Dodaj do ulubionych

postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((((

17.11.05, 15:07
sytuacja1.
imieniny ojca mego ślubnego:
Kilka dni przed zaczęłam przypomninanie i prośby o kupienie prezentu, a
właściwie chociaż wymyślenie co kupić. Dzień przed imieninami "zażądałam"
kupienia. Po 3 godzinach od "zażądania" dzwonię z pytaniem, czy już....
Otrzymuję odpowiedź, jeszcze nie, ale kupię.
Dzień imienin - nie ma prezentu - ale jest obietnica o kupnie. Kilka dni po
imieninach nadal nie ma prezentu. Kilka miesięcy po imieninach nadal nie ma
prezentu.
Sytuacja nr 2
Nasze dziecko jest straaasznym alergikiem. Nie może wielu rzeczy jeść. Ciągle
chodzą za nami problemy skórno- brzuszkowe. Mój mąż wyciąga z lodówki 7 -io
dniową kukurydzę i daje dziecku "bo myślał, że może". Jest to już któraś z
rzędu sytuacja, kiedy dziecko dostaje coś "starego z lodówki". No dobrze. Mąż
myślał, że skoro leży w lodówce, to znaczy, że dobre. Ale w lodówce będą
takie rzeczy leżeć, bo po pierwsze, niektóre rzeczy, które nie nadają się dla
naszego syna nadają się dla nas. Niektóre rzeczy, które nie nadają się dla
syna i dla nas nadają się jeszcze dla naszego psa. Sytuacja z kukurydzą
zakończona całonocnymi wymiotami małego.

Sytuacja nr 3. Wyjmuję z lodówki garnek i pokazuję mężowi, że ten właśnie
garnek jest garnkiem z jedzeniem dla małego. Pokazuję i opisuję. Każę mu
patrzeć, tłumaczę i mówię długo. Obawiam się, by nie powtórzyć niedawnych
przygód z kukurydzą. Później okazuje się, że mały owszem dostał jedzenie z
garnka wzbogacone dodatkami z innych naczyń w lodówce. Dodatkami starymi i
zepsutymi, "bo przecież wczoraj mąż też te dodatki dawał". Nie dociera
tłumaczenie, że skoro wyraźnie pokazywałam, garnek i nic nie mówiłam o
dodatkach to dziecko nie powinno tych dodatków jeść. Tłumaczenie, że jedzenie
po 24 godzinach od "ostatniego razu" może być zepsutym jedzeniem nie pomaga.
Cała noc okupiona popłakiwaniem małego. Ja już wiem, że nie będzie to
ostatnia taka sytuacja. Rzyganie kukurydzą nic nie pomogło, więc nie pomoże
ból brzuszka.

sytuacja nr 4. Urodziny i teścia i teściowej. Od dwóch tygodni moje prośby o
pomoc w wymyślaniu prezentów. Za każdym razem słyszę odpowiedź "załatwię to".
3 dni temu to słyszałam, 2 dni temu też to słyszałam, wczoraj to słyszałam, a
dziś to aż bałam się zapytać. W końcu spytałam się. Oczywiście usłyszałam, że
jeszcze sprawa nie załatwiona.

Większość spraw codziennego życia przebiega w podobnym scenariuszu. Od kilku
lat znam koniec tych historii a jednak się łudzę, że następnym razem będzie
inaczej. Staram się stosować różne zabiegi, które teoretycznie mogłyby
poprawić sytuacje. Nic nie pomaga. Jestem tym cholernie zmęczona. Tym
przeświadczeniem, że NIGDY się nie uda.

Nie mam pomysłu jak sobie poradzić w takim zwykłym codziennym życiu. Mam
kilka hipotez.
1. Albo jestem zbyt wymagająca a nie powinnam być. Powinnam się zmienić w
panią sekretarkę od takich spraw.... co z góry jest skazane na niepowodzenie,
bo nie mam czasu na dodatkową pracę sekretarki.
2.. Albo jestem przewrażliwiona i takimi sytuacjami w ogóle nie powinnam się
przejmować.
3. Albo nie umiem zakomunikować powagi sytuacji i ślubny świadomie zlewa
sytuację nie czując, że coś tam jest ważne.
4. Albo ślubny cierpi na jakieś choroby od Alzheimera począwszy na
przemęczeniu skończywszy i powinien się leczyć farmakologicznie.
5. Albo moje prośby wyzwalają w ślubnym efekt konkretnego świadomego
postępowania, by zrobić mi na złość;
6. Albo ślubny mnie w ogóle nie słucha i po 12 latach znajomości machinalnie
kręci głową, odpowiada dobrze itp. nie wgłębiając się w treści moich przemów.
Informacje przekazywane przeze mnie nie docierają po prostu.
7. Albo mój ślubny jest totalnym kretynem w sprawach życia codziennego. A
kretynizmu jako cechy wrodzonej nie można wyleczyć. Jedyna rada
zaakceptować?????

Może ktoś ma inne pomysły???? Na razie jestem na etapie załamania nerwowego.
Nie jestem w stanie znieść więcej niż 1 przygodę dziennie. Niestety ostatnio
zdarza się ich więcej.
A może ktoś ma podobne sytuacje w swym związku????? Kurczę jakiejś rady czy
pocieszenia mi trzebasad(((
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:15
      Stawiam na p.6
      • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:17
        a masz jakiś pomysł na poprawę sytuacji???? Prócz "szczerej rozmowy"
        oczywiście, bo w sytuacji "niesłuchania" nie przynosi skutkusad((
        • triss_merigold6 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:20
          Metoda naturalnych konsekwencji?
          - Nie kupiłeś prezentu - nie idę z tobą na imieniny teścia - wstydź i tłumacz
          się sam
          - Dałeś dziecku toksyczny odpad atomowy - rzyga - wstajesz do rzygającego i
          kurujesz w nocy - ja śpię (przynajmniej udaję)
      • alchemilla Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 19.11.05, 15:02
        Nie mam najgorzej w takim razie. Albo inaczej, ostatnio nie mam się do czego
        przyczepić, albo jeszcze inaczej, z jakichś względów toleruję - rozumiem
        roztargnienie, zmęczenie, zamyślenie, gapowatość, nieuwagę, bagatelizowanie....
        Aż tak źle te określenia nie brzmią gdy teraz piszę. A ile ja sama mam wad!
        Może chwilowo zdaję sobie sprawę, że moje również mogą być dolegliwe i
        stąd "wyrozumiałość". Ale również mogłabym się przyczepić, nieprzemeblowany
        pokój, wszędzie kartony które tylko przestawiam żeby w ogóle móc otworzyć drzwi
        bo luby nie ma czasu, ochoty, sił by wynieść, rozpakować... Ale to drobiazgi w
        gruncie rzeczy, choć pewnie za tydzień będzie o to awantura. Z tym, że mój
        potrafi czasem przywalić mi tak, że pamiętam to latami. Bardzo boleśnie.
        Leżałam chora, nie mogłam się ruszyć, zapowiedziałam, że nie jestem w stanie
        zrobić obiadu i nic nie ma. Moje szczęście wróciło radosne z tekstem, że na
        mieście zjadł kolację, żeby mi ulżyć. O obiedzie dla mnie nie pomyślał. Bardzo
        bolesne wsomnienie. Nie zrobił tego złośliwie, nie pomyślał, zabrakło jakiegoś
        kawałeczka, ogniwka, które kazałoby mu skojarzyć rzecz tak elementarną. I nie
        mam pewności czy czegoś go ta historia nauczyła. Z drugiej strony potrafi
        zadbać, ściągnąć książkę, płytę której nigdzie nie można już dostać, a której
        koniecznie pragnę. Jest to jakby w sferze jego zainteresowań, rzecz, którą
        rozumie, akceptuje.
        Rozmawiałam z nim czemu sprawy podstawowe, elementarne, nudne ale stanowiące o
        jakimś tam porządku, komforcie tak taraktuje, czy nie rozumie, że pustego
        kartonu po mleku nie odstawia się do z powrotem do lodówki, że blaty w kuchni
        ściera się przy sprzątaniu kuchni, a podłogę trzeba czasem zamieść, że to
        wszystko ja mam robić?! Teraz właśnie z nim rozmawiałam. Nie robi tego
        złośliwie, go to to nudzi po prostu, widzi potrzebę, ale wylatuje mu z głowy,
        nie to jest najważniejsze, ma coś innego do zrobienia, traci czas, nie lubi.
        Ostatecznie nie ma co się dziwić, mnie też można tłumaczyć godzinami zasady
        działania TV. Czy jest sposób na jakiś kompromis? W rozmowy z reguły nie wierzę
        (przede wszystkim dlatego, że nawet jak do czegoś dojdziemy to w kieraciku zbyt
        szybko o nich zapominamy), ale może spróbuj porozmawiać jak mąż to widzi żeby
        się wzajemnie nie denerwować, zwłaszcza kosztem dziecka. Na mojego działa gdy
        to on coś wymyśli, proszę bardzo mogę się dostosować, a on dumny ze swojego
        patentu, będzie pilnował realizacji. Działają też argumenty nie biadolące, nie
        narzekające. Po wielu latach wynoszenia śmieci nauczył się w końcu zakładać
        świeży worek. Zadziałało, że dla mnie są to trzy schylenia (jestem w ciąży i
        upiornie trudno mi się schylać). I o cudzie wymienia. Ale takich sukcesów nie
        mam zbyt wielu na koncie.
        W każdym razie myślę, że mąż na pewno kocha i nie robi tego złośliwie, jest
        zmęczony, może też trochę taki typ, który nie dba o tego rodzaju rzeczy. Na
        pewno masz wiele na głowie, poczucie, że cała nudna codzienność jest na Twojej
        głowie. Odsapnijcie może od niej, jakiś wyjazd wspólny, może mąż niech zrobi
        sobie jakiś mały wypad by nie czuć się tak osaczonym, im też to jest potrzebne.
        Pomyśl o jego zaletach, zapytaj czy Ty masz jakieś, porozmawiajcie przy winku.
        Bo wiesz, żeby on też nie zaczął myśleć, że za progiem domu czeka ciągle
        zrzędząca żona. Sama rwnież może spróbuj odreagować, zafundować sobie jakieś
        przyjemności by odsapnąć, spojrzeć z dystansem. Tzn. ja rozumiem, że
        bezwzględną racje masz Ty, ale wiadomo już, że niekoniecznie meżczyzna naszego
        życia to rozumie i nie będzie zachowywał się dokładnie tak jak mu każemy,
        musicie więc znaleźć jakiś kompromis.
        • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 19.11.05, 15:27
          alchemilla mądre słowa.... tylko że ja się chwilowo zmęczyłam życiem
          polegającym na szukaniu coraz to nowych kompromisów. Na wyjeździe ostatnio
          byliśmy tydzień temu - i fakt samotnego pakowania, przemyśliwania przeze mnie
          co wziąć na taki wyjazd a później kilkudniowe rozpakowywanie tych majdanów
          (ciągły brak czasu i ważniejsze sprawy zawodowe) jeszcze bardziej mnie
          rozstroiły. Może gdybym więcej czasu miała, to byłoby lżej. A tak romantyczny
          wyjazd, z dzieckiem alergikiem, które nic z hotelowej restauracji nie mogło
          jeść, a matka musiała pokój hotelowy zaadaptować na kuchnię jakoś mnie jeszcze
          bardziej wyprowadził z równowagi. Tym bardziej, że mały na wyjeździe zachorował:
          ((( Samotne wypady - owszem mamy je. Od zawsze były. Najpierw myślałam, że
          marzeniem każdego faceta są "podróże z kolegami" więc sama go nawet na te
          podróże namawiałam, a później jakoś już tak zostało. I przynajmniej raz na rok
          odsapnięcie jest.
          Jestem po prostu na etapie zastanawiania się, czy takie jest właśnie życie? I
          po prostu trzeba je akceptować w imię miłości?
          AAA jeszcze chciałam napisać, że fakt mojego gderania chyba bardziej mnie
          wyprowadza z równowagi niż jego. Nigdy nie myślałam, że dożyję czasów, w kórych
          powielę charakter związku moich rodziców chociażby. Czyli gderająca żona i ten
          biedny zagderany mąż.
          Cały problem w tym, że wychowałam się na bajkach pt."żyli długo i szczęśliwie"
          a nic w tych bajkach nie było o pracy nad tym szczęściemwink
          • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 19.11.05, 15:43
            hmmm generalnie nie jest źle i generalnie to ja baaardzo szczęśliwa jestemsmile
            Tak mnie tylko nachodzi ostatnimi czasy, bo zmuszona jestem "rozkładać na
            czynniki pierwsze świeżo zakończony związek znajomych". Znajoma twierdzi, że
            nie ma co się męczyć w generalnie szczęśliwym życiu i warto walczyć o życie
            absolutnie szczęśliwe. Ona tak zrobiła i rzekomo dosięga absolutu. A ja tak
            utkwiłam w tej generalności i się zastanawiam, czy oby na pewno dobrze robię?
            Naturalnie w rozmowach ze znajomą twierdzę, że moja teoria kompromisowego życia
            jest jedynie właściwa i realnie i moralnie a to co ona zrobiła jest na dłuższą
            metę nierealne i niemoralne. Namawiam ją by nie paliła mostów, bo przyjdzie
            moment, że jej uczucia do "byłego" wrócą i nabierze sił do wymyślania coraz to
            nowych kompromisów. Mi te uczucia zawsze wracały mimo wielu nadwątleńwink Ech
            temat z tym, że nie ma po co iść do sklepu, bo mąż przecież nie jest głodny też
            przerabiałamsmile)))) Na tym polu odniosłam sukces- jakby nie było - bo mąż
            aktualnie pamięta, że ja czasami głodna mogę być teżwink.
            No.... i truję tej mojej szczęśliwej znajomej, że nie ma racji. Że ma wracać do
            generalnie szczęśliwego życia opartego na kompromisach.... a ona tylko się ze
            mnie śmieje... na razie się śmieje. Tyle że ten śmiech tak mnie właśnie wytrąca
            z równowagi, czego wyraz daję w tym wątku
          • alchemilla Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 19.11.05, 16:00
            Hmmm..., no to masz ciężko i jakby nie było jakiś mniejszy lub większy kryzys
            związku. I na pewno dziecko to utrudnia. Przede wszystkim Ty powinnaś odpocząć.
            Od rodziny, problemów z małym. Nie wiem czy będzie Cię stać na samotny wyjazd
            np. na jakąś farmę piękności, na warsztaty z jogi, wycieczkę, czy sama nie wiem
            na co (nie mam zupełnie doświadczenia). Pewnie nie, obawa o dziecko, ale za
            dużo masz tego kieratu i z tym trzeba coś zrobić. Może opiekunka do pomocy,
            jakaś pomoc do domu? Może i kosztuje ale może warto spróbować. A co mąż mówi,
            widzi w ogóle problem? Ma jakiś pomysł? Może spróbuj porozmawiać z
            psychologiem, takim od problemów w związku. Nawet nie z mężem, sama, może
            pozwoli Ci to uświadomić sobie, jak do niego trafić, czego on oczekuje, no nie
            wiem, nie ma innego pomysłu. U nas po jakimś czasie takiego narastania
            problemów, kończy się jednak na rozmowie, po której coś tam sobie wyjaśniamy.
            ja sobie np. uświadamiam, że drugiego takiego nie znajdę. Tyle, że potem
            blednie. I również boję się powielania postawy marudzącej mamusi, a jeszcze
            bardziej, że zaszufladkuję się jako taka zrzędząca baba już na zawsze u umyśle
            mojego mężczyzny. Z tymi bajkami to racja, poza tym w ogóle nie było mowy, że
            trzeba tyle sprzątać, przynosić zakupy, zarabiać na nie....
            Acha, gdy czasem jestem już tak kompletnie zła, zapłakana i zmęczona funduję
            sobie coś na poprawę nastroju np. zapłakane oczy _ super drogi krem.
            Doprowadziłeś mnie do łez, proszę bardzo, zapłacisz za to w ten sposób, skoro w
            inny nie potrafiłeś. I o dziwo, poprawia to humor i mnie, i jemu.
    • gonzia Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:18
      Hm...tak sobie myślę, że ludzie nie zmieniają się tak nagle i tak diametralnie
      i chyba wiedziałaś z kim masz do czynienia zanim postanowilaś spędzić z nim
      życie. Jedyną radą jest pogadać szczerze w 4 oczy w czym tkwi problem i czy
      jest szansa na zmianę postępowania na lepsze...
      Rozmowa powinna być konkretna i stanowcza a oczekiwania jasno i dobitnie
      sprecyzowane bo z facetami trzeba wprost, krótko i na tematwink
      Życzę powodzenia
      G
      • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:25
        widzisz gonzia kiedyś takie sytuacje tłumaczyłam sobie brakiem uczuć do mnie.
        Ale przy szczerych rozmowach okazywało się, że uczucia są, a
        brak "porozumienia" wynikał z rzekomego "nie wiedziałem, że to takie ważne".
        Teraz jestem trochę pewniejsza uczuć, nauczyłam się też po lekturach kilku
        psychologicznych książek lepiej docierać w wyrażaniu swych potrzeb. Tzn.
        przypominam nie tylko o imieninach czy urodzinach teściów, ale i o swoich
        świętach, czy naszych też przypominam. Robię to jasno i dobitnie. Precyzuję
        dosłownie: np. Zarezerwuj sobie wieczór, bo mamy rocznicę ślubu. No bardziej
        krótko i precyzyjnie chyba nie można???? ..... Chyba nie muszę mówić, że
        wieczór był spędzany oddzielnie? Mąż na basenie sobie nurkował. A ja w domu
        przed telewizoremwink
    • talusia Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:22
      nie pytaj, nie przypominaj, nie nie nie, jak pójdziecie do teściów kup po
      drodze kwiatka i powiedz kochani to ode mnie i od bąbla bo synek niestety nie
      zdążył kupić prezentu, nie obrażaj się, wszystko z usmiechem na ustach,jak nie
      pomoże to sobie odpuść i już
      a co do jedzenia dla dziecka nie gadaj tylko wygłoś krótki komunikat i poproś
      żeby powtórzył u mnie działa, chyba że u ciebie szczególnie trudny przypadek, a
      dodatkowo jak da mu cos niestrawnego to niech on wstaje w nocy na drugi raz
      pomyśli i jeśli wolno nie baw się w psychologa, mężczyźni to dużo mniej
      skomplikowane egzemplarze od kobiet, z nimi gorzej niż z dziecmi ale trzeba
      stosować prostą zasadę wyciągania konsekwencji, bo to my kobiety robimy z nich
      takich debili, jestem pewna, że w pracy pilnij słuch nawet tego co koleżanki
      mówią
      pozdrawiam
    • betty_julcia Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:22
      Jeżeli chodzi o prezenty to jeżeli masz potrzebę kupienia komuś prezentu to
      zrób to sama. JA nie widze w tym nic dziwnego że twojego męża to nie
      interesuje. Jednych to kręci, drugich nie. Jeżeli wiesz ze taki ma stosunek to
      dlaczego sama się nie przejdziesz i czegoś nie wymyślisz. JA w mojej rodzinie
      jestem jedyna prezentowa. Mojemu mężowi nawet tym nie zawracam głowy. Jeszcze
      miałabym go po to co wymyśliłam do sklepu wysłać........Ewentualnie pytam czy
      mu się pomysł podoba, co myśli na ten temat.Ale to i tak moja decyzja i moja
      sprawa. Zaczęłam myśleć o Sylwestrze i też wiem że to jest mój wybór.
      Powiedział mi ze nie ma czasu o tym myśleć i co wymyślę będzie dobrze.
      A z lodówką tak już jest. Mój zaglada do lodówki i choćby tam cuda były on tego
      nie widzi. Jeżeli chodzi o rzeczy popsute...po prostu je wyrzuć. Rety. Skąd mój
      mąż, którego nie ma cały dzień w domu miałby wiedzieć że w lodówce jest od 7
      dni kukurydza. Schowaj to co się nie nadaje dla małego zamiast tyle gadac i się
      denerwować. Po prostu połóż na innej półeczce a wyeksponuj to co ma dać, może
      napisz mu kartkę. TAki po prostu jest. Nie zwraca na to uwagi.
      Nie chcę pisać ze faceci są głupi że takich rzeczy nie widzą. Po prostu są
      sprawy na które mu jesteśmy bardziej wrażliwe a panowie nie. Albo w ogóle ich
      to nie obchodzi, albo nie maja na to czasu.

      Jeżeli chodzi o dziecko i problemy żywieniowe to rzeczywiście może to być
      problem, ale ten przykład z prezentami.....Dla mnie to wyolbrzymienie problemu
      z twojej strony.
      ------------------------------------------------------
      Betty to mama a to jestem ja:
      GWIAZDECZKA
      • betty_julcia Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:25
        O rety! Poczytałam odpowiedzi. Co to znaczy kup kwiatka i powiedz ze ode mnie.
        To nie można złożyć teściowi życzeń bez prezentu??? Prezent jest biletem
        wejściowym na imieniny???
        Dla mnie normalną sytuacją jest kupienie kwiatka po drodze i wręczenie od nas.
        I nikt z tego problemu nie robi.
        ------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        GWIAZDECZKA
        • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:43
          triss metoda konsekwencji nie pomaga. Mąż nie czuje, że wypada złożyć życzenia
          imieninowe, że wypada mówić dzień dobry itp, że wypada zadzwonić do swojej
          babci na dzień babci. Nie wstydzi się i nie jest mu głupio. Do dziecka w nocy
          wstaje i na pewno jest mu przykro, że podaje toksyczne żarsko

          Bety julcia napisała:
          "Jeżeli chodzi o prezenty to jeżeli masz potrzebę kupienia komuś prezentu to
          zrób to sama. JA nie widze w tym nic dziwnego że twojego męża to nie
          interesuje. Jednych to kręci, drugich nie. Jeżeli wiesz ze taki ma stosunek to
          dlaczego sama się nie przejdziesz i czegoś nie wymyślisz"
          Bety miałabyś rację z tymi prezentami, gdyby były spełnione dwa warunki. Po
          pierwsze jego rodzice też zlewaliby temat prezentowy i wcale żadnych prezentów
          ani życzeń nie chcieliby, a po drugie ja miałabym nadal ochotę. wymyślać im te
          prezenty. Po kilku latach kupowania i pamiętania o "rodzinnych powinnościach"
          ślubnego stało się tak, że już mam dość. I potrzebuję pomocy, chociażby takiej,
          by coś wymyślił, zaangażował się w temat, ja już sama nawet mogę kupić i dać.
          Oczekuję jedynie trochę zaangażowania.
          Z lodówką już tłumaczyłam.... Nie mam takiej możlwości trzymania w lodówce
          samych dobrych "rzeczy". Niestety będą w tej lodówce zalegać rzeczy dla psa i
          dla nas, których mały jako alergik nie będzie mógł tknąć.
          Pisanie kartek, sms-ów itp nie pomaga. Mąż z racji tego, że przecież nie jest u
          żony pod pantoflem nie zamierza spełniać próśb od razu, a po chwili o prośbach
          zapewne zapomina. No chyba że wchodzą w rachubę jeszcze inne powody.
          Bety czasami też myślę, że wyolbrzymiam problem prezentowy. Jednak
          to "wyolbrzymienie" nabiera realnych rozmiarów w momentach, gdy moim teściom
          robią się głupie miny w sytuacjach gdy moja rodzina się chwali jakie to
          prezenty dostali od nas i jak to ładnie "czciliśmy" mojej rodziny święta.
          Teściom jest najzwyczajniej w świecie przykro.

          Oczywiście mogłabym sama "dźwigać" wszystkie problemy świąteczne i odciążyć tym
          mego ślubnego. Ale ja tak samo nie mam czasu jak on i tak samo bywam zmęczona i
          znudzona pewnymi "rodzinnymi" powinnościami. I powiedziałam w końcu DOŚĆ.
          Poza tym opisane przeze mnie sytuacje to tylko wycinek naszych różnych
          codziennych przygód. Dotarłam do momentu, gdzie zadaję sobie pytanie: brak
          miłości to?, choroba? niedosłuch? zlewactwo? czy może osłabienie uczuć z mojej
          strony i związany z tym spadek mojej cierpliwości???
          • betty_julcia Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 16:02
            u mnie takie myślaki nachodzą mnie w chwilach kiedy jest mi trochę gorzejsmile
            Innym razem jak na to spojże z innej strony to nie widzę nic złego.
            Ja też mam czasami różne pretensje do mojego męża, że go nie ma w domu, że nie
            możemy sobie wyjechać np. na długi weekend bo wiecznie go nie ma-pracuje, bo
            nie ma czasu latać ze mna za prezentami i ich wymyślać, że nie przyjdzie mu do
            głowy wyrzucić śmieci albo samemu zajrzeć do tej lodówki i wiele, wiele innych.
            Tylko wiem, ze nie ma do tego głowy ani czasu. Wiem jak duzo spraw ma na głowie
            i jaka odpowiedzialność na nim ciązy w związku z wykonywanym zawodem ze staram
            się spojrzeć na to z innej strony.
            JA także wszystko robię sama - kupuję prezenty, organizuję wszystko, jeżdżę na
            wakacje. Wiem, że gdyby mój mąż zajął się takim sprawami to nie robiłby tego co
            robi.
            ------------------------------------------------------
            Betty to mama a to jestem ja:
            GWIAZDECZKA
        • marychna31 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:47
          Ja tez bym nie mwiła niekomu :"Twój syn nie kupił tobie prezentu", bo to
          przecież ma być miły, uroczysty dzień a nie dzień sprawiania solenizantowi
          przykrości.

          Jak napisała betty -niektórzy są prezentowi, niektórzy nie. Ja uwielbiam
          kupowac prezenty więc to robię, mojego męża to nudzi więc się tym w ogóle nie
          zajmuje. Jak nie mam czasu nic kupic to nic nie kupujemy i tez jest dobrzesmile

          Odpuścić, odpuścić - im dlużej zyję tym dochodze do wniosku, że jak najwięcej
          trzeba odpuszczać, zeby nie rozmieniac życia na drobiazgi i skupiac się na tym
          co jest naprawde ważnesmile
          • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 15:56
            marychna masz świętą rację. Jak mnie ktoś nauczy lub poda sposób na
            bezbolesne "odpuszczanie" to tego kogoś ozłocę. Strasznie mi trudno nauczyć
            się "odpuszczać" biorąc pod uwagę, że całe życie z drobiazgów złożone. Jeśli
            żaden drobiazg "nie wychodzi" to czym mam żywić nadzieję, że w poważnych
            sprawach mąż nie zawiedzie????? Poważnych spraw jeszcze nie mieliśmy, ale gdyby
            były, to patrząc na drobiazgi.... chyba nie mogłabym na ślubnym polegać?
            Aktualnie mam totalny brak zaufania do niego, brak wiary w powodzenie
            realizacji moich próśb itp. Strasznie ciężko jest żyć z kimś wiedząc, że nie
            można na tym kimś w żaden sposób polegać. Oczywiście jak pisałam,
            poważniejszych problemów jeszcze nie mieliśmy, więc trudno mi z pewnością
            stwierdzić co by było gdyby.... jednak rozum podpowiada, że byłoby tak samosad((
            • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 16:02
              fastcar napisał:
              "Wyjedź na weekend albo w jakąś delegacje tudzież szkolenie. zostaw pustą
              lodówkę. Płacz dziecka szybko nauczy twojego męża odpowiedzialności. Nie sądzę,
              żeby małemu coś się stało: w razie konieczności mąż na pewno będzie umiał o
              niego zadbać."
              wiesz co zrobi wtedy mój mąż????? Zawiezie dziecko do babci po prostuwink
              • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 16:09
                betty julcia napisała:
                "Wiem jak duzo spraw ma na głowie
                i jaka odpowiedzialność na nim ciązy w związku z wykonywanym zawodem ze staram
                się spojrzeć na to z innej strony. "

                Betty ja mam tak samo jak ty. Doskwiera mi to wszystko jako problem w momentach
                obniżenia nastrojusmile)))) A nastrój mam coraz częściej obniżony i to właśnie z
                tego powodu, że wspólnie prowadzimy firmę. Zakres obowiązków i
                odpowiedzialności mamy teoretycznie podobnie obciążający więc zaczęłam się
                buntować, czemu ja oprócz obciążenia pracą muszę być w całości obciążona
                problemami codziennymi. Nie dość, że swoimi to jeszcze mam być
                obciążona "powinnościami" ślubnego?????
                Dochodzi więc do tego, że zawodowo mamy tyle samo na głowie. A życiowo na
                głowie mam dodatkowo oprócz swoich spraw jeszcze sprawy męża, o których muszę
                za niego pamiętać, bo on ma "tyyyle spraw na głowie".
                Ja też mam "tyyyle spraw na głowie" + gotowanie dla alergika, kupowanie
                prezentów świątecznych, zajmowanie się całą przyziemnością życie codziennego,
                od opłacenia rachunków począwszy na kupieniu stołu do pokoju skończywszy!!!!!
                Jestem więc w fazie BUNTU I ROZŻALENIA!!!
                • betty_julcia Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 16:25
                  Igosia, bo jesteś kobietą. Jesteś po prostu bardziej wrażliwasmile Masz inne
                  potrzeby i inne wymagania. To jest pewnie niesprawiedliwe al etak jest. Nie
                  zmieni sie kogoś kto nie ma tych potrzeb. JA nie skaczę koło mojego męża. Wiele
                  rzeczy i spraw odpuszczam. Nauczyłąm się tego i już. Nie mam wymagań ale też
                  niech nikt w takiej sytuacji ni eoczekuje ode mnie cudów. Często mój mąż np.
                  zastaje pustą lodówkę bo ja też nie mam czasu. Po prostu Igosia wyluzuj. Nie
                  mozna sie zadręczyć. JA wiem że kocham mojego męża pomimo że nie mam
                  cierpliwości 100 razy prosić o naprawienie czegoś lub wyrzucenie śmieci.
                  Bardziej mam żal i pretensje o to że on miał czas w życiu na przyjemności,
                  naukę, doktorat, uprawnienia państwowe, rozkręcenie właśnego interesu bo jest
                  kilka lat starszy ode mnie. NAtomiast ja to wszystko robię w międzyczasie
                  wychowywania małej, między jedną a drugą chorobą małej. JAk chcę pójść na
                  uczelnię albo się pouczyć to musze sobie "załatwić" czas wolny, natomiast jak
                  mój mąż potrzebuje czasu i spokoju do pracy to to jest naturalne że go ma.
                  Ulatnai się do biura i pracuje.
                  Ale wiem, że on pracuje na nasz komfort, poza tym nie łatwo jest przystopować
                  rozkręcony interes. No trudno, takie jest życie i trzeba po prostu wyluzować z
                  wymaganiami, oczekiwaniami i cieszyć się ze zdrowia, dzieci i powoli iść przed
                  siebiesmile Powodzenia i cierpliwości. Pozdrawiamsmile

                  ------------------------------------------------------
                  Betty to mama a to jestem ja:
                  GWIAZDECZKA
                  • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 16:35
                    smile betty to co mówisz to tak jakbym słuchała siebie z tych "lepszych" okresówwink
                    Ciągle się zastanawiam co jest tą racją absolutną? Bo właśnie moja znajoma
                    zakończyła swój związek twierdząc, że już dłużej nie ma siły i może być
                    inaczej. I twierdzi o zgrozo, że właśnie teraz dopiero jest szczęśliwa. No i
                    podważa to jej szczęście i twoje i moje teorie z "lepszych" okresówsad(((
                    • agikom Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 17:36
                      dwie sprawy:
                      1. spróbuj nam napisac o jego zaletach. czy są takowe?
                      2. czy za te wszystkie wpadki "Twoj mąz dostaje od Ciebie potęzne awantury? Zauważyłam, ze faceci czesto "zamykają" oczyi uszy (w ogole "się zamykają") na te sprawy, za które dostają od żon wielkie krzyki. tak im sie w tych głowach koduje,ze ona i tak mnie skrzyczy potęznie, zrobi awanturę, wiec po co ja sie bede starał.
                      napisałam ten punkt 2 oczywiscie nie po to, zeby sugrowac:nie krzycz na meza,tylko po to zeby jakos dotrzec do ich psychiki i postarac sie jakies wnioski wyciagnac.
                      tylko jakie,prawda?
                      pozdr
                      • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 17:50
                        1.zalety są, gdyby ich nie było nie męczyłabym się dłużejwink Tylko czasami - a
                        ostatnimi czasy dość często przewaga złych cech tłumi te dobrewink
                        2. Z tymi awanturami to jest różnie. Najpierw sobie myślę, co może przynieść
                        pożądany przeze mnie skutek. Więc czasami udaję, że nic się nie stało. Jeśli to
                        nie przynosi skutku to robię awanturę. Jeśli awantura nie przynosi skutku
                        próbuję spokojnej rozmowy i ciągam za język jego, jak on to widzi i co mi radzi
                        robić i jak się zachować, by na przyszłość zapobiec takim sytuacjom. Ja już
                        chyba wszystkie psychologiczne metody z książek wypróbowałam. Tym bardziej mnie
                        właśnie to wszystko wkurza, bo już męczy mnie to, że by poprosić o najgłubszą
                        rzecz ja najpierw tydzień czasu myślę, jaka metoda psychologiczna w tym
                        przypadku może odnieść skutek, przygotowuję strategię, stosuję tę metodę i tu i
                        tak wielkie gów....o
                        Mi się wydaje, że triss ma rację. Pkt. 6 z mojego pierwszego postu, ewentualnie
                        problem z alzheimerem jest tu właściwą diagnoząsad(((
                        • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 18:23
                          najgłupszą a nie najgłubszą oczywiściewink
                          • agikom Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 19:08
                            ciezka sprawa, moj maz tez czasami mnie nie słucha,ale tylko wtedy,gdy akurat rozgrywa BARDZO WAZNĄ ROZGRYWKĘ w jakiejś grze komputerowejwink lub kiedy mu sie nie chce. dotyczy to głownie moich próśb o sprzątaniesmile. czasem gdy prosze go o pomoc (np.mycie podłóg lub zmywanie), to on to oczywiscie robi, ale po tygodniu,kiedy juz wszystko brudem zarasta. najczesciej oczywiscie nie zdazy sprzatnac bo ja nie wytrzymuje i w koncu robie to sama. ale to sa chyba jedyne dwa przypadki,kiedy mnie nie słucha, ja znam ich przyczyne (lenistwo lub zmeczenie) i raczej mnie to smieszy i rozczula,jak on tak obiecuje ze na pewno sprzatnie.
                            nie ma nawet w ogole na co narzekacsmile
                            to raczej jest do kochania, a nie do narzekania.
                            A Ciebie rozumiemze nie masz siły, bo ile mozna tak ciagle cos "znosic", cos naprawiać, cos wybaczac, tłumaczyc i sie denerwowac...
    • fastcar Brak diagnozy, ale za to rada 17.11.05, 15:53
      Wyjedź na weekend albo w jakąś delegacje tudzież szkolenie. zostaw pustą
      lodówkę. Płacz dziecka szybko nauczy twojego męża odpowiedzialności. Nie sądzę,
      żeby małemu coś się stało: w razie konieczności mąż na pewno będzie umiał o
      niego zadbać. Ale dla mnie jedną sprawą jest nieodpowiedzialne podejście do
      alergii synka, a zupełnie inną pamiętanie o rocznicach i świętach - nie każdy
      lubi takie pseudouroczystości i uznaje ich istnienie.
      • betty_julcia Re: Brak diagnozy, ale za to rada 17.11.05, 15:55
        Chyba nie najlepsze rozwiązanie. W stylu: łatwo napisać ale wdrożenie w życie
        nierealne...
        ------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        GWIAZDECZKA
    • jenny_curran Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 17:29
      U mojego faceta jest podobnie. Tyle, że ja mam już tę pewność, ze on jest
      człowiekiem wychowanym przez matkę, która niczego "życiowego" go nie nauczyła,
      ani gotować, ani sprzatać, ani przejmowac się, że jak nie ma w lodówce
      jedzenia, to do cholery, trzeba ruszyć dupę i kupić. Nie ma to nie ma!
      Wrzeszczałam, płakałam, w końcu pokazałam drzwi, sklełam niedoszłą tesciową,
      wytknęłam jej wady wychowawcze wobec syna i wygarnęłam mu, ze mimo, iż jestem w
      końcówce ciąży, mimo, ze ciężko byłoby mi samej to wolę żyć sama niż z takim
      trutniem życiowym. I wiesz co, on stara się, ale i tak jesli odkurzy to "po
      łebkach", jeśli pozmywa to naczynia nadają się do ponownego mycia. Także jestem
      zmęczona, ale mam nadzieję, że kiedyś może to się zmieni, choć wiadomo jak jest
      z nadziejąsmile)... Jest jeszcze jeden powód, dla którego Twój maż popełnia takie
      bzdurne błędy; mysli jego nie są w domu, gdy on w tym domu jest. pzdr
      • betty_julcia Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 19:12
        Nie zmieni się, nie ma co się łudzić smile
        Wiesz, mój mąż też został tak wychowany przez matkę. Dzieci nie miąły i nie
        mają żadnych obowiązków w domu. Nawet teraz jak jesteśmy w gościach i po
        obiedzi eruszam się zeby talerze odnieśc to nie pozwala bo ona to zrobi. Widzę
        jej zdizwienie jak słyszy że każe swojej 2,4 letniej Julce pozbierac zabawki.
        Zaraz zrywa sie żeby wyręczyć. I nie zdaje sobie sprawy jaką krzywdę tym
        zrobiłą swoim dzieciom. TAka "dobra" mama. GEneralnie dobrze wychowała swoje
        dzieci ale nei wynieśli z domu pewnych zasad. Przynajmniej takich ze otoczenie
        nie jest po to żeby im nadskakiwać...
        Mój mąż o lodówke nie dba, ale zawsze dba o to zeby były zgrzewki wody
        mineralnej, raz w tyg zgrzewka mleka, pampersy, i całe mnóstwo płatków bo to u
        nas schodzi najszybciej a jest mi ciężko to z dzieckiem przytaszczyć ze sklepu.
        O takie rzeczy jak wędliny czy nabiał to ja dbam. Choć jak nic nie ma w lodówce
        to też nic sie nie stanie. Zamawiamy pizzę albo zjadamy resztki. Generalnie
        luz. JAk coś ugotuję to dobrze. JAk nie też dobrze. Mój mąż wychodzi i wraca o
        tak różnych godzinach, ze normalne jest że często je na mieście,jak nie zje to
        szpera w lodówce albo ja mu szperamsmile JAk gotowałąm obiady to dużo sie
        marnowało a ja tyłam. Więc gotuję jak mam ochotę albo muszę ze wzgledu na mała.
        Generalnie pełen luz, nikt do nikogo nie ma pretensji.
        ------------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        GWIAZDECZKA
    • magdalenamk Znam ten typ...bardzo dobrze 17.11.05, 21:36
      Znam ten typ.... Dokładnie taki był mój tata,wiecznie nieprzytomny. Mama szału
      dostawała, potrafił np. zacząć i zjeśc kawał z tortu, który był przygotowany na
      wieczoną imprezę urodzinowa, odpowiadać zupełnie nie na temat. Niestety ja
      poniekad też taka jestem. Może nie aż tak, zeby "zjeść tort", ale często nie
      pamiętam np. ze dzień wcześniej przygotowałam obiad, i robię nowy. To że
      zaglądam do lodówki nic mi nie daję. Zastanawiam się co jest przyczyną takiego
      zachowania i jak nad tym zapanować. Niestety nie potrafię. Czesto jest tak, ze
      np. rozmawiam z moją mamą przez telefon i myśli gdzieś mi uciekają, często
      odpowiadam wtedy nie jej ale swoim myślom mówiąc do niej. Najgorzej jest w
      sytuacji bardzo stresowej, wtedy poprosty się wyłączam i nic do mnie nie
      dociera. Ostatnio miałam kilka dni bardziej nerwowych, bardzo pilne zlecenie,
      na którym mi bardzo zależało. Trochę sie czuję teraz, bo właśnie je skończyłam,
      że kilka dni wyleciało mi z życiorysu. Właściwie nie potrafię powtórzyć co się
      działo poza tym, ze pracowałam. A przecież zajmowałam się dzieckiem, gotowałam
      obiady, rozmawiałam z róznym ludźmi , byłam wrożnych miesjcach itd...
      Często boję się, zeby nie ucierpiało na tym dziecko, ze mama jest niby obecna
      ciałem a nie duszą, bo mam wrazenie, ze ono to czuje. Jeśli chwilowo nie
      pracuję ( mam tzw. wolny zawód), to mam poczucie braku bezpieczeństwa i utraty
      kontroli nad własnym życiem. Bez listy zakupów na kartce, nie jestem w stanie
      ich zrobić. Po wyjściu z domu nie wiele pamiętam.
      Pamiętam jak mojemu tacie takie zachowanie się nasiliło. Np. kiedyś powiedział
      mojej mamie, ze nie pamięta czy zrobił wypłatę swoim pracownikom... Potem się
      okazało, ze ma raka mózgu. A potem tylko z kazdym tygodniem było coraz gorzej.
      Nie mógł wyjsć sam na spacer bo nie wiedział jak trafić do domu. A najgorsze,
      ze miał tego swiadomość. Gubił się w szpitalu, na szcescie inni pacjenci go
      znajdowali.Ja się boję na razie isc do lekarza...
      Tobie jest bardzo cieżko, ale myślę ze jemu też, bo wiem jak on może sie czuć i
      jakie jest to przykre, ze nie możesz zufać swojej głowie. Z ogromnym wysiłkiem
      prowadzę własna firmę i niestety wszystko muszę zapisywać. Mąż mi musi o zusie
      przypominać i innych termianch. Może Twój mąż ma stresującą i odpowiedzialną
      pracę i tysiące obowiązków?
      Ja bym na zmiany i cudowny lek nie liczyła. Poprostu staraj sie go
      zaakceptować taki, jaki jest. Pisz mu wszystko na kartkach, zeby nie miał
      wątpliwości, przylepiaj kartki do garnków, pisz daty na kukurydzy. Innego
      wyjścia nie widzę. Życzę cierpliwosci
      • lgosia1 Re: Znam ten typ...bardzo dobrze 17.11.05, 21:53
        magdalenamk wstrząsnął mną twój post. Od kilku lat właśnie boję się jakiejś
        diagnozy medycznej, bo to naprawdę jest anormalne. Pocieszam się tym, że ten
        stan "wiecznej nieprzytomności" jest raczej stały, tzn. nie nasila się raczej z
        biegiem lat. Faktycznie mamy stresującą pracę i dużo obowiązków. Nie miałabym
        pretensji, gdyby mój mąż jakoś starał się, żeby zapobiegać takim sytuacjom.
        Moje prośby, by coś notował, by zaglądał w te notatki co pół godziny itp. nie
        odnoszą skutku. Może ciężko mu się przyznać do jakiejś "ułomności". Robi z
        siebie twardziela, że wszystko będzie pamiętał, wszystko będzie wiedział, w
        związku z tym nie potrzebuje takich zabiegów.
        Dziękuję za ten post. Spojrzałam na to wszystko z innej strony. Chociaż łatwiej
        by mi było, gdybym widziała jakiekolwiek starania mężasad(((
        • magdalenamk Re: Znam ten typ...bardzo dobrze 17.11.05, 22:09
          wiesz co, nigdy nie udało mi się pamiętać o męża imieninach, wiesz jak jest mi
          głupio... w tym roku obiecałam sobie, że nie zapomnę i ... niestety

          mimo wszystko w pracy raczej o wszystkim pamiętam
          • lgosia1 Re: Znam ten typ...bardzo dobrze 17.11.05, 22:16
            no właśnie, on jest świetnym informatykiem, naprawdę radzi sobie z
            najtrudniejszymi problemami - tymi zawodowymi z półki nauki technicznej. Półka
            z problemami typowo życiowymi czy interpersonalnymi jest w opłakanym staniewink
            Magdalenamk, chyba nawet nie zdajesz sobie sprawy ile twój post wniósł w moje
            nastawienie, właściwie w moje życie - jakkolwiek by to patetycznie miało
            brzmiećsmile Strasznie ci dziękuję. I strasznie współczuję choroby twego tatysad(((
            • bebicka Re: Znam ten typ...bardzo dobrze 17.11.05, 23:20
              Igosiu zaczytalam sie w Twoj watek, bo gdzie bys nie pisala jest ciekawie.
              Poczyatal odpowiedzi, betty julcia troche mna wstrzasnela, nie przecze. Kurcze
              al dobrze ma Twoj maz, sorry ale ja nie przyjmuje tych tlumaczen go ze on mial
              wcvzesniej czas na to zeby sie rozwinac, ze ma odpowiedzialna prace, a Ty ja
              chcesz cos osiagnac to musisz to sobie sama wywalczyc.... nie przyjmuje, ale
              cholerka mam w domu podobnie. To znaczy mialabym tylko ja sie buntuje. Tu
              doskonale rozumiem Lgosie i w pelni sie z nia zgadzam. Ja tez ywmyslam wszystkie
              przenty, musze pamietac o wszelkich rocznicach a jak maz ma ubrac Mlodego to on
              nie bo on ni wie co w jakiej szufladzie lezy. A prace tez ma. Odpowiedzialna nawet.
              Magdalenomk tez bardzo wspolczuje choroby taty, ja wiem ze trudno, ale chyba bym
              sie przeszla do leakrza, tak dla swietego spokoju, poza tym zawsze im wczesniej
              cokolwiek jest wykryte tym latwiej to wyleczyc (bron Boze nize zzebym cos
              sugerowala, nie sjetm lekarzem).
              Ale Lgosiu mysle ze spokojnie ta sa skrjane przypadki, faceci sa po prostu tak
              skonstruowani ze nie SLYSZA! Pamietasz byla nwet taka reklama piwa z tzw"czarna
              dziura "przyklejana na scianie podczas tyrady partnerki. Dlatego ja tez
              obstawiam punkt 6. Zdecydowanie. Tyolko nie abrdzo wiem jaka na to rada. Ja mam
              w domu to samo, zostawiam kartke, wysylam smsy a w koncu i tak polowa rzeczy niz
              robiona, obiad nie odgrzany, ba Mlody potrafi chodzi pol dnia w pidzamie. O
              imprezach urodzinowych to nie wspominam bo mozemy sobie rece podac. Tylko ja
              jeszcze nie doszlam do etapu, ze jak on nie kupi to idziemy z niczym, jakos
              zawsze sie lamiesmile
              Najgorzej to z Mlodym bo brak prezentu to pryszcz w porownaniu do bolow brzuskza
              czy wymiotow nocnych. Faktycznie tez nasuwa mi sie mysl ze niech on wstaje,
              niech leczy malucha, ale wiem ze to tylko takie gadanie, bo ja bym nie
              wytrzymala. Polecialabym od razu wyrzucajac oczywiscie slubnemu wszystko po
              drodze, nie przebierajac w slowach. Mojego od kilku tygodni probuje nauczyc zeby
              uzyte naczynia odstawial do zmywarki a nie do zlewu. na razie nie ma efektowsmile
              i tylko mnie to juz nie smieszy.
              Lgosiu trzymaj sie kurczesorry ze nie mam zadnego pomyslu, bo owszem wyluzowac
              mozna w wielu sytuacjach ale nie keidy potem dzieciak bedzie miec problemy. A
              jakbys np na drzwiach lodowki wielka katrke z napisaniem w ktorym miejscu w
              lodowce jest garnek dla Mlodego i ze TYLKO to moze jesc??? cos to da?
              pozdrawiam i wytrwalosci
              Maraska
              • betty_julcia Bebicka 18.11.05, 00:43
                Nie wiem co powiedzieć na toże wstrząsnęła tobą moja wypowiedźsmile
                Cóż, po rostu jestem w dobrym humorze dlatego tak do tego podchodzę. Ale
                napadaja mnie także takie stany jak Igosię i wtedy się buntuję. Czy ma
                dobrze..., nie wiem. Nie narzeka ale dziś np wrócił z biura o 22.30(ale
                normalnie wraca o 20-20.30) I bynajmniej nie siedział z kolegami na piwie.
                Myślę że to wszystko zależy od róznych sytaucji. Oczywiście, mam jakiś żal. Ale
                wiem że mój mąż jest odpowiedzialnym człowiekiem, pracuje na uczelni, prowadzi
                swoja firmę gdzie ma duże zlecenia. Często zdaża się ze ludzie mu nawalają i
                wiem że to jest bardzo stresujące. Moje plany nie zostały przełożone na
                później,po prostu realizuję je w zwolnionym tempie, ale nie tylko ze względu na
                męża sprawy, tylko na Julke która często choruje. Dlatego ten mój bunt nie jest
                taki wielki bo przez to że podjęłam taką decyzje a nie inną mam więcej czasu
                dla dziecka.
                Eeeech, ale jeszcze miesiąc temu to pewnie bym Igosię nakłaniała do rozwodusmile
                ------------------------------------------------------
                Betty to mama a to jestem ja:
                GWIAZDECZKA
    • 76kitka Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 17.11.05, 23:28
      oj kochana, mój męzuś coprawda kończy co musi, ale wszystko odkłada na ostatnią chwilę, zawsze gdy ma gdzies zajechac na umówiona godzine, przyjmuje optymistyczny wariant czasowy, skutkiem czego prawie zawsze się spóźnia, rano nie może zwlec się z łóżka i do pracy dojeżdza na 10:00, gdy wszyscy inni są na 8:30, jest typem szalonego naukowca, zapomina o wielu sprawach, wszelkie zakupy i sprawy urzędowe wzięłam na siebie, bo mężuś dostaje konwulsji smile Ale zawsze wymagam od Niego uwagi gdy przekazuję Mu jakieś informacje o dziecku (tez alergik) stara się słuchać, ale do nastepnego razu przeważnie zdąży zapomnieć instrukcje, więc szkolenie odbywa na nowo. Karmi małego naleśnikami, albo jabłkami w cieście bo tylko to Mu dobrze wychodzi z rzeczy, które mały może jeść.
      • utalia Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 00:00
        Dziewczyny, co Wy chcecie nie wiecie, ze Oni maja tylko 2 szare komorki, ktore
        sie gonia!!!!A zachowuja sie tak, poniewaz im tak wygodniej. Wszak prostrze
        organizmy (2 szare komorki)latwiej sie przystosowuja do warunkow srodowiska,.
        Czasy sa teraz trudne stresujace a my istoty wyzsze staramy sie walczyc wbrew
        naturze a oni "wzieli "sie na sposob i przystosowali....
        Ale co z tym zrobic dalej...nie wiem
        • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 00:45
          dzięki dziewczynysmile))))
          nawet mi się humor niewiarygodnie poprawiłsmile)))))
          Tym bardziej, że po dzisiejszym wieczornym pytaniu czy ma prezenty urodzinowe
          dla swoich rodziców - stwierdził, że masmile))) Oczywiście nie będę sprawdzać, czy
          rzeczywiście je ma, bo mogłoby się okazać, że jednak są jeszcze w sklepie, a
          słówko "ma" tyczyło się "ma pomysł" lub "ma zamiar kupić". Nie nie będę się
          dziś wgłębiać, bo czuję w kościach, że to "ma" może mieć trzeci wymiar. Nie raz
          już się okazywało, że dla męża niektóre wypowiedzi mają trzeci wymiar i przy
          głębszym wnikaniu ten trzeci wymiar dopiero odkrywałam. Ach tak czy siak -
          trochę mi lepiej, tzn. powoli nabieram sił na dalsze życiowe zmaganiawink
          • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 00:59
            ups naładowana dobrym humorem spytałam się jednak o prezenciki w sensie
            potrzeby ich opakowania i że ja to chętnie teraz zrobię. No i oczywiście
            słówko "ma" tyczyło się "mam je w pracy". Powiedzmy, że w pracy je rzekomo ma.
            Ponieważ manie prezentów w pracy nadwątliło moją i tak nadwyrężoną dzisiaj
            psychikę - chyba tego mania w pracy nie sprawdzę jużsad((((
            • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 01:01
              wk....wię się niemiłosiernie, jak jutro się okaże, że "myślałem że mam a jednak
              nie mam"......

              Ech idę spać. Co do mojego męża mam nadzwyczajne zdolności parapsychologiczne.
              Ja po prostu widzę inne obrazy, które niestety przeczą relacjom płynącym z ust
              ślubnegosad(((((
              • zuzia_i_werka Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 10:04
                Ech Igosiu niestety nie Ty jedna masz taki egzemplarzsad U mnie bardzo podobnie-
                standartem jest powtarzanie przeze mnie wszystkiego kilka razy a potem
                odbieranie rozpaczliwych telefonów,z których wynika że nic nie zapamiętałsmile
                Nie ma szansy żeby zaglądając do szafy bądź lodówki odnalazł potrzebną rzecz
                bo "na pewno jej nie ma,nie widze"itp mimo że osobiście wkładałam. Tez sie
                zastanawiałam z czego to wynika i chyba w naszym przypadku jednak z
                przepracowania. Jak Ukochany wraca wieczorem to wzrok ma błędny.I jeszcze coś
                zauważyłam-zero podzielności uwagi.Jak czyta i chę mu coś powiedzieć to muszę
                szarpnąć bo nie usłyszy,to samo jak oglada tv czy po prostu jak sie na czymś
                skupi. Np jak gotuje obiad czy kolację to nie odbierze telefonu bo go albo nie
                usłyszy albo uzna że teraz robi co innegosmile Momentami trudny w pozyciu ale
                ogólnie poczciwy,bilans wychodzi jednak na plus.Pozdrawiam serdecznie!
    • izabela1976 Do Igosi 18.11.05, 13:32
      Mój mąż zostaje z synkiem dwa-trzy razy w tygodniu. I też musi go karmić. Więc
      po pierwsze na lodówce powiesiłam mu godziny posiłków synka z informacją co ma
      mu dać; po drugie: w lodówce jedną półkę przeznaczyłam na jedzenie dla synka i
      tam np. stawiałam mu naszykowany już obiad (żeby nie było czasem kombinowania
      co mu dać), dodatkowo jest to zawsze naszykowane na talerzykach synka z
      kubusiem puchatkiem. Więc nie ma mowy o pomyłce.

      Więc może Ty też tak rób. I możesz jeszcze postawić kartkę z napisem - to dla
      synka.
    • kasia1302 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 14:27
      Tylko dwie refleksje:
      1. co robią stare produkty w lodówce ?
      2. Boże, dzięki Ci za mojego, jak się okazuje, wyjatkowo rozgarnietego męża.
      • bebicka Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 16:05
        kasiu przeciez Lgosia tlumaczyla co robia stare produkty w lodowce. Stare moze
        miec tu wiele znaczen i ja ja doskonale rozumiem, dla moejgo synka mam zawsze
        siweze peiczywo i swieza wedline ale ja moge zjesc cos z poprzedniego dnia. A
        Lgosia ma jeszcze psa, ktory mzoe zjesc nawet starsze rzeczy. nie rozumiesz
        tego? Nie wszystko co mozna nadal zjesc nadaje sie dla malego alergika.

        Lgosiu daj nam koniecznie znac jak to bylo z tymi prezentami, czy sie w pracy
        faktcyznie znalazlysmile

        pozdrawiam
        Maraska
        • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 17:40
          bebicka dzięki za wstawiennictwo!!!! Bo na post kasi mam ochotę napisać, że ja
          same parchate i spleśniałe rzeczy trzymam w lodówce bo jestem mało rozgarnięta
          z powodu przebywania z mało rozgarniętym mężemsmile)))) Ech nie ma to jak
          urposzczenie tematu przez wielce rozgarniętą osobęwink.

          A co do prezentów....cóż mam na tyle dobry humor, że chcę wierzyć iż sąwink Byłam
          w pracy nawet osobiście!!!! Rzekomym mimochodem wspomniałam przy opuszczaniu
          firmy, że z chęcią zabiorę te prezenty do domu, by je opakować na co oczywiście
          usłyszałam, że nie dostanę ich teraz, gdyż pracownik X zabrał je ze sobą do
          miasta by w opdowiednim sklepie wymienić je na coś tam z lepszymi parametrami.
          Oczywiście prezentów pewnie nie było, tzn miał on je faktycznie w sklepie
          piętro niżej w stanie "do kupienia". Zaczęło się od niewinnych kłamstewek, a że
          żona ciągle ciągnie za język to się pogrąża mój mąż coraz bardziej w
          tych "niewinnych" kłamstewkach. W innym przypadku by mi już piana ciekła z ust,
          ale po lekturze postu magdalenamk ciągle mam w myśli jakieś poważniejsze
          podłoże naszych problemów.... Chociaż to paradoksalnie chyba jest
          zbyt "piękne", by było prawdziwe - oczywiście jeśli słowo "piękne" jest słowem
          na miejscu w przypadku omawiania spraw tak tragicznych jakimi są sprawy
          problemów zdrowotnych.
          Ach...
          Tak czy siak pozdrawiam Kasię, która ma rozgarniętego męża i same świeżuchne
          rzeczy w lodówiewink
          • bebicka Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 18:39
            lgosiu nie poddawaj sie, kurcze ja to dopiero mam parchate rzeczy w lodowce
            czasamismile
            a sprawa prezentow u meza w pracy widze ze sie robi coraz ciekawsza, ale zobacz
            trzezwo reaguje na drazaca zone. Zadnych tam oczu w slup i stekania, ale
            argument od razu. wiesz mzoe on wcale nie ejst takie nierozgarniety jak piszesz.
            Na pierwszy rzut oka to w zyciu bym nie powiedziala.. hmmm
            pozdrawiam
            Maraska
          • kasia1302 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 20:23
            Smacznego dla ciebie i Towjego poplecznika. Nic dodac nic ująć.
            • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 20:37
              kasia nie rozumiesz i nie zrozumiesz - sądząc po poziomie twego rozumieniawink
              Przepraszam za ironię, ale kto mieczem wojuje ten od miecza ginie i jakoś nie
              mogę się opanować czytając te twoje pojedyncze komentarze...
              • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 20:40
                acha i może w rozumieniu ci pomoże moje wyjaśnienie, że w całym moim problemie
                nie o stare rzeczy z lodówki chodzi. Ale to zdaje się jest dla Ciebie nie do
                pojęcia prawda?
                • kasia1302 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 20:46
                  Pasjonujący post.Wiem, chodzi o męza niedorajdę.Wspólczuję. Dobranoc
        • kasia1302 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 20:22
          Nie rozumiem. Starych produktów nie jada nikt, nawet pies.
          • bebicka Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 20:47
            Kasiu to mzoe juz nie komentuj skoro nadal nie rozumiesz, co?smile
            Dobrze ze starych rzeczy w lodowce nie masz i takowych nie jadasz zas meza masz
            rozgarnietego, ale nam juz wystarczy
            pozdrowka
            Maraska
            • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 20:58
              wyrazy współczucia przyjęte. Przydadzą mi się przy następnych codziennych
              przygodach. Dobranocwink
              Z wyrazami zazdrości i tęsknoty za Twoim mężem nieniedorajdą
              Z poważaniem Lgosia1 - żona niedorajdywink
          • zonazona to i ja dołączę 18.11.05, 21:09
            Fajnie, że nie jestem sama.
            Tak na marginesie - kasia1302 - nie terminy przydatnosci zawartosci lodówki tu
            są wątkiem hihi, a poza tym mój tata jada, nie wyrzuca jedzenia smile
            A wracając do tematu, to nawet smieszne jest (na krótka metę), mam podobnie ze
            swoim męzem, nazwijmy go A.
            A ma bardzo zajmującą głowę pracę, sprawy z którymi się boryka są zapewne o
            niebo wazniejsze od spraw domowych. Siłą rzeczy skupia się więc na wazniejszym
            i jego umysł pracuje bardzo wybiórczo. Nie może nawet zapamiętać ile lat ma
            nasz młodszy synek, ciagle dodaje mu rok smile. Nie pamięta co mówi, kiedy mu
            przypominam, twierdzi, ze w życiu tego nie mówił, a nawet powiem więcej,
            twierdzi, że nie mógł tego powiedzieć, bo sam nie ma informacji na ten temat.
            Ciągle słyszę, że mu czegoś nie mówiłam, choć powtarzam po kilka razy. Nie
            słyszy mnie, kiedy oglada telewizję. Nie znajduje, czego szuka, bo "nie widzi".
            Przytakuje mi, a potem się zapiera. Kiedy coś mówię do niego, co chwilę
            upewniam się "słuchasz mnie?", co go bardzo denerwuje oczywiście, ale jeszcze
            nie skończę mówić, a już widze, ze nie wie o czym ja w ogóle mówie, i pyta, i
            tak gadam az mam pewność. Że słyszał - oczywiscie, bo ze zapamiętał - nie
            mam wink.
            I w ogóle nie lubi, jak mówię więcej niż 2 zdania, zaraz się męczy i pyta czy
            muszę tak "trajkotać". Niewiele więc mogę mu poopowiadać smile
            A jak przyjdzie co do czego, to ma mi za złe, ze ja mu nie mówię o sobie,
            swoich myślach i odczuciach.

            Źle nie jest a dobrze wcale - jak mówi moja babcia smile

            Pozdrawiam
            • lgosia1 Re: to i ja dołączę 18.11.05, 21:14
              zonazona a może faktycznie tu chodzi o męski brak podzielności uwagi... Już
              któraś dziewczyna o tym pisała.... Skoro są sprawy ważniejsze to na nich się
              skupiają nasi panowie a reszta - mniej ważna idzie w odstawkę. I wszystko ok i
              do zaakceptowania. Boli tylko ta hierarchia ważności. No przecież nie ma
              ważniejszych spraw niż gderająca żonkawink
              • lgosia1 Re: to i ja dołączę 18.11.05, 21:18
                dorotadu, za starymi rzeczami mojego psa z lodówy to memu mężowi ślina cieknie -
                mnie zresztą teżwink Ech te hierarchie ważności. Cóż się dziwić. U mnie w
                gotowaniu jest najpierw dziecko, później pies na końcu my, więc u mojego męża
                najpierw sprawy firmowe, później gderająca żonka. Kasia czekam na wyrazy
                współczucia skierowane tym razem do mego męża, że mu ślina za psim jedzeniem
                cieknie, bo ma żonkę z chorą hierarchią ważnoścismile)))))))
          • dorotadu Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 18.11.05, 21:10
            wyjatkowo uparta macie rozmówczynię he he współczuję smile
            męza też smile
            aha mój pies tez jadał "stare" rzeczy i dożył 16 lat - trzymane były oczywiscie
            w lodówce smile
    • vatum Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 19.11.05, 22:50
      Strasznie mi Cię żal...
      Najlepszy sposób by twój mąż zrozumiał jaką krzywdę robi dziecku to struć go czymś. Jedyne co przychodzi mi do głowy to dosypać mu podwójna dawkę antybiotyku do jedzenia lub picia, np. piwa... Wymioty gwarantowane.
      Opcja z teściami: gdy masz z teściową dobre stosunki to popłacz jej się w kuchni, że martwisz się o zdrowie synka (wiadomo dlaczego) i że martwisz się o zdrowie męża bo dziwnie się ostatnio zachowuje, tzn. zapomina szybko o różnych rzeczach i że to może być miażdżyca a wiadomo jakie są konsekwencje nie leczonej choroby... Jeśli masz złe stosunki to tak samo w kuchni popłacz się nagle a jak teściowa się zainteresuje to udawaj że nagle znalazłaś jedyną na świecie powierniczkę i z rozpaczą wyrzuć z siebie, że nie dasz sobie rady gdy im coś sie stanie. Jak teściowa zareaguje, pytając co ma się stać to demonizuj chorobę dziecka, zmyślając przy tym jakieś straszne wizje lekarzy i napomknij że i z mężem jest ostatnio coraz gorzej. I zaklinaj ją by nic mu nie mowiła o twoich przypuszczeniach dotyczących jego choroby (np. Alzheimer).
      Improwizuj.
      Nie ma nic gorszego dla faceta jak choróbsko, więc albo zacznie się starać byś zobaczyła, że nic mu nie jest albo - i tu najgorsze - będzie swoją nieodpowiedzialność tłumaczył wyimaginowana chorobą.
      Ech, szkoda gadać. Moim zdaniem faceci to całkiem odrębny gatunek i nie należy się z nimi wiązać bo nic dobrego z tego nie będzie wink
      Trzymaj się!
      • lgosia1 Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 19.11.05, 22:57
        vatum ja myślę, że jemu jest cholernie przykro dawać "trujące" rzeczy dziecku i
        wcale tego nie chce. Nie zmienia to jednak faktu, że nie radzi sobie za dobrze
        ze sprawami życia codziennego - tymi przyziemnymi sprawamisad
        Opcja z żaleniem się teściowej raczej nie przejdzie. Przecież zawsze
        wszystkiemu synowa winna no nie? Po takiej rozmowie teściowa pewnie zaczęłaby
        ubolewać, że złą żonę ma synuś, bo zamiast mu pomagać i wejść w rolę sekretarki
        to ja takie wymagania mu stawiamwink
        • vatum Re: postawcie diagnozę, bo ja powoli wymiękam:((( 20.11.05, 08:16
          No właśnie, nie ma sposobu...
          Jest jeszcze jeden sposób często stosowany przez psychologów na psychoterapii. Ciągłe powtarzanie tego samego zdania, np. mały nie może jeść: i tu lista rzeczy. Powtarzaj mężowi ze dwa razy dziennie to samo zdanie. Po kilku miesiącach nie będzie trzeba mu mowić bo zacznie mu się samo w głowie odtwarzać i zapamięta w końcu czego mały nie moze jeść. Ale na prawdę systematycznie i konsekwentnie trzeba to powtarzać i musi być ta sama formułka.
          Jak ci pomóc? Póki co trzymam kciuki i życzę ci dużo wytrwałości...
          Pa! smile
          • kasiaxxx4 Do Igosia1 20.11.05, 11:43
            Igosiu czy moj mąż jest również Twoim mężem????? Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka