w zwiazku. Czasem fajnie jest pojechac gdzieś
        samemu ale nie o to chodzi by jedna osoba siedziała w domu przy garach a druga
        czepała tylko z przyjemności
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka