Dodaj do ulubionych

muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam!

10.07.06, 10:17
witam smile

Chciałam się tylko wyżalić, bo już nie wierzę że jakieś rozwiązanie istnieje.
Mam problem z kolegą z pracy i właściwie to chciałabym wysłać to jemu i jego
żonie ale niestety nic nie zostało powiedziane wprost więc byłoby to dosyć
głupie. Wyżalę się więc wam.
Otóż kilka miesięcy temu zaczęłam nową pracę. W moim najbliższym otoczeniu są
prawie sami faceci, nie stanowi to dla mnie jakiegoś problemu, w moim zawodzie
to normalne i już na studiach byłam jedyną dziewczyną w grupie. Wszyscy są
mili ale z jednym z kolegów szybciej nawiązałam kontakt (zresztą z jego
inicjatywy). Okazało się że mieszkamy blisko siebie i czasem razem wracaliśmy
do domu i bardzo fajnie nam się wtedy rozmawiało(Kiedyś powiedział mi że jego
żona jest bardzo zazdrosna o znajome płci żeńskiej. No i teraz wolałabym tego
nie wiedzieć). Czasem żona przyjeżdżała po niego samochodem i wtedy proponował
mi podwiezienie, z czego korzystałam. Kiedyś nieopatrznie powiedziałam przy
niej że mam dość mojego faceta (mieliśmy wtedy straszny kryzys).

No i chyba źle zrobiłam, bo był to ostatni wspólny powrót do domu. Teraz nawet
rano jak jedziemy tym samym tramwajem (ja wsiadam pierwsza) to choćbym stała
na wprost drzwi, którymi on wsiada to w ogóle mnie nie zauważa (udaje?). Na
początku pierwsza się odzywałam ale najpierw musiałam wysłuchać
pięciominutowych opowieści "ojej, wogóle cię nie zauważyłem, jaki ja gapa
jestem itd itp" a później całą drogę był jakiś zdenerwowany i w końcu dałam
sobie spokój z zaczepianiem go.

a ja chciałam powiedzieć że:
1. to że miałam kryzys z facetem nie oznaczało że mam zamiar kogoś komuś odbijać
2. kryzys udało nam się pokonać i jest lepiej niż kiedykolwiek, ale to nie
znaczy że nie potrzebuję kontaktów z innymi ludźmi, zwłaszcza że mieszkam
teraz w innym mieście , niż to w którym się wychowałam i skończyłam studia i
poza pracą nie mam tu znajomych
3. czy tylko dlatego, że jestem kobietą mam nie rozmawiać z zajętymi facetami
z pracy? większość z nich jest zajęta więc mam się do nich nie odzywać?
4. ten kolega jest w ogóle najbardziej rozmowny ze wszystkich i nasz "dobry
kontakt" nie jest jakimś ewenementem tutaj (a raczej: nie był gdy jeszcze był)
bo on ma dobry kontakt ze wszystkimi i do każdego się odzywa więc dlaczego ja
mam być z tego grona wyłączona?
A na koniec dodam, że jeszcze niestety nie jestem mamą. Za to mamą jest żona
kolegi. I może czyta to forum. Ciekawe czy się domyśli że to o nich?
Ehh... powspółczujcie mi trochę...
Obserwuj wątek
    • nisar Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:26
      > Ehh... powspółczujcie mi trochę

      TOBIE??? Chyba żartujesz!
      Współczuję koledze. Oraz jego żonie. Jeśli fakt rozmawiania z koleżanką z pracy
      oraz podwożenia jej czasami (zakładając zamieszkiwanie w ścisłym pobliżu) jest
      problemem małżeńskim dla obojga, to znaczy się, powinni się natychmiast udać do
      poradni małżeńskiej bo bez terapii nie wróżę im długiego związku.
      • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:32
        No cóż, szkoda że nie zrozumiałaś o co mi chodzi.
    • pasikonik10 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:38

      ja tez ciebie więc nie rozumiem. zal mi tamtej żony. Nie lubię kobiet które nie
      wiedzą gdzie przebiega granica...a tak odbieram to Twoje zachowanie. Żonie w
      każdym razie się nie dziwię.
      ONI stanowią rodzinę, a Ty wcinasz im się w życie
      • lubie_zime Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:44
        Bez przesady. W jaki sposób mysia wcina im sie w zycie?
        Żona kolegi jest zazdrosna, nie czuje się bezoiecznie w małżeństwie, być może ma
        jakieś powody?
        Radziłabym uszanować ich decyzję i nie nawiązywać kontaktu z kolegą jako pierwsza.
      • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:46
        Nie lubię kobiet które nie
        >
        > wiedzą gdzie przebiega granica...a tak odbieram to Twoje zachowanie. Żonie w
        > każdym razie się nie dziwię.
        > ONI stanowią rodzinę, a Ty wcinasz im się w życie

        albo nie przeczytałaś uważnie albo nie rozumiesz po polsku:
        1. ON odzywał się do mnie pierwszy
        2. ON proponował podwożenie, ja się nie narzucałam
        3. ON pierwszy zaczął rozmowę na tematy osobiste, mi nie przyszłoby do głowy
        żeby to robić bo to JA byłam nowa w pracy i JA uważałam, żeby nie wyskoczyć z
        czymś, co mogłoby być źle odebrane. Gdyby gadał tylko o polityce dostosowałabym się.
        4. Co ja takiego robię, że się mu wcinam w życie? Próba rozmowy w pracy czy też
        podczas jazdy jednym tramwajem (zapewniam cię że nie próbuję wyczaić kiedy
        będzie jechał, żeby jechać razem z nim) jest wcinaniem się w życie? Nie
        odwiedzam ich w domu, nie mówię gdzie mają jechać na wakacje ani jak wychowywać
        dziecko, chcę tylko porozmawiać, ROZUMIESZ?
        • pasikonik10 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:52
          jej... ale ty agresywna jestes!
          Tak się spinasz bo nikt ci racji nie przyznał?!

