kakak8
24.06.05, 15:07
opowiem wammój dzisiejszy koszmar a wy się wypowiedzcie czy jestem panikarą,
histeryczką. babcia poszła z wnuczkiem na spacer ależ proszę bardzo. mieli
wrócić na 13 zupka i spanie. zaczęłam się denerwować o 13 15, myśle że
przyczyniły się do tego wyjące akurat wtedy syreny ratunkowe. mieszkamy przy
ruchliwej ulicy . a więc na pewno mieli wypadek, najechał ich jakiś szleniec
bo oczywiście babcia nie odbiera komóri ( zazwyczaj słyszy) co pogłebia mój
niepokój. wyszłam jak obłąkana przed blok nikogo nie widać, wróciłam bo mgą
wracać różnymi trasami. wróciłam do domu i ze łzami zadzwoniłam do mężą ( w
tle syreny pogotowia). w tym momencie domofon-wrócili.babcia owszem zatoskana
moim przejęciem , żle wyliczyła czas " wiesz daleko z tego parku".ale chyba
po to ma się telefon przy d... żeby zadzwonić albo go odebrać. to w końcu
moje dziecko największy skarb i sens życia, chyba łatwo to zrozumieć.to
najgorsz 15 min mojego życia.
ps. jak dobrze że jest forum.