Dodaj do ulubionych

jestem malostkowa?

11.11.05, 15:55
Moj maz dojezdza do pracy ok 10 km w jedna strone.Oczywiscie samochodem a
same wiecie ile kosztuje benzyna.Tak sie zlozylo,ze od niedawna sasiad zaczal
prace w firmie tuz obok pracy meza.Godziny wlasciwie podobne wiec dogadali
sie,ze beda razem jezdzic.Sasiad to zaproponowal,ze niby taniej bo benzyna po
polowie bedzie.Powyliczali wspolnie,powiedzial,ze rozliczy sie co miesiac i
na tym sie skonczylo.Od 3 miesiacy nie dal ani grosza.Kiedys wspomnial,ze
firma sie spoznia z wyplata i tyle.Wczoraj rozmawialam z mezem ale on
twierdzi,ze glupio mu faceta poganiac,ze to przeciez nie taka duza kasa,ze i
tak musi jezdzic do pracy wiec nic nie traci.Moze i kasa nie taka duza ale
nie przelewa sie w domu,sa male dzieci i kazdy grosz sie liczy.Niby
powiedzial,ze pogada z sasiadem ale nie bardzo w to wierze.Jak mu za
korepetycje nie placili tez nic nie powiedzial.W ogole nie potrafi brac
pieniedzy od ludzi i ja przy tym wychodze na pazerna i zdzierajaca.
Obserwuj wątek
    • lila1974 Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 16:06
      Nie, nie jesteś małostkowa.
      Umowa to umowa.
      Facet jest nie w porządku.
      Niestety, poganiać kogoś o pieniądze, to robić sobie wroga.
    • tamara30 Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 16:53
      Kleonike był już, tutaj podobny temat, ale nie pamietam nicka ani tutyłu posta
      sad może czajka pomoże???
      nie, nie jesteś małostkowa, i ja bym nie popuściła, drąż temat do skutku.
      • 18_lipcowa Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 16:57
        Pamietam podobną dyskusję,
        Były 2 strony i w sumie obie miały rację
        Bo z jednej strony gość obiecał i powinien sie wywiązać
        z drugiej mąż i tak jeździ i by jeździł czy z sąsiadem czy bez...

        I ja tez sama nie wiem...
        • 18_lipcowa Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić koszte 11.11.05, 17:03
          kosztem kolegi? TaK?
          • tamara30 Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 11.11.05, 17:09
            lipcowa nie prowokuj!!! to nie kleonike chce sobie dorobić tylko ten kolega
            ratuje sobie budżet, jeżdżac za darmo. Ja nie chce pół na pół, ponosić kosztów,
            to niech sobie drepta na autobus, busa czym mu tam wygodnie. I niech płaci za
            bilet!!
            Acha nie podejmuję dyskucjii. Na dziś koniec z netem . pa
            • 18_lipcowa Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 11.11.05, 17:12
              Ja nie prowokuję, bo ja bym się dołożyła, ale z drugiej strony czy autorka
              wątku chce ratować domowy budzet zdzierając kolegę? Przecież mąż i tak
              jeździłby do pracy, prawda?
              • semijo Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 11.11.05, 17:19
                Lipcowa na prawdę jestes taka tępa? kto tu z kogo zdziera? Pomyśl czasem to na
                prawde nie boli. Wiesz nie każdy ma zadatki na Matkę Teresę.
                • 18_lipcowa Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 11.11.05, 17:22
                  Ale jaka tępa?
                  Przecież piszę że ja bym sie dokładała, ale nie rozumiem też chęci
                  podreperowania domowego budżetu kosztem kolegi, skoro mąż I TAK BĘDZIE JEŻDZIŁ.
                  • semijo Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 11.11.05, 17:29
                    18_lipcowa napisała:

                    > Ale jaka tępa?
                    > Przecież piszę że ja bym sie dokładała, ale nie rozumiem też chęci
                    > podreperowania domowego budżetu kosztem kolegi, skoro mąż I TAK BĘDZIE
                    JEŻDZIŁ.
                    >
                    Ale nie chodzi o to czy Ty byś się dokładała czy nie, ale to że nie widzisz w
                    tym nic dziwnego. Można czasem kogoś podwieżć, ale jeżdząć z kimś na jego koszt
                    codziennie uważam za nadużycie uprzejmości. Argument o tym, ze koleś i tak
                    jeździ można o kant dupy rozbić. Tyle..
                    • 18_lipcowa Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 12.11.05, 10:05
                      Nadużywa uprzejmości ale auta nie zużywa.
                  • kleonike Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 11.11.05, 17:31
                    no wlasnie i tak jezdzic musi.
                    Ale czy sasiad musi jezdzic za darmo?Zwlaszcza,ze dzieci malych nie ma...Z
                    drugiej strony na forse mozna machnac reka,nie odzywac sie i nie zabierac
                    goscia rano.Tylko jak mu to powiedziec?Maz ma zaczac robic uniki?Bo w oczy to
                    mu chyba nie powie bo moj slubny to z tych,ktorzy nie dosc,ze kazdemu pomoga to
                    jeszcze dadza sie wykorzystac.Zero asertywnosci niestety
                    • 18_lipcowa Czyli chcesz zarobić- PRZYZNAJ SIE 12.11.05, 10:06


                      • october.fest Re: Czyli chcesz zarobić- PRZYZNAJ SIE 13.11.05, 13:52
                        A pierdzielisz lipcowa jak potłuczona - i jak nakręcona.
                        Sąsiad zaproponował sam, więc niech się dokłada, dla mnie nie byłoby gadki
                        nawet, po miesiącu bym temu panu podziękowała za towarzystwo.

                        Ja jeżdze na studia 200km w jedną stronę, jezdzi ze mną kolezanka - z własnej i
                        nieprzymuszonej woli, koszty dzielimy oczywiście na pół (auto na gaz, więc
                        wychodzi spoko). Wyjazdy co dwa tygodnie. Ja licze koszty tylko paliwa
                        oczywiście, z czym nie zgadza się mój mąż twierdząc, ze po 10.000 km trzeba
                        wymienić olej, poza tym na gazie świece szybciej sie spalają, a to wszystko
                        kosztuje. Zgadzam się z nim w tej kwestii, koszty eksploatacji samochodu są
                        niemałe, ale głupio mi brac więcej niż za paliwo, w końcu nie jeżdzi ze mną
                        codziennie.

                        A ty lipcowa - nie wiem, czy pracujesz, jeśli tak, to ilośc wpisów w każdym
                        wątku świadczy o jakości tej pracy, z braku męża, dzieci (tez dla mnie nie
                        zrozumiałe, czemu piszesz głównie na emamie) drążysz każdy temat do spodu,
                        upierdliwie, czepiasz się każdego szczegółu, próbując pokazać swoją
                        oryginalność i odmienność, ale na Boga...to jest męczące, chociaż na szczeście
                        rzadko tu pisze i czytam twoje mierne wypociny (na szczęście nie muszęwink)
                        No jednym słowem - walnięta jesteś zdrowo.

                        A wracając do tematu - naprawdę wygodnie jest dupę posadzić w czyimś
                        samochodzie - w zimie zagrzany, szyby rozmrożone, można jeszcze dokimac sobie
                        na siedzeniu pasażera - nie dokładając przy tym ani grosza.
                        • 18_lipcowa Re: Czyli chcesz zarobić- PRZYZNAJ SIE 13.11.05, 21:24

                          > A ty lipcowa - nie wiem, czy pracujesz, jeśli tak, to ilośc wpisów w każdym
                          > wątku świadczy o jakości tej pracy, z braku męża, dzieci (tez dla mnie nie
                          > zrozumiałe, czemu piszesz głównie na emamie) drążysz każdy temat do spodu,
                          > upierdliwie, czepiasz się każdego szczegółu, próbując pokazać swoją
                          > oryginalność i odmienność, ale na Boga...to jest męczące, chociaż na
                          szczeście
                          > rzadko tu pisze i czytam twoje mierne wypociny (na szczęście nie muszęwink)
                          > No jednym słowem - walnięta jesteś zdrowo.


                          Jak coś Ci przeszkadza to mnie nie czytaj.
                          Dziwie sie po raz kolejny zacofaniu w naszym kraju. Od kiedy obecnosc męża
                          swiadczy o jakosci zycia. O dzieciach juz nie wspomnę...
                  • kalina_p lipiec, bardziej obciążony samochód wiecej pali;) 11.11.05, 21:33
                    hehehe...wiec de facto autorka traci na tym interesie.
                    • 18_lipcowa Re: lipiec, bardziej obciążony samochód wiecej pa 12.11.05, 10:07
                      Ok w takim razie niech sąsiad dopłaca za tą różnicę a nie lalka kombinuje jak
                      zarobić na sąsiedzie.
                      • kalina_p a bilety autobusowe kupujesz? Po co? 12.11.05, 10:33
                        przeciez autobus i tak by jechał, czy Ty wsiądziesz, czy nie...
                        • 18_lipcowa Re: a bilety autobusowe kupujesz? Po co? 12.11.05, 10:44
                          Kalina, ja bym się dołożyła.
                          Ale jak słyszę - ee sąsiad nie ma dzieci, ma kasę, a my nie mamy to coś mi
                          podpowiada ze to chęc dorobienia sobie.
                          Potem sąsiad przestanie jezdzic i pretensje bedą że stały dochód zniknął.
              • marychna31 Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 11.11.05, 17:41
                Może Jej nie chodzi o kwestie finansową ale o zasadę?

                My mamy znajomego, który nagminnie "pożycza" niewielkie sumy pieniędzy - a to
                10, a to 15, a to 30 zł. Napisałam "pożycza" bo przeważnie tych pieniędzy nie
                oddaje, wychodząc prawdopodobnie z założenia, ze nie warto zawracac sobie głowe
                takimi groszami. Fakt, te kwoty nie zmieniają naszej sytuacji finansowej a
                jednak mnie to irytuje bo wolałabym sama decydować czy chcę komuś zrobic taki
                prezent czy nie. Jezeli sąsiad autorki wątku, chciał za darmo jeżdzić do pracy
                bo ma złą sytuację finansową to powinien jasno postawić sprawę i własnie o to
                poprosić a nie sciemniać o jakims płaceniu za paliwo.
          • to.teraz.ja Re: Czyli mamy rozumieć że chcesz sobie dorobić k 13.11.05, 16:55
            kurcze,Lipcowa-ty jestes naprawde ograniczona osoba.Im wiecej twoich postow
            czytam tym bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze ci brak duzej czesci
            mozgu.Czy ty nie rozumiesz prostych zasad rzadzacych tym swiatem?Ilez ona
            moglaby dorobic w ten sposob?Mozesz mi na to odpowiedziec.?Jestes po prostu
            beznadziejna kobieta.NiedobrzE mi sie robi jak czytam te twoje
            wywody.Kurcze,gdzie ty sie uchowalas z tym swoim spojrzeniem na zycie.B E Z N A
            D Z I E J A!!!!!!!!!!!!
    • atta Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 17:28
      A ja myślę, że to zwykłe cwaniactwo! Nie znoszę tego. Jestem przekonana, że
      gdyby facet normalnie przyszedł, wyjaśnił sytuację i rzeczywiście miał b.złą
      sytuację finansową - autorka wątku machnęłaby ręką (przynajmniej ja bym tak
      zrobiła, bo i tak mąż dojeżdża). Ale ten gość najpierw "z gestem" ustalił,
      umówił się, wynalazł rzekome plusy takiej sytuacji (bo niby taniej dla obu
      stron), a teraz wygodnie "zapomina". To jest naciąganie i to tępiłabym!
      Ale to tylko moje zdanie.
      • beata132 Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 17:43
        Być może ów "kolega" jeżdżąc z Twoim mężem przez 3 miesiące zdążył zorientować
        się, że ten ma dobre serce i pozwoli się wykorzystać. Sądzę podobnie jak atta,
        że gość jest zwykłym cwaniakiem, ktory doskonale zdaje sobie sprawę, że Twój
        ślubny nie będzie miał odwagi poprosić wprost o pieniądze. Jeżeli uważasz, że
        facet Was wykorzystuje to sama mu o tym powiedz. Tylko najpierw poinformuj o
        swoim zamiarze męża żeby nie miał do Ciebie o to pretensji. W końcu pieniądze
        wydane na paliwo są z Waszego wspólnego budżetu i masz prawo czuć się oszukana.
        Pozdrawiam
        Beata
      • semijo Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 17:47
        Bo ludzie tacy są. Łatwo przyzwyczajają się do wygodnictwa. Moje siostry też
        woziły na studia swoje dwie koleżanki. Na początku miały się dzielić i raz w
        tygodniu 1 miała brać samochód i przyjeżdzać po moje siostry. Ale kilka razy
        jakoś nie mogły wziąść samochodu i w końcu tak zostało że tylko one brały
        samochód i jeżdziły po koleżanki. w Końcu stały się takie bezczelne, że nawet
        nie chciało im się zadzwonić do moich sióstr, że nie jadą na uczelnie i one
        przyjeżdzały bez sensu. Po któryś takim wybryku powiedziały dosyć. Koleżanki
        były bardzo zdziwone...tak już jest z ludźmi jak się przyzwyczają do pewnych
        rzeczy, powiedz stop takiemu cwaniactwu...
    • lola211 Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 18:44
      To zadna pazernosc z Twojej strony.FAcet jest niewporzadku - ma komfort
      dojazdu i jeszcze próbuje "na krzywy ryj".Pomecz meza, zeby sprawe
      wyprostowac, bo daje sie robic w konia.
    • clk Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 18:55
      Cwaniactwu mówimy stanowcze nie.
      Dac komus palec, to zje całą rękę.
    • katarzyna.br Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 18:55
      Mówiąc delikatnie upominanie się o pieniądze jest "nie eleganckie", a mówiąc
      mniej delikatnie "prostackie". Ja osobiście mam z tym problemy i rozumiem
      Twojego męża.
      • clk Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 18:56
        Tak samo jak wykorzystywanie kogos smile
        • katarzyna.br Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 19:03
          Ja nie czuję się dobrze upominając się o pienądze - może ktoś powie że
          jestem "frajerka", ale pieniądze które czasami pożyczę komuś nie są tak duże, i
          na pewno nie są to kwoty które mogą uratować mój budżet.
        • stamag Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 19:05
          No cóż. Mąż kiedyś będzie miał urlop. Niech koniecznie "zapomni" powiedzieć o
          tym sprytnemu koledze. Jak się cwaniak spóźni do pracy, a potem pojeździ sobie
          autobusem, to może doceni komfortowy dojazd.
          I czasem go nie informujcie, kidy koniec urlopu... Żeby się musiał zapytać.
          Wtedy będzie dobra okazja do niewinnego zapytania, czy dzwoni zapytać, ile jest
          winien za benzynę, jak to miło z jego strony że o tym pamięta...

          Problem tylko, jeśli do urlopu (choćby krótkiego) daleko.
        • ala67 Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 19:14
          Klasyczna absurdalna sytuacja: i autorka postu, i jej mąż są w porządku, oddają
          komuś przysługę, wywiązują się z zawartej umowy. A sąsiad się nie wywiązuje,
          wykorzystuje sytuację i jest bardzo nie w porządku, ale...To im jest głupio, a
          nie jemu! Wkurza mnie coś takiego, ale niestety - też się nie umiem upominać o
          kasę, nawet należną. Ale jeżeli autorka wątku nie ma oporów, to uważam, że
          powinna.
          Przypomina mi się komentarz mojego kolegi: I bądź tu q..va grzeczny...
        • jemma Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 19:39
          Rzeczywiście,upominanie sie o pieniądze nie jest takie łatwe,ale to raczej dłużnik,który udaje idiotę zachowuje sie jak prostak,Katarzyno.U nas jest nieco inna sytuacja,prowadzimy pub,tzn.mąż,ja trochę mu pomagam.Z reguły nie dajemy na"kreskę"ale mamy kilku znajomych,naszych klientów,co do których mamy zaufanie i oni na krechę dostają.Wśród "kreskowiczów" jest kilku takich,którzy nie poczuwaja sie aby oddać dług.Jest np.nasz sąsiad mieszkający kilka domów od nas,a zarazem mój były nauczyciel\do głowy nam nie przyszło,że moze nie oddać,a z miesiąca zrobiło się pół roku\.Facio jest bezczelny,przestał wogóle do nas zaglądać,gdy nas widzi to dosłownie ucieka,a gdy mija nas samochodem z uśmiechem nam kiwa.Jest nam niezręcznie w takich sytuacjach,ale z drugiej strony to jemu powinno byc głupio,a nie nam.Czasami mam ochotę iść do niego do domu i powiedzieć co o nim myślę moze żonka też by się dowiedziała przy okazji paru rzeczy.Mój mąż jest cierpliwy,\chociaz kwota nie jest mała\i czasami naprawdę przydałaby się.Gdyby przyszedł,pogadał,przeciez mógłby oddac na raty,a nie ucieka przed nami i to dorosły facet.Przepraszam,że sie tutaj wchrzaniam ze swoją sprawą,ogólnie jestem przeciw cwaniactwu chociaz przyznam,że jeśli chodzi o kase to łatwo narobic sobie wrogów,chociażby się chciało załatwić sprawę delikatnie.
    • dominika8 Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 19:48
      nie, nie uważam
      ale rozumiem też Twojego Męża, który krępuje się upomnieć o kaskę.
      może zrobić tak, że przy kolejnej jeździe podjechać na stację benzynową i
      ostentacyjnie zatankować
      w każdym razie ja nie lubię takich sytuacji, ktoś się z kimś umawia a potem
      udaje Greka. Przecież jak mu ciężko finansowo, to powiedzieć otwarcie, że nie
      ma kasy i rezygnuje. Poza tym są inne sposoby na oddzwdzięczenie się-pomoc przy
      dziecku, zaproszenie na obiad do domu itd Poza tym może choć płacić
      równowartość biletu miesięcznego-przecież i tak by musiał kupić.
    • anias29 Nie jesteś. A sąsiad.... 11.11.05, 20:34
      niech sobie np. jeździ roweremsmile Mój mąż właśnie 10 km do pracy pokonuje na
      rowerze przez większą część roku. Dla kondycji, jak twierdziwink
      • gorgolka Re: Sąsiad to naciągacz 11.11.05, 21:37
        Ja takich nie nawidzę. Zależy co chcesz osiągnąć, bo możecie zrobić tak: parę
        razy zabierz sie z mężem i jakimiś koleżankami rano tak żeby sąsiad sie nie
        zmieścił (uprzedźcie go wcześniej), po kilku dniach pewnie sam zapyta czy znów
        samochód wolny i moze sie zabrać i to będzie dobry pretekst by poruszyć kwestię
        pieniędzy. Ale jest ryzyko że sie nie zapyta i stracicie możliwość odebrania
        nawet tych zaległych pieniędzy. Ale trudno, ja bym tak zrobiła, bo to nie było
        przygodne podwożenie tylko wyraźna umowa na początku. Skoro nie dotrzymuje
        warunków to niech sie liczy że przestaniecie go wozić.
        A moze sąsiad ma samochód to jeździjcie na zmianę waszym tydzień i jego tydzień.
    • g0sik Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 21:42
      Nie jesteś. Skoro sąsiad sam zaproponował wspólne dojazdy i sposób rozliczenia
      to mąż jak najbardziej powinien się o pieniądze upomnieć. I to, że mąż i tak
      dojeżdza do pracy nie jest wystarczającym powodem żeby ktoś robił z niego idiotę...
    • g0sik Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 21:51
      Moja sąsiadka w przeciwieństwie do mnie gotuje codziennie obiady. Jak myślicie
      chyba nie będzie to przegięciem jeśli zalecę do niej codziennie coś zjeść, bo
      skoro i tak gotuje....?
    • janka19 Re: jestem malostkowa? 11.11.05, 23:18
      Zawsze się wstydziałam upominac o swoje. Ale w obecnej sytuacji rodzinnej i
      finansowej, nie ma juz miejsca na "głupio mi"
      Miesiąc temu sąsiadka pozyczyła od nas 150 zł.Miała oddać za 2 dni. 2 dni
      minęły a kasy nie ma. Trzeciego dni spotkałam ja na klatce, obiecała że
      wieczorem odniesie. Nie odniosła.Żeby przyjamniej przyszła przeprosiła i
      wyjaśniła że odda później, a ona nic !
      Wczoraj mąz poszedł do niej z pytaniem kiedy zamierza oddać .Oddała 100 zł, w
      tygodniu ma donieśc 50 zł.
      Dla mnie sa to za duże pieniądze aby robić komuś takie prezenty.
      A niech tylko przyjdzie jeszcze raz,przygotowany mam już odpowiedni wykład.
      I nie uważam że takie zachowanie jest prostackie, jak zostało to napisane
      wyżej .
      Prostackie jest zachowanie wykorzystujących a nie upominajacych się
      wykorzystywanych !!!

      Niestety ludzie wiedzą na kim mozna "żerować" i kogo wykorzystywać. Wiedzą że
      czlowiek sie nie upomni, bo mu będzie głupio.
      Ale mnie takie typy wkurzają!
      Ja juz się nie daję.
    • 18_lipcowa To ja mam radę dla CIebie 12.11.05, 10:28
      Jak tak pilnie chcesz sobie dorobić na ludziach , niech mąż wezmie jeszcze dwie
      osoby do tyłu.
      Jak się wszyscy zrzuca to na pieluchy i żarcie bedzie co miesiąc.
      • marychna31 Re: To ja mam radę dla CIebie 12.11.05, 10:59
        >
        > osoby do tyłu.
        > Jak się wszyscy zrzuca to na pieluchy i żarcie bedzie co miesiąc.

        No widzisz lipcowa, jakiś czas temu tak rozpaczałas, ze jesteś bezrobotna a
        teraz masz już genialny pomysł na zarobkowanie. Otworzysz własną firmę
        transportową! I nie będzusz musiała nic wyłudzac z pomocy społecznej (gdzies o
        tym wspominałaś, ze jak ktoś nie wyłudza to głupi jest). POWODZENIA!!!smile)))))
        • 18_lipcowa Re: To ja mam radę dla CIebie 12.11.05, 11:07
          Nigdy nie rozpaczałam.
      • carinap Re: To ja mam radę dla CIebie 12.11.05, 11:02
        Lipcowa, podobno ludzi miezry się swoją miarką.... Tobie to nie przeszkadza OK,
        ciekawe czy zachowywałabyś sie tak samo na jej miejsu lub co więcej miejscu
        sąsiada....
        Przykro że oczywiste nadużycie jest tematem do dyskysji.
        Powinniśmy jasno określać takie sytuacje i brać na siebie odpowiedzialność.
        Koleś nie chce płacić? W porządku, niech czasem cos kupi dzieciakom lub wino
        Pani domu, niech pomoże w remoncie albo odda inną przyjacielską przysługę.
        Jeśli jest kolega tylko w drodze do pracy na czyjś koszt, cóż... To chyba
        autostopowicz a i ci czasem pytaja czy dycha wystarczy... Ktoś kiedyś
        powiedział że z moralnościa jest jak z panną w ciąży: albo jest, albo jej nie
        ma. Nie może być trochę. Więc nie szukaj odcieni szarości tam gdzie cos jest
        ewidentnie czarno-białe.
        • misiabella Re: To ja mam radę dla CIebie 12.11.05, 11:15
          Napisałaś-"Ale jak słyszę - ee sąsiad nie ma dzieci, ma kasę, a my nie mamy to
          coś mi
          podpowiada ze to chęc dorobienia sobie"
          To spora nadinterpretacja.Dziewczyna opisuje swoją sytuację,by powiedzieć,że im
          się nie przelewa,a jednak mąż nie żeruje na cudzym dobrym sercu i nie jeździ
          na "krzywy ryj".Sąsiad jest bezczelny do przesady.Mężowi przydałoby się troszkę
          asertywności.Niech zatankuje przy sąsiedzie i zapyta o to,czy ten mógłby
          zapłacić,tak po prostu,z uśmiechem,bez tłumaczenia się.
          A tak naprawdę ja zaprzestałabym wożenia takiego pasażera.Czułabym się po
          chamsku wykorzystywana.Tacy ludzie nie znają umiaru.Być może nawet śmieje się z
          kumplami jakiego to frajera sobie znalazł.
      • lola211 Re: To ja mam radę dla CIebie 12.11.05, 12:22
        Jak jestes taka hojna, to moze sama porobisz za gratisowego taksówkarza i
        zaczniesz podwozic innych za friko.Nikt sasiada do tego ukladu nie zmuszal.
    • agacz2905 Re: jestem malostkowa? 13.11.05, 12:39
      Rozumiem i Ciebie i Twojego mężasmile, bo my też w przeszłości mieliśmy kilka
      takich sytuacji. Z tą różnicą, że mój mąż jako informatyk i tzw. "stary
      kawaler" (czyt. osoba dyspozycyjna) przyzwyczaił swoich bliższych i dalszych
      znajomych do tego, że świadczy im usługi informatyczne na żądanie i za friko.
      Kiedy zmieniła się jego sytuacja rodzinna (a więc i finansowa) osoby te
      oczekiwały nadal, że układ z przeszłości będzie trwał wiecznie. Mój mąż lubi
      pomagać ludziom, ma dobre serce i nie umie odmówić (tj. odmawiając, czuje się
      bardzo źle). Był parę razy wykorzystany i można powiedzieć, że było w tym 20%
      jego winy, bo nie jest dość asertywny, aby ustalać pewne zasady. Niestety aż
      80% winy przypisuję bezczelnym ludziom, którzy np. dzwonią do męża z
      hasłem "jest robota do zrobienia", a po fakcie (np. mąż spędził całą sobotę na
      pracy przy kompie kogoś tam) dają mu...czekoladę za 3 zł "dla dziecka". Ja
      swego czasu czułam się jak wredna materialistka, "ustawiając" męża i kładąc mu
      do głowy pewne prawdy oczywiste. Dało to pewne efekty i teraz, choć mąż nadal
      jest życzliwy, pomaga, etc. - wypracował sobie pewne granice, których nie
      przekracza. Nie, my akurat nie chcemy sobie dorobić, bo mąż bardzo źle by się
      czuł "robiąc fuchy" po domach. Nauczył się odmawiać, co też go kosztowało nieco
      wysiłku. Czas po pracy to jest czas dla rodziny. Dodam, że mąż jest cenionym
      fachowcem z wieloletnim doświadczeniem w zawodzie. W Waszym przypadku nie
      upominałabym się o kasę. Przestało by mi być głupio i zaprzestałabym dalszych
      usług przewozowych. Przecież to sąsiad niest nie fair, dlaczego więc Wam ma być
      głupio? Określcie swoje granice i trzymajcie się tego. Poczujecie się oboje
      lepiej, zaręczam.
    • clk Re: jestem malostkowa? 13.11.05, 13:19
      sytuacja z wczoraj.
      Moj facet ma niesamowicie dobre serce. Szlag mnie trafia i tłukę mi do głowy, ze
      inni go wykorzystuja, bo jak przychodzi co do czego, to poprosic kogos o
      cokowiek to problem.
      Wychodzimy do kina, dzowni kolezanka. Prosi o podjechanie do jej taty i o drobna
      przysluge. Nagle slysze, ze ona calkiem niezle go namawia, bo potem tato bedzie
      spal, a kino nie zajac nie ucieknie... No szlag mnie trafil! Sytuacja nie byla
      pilna. kina nie odpuscilam, bo w koncu on ja przepraszajac powiedzial Nie.
      Czasem ludzie sa bezczelni.
      jeszcze jedno. Kiedy zaczynalismy mieszkac razem co chwile ktos do niego dzwoni
      z prosba o naprawienie kmputera, o to, czy moze wpasc i przyjezc swoj komputer,
      aby on go naprawil. Bez przesady...
      • zonazona Re: jestem malostkowa? 13.11.05, 13:34
        Nie jesteś.
        Nie chodzi o kasę tylko o umowę. Może zmiast wołac gotówkę do reki faktycznie
        niech mąż "umówi" się z sąsiadem, że płacą na zmianę za tankowanie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka