amba4
10.09.05, 20:27
Mam problem. Moi rodzice... jestem jedynaczką. Mężatką, trójka
dzieciaków...jak byłam dzieckiem miałam wszystko, moje dzieciństwo to lata
siedemdziesiąte i osiemdziesiąte, ale pamiętam i smak szynki, smak nutelli,
ciuchy z peweksu. Jednego mi tylko brakowało swobody... zawsze tylko rodzice,
mój ojciec strasznie nadopiekuńczy... na pierwszym roku studiów nauczyłam się
kroić chleb

studia to było uczenie się samodzielności, ale względnej, bo
byłam przyzwyczajona do "krótkiej smyczy"i praktycznie z każdego kroku byłam
rozliczana. Z moją mamą miałam wtedy bardzo dobry kontakt. Na V roku wyszłam
za mąż. Na ślubie mój ojciec obiecał nam mieszkanie... nic z tego nie
wyszło.I wtedy zaczeło się wszystko psuć. Nie mogłam na nich liczyć.
Mieszkają w bardzo atrakcyjnej miejscowości... nie było mowy o możliwości
przyjazdu do nich. A teraz kontakty z nimi są dwa razy do roku... Mieszkamy
500 km od nich. Niby ciesząsię z naszych krótkich odwiedzin, ale ojciec tylko
szuka pretekstu do zwady: wszystko krytykuje, mój sposób zajmowania się
dziećmi, ich wychowywania, mój ubiór... a matka sprawia wrażenie jakby jej na
niczymnie zależało... totalna obojętnośc...jest mi z tym żle... czuję się jak
niedorobiona ech szkoda gadać...
ja poprostu chciałabym normalnie z nimi rozmawiać... aby wykazali choć
trochę zainteresowania moim życiem... dla mojego ojca jestem debile, kretynką
i osobą conajmniej ograniczoną... a skończyłam studia, dwa kierunki
podyplomowe... też mam kochającego męża, który ma "normalną rodzinę"... dla
niego... dla mnie nie, bo czuję się przez nich nieakceptowana...
mój ojciec na pewno ma ogromne
problemy z komunikacją, jak nie jest coś po jego myśli wpada od razu we
wściekłośc: ubliża, denerwuje się nie potrafi normalnie
rozmawiać...najważniejsze jest dla niego jego zdrowie... zapraszałam ich
nieraz do siebie ale po 3 latach mieszkania 400 km mama odwiedziła mnie tylko
raz...ojciec nigdy...byliśmy w tegoroczne wakacje u nich kilkarazy,
mieszkaliśmy niedaleko. Ostatnia wizyta skończyła się okropnie, ojciec
naubliżał mi, naubliżał mojemu 10 letniemu synkowi ( poszło o zabawę 10 latka
z najmłodszą moją pociechą)po czym zadzwonił wieczorem do mojego męża, który
nie był świadkiem zdarzenia i "wyrzygiwał" swoje żale na mnie przez
godzinę... byliśmy się z nimi pożegnać, z mojej strony dość chłodno i od tego
czasu nie
dzwoniłam...