wiem że znowu pisze to samo ale juz mi psycha całkiem siada

tak sie cieszyłam kolekcją , praca mojego niemęża , przeprowadzką...
ale im bliżej wyprowadzki tym sytuacja w domu staje sie coraz bardziej nie do
zniesienia... mama dokucza mi jak może... cały czas sa teksty ze nie damy rady
,ze ja nic w zyciu nie osiagne... drwi z tego ze sie wyprowadzamy , że nie
będziemy mieć kasy zeby sie utrzymać itd.. starsznie mnie to boli... jest tak
każdego dnia...
wiem że ma prawo miec pretensje o o to że jej nie płacimy - tzn płacimy ale
tak co 2 mies. bo jak niemaż nie miał stałej pracy to pieniądze z jego domowej
pracy wpływały nieregularnie wiec mamie tez płacilismy nieregularnie...
teraz wisimy jej 1000zł - chcielismy jej dac te pieniądze w przyszłym tyg jak
mój dostanie kase za strony internetowe... pieniądze z jego wypłaty
odłozyliśmy na czynsz na nowe mieszkanie (musimy zaplacic z góry) no i
zbieramy na remont... tak że niemąz jak wraca z pracy to siedzi na kompie i
pracuje do późnej nocy... i to nie jest tak że my jej nie chcemy dac tej kasy
ale nie jest łatwo... a to nie jest tak że mama nie ma pieniędzy - ona ma ok 4
tys na miesiąc a cały czas powtarza ze ona nie ma , ze jest biedna itp...
ale to jestem jeszcze w stanie znieść - no bo faktycznie powinnismy płacic co
miesiąc w tym samym terminie...
najgorsze są jednak jej docinki w moja strone...
staram sie nie oddzywac , nie dyskutowac... ale czasami mi nerwy puszczaja...
co do kolekcji np. to moja mama w ogóle sie tym nie interesuje , nie miałam od
niej zadnego wsparcia , potrafiła mi tylko powiedziec ze nikt w takich
spodniach chodzić nie będzie

ale jesli szlo o to że pieniądze ktore
mielismy zapałcic krawcowej nie przeszły (przeszła większa częśc a druga rata
mała kwota nie dotarła) zrobiła mi taka awanture jakbym to conajmniej jej
miała zapłacić za to szycie... ona nie rozumie że czasami jakiś przelew nie
przejdzie... nie rozumie że dwa dni później zaplacilismy naszej krawcowej z
reki do ręki... nie rozumiem po co sie wtraca , nic ja nie interesuje... ale
jak mamy jakies potknięcie zwłaszcza finansowe to wtedy ona ma duzo do
powiedzenia...
staram sie na nia nie gniewa , rozmawiac z nia normalnie... ale ona jest wciąż
niezadowolona...
nie wiem jak ja dotrzymam do tego pierwszego tyg kwietnia bo wtedy
wyprowadzają sie tamci lokatorzy a my wchodzimy i zaczynamy mały remont...
łeb mi peka tak sie dzis wyryczałam... zazwyczaj staram sie nie denerwować ale
dzis juz nie wytrzymałam...
dzieki że znowu mogłam sie wygadac...