kocianna
20.02.05, 20:53
Mój mąż ojcem jest od pięciu tygodni. Dziecko odpoczątku do końca było moim
pomysłem, zgodził się po długich naleganiach. Ciążę znosiłam dobrze, żadnych
stresów i szpitali, chodziłam do pracy do końca, urodziłam bez problemów,
dziecko jest pogodne i płacze naprawdę mało. Mam sporo czasu, staram się,
żeby w domu było czyściutko, gotuję obiadki, piekę ciasta i zabiegam o
mężowskie wzgędy, choć on te zabiegi odrzuca - "nie mam czasu", "jestem
przeziębiony", "mam kłopoty w pracy"
Dziś chodził po domu podminowany i zły, stanął nad łóżeczkiem i powiedział z
nienawiścią w głosie: "ja cię kiedyś uduszę" (dziecko grzecznie leżało i
mruczało coś do siebie). Potem stwierdził, że ona przyniosła wszystkie zło,
jakie mogło być, przez nią ma problemy w pracy, w domu nie może odpocząć, bo
świat kręci się wokół niej, nie możemy jeździć na wycieczki, ja zrobiłam się
zupełnie nieodpowiedzialna (fakt - popełniłam jedno niedopatrzenie, które
musiał naprawiać,ale w sumie nic wielkiego się nie stało). Że czuje się źle,
gorzej, niż gdyby był sam. Że nie ma już nic dla siebie. Że jest mu przykro,
że ja jestem taka szczęśliwa, a on ciągle wkurzony. I że unika kontaktów ze
mną, bo "nie mam nic atrakcyjnego do zaoferowania" (nie chodzi tu o seks, z
tego zrezygnował sam, żeby mnie "ukarać" już 10 miesięcy temu).
Rozpłakałam się, a on poprosił: "zrób coś, żeby było lepiej".
Co mam zrobić??