          Otóż właśnie uważam że się wcinasz- wiedząc że ma rodzinę- żone i dziecko- moim
          zdaniem należy bardzo ostrożnie podejsć do takich znajomości. sorry ale jakby
          moj mąż podwoził jakąs koleżankę z pracy to też by mi się nie podobało! Niby
          piszesz ze sie nie narzucaaś ale z tego korzystałaś. Trochę postaw się w
          sytuacji żony, może zrozumiesz...
          Mi po prostu nie podoba się taka sytuacja. i tyle. Zonie się nie dziwię.
          • pasikonik10 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:54

            a poza tym jeśli to tylko kolega to możesz przestać jeżdzić z nim i tylko z nim
            rozmawiać, i sytuacja się wyprostuje.
            • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:57
              pasikonik10 napisała:

              >
              > a poza tym jeśli to tylko kolega to możesz przestać jeżdzić z nim i tylko z nim
              >
              > rozmawiać, i sytuacja się wyprostuje.

              nie rozumiem, mam jeździć inną trasą do pracy? i tracić 15 min więcej? chyba
              żartujesz
          • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:01
            > moj mąż podwoził jakąs koleżankę z pracy to też by mi się nie podobało! Niby
            > piszesz ze sie nie narzucaaś ale z tego korzystałaś. Trochę postaw się w
            > sytuacji żony, może zrozumiesz...

            no to co miałam odmówić? to on powinien dbać o dobre samopoczucie swojej żony i
            miałam podstawę sądzić że skoro mi to proponuje to wie że dla żony nie jest to
            problemem. Ja się nie wkurzam, kiedy mój chłopak na służobych wyjazdach chodzi
            na obiad czy na piwo z koleżanką z pracy.
            • pasikonik10 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:04

              ty nie a ona na codzienne rozmowy i wasze jazdy - tak
              Sluchaj- pytałaś, to odpowiedziałam jak JA uważam. I tak sądzę ze jesteś
              niereformowalna- wszystkie dziewczyny doradzają Ci tu jedno a ty i tak uparcie
              ciągniesz swoje.
              sad
          • sol_bianca Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 12:22
            > Otóż właśnie uważam że się wcinasz- wiedząc że ma rodzinę- żone i dziecko- moim
            >
            > zdaniem należy bardzo ostrożnie podejsć do takich znajomości. sorry ale jakby
            > moj mąż podwoził jakąs koleżankę z pracy to też by mi się nie podobało! Niby
            > piszesz ze sie nie narzucaaś ale z tego korzystałaś. Trochę postaw się w
            > sytuacji żony, może zrozumiesz...
            > Mi po prostu nie podoba się taka sytuacja. i tyle. Zonie się nie dziwię.

            ej no, to jest paranoja jakas.
            nie mozna rozmawiac z kolezanka z pracy? nie mozna jej podwozic? facet, ktory ma
            ZONE nie ma prawa utrzymywac stosunkow KOLEZENSKICH z innymi kobietami? litosci.

            mysi wspolczuje, facetowi tez, bo ma zone zazdrsnice i hetere. nie rozumiem jego
            zachowania (nerwy, udawanie, ze "nie zauwazyl" mysi). gdybym mojemu ZABRONILA
            spoktykac sie z kolezankami, najwyzej by sie postukal w czolo i dalej robil
            swoje. bo jest doroslym czlowiekiem, ma swoje zycie, wie co robi i sorry, ale
            podwiezienie kogos do domu to nie to samo, co pojscie do lozka.
            moj maz nie podwozi kolezanek z pracy, bo nie ma samochodu wink ale np. spotyka
            sie z nimi na piwie. czesto beze mnie, jesli nie mam czasu albo po prostu mi sie
            nie chce. straszna zdrada, prawda? wink)) wiecej, niektore kolezanki sa bardzo
            ladne, co on wprost przyznaje. powinnam mu zakazac wszelkich kontaktow?
            • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 12:31
              Jeszcze jedna normalna osoba - dzięki smile
    • slodzik3 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:46
      no ja tez nie zycze sobie zeby mój maz podwoził jakies kolezanki z pracy ,
      chocby mieszkały w tym samym bloku. no ale u mnie jest inna sytuacja..on dał mi
      powód do podejrzeń, a poza tym sam teraz sie boi takich "uprzejmości",,,
    • slodzik3 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:48
      po zatym nawet jesli tY nie masz nic złego na mysli, traktujesz to jako zwykła
      znajomosc to nie wiesz co sie u nich dzieje i dlaczego ona tak zareagowała..
      musisz ja troszke zrozumiec..,moze ten facet jako koegA jest fajny, ale jako
      maz juz nie... kazdy medal ma dwie strony, prawda? a po co masz miec kłopoty
      tam, gdzie nic nie zawiniłas..
      • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 10:55
        > musisz ja troszke zrozumiec..,moze ten facet jako koegA jest fajny, ale jako
        > maz juz nie... kazdy medal ma dwie strony, prawda? a po co masz miec kłopoty
        > tam, gdzie nic nie zawiniłas..

        No może i tak jest choć ja naprawdę nigdy nie odniosłam wrażenia że próbuje ze
        mną flirtować. Tylko co ja mam robić? Próbowałam zachowywać się naturalnie,
        tylko że to trwa jakiś czas i już nie mogę... Jak się mnie pyta czemu go w
        tramwaju nie zawołałam, skoro go widziałam to mam ochotę wrzeszczeć!
        • slodzik3 daj sobie spokój.. 10.07.06, 10:59
          na twim miejscu.. poprostu olałabym go.. owszem "czesc" jak juz sie spotkacie i
          rozmowo "doopie maryni" jak to sie mówi.. po co ci kłopty.. pzreciez sama
          piszesz ze to tylko kolega.. olej go i odzywak sie wtedy jak sam zacznie.. a do
          domu radze wracac sama.. droga taka sama.. a atmosfera zdecydowanie
          przyjemniejsza.. poz atym zony sa rózne..sama jestem zona i w dadatku zdradzona
          wiec wiem co sie wtedy mysli.. potrzebujesz zeby kiedys narobiłą co wstydu w
          pracy alo dopadła na mieście? nie wiesz co ona o tym sadzi a skoro zabroniła mu
          kontaktu z Toba to raczej ma jasny pogląd na te sprawe.. odpuść.. ta znajomosc
          to nci wyjątkowego. a moze przynieśc ci wiele kłopotów i płaczu.. nie
          zasłuzonego.. pozdrawiam..
          • mysia-mysia Re: daj sobie spokój.. 10.07.06, 11:06
            To miłe że próbujesz spojrzeć na tą sprawę z mojego punktu widzenia, zwłaszcza w
            Twojej sytuacji. Właśnie próbuje tak robić, jak radzisz, ale czasem ciężko to
            wszystko znieść. Zwłaszcza że czasem jeszcze czuję się tu "nowa".
            Bardzo Ci dziękuję za słowa otuchy smile
    • magdalenkaaa78 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:09
      Piszesz, ze nic nie zostało powiedziana "wprost" a co powinno być powiedziane?
      Facet zadecydował, że odsunie się od Ciebie - jego prawo. Chyba stara się
      zrobić to najdelikatniej jak umie, bez zasadniczej rozmowy ( może powinien
      powiedzieć: spadaj, przez Ciebie mam problemy, zrozum to )a Ty za wszelką cenę
      chcesz podtrzymac tę znajomość. tylko po co? jesli jest ona tylko znajomością,
      to szybko znajdziesz sobie nastepnego znajomego. Jesli nie tylko - to tym
      bardziej facetowi się nie dziwię.
      Nie kwestionuję prawa do rozmawiania z facetami w pracy. Ale podwożenie,
      rozmowy na tematy bardzo osobiste ( zgodzisz się, że ludziom, którzy są tylko
      znajomymi, nie opowiada się o kryzysie w związku )to trochę więcej niż
      niezobowiązująca rozmowa w pracy...
      Ja tam się żonie nie dziwię - lepiej chucać na zimne w epoce wielu rozwodów sad
      • slodzik3 jestem zdradzona zona ale staram sie rozumiec.. 10.07.06, 11:14
        własie dlatego wex moja słowa pod uwage.. dobrze ci radze.. on na serio nie
        jest tak boski.. a Ty mozesz miec spore kłopty.. zreszta takich znaomosci
        mozesz miec na pęczki.. a co do "osobistych rozmów" dziewczyny tutaj maja
        racje.. sa niebezpieczne..od tego sie zaczyna.. potem jest
        pocieszanie, "przyjacielskie kawki" a potem czyjes dzieci płacza.. bo
        z "niczego" zrobiło sie "coś"..zycie jest i tak ciezkie.. po co komplikowac je
        sobie na własne zyczenie..
        • clio_1 Re: jestem zdradzona zona ale staram sie rozumiec 10.07.06, 11:21
          Przepraszam, że się wcinam, ale po tym poście zrozumiałam Twój punkt widzenia i
          to, że możesz być uprzedzona. Z drugiej strony wydaje mi się, że zakładanie, iż
          z normalnych rozmów w pracy może "coś" wyniknąć jest chyba trochę na wyrost i
          niesprawiedliwe, bo sprowadzało by się do twierdzenia, że wszyscy czekamy na
          jakąs okazję. U nas w pracy rozmawiamy o swoich kłopotach, są to zwykłe rozmowy,
          nikt nie oczekuje od drugiej osoby pomocy w rozwiązywaniu tych problemów, ale
          tak jak pisałam zespół jest mały i może stąd nasze ralacje są inne.
          • magdalenkaaa78 Re: jestem zdradzona zona ale staram sie rozumiec 10.07.06, 11:36
            Nie wiem, czy wszyscy czekamy na okazję. Wiem, ze okazja czyni złodzieja.
            Oczywiście nie zakladam, ze z kazdej znajomości musi wyjść biurowy romans, ale
            to nie zmienia faktu, ze czasem do tego dochodzi. Nie wiemy, jak potoczyłoby
            się w tym konkretnym przypadku. Może dla tego pana te rozmowy nie były tylko
            rozmowami znajomych? Może coś sobie uświadomił? Może podchodził do nich mniej
            na luzie? Nie wiemy. I forumowiczka nie zapytała o to.
            Ale z jakiegoś powodu bardzo nurtuje ją ta sprawa - być moze dlatego, ze to
            pierwszy taki przypadek w jej życiu. Ale też z jakiegoś powodu nie umie przejść
            obok tego obojętnie - urażona ambicja, urażone ego? Nie wiem, i bynajmniej nie
            podejrzewam, ze miała ochotę na tego pana. Nie mniej jednak, skoro on tak
            postanowił, to czemu go nie zapyta wprost? czemu wprost nie powie mu o sowich
            obawach? czego się boi?
            • mysia-mysia Re: jestem zdradzona zona ale staram sie rozumiec 10.07.06, 11:58
              > Ale z jakiegoś powodu bardzo nurtuje ją ta sprawa - być moze dlatego, ze to
              > pierwszy taki przypadek w jej życiu. Ale też z jakiegoś powodu nie umie przejść
              >
              > obok tego obojętnie - urażona ambicja, urażone ego?

              Tak, pierwszy taki przypadek. Pisałam w innym poście, że faceci sami
              przychodzili do mnie pogadać o swoich osobistych sprawach. I nigdy nie uważałam,
              że jak mi facet mówi że któraś tam moja koleżanka mu się podoba to znaczy że tak
              naprawdę podobam mu się ja tylko on nie ma odwagi, żeby mi o tym powiedzieć.
              Tylko że jak później koledzy poderwali już te swoje wybrane to chociaż nie
              przychodzili już mi się zwierzać to nigdy też nie udawali, że mnie nie widzą. No
              więc to pierwszy taki przypadek.
              A denerwuję się bo dziś znowu usłyszałam "trzeba było mnie zawołać". No i tak
              sobie myślę że jak on chce mnie unikać to niech to robi na całej linii a nie:
              najpierw unika, później udaje że tego nie robi.
              A Ty nie wkurzyłabyś się w takiej sytuacji?
        • mysia-mysia Re: jestem zdradzona zona ale staram sie rozumiec 10.07.06, 11:23
          > mozesz miec na pęczki.. a co do "osobistych rozmów" dziewczyny tutaj maja
          > racje.. sa niebezpieczne..od tego sie zaczyna.. potem jest
          > pocieszanie, "przyjacielskie kawki" a potem czyjes dzieci płacza.. bo
          > z "niczego" zrobiło sie "coś"..zycie jest i tak ciezkie.. po co komplikowac je
          > sobie na własne zyczenie..

          wiesz, to nie zupełnie tak jest, ja po prostu lubię z facetami rozmawiać, już na
          studiach załapałam z nimi b dobry kontakt (byłam zmuszona - tak jak pisałam
          byłam jedyną dziewczyną w grupie) i tak się to rozwinęło że sami przychodzili do
          mnie wyżalić się w sprawach sercowych. Z żadnym się nie przytulałam i gdy już
          sobie ułożyli sprawy z wybraną dziewczyną to umiałam "odsunąć się w cień" i
          wiedziałam, że teraz to już nie będą przychodzić zeby mi opowiadać jak im się
          układa. I jakoś się to samo układało, nie musieliśmy sobie niczego tłumaczyć ale
          oni nigdy nie udawali że mnie nie widzą.
          • slodzik3 Re: mysia 10.07.06, 11:27
            nie wiem.. chyab cie nie pzrekonam... ja usunełabym sie dla własnej wygody..nie
            lubie sprowadzac na siebie kłoptów.. ale zrobisz jak zechcesz..
            • mysia-mysia Re: mysia 10.07.06, 11:34
              > nie wiem.. chyab cie nie pzrekonam... ja usunełabym sie dla własnej wygody..nie
              >
              > lubie sprowadzac na siebie kłoptów.. ale zrobisz jak zechcesz..

              ja tylko mówię... chciałabym, żeby ktoś mnie wysłuchał
      • slodzik3 Re: do magdalenkaaa78 10.07.06, 11:14
        Miło cie znowu widziec..
      • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:17
        > Piszesz, ze nic nie zostało powiedziana "wprost" a co powinno być powiedziane?
        > Facet zadecydował, że odsunie się od Ciebie - jego prawo. Chyba stara się
        > zrobić to najdelikatniej jak umie, bez zasadniczej rozmowy ( może powinien
        > powiedzieć: spadaj, przez Ciebie mam problemy, zrozum to )a Ty za wszelką cenę
        > chcesz podtrzymac tę znajomość. tylko po co?

        Nie za wszelką cenę! Próbuję się tylko zachowywać "naturalnie" a to trochę
        trudne, gdy najpierw jedziemy jednym tramwajem pół godziny w odległosci metra od
        siebie udając że nie widzimy się (a oboje jesteśmy wzrostu słusznego) a później
        słyszę to jego głupie pytanie "dlaczego mnie nie zawołałaś?" No właśnie dlatego,
        że zauważyłam, że próbuje mnie unikać.
        A już wiem, jak zapyta czy go widziałam to będę mówić tak jak on "nie skąd,
        wiesz ja w ogóle na ludzi nie zwracam uwagi ostatnio."
    • maallinka Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:12
      skoro ona taka zazdrosna i rozkazala mu trzymac sie od Ciebie z daleka to chyba
      nie ma co go zaczepiac ani liczyc na zaczepki. Nic na sile. A innych
      kolegow/kolezanek nie mozesz w pracy znalezc i z nimi sie zaprzyjaznic?
      Przeciez nie musza byc strasznie rozmowni zeby swietnie spedzac z nimi czas...
      pozdrawiam
    • clio_1 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:13
      Dobra, ja Ci powspółczuję. Nie widzę nic złego w Twoim zachowaniu, to chyba
      normalne, że jeżeli dwoje ludzi z jednej pracy spotyka się np. w
      tramwaju/autobusie/metrze to ze sobą rozmawiają. Mnie czasem podwoził do domu
      szef albo kolega z pracy, mój małż też czasem podwozi koleżankę (fakt, może
      nasze relacje ze współpracownikami są inne bo pracujemy w małych zespolach i
      wszyscy się znamy) i żadne z nas nie robi z tego problemu.
      To, że nie jesteś mamą, nie ma tu nic do rzeczy. Nie uważam, zebyś się wcinała w
      ich życie, przecież nie chodzisz do nich, nie wydzwaniasz do faceta, nie żądasz,
      żeby pomagał ci w róznych sprawach typu samochód, większe zakupy, remonty. Moim
      zdaniem, to żona tego faceta ma problem i jak napisała jedna z dziewczyn pomoc
      poradni małżeńskiej by się przydała.
      Idąc tokiem myślenia osób które cię skrytykowały, to dziewczyna mojego kolegi z
      pracy powinna się na mnie śmiertelnie obrazić, bo ostatnio Tomek przywiózł mi
      papiery do domu (jestem w ciąży i teraz pracuję głównie w domu) i pomógł mi
      wnieść zakupy z samochodu na 3 piętro. Kurde, wcięłam się im w życie.
      Pozdrawiam, nie przejmuj się.
      M.
      • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:51
        Miło wreszcie spotkać kogoś normalnego smile

        > To, że nie jesteś mamą, nie ma tu nic do rzeczy.
        No właśnie chyba ma, gdybym była mamą to "nie latałabym za obcymi chłopami,
        tylko swojego pilnowała" - tak chyba sądzi żona tego faceta, bo druga dziewczyna
        która z nami pracuje ma dzieci i może swobodnie rozmawiać z tym kolegą a nawet
        umawiają się po pracy - oczywiście razem z partnerami.
        • krtek7 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 18:05
          Czyli Twoim zdaniem normalni są tylko ci którzy są po Twojej stronie uncertain

          Z Twojej postawy wnioskuję że i tak zrobisz po swojemu, czyt. nie usuniesz się,
          będziesz to ciągnąć dalej. A napisałaś tu tylko po to by znaleźć aprobatę.
    • anet81 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:21
      Cóż, widocznie porozmawiali sobie. I widocznie ona wymusiła na nim obietnicę
      zerwania kontaktów z Tobą. Niby chore to wszyssko, ale jest jedno ale...

      Nie bierzessz pod uwagę, ze facet przyznał swojej żonie rację, bo ...
      rzeczywiśćie coś do Ciebie czuł.
      Moze z twojej strony była to tylko przyjaźń, a z jego strony zaczynało się coś
      więcej?
      I żeby ratowac sowje małżeństwo, na tórym na pewno mu zależy, postanowił uciąć z
      Tobą wszelkie kontakty. Bo bał się, ze nad soba nie zapanuje i moze doporowadzić
      to do czegoś złego...

      Moim zdaniem - prawdopodobne....
      Pozdrówki
      • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 11:31
        > Nie bierzessz pod uwagę, ze facet przyznał swojej żonie rację, bo ...
        > rzeczywiśćie coś do Ciebie czuł.

        Wiesz, nie sądzę. Ten czas, kiedy mieliśmy dobre układy to było może z pięć
        tygodni, a nie wracaliśmy razem codziennie (nie mamy stałej godziny pojawiania
        się ani wychodzenia z pracy). To za krótko żeby mógł coś poczuć, no chyba że
        jest notorycznym zakochiwaczem wink ale nie sądzę, on po prostu taki już jest -
        rozmawia ze wszystkimi, jakby byli jego najlepszymi przyjaciółmi.
    • rita75 Ale w czym problem? 10.07.06, 11:34
      To ktos wazny dla ciebie, ze to tak przezywasz?

      • mysia-mysia Re: Ale w czym problem? 10.07.06, 11:45
        > To ktos wazny dla ciebie, ze to tak przezywasz?

        ważny, z dwóch powodów:
        1. bo w mieście, w którym teraz mieszkam nie mam znajomych a on jest fajny i
        myślałam, że będziemy mogli czasem razem gdzieś wyjść WE CZWÓRKĘ, co zresztą
        kiedyś ON proponował, lecz nie doszło to do skutku z powodów obiektywnych.
        Zresztą z kolegami z pracy i ich kobietami umawia się na różne wyjścia, z drugą
        koleżanką też, tylko że ta druga ma dzieci więc "nie będzie latać za innymi
        facetami tylko pilnować swojego chłopa" no a ja najwyraźniej będę

        2. bo głupio mi stać koło niego w odległości metra przez pół godziny w tramwaju
        i udawać, że go nie widzę. Odezwać się też mi głupio bo on się robi jakiś
        nerwowy. I głupio mi gdy słyszę "czemu mnie nie zawołałaś". Tak jak już
        napisałam w innym poście chyba też będę mu mówić, że go nie widziałam i to
        pewnie będzie rozwiązanie.
        • rita75 Re: Ale w czym problem? 10.07.06, 11:56

          ale on z jakichs dla niego waznych powodó nie zamierza podtrzymywac tej
          znajomosci. powinnas sie z tym pogodzic i nie pchac sie tam gdzie nie chcą.
          • mysia-mysia Re: Ale w czym problem? 10.07.06, 11:59
            > ale on z jakichs dla niego waznych powodó nie zamierza podtrzymywac tej
            > znajomosci. powinnas sie z tym pogodzic i nie pchac sie tam gdzie nie chcą.

            ratunku, a czy ja się pcham?
            • rita75 Re: Ale w czym problem? 10.07.06, 12:07
              > ratunku, a czy ja się pcham?

              ale roztrzasasz wink
              Coś go od Ciebie odepchnelo, wymoglo takie, a nie inne zachowanie, cos- co dla
              niego jest priorytetem
        • zonka77 Re: Ale w czym problem? 10.07.06, 12:05
          To jak Ci głupio stać obok niego to powiedz mu cześć i tyle. Jak będzie chciał
          rozmawiać to porozmawia jak nie będzie chciał to odpowie cześć i koniec. a jak
          będzie udawał że nie widzi a potem zapyta czemu go nie zawołałaś to powiedz że
          mówiłaś "cześć" ale nie odpowiedział.
          A tak naprawdę to olej faceta, znajdź kogoś do rozmowy kto z Tobą lubi rozmawiać
          i ma na to ochotę - a jego żony nie oceniaj bo nie wiesz co nią kieruje (o ile
          wogóle to wszystko nie jest Twoja nadinterpretacja) Może facet ją zdradził z
          koleżanką z pracy którą tylko "podwoził" może są na etapie odbudowania zaufania
          i facet potrzebuje trzymać się z daleka od jakiegokolwiek choćby cienia
          podejrzenia żony?
          Zdradził Cię ktoś kiedy? Nie masz pojęcia jak trudno odbudować zaufanie w
          małżeństwie.
          Byłam kiedyś w takiej sytuacji - poznałam faceta, miły i uśmiechnięty, duzo
          gadał. Potem poznałam jego żonę i potem stalam się dla faceta powietrzem.
          Szczerze mówiąc - wisiało mi to, po prostu nie miałam żadnej potrzeby
          rozmawiania z nim bo miałam swojego męża a nawet jakbym nie miałą to wiedziałam
          że on jest żonaty.
          A potem poznałam lepiej jego żonę i się zaprzyjaźniłyśmy. I się dowiedziałam że
          w czasie kiedy się ta hostoria wcześniej działa oni byli na etapie ratowania
          małżeństwa po jego zdradzie. To było parę lat temu - teraz wszyscy w czwórkę się
          znamy, spotykamy i rozmawiamy.
          Wtedy jednak to nie był czas i facet najpierw sam był miły i gadatliwy a potem
          sam się odciął ponieważ zdał sobie sprawę że dla jego zony choćby rozmowa ze mną
          jest ciężka do zaakceptowania (wtedy)
          Więc na koniec - zostaw, olej, zapomnij, miłe "cześć" i koniec. Szukaj znajomych
          i przyjaciół tam, gdzie nie ma problemów z ich strony.
          • mysia-mysia Re: Ale w czym problem? 10.07.06, 12:10
            > To jak Ci głupio stać obok niego to powiedz mu cześć i tyle. Jak będzie chciał
            > rozmawiać to porozmawia jak nie będzie chciał to odpowie cześć i koniec. a jak
            > będzie udawał że nie widzi a potem zapyta czemu go nie zawołałaś to powiedz że
            > mówiłaś "cześć" ale nie odpowiedział.

            No właśnie, dziękuję, o coś takiego mi chodziło smile
    • spacey1 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 12:09
      Uważam, że zona ma prawo żądać od gościa zerwania czy też poluzowania kontaktów
      z inną kobietą (koleżanką z pracy) tylko w jednym przypadku: jeśli mąż dał do
      zrozumienia, bądź jego zachowanie wskazuje na to, że czuje miętę do tejże
      koleżanki. W innej sytuacji w ogóle nie dopuszczam nawet takiej myśli, że
      znajomość z pracy, wspólne wracanie samochodem (zwłaszcza, że z postu
      dowiadujemy się, iż tylko wtedy ją podwoził, kiedy żona po niego przyjechała,
      więc tak naprawdę to żona podwoziła) może być jakimkolwiek problemem. Ja bym w
      ogóle nie mogła pracować, gdybym miała zakaz kontaktów z kolegami. Wielkorotnie
      korzystam też z podwożenia przez kolegów i koleżanki. Co, mam korzystać tylko z
      propozycji koleżanek, a propozycje kolegów odrzucać? Mojemu męzowi w ogóle by do
      głowy nie przyszło, że to może być jakokolwiek problem. I mnie by nie przyszło,
      nie przychodzi zresztą, jak mój mąż wraca z pracy z lekarką, z którą pracuje.
      Pracuje z kilkoma. Jakby wracał codziennie z tą samą też by mnie nie ruszyło.
      Ufam męzowi. Gdyby natomiast miał mnie nie zdradzić z braku okazji, albo
      dlatego, że ja go izoluję od kobiet, to czy to jest naprawdę wierność i miłość?
      Wierność i miłość jest wtedy, gdy okazje są wszędzie, a my z nich nie korzystamy.
      No przepraszam, ale dla mnie jest coś uwłaczającego z tym, że podejrzewa się
      kochaną osobę, że wystarczy iż druga kobieta jedzie z nim tramwajem (wnioskuję,
      że najczęściej jeździli razem tramwajem, a samochodem tylko w obecności żony) a
      już mąż myśli o zdradzie. Wszelka zazdrość jest dla mnie obraźliwa, sorry. Z
      jednej, jak i z drugiej strony.


    • judytak to jakaś paranoja... 10.07.06, 12:16
      dziewczyna tu pisze o tym, że żona kolegi z pracy zabrania owemu koledze
      porozmawiać jak człowiek z człowiekiem z kolezanką z pracy w tramwaju albo w
      pracy (w palarni? przy lunchu?)
      kolega mysi nie podwozi, bo, z tego, co rozumiem, kolega jeździ do pracy
      tramwajem...

      a tu większość wyskakuje na nią, że ona "się wcina w małżeństwo", że
      ona "czegoś od tego faceta chce" itp. teksty

      to u was w domu też tak jest? to wam nie wolno zagadać kolegi przy kawie? a
      waszym mężom wolno rozmawiać z koleżanką w pracy tylko na tematy ścisłe
      służbowe? ja bym zwariowała od takiej sytucznej sytuacji...
      nie mogłabym żyć z czlowiekiem, który nie ma do mnie zaufania
      nie mogłabym żyć z człowiekiem, do którego nie mam zaufania
      no, ale pewnie jestem przesadnie wymagająca ;o)

      a co do mysi: to nie ty się masz czuć niezręcznie, tylko on
      nie chce gadać, to nie gadaj, weź sobie gazetę do tramwaju i nie zauważaj go
      taka znajomość to i tak nic ciekawego

      pozdrawiam
      Judyta
    • mysia-mysia spacey i judyta - wielkie dzięki :) 10.07.06, 12:29
      Ja też wychodzę z założenia że wierność bierze się z miłości a nie z braku
      okazji. Dlatego nie robię problemów mojemu facetowi gdy na tydzień go z pracy
      wysyłają na jakieś szkolenia. Tak to już ma fajnie smile Wyjazdy są w różnym
      składzie: czasem sam jedzie, czasem w większej grupie a czasem (chyba ze dwa
      razy do tej pory) tylko z koleżanką. No i jak mają przerwę w wykładach to nie
      mogą wyjść sobie razem na obiad? To byłoby śmieszne po prostu gdyby przed nią
      uciekał wink Kiedyś nawet poszli wieczorem razem na miasto, wypili piwo, no i co z
      tego? Tylko sobie z tego żartowałam. I jakoś nie przyszło mi do głowy że wrócą
      później do jednego pokoju. Nie wyobrażam sobie że miałabym robić z tego problem.
      Co innego, gdyby umawiał się z nią w naszym mieście a mnie zostawiał w domu wink
      • spacey1 Re: spacey i judyta - wielkie dzięki :) 10.07.06, 12:45
        A widzisz, to ja się dalej posuwam smile mój mąż ma przyjaciółkę, którą zna dłużej
        ode mnie. Nieraz spotkają się u niej w domu "na wódkę".
        Nienormalna jestem, że to akceptuję?
        Zresztą zwisa mi, co usłyszę, ja znam oboje, wienm, że się przyjaźnią i mam
        absolutne zaufanie do obojga.

        Gdyby zaś wolał ją ode mnie, to czy mam prawo w takiej sytuacji żądać, aby
        wybrał mnie?...

        P.S. jest jednak różnica między nami: ja bym nie napisała, że "nawet" poszedł na
        piwo z koleżanką smile
        • mysia-mysia Re: spacey i judyta - wielkie dzięki :) 10.07.06, 13:01
          > A widzisz, to ja się dalej posuwam smile mój mąż ma przyjaciółkę, którą zna dłużej
          > ode mnie. Nieraz spotkają się u niej w domu "na wódkę".

          Nigdy nie miałam okazji się przekonać jak bym zareagowała w takiej sytuacji, bo
          oboje mamy większość znajomych płci męskiej (to przez techniczny zawód i
          studia). Ale musiałabym to znieść, wszak chłopak pozwala mi wychodzić z kolegami smile

          A to "nawet" wzięło się z tego chyba, że już mi się całkiem w głowie pomieszało
          i podniosło mi się ciśnienie od tych oskarżycielskich postów wink
      • zonka77 Re: spacey i judyta - wielkie dzięki :) 10.07.06, 13:04
        Mysiu - żyj sobie jak chcesz. A o żonie swojego kolegi i o nim nie wiesz nic i
        nie masz prawa jej oceniać jako zazdrosnej bez powodu baby do tego dodając że
        jest zazdrosna bo jest mamą (tak to zrozumiałam co napisałaś wyżej - jeśli źle
        to przepraszam)
        Tak tak to fajnie że dla Ciebie wierność się bierze zmiłości i wszystko pięknie
        i ładnie - dla Ciebie.Dla mnie też, ale mąż mnie nie zdradził, chociaż raz nie
        miałam pewności co do niego i wiem co przeżywałam przez wiele tygodni.Powiedzmy
        że nie zdradził ale...ze złości i wszystkich problemów zachował się nie tak jak
        powinien i zachwiał moim zaufaniem.
        A Ty o koledze i jego zonie nie wiesz nic więc nie oceniaj ich po prostu tylko
        jak pisałam - olej i poszukaj innego znajomego. Tyle.

        Powodów dziwnego zachowania kolegi może być wiele - a ty widzisz tylko jeden -
        zazdrosna (bez powodu oczywiście) żona ojejujeju jaka ona dziwna i ty byś taka
        nie była. Super, to nie bądź a jej nie oceniaj.
    • ewa2233 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 13:27
      Muszę przyznać, że część postów mnie rozbawiła (zwłaszcza te z WCINANIEM się w
      życie smile
      No cóż. Myślę tak: widzisz kolegę: powiedz cześć, uśmiechnij się i tyle. Nie
      zabiegaj, niech to on ewentualnie będzie inicjatorem rozmowy.
      Gdy zechce Cię podwieźć (tj. sam zaproponuje) - skorzystaj. Toż to zwyczajny
      kolega! Poprostu bądź naturalna i już.
      Nie wiedziałam, że to problem aż tak wielowarstwowy, zwłaszcza że dwóch kolegów
      czasem mnie do pracy podwozi ! smile)
      A mój mąż gdy widzi akurat któregoś z okna, czasem pyta: podwieziesz Ewę?
      I ... jak się okazuje ... naraża tym samym dobro rodziny owego kolegi, nie
      mówiąc już o tym, że wdziera się w jego życie z butami smile)))
      Ech... kiedyś to się nazywało zwykłą grzecznością, koleżeńskością.
      A teraz XXI wiek i nazywa się to zupełnie inaczej smile
      Cóż ... starej daty jestem smile
      ----------------------------------------------------
      çççççççççççççççççççççĂççĂç
      Życie jest mdłe i znikome,życie się całkiem nie liczy
      bez jakiejś wielkiej niewiadomej,bez tajemnicy.
      • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 15:48
        > Muszę przyznać, że część postów mnie rozbawiła (zwłaszcza te z WCINANIEM się w
        > życie smile

        Rzeczywiście nie sądziłam, że mój post może takie reakcje wywołać. Jakby to
        chodziło o kogoś innego to też pewnie bym się uśmiała ale że to o mnie to nieźle
        się zdenerwowałam. Dzięki smile
        • lenka30a Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 16:02
          mysia-mysia
          nic na siłę, nie chce juz z Tobą gadać to trudno, w Twoim zachowaniu nie ma nic
          złego.
          W pełni Cię rozumiem , bo miałam podobną sytuację, tak jak pisały dziewczny
          wczesniej, zachowuj się naturalnie, nie zaczepiaj, jak się odezwie to ok, a jak
          nie to nie rób problemu.
          pozdrawiam
    • krtek7 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 16:04
      A dlaczego tak żałujesz rozluźnienia kontaktów? ???

      Jeśli jego żonie nie podoba się Wasza zażyłość a on się tym przejmuje (i
      słusznie) to odpuść sobie, przecież to tylko kolega, prawda?

      Mnie też wkurzają koleżanki z pracy mojego męża i to że czasem bardziej się
      przejmuje nimi niż mną - takie mam wrażenie.
      • krtek7 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 16:13
        A w ogóle "Muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam"?? Czego?

        Wiesz co ja kiedyś byłam nie-mężatką, atrakcyjną, zadbaną i wiem czym to
        pachnie. Wiem że o związek trzeba szczególnie dbać, szczególnie trzeba uważać
        na koleżanki męża które "nie wytrzymują" wink
        • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 16:19
          > A w ogóle "Muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam"?? Czego?
          >
          > Wiesz co ja kiedyś byłam nie-mężatką, atrakcyjną, zadbaną i wiem czym to
          > pachnie. Wiem że o związek trzeba szczególnie dbać, szczególnie trzeba uważać
          > na koleżanki męża które "nie wytrzymują" wink

          jakbyś przeczytała dokładnie to byś wiedziała że kogoś mam, ale widzę ty jesteś
          z tych co to uważają że "jak ma baba dzieci to nie będzie za obcymi chłopami
          latać tylko swojego pilnować" a oczywiście ja nie mam więc wciąż się rozglądam
          dookoła coby lepszą partię złapać, oczywiście, masz rację.

          boshhe, brak mi słów...
          • krtek7 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 17:54
            Każdy ocenia po sobie wink

            Ja np. bardzo lubię flirtować, zawsze lubiłam: z żonatymi, i z kawalerami - bez
            różnicy. Był to zawsze niewinny flirt, dobry dla wszystkich bo i ja i ten ktoś
            jest przekonany o swojej atrakcyjności, dobrze się z tym czuje smile Nigdy z
            kolegą z pracy nie poszłam do łóżka więc chyba nie jest tak bardzo źle??

            Ale też nigdy nie przeżywałabym tak emocjonalnie jak ty tego że nie zauważa
            mnie nagle i nie chce powiedzieć mi "cześć" wink Może dlatego że - choć
            nawiązuję łatwo znajomości to nie zaprzyjaźniam się tak głęboko jak ty.

            Ale z kolei jeśli jest Twoim przyjacielem to dlaczego nie możecie się prosto
            dogadać o co chodzi? I dlaczego ciebie tak to wszystko boli? Ja myślę że tu nie
            chodzi tylko o kolegę do pogadania, Jeśli jak piszesz już "nie wytrzymujesz"
            tej sytuacji to znaczy że chodzi o coś więcej, chcesz być kimś ważniejszym dla
            niego niż tylko koleżanką do pogadania w czasie przerwy w pracy. Mam rację?


            • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 20:10
              > Ja np. bardzo lubię flirtować, zawsze lubiłam: z żonatymi, i z kawalerami - bez
              >
              > różnicy.

              A ja raczej nie. Kiedyś, zanim zaczęłam studia, było też lubiłam. W szkole było
              mało facetów i jakoś inaczej na to patrzyłam. Ale jak na studiach poznałam
              facetów od tej drugiej strony, którą często skrywają przed dziewczynami, na
              których chcą zrobić wrażenie, to jakoś mi się odechciało. Teraz wolę bardziej
              szczere kontakty.

              > Ale z kolei jeśli jest Twoim przyjacielem to dlaczego nie możecie się prosto
              > dogadać o co chodzi? I dlaczego ciebie tak to wszystko boli?

              Nie, nie jest moim przyjacielem. Przyjaciele nie udają że się nie widzą.

              Ja myślę że tu nie
              >
              > chodzi tylko o kolegę do pogadania, Jeśli jak piszesz już "nie wytrzymujesz"
              > tej sytuacji to znaczy że chodzi o coś więcej, chcesz być kimś ważniejszym dla
              > niego niż tylko koleżanką do pogadania w czasie przerwy w pracy. Mam rację?

              Nie masz. Chodzi o to, żebym mogła się czuć dobrze, normalnie itd. Jeszcze raz
              powtórzę: pracuję tu od kilku miesięcy, tamci ludzie dobrze się znają a ja wciąż
              czasem czuję się "nowa". Nie potrzebuję jeszcze dodatkowego problemu w postaci
              kolegi, który najpierw udaje że mnie nie widzi a później udaje że nie udawał
              tylko naprawdę mnie nie widział.
              Poza tym w tym mieście jestem od dwóch lat i oprócz mojego chłopaka nikogo tu
              nie mam. Nikogo, kto by po prostu chciał umówić się na pogaduchy, kto by
              zainteresował się czy w ogóle żyję jeszcze. Byłaś kiedyś w takiej sytuacji?
              Sądzę że nie, skoro wszystko tłumaczysz tłumionym uczuciem.
              • krtek7 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 23:07
                Nie byłam nigdy w takiej sytuacji.

                Mam nadzieję, że znajdziesz fajnych ludzi z którymi będziesz się często
                spotykać. Zawsze, w każdym wieku i w różnych okolicznościach można znaleźć
                przyjaciół. Życzę powodzenia smile

                Ale tego gościa raczej sobie daruj...

                Myślałam dzisiaj trochę o tym i poza tym, co pisały wcześniej dziewczyny, tzn
                że się w Tobie zakochał a teraz rozsądnie chce się wycofać z tej znajomości
                jest jeszcze jedna możliwość: że jego żona cię nie lubi. Bo np. za dużo gadasz
                albo zraziło ją to że byłaś tak do bólu szczera choć dopiero się poznałyście
                (oj, jak ja tego nie lubię).

                U nas jest tak, że jeśli ktoś z moich dobrych znajomych nie podobał się mojemu
                mężowi to ja powoli kończyłam tę znajomość. I tak kilka z nich wygasło. Mój mąż
                jest dla mnie ważniejszy niż koleżanka (nie mylić z przyjaciółką). I tak też
                jest z nim: jeśli ja uważam że nie powinien się spotykać z kimś bo wg mnie to
                prymityw/głupek/... - zastanowi się nad tym i albo mnie przekona że nie mam
                racji albo rozluźnia relacje z tą osobą.

                Tak czy owak, ż tego co piszesz wnioskuję, że Wasze spotkania w czwórkę raczej
                nie dojdą do skutku sad

                Gdybym to ja była tą żoną (a może to o mnie piszesz??) to nie lubiłabym cię
                gdybyś była bardzo ładna - szczerze, mam uprzedzenie do ładnych kobiet.
                Przekonuję się do nich później, ale na początku ślicznotek nie lubię smile)) Taka
                już jestem.

                Jesteś piękna?
                • mysia-mysia krtek 11.07.06, 08:17
                  > Myślałam dzisiaj trochę o tym i poza tym, co pisały wcześniej dziewczyny, tzn
                  > że się w Tobie zakochał a teraz rozsądnie chce się wycofać z tej znajomości
                  > jest jeszcze jedna możliwość: że jego żona cię nie lubi. Bo np. za dużo gadasz
                  > albo zraziło ją to że byłaś tak do bólu szczera choć dopiero się poznałyście
                  > (oj, jak ja tego nie lubię).

                  Wiesz, może i niepotrzebnie to powiedziałam ale nie nazwałabym tego "szczerością
                  do bulu", już nie przesadzajmy smile
                  Lecz patrząc z drugiej strony to powiedziałam przy niej tylko to, co wcześniej
                  mówiłam już przy nim. Gdybym przy niej zaczęła rozpływać się w zachwytach nad
                  moim związkiem a później przy koledze gdy bylibyśmy sami wyżalałabym się to
                  chyba byłoby dużo gorsze, nie uważasz?

                  > U nas jest tak, że jeśli ktoś z moich dobrych znajomych nie podobał się mojemu
                  > mężowi to ja powoli kończyłam tę znajomość. I tak kilka z nich wygasło.

                  No ale co oznacza kończenie znajomości? Nie zapraszanie do domu, nie wychodzenie
                  na wspólne zakupy - jeśli tak wolisz... No ale czy notorycznie udajesz że nie
                  widzisz tej osoby?

                  > Jesteś piękna?
                  Nie odpowiem na to pytanie, nie lubię być osądzana po pozorach wink
                  • krtek7 Re: krtek 11.07.06, 10:16
                    Ech, Mysia, szkoda, że nie jeżdżę tym tramwajem z Wami do pracy - miałabyś z
                    kim pogadać!

                    Chyba że jesteś bardzo ładna, to wtedy nie wiem... wink

                    • mysia-mysia Re: krtek 11.07.06, 10:19
                      Oj, a ja myślę że to Ty zaczęłabyś z nim flirtować wink no ale nie musiałabym się
                      wtedy zastanawiać, jak się wobec niego zachować smile
                      • krtek7 Re: krtek 11.07.06, 10:24
                        No, bez przesady, ja nie flirtuję z każdym!

                        Poważnie to kiedyś zdarzało mi się częściej, teraz o wiele rzadziej. Ale, kto
                        wie... smile

                        A może on się "obraził" o to że ... z nim nie flirtujesz? big_grin
                        • mysia-mysia Re: krtek 11.07.06, 10:30
                          > A może on się "obraził" o to że ... z nim nie flirtujesz? big_grin

                          A wiesz co, to jest myśl! Jak mogłam na to nie wpaść? smile))
        • spacey1 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 16:20
          O związek trzeba dbać doskonaląc relacje w związku, dbając o siebie, pielęgnując
          uczucie, ale na pewno nie izolując męża czy żonę od innych ludzi.
          To jest dla mnie "dbanie o związek" właśnie.
          Nadal uważam, że traktowanie męża jak maszyny do ciupciania, która poleci na
          każdą zadbaną, niezamężną, czy też bezdzietną jest dla niego obraźliwe.
          No, chyba, że któryś już raz poleciał.
          Powtórzę: jeśli mąż wolałby inną ode mnie, cóż ja mogę na to poradzić?
      • klebek0 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 16:21
        MYsle,że mysie boli to że to nienormalne.Bo co dziwnego w tym,że ma sie kolege
        z pracy.Moj maz nigdy nie mial nic przeciwko temu,że miałam kolegow,bo fajniej
        sie często gada,niz z babkami). A gosciu jest troche dziwny,może jest
        pantoflarzem i ze wszytskiego spowiadał sie żonie i ona sie boi,żeby jej nie
        zostawił.Zachowuj sie naturalnie,nie zrbiłas nic złego,a że niektórych rozmowa
        koleżanki z kolega=łózko,no cóz tylko współczuć i im ich partneromsmile)
        • spacey1 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 16:26
          we mnie się nawet burzy, jak słyszę, że się dzieli znajomych z pracy i w ogóle
          znajomych na płci. Koleżanki wolno, a kolegów nie. Z kolegami często lepiej się
          gada, niż z koleżankami. Może i prawda, ale ja albo kogoś lubię, albo nie. Tak
          samo, jak drażnią mnie co jakiś czas pojawiające się wątki: czy możliwa jest
          przyjaźń między kobietą a mężczyzną. Jesteśmy przede wszystkim ludźmi, mam
          nadzieję, że nie rządzi nami huć jedynie. jak można odbierać sobie i innym prawo
          do kolegowania się z fantastycznym człowiekiem tylko dlatego, że ma albo nie ma
          instrumentu między nogami. No nigdy tego nie zrozumiem ...
          • mysia-mysia damsko-męska przyjaźń :) 10.07.06, 21:35
            A ja rozumiem takie pytanie. I sama nie wierzę w przyjaźń miedzy kobietą a
            mężczyzną, przynajmniej tą definiowaną jako całkowite emocjonalno-intelektualne
            zaangażownie. Przyjaźniłam się tak jedynie z moim obecnym facetem wink tzn. to
            zaangażowanie nie od razu było całkowite tylko stopniowo się zwiększało. Nie
            zakochałam się nagle ale w końcu nie mogliśmy być już "tylko przyjaciółmi". Z
            innymi kolegami zawsze trzymałam pewien dystans, bo nie było między nami "tego
            czegoś".
            No i tak to jest z tą przyjaźnią wink
        • mysia-mysia Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 20:40
          No właśnie, dużo osób tu radzi, żebym zachowywała się naturalnie. Tylko ja to
          już długo się staram "zachowywać naturalnie" i zaczynam mieć dosyć wink obecnie
          naturalnym zachowaniem byłoby, gdybym na pytanie "czemu mnie nie zawołałaś"
          odpowiedziała "bo nie wierzę że mnie nie widzisz i uważam, że nie chcesz ze mną
          rozmawiać" wink Kto wie, może tak zrobię smile))
    • babajaga50 Re: muszę sobie pogadać bo nie wytrzymam! 10.07.06, 21:29
      współczuję ale... staraj się spojrzeć z innego punktu, np.żony. Ten facet
      prawdopodobie jest już trochę znudzony żonką i szuka podświadomie ( a może i
      świadomie) towarzyszki ..najpierw rozmów. potem ci powie,że żona go nie rozumie
      i że już nie śpią ze sobą...itd. Ty też miewasz problemy ze swoim facetem, i
      bardzo łatwo dasz się pocieszyć. Jeżeli żonka tak myśli to może w porę
      zobaczyła problem, a może go zna na wylot i taka sytuacja już miała miejsce. na
      wszelki wypadek zabroniła mu kontaktu z Tobą. Czyżby nie przewidziała, że
      zakazany owoc najepiej smakuje? współczuję...
    • karanissa O mamo! 11.07.06, 09:53
      Ale się watek zrobil!

      Powiem szczerze, ze zupełnie niezrozumiale jest dla mnie oburzenie tych
      dziewczyn, które dopatruja się „drugiego dna”, ze zona słusznie „zakazala”
      podwozenia, bo na pewno by z tego cos wyniklo… toz to jakas brazylijska
      telenowela się z tego zrobila!

      Wspolczuje zaborczej zonie, wspolczuje uległemu koledze, a mysi radze, żeby
      podeszla do tematu z uśmiechem i wzruszeniem ramion – ze tez istnieja tacy
      komplikatorzy układów damsko-meskich.

      Pracuje w dziale z 8 chlopami i ciagle mnie ktorys zawozi, podwozi, przywozi
      itd. Większość jest żonatych. Przez te X lat ani razu nie spotkałam się z takim
      podejściem ich zon – wciąż ze mna rozmawiaja smile Mój maz już powinien osiwiec
      ze zgryzoty i zazdrości, zwłaszcza ze często zdarzaja się WYJAZDY INTEGRACYJNE
      i ja tak jezdze z nimi sama… na te imprezy…

      Gdyby zdarzylo się tak, ze zauważyłabym „ochłodzenie wzajemnych kontaktow” na
      bazie tego podwozenia, to prawde mówiąc nie posiadałabym się ze zdumienia, co
      tez ludzie potrafia wymyślić, żeby sobie zycie skomplikowac!
    • mysia-mysia Dziękuję 11.07.06, 12:54
      Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia i zrozumienia. Dziś nie spotkałam kolegi w
      tramwaju smile A znajomości poszłam poszukać na forum
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=40795
      Pozdrawiam smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka