Dodaj do ulubionych

"zrob cos, zeby było lepiej"

20.02.05, 20:53
Mój mąż ojcem jest od pięciu tygodni. Dziecko odpoczątku do końca było moim
pomysłem, zgodził się po długich naleganiach. Ciążę znosiłam dobrze, żadnych
stresów i szpitali, chodziłam do pracy do końca, urodziłam bez problemów,
dziecko jest pogodne i płacze naprawdę mało. Mam sporo czasu, staram się,
żeby w domu było czyściutko, gotuję obiadki, piekę ciasta i zabiegam o
mężowskie wzgędy, choć on te zabiegi odrzuca - "nie mam czasu", "jestem
przeziębiony", "mam kłopoty w pracy"
Dziś chodził po domu podminowany i zły, stanął nad łóżeczkiem i powiedział z
nienawiścią w głosie: "ja cię kiedyś uduszę" (dziecko grzecznie leżało i
mruczało coś do siebie). Potem stwierdził, że ona przyniosła wszystkie zło,
jakie mogło być, przez nią ma problemy w pracy, w domu nie może odpocząć, bo
świat kręci się wokół niej, nie możemy jeździć na wycieczki, ja zrobiłam się
zupełnie nieodpowiedzialna (fakt - popełniłam jedno niedopatrzenie, które
musiał naprawiać,ale w sumie nic wielkiego się nie stało). Że czuje się źle,
gorzej, niż gdyby był sam. Że nie ma już nic dla siebie. Że jest mu przykro,
że ja jestem taka szczęśliwa, a on ciągle wkurzony. I że unika kontaktów ze
mną, bo "nie mam nic atrakcyjnego do zaoferowania" (nie chodzi tu o seks, z
tego zrezygnował sam, żeby mnie "ukarać" już 10 miesięcy temu).
Rozpłakałam się, a on poprosił: "zrób coś, żeby było lepiej".
Co mam zrobić??
Obserwuj wątek
    • ingga Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 20:59
      Co masz zrobić?
      Dać sobie spokój z takim facetem.
    • andaba Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 21:00
      Ufff... Przykro się czyta. Chciałabym Cię pocieszyć, ale widzę, że to nie
      łatwe. A co znaczy to, że ciąża była Twoim pomysłem? "Wrobiłaś" go, czy się
      zgodził dla świętego spokoju? No i w ogóle po co się żenił, jak dzieci nie
      planował... Trochę czarno to widzę, obym się myliła.
    • tynia3 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 21:06
      kocianna napisała:
      > Co mam zrobić??

      Rzucić jak najprędzej.
    • 18lipiec cofnąć czas.......? 20.02.05, 21:11
      Nie da się.
      Pamiętam Cię z innego forum.
      Nalegałaś, zmuszałaś- to co się dziwisz? Kto lubi być przymuszany do tego?
      Musisz się przygotować że masz coś kosztem czegoś. Masz dziecko - możesz nie
      mieć męża.

      Porażka. I było zmuszać czlowieka...?
      • andaba Re: cofnąć czas.......? 20.02.05, 21:14
        18lipiec napisała:
        Masz dziecko - możesz nie
        > mieć męża.

        No niestety na to wygląda. Ale ja wolałabym dziecko niż męża, zwłaszcza takiego.
        • 18lipiec Re: cofnąć czas.......? 20.02.05, 21:34
          Ale on jest taki bo ona go zmuszała. Wcale sie nie dziwię. Jakby mi ktoś
          wiercił dziurę w brzuchu ileś tam miesięcy czy tygodni to powiem szczerze że
          miałabym pianę na pysku przez następne pare miesięcy.
          • andaba Re: cofnąć czas.......? 20.02.05, 21:42

            18lipiec napisała:

            > Ale on jest taki bo ona go zmuszała. Wcale sie nie dziwię. Jakby mi ktoś
            > wiercił dziurę w brzuchu ileś tam miesięcy czy tygodni to powiem szczerze że
            > miałabym pianę na pysku przez następne pare miesięcy.


            No jednak przy przysiędze małzeńskiej, zarówno w kościele, jak i w USC jest
            coś na temat przyjmowania potomstwa. Po co godził się na ślub. Też mu wierciła
            dziurę w brzuch?. He he, już widzę tego biednego zniewolonego chłopa.
          • wieczna-gosia Re: cofnąć czas.......? 20.02.05, 21:42
            lipiec, n\o tak.
            Moglabys miec piane i moglabys sie wkurzac. I moglabys sie koniec koncow nie
            zgodzic. facet sie- sorry- zgodzil. Byc moze wg niego popelnil blad ze sie zgodzil.
            Ja akurat uwazam, ze to jest rzecz bezkompromisowa- miec dziecko czy nie miec
            dziecka- nie mozna troche miec dziecka a troche nie.
            Facet wydaje sie- uwazal ze wlasnie taki kompromis zawarl- tzn ok zgadzam sie na
            twoje dziecko, ale ono bedzie twoje a ja mam to w duszy.
            I sie sam oszukal. I teraz jest wsciekly i broni sie przed przynznaniem ze
            popelnil blad w ogole zakladajac ze mozna miec dziecko i go nie miec
            jednoczesnie, wiec sie wyzywa na zonie.

            Niech dorosnie chlopczyczek. Na wycieczki jezdzic kurna nie moze. WSZYSTKO mozna
            z dzieckiem, jak sie chce. A jak sie nie chce, to dziecko spiace 24 na dobe
            przeszkadza.
            • ampat Re: cofnąć czas.......? 21.02.05, 11:16
              Wieczna-gosia napisała:
              Niech dorosnie chlopczyczek. Na wycieczki jezdzic kurna nie moze. WSZYSTKO mozn
              > a
              > z dzieckiem, jak sie chce. A jak sie nie chce, to dziecko spiace 24 na dobe
              > przeszkadza.

              Gosia święte słowa
              Odkąd mam dziecko, zyję dużo intensywniej niż przedtem i więcej rzemy mi się
              che.
              W każdy łikend wyjeżdżamy, spotykamy się z przyjaciółmi dzieciatymi i nie
              tylko, chodzimy na basen.
              Ja chodzę często do fryzjera i na piwko z przyjaciółkami, mąż jeźdxi na narty i
              w góry.
              Mozna wszytsko, tylko trzeba chcieć
      • wieczna-gosia Re: cofnąć czas.......? 20.02.05, 21:22
        zmuszala tralala...

        dziewczyny dajcie spokoj wyjezdzac z takimi tekstami.

        zgwalcila go?
        Nie.
        TEZ nie wiedziala jak bedzie, tylko bardziej niz on chciala dziecka. Mogl sie
        nie zgodzic?
        Mogl.
        Tylko dla swietego spokoju sie zgodzil, a teraz obnosi na czole pretensje do
        calego swiata.
        Jak czytam takie teksty to mi sie noz w kieszeni otwiera.

        Kochany panie tata. Jestes pan tata. Dziecko bylo planowane. Nawet zreszta gdyby
        nie bylo to ryzyko wspolzycia z kobieta niesie za soba ryzyko splodzenia
        potomka. I teraz trzeba odszukac w spodniach jaja co podobno je pan ma i jak to
        mowia zmierzyc sie z sytuacja. A nie zwalac na dziecko wine za klopoty w pracy,
        zmeczenie i w ogole.

        zona, co to powinna byc zmeczona bo jest na zadanie, sie stara i obiadki daje, a
        on jej ze nie ma nic ciekawego do zaoferowania???
        Kocianna, ale mam nadzieje ze przywalilasz w twarz za taki tekst?

        Ja bym proponowala przestac faktycznie oferowac cokolwiek poczawszy od milego
        usmiechu a na praniu skarpetek i obiadku skonczywszy.

        I niech sam zrobi cos jak taki madry, ja nie mam czasu ja mam dziecko na glowie.
      • milka_milka Re: cofnąć czas.......? 21.02.05, 09:27
        Oj, Lipiec, a nie masz wrażenia, że taki człowiek prędzej czy później pokaże
        swój prawdziwy charakter? Teraz stało się tak z powodu dziecka, a może gdyby
        Kocianna mu uległa i pogodziła się z tym, że dziecka nie będzie miała to w
        życiu jest tysiąc sytuacji, w których okazuje się, czy człowiek jest godny
        zaufania i czy można na nim polegać. A gdyby (odpukać) zachorowała poważnie, to
        co, też trzeba byłoby zmienić tryb życia i liczyć się z ograniczeniami. I
        jeżeli taki człowiek nie jest w stanie poświęcić odrobiny wolności dla
        bezbronnego SWOJEGO dziecka, to poświęciłby się dla żony? Pewnie nie, bo to
        burzy wygodne życie. A poza tym, dlaczego ona ma się godzić z tym, że on nie
        chciał dziecka? Jej zdanie jest nie ważne? I jeszcze jedno: posiadanie dziecka
        to nie porażka, to szczęście, nawet kosztem tego, że Kocianna dowiedziała się,
        że ma u boku egoistę i Piotrusia Pana.
    • neospasmina Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 21:45
      Kocianna,
      mysle, że wiem, jak Ci ciężko;
      ale daj tej sprawie czas - jakis miesiąc, dwa lub trzy;
      i nie rób nic nadzwyczajnego, nie staraj się ponad miarę, dbaj raczej o siebie,
      niż o dom;
      moze Twój facet znajdzie sposoób, by rozwiązać SWÓJ problem, zrobić coś, żeby
      było mu lepiej...
      mojemu zajęło to ok. pół roku (ale przy drugim dziecku); i się odnalazł w końcu;
      czego i Tobie życzę smile

      rzucić zawsze zdążysz, ale czy na tym to polega, aby rzucać?
    • kawka74 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 21:56
      > Rozpłakałam się, a on poprosił: "zrób coś, żeby było lepiej".
      robisz wszystko, co możesz, żeby było dobrze. Panu i władcy "nagle" przybył nowy obowiązek, w którego powstaniu miał czynny udział. Dziecko. Jego i Twoja córka. Zgodził się. Doskonale wiedział, że godzi się nie na nowe futro, tylko na nowego człowieka, którego nie można ot tak, zostawić, zakneblować, czasowo usunąć z życia, żeby sobie jechać na wycieczkę albo na całonocną imprezę.
      > Co mam zrobić??
      wytrzaskaj go po spracowanym i nieszczęśliwym ryjku na otrzeźwienie
      Prawdę mówiąc gdyby mój mąż tak się zachowywał i wygłosił taki tekst do swojego (!!!) dziecka, zabrałabym manatki, córę i prędko by mnie nie zobaczył. A jeśli nie moglabym zniknąć z horyzontu, poświęciłabym wolny czas na wszystko, tylko nie na dogadzanie jaśnie panu.
      W pale milicyjnej się nie mieści, jak można być takim pacanem. Wieczny chłopczyk, psiakrew.
      • twinmama76 Rady doskonałe ;-) 21.02.05, 09:05
        kawka74 napisała:
        > wytrzaskaj go po spracowanym i nieszczęśliwym ryjku na otrzeźwienie
        > Prawdę mówiąc gdyby mój mąż tak się zachowywał i wygłosił taki tekst do
        swojego
        > (!!!) dziecka, zabrałabym manatki, córę i prędko by mnie nie zobaczył. A jeśli
        > nie moglabym zniknąć z horyzontu, poświęciłabym wolny czas na wszystko, tylko
        > nie na dogadzanie jaśnie panu.

        Nic dodać nic ująć.
        Wydrukuj to sobie kocianna, naucz sie na pamięć i jak najprędzej wprowadzaj w
        zycie!
    • umasumak Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 22:09
      Kocianna, Twój facet cierpi na depresje poporodową. Tak, facetów też to
      dotyczy. Posłuchaj rad Neospasminy, bo jak widać, "lizneła" tego problemu.
      Strasznie mi Ciebie szkoda sad. Trzymaj się dziewczyno.

      Uma
    • janet3 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 23:43
      Przestań o niego zabiegać niech sam się odnajdzie w nowej roli, nie biegaj za nim z ciastem i obiadkami olej go to szybciej zadziała niz ta cała bieganina.A tak swoją drogą gdyby mój mąż tak powiedział do dziecka to sama bym go udusiła.Nie denerwuj się maleństwo podrośnie to on sam złapie inny kontakt z dzieckiem i napewno jeszcze oszaleje na jego punkcie.
    • malgra Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 23:54
      wystaw u walizki za drzwi,dla jego dobra,żeby było mu lepiej.Co za wstręciuch.
      • sakada Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 20.02.05, 23:57
        To jest niepojęte... Skrajny egoizm i zero odpowiedzialności. Wybacz, ale to
        dzieciuch nie facet.
    • wegatka Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 00:03
      kocianna napisała:


      > Rozpłakałam się, a on poprosił: "zrób coś, żeby było lepiej".
      > Co mam zrobić??


      Mnie przeraża prośba Twojego męża. Jeżeli w domu jest wszystko na cacy, a Ty
      stajesz na rzęsach, żeby był zadowolony to jedyne co mogłabyś zrobić aby poczuł
      się szczęśliwy, to chyba tylko pozbyć się dziecka. I jeszcze ten okropny tekst
      "ja cię kiedyś uduszę"...
      Aniu, Twój mąż powinien chyba jak najszybciej udać się po pomoc do specjalisty,
      bo to zaczyna wyglądać groźnie.
    • fiszerowa Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 00:08
      Och Kocianno,

      jak smutno mi się zrobiło... Strasznie mi przykro...

      Co do Twojego pytania - nie rób nic więcej. Bo nic więcej się nie da. To "coś"
      o które chodzi Twojemu mężowi to prawdopodbnie cofnięcie czasu, sprawienie by
      dziecka nie było. A tego nie da się zrobić.
      Jesteście rodzicami i tak już zostanie.

      Tak naprawdę, nie wiem co można zrobić w takiej sytuacji.
      U nas początki też były trudne, może nie aż tak, mąż nigdy nie powiedział że
      żałuje... Ale ja sama czułam że jest mu bardzo ciężko.
      Prawdziwy kontakt złapali jak syn zaczął być trochę cywilizowany - gdy zaczął
      chodzić i "mówić". Z niemowlakiem nie radził sobie zupełnie - nie karmił, nie
      usypiał, nie chodził na spacery itd.
      Teraz syn ma 2,7 i jest ukochanym syneczkiem tatusia. Świata poza sobą nie
      widzą. Długo trwało, ale się udało.

      Kobiety kochają dziecko bezinteresownie od chwili narodzin, a czasem i
      wcześniej. Mężczyźni potrzebują czasu. Zakochują się powoli gdy czują, że ich
      miłość jest odwzajemniona: za uśmiech, za pierwsze kroki, za pierwsze "tata",
      papa i całusa.
      Trudne początki o niczym jeszcze nie świadczą.

      Będzie dobrze! Trzymaj się Kochana!
      I ucałuj Lidkę i piętę

      Fiszerowa
    • kasiam25 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 00:33
      Ja też mam podobny problem z moim mężem.Tyle tylko,że właśnie doszłam do
      tego,że chyba pora go zaciągnąc do lekarza (psychiatry)bo to już chyba depresja!
      On wpada co parę dni-cyklicznie w takie doły,że nie da się żyć.Mamy 1.5roczną
      córcie-piękna,kochaną,której oboje chcieliśmy natomiast jak się urodziła a on
      wpadał w "doła" to usłyszałam parę takich tekstów że mnie zamroczyło!Np.gdy
      kąpał małą wysyczał do niej przez zaciśnięte zęby "czasem mam ochotę cię
      utopić"!Mając swoje złe dni potrafi spać i 48h z przerwami na spustoszenie
      lodówki i nic go nie obchodzi.My mu zazwyczaj wtedy przeszkadzamy bo np.jak
      twierdzi ja specjalnie podjudzam dzieciaka żeby wył,piszczał,głośno się bawił-
      żeby on nie miał spokoju i leci wtedy tekst np "ja wam w nocy pokażę" no i raz
      pokazał...walił sobie w ścianę,śpiewał,darł się bez sensu.
      Nie jest takie łatwe odejść....W pewnym momencie pojawiła się druga jego
      osobowość-autentycznie ja sama nie potrafię tego zrozumieć ale gdy wreszcie złe
      dni mijają (3-4) to następuje "normalność"-jest taki jak zwykle-kocha
      dziecko,mnie,dba o dom,sprząta,gotuje....i tak w kółko.Ja też nie mam już siły
      tym bardziej że za miesiąc przyjdzie na świat nasze drugie dziecko.W normalne
      dni cieszymy się z tego faktu oboje,w złe dni śpi,drze się i rzuca z łapami a
      raz nawet usłyszałam tekst że "trzeba było usunąć ".

      Wiesz co ja wtedy robię.Pakuję dzieciaka i wyjeżdzam do rodziców.Powiedziałam
      mu,że jak nie zrobi czegoś ze soba to straci nas.
      Zobaczymy co będzie.Nie boję się go bo ja też potrafie machać łapami i krzyczeć
      tylko po co?Dla mnie to jest oznaka jego słabości i niemocy wobec siebie.Boję
      się o dzieci-żeby nie załapały tego typu zachowań.Nie będę bała sie
      odejść.Najważniejsze są dzieci.
      Trzymaj się,tak jak ja się trzymam (choć ostatkiem już sił).

      • fra_mauro Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 02:39
        Kasiu, badz czujna-to moga byc poczatki choroby psychicznej , moze depresji.
        Nie jest normalne aby zdrowy, odpowiedzialny czlowiek przesypial 2 doby. Sam
        ten fakt swiadczy ,ze cos jest bardzo nie w porzadku..
      • mascarbone Do kasiam25 21.02.05, 08:50
        Dziewczyno uciekaj od tego faceta, po tym krótkim opisie od razu widać, że Twój
        maż cierpi na schizofrenię czy jakieś rozdwojenie jaźni. Może on nawet wie, że
        jest chory i przed Tobą ten fakt ukrywa? Ja bym bała się zyć pod jednym dachem
        z takim człowiekiem, bałabym się o dzieci: ten tekst o topieniu, chory cżłowiek
        nie wie co robi. Masz rodziców, masz wsparcie, odeszłabym od męża.
        • umasumak do mascarbone 21.02.05, 09:01
          I Tobie wydaje się słuszne, zostawić w chorobie człowieka, któremu się
          przysięgało "na dobre i na złe"? A czy wiesz, że schozofrenik (chociaż przecież
          jeszcze nie stwierdzono tej choroby u męża Kasiam) może z powodzeniem wieść
          normalne życie, jeśli jest tylko pod fachową opieką psychiatry? Mój szwagier
          jest schizofrenikiem (diagnoza była 5 lat po ślubie z siostrą) i normalnie
          funkcjonuje, skończył studia, pracuje, pomaga w domu, odrabia lekcje z dziećmi
          i nawrotów nie ma od 12 lat. Gdzie by teraz był, gdyby w krytycznym momencie
          moja siostra się od niego odwróciła? A jak ona by to wytłumaczyła dzieciom?
          • mascarbone Re: do mascarbone 21.02.05, 09:07
            Byc może w opisywanym przez Ciebie przypadku osoba ta funkcjonuje dobrze. Nie
            znam osobiście nikogo chorego, więc boję sie nieznanego. U nas we Wrocławiu
            niedawno było głośno w mediach o przypadku, gdy również leczony, będący pod
            opieką lekarską młody mężczyzna, mieszkający ze starą matką, pewnego dnia wpadł
            w szał i uciął jej głowę!!! Nie dziw się, że słysząc tekst "utopię Cię" mówiony
            do dziecka, uciekłabym i już.
    • kalina_p Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 08:22
      Zgadzam się z wieczną-gosią i kawka, nic już nie mam do dodania...
      niech dorośnie, wytrzaskaj go a jak nie to powiedz ładnie "papa" i zajmij się
      dzieckiem i poszukaj fajnego facetawink))))
      Boże, ja bym mojego męża chyba udusiła (a potem byłby tu wątek o przemocy w
      rodzinie ale wobec mężczyzn, hehehe). Co za człowiek!
      Trzymaj się i powodzenia...
    • kalina_p Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 08:25
      Racją tez jest to, że TRZEBA BYŁO go nie namawiać...dziecko powinno być chyba
      chciane bardzo przez obie strony...albo trezba było z kim innym dziecko
      chcieć...kurcze, toż to nie zabawka. Facet może ustąpił dla świętego spokoju i
      teraz rozpacza, bo zrobił błąd. Trzeba było jeszcze przemyśleć, czy aby na
      pewno...
      ale gadanie pt."trzeba było" jest bez sensu, bo nic nie zmieniwink
    • kalina_p a najbardziej szkoda dziecka... 21.02.05, 08:28
      jak zawsze w takich sytuacjach...pamietam, jak mój mąż malutka nosił, kąpał,
      przewijał, bawił się z nią, jak miala tydzień, dwa, trzy...brał na ręce jak
      największy na świecie skarb...teraz ma 9 m-cy i tatusia ubóstwia, ja się mogę
      schować, hehe. Straszne to jest dla dziecka...jeśli mąż się jakoś zmieni i małą
      pokocha i zaakceptuje to ok ale jeśli nie?
      • umasumak Re: a najbardziej szkoda dziecka... 21.02.05, 08:42
        kalina_p napisała:

        > jak zawsze w takich sytuacjach...pamietam, jak mój mąż malutka nosił, kąpał,
        > przewijał, bawił się z nią, jak miala tydzień, dwa, trzy...brał na ręce jak
        > największy na świecie skarb...teraz ma 9 m-cy i tatusia ubóstwia, ja się mogę
        > schować, hehe. Straszne to jest dla dziecka...jeśli mąż się jakoś zmieni i
        małą
        >
        > pokocha i zaakceptuje to ok ale jeśli nie?

        Kalino, moja Anielka też ma to szczęście, że jest ubóstwiana przez ojca od
        pierwszych chwil, od poczęcia niemal. Ale nie każdy facet ma tak samo. Jeżeli
        uznajemy, że u kobiety to uczucie czasem przychodzi powoli, stopniowo i nieraz
        kilka miesięcy trwa zanim powstanie jej więź z dzieckiem, to dajmy do tego
        prawo także mężczyźnie.
        • kalina_p Re: a najbardziej szkoda dziecka... 21.02.05, 09:28
          oczywiscie...chyba, że nie pokocha i sam w końcu odejdzie, bo będzie miał
          dosyć. Dlatego szkoda dziecka...moze pokocha a moze nie pokocha. Zobaczymy.
    • umasumak a propos wystawiania walizek 21.02.05, 08:47
      Takie rady niezmiernie łatwo przychodzą, tyle że to nie nasze życie i nie my
      będziemy się borykać z konsekwencjami wcielenia ich w życie. Jest więcej niż
      pewne, że facet upora się ze swoim problemem i pokocha to dziecko. A jeżeli
      Kocianna teraz go usunie ze swego życia, nie będzie miał na to szans, a
      maleństwo straci ojca. Pzdr
      • kalina_p Re: a propos wystawiania walizek 21.02.05, 09:32
        wiesz, umo, oczywiscie, ze rady latwo przychodza ale forum tez jest od tego,
        zeby wlasnie rozne takie rady dawac. Oczywiście, że może pokocha ale może też
        mu zimny prysznic potrzebny? Może czuje się pępkiem świata, który ma zły humor,
        jak mu coś nie pasuje i powinien się przestraszyć ciut, że straci rodzinę, żeby
        tę rodzinę docenić? A może wcale nie? Może z czasem sam z siebie pokocha, może
        to depresja poporodowa, może się boi odpowiedzialności, może utrata wolności go
        przeraża? Może...a forum jest po to, żeby o tym pisać...
        • wieczna-gosia Re: a propos wystawiania walizek 21.02.05, 11:07
          ja chcialam tylko zaznaczyc ze nie pisalam o wystawianiu walizek w sensie rozwod
          tylko o zaprzestaniu obslugi, pranko, sprzatanko i jesli wystawienie walizek to
          w sensie "dajesz mi w kosc a ja mam tu niemowlaka w domu i nie mam czasu miec
          dwoch". Ja uwazam ze akurat na facetow stawianie sprawy na ostrzu noza czasami
          dziala dobrze bo to sa konkreciacy i konkretne danie im do zrozumienia ze ich
          zachowanie calkowicie nam nie odpowiada dobrze im robi.
          • kalina_p Re: a propos wystawiania walizek 21.02.05, 12:03
            tak, taki zimny prysznic. Kobiety mogą godzinami gadać i gadać a mężczyźnie
            lepiej coś POKAZAĆ czasem, lepiej trafiawink
    • mascarbone Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 08:56
      Myślę że Twój mąż cierpi na depresję poporodową, zadzwoń na jakąś błękitną
      linię, czy do jakiegoś centrum pomocy dla kobiet i poszukaj fachowej porady.
      Tu m.in. jest artykuł o
      tym:serwisy.gazeta.pl/zdrowie/1,51208,1400005.html?as=2&ias=3
      Prawdopodobnie co trzeci młody ojciec przeżywa jakąś formę poporodowej depresji
      w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka. Pogorszenie nastroju u
      mężczyzny jest bardziej prawdopodobne, gdy jego partnerka cierpi na depresję.
      Objawy mogą mieć różne nasilenie - od bezsenności aż do prób samobójczych.

      Ojcowie przeżywający takie załamanie są postawieni w trudnej sytuacji. Zgodnie
      z tradycyjnym modelem mają być podporą, na której kobieta może się oprzeć.
      Starają się więc nie rozmawiać o swych uczuciach i nie okazywać słabości.
      Ponieważ partnerka sama przechodzi trudny okres, nie jest w stanie pomóc
      mężczyźnie.Może czasem dobrze by było, gdyby mężczyzna odważył się przyznać do
      swych problemów, a nawet poszukał profesjonalnej pomocy. Podobnie jak kobiety,
      mężczyźni powinni sobie uświadomić, że ich odczucia nie są niczym złym i że
      trzeba jak najszybciej starać się sobie pomóc.
      • neospasmina Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 09:57
        Mnie sie jednak wydaje, że rady eMam w stylu "wystaw walizki", "natrzaskaj"
        itp. świadcza o tym, że w realu nie przerabiały (na szczęście) takiej sytuacji;
        ja przeczekałam i nie żałuję;
        nie twierdzę, że nie warto poszukać pomocy specjalistycznej; ale może też
        trzeba dać czas na powrót homeostazy rodzinnej (jesli takowa była wcześniej);
        zwróć sie tez o pomoc do dalszej rodziny - rodziców, teściów; jesli taka opcja
        wchodzi w grę;
        Kocianno - myśl teraz o sobie i dziecku;
        pozdrawiam!
        • dzindzinka Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 10:21
          Ja przerabiałam podobną sytuację. Po urodzeniu się drugiego dziecka dowiedziałam
          się, że nigdy dzieci chcieć nie chciał (akurat!), raz zachował się poniżej
          krytyki wobec córki i właśnie natrzaskałam po pysku, zagroziłam rozwodem i mu
          przeszło. Prawie idealny ojciec i mąż.
        • kawka74 Neospasmino (długie) 21.02.05, 10:26
          Ty jesteś spokojny dobry człowiek (w końcu Mama Mądra i Sympatyczna) smile ja jestem w gorącej wodzie kąpana, to raz, a dwa, że jestem twarda jak Clint Eastwood i - niestety - tego samego wymagam od partnera. I wytrzaskałabym - też niestety. Ta moja przeklęta twardość nie pozwoliłaby mi na to, żeby ojciec mojej córki tak się zachowywał. Dziecko to wyczuwa, przecież nie jest rzeczą, kukłą, ale pięciotygodniowym człowieczkiem. Nie chciałabym, żeby dzieciak na dzień dobry dostawał taką porcję niechęci, jeśli nie nienawiści. Dlatego wyniosłabym się - przynajmniej czasowo - z dala od męża i jego frustracji.
          Mam wrażenie, że to, czego doświadcza mąż Kocianny, to nie depresja poporodowa, ale atak zdziwienia spowodowany tym, co pisała Wieczna-Gosia: tym, że nie da się mieć dziecka trochę, czasowo, chwilami. Miał kupę czasu, żeby się przyzwyczaić do myśli, że będzie ojcem i że w jego życiu zmieni się bardzo dużo. Dla mnie to wygląda jak zdziwienie dziecka, któremu urodziło się młodsze rodzeństwo: że nie da się siostrzyczki czy braciszka sprzedać albo oddać. Starszemu rodzeństwu nie przyczepia się etykietki "depresja poporodowa", tylko "nie bądź egoista, teraz już nie jesteś sam, jedyny". Starsze dziecko jest dopieszczane, tak jak mąż Kocianny, ale rodzice uświadamiają go, że młodszy brat czy siostra w tej chwili potrzebuje nieco więcej opieki. Cżesto oczekuje się od niego pomocy (żeby go "wdrożyć") i nikt się nad nim nie użala, że jest takie biedne, bo nie jest jedyne i najważniejsze.
          Tak to widzę, ale oczywiście mogę się mylić. Kocianna zrobi jak będzie chciała, mam nadzieję, że wybierze rozsądnie. W końcu każdy facet to inny model, każda rodzina to osobna historia. Wiem, co zrobiłabym, gdybym była w takiej sytuacji, jak ona, i to właśnie napisałam.
          • kalina_p Re: Neospasmino (długie) 21.02.05, 10:46
            Kawka, znow Cie popieram w 100%
          • twinmama76 czy to facet czy starszy braciszek? 21.02.05, 12:35
            kawka74 napisała:
            > Starszemu rodzeństwu nie przyczepia się etykietki "depresja poporodowa",
            tylko "nie bądź egoista,
            > teraz już nie jesteś sam, jedyny". Starsze dziecko jest dopieszczane, tak jak
            m
            > ąż Kocianny, ale rodzice uświadamiają go, że młodszy brat czy siostra w tej
            chw
            > ili potrzebuje nieco więcej opieki. Cżesto oczekuje się od niego pomocy (żeby
            g
            > o "wdrożyć") i nikt się nad nim nie użala, że jest takie biedne, bo nie jest
            je
            > dyne i najważniejsze.

            Ja tez nie przeżyłam takiej sytuacji, ale wiem, jaka jestem, a jestem wredna,
            niestety. Natrzaskałabym jak nic.
            Nie moge czytać o tych biednych facetach z depresją poporodową. Kiedyś
            przeczytałam post świeżego, zagubionego tatuśka mojemu męzowi i on zapytał "a
            co mu się urodziło, siostrzyczka czy braciszek?" Nic dodać, nic ująć. I to jest
            zdanie faceta, a nie matki fanatyczki.
            Kobieta nawet z depresją MUSI zajmować się dzieckiem, nie daj Boże, gdy przyzna
            się do chęci wyrzucenia go przez okno, od razu jest odsądzana od czci i wiary.

            Ja daję prawo także mężowi kocianny do niechęci do dziecka. OK, każdemu się
            zdarza.
            Ale tekst "zrób coś, żeby było dobrze" jest poniżej krytyki.
            Dla mnei on kończy jakąkolwiek dyskusję, niweluje do zera dobre chęci.
            Pozostaje gościa wysmiać i robić swoje.
            A swoje skarpetki niech sobie pierze sam.
        • wieczna-gosia no wlasnie neospasminko ja tez natrzskalam ;) 21.02.05, 11:21
          moj maz generalnie pierwszego dziecka chcial bardziej ode mnie i ogolnie umial
          sie w sytuacji znalesc, ale w pewnym momencie zmienilo mu sie kumpolstwo na
          takie w zasadzie kawalerskie i przestal pojmowac ze jesli oni moga wyjechac z
          dnia na dzien na 2 tygodnie to on jednak nie (co nie znaczy ze w ogole wyjechac
          nie moze). Doszlo do trzskania. Daleka jestem od tego, ze to pomoglo, ale
          zdecydowanie byl to przelom, ja przestalam byc zasmarkania zoncia ktora chodzi,
          nadskakuje, prosi o spacerek a on gosc albo sie zgodzi, alboi jednak nie
          wypelnilam standardu bo zupa byla za slona i nici ze spaceru.
          Kocianna mysle ze jest jedyna osoba ktora realnie moze oceniac czy to depresja
          czy muchy w nosie. Ja stawiam na muchy tylko ze wzgledu na to ze kocianna
          napisala ze faceta na dziecko trzeba bylo namawiac. I moim zdaniem to nie zadna
          depresja no moze baby blues, natomiast w gruncie rzeczy facet przerzuca na nia
          odpowiedzialnosc za ich wspolna decyzje.

          teraz o namawianiu. Ula ma 3 lata prawie i tylez lat moj maz musial mnie
          namawiac na 5 dziecko wink Bo ja to NIE chcialam. Dziwnie to brzmi w ustach
          kobiety ze stadem dzieci, ale ja w ogole mniej entuzjastyczna jestem do fasolek
          i nowych rodkow niz moj maz. Przez 2 lata sie stawialam. A potem jakos mnie
          przekonal, ze ok, ze zarobi, ze bede sobie w domku siedziec z rozowiutkim
          dzidziem....

          I co? No i nico. Nie siedze w domu, nagle pracuje, co jest dla mnie niezlym
          szokiem (vide post o malowaniu.. dzisiaj tez sie nie umalowalam dopiero w kiblu
          w pracy wink nie mam jeszcze odpowiedniego porogramowania. Moglabym wiec zaczac
          sie ciskac ze po co on mnie namawial. I nawet czasami zaczynam. I wtedy on mnie
          usadza, ze to byla nasza wspolna decyzja. Zycie potoczylo sie tak a nie inaczej.
          Usadzona przestaje pyskowac, wypilam winko na smuteczki i ide sie zmagac z
          rzeczywistoscia smile Kobieta tez musi miec jaja wink Moj maz mi pomaga jak moze
          pierwszy raz np od poczatkow malzenstwa gotuje wink i jak ja nie docieniam i
          zaczynam medzic ze ugotowane ale nie pozmywane to nie idzie zmywac tylko robi mi
          awanture zebym sie przestala uzalac. A potem idzie zmywac wink Dziala. Mnie akurat
          trzeaskac nie trzeba, bo ja sie w gruncie rzeczy ciesze ze mam Przemeczka wink
    • olang Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 10:13
      Niech idzie w cholerę egoista zasrany. Sorry za dosadność, ale to już naprawdę
      przegięcie.Wiem, nie wszystko jest takie proste, nie wiem jakie więzy
      zależności - choćby ekonomiczne - Was łączą. Jesteś na jego utrzymaniu? To
      gorzej. Ale jesli nie - zastanów się czy warto to ciągnąć? Zresztą nie wiadomo
      najważniejszego: czy go kochasz. Bo że zachowuje się fatalnie - napisałaś. Ale
      czy zawsze? Może tylko ma słaby okres i czuje się odepchnięty? Jeśli jedna jego
      zachowanie się nie zmieni, to chyba nic tu po nim.
    • szyszunia75 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 10:37
      Kocianno. Postaram się wypunktować, co chciałabym ci powiedzieć, bo twój post
      wzbudził we mnie taką masę emocji i obudził tyle bolesnych wspomnień z
      pierwszych tygodni po porodzie, że muszę trzymać się w ryzach:
      1. Nie słuchaj, nie czytaj wypowiedzi ”lipcopodobnych”. Nie zmusiłaś męża,
      skoro się zgodził, nie jest to twoją winą, w ogóle nie rozpatruj tych spraw.
      Mogłaś go namawiać, mogłaś przekonywać. Tworzycie parę a para zawsze MUSI
      zakładać, że może pojawić się dziecko (wbrew temu, co pisze Lipiec na forum
      Ciąża i poród).
      2. Twój mąż jest egoistą. Zastanawiam się, czy tak był wychowywany, jaki ma
      kontakt z rodziną, jak w tym wszystkim odnajdują się jego rodzice (jeśli żyją i
      ma z nimi kontakt). Mój mąż był buntowany przez swoją matkę, nastawiany
      przeciwko mnie, uczony, że ja powinnam robić to czy tamto... Dziś, prawie rok
      po urodzeniu się córki przyznaje sam, że zmarnowała nam najpiękniejsze chwile.
      3. Najprostszym odruchem w takiej sytuacji jest odrzucenie takiego faceta (to
      odruch całkowicie naturalny) i związanie się bardzo silne z dzieckiem (na
      zasadzie ”będę dla małej tatą i mamą, poradzimy sobie”. To odruch najprostszy,
      ale niestety chyba nie najlepszy. Bo ten moment kryzysowy nie będzie trwał
      wiecznie,a twój facet już zawsze będzie ojcem Lidki. Od Twojego postępowania w
      tej chwili zależy bardzo wiele - jakie będą mieli kontakty, jak się potoczy ich
      związek. Wiem, bardzo dobrze wiem, jakie to trudne. Wyć z rozpaczy w duchu,
      płakać, ale starać się być mądrzejszą, przewidującą, cierpliwą. Nie wiem,
      dlaczego natura rozdzieliła tak nierówno rozsądek, ale w wielu sytuacjach
      kobiety musza być mądrzejsze od facetów, mimo że są od nich bardziej zmęczone,
      bardziej wrażliwe itp. To niesprawiedliwe, ale tak jest.
      4. Wyrzucenie męża z domu nic nie da. Tzn. da, ale nie to co trzeba. Dasz mu
      tylko argument - wyrzuciła mnie, taka niedobra, ten dzieciak wszystko popsuł, a
      było nam tak dobrze. To niestety będzie długa akcja, a nie jednorazowe ”nie
      podoba się - do widzenia”. Twój mąż przechodzi kryzys psychiczny, ale jednak
      jest ojcem. I będzie nim zawsze, jak już pisałam.
      5. Zastanawiam się, czy nie byłoby dobrze, gdyby gdzies wyjechał na parę dni,
      żeby przemyśleć parę spaw. I żeby ochłonął, bo może być teraz niebezpieczny.
      6. Dobrze byłoby, gdybyś mogła kogoś poprosić o pomoc - kogoś z rodziny, albo
      przyjaciół, jaikiegoś faceta, który pogada z Twoim męzem i trochę pomoże mu
      poukładać sobie w głowie. Ale musi to być osoba, której oboje ufacie - ty, że
      nie popsuje jeszcze bardziej sytuacji, a on na tyle, że da się namówić na
      rozmowę o tak osobistych sprawach.
      7. Czeka cię bardzo, bardzo trudny czas. To może potrwac parę miesięcy.
      Podejrzewam, że do czasu, gdy dziecko stanie się kontaktowe i zawojuje serce
      ojca. Wtedy może byc nawet odwór o 180 stopni - wielka miłość. Ale poczekasz na
      nią niestety.
      8. Ponieważ będziesz potrzebowała bardzo wiele sił i cierpliwości, musisz
      przystopować z zabieganiem o idealny dom i tym całym pieczeniem ciast. Dbaj o
      siebie - psychicznie i fizycznie. Zabieraj dziecko na spacery, ale też bywaj z
      nim wśrod ludzi, nie zamykaj się w domu, ładnie się ubieraj, czesz i maluj. Dom
      zostaw, zostaw gotowanie i pieczenie. Uległością wobec męża, podawaniem mu
      obiadków starasz się zatrzeć problem, pokazać, że wszystko jest jak dawniej, a
      on będzie i tak wynajdywał małe preteksty żeby pokazać, że tak nie jest. Bo
      rzeczywiście wasze życie zmieniło się, ale potrzebujecie oboje czasu na
      zaakceptowanie tego faktu. Nie udawaj na siłe, że jest super, jak nie jest, bo
      to bardzo dużo kosztuje, a ty musisz mieć siły - dla siebie i dziecka.
      9. Jeśli kiedykolwiek twój mąż posunąłby się do jakiejkowliek agresji,
      interweniuj - dzwoń do niebieskiej linii, uciekaj z domu do rodziców lub
      przyjaciół, przestań się starać, wzywaj policję. Nie pozwalaj na to.
      10. Pisz na forum, pisz na priva, szukaj pomocy.
      Pozdrawiam cię bardzo, bardzo, bardzo ciepło i szczególnie serdecznie.

      PS. Moja córka ma prawie rok i jesteśmy szczęśliwą rodziną. To długo trwało,
      ale chyba się udało.
    • misiek.kasia Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 10:52
      Wiecie co jak czytam takie posty to mi się na pawia zbiera!!!!Jak ojciec do
      własnego dziecka może powiedzieć że go udusi!Ludzie przecież to jakiś palant
      nie człowiek!!!Widać że zawsze był egoistą,świat krecił sie wokół niego ty nie
      miałaś nic do powiedzenia!Naprawde szkoda słów,a ty zamiast użalać się nad sobą
      i nad nim daj mu ścierą przez łeb niech się opamięta,
      kocianna napisała:
      Potem stwierdził, że ona przyniosła wszystkie zło,
      > jakie mogło być, przez nią ma problemy w pracy, w domu nie może odpocząć, bo
      > świat kręci się wokół niej
      Pytam :co to za człowiek,co to za ojciec który tak mówi?????Nie mieści mi się
      to w głowie,poprostu żal mi jest jego,żal mi jest Ciebie a najbardziej tego
      małego dzieciaczka.I na zakończenie chciałam dodać że chyba nie warto rodzić
      dzieci komuś kto dzieci nie chce!!!!!!Magda
      • szyszunia75 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 10:57

        I na zakończenie chciałam dodać że chyba nie warto rodzić
        > dzieci komuś kto dzieci nie chce!!!!!!Magda

        A to dzieci się rodzi komuś? Jakoś nigdy tak nie myślałam. Nie urodziłam córki
        ani mężowi ani sobie. Po prostu dostałam od Boga tę szansę, że mogłam dać życie
        wspaniałej dziewczynce. Jest osobnym bytem, wspaniałym małym człowiekiem,
        jestem szczęśliwa, że ma połowę moich genów. Ale to nie na temat, tylko jakoś
        tak nie mogłam tego zostawić bez komentarza.
        • kalina_p Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 11:01
          chyba nie chodzilo doslownie o "rodzic komus" tylko "miec dziecko z kims"...a
          to z kolei chyba normalne, ze ojca dziecka sie wybiera, z pierwszym lepszym
          pijakiem spod budki z piwem chyba sie nie chce miec dziecka? Chybanormalne, ze
          chce na ojca dziecka faceta, ktory bedzie je kochal, dbal o nie itd...
        • misiek.kasia do szyszuni i wiecznej-gosi 21.02.05, 11:59
          Jasne że dzieci rodzi się dla siebie,może żle to sformuowałam,ale widać że ten
          facet nie chiał mieć dzieci i kocianna napisała:"Dziecko od początku do końca
          było moim pomysłem, zgodził się po długich naleganiach".I rozumiem,że dziecko
          jest darem od Boga,że piekne jest dać komuś życie,ale żeby dać to życie
          potrzeba dwojga ludzi którzy tego chcą.
          Widzisz Gosiu,jasne że czasami powie sie coś do dziecka czego się póżniej
          żałuje.Mi też się zdarzało,kiedy mloda ciągle wrzeszczała,kiedy broiła.Jednak
          wydaje mi się ,że tutaj jest inny problem,ten facet poprostu nie chciał tego
          dziecka i całą złość przelewa właśnie na tą istotę.
          Kocianna napisała:
          Dziś chodził po domu podminowany i zły, stanął nad łóżeczkiem i powiedział z
          nienawiścią w głosie: "ja cię kiedyś uduszę" (dziecko grzecznie leżało i
          mruczało coś do siebie).Myslisz,że miał powód aby tak powiedzieć do własnego
          dziecka?Magda
      • wieczna-gosia Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 11:23
        a slowa ojca mi sie akurat mieszcza w glowie. Ktora z nas czegos glupiego nie
        powiedziala, albo nie pomyslala o wlasnym dziecku..... gdyby to powodowalo
        zabieranie dzieci to bylabym bezdzietna wink
        • kawka74 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 14:34
          Kiedy moja matka mówiła do mnie "ja cię chyba uduszę", mówiła to do mnie w chwili, kiedy na przykład spaliłam kołderkę lalki podczas eksperymentalnego widowiska "światło - dźwięk" (przy czym dźwiękiem był mój ryk przerażenia). I ja ją rozumiem, bo sama siebie bym pewnie udusiła. Doskonale wiem, że krzywdy by mi nie dała zrobić, bo to tak z miłości było wink
          Ale tutaj mamy chyba do czynienia z nieco inną sytuacją. To nie był odzew na jednorazowy wyskok, ale upuszczenie skomasowanej, narastającej niechęci. Dlatego tak mi się nie podobają te słowa i będę się ich czepiać jak g... okrętu.
          pozdrawiam smile
    • olang Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 11:51
      Pojawia się wiele głosów umiarkowanych - wiem,że wystawienie walizek, ścierą po
      gębie itp. to reakcje emocjonalne. Ale do licha, nawet mimo to,że ktoś ma
      słabszy okres (mówię to hipotetycznie o mężu kocianny, bo nie wiem, jaki ma tak
      naprawdę problem emocjonalny)nie powinien przekraczać pewnych granic
      przyzwoitości. A jeżeli to robi, to znaczy,że może być tylko gorzej, a wcale
      nie lepiej. I to bez względu na to czy dziecko będzie większe i czy
      kocianna "coś z tym zrobi,żeby było lepiej"A to dlatego,że może facet ma po
      prostu fatalny charakter, co wyszło na jaw w obliczu poważniejszej niż wspólny
      obiad sytuacji życiowej. Może to pesymistyczne, znacznie bardziej budujące
      byłoby doszukiwanie się głeboko ukrytego dobra w każdym. Ale czasem po prostu
      go nie ma! Czasem wystarczy jedno zdanie, które ktoś powie, żeby "łuski opadły
      z oczu" Ta granica przebiega bardzo indywidualnie: kocianna pewnie sama w
      głębi duszy wie, czy mąż już ją przekroczył czy nie. Jedna koleżanka
      opowiedziała mi ,jak to jej chłopak odmówił umycia podłogi (kiedy leżała w
      połogu, dwa tygodnie po urodzeniu dziecka i bardzo kiepsko się czuła)motywując
      to tym,że "on nie jest od tego" i zaproponował,żeby ktoś z jej rodziny
      przyszedł i umył. Mnie by wystarczyło.Koleżanka była z nim jeszcze prawie
      rok.Tak więc dla każdego ten moment przegięcia jest czym innym. Jednak kiedy
      nastąpi, chyba nie ma już odwrotu.Bo to jest informacja - bolesna wprawdzie - o
      tym,że druga osoba nie jest jednak tą osobą. Z całą pewnością.
      • szyszunia75 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 12:26
        Przyjście na świat dziecka to rewolucja w związku i oczywiście bywa tak,
        że ”łuski opadają z oczu”. Czasem już wcześniej przeczuwa się, że nie wszystko
        w parntnerze będzie łatwe do zniesienia, ale dopiero w sytuacji kryzysowej
        okazuje się to wszystko w pełni, w tak bolesnej i przykrej formie. I to jest
        fakt. Ale drugi fakt to to, że sytuacji się nie odwróci. Kiedy w moim związku
        po urodzeniu Mai zaczęło się źle dziać myślałam na okrągło - ale ja tego
        człowieka wybrałam na męża, ślubowałam mu, wiedziałam jaki jest (nie byłam
        zaślepiona jakąś szaloną miłością). Muszę spróbować wytrwać, przeczekać
        (aktywnie) zły czas. Nie mogę ot tak, powiedzieć - nie sprawdzasz się, to się
        rozstańmy. Wiem, jak głupie rzeczy czasem robi się w chwili słabości zagubienia
        i starałam się tak wtedy myśleć - on robi, mówi głupstwa, z czasem MOŻE
        zrozumie pewne rzeczy. Trzeba dać szansę, mimo że się samemu cierpi. Myślałam
        też o dziecku, o tym, że ono potrzebuje obojga rodziców, że zrobię wszystko, by
        miała pełną rodzinę, jeśli się nie uda to trudno, ale musze się postarać. Muszę
        wychować jej ojca na ojca. Możecie powiedzieć, że to głupie, że niepoważne, że
        dorosłego faceta nie ma co wychowywać, ale jednak czułam, że nie mam innego
        wyjścia. Że albo się rozstaniemy i dziecko będzie miało spieprzone dzieciństwo,
        albo się będę bardzo starać i albo się uda, albo nie.
        Nie wiem, czy to post umiarkowany. Ale bardzo realny. Im dłużej żyję, tym
        częściej przekonuję się o tym, że życie, zwłaszcza we dwoje to nie bajka. Że
        mnóstwo tu odcieni szarości, że nie ma czarno-białych sytuacji, że to nie jest
        tak, że ma się albo dobrego partnera albo złego, że samemu się jest albo dobrym
        partnerem albo złym. Czasem zastanawiam się nad postami dziewczyn, które swoje
        życie opisują w superlatywach. Ile w tym prawdy. Ale to materiał na inny wątek.
        Kocianno, trzymaj się dzielnie.
        • olang Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 12:38
          -"się rozstaniemy i dziecko będzie miało spieprzone dzieciństwo"
          nie przesadzajmy! Znacznie bardziej będzie ono spieprzone, jesli atmosfera w
          domu będzie nie do wytrzymania. Jeśli między rodzicami będzie chłód i ciągłe
          kłótnie , a matka będzie nieszczęśliwa popłakiwać po kątach.Większe dziecko na
          pewno to zauważy! I co gorsza może jeszcze myśleć,że to jego/jej wina.Pełna
          rodzina ok - ale nie za wszelką cenę przecież.
          • szyszunia75 Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 12:43
            Nie, nie, nie za wszelką cenę. Źle to ujęłam, masz rację. Chodziło mi o
            podjęcie próby ratowania związku, o to, żeby wyciszyć niektóre emocje i żal, i
            postarać się popracować nad czymś, co MOŻE da się skleić. I jak napisałam - jak
            się uda to dobrze, jak nie - jednak się próbowało.
            • neospasmina będę się upierać 21.02.05, 12:56
              żeby jeszcze dać mu czas;
              Pierwsze zdanie, jakie napisała Kocianna brzmi "Mój mąż jest ojcem od pięciu
              tygodni" - to jednak niewiele,
              wiem, wiem, miał 9 miesięcy, żeby dojrzeć itp.; miał czas, ale go nie
              wykorzystał, miał jeszcze te 5 tygodni i też nic - okropne;
              ale czy na pewno ostateczne?
              nie wiadomo;
              u nas sie jakoś udało, choc było bardzo źle;
              ale od mojej przyjaciółki mąz odszedł w siną dal po 7 tyg.od urodzenia
              dzieciaka, bo uznał, że "nie wytrzymuje napięcia i obciążenia" itp. dziewczyna
              przeżywała to coś ze dwa lata, za kolejne dwa wyszła za mąż za kogo innego i
              jest fajnie;

              jednak to teraz b. trudno zwazyć, czy Kociannie byłoby lepiej z mężem czy bez;
              poza tym - jak zwykle przy tych dyskusjach forumowych - bardzo trudno kogoś
              ocenić na podstawie relacji osoby rozżalonej, samotnej, przerażonej, zapewne
              jeszcze z huśtawką hormonalną,
              Kocianno, zapraszam na priv, może coś będe mogła doradzić...
              PS a poza tym dementuję stanowczo, że jestem spokojny człowiek smile
              • kawka74 Re: będę się upierać 21.02.05, 14:53
                jak neospasmina może być niespokojna ?? to wewnętrzna sprzeczność wink
                masz rację, że lepiej nie stosować rozwiązań ostatecznych, ale czasowa separacja (nieformalna oczywiście) moim zdaniem nie jest najgłupszym pomysłem świata. Można by powiedzieć, że mąż poczuje na nowo smak wolności i nie zechce powrotu żony. ALe jeśli stan taki, jaki jest, będzie trwał dłużej, mąż będzie się wściekał i zamiast jednej wątpliwej (jego) deprechy będą trzy solidne: jego, Kocianny i córci.
                Oczywiście każdy potrzebuje oswojenia się z sytuacją. Ale są takie momenty, że trzeba stanąć na wysokości zadania; więcej - jedna osoba ma prawo wymagać tego od drugiej. To jest dwoje dorosłych ludzi, którzy mają dziecko. Dziecko ich obojga potrzebuje, a tymczasem tatuś się na córę wścieka i ma doła, bo nie jest tak, jak dawniej bywało. Ano nie jest i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, a nie podsycać swoje żale i frustracje.
                Tak sobie myślę: sama też musiałam stanąć na wysokości zadania, kiedy moja mama zachorowała bardzo ciężko. Przygnębiło mnie to i przygnębia. Mam prawo mieć doła, deprechę, łykam od czasu do czasu Kalms, żeby usnąć i się nie telepać. Ale co by było, gdybym powiedziała mamie, żeby mi dała kilka tygodni (miesięcy) na oswojenie się z sytuacją, bo mam doła, a niech ona sobie sama na razie radzi, bo muszę sobie poukładać życie w zupełnie nowej sytuacji? I w ogóle jestem wkurzona, bo już nie jest tak, jak dawniej? Tego nie mogłam zrobić i nie zrobiłam, chociaż to było jak grom z jasnego nieba. Trzeba było wziąć się w garść i stawić czoła nowemu wyzwaniu, a nie użalać się nad sobą.
                Może to niezupełnie a propos, ale chodzi mi o to, że czasem nie ma miejsca ani czasu na rozgrzebywanie SWOICH żalów i tkwienie w SWOIM dołku emocjonalnym olewając to wszystko, co się dzieje wokół.
                pozdrawiam serdecznie
                • sowa_hu_hu Re: będę się upierać 21.02.05, 15:07
                  ja sobie zdaje sprawe że rada typu "spadaj i to w tej chwili" nie jest najlepsza
                  na świkecie... bo to bardzo trudne jest (zalezy od róznych okoliczności o
                  ktorych autorka postu mogła nie wspomnieć)
                  a jednak słowa jakie padły z ust ojca do własnego dziecka przerażaja mnie!
                  ja pewnie kazałabym sie takiemu wynosić... bo w stosunku do siebie moge wiele
                  zdzierzyć ale jesli mój facet powiedziałby tak o własnym dziecku , o moim
                  dziecku to bym chamowi nie podarowała! nie mogłabym przebywac nawet w tym samym
                  pomieszczeniu co on... jego narzekania doprowadziłyby ze byłabym nieszczesliwa...
                  co ta dziewczyna ma robić? dawac mu czas? przeciez to on zachowuje sie jak
                  idiota a ona ma jeszcze próbować? ja bym kazała sie wynosić! mkoże jakby pobył
                  bez niej i dziecka to by zrozumiał co sie zyciu liczy! bedac z nimi pod jednym
                  dachem on będzie wiecznie "nieszczęsliwy"...
    • sowa_hu_hu Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 21.02.05, 14:17
      zostawic w pigułe... jestem w stanie zrozumiec wiele! ale wtedy kiedy ludzie drą
      koty między sobą! ale jesli ktoś mówi do mojego dziecka że go udusi nie ma u
      mnie juz żadnych szans!!!
      to jakiś potwór a nie człowiek!!!
    • triss_merigold6 Ja za Wieczną Gosią i Neospasminą... 21.02.05, 14:39
      - 5 tygodni ojcostwa to niewiele. Dorosnąć musi bo nie można "trochę" być
      rodzicem a "trochę" nie w zależności od wygody i potrzeb. Ciąża być może
      kobietę przygotowuje do macierzyństwa, mężczyznę do ojcowstwa niekoniecznie i
      akurat mnie to nie dziwi. Tak więc czas... Są skądinąd przyzwoici i dobrzy
      ojcowie, którzy mają zero kontaktu z niemowlakiem a zakochują się w potomku
      bardziej społecznym tj. mówiącym, chodzącym.

      - żadnych wymówek typu "wymusiłaś ciążę, to Twoje dziecko" nie przyjmowałabym
      do wiadomości. Małżeństwem są, Kocianna wiatropylna nie jest. Za taki tekst
      pewnie bym trzasnęła czymś ciężkim.

      - durne uwagi w kierunku dziecka - olać jeśli się nie powtarzają i ojciec nie
      jest agresywny. W nerwach, niewyspaniu, rozgoryczeniu można mówić gorsze rzeczy
      i poza upustem złości nie mają znaczenia.

      - jesteś zmęczona - odpuść sobie dom i obsługę drugiego nieporadnego - od braku
      ciasta nikt nie umarł, od kurzu w chałupie też nie.
      Straci to może doceni jak miał fajnie.

      Drogie dziewczyny, radzenie kobiecie w połogu, żeby walnęła drzwiami i
      spakowała mężowi walizkę tylko dlatego, że on sobie kwęka z niedopieszczenia
      jest śmiałe... bardzo śmiałe. Po pierwsze - może byc lepiej, facet otrząśnie
      się, dojrzeje. PO drugie - odejść zawsze zdąży. Wyrokowanie o przerąbanym
      dzieciństwie i traumie na podstawie pierwszych 5 miesięcy to naduzycie IMO.
      • kocianna Re: Ja za Wieczną Gosią i Neospasminą... 21.02.05, 17:43
        Szyszunio, Neospamino, Wieczna Gosiu (i inni tez) - barzo dziekuje Wam za rady.
        Poczytalam sobie teraz o depresji i wyslalam paskuda do lekarza, bo ma
        wszystkie objawy, mam nadzieje, ze uda mu sie w miare szybko dostac jakies
        leki, a ja przezyje jakos czas, ktory musi minac nim zaczna dzialac. Tylko zeby
        jego dobre checi pojscia do lekarza nie rozbily sie o NFZ...jego lekarz POZ
        jest chora, a do psychiatry i neurologa kolejki sad(
        Moze sama siebie oszukuje... ale łatwiej mi wierzyc, ze jest chory, niz
        przekreslic cztery lata, ktore spedzilismy razem.
        • kalina_p Re: Ja za Wieczną Gosią i Neospasminą... 21.02.05, 19:03
          Trzymam kciuki, zeby wszystko sie ulozylo, i zeby mala miala cudownego tate...
        • szyszunia75 Re: Ja za Wieczną Gosią i Neospasminą... 22.02.05, 09:57
          Kocianno, trzymam kciuki. Mam nadzieję, że lekarz pomoże (a może lepiej
          psycholog? Do poradni zdrowia psychicznego całkiem łatwo - wbrew pozorom się
          dostać, jeśli jesteś z W-wy, napisz na priva, może coś podpowiem).
      • umasumak Re: Ja za Wieczną Gosią i Neospasminą... 21.02.05, 19:17
        Triss, dokładnie tak. Pzdr
        • triss_merigold6 Re: Ja za Wieczną Gosią i Neospasminą... 21.02.05, 19:36
          Wiesz, pewnie na miejscu Kocianny też bym była i nieszczęśliwa i przerażona
          reakcjami męża. Podobnie jak Ty mam szczęście, że tatuś synka uwielbia od
          chwili narodzin i jak wraca z pracy to przewija, karmi, zabawia, nosi itd.

          Ale nie podoba mi się wyrokowanie o całej - fatalnej - przyszłości na podstawie
          kilku tygodni. Wyobrażanie sobie dzidziusia a dzidziuś w realu to dwie różne
          bajki i skoro kobieta może być w lekkim szoku to tym bardziej facet. Nieładnie
          reaguje, bez wątpienia ale duża szansa, że mu przejdzie, oswoi się, pokocha,
          zrozumie odpowiedzialność.
          IMO decyzja o odejściu podejmowana w takim stanie byłaby głupotą.
          Zresztą im jestem starsza tym ostrożniej (poza ewidentnymi przypadkami jak
          fizyczna przemoc) doradzam komuś żeby odszedł...
    • sowa_hu_hu Re: "zrob cos, zeby było lepiej" 22.02.05, 10:24
      podziwiam cie za ta decyzje... nie wiem czy bym przetrafiła to przełknąć...
      ale prawda jest taka że łatwo powiedzieć "odejdź"... w praktyce jest dużo
      gorzej.....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka