Dodaj do ulubionych

Bezdzietni "przyjaciele" ;-)

27.06.05, 07:32
Mam samych bezdzietnych znajomych. Trzymalismy się długo w kupie jeżdżąc po
świecie i spędzając razem czas. Wszyscy jestesmy koło 30 i wyżej i
mysleliśmy, że taki stan będzie trwac wiecznie. Oj, gdy dowiedziałam się, że
jestem w ciązy byłam rozczarowana, gdyż własnie mielismy się wybrać na
Alaskę, wyprawę życia. Teraz siedzimy sami, nikt nas nie odwiedza od
dłuższego czasu, tzn odwiedzają, ale tak rzadko, że szkoda gadac, niby
wszytsko ok ale ja czuję, że straciałam przyjaciół, ale jacy to
przyjaciele, ...kurcze, przecież nie gadammy non stop o dziecku i kupach,
mozna przyjść, wyjść bo mały spokojny i spi wieczorami. Myslimy o wzięciu go
za rok na taką wyprawę, ale jakoś nie widzę entuzjazmu w oczach "przyjaciół",
zamknęli mnie w klatce, nie proponują wyjść, nie zapraszają sądząc, że
odmówie...przykro mi bardzo z tego powowdu, a raczej było mi przykro, bo
teraz to mnie w ogóle nie obchodzi, gdzy planuję wyjazd nie biorę już ich pod
uwagę, pogodziłam się z takim stanem rzeczy. Ale naprawdę nie sądziłam, że
moi znajomi okażą się tacy, cóż, a jak jest u was? Pozdrawiam Aśka
Obserwuj wątek
    • mruwa9 Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 07:48
      u nas odwrotnie wink Wsrod licznych "dzietnych" znajomych bylo jedno bezdzietne
      malzenstwo.. Aktywne zyciowo (podroze, wspinaczki, kursy jezykowe, czeste
      wizyty w bibliotekach, muzeach i restauracjach). No i znajoma co rusz zacheca
      do wyjscia do kina, bo klub filmowy, reklamuje wystawy i restauracje.. a z
      trojka malych dzieci, ktorych nie ma z kim zostawic takie propozycje odbieram
      niemal jak strojenie sobie z nas zartow...Ale to sie zmienia- ci znajomi
      oczekuja blizniat smile)
      BTW kiedys, w zamierzchlych, bezdzietnych czasach bylismy na imprezie, gdzie
      sposrod licznych obecnych par tylko jedno malzenstwo mialo dzieci- przez caly
      wieczor wysluchiwalismy opowiesci i anegdot z zycia malych ludzikow. Moze sami
      nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak czesto i jak duzo opowiadamy o naszych
      dzieciach, az do zameczenia znajomych?..
      • ania.de Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 08:06
        my jeszcze nie jesteśmy rodzicami, ale już niedługo, w listopadziesmile. ale
        ten "problem" też zaczął nas dotyczyć i to już tuż po naszym ślubie. większość
        znajomych jest sparowana ale nie-ślubna i nie potrafią zrozumieć nas, że my
        teraz mamy troszkę inne spojrzenie na życie. oni postępują jak za czasów
        studenckich, bo jak wórcą do domku to będzie czekał obiadek przez mame
        zrobiony, jak zabraknie pieniążków to rodzice dołożą. nie rozumieją, że my
        jesteśmy już za siebie sami odpowiedzialni i to po prostu nie jest to samo co w
        czasach studenckich. aż sie boję pomyśleć jak będą wyglądały nasze kontakty jak
        dzidzi się urodzi. chyba zostaniemy sami, bo oni nie zrozumieją, że nie możemy
        wyjść bo dziecko jest np chore, czy po prostu śpi.
        ale z rozmów wiem, że tak się zdarza i jest to normale.
      • nataliamackowiak Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 08:08
        U nas też się popsuło...przed i po naszym ślubie(było to 4 lata temu), co
        sobote u nas w domu wszyscy sie spotykaliśmy, były impry do białego rana.
        Wyjazdy też. My wtedy pracowaliśmy, studiowaliśmy, cały dom na naszej głowie, a
        Ci znajomi przewaznie mieszkali u rodziców, nie wszyscy pracowali itp.
        A teraz? My mamy dziecko, wszyscy tak jakos sie odsuneli, nie wiadomo co robią,
        jak propozujemy imprezkę, to każdy ma 100 powodów aby nie przyjśc, a sami nic
        nie zaproponują...
        Tak to już jest.
        Natalia
        • anka1 Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 08:25
          hmm wyglada na to ze macie- i tacierzynstwo to papierek lakmusowy przyjazni
          albo czegos co tak sie okreslalo ale nia nie bylo.
          Dziewczyny chyba nie ma czego zalowac. ja tez po urodzeniu dziecka czasem
          zalowalam tych imprez, wypraw, wolnego czasu ktory mialam tylko dla siebie.
          a teraz jak moj Maluch sie do mnie przytula, usmiecha albo biegnie do mnie
          rozesmiany, piszczac z radosci ze za chwile wyladuje w moich objeciach to zal
          mi tych ktorzy nie maja dzieci. bo to oni sa "ograniczeni" nie my.
          • agatha61 Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 09:06
            my mamy to samo ale widze inne plusy. zaznajomilismy sie z wieloma malzenstwami
            dzietnymi, np, dzieki Mai poznalismy dzietnych sasiadow - 2 malzenstwa z
            ktorymi wlasnie mamy zamiar umowic sie na kolacje pierwsza. a poza tym mamy
            lepszy koontaky z tymi ktorzy juz wczesniej mieli dzieci tak juz jest i bedzie.
            ja koncze studia i nie musze mowic ze wiekszosc mooich znajomych to wolne
            ptaki, a my z mezem musimy myslec o kredytach, lekarzach itd. z jednej strony
            szkoda tej beztroski, ale.... Maja jest cudowna. z drugiej strony jak poslucham
            o czm gadaja moje kolezanki i ich problemy typu ON ZNOWU NIE DZWONI to
            stwierdzam jak dobrze ze mam to juz za soba.
            Agata
          • gizmowika Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 21:45
            To prawda, dziś gdy patrzę na rozesmianą gębusię małego, serce mi się topi i
            myslę sobie, że to własnie to jest moja wyprawa zycia, hehe, wyprawa w świat
            tak fascynującego człowieczka smile pozdrawiam. Aśka
      • gizmowika Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 22:01
        Co do tych "nieświadomych wypowiedzi na temat dzieci", otóż my nigy, nikomu,
        chyba że na wyraźne życzenie nie opowiadamy o dziecku, pamiętam doskonale jak
        mnie to wkurzało, dlatego wychodzimy z założenia, nic na siłę, jak zapyta to
        powiem. Pozdrawiam., aska
    • iwonady Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 09:23
      mamy identyczną sytuację....sad ale jak sie okazuje to chyba nie byli prawdziwi
      przyjaciele....lekarstwem na tę "przykrosć" okazała się znajomość z parami
      mającymi dzieci. Okazało się, ze na klatce mamy już 3 mamusie i wystarzyło
      umówić się na wspólne spacery i nowa znajomośc może przerodzić się czasem w
      przyjaźń.
      Fakt, przykre to bardzo, ze po tylu latach znajomosci nagle nie mają dla nas
      czasu, ale dla siebie wzajemnie i owszem....
      Pozdrawiam i życzę wielu nowych znajomosci!
    • owsianka_i_ludek Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 09:43
      anka napisała "hmm wyglada na to ze macie- i tacierzynstwo to papierek
      lakmusowy przyjazni albo czegos co tak sie okreslalo ale nia nie bylo" - to
      swiete słowa!!!! Przy nas przyajaciele zostali, a Ci którzy tylko tak o sobie
      mówili zapomnieli o nas zupełnie i dobrze, przypomną sobie jak będa mieli
      dziecismile))
    • pancerniczek Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 10:03
      to częste zjawisko;
      jedna moja znajoma (bezdzietna), jak do niej zadzwoniłam niedawno, zapytała -
      niby żartem -"czy znowu chodzę z brzuchem", co - nie ukrywam - zabrzmiało nieco
      obraźliwie.....ale jakoś nie odczuwam potrzeby tłumaczenia się z macierzyństwa,
      mam to w dupie. a o swoim dziecku będę opowiadała tyle ile chcę i komu chcę,
      naturalna selekcja znajomych dokona się sama. na liście moich priorytetów
      rodzina jest najważniejsza.

      zawsze jakiś problem, prawda?

      bezdzietni się usuwają, a dzietni....konkurują.
      taki dialog (zasłyszany):
      - mój synek mói "da", "ma", "baba"....
      - taaaak? MOJE dziecko w tym wieku mówiło już płynnie.... (akcent na "płynnie")

      to też, prawdę powiedziawszy jest żenującym zjawiskiem.

      generalnie - myślę sobie - nie należy jakości znajomości podciągać pod
      dzietność lub bezdzietność, tylko pod stopień dojrzałosci wszystkich
      zainteresowanych. Przyjaźń, wbrew pozorom to też odpowiedzialność i
      zobowiązanie, ale to tylko moje skromne zdanie.

      mój proiorytet we własnej osobie:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=24812786
      • gizmowika Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 21:46
        Twój "priorytet" jest śliczny smile
    • em_em71 Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 10:24
      Ja bym nie rwała włosów z głowy, że przyjaciele się odsunęli. Normalne, że wraz
      z pojawieniem się dziecka świat wywraca się do góry nogami. My byliśmy długo
      bezdzietni i ciężko nam było znaleźć towarzystwo do realizacji różnych
      pomysłów; teraz mamy dzieciaczka i znów jesteśmy sami, bo nasze jest
      najmniejsze, innym pociechy podrosły i też ciężko jest się dopasować. Pamiętam
      jak sama omijałam szerokim łukiem "tych z dziećmi" (miałam jeszcze szeroko
      pojęty dzieciowstręt, którego nie ukrywałam). Nie ma co brać przyjaciół w
      cudzysłów, należy ich zrozumieć, oni jeszcze żyją w błogiej nieświadomości, jak
      cudownie (mimo wszystko) być rodzicami, wg mnie żadna, najwspanialsza wyprawa
      nie może się z tym równać. Ale mi się napisało, hehheeh, ale ja tak czuję smile
      • gizmowika Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 21:49
        No tak , ja też omijałam łukiem takie pary, ba, byłam przekonana, że dzieci ni
        ebędę mieć, ale życie płata figle, teraz widzę jak wiele mi dało
        macierzyństwo, smile nie rwę też włosów z głowy, choć tak było do pewnego czasu,
        teraz nie jest wazne co było, ale to co będzie, Fakt, fajnie ci esię napisało :-
        ) Pozdrowionka, Aśka
    • flawia Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 17:44
      A w moim przypadku jest odwrotnie - tzn. ja odsuwam się od bezdzietnych
      przyjaciółek... Po prostu czuje się nie zrozumiana i przestałam też rozumieć 2
      stronę - a problemy typu "jak go poderwać" zupełnie mnie nie interesują... To
      inny etap, etap, który dawno mam za sobą. Ci ludzie mają inne problemy - z
      mojej perspektywy - mało ważne. Chyba tylko druga mama potrafi zrozumieć mamę!
      Teraz więc jestem sama, ale mam nadzieję że to się z czasem zmieni. Póki co
      jest to forum i e-mamuśki smile))
    • duramgama Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 18:45
      A cóż to za przyjaciele? Czy aby na pewno możesz ich nazwać mianem przyjaciół?
      Naprawdę nigdy nie widziałam i nadal jakoś dostrzec nie mogę problemu typu
      "dzietni" - "bezdzietni".
      Kiedy w naszym życiu nie było jeszcze małej, mieliśmy sporo znjomych/przyjaciół
      zarówno z jednej jak i z drugiej kategorii. Ze wszystkimi dało się rozmawiać o
      wszystkim (oczywiście to duże uproszczenie, ale napisałam tak, żeby podkreślić
      fakt, iż nikt nie zamykał nikogo się w getcie pod tytułem: "jestem TYLKO
      rodzicem"). Spotykaliśmy się w różnych konfiguracjach, często o wcześniejszych
      porach, żeby ci z maluchem mogli trochę z nami pobyć zanim pójdą kąpać brzdąca.
      W naszym domu na imprezach nie raz i nie dwa pojawiały się dzieciaki, które o
      przyzwoitej porze usypiane były w pokoiku na górze, a "starzy" bawili się z
      nami, od czasu do czasu sprawdzając czy pociecha grzecznie śpi.
      Teraz, kiedy przekroczyliśmy magiczną granicę, wiele się nie zmieniło. Chociaż
      rzeczywiście nasza krzywa statystyczna pod tytułem "imprezy, wyjazdy, koncerty"
      nieco chyli się ku dołowi. Nie odczuwam jednak związnych z tym frustracji.
      Spełniam się w trochę innych obszarach i jestem z tego powodu kontentasmile Nie
      czuję się z tego powodu ani głupsza ani samotna ani "niedopieszczona towarzysko"
      (być może dlatego, że doskonale bawimy się z panem mężem we własnym
      towarzystwie, a i mała dostarcza nie lada rozrywki).
      Ludzie odiwedzają nas dość chętnie (wydaje mi się, że bez szczególnych oporów),
      my czasami zabieramy małoletnią do znajomych (gdzie bezdzietne ciocie noszą ją
      na rękach i całują - mała nie ma nic przeciwko temusmile. Jeśli się daje -
      wychodzimy na koncerty i imprezy na wolnym powietrzu (ona to uwielbia - gwar,
      muzyka, tłumysmile.
      Na palcach jednej ręki mogę policzyć osoby, które w jakiś sposób odsunęły się od
      nas z powodu dziecka. Przypuszczam, że mają poczucie, że będą przeszkadzać, że
      nie mamy na nic czasu, że narobią kłopotu jak przyjadą. Jakoś nie ma okazji by
      ich wyprowadzić z błędu. Raczej nie sądzę, że spisali nas na straty.
      Jedna z moich dość dobrych znajomych wpada dużo rzadziej, bo jak przyznaje
      otwarcie - nie lubi dzieci. Chwała jej za szczerość. Akurat specjalnie nie
      brakuje mi ani jej i ani jej odwiecznych problemów z facetem, z którym non stop
      rozstaje się i wraca do niego jak bumerang. Zatem niechcący nieźle wyszło...
      A prawdą jest, że dziecko to doskonały przyczynek do zawierania nowych
      znajomości z innymi młodymi rodzicami, co miałam okazję sprawdzi na własnej
      skórze ( poznałam wszystkich "dzietnych" sąsiadówsmile Może więc zyskasz niebawem
      nowych znajmomych. A może po prostu ośmiel starych, żeby Cię odwiedzili i
      przekonali się, że ciągle jesteś sobą..? Może by pogadać szczerze? Zapytać
      dlaczego Was unikają? Powiedzieć, że możesz wyjść, że dasz się zaprosić. Może
      sama zorganizuj jakieś spotkanie? (choć oczywiście nic na siłe..) Rety, przecież
      nie jesteś zadżumiona!!!
      • gizmowika Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 21:57
        oj, to masz faktycznie szczęście smile. Ja do 30 stki nie myślałam o dzieciach i
        życiu rodzinnym. dlatego dobierałam sobie znajomych według wizji - życ,
        podrózować, przezywac. To ludzie bezdzietni, niepożenieni, z pasjami, które im
        zastępują rodzinę. Wyłamalismy się, dldtego pewnie tak wyszło, nie zrozumieli i
        nie winię ich za to, ale byłam przekonan, że tak się nie stanie, nadal uważam
        ich za przyjaciół, a cudzysłów wyraża raczej moje smuty i wąty wink niż
        faktyczny stan rzeczy. Rozumiem ich po prostu, ale trzeba żyć po swojemu, ja
        także nie nudzę się w towarzystwie męża i bobaska, potrafimy sobie zorganizowac
        czas, ale to moje rozgoryczenie wynika chyba też z tęsknoty za takiom totalnym
        bezpanskim zyciem", czasami mi tego tak brakuje, no cóż, chyba zbyt póxno
        się "zdecydałam ' na dziecko wink, bo wciąż, mimo że 6 miesięcy minęło, ni
        potrafię się przyzwyczaic do codziennego kieratu, stąd te gryzmoły.wink
        pozdrawiam. Aska
    • anamd Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 19:48
      Kurde jakbym czytała o sobie. Mamy teraz 2 córki. Młodszej nawet nie widzieli bo
      cały czas są zajeci. Prosimy, zapraszamy i nic. Chyba boją się że ich zarazimy
      rodzinką.
      Ja rozumiem że maja pracę i własne obowiązki ale gdy idą gdzieś wyskoczyć to czy
      nie mogliby sobie przypomnieć o nas ? To prawda że czasami musimy wiedziec dzien
      lub dwa dni wczesniej ale w koncu nawet babcie i dziadka trzeba uprzedzic o
      szczesciu jakie ich spotka.
      Aby sie spotkać z moimi znajomymi w 8 miesiacu ciazy poszłam z nimi do
      hałaśliwej nory smierdzącej fajkami i wcale mi to nie przeszkadzało. Ale oni
      chyba nadal nie rozumieją że jesteśmy normalnymi ludzmi którzy potrzebują
      kontaktów z nimi...
    • joakal Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 21:02
      to przykre że tak Was traktują
      My mamy odwrotnie - jako pierwsza para mamy dziecko i już w paczce kolejna
      dziewczyna jest w ciąży a kolejne pary już się zastanawiają. Zresztą mieli nam
      za złe że się późno przyznaliśmy - oni chcieli w tym samym czasie mieć dzieci.
      Teraz cieszą się jak mogą nas odwiedzić i na imprezy docierają wcześniej żeby
      asystować przy kąpieli i usypianiu smile
      • duramgama do joakal 27.06.05, 21:26
        Asystują przy...usypianiu? To musisz mieć Anioła, nie dzieckowink
        Moja nie dałaby się spokojnie uspić, gdyby kilka osób było w poblizu. Byłaby tak
        zaaferowana, że coś się dzieje i tak oburzona, że chcę ją ululać kiedy tyle się
        dzieje, że z pewnością odmówiłaby kategorycznie współpracy...
        • flawia Macie sporo czasu? 27.06.05, 21:57
          Tak sobie czytam Wasze wypowiedzi i dochodzę do wniosku, że chyba macie sporo
          czasu - a mnie to jednak nie dotyczy... Wizyty rodziny czy znajomych traktuję
          póki co jako zło konieczne. Zazdroszczę, że macie czas na życie towarzyskie smile
          • joakal Re: Macie sporo czasu? 27.06.05, 22:01
            ja mam 11 tyg. aniołka smile
            zasypia ok 20.00 (od małego była uczona zasypiania przy obcych - w weekendy
            chodzę do szkoły więc zajmuje się nią niania)
            budzi się dopiero ok 2.30 na jedzonko i potem ok 6.00
            nigdy nie budzi się pomiędzy karmieniami
            w dzień potrafi nawet przez godzinę bawić się sama na macie edukacyjnej
            naprawdę czasami mi się nudzi smile
          • duramgama Re: Macie sporo czasu? 28.06.05, 22:23
            Hej! Nie wiem ile ma Twoja dzidzia, ale wnioskuję, że jeszcze nie wiele...
            Ja też przez pierwsze trzy miesiące pozwalałam swojej kruszynie spokojnie
            adaptować się do warunków "pozabrzusznych" i zdecydowanie wolałam zostać w domu
            niż ciągać malucha po znajomych czy rodzinie. Sytuacja jednak zmieniła się kiedy
            mała zaczęła więcej "kumać" i z ciekawoscią przyglądać się urokom tego świata.
            To wszystko kwestia organizacji, a nie ilości czasu. Bez względu na to czy
            jestem w domu, w lesie czy u dziadków - tak samo muszę ją nakarmić, przwinąć,
            uśpić, utulić...
            Akurat mam to szczęście, że Srajdzinka uwielbia ludzi, kompletnie nie boi się
            obcych i chętnie z nami podróżuje. Jak tylko widzi fotelik samochodowy albo
            nosidełko aż ją roznosi z radości. Nie myśl sobie, że to takie typowe życie
            towarzyskie. Przede wszystkim biorę pod uwagę potrzeby małej, jej rytm dnia, a
            dopiero potem jakiekolwiek rozrywki. Poza tym wyprawa z całym majdanem (torba z
            ubrankami, pieluchami, grzechotkami, wózek, nosidełko itp.itd.) to nie lada
            wyzwanie! (od tego targania gratów mam wyrobione mięśnie rąk jak nigdy
            przedtemsmile Ale my to po prostu lubimy. I jesli Twoje dziecko też polubi taki
            sposób spędzania czasu, a będziesz chciała gdzieś z maluchem wyskoczyć -
            spokojnie znajdziesz na to czassmile jeszcze raz podkreślam - to kwestia chęci i
            dobrej organizacji.
            Pozdrawiam
    • milka73 Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 27.06.05, 23:25
      Kobieto szkoda czasu na takie problemy. Każy wolny człowiek robi co chce, mówi
      co chce a jeśli inni tego nie akceptują to odchodzą i odwrotnie, jesli ty nie
      akceptujesz czegos w innych to też odchodzisz i idziesz swoją ścieżką. Potem
      spotykasz innych "przyjaciół" tematycznie podobnych itd. Życie jest jak
      kalejdoskop - ciągle zmienia się sceneria. Więc nie zamartwiaj
      sie "przyjaciółmi" tylko jedź gdzie tylko masz ochote i oczywiście możliwości.
      Zobaczysz to będzie Twoja najlepsza wyprawasmile
      Pozdrawiam
      Kasia
    • mama_patulki Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 28.06.05, 10:45
      moi przyjaciele okazali się na szczęście prawdziwi. Cały czas utrzymujemy
      kontakt, nie zapomnieli o mnie. Często wspierają mnie gdy mam gorszy dzień. Nie
      mam ich zbyt wieu, ale okazali się na wagę złota. I jeszcze jedno, po urodzeniu
      dziecka znalazłam jeszcze przyjaciół w osobach o których nigdy tak nie
      myślałam. Są to moi rodzice (zwłaszcza mama) oraz bratowa (bezdzietna).
    • berecik7 Re: Bezdzietni "przyjaciele" ;-) 28.06.05, 22:35
      a ja mam wrażenie, że ja prawdziwe zycie towarzyskie zaczęłam dopiero wtedy,
      gdy zaszłam w ciążę!!! dużo mniej pracowałam, więc miałam czas na przyjaciół i
      znajomych, których jakoś się namnożyłosmile)) każdy się pytał, jak się czuję, jak
      dzidzia, itp. Po porodzie nie mogę się odgonić od odwiedzin, aż jest to czasem
      męczące. Ale cieszę się, że tak jest.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka