Dodaj do ulubionych

Szaleństwa popełnione z miłości...

30.05.05, 09:12
Za młodu byłam bardzo kochliwa. Jak już się zakochałam to "na zabój" - nic,
że moja miłość trwała tydzień- dwa, ale jaka ekspresja ją cechowała!
Kilka przykładów:
- W dobie kryzysu byłam na kolonii w Czechosłowacji, nakupowałam sobie
różnorodnych słodyczy i pyszności, ale po przyjeździe do kraju w przypływie
emocji oddałam te wszystkie skarby mojej sympatii. Boszsze, jak ja później
tego żałowałam (kiedy głód na słodycze mnie przycisnął)
- Chciałam wstąpić do wojska razem z moim chłopakiem (!)
- Pojechałam do miasta odległego o kilkadziesiąt kilometrów na wesołe
miasteczko, bo tam pracował taki przystojny chłopak...
- do przystojnego dentysty też biegałam...
Później jeszcze dopiszę!
Obserwuj wątek
    • lila1974 Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 30.05.05, 09:29
      Skoro zaczynamy od bardzo wczesnej mlodosci ...

      Zakochalam sie w Adrianie na kolonii. Poniewaz mielismy dyzury w stolowce, to w
      miejscu, gdzie on siadal stawialam zawsze najpiekniejszy kubek!!! Chlopak
      staran nie docenil i choc lubil mnie bardzo, to jeszcze bardziej lubil moja
      kolezanke sad Po kolonii napisalam do niego rozpaczliwy list i wyjawilam mu te
      starania oraz wyrazilam ubolewanie, ze jednak wybral ja nie mnie.
      Historia miala swoj dalszy ciag w nastepne wakacje.
      Pierwsza miloscia mego zycia byl kolega z podworka mojej babci, nijaki Robert.
      I wyobrazcie sobie, ze cala trojka spotkalismy sie na nastepnej kolonii. Adrian
      oczywiscie nie omieszkal wyjawic Robertowi tresci owego listu. Chcialam sie
      zapasc pod ziemie. Robert w tych okolicznosciach zainteresowal sie Wiesia.
      Zostalam na lodzie i z morderczymi zamiarami wobec Adriana.


      Jeszcze inna historia zwiazana jest z zimowiskiem dla odmiany.
      Wpadl mi w oko pewien chlopak, oczywiscie mial na imie Robert (tych Robertow to
      ja mialam w zyciorysie zatrzesienie, wiec sie prosze nie zgubic).
      Niestety, przynalezal juz do innej dziewczyny, wg mnie wyjatkowo do siebie nie
      pasowali. Chlopak ku mojej ogromnej radosci rowniez patrzyl na mnie laskawym
      wzrokiem. Cudo to bylo nieprzecietnej urody, humoru i inteligencji. Dziewczyna
      mi jednak bruzdzila i rozpuszczala okropne plotki. Podstepem zakradlam sie wiec
      kiedys do jej pokoju i w kazda pare butow wycisnelam po tubce pasty do zebow!

      Milosc do chlopaka przeszla mi dopiero pol roku pozniej w nieprzyjemnych dla
      mnie okolicznosciach.


      Chwilowo tyle, meza do pracy musze wypchnac.
      • natiz Re: Lila1974 30.05.05, 09:48
        Lila, ja tu widzę, że my takie "inne" jesteśmy! Ty moja bratnia duszo!
        • lila1974 Re: Natiz 30.05.05, 14:01
          Juz jakies 50 postów temu zwchalam, ze Ty musisz byc mi siostra big_grinDD
          Dolozylabym do tego klanu jeszcze Wegatke, tylko, ze Ona cos nam sie tu
          ostatnio nie udziela. Jednak czekam niecierpliwie bo podejrzewam, ze nie
          odstaje od nas.

          Ty mi tylko nie mow, ze jak pojedziesz na Litwe, to ja Cie tu przez ten czas
          nie uswiadcze?!!!
          • natiz Re:Lila1974 30.05.05, 14:06
            No niestety, własnie wychodzę z pracy, a jutro Litwa, Łotwa i sitwa mnie czeka.
            W poniedziałek sie odezwę. Trzymaj się ciepło!
            • lila1974 Re: Papa i szczesliwej podrozy 30.05.05, 14:07
              Na powrót czekam z niecierpliwoscia. big_grin
    • natiz Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 30.05.05, 10:09
      Jak się zakochałam w ministrancie to w kościele w pierwszej ławce siadałam. Z
      rączkami złożonymi do modlitwy jak aniołek. Matko kochana, jak ja się wtedy
      żarliwie modliłam, aby mój wybranek na mnie spojrzał!!!
      • evikaa Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 30.05.05, 10:18
        zakochałam się w wieku 15 lat w chłopaku mieszkającym z 300 km odenmnie on był
        z Gniezna ja mieszkam w Gdańsku , poznaliśmy się gdzieś na plaży , i z tej
        miłości pojechałam z kolezanką do gniezna pociągiem , mamie powiedziałam , że
        ide do tej koleżanki na weekend spać , mama mi na tyle ufała że się zgodziła
        dała mi pieniążki ...a dwa dni później odbierała mnie z izby dziecka w Gnieźnie
        bo nie miałyśmy gdzie spać..i z dworca policja nas zwineła bo myślała że
        jesteśmy na ucieczce ...to było moje największe szaleństwo

        choć dzś twierdze że szaleństwem było moje pierwsze zauroczenie miałam może z
        14 lat i zakochałam się w koledze z klasy może nie było by w tym nic dziwnego
        gdyby nie to że chłopak był ..paskudny to był z pewnością najbrzydszy chłopak w
        klasie z młodzieńczym trądzikiem na twarzy ..jejku jak ja go kochałam !!!!
      • twinmama76 Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 30.05.05, 15:57
        natiz napisała:

        > Jak się zakochałam w ministrancie to w kościele w pierwszej ławce siadałam. Z
        > rączkami złożonymi do modlitwy jak aniołek. Matko kochana, jak ja się wtedy
        > żarliwie modliłam, aby mój wybranek na mnie spojrzał!!!

        hehe ja tez miałam okres wieeelkiej miłośc do ministranta smile Jakies pół roku
        mnie trzymało. I jaką miałam pewnośc, że ON patrzy własnie na mnie smile
        Codziennie na Msze latałam, ale modlitwą tego nie mogłabym nazwać smile)
      • kkatie Re: natiz 06.06.05, 18:33
        natiz napisała:

        > Jak się zakochałam w ministrancie to w kościele w pierwszej ławce siadałam. Z
        > rączkami złożonymi do modlitwy jak aniołek. Matko kochana, jak ja się wtedy
        > żarliwie modliłam, aby mój wybranek na mnie


        natiz to zupelnie jak ja big_grin
        w zyciu sie tyle na majowe nie nachodzilam co wtedy, i cale triduum paschalne wink
        alez ja wtedy bylam "wierzaca"..
        smile)))
    • anek.anek Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 30.05.05, 10:17
      ja pojechałam kiedyś na kolonie do NRDsmile Wybrankiem mojego serca był Niemiec -
      on nie mówił po polsku ani angielsku, ja nie mówiłam po niemiecku, ale
      wystarczyły spojrzenia i trzymanie się za rękę. Miał na imię Mirko, a nazwisko
      w tłumaczeniu na polski brzmiało "Cukier"smile
      Tak strasznie go kochałam, że kiedy wracaliśmy z obozu i mieliśmy jeszcze jeden
      dzień w Berlinie, to zwiałam z hotelusmile Mirko był z Berlina i już był w domu, a
      ja 11 letnia smarkula jakoś go w tym Berlinie znalazłam. Jego mama zdębiała jak
      mnie w drzwiach zobaczyła, a ja rzuciłam się jej na szyję z przeraźliwym
      płaczem, że ja chcę z nim zostać na zawszesmile On też się poryczał i wtedy w
      ogóle pierszy raz w życiu się całowałamsmile) Spędziłam z nimi cały dzień - jego
      rodzice odwieźli mnie bezpośrednio na dworzec i co więcej! pojechali z nami aż
      do granicy żebyśmi mogli być ze soba kilka godzin więcejsmile
      Przez bardzo długi czas do siebie pisywaliśmy (jego mama mówiła i pisała łamaną
      polszyzną i była naszym tłumaczem). Z wiekiem staliśmy się korespondencyjnymi
      przyjaciółmi. Przstaliśmy utrzymywać kontakt po jakiś 10 latach od poznania. w
      sumie szkodasmileNigdy się więcej nie zobaczyliśmy.
      Cała moja rodzina wspomina to do tej porysmile
      • socka2 Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 30.05.05, 16:28

        oj bylo tego troche...
        pierwszy rok pracy (w szkole), poczatek wrzesnia, a ja wybralam sie z kumpela
        na weekend stopem do Hannoveru (ze Slupska jakies 1000 km), bo tam sie umowilam
        z ukochanym. Fajnie bylo, przyszla niedziela, wyjazd sie przeciagal i w koncu
        ok 21 ruszylysmy do Polski - troche nam sie udalo, bo zlapalysmy stopa do samej
        granicy, z granicy do Koszalina i w pociag (obie padlysmy w tym pociagu snem
        sprawiedliwego). Do pracy mialam na 9.50, w Slupsku obudzilysmy sie na bocznicy
        (cale szczescie, ze pociag konczyl bieg) ok. 8 ....zerwalysmy sie i pedem do
        domu, kapiel i do pracy....
        ale wariatka ze mnie byla....
        a w ministrancie tez sie kochalam smile))))
    • edytkus Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 30.05.05, 17:28
      ja z milosci wyszlam za maz... i mam dziecko... chyba bardziej oszalec nie mozna wink
      • attena76 Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 06.06.05, 17:14
        oj można, można...można mieć 2 dzieciwink)
        • tennessee Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 06.06.05, 17:29
          Hihi... ulubiona sasiadka mojej cioci ma piatke dzieci.
          Ta dopiero zaszalala!
    • tennessee Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 31.05.05, 19:03
      Ech, Natiz i Lila - jaki babeczkowy ten wątek!

      Moj 2 tygodnie wczesniej poznany chlopak wsiadl do pociagu i jechał 3 godziny,
      by mnie odnalezc w Toruniu, bo przez dwa dni nie moglam na niego trafić
      dzwoniąc - ciągle nie było go już albo jeszcze. Przez to niezastawanie go nie
      mogłam mu podać mojego nowego adesu, bo właśnie zmieniałam stancję (na tej
      pierwszej wredna baba była i krzyczała, że puszczam wode w łazience po 22.oo)
      A on jechał, by mi wytłumaczyć, że wcale sie nie ukrywa, wręcz przeciwnie,
      tylko tak się złożyło, bo pomagał koledze.

      Wyszłam po niego na dworzec.

      On chciał iść do akademika i znaleźć Agnieszkę (nie znał jej nazwiska) i pytać
      o mnie..

      Zgadnijcie, co było dalej?
      • lila1974 Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 31.05.05, 20:53
        Pojecia nie mam, co tez mogliscie na wzajem wykombinowac, wiec czekam z
        niecierpliwoscia na dalszy ciag.

        Skoro poruszylas temat ich szalenstw dla nas, to i ja sie dopisze.

        Pojechalam kiedys na kolonie do Dziwnowa jako wychowawczyni. Nie znalam
        dokladnego adresu, wiec nie podalam go rodzicom. Zreszta to o czym napisze
        wydarzylo sie juz w pierwszy wieczor mojego tam pobytu. Wracalam wlasnie z moja
        grupa z kolacji, gdy spojrzalam na przejezdzajacy samochod. Zdazylam pomyslec o
        kierowcy:
        "Ale podobny do D."
        I w tym momencie uslyszalam pisk opon. Obejrzalam sie i przetarlam ze zdumienia
        oczy. Z samochodu wysiadl nikt inny, a wlasnie D. Zdebialam, bo z kilku powodow
        wogole nie powinno go tam byc. Przede wszystkim dlatego, ze mieszkal jakies
        1000 km od tego miejsca, gdzie sie spotkalismy. Poza tym nasz zwiazek skonczyl
        sie jakies trzy lata wczesniej. No owszem, wlóczyl mi sie jeszcze pózniej po
        zyciorysie, ale bez konkretów. Co sie okazalo?
        Stanal wlasnie na zyciowym rozdrozu i koniecznie musial ze mna porozmawiac
        zanim zdecyduje, ktora wybrac z dróg. Przyjechal, zadzwonil do moich rodzicow i
        guzik mu to dalo. Zdeterminowany byl okrutnie i postanowil mnie w tym Dziwnowie
        odnalezc. Na swoje nieszczescie wjechal do miejscowosci z nieodpowiedniej
        strony - od Miedzywodzia. Gdyby wjechal od Dziwnówka pewnie znalazlby mnie bez
        problemu. A tak stracil na szukanie kilka ladnych godzin. Ja sie byczylam na
        slonku, nieswiadoma, ze oto trwaja goraczkowe poszukiwania. To sie nazywa
        czyste szalenstwo, co?

        Pytanie, jakie padlo kilka nastepnych godzin pozniej faktycznie wykazalo, ze
        potrzebna mu bylam "na gwalt". Nie wiem, czy mu pomoglam, czy zaszkodzilam
        wowczas swoja odpowiedzia. Wiem za to, ze na pewno pomoglam sobie, ale o tym
        dowiedzialam sie dopiero pól roku temu.
        • hanka_79 Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 31.05.05, 23:08
          Nie moja to historia i nie babska, ale przypomniała mi się jak Was czytam.
          Dziewczyna kolegi studiowała jakieś 400 km od domu, chłopak był bardzo
          zazdrosny, ciągle przeżywał, że ona tak daleko. Poradziłam żeby do niej
          pojechał. Posłuchał rady. Wrócił na drugi dzień wściekły jak diabli.
          Powiedział, że to koniec, bo w akademiku gdzie mieszkała ta dziewczyna, w jej
          pokoju zastał tylko jakiegoś obcego faceta. Dobrze, że mu gęby nie oprał, tylko
          grzecznie przeczekał całą noc pod drzwiami tego pokoju, czekając aż jego
          dziewczyna wróci. Nie wróciła- więc on przyjechał do domu. Nie odzywał się do
          niej kupę czasu. Aż się wreszcie dogadali i okazało się, że czekał na nią nie
          na tym piętrze. Dziewczyna była tej nocy w swoim pokoju, ale piętro wyżej, a
          jemu coś się musiało pomylić.
          • l.e.a Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 01.06.05, 00:36
            Mialam 19 lat i bylam w Lodzi na kursie jezyka polskiego dla obcokrajowcow.
            Czulam sie dobrze z polskiego i wiedzialam, ze moge sobie odpuscic zajecia.
            Wolalam wiec spakowac manatki i pojechac odwiedzic mojego obecnego meza, ktory
            mieszkal jakies 600km od Lodzi. Musialam zdazyc na pociag pospieszny, ktory
            kursowal tylko 1x dziennie. Spakowalam plecak wsiadlam do tramwaju i ruszylam.
            Podejrzane mi bylo, ze tramwaj jedzie jakas nie znana mi trasa ale szczerze
            powiedziwaszy, to zadna trasa nie byla mi znana. W koncu pomyslalam, ze cos
            jest nie tak, kiedy tramwaj wyjechal poza miasto, a za oknem pojawily sie
            dzialki. Wysiadlam z tramwaju, pociag odjezdzal za niecale 20 min, nigdzie
            zadnego postoju taksowek, ani autobusow,
            tylko dzialki i ogromne rondo ....
            Na rondzie, na swiatlach zatrzymywaly sie samochody. Nie zastanawiajac sie
            wiele, wpakowalam sie jakiemus obcemu facetowi w samocod krzyczac: " Jedz Pan
            na dworzec Lodzi fabrycznej, za 20 minut pociag mi odjedzie!!!" Facet najpierw
            probowal sie bronic i tlumaczyl, ze nie jedzie w tym kierunku, ale w koncu
            nacisnal pedal i ruszylismy z piskiem opon, nawet mi jeszcze pomogl plecak
            zaladowac przez okno smile
            • lila1974 Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 01.06.05, 01:05
              Lea, dobrze ze nie trafilas na wariata.

              Mialam podobna przygode.
              Milosc mojego zycia przebywala wowczas w Niemczech na saksach. Przez kolege,
              ktory musial wrócic do domu, podal mi list. Oczywiscie odpisywalam dlugo i
              namietnie. Minelo kilka dni, a ja nadal nie oddalam swojego listu temu koledze,
              ktory zalatwiwszy swoje sprawy wracal do Niemiec. Przypomnialam sobie dopiero w
              szkole po skonczonych lekcjach. Jak wariatka popedzilam na dworzec PKP, bo
              liceum mialam w Szczecinie a owego kolege w rodzinnej miejscowosci, jakies 40
              km dalej. Wsiadlam w pociag ... i po 30 min zorientowalam sie, ze jade w zlym
              kierunku. Wyskoczylam na najblizszej stacji na peron i popedzilam na szose.
              Prawie wpadlam pod kola nadjezdzajacego auta. Facet zahamowal i juz byl gotowy
              na mnie nawrzeszczec, ale ja mu sie wpakowalam do samochodu z okrzykiem:
              - Opieprzy mnie Pan w trakcie jazdy, a teraz gazu.
              Pojecia nie mam skad mi sie wzielo przekonanie, ze facet jedzie do Szczecina,
              ale w tamtym momencie bylam tego pewna. Musialam zdazyc na swoj pociag, ktory
              przy odrobinie szczescia powinnam zlapac na jednej z podmiejsckich stacji,
              czyli w Zdrojach. Oczywiscie facet zrezygnowal z wrzasku, byl z lekka
              oszolomiony moja bezczelnoscia i grzecznie, acz szybko dowiozl mnie we wskazane
              miejsce. Pedem dopadlam stojacego juz na peronie pociagu. Malo mi tylka drzwi
              nie przytrzasnely. Ze ja w tym pociagu ducha ze zdenerwowania nie wyzionelam,
              to tylko cud jakis.
              Kolege-poslanca udalo mi sie dopasc w drzwiach, bo wlasnie podjechal po niego
              samochod, ktorym mial ruszyc w droge powrotna.
              List wiec dotarl do Mojego Ukochanego, a ów kolega nawet zalowal, ze nie ma
              takiej gotowej do poswiecen dziewczyny jak ja. No musialam mu przeciez
              wytlumaczyc dlaczego tak dziwnie wygladam i dlaczego wpadlam w ostatniej chwili.
              Moj Chlopak byl wart wszelkich poswiecen - zeby bylo jasne - dzis nie jest moim
              mezem.
      • tennessee Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 01.06.05, 10:38
        Kiedy juz skonczylam po 2 semestrach te moja filologie w Toruniu wink,
        powrocilam na Wybrzeże. Ten sam chlopak odporowadzal mnie po kazdej randce
        (czytaj: codziennie)pozno w nocy i wracal do domu ostatnim tramwajem.
        Mieszkalam na 9 pietrze i mrugalam mu swiatlem, zeby biegl, bo tramwaj juz
        wjezdzal pod wiadukt. Dzieki temu zawsze zdazyl i nie musial isc pieszo. Boze,
        ile ja sie namrugalam w zyciu wink
        Kiedys, a bylo to ciezka zima w latach 90 -tych (ale brzmi, co?!?) tramwaj
        dlugo nie nadjezdzal, a ja stalam w oknia i patrzylam, jak on tak sie
        podejrzanie kreci po przyleglym do przystanku duzym trawniku. A on wydeptal :
        LOVE ALA.
        Ach...
        • aska2000 Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 01.06.05, 11:49
          Taaa...
          Coś mi to przypomina...Swego czasu wychodząc rano do pracy zobaczyłam koło
          mojego samochodu sporych rozmiarów serducho, dla pewności opatrzone inicjałami,
          żeby nie mogło być mowy o pomyłce...wink Były też rozmaite karteczki,różyczki(te
          mini)itp. za wycieraczką, czasem pod domem, czasem pod moim biurem... telefony-
          "głuszce" o rozmaitych porach- przeróżne "dowody pamięci"- o tyle chybione, że
          byłam już od pewnego czasu szczęśliwą żoną mojego męża (jak najbardziej zresztą
          aktualnego smile, no i mój Wielbiciel (zresztą też bynajmniej nie stanu wolnego crying
          doskonale o tym wiedział...
          Było, minęło, choć do tej pory, gdy zdarza mi się odebrać głuchy telefon,
          szczególnie w okolicach jakiejś "znaczącej" daty- domyślam się, kto mógł być z
          drugiej strony...
        • tennessee Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 01.06.05, 18:00
          Mój chłopak, kiedy byliśmy oboje studentami i kiepsko się przędło, zrobił mi
          pierścionek ze złotka po pralince. Z taką kuleczką na wierzchu. Pierścionek,
          nie pralinka. No i pasowal akurat na mój serdeczny palec. bez przymiarki.
          I mam go do dziś. I palec i pierscionek.

          Acha, a jak powołali go do wojska na pół roku, zaraz po studiach, to nie
          pojechałam na przysięgę, bo akurat stalam w konsulacie po odbiór wizy
          kanadyjskiej. Ale i tak bym nie pojechała, bo ja jako nie-żona odmawiam takich
          przysług, jak machanie żołnierzowi chusteczką.

          Pół roku później chłopaka zamieniłam na męża. Trochę się stawiał, ale wzięłam
          go na litość wink Jest moim mężem od 3,5 roku. Hura!
    • tennessee Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 02.06.05, 11:16
      Juz tylko mamuskami jestescie?
      Eee...gdzie te szalone dziewczyny, co tak kochały na zabój???
      • lila1974 Re: Ucieczka 02.06.05, 13:40
        Moja Wielka Milosc niestety stala mojemu Tacie koscia w gardle. Nie szczedzil
        slow krytyki i calonocnych pogadanek. W dodatku Tata to tradycjonalista i pewne
        sprawy nie mieszcza mu sie w glowie. Miedzy innymi uwazal, ze dziewczyna
        ABSOLUTNIE nie powinna chodzic do domu chlopaka. Ale ów chlopak byl moim
        sasiadem i przebywalam w jego domu od dawien dawna, nawet jeszcze na dlugo
        przed tym, jak zrozumielismy, ze czujemy do siebie miete. Mozna powiedziec,ze
        raz on bawil sie w mojej piaskownicy a raz ja w jego. I tak minelo nam 21 lat.

        Tego wieczoru wrocilam do domu okolo 23:00. I nagle doznalam szoku. Moj Tata
        rozpetal afere. Slów uzywal takich, ze mi skóra cierpla na plecach. Kto czytal
        jedne z moich pierwszych postów, ten wie, ze na punkcie Taty mam hopla z
        przerzutka, zreszta vice versa, wiec jego slowa wbily mnie w kompletne
        osupienie. Na koniec polajanki, Tata powiedzial:
        - Jak ci sie u niego tak podoba, to sie przeprowadz.
        Na co ja spytalam:
        - Teraz, czy moge poczekac do rana?
        - Mozesz poczekac. - padla odpowiedz. Tata nie podejrzewal nawet dalszego
        ciagu. Nie mialam pojecia, co go ugryzlo, bo choc nie lubil mojego chlopaka, to
        jednak nigdy nie wyciagal przeciwko nam armaty. Chyba szok sprawil, ze
        spakowalam przez noc plecak, spiwór i namiot, a o godzinie 8:00 stanelam w
        drzwiach wyjsciowych i powiedzialam:
        - Nie martw sie o mnie, jade do Gdanska.
        I wyszlam z domu.
        Po chwili zadzwonilam do drzwi sasiadów i poprosilam, by zawolali A.
        - Wyprowadzam sie z domu. Jedziesz ze mna?
        A wpatrywal sie we mnie nie mniej zszokowany, jak ja pare godzin wczesniej. Bez
        slowa wszedl do domu. Doskonale wiedzialam po co. Usiadlam na schodach. Po
        pólgodzinie stal przede mna ze swoim plecakiem i ze swoim spiworem. Zadzwonilam
        jeszcze do pracy, ze biore urlop i poszlismy na dworzec.
        Pierwszy nadjezdzajacy pociag zawiozl nas do Gryfic, stamtad juz autobusem
        dostalismy sie do Pogorzelicy.
        To byly najcudowniejsze wakacje mojego zycia.

        Wrocilismy z nich po dwoch tygodniach. Musialam wrocic do pracy. Honor nie
        pozwalal mi jednak wrocic do rodzicow. Chwilowo przygarneli mnie rodzice A.
        Tata nie wiedzial, ze wrocilam. Bunkrowalam sie nieziemsko, bo inaczej dostalby
        zawalu!!! Jednak po nastepnych dwoch tygodniach Tata spotkal mnie na ulicy i
        powiedzial, zebym wracala do domu. Nie byla to prosba, ani grozba. Nie bylo w
        tym krzty emocji. Wrocilam, bo siedzenie obcym ludziom na karku i to w takich
        okolicznosciach bylo z mojej strony totalnym przegieciem.

        Po powrocie zakomunikowalam, ze od 1 wrzesnia ide na swoje. Wczesniej wynajelam
        mieszkanko, ale moglam sie wprowadzic dopiero po wakacjach. Tydzien czasu bylam
        wiec jeszcze z rodzicami, po czym poszlam na swoje.

        Podejrzewam, ze zafundowalam rodzicom najwiekszy stres ich zycia. Nie
        spodziewali sie po mnie takich fanaberii. Nie przygotowalam ich wczesniej na
        bunt. Tata mial OGROMNY zal do mnie. Bardzo sie wtedy zblizyli z moja siostra.
        Podejrzewam, ze nasze wzajemne relacje mogly juz nigdy nie wrocic do dawnej
        postaci, ale LOS nie chcial na to pozwolic.

        W listopadzie trafilam do szpitala. Spedzilam w nim 6 m-cy. Tate chyba to
        otrzezwilo. Wolal miec córke zbuntowana i z nieodpowiednim facetem przy boku,
        niz chora.

        Nigdy nie rozmawialismy ze soba na ten temat. Ja nie wiem dlaczego tak na mnie
        wtedy naskoczyl. On nie wie, dlaczego zareagowalam tak, a nie inaczej. Wielu
        rzeczy jeszcze nie wiemy, ale za to znow mamy siebie.

        Z owych dni spedzonych w Pogorzelicy nie zaluje ani minuty, ani sekundy... ech!
        • kkatie Re: Ucieczka 06.06.05, 18:39
          Lilcia,
          o rany, to brzmi.. niesamowicie. nawet sie wzruszylam crying
          Ty to mialas ciekawe zycie. moze teraz powinnas swoja biografie napisac wink
          co z tego zes mloda, i tak masz co opisywac smile)
    • tennessee Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 06.06.05, 16:51
      Moja przyjaciolka beczala co chwile z powodu swego chlopaka, bo to zly chlopak
      byl wink i pewnego razu w zadymionym pubie ustalilysmy, ze mu podziekuje za
      wspolprace.
      Wyjechala zaraz potem z przyjaciolka do znanego miasta w Anglii, na literke L.,
      by tam sie byczyc 2 tygodnie (pilnowaly mieszkania cioci, co tez sie
      wczasowala, tyle ze gdzies na Seszelach, czy innych obrzydliwie cudownych
      wyspach).
      No i tam poznala romantycznego chlopaka, co jest caly zagraniczny, no i sie
      zakochala jak szalona. Tak bardzo, ze w ciagu pol roku zrobila brakujace 2
      semestry studiow, odebrala dyplom, zwolnila sie z pracy i pojechala wiesc z nim
      piekne zycie.
      Ladna z nich para.

    • natiz Re: Szaleństwa popełnione z miłości... 07.06.05, 09:11
      To nie moja historia, ale brałam w niej czynny udział. Moja przyjaciółka do
      szaleństwa pokochała pewnego zawodowego wojaka. A że mieszkał na drugim końcu
      Polski i przestał się z nią kontaktować, w przypływie szaleństwa owa koleżanka
      postanowiła się z nim spotkać i porozmawiać. Swej rodzicielce powiedziała, że
      jedzie do mnie (mieszkamy ok 30 km od siebie). Ja niczego nieświadoma
      siedziałam sobie we własnym domku , a tu nagle dzwoni telefon. Oczywiście była
      to mama A i chciała z nią rozmawiać. Pod wpływem stresu palnęłam, że A. razem
      ze mną pojechała do Z. Wyszło na to, że grałam rolę swojej mamy.
      Porozmawiałysmy jeszcze o naszych nierozsądnych córkach (musiałam mieć bardzo
      zmieniony ze zdenerwowania głos skoro mnie nie poznała). Mama A miała
      zadzwonić do Z. Musiałam uprzdzić Z, musiałam zdążyć przed mamą A - dla dobra
      sprawy! Z. również musiała odegrać rolę własnej mamy, z tą różnicą, iż
      powiedziała, że dziewczynki poszły do lasu zrywać kwiatki (stres blokuje
      umysł). Mama A. spokojnie przekazała co miała do przekazania i niczego
      nieświadoma odłozyła słuchawkę.
      Kiedy sama zainteresowana wróciła z wojaży, napadłyśmy na nią z Z., aby nigdy
      więcej nie stawiała nas w takiej sytuacji.
      Sprawa prawie się wydała kiedy nasze mamy usiadły na wywiadówce w jednej ławce.
      Mama A. nawiązała do rozmowy telefonicznej...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka