Dodaj do ulubionych

Obowiązki domowe-podział-pomocy:(

09.03.15, 15:29
Mam dosyć. Jestem od 7 lat żoną i od 4 matką. Musze przyznać że moje małżeństwo jest ok z pewnymi wyjątkami. Wszystko było ok póki nie wróciłam do pracy, a mój mąż nie znalazł sobie hobby. Nie jestem za tym aby go nie miał, ale mój mąż ma problem z wypośrodkowaniem pewnych spraw i ze zrównoważeniem różnych sfer życiowych. Jak się poświęci pewnej rzeczy to zaniedbuje inne. Bywa tak, że z tego powodu jest kłótnia i po kłótni przez jakiś czas uważa i wykonuje swoje obowiązki. Ja również mam zainteresowania, ale po pracy logiczne dla mnie jest to, że trzeba poświęcić czas na porządki w domu, na zajęcie się dzieckiem. Obowiązuje u nas podział prac, ponieważ nie dałabym rady ogarnąć wszystkiego sama. Jest jednak tak, że mój mąż nie domyśla się niczego tylko wszystko należy pokazać mu palcem. Wiem, że w domu rodzinnym to jego mama zajmowała się wszystkim, ale też nikt nie przykłada tam wagi do porządku, do sprzątania po sobie. Mam już dosyć ciągłego upominania i pokazywania co jest do zrobienia i czekania aż się za to weźmie. Odkąd ma swoje hobby zagraca kolejne pomieszczenia gospodarcze pomimo mojego ciągłego gderania, żeby zaprowadził porządek. Zagraca tzn. nic nie odkłada na miejsce i wszystko rzuca na kupkę. I leżą takie zwaliska różnych „potrzebnych rzeczy” np. w kotłowni…. Mam już tego dosyć i nie mam siły dłużej tłumaczyć. Wcześniej jak nie pracowałam głównie ja zajmowałam się domem i ostrzegałam, ze jak wrócę do pracy to będzie miał więcej obowiązków, ale on zamiast się zastanowić to dowalił sobie inne zajęcie właśnie w momencie jak ja zaczęłam pracować. Ja buntuje się, nie chcę być niczyją służącą, albo osobą odpowiedzialną za rozdzielanie prac domowych i ciągłe zwracanie uwagi na to, że resztki po śniadaniu męża walają się po podłodze, a on ich nie sprząta, że kubki po herbacie należy wynosić do zlewu. Nie jest dla mnie wytłumaczeniem, że rodzice nie nauczyli go porządku. Uczenie go schludności i porządku jest ostatnio ponad moje siły, a poza tym wydaje mi się, że nie jest to moim zadaniem. Co mam zrobić, żeby on w końcu zrozumiał, że życie w syfie jest mniej fajne? Żeby zauważał to co należy zrobić? Mam tego powoli dosyć i pomimo tego, że go kocham to strasznie mnie to do niego zniechęca. Jestem kobietą i słyszę czasem że powinnam się cieszyć, że on w ogóle coś w domu robi. Że facet zrobi czasem obiad, że czasem po sobie posprząta i że nie pije to są w oczach niektórych kobiet zalety. To że kobieta robi to prawie codziennie po pracy to nic nadzwyczajnego, bo przecież dom musi być czysty, to świadczy o niej. Dodam, że jak jesteśmy w weekend w domu i posprzątam w sobotę rano to już wieczorem mam co robić i co sprzątać. Ufff, ale się rozpisałam, ale musiałam to z siebie wyrzucić…
Obserwuj wątek
    • prochottka1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 15:46
      Co mam zrobić, żeby on w końcu zrozumiał, że życie w syfie jest mniej fajne? Żeby zauważał to co należy zrobić

      zrozum to, ze ludzie maja inne pojecie i potrzebe "czystosci w domu"
      faceta nie zmienisz, jemu to nie przeszkadza

      zadaj pytanie " co sama mozesz zrobic, zeby tobie nie przeszkadzał syf w kotłowni"
      nie wchodz tam !
      • greendale Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 16:31
        Ja staram się już to zrozumieć od 7 lat i nie idzie mi to. Ponad to w kotłowni jest miejsce na moje przetwory, bo nie mam gdzie ich kłaść i na dzień dzisiejszy to żeby dotrzeć do szafki z nimi muszę pokonać sporo przeszkód. W dodatku tam jest piec węglowy i niebezpieczne jest to, ze papiery walają się po podłodze w takim miejscu. Ja mogę mieć też inne pojęcie na temat prowadzenia domu i nie lubić gotować i co? Mam czekać aż ktoś to zrobi za mnie czy moje dziecko na przykład ma nie jeść obiadów w ogóle, bo ja mam inne podejście do odżywiania? Mój mąż po prostu nie widzi problemu do czasu aż nie urośnie on do pewnych rozmiarów. A jak już mu się nagromadzi zaległości np. ze sprzątaniem, to później nie chce mu się za to wziąć... :( Podejście do "czystości w domu" można mieć różne,ale w naszym przypadku na przykład jest ono bardzo ważne. Moje dziecko ma uczulenie na kurz i musimy sprzątać co tydzień i z tym nie ma dyskusji. Mnie raczej zastanawia czy może komuś udało się przekonać osobę (nie istotne jakiej płci) aby bez przypominania umiała domyślić się sama co trzeba zrobić i nie musieć jej ciągle upominać? Czy to jest realne? :(
        • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 16:43
          Sporo kobiet nie gotuje.
          Z jednej strony Cię rozumiem, ale z drugiej nie możesz oczekiwać, zę maż zmieni swoje nastawienie do tego, co jest bałaganem, a co nie jest. Wyobraź sobie, ze maż wymaga od Ciebie, abyś przyjęła jego standardy czystości i zamiast gderać i sprzątać przyjęła, ze tak jak jest - jest dobrze - umiałabyś? Raczej nie. Więc przyjmij, ze Twój maż też nie umie, on tego nie widzi. Jeżeli robi coś, co wskazujesz - to lepiej nie będzie. To jest nierealne.
          Ja bym jednak zastanowiła sie, czy w takiej sytuacji nie przerzucić na męża innych domowych obowiązków - więcej opieki nad dzieckiem, gotowanie, zakupy - tu nie będzie problemu z niedopasowaniem oczekiwań. Wtedy y możesz po prostu przyjąć, że sprzątasz , a mąż robi co innego.
          • greendale Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 17:40
            Może masz rację, ale w związku z tym że mój mąż nie jest osobą ceniącą porządek i dbanie o rzeczy doczesne niestety pewne przedmioty są dla niego do użytku na chwilę. Np. spodnie, buty wytrzymują miesiąc lub dwa, a później przypominają strzęp. Nie opływamy w dostatki na tyle aby po dwóch miesiącach wyrzucać buty i kupować drugie. Staram się go zrozumieć, wykazać się odrobiną empatii, ale gdy zobaczyłam dziś rano kuchnię po jego wczorajszych wojażach to mi wszystko opadło... gdybym nie zwracała na pewne rzeczy uwagi mieszkalibyśmy i jedlibyśmy w brudzie i bałaganie. Jeśli klient idzie do restauracji to chce zjeść w domytym talerzu i czystym widelcem i myślę, że w domu powinno się przyjąć tę samą zasadę. Ale być może się mylę, nie wiem już sama. Muszę chyba zacząć medytować, aby uspokoić emocje :/
            • zuzi.1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 20:17
              Pozostaje Ci autorko uzbroic sie w cierpliwosc i pokazywac i wymagac, zeby nastepnym razem zrobil cos, sprzatnal po sobie itd. az do skutku. Po jakims czasie zrozumie co Cie drazni i dostosuje sie choc troche do Twoich oczekiwan.Wielu facetow ma podobne problemy i trzeba to spokojnie starac sie zmieniac. Zaloz, ze najblizszy np. rok. :-) spedzisz na uczeniu go roznych rzeczy, jesli on Cie tez kocha, to postara sie troche dostosowac. I nie sprzataj sama, angazuj w sprzatanie meza np. on odkurza, Ty mopujesz, Ty gotujesz, on wstawia zmywarke, on wstawia pranie i rozwiesza, prasuje wszystkie swoje rzeczy i polowe rzeczy dziecka, itd. Odn. problemow w kuchni, pokazuj mu po kolei co jest nie do przyjecia, az do skutku. W koncu zalapie. Odnosnie kotlowni, zarzadz jej odgruzowanie i wspolnie zrobcie tam porzadek, bedzie szybciej i bedziesz miala w koncu wygodny dostep do przetworow. Za ta prace w kotlowni popros, zeby on zrobil cos ekstra dla Ciebie, wymysl cos :) Zmudna praca Cie czeka, ale po jakims czasie bedzie efekt, tylko wszystko na spokojnie, bez niepotrzebnych nerwow. Nie pozwalaj doprowadzac do total
              • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 20:54
                A ja mysle, ze tu obie strony powinny się dostosować.
                I nie, nie wyobrażam sobie, abym się w pewnych rzeczach chciała dostosować, gdyby mąż zaczął mnie wychowywać. Przeciwnie.
                Poza tym o ile rozumiem konieczność sprzątania z powodu alergii dziecka, to drazni mnie przyjęcie, że jak coś jest "nie do przyjęcia" dla jednej ze stron, to druga ma obowiązek sie dostosować i podporządkować. Jak dla faceta "nie do przyjęcia" jest obiad bez zupy i deseru, w dodatku nie na najwyższym poziomie - to czy żona ma obowiązek zacząć gotować , jak sobie maż życzy? Czy w takim razie niech on zacznie gotować tak jak lubi?
                • zuzi.1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 21:18
                  Przepraszam, ucielo mi koncowke, nie dopuszczaj ponownie do totalnego zagruzowania kotlowni, gdy widzisz, ze juz jest tam za duzy balagan zarzadzaj ' dzisiaj sprzatamy kotlownie', bo musze miec dostep do przetworow, w zamian za to zrobisz mi dzis masarz i umyjesz samochod :-) Verdano, to nie chodzi o wychowywanie, chodzi o znalezienie jakiegos kompromisu, ale nie na poziomie bycia fleja :-) plus wazny argument uczulone dziecko. Mam nadzieje, ze ten maz nie ma takiej alergii na sprzatanie jak Ty Verdano, jesli jakos to znosi, to trzeba sprzatac wspolnie, wspolny dom, wspolne obowiazki.
                  • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 22:12
                    A nie lepiej podzielić obowiązki tak, aby to nie wywoływało stałych i nieustannych konfliktów? Strona, która jest porządna sprząta, druga strona robi coś innego?
                    Obawiam się, ustalenie "standardu" porządku tak, jak widzi to tylko jedna osoba będzie rodziło bezustanne konflikty.
                    • zuzi.1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 22:52
                      Ale autorka mieszka w domu, nie w mieszkaniu. Jesli to dom to metrow do sprzatania jest tak od 120 i wiecej, ciezko jest samemu sprzatac taki metraz. Chociazby dlatego warto ta prace podzielic. Albo znalezc pieniadze na pania sprzatajaca.Odnosnie standardu porzadku, zauwaz, ze autorka ze swojej strony tez juz poszla na kompromis i wiele znosi :)
                    • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 08:58
                      Verdana, taki podział byłby sprawiedliwy tylko i wyłącznie wtedy, gdyby autorka też miała hobby w domu, rozrzucała wszędzie swoje ubrania, papiery czyli była bałaganiarą.
                      Co z tego, że facet ugotuje obiad, skoro trzeba po nim sprzątać kuchnię?
                      Ja uważam, że osoba, która nie sprząta po SOBIE, czyli zostawia brudną łazienkę, kuchnię etc, bo właśnie coś tam robiła, lekceważy innych członków rodziny, którzy chcąc żyć we względnym ładzie muszą PO NIEJ posprzątać.
                      Często pytam swoje dzieci, kiedy zostawiają zlew w łazience i lustro upaćkane pastą, dla kogo to zostawiły? Kto ich zdaniem umyje ten uświniony zlew? Krasnoludki?
                      I o ile rozumiem nastolatki, tak dorosłego faceta nie bardzo. Chyba, ze ten facet ma ogromną potrzebę bycia traktowanym jak dziecko.
                    • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 10:58
                      Uciekło mi. Nie bardzo rozumiem dlaczego autorka miałaby NIE DOPUSZCZAĆ do powstania bałaganu, a potem razem z mężem sprzątać tę kotłownię. W końcu to on zrobił z kotłowni składzik, nie ona. Dlaczego autorka ma sobie dokładać obowiązków?
                      • zuzi.1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 11:22
                        Pade, dlatego, ze wie, ze maz ma problem z tym, ze nie dostrzega tego momentu, kiedy zwykly nielad przemienia sie w mega burdel., uniemozliwiajacy m.in. dostanie sie do przetworow, ale rowniez zagrazajacy bezpieczenstwu chalupy, z uwagi na piec weglowy.W zwiazku z czym ten raz warto posprzatac razem, zeby miec szybki dostep do swoich rzeczy. Najlepiej by bylo znalezc inne miejsce dla tych przetworow oraz inne niz kotlownia miejsce na skladzik meza balaganu hobbystycznego i wtedy juz nie wnikac co sie tam dzieje.
                • jehanette Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 11:58
                  Co za myślenie. Obiad każdy może zrobić sobie sam, jeśli pragnie deseru a druga osoba robi focha i mówi "ja nie robię deserów!" to sobie robi dla siebie, a fochniętemu cieknie ślinka. Zaś wspólna przestrzeń domu/mieszkania jest wspólna, żyje się w niej razem. Idea że jedna osoba sprząta a druga robi "inne rzeczy" jest niesprawiedliwa o tyle, że osoba "porządna", która na przykład odkłada rzeczy na miejsce po użyciu,a kubek po herbacie od razu wstawia do zmywarki jest obciążona sprzątaniem syfu po osobie, która tego nie robi. Ogarniać przestrzeń powinni wszyscy domownicy, i naprawdę wymaganie zachowania porządku w przestrzeniach wspólnych, tak aby każdy mógł z nich korzystać bez przeszkód (a kotłownia gdzie pan realizuje się hobbystycznie nie jest jego wylączną przestrzenią!) oraz ogarniania własnych pozostałości (tzn brudy do kosza, sprzątnięcie po posiłku/gotowaniu, talerze do zlewu/zmywarki) powinno być absolutnie podstawowym standartem. Zrzucanie na partnerkę ogarniania osobistego syfu robionego wokół siebie z lenistwa, jest patriarchatem w najgorszym wykonaniu.
                • srebrnarybka Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 18:11
                  Jak dla faceta "nie do prz
                  > yjęcia" jest obiad bez zupy i deseru, w dodatku nie na najwyższym poziomie - to
                  > czy żona ma obowiązek zacząć gotować , jak sobie maż życzy?

                  Większość znanych mi kobiet się dostosowuje w takiej sytuacji i gotuje lepiej, niż gotowały będąc singielkami. Nie dlatego, że im potrzebna jest ta zupa i deser, tylko dlatego, że uważają, że jest to ich obowiązek i forma dostosowania się do męża i ewentualnie dziecka.
          • iziula1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 18:07
            >>>Z jednej strony Cię rozumiem, ale z drugiej nie możesz oczekiwać, zę maż zmieni swoje nastawienie do tego, co jest bałaganem, a co nie jest. Wyobraź sobie, ze maż wymaga od Ciebie, abyś przyjęła jego standardy czystości i zamiast gderać i sprzątać przyjęła, ze tak jak jest - jest dobrze - umiałabyś?>>>>

            Mam wrażenie,że właśnie to mąż narzuca autorce jego sposób widzenia czystości/porządku i to ona musi się dostosować lub ustapić lub też przejąć całość na siebie.
            A tu chyba nie o to chodzi.
            Może zamiast dzielić sie sprzątaniem na pół podzielcie się kategoriami, np. ty sprzatanie, mąż zakupy, gotowanie.
            Tylko,że mam wrazenie tu chodzi bardziej o ogarnięcie przestrzeni "po sobie" ( odstawienie kubka, włożenie talerza po sobie do zmywarki, powieszenie kurtki, ubrań do szafy itp ) niż o ścieranie kurzy i równe ustawienie talerzy.
            Czyli wszytko to co ja mam z moim 8 latkiem ;)

            • chocolate_cake Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 19:02
              No właśnie, podobnie można mieć z dzieckiem. Może jednak takich rzeczy człowiek uczy się w dzieciństwie a potem jest za późno? Przecież tu chodzi głównie o to, aby ten mąż sprzątał PO SOBIE.
              Może to taki typ, tak nauczony. Ja w ten sposób strofuję córkę aby sprzątała swoje rzeczy i odnosiła do kuchni kubki po herbacie. Syn czyścioch. Córka wręcz przeciwnie ;)
              Ja się autorce nie dziwię.
    • koronka2012 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 18:13
      Na to nie ma dobrego sposobu niestety. Trochę zaniedbałaś sprawę na początku, w końcu to czy pracujesz czy nie nie zwalnia go z tego, żeby talerz po sobie odstawić.

      Znajoma zastosowała szokową terapię - leży rozwalone byle gdzie - znaczy do wywalenia. Facet miał przy tym swój gabinet, i np. jak zostawił brudne talerze, to lądowały na jego biurku. Po jakimś czasie brutalna tresura TROCHĘ pomogła, ale co drak przez to było... no i oni nie musieli żyć z ołówkiem w ręku.

      Rozumiem, że macie dom, skoro piszesz o kotłowni - wyznacz mężowi "jego" pomieszczenie, gdzie nie będziesz mu się wtrącać choćby pleśnią porosło, ale jednocześnie niech on poza tym pomieszczeniem stara się nie syfić. Podobną zasadę wprowadziłam kiedyś dziecku - nie wynosić zabawek poza swój pokój. To co się tam działo, przypominało Armagedon, za to reszta była łatwa do ogarnięcia...
      • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 09.03.15, 19:12
        Mnie taka tresura pomogłaby pozbyć się kogoś, kto traktuje mnie jak dziecko.
        Naprawdę, radze podzielić się obowiązkami. Dać mężowi pranie, gotowanie, zmywanie - co innego, poza sprzątaniem. Wtedy wiadomo - ogarnięcie przestrzeni to zadanie żony, zakupy i obiad - zadanie męża. Bez wskazywania palcem, awantur, zastanawiania sie, czy kubek na stole to jest już syf, w którym żyć sie nie da, czy norma. No, trzy kubki powiedzmy.
        Z pomieszczeniem - bardzo dobry pomysł.
        U mnie maz nie potrafi ugotować jajka. Za to ja nie sprzątam. W ten sposób żadne z nas nie jest szczególnie sfrustrowane.
        • default Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 08:35
          Verdana ma rację, kompromis powinien polegać raczej na tym, by każdy miał takie obowiązki domowe, które najlepiej mu wychodzą i których potrzebę i sens wykonywania "czuje" i rozumie.
          U nas też jest tak, że mąż nie ma odruchu sprzątania po sobie, takiego drobnego, codziennego. Jakoś mu to "umyka" ;-) Więc ja już nie walczę o wynoszenie kubków, wysypanie z popielniczki, o ścieranie okruszków z blatu kuchennego po zrobieniu sobie kanapki, o skarpety na podłodze - sama to ogarniam po nim. Za to mąż sumiennie i z zaangażowaniem wykonuje "duże" sprzątania: kompleksowo odkurza i myje podłogi, trzepie dywany, myje okna, szoruje łazienki, zajmuje się całościowo ogrodem i w ogóle "obejściem".
          Do robienia sobie dowolnego bałaganu i do gromadzenia dupereli typu narzędzia, wiertarki, miliony "śpilorków" ma garaż, do którego się nie wtrącam w ogóle i nie komentuję.
          • zuzi.1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 09:25
            Differentview, Twoj maz robi w domu i jego otoczeniu kawal konkretnej roboty, wiec wcale Ci sie nie dziwie, ze nie przeszkadza Ci sprzatanie po nim skarpetek, okruchow, kubkow etc. Ale gdybys to Ty sama myla te okna, sprzatala lazienki, myla podlogi, to szybko przeszlaby Ci ochota na ogarnianie drobnych rzeczy po nim. Dla Ciebie taki podzial obowiazkow jest powiedzialabym BARDZO korzystny :-)
            • differentview Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 10:39
              > Differentview, Twoj maz robi w domu i jego otoczeniu kawal konkretnej roboty, w
              > iec wcale Ci sie nie dziwie, ze nie przeszkadza Ci sprzatanie po nim skarpetek,
              > okruchow, kubkow etc

              nie mam meza i nie sprzatam po nim skarpetek;) moj partner jest takim samym abnegatem porzadkowym jak ja a ratuje nas pani sprzatajac:)
          • alinawk Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 10:59
            Więc ja już nie walczę o wynoszenie kubk
            > ów, wysypanie z popielniczki, o ścieranie okruszków z blatu kuchennego po zrobi
            > eniu sobie kanapki, o skarpety na podłodze - sama to ogarniam po nim. Za to mąż
            > sumiennie i z zaangażowaniem wykonuje "duże" sprzątania: kompleksowo odkurza i
            > myje podłogi, trzepie dywany, myje okna, szoruje łazienki, zajmuje się całości
            > owo ogrodem i w ogóle "obejściem".

            To ja już bym wolała na odwrót. żeby sprzątał po sobie. Jak często on te okna myje czy dywany trzepie? Podejrzewam ze raz na pół roku z okazji Świąt. A burdel w domu masz codziennie: to talerzyk, tu szklanka, tu okruchy, tu resztki po sniadaniu, tu leżą skarpetki, a w pokoju potykasz się o jego dżinsy. Mój mąż ma jeszcze zwyczaj skórki po kiwi czy bananie wyrzucać do zlewu (kosz jest pod zlewem) . No w sumie nie jest jeszcze najgorzej: mógłby rzucić na podłogę...
            • jehanette Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 12:04
              W punkt. To jest taka kulturowa ściema: on nie przetrze blatu i nie odstawi kubka do zlewu, bo przecież kosi trawę. Tego, że akcja p.t trawa trwa godzinę-dwie w sloneczną sobotę, a okruchy, brudne kubki i inne tego typu "drobnostki" to jest codzienna krzątanina i codzienna odpowiedzialność, tego się nie zauważa idąc takim tokiem myślenia. I to jest głęboka niesprawiedliwość. po prostu każdy za swoje osobiste otoczenie powinien być odpowiedzialny. W końcu każdy codziennie myje swój tyłek i zęby sam, prawda? To w czym problem by odstawił kubek do zlewu albo wytarł zapaprany przez siebie blat?
            • default Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 12:40
              alinawk napisała:
              >
              > To ja już bym wolała na odwrót. żeby sprzątał po sobie. Jak często on te okna
              > myje czy dywany trzepie?

              Mamy 4 psy i 3 koty - więc odkurza codziennie, mopem podłogi przelatuje średnio co drugi dzień, dywany trzepie raz w m-cu. Okna faktycznie rzadziej (3-4 razy w roku), ale okien i wielkich drzwi tarasowych w domu jest dużo i to ciężka robota. Trawę w sezonie kosi się raz w tygodniu, poza tym w ogrodzie jest sporo także innej roboty.
              Naprawdę wolę raz dziennie, po przyjściu z pracy, przelecieć blaty ścierką, zebrać ze stołu kubek/talerzyk/popielniczkę i (czasem) wrzucić do kosza na brudy porzucone byle gdzie ciuchy. To żadna robota i zajmuje góra 15 minut :)
        • differentview Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 09:00
          verdana napisała:

          > Mnie taka tresura pomogłaby pozbyć się kogoś, kto traktuje mnie jak dziecko.

          a mi sie wydaje, ze widzisz kwestie troche jednostronnie; tresurą w druga strone jest rowniez to, ze w przestrzeni wspolnej maz zostawia po sobie burdel i w domysle- jesli zonie to przeszkadza to niech sobie po nim posprzata- czyli de facto nie wprost ale tresuje zone do bycia sluzaca, ktora ma za nim chodzic i po nim sprzatac; dlatego wynoszenie jego talerz do gabinetu zeby tam gnily- jest dobrym sposobem- bo tam dla odmiany burdel meza staje sie rowniez dla niego samego dyskomfortem i z tym juz cos zrobic musi sam; choc oczywiscie podzielenie sie obowiazkami- co kto lubi albo woli- jest najlepsze; gorzej jak maz nie woli niczego i uwaza, ze ogarnianie domu jest z definicji domena kobiety a kobieta wcale nie ma na to ochoty
        • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 10.03.15, 09:05
          Verdana, w takich wątkach powinnaś sobie wstawić w sygnaturkę hasło "Uwaga, mąż po mnie sprząta". Bo inaczej mieszasz ludziom w głowie.
          Czym innym jest sprzątanie w ogóle, bo kurz, bo brudno, a czym innym odkładanie za kogoś naczyń do zlewu, sprzątanie ubrań, wyrzucanie śmieci, itp, czyli sprzątanie po kimś. Chyba nie sugerujesz autorce, ze powinna sprzątać po mężu dla świętego spokoju?
        • nena20 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 11.03.15, 11:28
          ja nie napisałam o tym aby sprzątała,
          nie raz słyszałam od facetów, że jest to jedna z najbradziej w....cech u kobiet.
          Nie wiem jak to rozwiązać aby każdy był zadowolony.
          Ja piorę i prasuje swoje rzeczy, czasem coś dla nas ugotuję, główne sprzątanie jest raz w tygodniu (bez gadania, każdy wie co ma robić) usypiamy dziecko na zmianę. Jeśli są gary w zlewie to zmywamy chyba na zmianę (nawet nie zwracam na to uwagi), szklanki po kawie wynosimy do zlewu. Nauczyłam sie dawać przestrzeń domownikom i nie gderam całe dnie, ani nie robię z siebie ofiary.
          To, że autorka sprząta od razu kubek nie znaczy, że jej mąż ma robić tak samo. Jest wolnym człowiekiem, a nie jakimś niewolnikiem. Raczej obracam się w męskim świecie, więc czasami słucham sobie co opowiadają. Niestety nie wygląda to fajnie.
            • jehanette Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 11.03.15, 11:58
              To co kobiety opowiadają sobie o facetach też nie jest miłe.
              Nie mam pojęcia co zrobić w takiej sytuacji jaką opisała autorka wątku. Zachowanie partnera (brak dbałości o wspólną przestrzeń) dotyka ją bezpośrednio. Dodaje jej pracy, ujmuje komfortu przebywania w tej przestrzeni. Nie wyobrażam sobie, by pozostawić to tak jak jest. Tyle że ja mam zupełnie innego partnera i takie problemy u nas nie istnieją. :/
              • default Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 11.03.15, 14:18
                jehanette napisała:

                > Nie mam pojęcia co zrobić w takiej sytuacji jaką opisała autorka wątku

                Sytuacja autorki wątku jest o tyle trudna, że z opisu jej mąż jest totalną fleją, która syfi wokół siebie w sposób nieprawdopodobny. W jej sytuacji "sprzątanie po mężu" nie ogranicza się do wyniesienia kubka czy wrzucenia skarpet do brudów (jak u mnie), bo jej mąż pozostawia po sobie jakieś totalne zgliszcza, których odgruzowanie to ciężka i czasochłonna praca.
                Chyba że autorka mocno przesadza albo sama z kolei ma zbyt wyśrubowane normy porządku.
                Nie pozostaje nic innego jak wypracować kompromis, tzn. trochę odpuścić, a trochę przyuczyć męża - przede wszystkim do tego, by nie generował wokół siebie aż takiego bałaganu. Jak - tego nie wiem, bo nie znam męża autorki. Na każdego inna metoda działa. Może on tego naprawdę nie widzi. Niech autorka zrobi zdjęcie wysprzątanej kuchni, a potem drugie - po przejściu jej męża, a następnie pokaże mu oba obok siebie - może wtedy załapie o co chodzi ;-)
                No i ustalić z mężem jakie prace domowe jest skłonny wykonywać (samodzielnie i bez przypominania) w zamian za drobne ustępstwa w sprawie kubków i okruchów :)
                • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 11.03.15, 16:27
                  Problem jest poważny, choć na taki nie wygląda, a świadczy o tym to, że na tym forum pojawia się bardzo często. Jest wiele sfrustrowanych osób, które czują się we własnym domu jak służące/służący, bo choć rzadziej, ten problem może dotykać także mężczyzn.
                  Dużo już o tym pisałam wcześniej, robiono ze mnie pedantkę, a jest to jedna z ostatnich rzeczy, jakie można mi zarzucić, ale to nieistotne. Chciałam tylko obalić mit wychowania. Jestem jedynaczką, a moja mama nigdy nie pracowała. W domu nie robiłam praktycznie nic, czasami odkurzyłam, wyniosłam śmieci. Miałam się tylko uczyć i nic więcej. Wychodząc za mąż, nie byłam przystosowana do prowadzenia domu. Nie umiałam nic ugotować. Czy to oznacza, że w późniejszym życiu też nic nie robiłam? Wręcz przeciwnie, w domu robię praktycznie wszystko, poza codziennym gotowaniem, bo mąż lubi dobrze zjeść, umie ugotować, to akurat przejął. Chciałabym móc też na nim polegać w kwestii pomagania mi w sprzątaniu, choć trochę, raz w tygodniu, ale się nie doprosiłam. A też mam dużą powierzchnię i psa, który naprawdę brudzi. Jakoś daję radę, ale nie mam nigdy prawa powiedzieć, że mnie mama nie nauczyła. Dlaczego facetów tak łatwo tym usprawiedliwiamy, a kobietom tej wymówki nie wolno zastosować?
                  Też jestem zdania, że usługiwanie mężczyźnie, sprzątanie po nim jest spuścizną patriarchalnego systemu społecznego.
                  Czy mój syn, którego wciąż nakłaniam do współuczestnictwa w pracach domowych, ale to nie odnosi skutku, w swoim przyszłym związku dostosuje się tak, jak ja się dostosowałam, czy też będzie się wymigiwał, twierdząc, że nie umie, że mu nie zależy, że go to nie obchodzi? Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że życie go nauczy, tak jak mnie nauczyło. Warunek - mądra dziewczyna, a nie kobieta, która za misję postawi sobie bycie dobrą żonką, która dba samodzielnie o domek:P
                  • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 11.03.15, 22:33
                    Zgadzam się, ze jest wiele sfrustrowanych osób, które czują się w domu jak służący.
                    I niemniej sfrustrowanych osób, które nie czują sie w domu u siebie, bo u siebie można mieć tak, jak sie lubi, a nie dostosowywać sie do cudzego poczucia ładu.
                    Ja nie rozumiem wymówek, ze "mama nie nauczyła". Jak słusznie powiedziała moja teściowa, ona przyjmowała reklamacje rok po ślubie. Jak potem maż nie umiał gotować, to już nie jej wina. Racja.
                    Mój syn, w domu raczej niegotujący(piekł ciasta i tyle), gotuje z narzeczoną na zmianę, co drugi dzień Robi to bardzo dobrze. Ja też w domu nie gotowałam, ale nigdy nie miałam z tym problemów. Ważne jest nie tylko techniczne nauczenie czegoś, ale także przykład, rozmowa o tym, towarzyszenie przy czynnościach domowych.
                    Przy czym nie wyobrażam sobie, aby mój syn, który jeszcze z nami migał sie od pomocy w domu. Po prostu takiej opcji nie ma. U mnie nigdy nie było nakłaniania - były raczej rozkazy, których nie wykonanie groziło bardzo ciężkimi konsekwencjami:)
                    • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 12:27
                      Verdana, bardzo zwracasz uwagę na gotowanie. Często o tym piszesz. Ale jak to się ma do problemu autorki wątku czy większości polskich kobiet? Bo problemem nie jest gotowanie tylko nie sprzątanie po sobie. To jednak dwie różne czynności.
                    • miedzymorze Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 13:26
                      >Zgadzam się, ze jest wiele sfrustrowanych osób, które czują się w domu jak służący.
                      >I niemniej sfrustrowanych osób, które nie czują sie w domu u siebie, bo u siebie można mieć tak, jak sie lubi, >a nie dostosowywać sie do cudzego poczucia ładu.

                      Nie zapominaj o osobach które chciałyby miec czysto, ale nie poczuwają się do tego, żeby cokolwiek sprzątnąć samodzielnie, po sobie lub po innych.

                      pozdr,
                      mi
                      • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 14:04
                        > Nie zapominaj o osobach które chciałyby miec czysto, ale nie poczuwają się do t
                        > ego, żeby cokolwiek sprzątnąć samodzielnie, po sobie lub po innych.

                        O to, to. Najgorszy przejaw syfu w domu - według mojego męża - pajęczyny pod sufitem. Ile razy mi zwracał na to uwagę. A jest bardzo wysokim facetem i jemu dużo łatwiej je usunąć. Ja poza tym ich nie zauważam i nie jestem na nie tak przeczulona. Co w związku z tym? Mąż woli jakoś je znosić, niż samemu sprzątnąć:P
                        Ale ostatnio nastąpił progres. Mamy psa przesiadującego na kuchennym parapecie. Okno jest w związku z tym wiecznie ubabrane od jego mokrego noska. Najpierw mąż mi to wytykał, przeganiał psa, ale ostatnio widzę, że w sobotę ponieważ on pierwszy wstaje (mąż znaczy, nie pies, który śpi ze mną do późna;) bierze ręcznik papierowy i płyn do mycia szyb i myje sobie tę szybę, bo jego miejsce przy stole jest akurat przy tym oknie. Można? Można:)
                      • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 20:16
                        A nie, nie! Jak chcą mieć czysto i uważają, że źle sie czują w bałaganie, to niech ruszą d... i sprzątają. Albo wymienią się obowiązkami i robią co innego, ale w podobnym wymiarze czasu. To zupełnie inny problem. Ja mówię o innych standardach porządku, a nie o tym, ze komuś się zwyczajnie nie chce.
        • igge Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 11.03.15, 22:28
          PS:
          Syn mój to bałaganiarz idealny, zostawia brudne ubrania na podłodze,skarpety itp brudne naczynia u siebie. Inicjatywy do sprzâtania żadnej chyba, że szykuje imprezë dla maturzystów.
          Ale nie wyobrażam sobie, że, jak pisze Sebalda,.nakłaniam go do zmywania itp a on nie daje siê nakłonić. Owszem odwleka jak może, trzeba mu wielokrotnie przypominać bo zapomina ale jest dla niego oczywiste, że troska o dom jest wspólna i poproszony w końcu wykonuje robotě i sprzãta choć bajzel mu zupełnie nie przeszkadza, przeciwieństwo ojca.

              • igge Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 09:56
                Nic nie poradzë na to, że czasem uwielbiam go obsługiwać czytaj troszczyć siě o niego i córkě. Sã za.duzi wiem. Syn ma wzór ojca pracusia i ogarniajâcego dom i dzieciaki nonstop wiëc wierzê że.bêdzie dobrym.měżem kiedyś tylko niestety bałaganiarzem niestety jak ja mimo wysiłków i myślenia i prób samodyscypliny w kierunku sprzâtania. U nas jest trochě jak u verdany ale.staramy siê wspöłpracować i hmmm pomagać měżowi w utrzymaniu ładu. Aczkolwiek jego standardom nigdy nie dorównamy. Mâż sprzâta najlepiej, najdłużej, najdokładniej, nonstop. I woli sam wszystko robić niż poprawiać po reszcie. Muszë też go powstrzymywać od całkowitej obsługi nastoletnich dzieci. On tak był wychowany i to powiela. Tzn palcem nie tykał nivzego jako dziecko wszystko robili matka z ojcem.
                Zaniedbałam nawyki syna, sama nie byłam najlepszym modelem i pomagajãc z konieczności còreczce obsługiwałam machinalnie i starszego i sprawnego syna. Córka jednak mimo, że skarpetki rzuca czasem na środek pokoju to np po posiłkach nieproszona sprzãta, trochě gotuje dla siebie i brata. Dba o zwierzaki, kuwetê kota, picie królika, karmi psy. Wiěcej siê uczy. Generalnie wykazuje wiěcej
                inicjatywy, obowiázkowości i pracowitości mimo, że jej tego nie uczyliśmy.wrêcz.była i jest zwalniana z.racji niesprawności z.wièkszości obowiäzków a jej brat nie. Jest wstyd powiedzieć ale.chyba.jedmak bardziej odpowiedzialna
            • alinawk Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 10:16
              To bardzo typowi młodzi faceci i jak się będą zachowywać w przyszłych związ
              > kach, będzie zależało od ich wybranek:)

              Czyli ja umywam ręce i niech inna kobieta się z nim użera żeby raczył SWOJE brudne gacie wrzucić do kosza z brudami :D
              • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 11:47
                alinawk napisała:

                > To bardzo typowi młodzi faceci i jak się będą zachowywać w przyszłych związ
                > > kach, będzie zależało od ich wybranek:)
                >
                > Czyli ja umywam ręce i niech inna kobieta się z nim użera żeby raczył SWOJE bru
                > dne gacie wrzucić do kosza z brudami :D

                Nie, ja syna proszę, przypominam, robię pogadanki o tym, jak w przyszłości będzie się czuła jego żona, gdy on tak będzie bałaganił i nie przywiązywał wagi do porządku. Co jeszcze mogę zrobić? Karać, robić awantury, bić? Syn proszony uporczywie, jak to opisywała Igge, zrobi wszystko, tylko z opóźnieniem. Jak mu nie przypomnę, nie zrobi. Ale też umie gotować i chętnie to robi, bo ma duży apetyt i lubi dobrze zjeść. Gdyby miał czas, na pewno by gotował dla całej rodziny. Piecze też absolutnie przepyszne ciasto czekoladowe, niestety na ogól na wynos;)
                Matka musi dzieci przyuczać, przypominać, ale w przypadkach opornych, nie ma dużego pola manewru. A z drugiej strony osoby nieprzyuczone (takie jak ja), zmuszone warunkami życiowymi na pewno się ogarną, nie mogą też wiecznie zasłaniać się tym, że w domu rodzinnym....
                Igge, mam tak samo jak Ty, ja też lubię czasami dogadzać dzieciom, podkładać pokrojone owoce na przykład, bo same z siebie nie wezmą;)

                Ps. Jakie to symptomatyczne: napisałam, że matka musi dzieci przyuczać. Dlaczego matka, a nie rodzice? Dlaczego do teściowych mamy pretensje, że nie nauczyły naszych mężów, a nie do obojga jego rodziców? Niech mi ktoś powie, że nie ma różnic płciowych:P Kobieta nie może się zasłaniać niedouczeniem z domu, a mężczyzna jak najbardziej. Czemu?
            • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 11:50
              Nie, to nie są typowi młodzi faceci- to są typowi młodzi ludzie. Moja córka jest dokładnie tak samo bałaganiarska jak synowie. Mam wrażenie, że swoiste przypisywanie młodym chłopakom jakiś "cech płci" polegających na tym, ze uznaje sie ich za mniej porządnych niż dziewczynki jest samospełniającym się proroctwem. I wtedy przyszła wybranka nie będzie wcale miała takiego wielkiego wpływy - facet już przyzwyczai sie do myśli, ze jako "typowy facet" o porządek dbać nie musi. Bo to przywilej męskości.
              Tak wiec unikałabym takiego powiązania pomiędzy zachowaniem, a płcią.
              • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 12:10
                > Tak wiec unikałabym takiego powiązania pomiędzy zachowaniem, a płcią.

                To dlaczego kobiety mają pretensję do teściowych, że nie nauczyły synów, a nie do obojga rodziców męża? Dlaczego wciąż młode kobiety, chcąc być dobrymi żonami, na początku małżeństwa starają się być jak najlepszymi paniami domu, tymi, jak jaj to nazywam, dobrymi żonkami? Faceci też się tak zachowują po ślubie? Jakoś nie zauważyłam.
                W naszym społeczeństwie wciąż funkcjonują stereotypy płciowe, czy tego chcesz, czy nie. Z tym należy walczyć, tego między innymi dotyczą wytyczne nowych programów wychowawczych w szkołach, których tak się boi KK i konserwatyści. I mam wielką nadzieję, że mimo tych oporów za jakiś czas będzie tak, jak piszesz, Verdano, ale jeszcze tak nie jest. Przepraszam Cię, ale Ty i Twoja rodzina nie jesteście reprezentatywni, nie jesteście typową polską rodziną. Czasami swoimi wypowiedziami trochę mieszasz w głowach kobietom, które mają w domu kompletnie inny model. Wpędzasz je w poczucie winy, że ośmielają się chcieć wpólpracy w domu, wmawiając im, że mają wyśrubowane wymagania, a tak wcale nie musi być. Oczywiście masz na ten temat odmienne zdanie, ja jednak pozwalam sobie dać Ci delikatny sygnał, że nie w każdym przypadku należy uogólniać, że kobiety skarżące się na mężczyzn, którzy nie włączają sie w prace domowe, są pedantkami i heterami, które chcą narzucić swoją wolę zwykłym facetom, którym nie zależy na porządku. Przecież to Ty mnie kiedyś nauczyłaś, bym nie pisała, że chciałabym pomocy męża, ale bym nazywała to wspólnym dbaniem o dom. Czemu zatem od jakiegoś czasu wyraźnie naskakujesz na kobiety, które tego właśnie chcą?
    • ola_dom a może z innej strony...? 12.03.15, 10:12
      Zauważyłam, że chyba w każdej wypowiedzi w tym można znaleźć "wojnę i przepychankę" - kto MA robić, nie robić, nauczony-nienauczony, etc. "Podział obowiązków", i takie tam.

      A przecież można się trochę nagiąć, dostosować, pójść na kompromis - bo SIĘ KOCHAMY i chcemy być dla siebie nawzajem dobrzy i mili. I choć być może uważam to za upierdliwość i przesadę - to sprzątnę po sobie kubek, majtki i umywalkę - tylko dlatego, żeby nie sprawiać partnerowi przykrości.
      A partner ugotuje czasem specjalnie dla mnie makaron - choć wiemy oboje, że sam wolałby kartofelki. Bo chce mi sprawić przyjemność.
      Po prostu?
      • sebalda Re: a może z innej strony...? 12.03.15, 11:58
        Ola, to, o czym piszesz, to są te przysłowiowe naczynia, które myją się same. Nie do końca rozumiałam kiedyś, co to znaczy, ale córka mi opowiedziała, jak to jest u niej i jej faceta. Ona gotuje, a on w tym czasie ogarnia w kuchni, żeby potem nikt nie musiał na zakończenie stać długo przy zlewie, wtedy wystarczy, że wsadzi się dwa talerze i sztućce do zmywarki. Kuchnie mają małą, więc tym bardziej musi być w niej porządek. I tak jest ze wszystkim, wszystko robią wspólnie, nikt na nikogo się nie ogląda, nikt nie zostawia po sobie rzeczy, bo to zaburza wspólną przestrzeń. Fakt, że jej facet lubi porządek, nie jest z bałaganiarzy, to ułatwia sprawę, ale mimo wszystko o to właśnie chodzi, o te drobne ukłony nawzajem w swoją stronę. Nie o wyliczanie, kto ile, nie o różne standardy, ale o tę wzajemność i uważność.
        Verdana ciągle podkreśla, że osoba proszona o zachowanie większego porządku jest co najmniej w równie złej pozycji, jak ta, która musi wiecznie sprzątać po innych. Nie zgadam się z tym, odniesienie kubka nie wymaga wielkiego wysiłku, a jeśli samemu się do tego nie przywiązuje wagi, to niech chociaż będzie ukłonem w stronę kochanej osoby. Bo my nie mówimy o myciu i pastowaniu codziennie podłogi, ale o tym zwykłym odnoszeniu naczyń i wrzucaniu brudów do kosza. Czy to naprawdę jest taki ból i dyshonor? Wymóg z księżyca? Wyśrubowane żądania? Odniesienie po kimś też nie jest trudne, ale gdy zdarza sie sporadycznie, gdy dzieje się stale, prędzej czy później obudzi poczucie bycia służącą/służącym. Mnie korona z głowy nie spadnie, gdy czasami posprzątam po kimś z domowników, ale kluczowe jest tutaj słowo CZASAMI. Buntują się te osoby, które STALE muszą usługiwać dorosłym członkom rodziny. I ten bunt jest zrozumiały.
        • ola_dom Re: a może z innej strony...? 12.03.15, 12:19
          sebalda napisała:

          > odniesienie kubka nie wymaga wielkiego wysiłku, a jeśli samemu się do tego nie przywiązuje
          > wagi, to niech chociaż będzie ukłonem w stronę kochanej osoby. Bo my nie mówimy o myciu i
          > pastowaniu codziennie podłogi, ale o tym zwykłym odnoszeniu naczyń i wrzucaniu brudów do
          > kosza. Czy to naprawdę jest taki ból i dyshonor? Wymóg z księżyca? Wyśrubowane żądania?
          > Odniesienie po kimś też nie jest trudne, ale gdy zdarza sie sporadycznie, gdy dzieje się stale,
          > prędzej czy później obudzi poczucie bycia służącą/służącym.

          Tak, o tym właśnie piszę. I dałam przykład, choć niedosłowny, z własnego życia. Choć lubię porządek, to jestem bałaganiarą i czasem zwyczajnie "nie mam siły" zauważyć, że się nagromadziło... Ale wiem, że mojego faceta strasznie to irytuje, powiedział mi o tym - co rozumiem, bo też nie lubię bałaganu, tylko częściej niż jego ogarnia mnie "niemoc".
          Ale wypracowaliśmy kompromis, bo nam na sobie nawzajem zależy, więc ja staram się ogarniać na bieżąco "czułe miejsca", a on uodpornił się na to, że gdzie indziej MUSZĄ leżeć moje rzeczy.
          Po prostu zamiast się boksować i przeprowadzać "próby sił", staramy się być dla siebie mili i sprawiać sobie przyjemność a nie przykrość.
        • igge Re: a może z innej strony...? 12.03.15, 23:11
          Ola i Sebalda dokładnie tak jak piszecie. W taki sposób te przysłowiowe naczynia i reszta sprzåtajã siě same. Każdy dopasowywuje siê trochě do standardów kochanej osoby, dziecka.czy dorosłego i nikt nie jest i nie powinien być poszkodowany. Ale idealnie pedantycznie nie ma niemal nigdy i syfu najgorszego i bajzlu na podłodze, w szafkach etc těż teoretycznie nie ma nigdy.
          W praktyce zdarzajå siě niegroźne spiëcia i momenty zniecierpliwienia..
          Ale pedant wybacza a bałaganiarz zavzyna zauważać bałagan. Prawdziwy i urojony. Tylko czasem trwa to latami. To proces.
      • pade Re: a może z innej strony...? 12.03.15, 12:08
        A dziecko sprzątnie po sobie bo kocha mamę?:)
        Kiedyś powiedziałam synowi, że chciałabym, żeby wziął pod uwagę moje samopoczucie, że bardzo mnie denerwuje sprzątanie po nim łazienki zanim z niej skorzystam. Co o na to: mamuś, bardzo przepraszam.
        Na drugi dzień łazienka znowu brudna...
        Mój mąż mnie też bardzo przeprasza za wieczne zagracanie przedpokoju i za to, że wszelakie usterki usuwa miesiącami (nie przesadzam, czasem przechodzi to w lata). Bardzo mnie przeprasza. Ja się wtedy wściekam jeszcze bardziej, bo przeprosiny nie sprawią, że przestanę potykać się o kartony. Proszę, żeby już przestał przepraszać, tylko żeby brał pod uwagę, że ja organicznie nie znoszę gratów w ciągach komunikacyjnych i DLA MNIE szybko je stamtąd zabierał. Że czuję się lekceważona tym, że ja proszę a on robi swoje.
        Wniosek mam taki, że moja rodzina mnie nie kocha:)))
        • ola_dom Re: a może z innej strony...? 12.03.15, 12:26
          pade napisała:

          > Że czuję się lekceważona tym, że ja proszę a on robi swoje.
          > Wniosek mam taki, że moja rodzina mnie nie kocha:)))

          Nie wiem... :(
          Pisałam o własnych doświadczeniach - nie mam innych. U nas ten model zadziałał. Czasem utyka, ale zasadniczo mam w pamięci, że nie chodzi tu o "sprawiedliwy podział obowiązków", tylko bardziej o niesprawianie przykrości bliskiej osobie. I to mnie bardziej mobilizuje niż ów obowiązek.
          Ale nie wiem, czy może zadziałać w odniesieniu do dzieci, nie mam pojęcia.
        • igge Re: a może z innej strony...? 12.03.15, 23:33
          Pade uwielbiam Twoje poczucie humoru, spokój i logikě. Wniosek że rodzina.Ciě nie kocha jest oczywiście bez sensu. Ja też wiem, że syn mnie kocha mimo, że czasem sam z siebie nie pomyśli o włożeniu skarpetek do kosza w łazience. Nie czasem. Czësto. Niemal zawsze. Ale poproszony i uprzedzony o moim.jutrzejszym praniu zjawia sië ze stosem brudnych ubrań i sam wrzuca je do kosza z przepraszajãcym uśmiechem. Ja i måż rzadko.ale jednak ogarniamy.czasem jego pokój.
          On za to wyrêcza mnie w odkurzaniu i czyszczeniu klatki królika..ja chětnie podwożê go na.stacje i czasem zniecierpliwiona jego brakiem inicjatywy.w.tym temacie - wynoszě hurtowo.brudne naczynia z syna pokoju.

    • edw-ina Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 12:56
      Wypisujesz na kartce wszystkie, ale to wszystkie obowiązki domowe, od tych codziennych, po te sporadyczne. Siadacie z mężem przy stole, z dwoma osobnymi kartkami i dzielicie. Zaczynacie od tych, które są dla was najbardziej oczywiste, np. ja lubię gotować, mój mąż nie, więc najczęściej gotuję ja, ale on zajmuje się segregowaniem śmieci. Mi nie przeszkadza prasowanie, ale nie mam głowy do rachunków, więc on nie wnika w prasowanie, a ja jedyną styczność z rachunkami mam wtedy, gdy wyciągam listy ze skrzynki. Niektórych czynności nie lubimy oboje, więc wykonujemy je na zmianę, np. w jednym tygodniu to ja pakuję/rozpakowuję zmywarę, w innym on. Wszelkie czynności wymagające siły fizycznej są sprawą M. Te wymagające kreatywności, umiejętności wizualizacji - moje. Jeśli jedno posprzątało, a drugie nabrudziło, to drugie dostaje szmatę do ręki i ma po sobie posprzątać. Ale też nie jesteśmy zakręceni na punkcie porządku i kompletnie nam nie przeszkadza kubek, który od dwóch dni stoi nieumyty, stos książek na parapecie itp. Staramy się nie narzucać sobie wzajemnie standardów, bo to takie upupianie jest.
      • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 13:18
        Edwina, bardzo fajne rozwiązania, jeśli jest dwoje dojrzałych i odpowiedzialnych osób, wtedy to naprawdę powinno działać i jest w sumie ideałem, marzeniem. A przecież to wcale nie jest trudne.
        Ja też nie jestem zakręcona na punkcie porządku. I też ten jeden kubek mnie nie wkurza, ale wkurzające jest takie notoryczne zostawianie naczyń, aż do zaschnięcia brudu i syfu. Wkurza mnie sterta opakowań porzucanych w różnych miejscach, choć kosze są w każdym pomieszczeniu i wystarczy jednen ruch. Chodzenie po domu i zbieranie tego wszystkiego kojarzy mi się jednoznacznie z funkcjami sprzątaczki i służącej. Mówię o recydywie, nie jednorazowych zachowaniach.
        Podawałam wiele razy przykład na to, że ja dostosowuję się do próśb męża, a moje prośby i przypomnienia są niemal zawsze traktowanie jak przypier..anie się i obrazę majestatu. Czyli mąż też ma wymagania, nie tylko ja. On nie lubi, gdy zostawiam ubrania na poręczy, bo nie mam siły biegać po schodach, zostawiam te rzeczy, by zanieść je, jak będę potem szła i tak na górę. Ale fakt, wygląda to nieporządnie, wiec jak mi zwrócił uwagę, bez słowa protestu odniosłam i od tej pory odnoszę. Czy obraziłam się o zwrócenie mi uwagi? Potraktowałam to jako zamach na moje pryncypia i standardy? Jako przytyk? Nie, bo jestem normalną osobą z normalnym poczuciem swojej wartości i taki drobiazg nie jest dla mnie problemem. Ale dla wielu osób jest. Zamach na niezależność. Śmiechu warte:P
        • edw-ina Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 13:38
          Mnie wpienia zostawianie na stole ogryzków. No warczeć zaczynam, tak nie znoszę tego widoku. Ale staram się sama sobie narzucić pewien dystans, karencję na zwrócenie uwagi. Ale tak czy siak co jakiś czas warknę.
          Powiem ci, że w kwestiach domowych, to jestem przeszczęśliwą osobą, że tak szybko się opamiętałam, bo pewnie teraz bym wyła, jak wiele kobiet. Przez pierwsze miesiące wspólnego mieszkania byłam jakoś tak nienaturalnie rozanielona, że sama robiłam zakupy, gotowałam, sprzątałam i w ogóle - wiłam gniazdko. Naturalnie M przyjął to w całej rozciągłości i trudno mu się dziwić. Aż coś mnie tknęło i zaczęłam zmieniać układ. Początkowo mówiłam M, co ma zrobić, np. wywiesić pranie, kupić to i tamto, zrobić to i to. Ale na dłuższą metę to również było nieakceptowalne, bo czułam się za wszystko odpowiedzialna, a tego nie chciałam. Wreszcie znalazłam sposób - zaczęłam dawać wybór. Np. jeżeli chcesz, żebym zrobiła obiad, to musisz wcześniej zrobić zakupy. Możesz też sam coś ugotować lub kupić gotowe danie. Ewentualnie: dom wymaga ogarnięcia, wolałbyś umyć okna czy posprzątać łazienkę? Nie musimy tego robić dzisiaj, ale dobrze byłoby posprzątać przed sobotą, bo wtedy coś tam.
          I to mniej więcej działa. Działa też w drugą stronę, tj. M stosuje to samo wobec mnie. Naturalnie co jakiś czas zwracamy sobie wzajemnie uwagę na rzeczy, które nas drażnią, ale właśnie staramy się stosować pewną karencję. Po prostu dajemy temu drugiemu czas na zrobienie, odłożenie, sprzątnięcie itp.
          • hd_vision Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 16:29
            Modne jest teraz zawieranie nieporadnych kontraktów: ty wyprowadzasz psa, ja zmywam. Teoretycznie mozesz spisac listy, zbierac deklaracje i podpisy. Nic to nie da. Najprawdopodobniej skończy się to potężną awanturą i poczuciem, że znowu zostałaś wykorzystana.

            W naszym małżeństwie ja mam na imię Chaos, a mąż Ład i Porządek. Jako Chaos sprzątam kuchnię codziennie, raz na dwa-trzy tygodnie porządkuję generalnie szafki. To samo z szafą w której chaos robi mi się sam. Porządek nic nie sprząta bo zawsze-odkłada-na-miejsce. Zawsze-wie-co-gdzie-ma. Też to wyniosł z domu. Ja lubię wszystko co jest związane z wodą - mycie okien, pranie, zmywanie podłóg. Tylko to kojarzyło mi się kiedyś ze sprzątaniem. ale nawet sprzątając robię wokół siebie chaos. Trzy torebki stojące w sypialni? Bardzo ważne papiery leżące rok na szafce?

            Syf wyniosłam z domu. U mnie się nie sprzątało. Bardzo się tego domu wstydziłam.
            I dopiero kiedy jako dorosła osoba jak uświadomiłam sobie, jak dużym nadużyciem jest zaniedbany dom w stosunku do dzieci zaczęłam zmieniać swoje podejście.

            Co radzę? Przestań ględzić i narzekać. Od dzisiaj.
            Porozmawiaj z mężem. RAZ. Na temat utrzymywania porządku. Jak i dlaczego jest to dla Ciebie ważne. Jak bałagan wpływa na jakość Twojego życia. Poproś go o zaangażowanie w Twoje sprawy - a jedną z nich jest zadbany dom.

            Ustal strefy wpływów: ma być porządek wszędzie, poza wybranym obszarem: może to być jedno pomieszczenie (mało realne) lub biurko męża.
            I przejdź do praktyki. Każdy papier co jest poza biurkiem, ląduje (twój wybór) w koszu (tak było u mnie - mąż wyrzucał wszystko) lub w pudle/plastikowej skrzyni, jeśli na śmieciowe rozwiązanie nie jesteś w stanie się zdobyć. Ciuchy - do pudła. Kiedy pudła są pełne opróżniasz je jak odbierają śmieci. Dzień wcześniej zostawiasz mężowi karteczkę, ze może je przejrzeć. Działanie terapeutyczne - bezcenne :)
            Jak odjedzie śmieciarka poproś męża żeby zrobił Ci kawę i porozmawiaj. DRUGI RAZ. O tym jak bałagan wpływa na całą waszą rodzinę.


            Zrezygnuj z martyrologii. Nie gderaj, nie marudź POMIĘDZY - chociaż to daje władzę. Szanuj godność męża - odpuść łajanie za podarte spodnie czy zniszczone buty (zgroza!). Niczego go nie "ucz", tylko doprowadź skutecznie do uporządkowanej przestrzeni wokół Twojej rodziny. Konsekwentnie.
            Proś o wykonanie konkretnego zadania - umycia okien czy sprzątnięcia łazienki.
            Nie generalizuj. Nie oczekuj że zostanie zdjęta z ciebie odpowiedzialność za myślenie i planowanie. Dom to małe przedsiębiorstwo, ktoś musi wziąć "dyrektorowanie" na swoje barki.

            Zaraz mnie zakrzyczą że moja propozycja to ukryta forma agresji. W naszej rodzinie zadziałała, chociaż 25 lat temu byłam na męża wściekła. Teraz naczynia zmywają się same.
            • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 16:42
              Ok. A mąż powie "Jeśli nie położysz torebki czy nie powiesisz płaszcza taqk, jak ja lubię, to ta rzecz wyląduje w koszu.". Nie wiem, jaką macie pracę, ale w moim wypadku czasem wyrzucenie papierka może sie skończyć bezrobociem. Albo zniszczeniem wieloletniej pracy.
              Te metody jak dla mnie przypominają drugiej stronie, że nie jest u siebie. Jest w cudzym domu, gdzie ktoś dyktuje warunki. I nie interesuje go nic, oprócz tego, aby mieć porządek - jesli przy okazji krzywdzi druga stronę, to ona się o to prosiła. Wierzę w idealny porządek, jaki sie da utrzymać w ten sposób, nieszczególnie wierze w utrzymanie małżeństwa.
              Jesli metody typu "w moim domu ja decyduję co gdzie leży, a to, co moim zdaniem jest nie na miejscu wyrzucam, nie patrząc na to, że niszczę cudza własność" są poszanowaniem godności - to ja naprawdę nie wiem, co nie jest. I to nie jest forma agresji - to jest czysta agresja.
              • ola_dom Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 16:56
                verdana napisała:

                > Jesli metody typu "w moim domu ja decyduję co gdzie leży, a to, co moim zdaniem
                > jest nie na miejscu wyrzucam, nie patrząc na to, że niszczę cudza własność" są
                > poszanowaniem godności - to ja naprawdę nie wiem, co nie jest. I to nie jest
                > forma agresji - to jest czysta agresja.

                Pewnie tak. Tylko co zrobić, kiedy żadna inna metoda nie działa, a w bałaganie dostajemy szału i białej gorączki? Nie mówię, że ma być histerycznie pedantycznie, ale naprawdę - niektórzy bliscy są w stanie zaprowadzić taki pier...lnik, że przeciętna osoba choruje od samego patrzenia. To co wtedy?
                Czy nie jest to przejaw "biernej agresji" - bo przecież kogoś bliskiego w ogóle nie obchodzą uczucia tej drugiej, bardziej "porządnej" osoby? I robi tak, jak JEMU pasuje?
                Autorka zdaje się próbowała najróżniejszych metod. Podobnie hd_vision też zaliczyła najrozmaitsze metody, jak się domyślam. Które nie zadziałały. To co wtedy?
              • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 17:33
                Nie jest w cudzym domu. Jest we WSPÓLNYM domu i MUSI brać pod uwagę drugą stronę, albo niech mieszka sam.
                I nie chodzi o decydowanie gdzie co ma leżeć, o tym można zadecydować wspólnie, można wyznaczyć osobiste miejsca, strefy, gdzie każdy "żyje jak lubi".
                Bycie bałaganiarzem, życie w brudzie nigdy nie będzie powodem do chluby. Przenoszenie swojego stosunku do porządku na dzieci też nie jest właściwe.
                • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 17:41
                  Oczywiście, ze tak. Ale - może oprócz Oli - właściwie wszyscy sa tu zdania, że warunki dyktuje zawsze jedna strona. Ta porządna. Problem jednak w tym, ze "porządek" dla każdego oznacza co innego. I że strona , która mówi, zę nie znosi bałaganu może albo nie znosić papierów na podłodze, ogryzków na stole i skarpet na krześle, albo nie znosić, gdy kubki nie są odnoszone do kuchni po ostatnim łyku kawy, a wieszaki w szafie wiszą raz haczykiem do przodu, a raz do tyłu. A książki powinny stać na półce, a nie leżeć otwarte na parapecie, niezależnie czy służą do pracy, czy nie.
                  Porządek w domu - WSPÓLNYM - musi być zawsze wypracowanym kompromisem, a nie podporzadkowianiem się niezależnie od sytuacji tej stronie, która lubi porządek. Własnie dlatego, że jest wspólne.
                  Dzieci mojej sąsiadki wyprowadziły sie z domu i prawie nigdy do niego nie wracają, bowiem powiedziały,że "nie chcą żyć w muzeum". Standardem porządku u moich znajomych było wyrzucenie wszystkich zabawek, gdy dzieci miały lat 6, bo mieszkanie małe, a w domu jest śmietnik.
              • hd_vision Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 18:03
                Verdana!
                Wyników kilkuletniej pracy chyba nie rzucasz na jakąkolwiek szafkę w salonie? jeśli tak robisz, ani nie jesteś wiarygodnym pracownikiem, ani szanującym innych członkiem rodziny w której przestrzeni śmiecisz.
                Ochłoń. Każdy papier poza rodzinnymi pamiątkami można odtworzyć. To tylko rzecz materialna. Ludzie wychodzą z powodzi i jakoś żyją.
                Postawiłaś wszystko na głowie. Agresją i nadużyciem jest wyłącznie bałagan. Chociażby wobec najmłodszych, którzy nie wiedzą jak się przed tym bronić.
                Moje małżeństwo utrzymało się już 25 lat. Żadna rzecz materialna, nawet najdroższa torebka czy płaszcz nic do naszego związku nie wniosły ich brak nie ma ŻADNEGO znaczenia. Z powodu jakiejś szmaty czy kwitka miałoby się rozpaść jakiekolwiek małżeństwo? Cyba tylko w przypadku ludzi, dla których jedyną wartością są dobra materialne. W moim przypadku porządek nie był najcięższa rzeczą do przejścia. Ciężkie są tylko choroby i brak zdrowia. I brak szacunku dla drugiej strony.

                A brakiem szacunku czy dyktowaniem warunków jest zawłaszczanie całej WSPÓLNEJ przestrzeni przez swój bałagan. To jak obsikiwanie terenu przez psa. WSZYSTKO NALEŻY DO MNIE! Reszta się nie liczy!

                Jak chcę, to mam zabałaganione biurko i szafę. To mój "wentyl" I to jakoś mi wystarcza. Do szaf córek nie zaglądam - to ich prywatna przestrzeń. O wspólną dbamy razem.

                Autorka postu jest bezradna. Zapędziła się w kozi róg. Ma dziecko, a nie partnera którego łaja za podarte spodnie. Czystą formą agresji jest zachowanie jej męża. Jeśli hobbystyczne papiery wylądują w koszu a ciuchy w PCK to mąż się z nią rozwiedzie? Od kiedy to za działania wobec rzeczy, a nie ludzi ma się zakładaną niebieską kartę?

                Życzę dystansu i odrobiny poczucia humoru.
                • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 19:29
                  Rzucam Wszędzie rzucam. Bo pracuję w domu i mam więcej papierów niż miejsca na nie:)
                  Nie każdy papier można odtworzyć, daję Ci słowo. Nie uwzględniasz w ogóle tego,że dla wielu ludzi papiery nie są "rzeczą" czy kwitkiem, ale owocem ich pracy. I małżeństwo nie rozpada sie z powodu wyrzucenia czegoś, tylko z powodu braku szacunku dla drugiej osoby. NIGDY nie wyrzuciłam czegoś, co należy do męża, ani do dziecka bez pytania.
                  Moje małżeństwo trwa 32 lata. Tylko co z tego? Znam małżeństwa z ponad 50 letnim stażem, gdzie jedna z osób jest głęboko nieszczęśliwa.
                  Autorka postu jest bezradna, Ty radzisz rozwiązanie, które może skończyć sie tym, ze będzie bezradna i samotna. Bo nie każdy lubi domowa przemoc i zawłaszczanie całej przestrzeni dla siebie - ma tam być tak, jak mnie się podoba, dla Ciebie zostawiamy biurko. Reszta należy do mnie.
                  • paris-texas-warsaw Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 20:21
                    Jakby HD Vision napisała, jak się stała porządnicka, to bym była bardzo wdzięczna:)))

                    A tak w ogóle to zawsze mi się wydaje, że trduno rozmawiać, gdy założeniem a priorii i aksjomatem w jednym jest, że porządek jest najlepszy. Wg mnie jest tylko wyborem. Wg mnie dla niektórych może on nie być żadną szczególną wartością. Wybór - czyste lustro i minus 3 minuty życia, czy brudne lustro i luz, a minus trzy minuty raz na tydzien, nie jest dla mnie oczywisty. To dla mnie trochę jak z wydawaniem pieniędzy. Jeden powie, że trzeba nie wydawać, a oszcżędzać, najlepiej osczędzać w nieruchomościach, inny tylko w lokatach, ktoś w sztuce, ktoś woli oddać ubogim, a ktoś wydać na podróże. Jak w małżenstwie jest np. osoba kochająca oszczędzanie na lokatach i osoba kochająca cieszenie się chwilą, podróżami i wydawaniem przyjęć, to ciężko to pogodzić.
                    • paris-texas-warsaw Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 20:41
                      A tu Sebalda walcząca ze stereotypami i przemocą:)

                      "To dlaczego kobiety mają pretensję do teściowych, że nie nauczyły synów, a nie do obojga rodziców męża? Dlaczego wciąż młode kobiety, chcąc być dobrymi żonami, na początku małżeństwa starają się być jak najlepszymi paniami domu, tymi, jak jaj to nazywam, dobrymi żonkami? Faceci też się tak zachowują po ślubie? Jakoś nie zauważyłam."

                      Ano dlatego Sebaldo, że zaraz sama jako przyszła teściowa działasz w tym "paradygmacie" i go rozprzestrzeniasz i piszesz gdzieś wyżej, że to jak Twój syn będzie się zachowywal będzie zależalo OD JEGO ŻONY. A mogłabyś sobie pomyśleć, że będzie zależało od niego samego. I mogłabyś optymistycznie nie zakładać, że ta żona będzie miała wyższe kompetencje w zakresie utrzymywania porządku od Twojego syna. Może się okazać, że to on będzie liderem porządku w jego teamie:)))
                      • paris-texas-warsaw Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 20:51
                        Jeszcze o tym wyborze odnośnie porządku chciałabym na może lepiej widocznym przykładzie. Porządek w samochodach. Niektórzy mają wg mnie prawdziwego hopla, czyszczą i odkurzają ciagle wnętrza, myślą ile stracą na brzydkim wnętrzu za lat x, jak będą sprzedawać samochów, walczą z okruszkami. A dla mnie komfort i fajność jazdy, jak można sobie jeść różne kruszące się rzeczy, których wcale nie jest łatwo sprzątnąć, jak robi się bałagan, bo dużo rzeczy można sobie obejrzeć i poczytać, i jak w ogóle fajnie jest nie myśleć nad utrzymywaniem porządku wewnątrzsamochodowego jest ważnym elementem relaksu wyjazdowego i współczuję osobom, które z tym walczą. I jesli ktoś chciałby mi wytłumaczyć, że to wspólna przestrzeń i mam się dostosowywać bla bla bla to bym sama sobie jechała bez takiej osoby.
                        W ogóle przy każdej takiej dyskusji na forum, to tak się cieszę, że nie jestem żoną żadnej z szanownych pan tu piszących, bo pewnie bym była rozwódką po dwóch tygodniach maks:)))
                    • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 20:52
                      Paris! Dokładnie tak! O to własnie chodzi. Przy czym tu działa też stereotyp, o którym piszesz dalej - przy czym ten stereotyp jest jeszcze głębszy - dom należy do kobiety i to ona decyduje, jak ma wyglądać. Reszta domowników ma sie podporządkować jej wizji, która nie jest "wizję", ale jedynie słusznym porządkiem.
                      Problem w tym, co staram się tu wytłumaczyć, zę dom jest wszystkich. O ile można jeszcze wymagać od dzieci, aby przestrzegały poleceń matki, o tyle wymaganie od męża, albo - o zgrozo - zmuszanie go karami - aby podporządkował się standardom żony, jest faktycznie pokazaniem, ze dom nie jest wspólny. I efektem jest bunt - skoro to, co sie dzieje w domu, porządek, ład, możliwość wykorzystania wspólnej przestrzeni zależy tylko od żony, to przestaje się postrzegać dom, jako własna przestrzeń, o którą trzeba dbać.
                      Ja się własnie zastanawiam - jak kobieta, nieco rozrzutna, wychodzi za człowieka niezwykle oszczędnego - to czy jej obowiązkiem jest nie wydawać żadnych pieniędzy na drobiazgi, bo oszczędność jest cnotą? To jest w gruncie rzeczy dokładnie taka sama sytuacja...
                        • kocia_noga Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 08:51
                          verdana napisała:

                          > No i jeszcze argument "Ja sie mam dobrze czuć we własnym domu". Jasne. Ale mnie
                          > się wydaje, że mąż jest też u siebie i też powinien się dobrze czuć. Choć cor
                          > az bardziej widzę, ze faceci jednak nie sa u siebie.

                          Ale to jest część kontraktu! Żona odpowiada za prowadzenie gospodarstwa, porządek, jedzenie itp., mąż ewentualnie pomaga, więc dyktowanie jak ma dom wyglądać też spada na żonę.
                        • iziula1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 23:18
                          Problemem jest, że bałaganiarzowi porządek i czystość nie przeszkadza. Natomiast osobie ceniącej porządek bałagan może odebrać chęc do życia, prawda ?
                          Czyli, ok porządek jest do zaakceptowania POD WARUNKIEM że kto inny niż ja dba o to.

                          Uważam,że ogarnianie przestrzeni po sobie i wokół siebie to podstawa. Natomiast jeśli ktoś nie jest w stanie odstawić i zmyć po sobie talerza, zanieść brudnych skarpet do pralki, powiesić kurtki w szafie po przyjściu do domu... to sorry o jakim szacunku mówimy ?
                          To zwykłe bałaganiarswto i brak do innych użytkowników mieszkania.
                          I traktowanie współmałżonka jak służacego.
                          I tak, żona/mąż ma prawo wymagać aby druga strona dbała o wspólną przestrzeń.







                          • jola_ep Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 08:26
                            > Problemem jest, że bałaganiarzowi porządek i czystość nie przeszkadza. Natomias
                            > t osobie ceniącej porządek bałagan może odebrać chęc do życia, prawda ?

                            A co jeśli mi chęć do życia odbiera uporządkowany świat? Konieczność odkładania wszystkiego na miejsce? Muszę mieć trochę chaosu wokół siebie. Muszę czasem zadziałać niestandardowo, np. zostawić kubek (potem może odstawię). Mam różne okresy w pracy (przynoszę ją też do domu). Bywa, że nie mam siły wręcz na ogarnianie, pamiętanie, pilnowanie.

                            Dlaczego zawsze ta druga, mniej porządna strona, musi się dostosować?
                              • jola_ep Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 16:54
                                > Może dlatego, żeby obie strony nie obudziły się ktoregoś dnia w śmietniku?

                                A co w tym złego? Obiektywnie proszę.
                                BO nie postuluję niesprzątania w ogóle. Piszę o mniej porządnych standardach - i zaraz - śmietnik. A fe, flejtuch itd. itp. Napisz jeszcze proszę, że kobiecie nie wypada ;)

                                Przestałam się starać parę lat temu. Jak dzieci były małe.
                                Odkryłam, że dzięki temu mam dużo więcej cierpliwości do dzieciaków, hobby męża mnie nie denerwuje, mam uśmiech i miłe słowo dla wszystkich.

                                Ale ... nie. Standardem ma być porządek, bo jak nie to śmietnik. To ja wolę śmietnik z rodzinną atmosferą :P

                                (tylko proszę o zapowiadanie wizyt)
                                • adorra0 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 17:24
                                  Droga Jolu, widzę, że zdenerwowalaś się moim postem i przypisujesz mi intencje, jakich w ogóle nie brałam pod uwagę pisząc swoją odpowiedź. Potraktowałam Twoje pytanie o dostosowywanie się ogólnie i dałam odpowiedź, która bynajmniej nie uzurpuje sobie prawa bycia jedynie słuszną, a co najwyżej jedną z wielu na Twoje pytanie. I tyle. W ogóle nie przyszło mi do głowy, żeby oceniać Ciebie czy Twoje wybory. Przepraszam.
                            • ola_dom Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 10:16
                              jola_ep napisała:

                              > Dlaczego zawsze ta druga, mniej porządna strona, musi się dostosować?

                              Nie, nie zawsze. Przecież była mowa o tym, że powinno chodzić o KOMPROMIS - ja staram się bardziej sprzątać, szczególnie tam, gdzie cię najbardziej uwiera bałagan, a ty starasz się przymykać oko na nie zawsze idealnie posprzątane zakamarki.
                              I jak się nie jesteśmy w stanie w tej kwestii dogadać i porozumieć, to może na przykład znaczyć, że mamy partnera (albo on nas) w d...e.
                              Chodzi o taki sam kompromis, jak w każdej innej sprawie w związku - jak mi się wydaje.
                              • jola_ep Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 16:56
                                > Nie, nie zawsze. Przecież była mowa o tym, że powinno chodzić o KOMPROMIS

                                Dokładanie :) A kompromis zakłada, że każda ze stron jest w stanie trochę ze swoich standardów i przyzwyczajeń zrezygnować. Wątek przejrzałam pobieżnie i mam wrażenie, że jesteś jedną z nielicznych osób, które to rozumieją :)
                    • hd_vision Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 12.03.15, 21:51
                      Po prostu przemyślałam sprawę i do tego dojrzałam. Jestem to winna dzieciom, a raczej byłam, dopóki nie były w stanie same zadbać. Mając dzieci dbamy o nie w każdym aspekcie. Nie można wybrać sobie jakiegoś zakresu - np rozwoju intelektualnego, a resztę jak np dietę czy czysty dom odpuścić.
                      Moja matka naukowiec była ponadto. Liczyła się tylko moja nauka, jej naukowy rozwój, wyjazdy - czyli tylko to co jej sprawiało przyjemność a brudne okna, walające się papiery, kurz czy zasrany kibel były bez znaczenia. Jako dziecko szybko zaczęłam wstydzić się naszego domu. Próbowałam jako dziecko sprzątać sama, czesto po kryjomu, przed jej powrotem z pracy, ale mnie to przerosło. Przy flejtuchowatej matce i nieobecnym ojcu dziecko samo nie da rady.

                      Zwiałam z domu 3 miesiące po 18-stce, ale chaos zabrałam ze sobą. Potrzebował czasu i jak widać terapii wstrząsowej.

                      Brudny dom to duże nadużycie w stosunku do dzieci. Kiedy kupowałam moje kolejne mieszkania - a zdarzyło mi się to 8 razy - obejrzałam na przestrzeni przeprowadzek w sumie ponad 100 mieszkań, wchodziłam do syfu, słyszałam jakieś głupie tłumaczenia sprzedających widziałam ich dzieci - najczęściej nastolatki które robiły się nagle takie małe i skurczone bo nie wiedziały gdzie podziać oczy ze wstydu to natychmiast robiłam w tył zwrot. Wychodziłam od razu. Żeby nie przywalić tym p....... rodzicom, którzy byli "ponad to"

                      Verdana - jestem na rencie, pracuję w domu, generuję masę papierów. Ale nie każe tym rodziny.
                        • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 09:54
                          Zauważyłam, że nie umiemy się dogadać na tym forum w kwestii tego, co jest przemocą: pragnienie porządku i narzucanie tego osobie nieprzywiązującej do niego wagi, czy lekceważenie tego pragnienia przez bałaganiarza. Moim zdaniem winę za ten brak porozumienia (może nie winę, ale odpowiedzialność) ponosi głównie Verdana i osoby o podobnych podglądach. A mianowicie: każda osoba, która nie chce mieć w domu totalnego syfu, jest traktowana jako pedantka/pedant. Nie ma form pośrednich. Samej mi lata świetlne do bycia pedantką, a mimo to nie mogę się pogodzić z tym, że mimo wielu próśb mąż nie może w ramach pokojowego współżycia zamiast rzucać wszystkie opakowania gdzie popadnie, wrzucać je do koszy, które dla jego wygody są ustawione we wszystkich pomieszczeniach i wyrzucenie tych opakowań to jeden ruch, niewymagający najmniejszego wysiłku. Szanuję = mogę wykonać ten minimalny wysiłek w stronę partnera. Ja nie mówię już nawet o miłości, ale elementarnym szacunku. Ja te opakowania mogę wyrzucić raz, drugi... dziesiąty, ale za trzydziestym coś we mnie pęka, bo czuję się jak sprzątaczka, a nie pełnoprawny członek rodziny. Mój syn też nie przywiązuje wagi do takich rzeczy, ale jak mu zwrócę uwagę, czasami dwa, trzy razy, to w końcu robi, o co proszę. I nigdy nie ma do mnie pretensji, że go prosiłam. Można? Można.
                          Tu nie o standardy chodzi, bo nie piszemy o pedantach, tu chodzi o szacunek.
                          Co do tego, że żona nauczy. Jak mam zakładać, że syn będzie bardziej dbał o porządek niż jego żona, skoro on o niego nie dba teraz? Trudno mi sobie wyobrazić kogoś, kto będzie jeszcze większym flejtuchem, więc zakładam, że jednak jego żona będzie choć nieco porządniejsza. I od jej postawy będzie zależało, czy on się nauczy, tak jak ja się nauczyłam w małżeństwie, czy pozwoli ochoczo być przez nią wyręczany i obsługiwany. Od kobiety, nawet największej abnegatki, wymaga się bardziej tego, by w swoim związku się postarała dbać o podstawowy porządek, od faceta już znacznie rzadziej. To się zmienia i mam wielką nadzieję, że kiedyś to się wyrówna, ale teraz nadal od kobiet wymaga sie więcej w tym zakresie.
                          • paris-texas-warsaw Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 11:36
                            To, że syn coś robi, bo mu się każe, nie jest żadnym porównaniem do związku dwóch osób, bo syn jest w stanie podległości.

                            Ja lubiąc porządek, ale nie umiejąc go za bardzo utrzymywać (to tez zależy, bo w odniesieniu do rzeczy związanych z pracą jestem pedantem, podobnie jestem wzorem gościa hotelowego i wakacyjnego, a kiedyś nawet wstawałam o 5 rano, żeby pierwszemu dziecku szorowac podłogi - ale to chyba był jakiś świr;))), bo rzeczy jakoś nie chce mi się odkładać na miejsce i nie wiem, jak się do tego zmusić, to jednak nie uważam jako zasady prymatu osób lubiących porządek od tych nieprzywiązujących do tego wagi.
                              • paris-texas-warsaw Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 12:04
                                Nie chce mi się. Jakbym miała cały czas cos okladać, to czuję,że bym zwariowała, bo musiałabym w stanie stałej uważności. Zawsze dobrze na mnie działało zapraszanie gości, bo się wstydziłabym bałaganu, ale teraz w ogóle jakoś się nie wstydzę. Jak przyjdzie ta pani od sprzatania, to ona wszystko pięknie czyści i sprząta, ale potem ciężko mi te rzeczy na miejscach utzrymywać. CO ROBIĆ???
                                • jehanette Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 12:08
                                  Ograniczyć ilość rzeczy. Serio. Naprawdę potrzeba na co dzień 10 kubków? Może starczy po jednym dla każdego, wtedy idąc po herbatę weźmiesz kubek ze sobą a nie zostawisz. To samo ze sztućcami, talerzami, torebkami, butami, płaszczami etc. Książki pożyczać z biblioteki albo kupować ebooki. Ograniczyć durnostojki, ozdoby etc.
                                  • paris-texas-warsaw Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 12:16
                                    Tak, myślałam. Mój mąż nawet wprowadził termin: simplifikacja:))) Ale czuję jednocześnie, że to ma jakis głębszy wymiar, którego nie umiem uchwycić. Kiedys bardzo długo czegos w domu nie wykańczałam (chociaz mogłam finansowo etc.). Nie wiem, może 30 lat psychoanalizy albo z 10 lat behawioralnej ostrej terapii. Czuję, że z tego trudniej się wyleczyć niż z alkoholizmu... Jakby był jakis eksperymentalny program, to bym się chętnie zgłosiła:)))
                                  • vilez Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 18.03.15, 13:38
                                    Nie zawsze da radę ograniczyć kubki,. Kawę trza wypić w świeżym (a kawy trzy dziennie), herbaty zielonej po czarnej też raczej nie radzę, wody po herbacie też nie bardzo, czy herbaty po soku.
                                    A te sztućce- jeść brudnymi? Obiad tymi śniadaniowymi? Błeee...
                                    Na brudnych talerzach też nie bardzo sobie wyobrażam, ja muszę mieć czystą zastawę.
                                    Książki pożyczyć? Raczysz żartować...
                                    Buty mieć jedne czy jak?
                                    Płaszcz jeden?
                                    Miinimalizm też może się przerodzić w ideolo.
                                • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 12:24
                                  Paris, ale co masz na myśli, pisząc o trudności z odkładaniem rzeczy na miejsce? Bo to jest różnie. U nas na przykład wiecznie zapodziewają się ładowarki do telefonu. Idę spać, prawie zawsze jako ostatnia, na drugi dzień chciałabym mieć naładowany telefon,a tu nigdzie nie ma ładowarki. Szanuję bardzo czyjś sen, wiec czuję się zupełnie bezradna, bo budzić nie chcę, znaleźć nie mogę. A jest więcej niż jedna ładowarka, ale ktoś zabiera najpierw jedną, gdzieś ją wciska, potem drugą i nijak nie można znaleźć żadnej, to naprawdę utrudnia życie.
                                  Ale ja też nie jestem taka porządnicka, też odkładam pewne rzeczy niekoniecznie na miejsce.To zależy, nie chodzi o idealny porządek ani wojskowy dryl. Z tym odkładaniem chodziło mi raczej o wyrzucanie do śmieci niepotrzebnych rzeczy, opakowań, żeby się nie walały wszędzie. Na przykład przy kuchni mamy schowek, w nim worki do segregacji śmieci. Kto je segreguje? Oczywiście ja. Mąż wszystko odkłada na parapet okienny, nigdy nie podejdzie do schowka (3 metry dalej) i nie wyrzuci żadnej pustej butelki, pudełka po maśle czy po ryżu, niczego. Na parapecie (mamy okno od ulicy) rośnie sterta pustych opakowań. Dlaczego nie może podejść i wyrzucić do worków? Nie wiem:(
                                  Ważne są też obyczaje łazienkowe, bo na przykład pozostawienie łazienki po gorącej kąpieli zamkniętej, bez przewietrzenia, sprawia, że grzyb rośnie jak ta lala. To jest nie tylko nieestetyczne, ale wręcz bardzo szkodliwe dla zdrowia. Nieodwieszone ręczniki też mają bardzo nieprzyjemny zapach już po kilku godzinach. Wchodzenie do niespłukanej, z przyklejonymi włosami łonowymi wanny jest dla mnie dość nieprzyjemne, ale może jestem nadmiernie obrzydliwa? Podobnie z oblepionym tymi włosami mydłem, bleeeee. Czy to świadczy o tym, że jestem pedantką? Od lat powtarzam, że przez to, że mamy dwie łazienki, jeszcze się nie rozwiodłam, bo gdyby była jedna, już dawno bym oszalała albo wcześniej wniosła jednak ten pozew:D
                                • alinawk Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 13:27
                                  > Nie chce mi się. Jakbym miała cały czas cos okladać, to czuję,że bym zwariowała
                                  > , bo musiałabym w stanie stałej uważności.

                                  Bo to powinien być odruch, taki z automatu, jak za przeproszeniem spuszczenie wody w kiblu. Na przykład sprzątanie ze stołu po jedzeniu w kuchni. Dwoje moich starszych ma tak że zjedzą, wstają z krzeseł, każde łapie swój talerz i wsadza do zmywarki. Tak byli uczeni , przyzwyczaili się i to jest już nawykiem. Najmłodsza z racji tego że najmłodsza, miała cały czas status dzidziusia, wstaje od stołu i odchodzi. Ja po niej sprzątam. No ale nie nauczyłam i nie wymagałam to teraz tak mam.
                                • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 16:21
                                  Jeśli nie chcesz nie rób nic. Coś Ci ten bałagan daje, jakąś potrzebę zaspokaja.
                                  Jednocześnie nie oczekuj od innych, że będą się dobrze czuli w Twoim bałaganie i nie oceniaj tych, którym się CHCE, np. mieć czysto w aucie.
                                  • paris-texas-warsaw Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 16:34
                                    Nie, bałagan raczej mi działa na nerwy i chciałabym umieć wszystko odkładać na miejsce. Ale jak to zrobić? Przykład córki Alinawk mnie optymizmem nie napawa, bo własnie moja mama zawsze wolała, żeby dzieci się bawiły i ogólnie nie przemęczały, niż sprzątały, ale moje rodzeństwo to bardzo porządnickie osoby. A mi to zostało chyba?
                                    • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 16:37
                                      Chciałabyś umieć czy chciałabyś chcieć?
                                      Przecież wyraźnie napisałaś, że nie chce Ci się.
                                      Przyznaj sama przed sobą czego naprawdę chcesz. Chcesz chcieć, chcesz się nauczyć, czy powinnaś chcieć się nauczyć?
                            • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 12:30
                              paris-texas-warsaw napisała:

                              > To, że syn coś robi, bo mu się każe, nie jest żadnym porównaniem do związku dwó
                              > ch osób, bo syn jest w stanie podległości.

                              Twój syn może jest mały, ale powiedzieć mojemu 20-latkowi, że jest w stanie podległości? Zabiłby mnie śmiechem. Nie, jego dostosowanie się do moich próśb wynika z tego, że on się z nimi zgadza, że nie traktuje tego jak zamachu na jego osobę, że wie, że mi na tym zależy, a nie z tego, że on jest ode mnie zależny. Jak się z czymś fundamentalnie nie zgadza, nie zrobi tego za nic.
                              • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 17:11
                                Jest w stanie podległości. Moim zdaniem większej, niż 10-latek. Bo syn w tym wieku zdaje sobie coraz bardziej sprawę, ze mieszka "u kogoś", coraz więcej dociera do niego informacji, ze żyje na cudzy koszt, a jest dorosły. Przestaje stopniowo czuć, ze jest u siebie w domu, a jedzenie czy ubranie mu się należy, a nie jest dobrą wolą ze strony rodziców, z której powinien przestać korzystać. Mam wrażenie, ze mnóstwo osób w tym wieku żyje w ciągłym poczuciu winy.
                          • hd_vision Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 13:14
                            Sebalda - większość matek synów zakłada ze to kobieta będzie odpowiedzialna za porządek. Odpuszcza, bo zajmie się tym żona. I mocno ich tym krzywdzi, bo często tak wychowani mężczyźni tracą fajne związki.

                            Moja córka studentka wynajęła mieszkanie z koleżanką i najlepszym przyjacielem. Wytrzymała, a raczej wytrzymały miesiąc i go pogoniły, bo był "jak armia radziecka" jak powiedziała. Po jego przejściu gdziekolwiek pozostawał spalona ziemia. "To wy jesteście tutaj kobietami" taka byłą jego odpowiedź na syf jaki zostawił w kuchni.

                            Może to zemsta matek? Przyjaciółka A. powiedziała mi: "Niech moje synowe przeżyją to co ja z M. Mnie się nie udało więc niech inne też mają ciężko". Przyjechali na kilka dni. Za każdym razem jak M. wychodzi u nas z toalety A. prosi o ścierkę i wbiega tam po nim. Po co? - pytam. "Żeby po nim posprzątać......"
                            • ola_dom Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 13:25
                              hd_vision napisała:

                              > Sebalda - większość matek synów zakłada ze to kobieta będzie odpowiedzialna za
                              > porządek. Odpuszcza, bo zajmie się tym żona.

                              Albo generalnie uważa, że to "rola kobiety".
                              ALE.... taka właśnie jest moja teściowa. Człowiek nie zdąży zjeść, a już sprząta talerz sprzed nosa, ściele łóżko, mam wrażenie, że nie pomaga w myciu tylko dlatego, że chłop jest dorosły. I tak dalej.
                              A jednak mój facet jest absolutnie i kompletnie samodzielny. I nigdy nie oczekuje, że ktoś po nim posprząta czy coś wokół niego zrobi. I wręcz złości go zachowanie jego mamy, ale wobec rzadkich wizyt u niej, macha na to ręką.
                              W każdym razie - nie wiem, czy to wynik tego, że od szkoły średniej mieszkał w internacie (ale tam też mieli "obsługę"), czy czegoś jeszcze innego - ale chciałam tylko powiedzieć, że nie każdej matce udaje się zepsuć każdego syna :). I przy okazji znowu się ucieszyć, jaki fajny egzemplarz mi się trafił :>.
                            • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 13:33
                              Hd_vision, to zupełnie nie tak. Ja naprawdę robiłam od początku wszystko, żeby oboje dzieci (mam na stanie też dorosłą córkę) wdrażać we współpracę. Córka jest bałaganiarą, w pokoju ma lekki pierdzielnik (podobny do mojego w mojej sypialni), ale da sie tam zyć. Natomiast syn mimo moich wysiłków za nic nie chce zadbać o minimum porządku w pokoju. Ileż można prosić i upominać, poddałam się po latach. Jego pokój, jego burdel. Ale do tej pory przypominam, by zrobił to czy tamto we wspólnej przestrzeni (wypakowanie zmywarki i inne), by nie zostawiał syfu w łazience (co w końcu odnosi skutek). Do tej pory też mu mówię, co czuje osoba, która musi chodzić za domownikami i zbierac ich śmieci.
                              Nie chodzi mi o to, żeby żona nauczyła mojego syna sprzątania, ale żeby go nie wyręczała, żeby od początku obstawała przy partnerstwie.
                              Zresztą ja sie tak bardzo nie martwię o przyszłą synową, bo syn umie i lubi gotować, a wiem, że wiele kobiet bardzo to ceni:) No i to jego ciasto czekoladowe, mniaaaam:)
                            • igge Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 17:00
                              Nie jestem w tej wiěkszości matek synów, których przyszłe żony bëdå uczyć porzãdku. Jak umiem i od zawsze uczě go sama. Ale niewiele umiem i zauważam w tej kwestii sama choć widzě wielkie postêpy w sobie z biegiem lat i doskonaleniem rozumienia měża potrzeb.
                              Cieszě siě z lektury tego wåtku bo wypowiedzi innych kobiet pozwoliły mi zrobić mały rachunek sumienia i lepiej zrozumieć co czuje mój måż. Bědě siě dziěki wam dziewczyny bardziej jeszcze starać o dom, którego czasem zwyczajnie nie chce mi siě ogarnãć kiedy na stole leży nowiutka i kuszãca ksiâżka z biblioteki. W dodatku małż z reguły choć så wyjãtki nie marudzi i nie czepia siě pewnego stopnia i zakresu chaosu tylko regularnie co rano ogarnia kuchniê a co tydzień robi generalne i dokładne sprzãtanie wszystkiego łâcznie z półkami, drzwiami i ścianami, kafelkami etc plus codziennie zamiata bieżâce okruchy, kłaki psów, piasek etc Sprzæta kuwety, wyprowadza psy.
                              Ja robíê zakupy, gotujê, wożě dziecko autem, rozwiâzuje jej wszelkie problemy typu mycie i długie rozmowy o szkole.i życiu. Pierze i prasuje mæż. Trochê niestety jest tak że ja mam wiêcej praw a on obowiâzków ale pół roku jest za granicã albo w innym mieście i wtedy wszystko robiê ja i syn. Tyle, że wtedy dom nie jest czêsto wypucowany na błysk i w 100 procentach gotów zawsze na przyjěcie gości. Auto mamy trochě zawalone ksiãżkami i torbami, paragonami ale mi to w jeżdżeniu nie przeszkadza wrêcz przeciwnie.
                        • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 10:38
                          Mój mąż też się w takim chaosie wychował. I może to jest właśnie przyczyna późniejszego stosunku do porządku.
                          Nie mam nic przeciwko, żeby w swojej szafie, jednej, drugiej miał swój chaos, skoro lubi potem szukać jednej rzeczy wywalając wszystko - jego czas, nerwy, jego sprawa. Ale w miejscach wspólnych ma być po mojemu. Bo ja nie lubię wiecznie czegoś szukać.
                      • jehanette Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 10:41
                        HD_vision, czuję wielki podziw i szacunek dla Ciebie. Potrafiłaś dostrzec, że Ty nie jesteś centrum wszechświata, że Twoja rodzina jest od Ciebie zależna w pewien sposób, i podjęłaś wysiłek żeby zmienić to, co może być trudne i upokarzające dla partnera, dzieci.

                        Masz też absolutną rację w zawłaszczaniu przestrzeni bałaganem. Tak właśnie jest. Jedna osoba syfi, a reszta cierpi i się wstydzi... :(

                        Gratulacje!
                      • verdana Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 17:08

                        Prawde mówiąc, nie rozumiem, dlaczego starsza nastolatka nie mogła sprzątnąć, skoro jej bałagan przeszkadzał, tylko uważała, ze sprzątanie jest obowiązkiem mamusi. Albowiem mamusia jest od mycia podłogi, a nie od zarabiania i pracy.

                  • zuzi.1 Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 09:36
                    A ja sie po czesci zgadzam z Hdvision, uwazam, ze z uwagi na dobro dzieci w domu powinien byc zachowany JAKO TAKI porzadek, BEZ zapuszczonego miesiacami syfu, zasranego kibla, klejacej sie i brudnej podlogi w kuchni, pol centymetra kurzu na podlogach i szafkach. Jezeli oboje albo jedno z rodzicow ma totalna alergie na sprzatanie lub jest ' ponad to', wowczas w domu powinna byc zatrudniona raz w tygodniu pani do sprzatania, zeby rodzina nie musiala zyc w balaganie. NIE ISNIEJE dla mnie zadne uzasadnienie dla SYFU w domu, uwazam, ze taka sytuacja jest niedopuszczalna, wlasnie z uwagi na dzieci.
                    • hd_vision Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 11:02
                      Ludzie wychodzą z domu z różnymi deficytami. Prowadzenia domu - sprzątanie jest tylko jednym z jego elementów można się nauczyć, tak samo jak języka obcego.

                      Kończąc moją wypowiedź - zadziwiające są podwójne standardy które stosują do siebie i innych bałaganiarze. Oni mogą to robić swoim dzieciom i bliskim. A obcy nie. Które z nich posłałoby dziecko do brudnego przedszkola, żłobka czy domu opiekunki? Oddalibyście takiej niechlujnej osobie dziecko? Arbo robiącej syf w Waszym domu podczas opieki nad nim. Już widzę rodziców wracających z pracy i zastających porozrzucane jedzenie, brudne butelki, walające się pampersy po nawet najlepszej opiekunce.

                      Kiedyś osoby które nie dostały się na medycynę mogły zdobyć dodatkowe punkty przed kolejnym egzaminem pracując jako salowa. Trafiłam do takiej pracy do żłobka starego typu, tradycyjnego państwowego, gdzie przez pierwsze trzy miesiące przez 8 godzin sprzątałam, dopiero później trafiłam do dzieci.
                      Byłam bezbrzeżnie zdumiona że musiałam myć nie tylko okna i podłogi ale też kontakty, listwy przypodłogowe, poręcze, balustrady, kaloryfery, meble, klocki, zabawki, a na końcu rurę od odkurzacza. Szok który pozwolił mi zrozumieć ile pracy wymaga zadbane otoczenie.
                      Po latach przyszła refleksja - jeśli cudze mogłam to robić dla obcych dzieci to dlaczego moje mam traktować gorzej?

                      • ola_dom Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 11:09
                        hd_vision napisała:

                        > Kończąc moją wypowiedź - zadziwiające są podwójne standardy które stosują do siebie i innych bałaganiarze.

                        Mnie także uderza to, że są święcie przekonani, że to tylko oni są poszkodowani i tylko oni muszą się dostosowywać, bo "pedanci chcą nimi rządzić". Jakby kompletnie nie dostrzegali, że dla osoby z natury porządnickiej ciężkim dostosowaniem się jest właśnie życie w nieporządku.
                        Dlatego tak bardzo i nieustannie podkreślam kompromis i wzajemne dostosowanie się.
                        • igge Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 17:32
                          Ulga. Ola pisze o kompromisie i wzajemnym dostosowaniu siê i u nas zawsze jest ten kompromis i wzajemne dostosowywanie siě do standardów tej drugiej strony. Nonstop. 26 już lat. Choć czasem ja albo mæż niecierpliwimy siè lub śmiejemy z działalności partnera.
                          Naprawdê zaměczać najbliższej osoby nie chce chyba nikt a i bałagan i przesadny porzædek bywajæ mêczâce.
                          Jeśli chodzi o nastoletnie młode pokolenie to u nas pokój syna i córki jest w nieco wiěkszym nieładzie niż reszta domu.
                          Czasem tam zaglãdamy a.czasem nie.zwracamy uwagi bo ile razy i po co bez efektu powtarzać. Zdarza siê że máż lub ja zrobimy tam pod nieobecność dzieci porzãdek ale nie.zawsze i nie za czêsto. Wkurzajä mnie puste naczynia i opakowania pojedzeniu w pokoju syna, brudne skarpetki rzucone na krzesło i różnie na to reagujê. Moje dzieci majâ obowiâzki w domu bo ja lubiè sprzâtać tylko wspölnie, całä rodzinâ nie sama. Oprócz typowego nastoletniego luźnego podejścia do sprzâtania majâ też milion innych zalet i ich przyszli partnerzy partnerki bëdá mieli z nimi mnòstwo frajdy bo dobre z.nich dzieciaki. I mädre . I empatyczne. I czułe i troskliwe. Nie dobrze je wychowałam pod wzglêdem poziomu porzædku moja wina.
                            • igge Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 13.03.15, 23:39
                              Sebalda pozdr cieplutko.
                              Syn dziś wypucował dom cały na błysk i poukładał śliczniutko. Oniemiałam i jèknêłam tylko czemu zawsze tak nie wyglâda. A on że ten efekt oznacza 3 godziny intensywnej roboty. I że jest tak ładnie bo wreszcie pozdejmowałam magnesy i stos kartek z lodówki.
                              Mäż cicho pod nosem mruknãł, że jemu sprzâtanie też zabiera generalnie.co najmniej 3 godziny.
                              Chyba powinnam pozwalać mu co piâtek urzâdzać imprezě dla 15 znajomych. Mimo bliskiej matury.
                              Zazdroszcze mamom studentów.
                              • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 17.03.15, 12:38
                                Igge, nie masz czego zazdrościć:) Mój student jak był na luzie, tak jest. Matura to naprawdę nie jest nic trudnego, zwłaszcza jak się jest w dobrym liceum. Mój przy minimalnym wysiłku zdał bez problemów, dostał się, gdzie chciał. Naprawdę nie ma sie czego bać:)
                                A co do porządków. Pisałam, że mamy obok kuchni schowek z workami do segregowania śmieci. Mój mąż jednak uparcie ich unika i wszystkie śmieci układa na parapecie kuchennym. Puste opakowania, papiery, folie, słoiki. Postanowiłam je zignorować, w ciągu 3 dni nagromadziło się tego naprawdę bardzo dużo, aż się wylewało. W końcu "ośmieliłam się" poprosić, by mąż wyrzucił te śmieci do worków. A on bardzo zdziwiony powiedział, że zostawia te rzeczy dla mnie, bo on nie wie, jak je posegregować. Czyli nie wie, że słoiki to szkło, folia to plastik, kartony powlekane też itd. Dodam, że kilka razy mu mówiłam, których kartonów nie wyrzucamy do papierów. Rozmawialiśmy o zasadach segregowania wiele razy. Nie, on zostawiał dla mnie:P Biedny miś niezorientowany. Oczywiście jak go poprosiłam, żeby nie robił z siebie idioty (bardzo spokojnym tonem), śmiertelnie się pogniewał i zamknął w swoim pokoju na resztę dnia.
                                A jeszcze jeszcze moja znajoma: "A ja mam kosze do segregowania pod zlewem, łatwiej wtedy mężowi wyrzucić. Czyli to moja wina, że mam nie dość wygodnie usytuowane worki na śmieci. Trzeba ułatwić mężowi życie. Tylko ja wiem, że to nic nie da, bo w swojej łazience ma kosz przy umywalce, a mimo to wygodniej wyrzucać śmieci na parapet. Mniejszy wysiłek, bo nie trzeba się schylać? Może podwieszę kosz wyżej?
                                • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 17.03.15, 12:54
                                  Sebalda, wybacz, ale gdybym ja się tak odezwała do męża to tez by się na mnie obraził. I słusznie zresztą.
                                  Poza tym bardzo szczegółowo opisujesz te ubrania na poręczach, śmieci, co Ty robisz z nimi, a czego Twój mąż nie robi... I zastanawiam się czy to się czasem nie przekłada na real? Na upierdliwość?
                                  "A co do porządków. Pisałam, że mamy obok kuchni schowek z workami do segregowania śmieci. Mój mąż jednak uparcie ich unika i wszystkie śmieci układa na parapecie kuchennym. Puste opakowania, papiery, folie, słoiki. Postanowiłam je zignorować, w ciągu 3 dni nagromadziło się tego naprawdę bardzo dużo, aż się wylewało. W końcu "ośmieliłam się" poprosić, by mąż wyrzucił te śmieci do worków. A on bardzo zdziwiony powiedział, że zostawia te rzeczy dla mnie, bo on nie wie, jak je posegregować."
                                  Czekałaś trzy dni, żeby go POPROSIĆ. W co grasz ze swoim mężem? Czy to jest gra pt: Jaki z Ciebie głupi bałaganiarz?
                                  Nie jest moim zamiarem atakowanie Ciebie, chodzi mi tylko o to, by zwrócić Ci uwagę, że oboje jesteście agresywni. Że gracie w jakąś grę i każde z was ponosi odpowiedzialność za uczestnictwo w niej i stosowanie się do jej reguł.
                                  • sebalda Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 17.03.15, 13:56
                                    Odczekałam 3 dni w nadziei, że spojrzy, zauważy i wyrzuci. On zostawia te śmieci zawsze, kilka razy prosiłam, żeby od razu wyrzucał, ale to nie pomaga. Myślałam, że jak syf osiągnie masę krytyczną, to wreszcie do niego dotrze, że to wygląda upiornie. Nie dotarło, więc grzecznie poprosiłam. Jego tłumaczenie, że on to robi DLA MNIE i że nie wie, jak segregować, było takim idiotyzmem (facet po pięćdziesiątce), że nie wytrzymałam i powiedziałam, żeby nie robił z siebie idioty. Powiedziałam bez jadu, bez złości. Co miałam zrobić? Powiedzieć: o, nie wiesz, jak segregować, to chętnie Cię nauczę. Też mógłby to potraktować jako złośliwość i protekcjonalizm. Mogłam oczywiście powiedzieć: dziękuję Ci kochanie, że to robisz dla mnie, nie doceniałam tego. A najlepiej: spoko, nie zawracaj sobie już tym głowy. I dalej sprzątać po nim, nie myśleć, że czuję się jak służąca we własnym domu.
                                    Nie zrozumiałam z tym przekładaniem się na real. Aaaa, że ja jestem czepialska? Że jak mąż każe mi nie zostawiać rzeczy na poręczach, a ja bez słowa się dostosowuję, to jestem upierdliwa, a jak ja jemu zwracam uwagę i on natychmiast dostaje piany, to nadal ja jestem ta upierdliwa? Opisuję szczegółowo, żeby dać przykład konkretnych zachowań, bo jak napiszę ogólnie o utrzymywaniu porządku, to natychmiast dostaję łatkę pedantki. Czy wyrzucanie śmieci do koszy zamiast rzucania gdzie popadnie to jest pedanteria, czy zwykłe zachowania, żeby nie utonąć w stercie śmieci?
                                    Ze sprzątaniem jest ten problem, że ono często jest niewidzialne. Jak mąż ugotuje obiad, to jest wyczyn, to jest coś! Jak ja sprzątnę, wypiorę, posegreguję, wytrę kurze, zamiotę podłogę (pies), zmienię pościel, sprzątnę po obiedzie, to jest niczym, tego się w ogóle nie rejestruje.
                                    Myślę, że kobietom, które mają normalnych mężów, dojrzałych partnerów, dla których ogarnięcie domu nie jest wyczynem, ale normą, nie są w stanie zrozumieć tych, których mężowie uważają, że to jest domena kobiety, którzy są skrajnie leniwi, którzy uważają, że im się należy obsługa.
                                    • pade Re: Obowiązki domowe-podział-pomocy:( 17.03.15, 15:37
                                      "Odczekałam 3 dni w nadziei, że spojrzy, zauważy i wyrzuci. On zostawia te śmieci zawsze, kilka razy prosiłam, żeby od razu wyrzucał, ale to nie pomaga. Myślałam, że jak syf osiągnie masę krytyczną, to wreszcie do niego dotrze, że to wygląda upiornie. Nie dotarło, więc grzecznie poprosiłam."
                                      Wg mnie to była manifestacja, chciałaś coś udowodnić i udowodniłaś. Że mąż jest (wstaw dowolne), a w związku z tym TY MUSISZ (wstaw dowolne). Bo przecież i tak sama posegregowałaś. I tak poczułaś się jak służąca. To bez sensu.
                                      Jeżeli macie obowiązek segregacji śmieci to można:
                                      -wygospodarować miejsce na osobne pojemniki
                                      -pooznaczać je odpowiednio
                                      -przydzielić ten obowiązek jednej osobie, druga zajmie się np wynoszeniem
                                      To samo dotyczy innych obowiązków. Jeden robi to, drugi tamto. Można zrobić podział, jasno ustalony podział, a nie jakieś niedomówienia i "cichy układ".
                                      Sebalda, tyle razy już o tym pisano na tym forum. Spisz na kartce wszystko co należy zrobić w domu. Siądź z nim i ustalcie kto co bierze na siebie. To jedyne wyjście. Ale samo się nie zrobi.
                                      A co do sprzątania po sobie, u mnie w domu w widocznym miejscu jest kartka, na której jest napisane zdanie: Kulturalnych ludzi sprzątanie po sobie nie trudzi.

                                      I jeszcze jedno. Widzę, że bardzo brakuje Ci docenienia Twojej pracy, uznania, szacunku. Tego się nie da wyrwać komuś z gardła, można poprosić.
                                      Ja Ciebie naprawdę rozumiem, bo kiedyś czułam się tak, jak Ty. Ale z perspektywy czasu wiem, że wcale nie chodziło mi o sprzątanie.