Dodaj do ulubionych

Teoryjka domorosłego psychologa

24.08.06, 15:26
na temat klapsów.
Jest następująca:
Dzieci wymagają stawiania im granic. Jest to niezbędne dla ich prawidłowego
rozwoju społecznego.
Ale dzieci - tak samo jak dorośli - są różne. Dla jednych wyraźnym
określeniem granicy będzie wytłumaczenie, dla drugich podniesiony ton,
trzeciemu trzeba będzie powtórzyć kilkakrotnie czego nie wolno itd. A są
dzieci, które w pewnych kwestiach za ustanowienie granicy uznają dopiero
klaps.

I są matki, takie jak ja, których dzieci były tak grzeczne jako maluchy, że
te klapsy, które Elka ode mnie dostała, były wyłącznie wyładowaniem mojej
niecierpliwości, złego humoru itd. Nie szczycę się tym i chociaż nie widzę,
żeby Elka miała na ten temat jakąś traumę, to uważam, że zrobiłam źle.

Są natomiast matki, które z anielską cierpliwością wyczerpują cały
arsenał "środków pedagogicznych": tłumaczenie, dawanie możliwości wyboru,
mówienie "a wyobraź sobie, że tobie ktoś tak...", odwoływanie się do
dziecięcej empatii i tak w koło macieju. A dziecko zachowuje się, jakby
prowadziło z matką jakąś grę w to, kto kogo przetrzyma i z pełną premedytacją
nadal robi to co robiło i co już jest napiętnowane. Bo stawianie granic w ten
sposób nie jest dla niego wystarczające. Bóg raczy wiedzieć dlaczego, ale tak
jest. I być może, że można by znaleźć inną niż klaps metodę "wstrząśnięcia"
tym dzieckiem, metodę ustalenia mu tych granic. Tylko jaką?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 15:43
      Na przyklad izolowanie na pewien czas w innym pokoju. Postawienie do kąta.
      Ignorowanie niektórych zachowań (moje dziecko kilkakrotnie rzuciło sie na
      ziemię z rykiem w sklepie - po prostu ominęłam je jak powietrze, po trzech
      razach nigdy sie to nie powtorzyło). Zrobienie solidnej awantury. Pozbawienie
      istotnego przywileju (do dzis pamiętam, jak mama obiecała, ze mi poczyta, a za
      karę nie poczytała). Żelazna konsekwencja. Kary naturalne - gdy dziecko raz nie
      chciało się zatrzymać na spacerze i biegło na oslep, mimo wołania, natychmiast
      wróciłam do domu, mimo okropnego płaczu dziecka - to był od dawna wymarzony
      spacer "sam na sam", bez siostry, na ktory syn cieszyl się od dawna. To było
      bardzo przykre dla obu stron, ale syn zrzumiał od razu, ze takie zachowanie nie
      będzie tolerowane.
      To nie jest tak, ze albo anielska cierpliwość, tłumaczenie i miły usmiech, albo
      klapsy. Jest sporo rzeczy pośrodku. No i w ten sposób można dalej. Są dzieci na
      które klapsy też nie dzialają. Co wtedy - lać pasem tak długo, az osiagniemy
      cel?
      • nisar Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 15:50
        Właśnie, chodzi o to, że - jak piszesz - "na niektóre dzieci klapsy też nie
        działają". I co wtedy? Ano warto by ustalić, CO w takim razie działa.
        Przysięgam, znam dziecko, na które wydaje się że nie działa nic. Ignorowanie,
        tłumaczenie, stawianie do kąta, obrażanie się, także klapsy.
        Ale są dzieci, na które nie działają powyższe metody, a klapsy tak. I co wtedy?
        Szukać na siłę innych rozwiązań? A jeśli nie można/nie potrafimy ich znaleźć?

        Chodzi mi o to, że nie można dzieci wrzucać do jednego worka i mówić "to jest
        jedyna słuszna metoda" obojętnie czy mówi się o stosowaniu klapsów czy o ich
        unikaniu.
        • aleksandrynka Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 16:07
          > Przysięgam, znam dziecko, na które wydaje się że nie działa nic. Ignorowanie,
          > tłumaczenie, stawianie do kąta, obrażanie się, także klapsy.

          wiesz, tak mi przyszło do głowy, że może takie dziecko potrzebuje trochę
          czułości, uwagi, a tylko się je sztorcuje tłumaczy, zakazuje... A może też tych
          zakazów jest za dużo i ono już nie wyrabia? Może ma za mało powietrza... A może
          dzieje się coś, o czym rodzic nie wie a dziecko nie ma jak powiedzieć...

          Cholernie trudne są takie dyskusje, bo to jakby o wszystkim i o niczym się
          rozmawiało. Dobrze piszesz, nie da się wrzucić wszystkich dzieci do jego worka.
          Każde dziecko rodzi się już z jakimś temperamentem, dodatkowo każda matka w
          ciąży mogła mieć inne przeżycia. Każda mama ma jakąś swoją historię i wynikłe z
          tego sposoby postępowania i widzenia świata, ojcowie podobnie. I jeszcze
          relacje między mamą i tatą, również nie bez znaczenia i cała sytuacja dookoła,
          to takie puzzle, z tym,że u każdego niepowtarzalne. Jest jakiś klucz, jakieś
          ramy, ale co w środku to już indywidualna kwestia. Nie ma jednej uniwersalnej
          miary do zrozumienia każdego człowieka, każdą historię trzeba oddzielnie poznać
          i zrozumieć, o co w tym wszystkim może chodzić.
          • rotera Re: puzzle 24.08.06, 17:31
            dobrze to ujełaś Aleksandrynka.
            Jakiś miesiąc temu oglądałam na TVNStyle a,bo Club już nie pamiętam poradnik
            jakieś Tiny czy Tani jakiejś tam. Rodziny z problemami z dziecmi przyjezdzają
            do domu, wszedzie kamery, obserwuje ich pani psycholog,aalizuje, pmaga.
            Był chłopiec, który bał się jesc czegokolwiek poza herbatnikami i mlekiem, był
            też taki który był niezośny. Jego rodzice powiedzieli ze probuja wszystkiego
            ale on jest nie do wytrzymania. Pokazali materiał nakrecony w domu, w studio
            itd. Rzeczywiście makabra - rzucał się a podłoge, krzyczał, wył, płakał, kopał
            gryzł, pluł...wszystko co ajgorszego można sobie wyobrazić. Chodzący koszmar.
            A po tygodniu okazało się, że matka nigdy go nie chciała, że straciła pierwsze
            dziecko w 20 tyg ciaży i ze myslała, że to drugie to bedzie dziewczynka, a
            chłopiec ją rozczarował, że ma do iego o to pretensje. Ze niby poprawnie w domu
            czyściutko, chopiec zadbany, zabawek multum, wychuchane, wysprzątane od
            linijki, tyle że ikt chłopca nie kochal, nie przytulał... Po tygodniu, kiedy
            rodzice z im rozmawiali śmiali się, bawili, trzymali za rece chłopiec był
            aniołkiem nic ie robił z poprzednich rzeczy, czasami wrecz wyglądał na
            przestraszonego jakby bał się że bańka mydlana zaraz pryśnie.
            Puzzle się w jego przypadku ułożyły.
        • wieczna-gosia Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 19:20
          > Chodzi mi o to, że nie można dzieci wrzucać do jednego worka i mówić "to jest
          > jedyna słuszna metoda" obojętnie czy mówi się o stosowaniu klapsów czy o ich
          > unikaniu.

          o ile klapsy SA jedna metoda to na unikanie klapsow nie jest JEDNA metoda a jest
          ich kilkanascie.
          Na mnie klapsy nie dzialaly. Wtedy bierze sie kij. Moj ojciec wzial kij. I w
          pewnym moenmencie poczul ze zaraz mnie zabije- i jednak przestal lac. Przy
          odrobinie silnej woli kij tez nie zadziala.
      • annba1 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 15:55
        Ja też z perspektywy lat mam swoje obserwacje, zapewne jak każda mama.
        Przerażają mnie jednak mamuśki, które szczycą sie, że nigdy nie dały dziecku
        klapa, a zamiast tego stosują terror! Kary niewspółmierne do przewinienia
        itp.... Wkurza mnie anielska mina mamy, która z uśmiechem oznajmia, że
        skoro "nie wyrzuciłaś papierka do śmietnika, to nie pojedziesz z tatą na
        planowany od miesiąca wypad pod namiot nad jezioro...." Tak koszmarnie krzywdzą
        swoje pociechy.. wymyślając coraz bardziej bolesne psychicznie kary......
        Często też niby spokój przechodzi w lodowatą oschłość, a takie mamuchy lodówy
        wrrr
        • nisar Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 15:59
          W przywoływanej powyżej książeczce p. Nawrota jest historyjka o dziecku, które
          krzyczy na balkonie. Jest tam ewidentnie zamknięte za karę. wali rączkami w
          drzwi balkonowe i woła "maaamoooo". Jedna z obserwatorek komentuje "co to za
          wychowanie, tak się drzeć, powinni przylać w tyłek". Druga na to "Pani, przylać
          to i przylać, ale tak zamknąć? Woła i woła a ta matka potrafi nie słyszeć?"
          Nic dodać nic ująć, jak dla mnie.
      • edytkus Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 17:39
        verdana napisała:

        to ja napisze co moje dziecko "potrafi":

        > Na przyklad izolowanie na pewien czas w innym pokoju.

        po pieciu minutach pokoj wyglada jak po huraganie, WSZYSTKIE zabawki, ksiazki, ubrania i cokolwiek w
        nim sie znajduje jest na podlodze

        >Postawienie do kąta.

        taa, chyba kijem musialabym ja podeprzec - slania sie na nogach ostentacyjnie opadajac do stanu
        lezacego po czym zaczyna speiwac/krzyczec/plakac/tupac/uderzac glowa w podloge/sciane/drzwi do
        szafy itp. itd.

        > Ignorowanie niektórych zachowań (moje dziecko kilkakrotnie rzuciło sie na
        > ziemię z rykiem w sklepie - po prostu ominęłam je jak powietrze, po trzech
        > razach nigdy sie to nie powtorzyło).

        ignorowanie? mojemu dziecku w to graj, a gdybym ominela je w sklepie juz jej bym nie znalazla (kiedys
        moj maz poszedl na zakupy z mala, placi w kasie i sie dziwi ze za oknem lata dziewczynka podobna do
        jego corki, nawet tak samo ubrana; nie mowiac juz o tym ze kiedys wielki sklep sportowy musiano
        zamknac zeby ja znalezc surprised)


        >Zrobienie solidnej awantury.

        tlumacze, prosze, groze, karze, splywa jak po masle, a ona sie smieje

        Pozbawienie
        > istotnego przywileju (do dzis pamiętam, jak mama obiecała, ze mi poczyta, a za
        > karę nie poczytała).

        tez na nic, moje dziecko ma za bujna wyobraznie zeby sie rpzejmowac takimi grozbami: jak mama nie
        poczyta to dziecko bedzie rysowac itp. itd.


        Żelazna konsekwencja. Kary naturalne - gdy dziecko raz nie
        >
        > chciało się zatrzymać na spacerze i biegło na oslep, mimo wołania, natychmiast
        > wróciłam do domu, mimo okropnego płaczu dziecka

        alez moja corka dobrze wie ze rozrywka skonczy sie zaraz jak tylko cos przewini i... ma to w nosie

        > Są dzieci na
        >
        > które klapsy też nie dzialają. Co wtedy - lać pasem tak długo, az osiagniemy
        > cel?

        poddac sie i spokojnie ufarbowac osiwiale wlosy wink))) Nawet te najbardziej krnabrne dzieci maja jakies
        zalety. Ja na pocieszenie wspominam siebie w dziecinstwie - bylam zupelnie taka sama jak moja corka
        a teraz mam kare za klopoty sprawiane mojej Mamie, cala nadzieja w mojej przyszle wnuczce wink
        • bea.bea Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 17:52
          o pieciu minutach pokoj wyglada jak po huraganie, WSZYSTKIE zabawki, ksiazki,
          > ubrania i cokolwiek w
          > nim sie znajduje jest na podlodze


          moje siedziało tak długo ąz posprzątało. ( choc miało 1,5 roku)...a jak mi
          cierpliwośc padła , wchodziłam i pytałam czy juz posprzatał i czy moze mu poóc...
          pomóc to znaczy ja mu podawałam a on wkladał do pudła, czy szafki...jak poszedł
          spac ..układałam w szafce jak powinno być...bo sam przeciez świetnie posprzątał..


          taa, chyba kijem musialabym ja podeprzec - slania sie na nogach ostentacyjnie o
          > padajac do stanu
          > lezacego po czym zaczyna speiwac/krzyczec/plakac/tupac/uderzac glowa w podloge/
          > sciane/drzwi do
          > szafy itp. itd.

          jak wrzeszczał to wrzeszczał...nie słyszałam...
          jak wyszedł , to konsekwentnie został ponownie doprowadzony..
          jak walił głowa..no cóz to jego głowa bolała...

          > ignorowanie? mojemu dziecku w to graj, a gdybym ominela je w sklepie juz jej by
          > m nie znalazla (kiedys
          > moj maz poszedl na zakupy z mala, placi w kasie i sie dziwi ze za oknem lata dz
          > iewczynka podobna do
          > jego corki, nawet tak samo ubrana; nie mowiac juz o tym ze kiedys wielki sklep
          > sportowy musiano
          > zamknac zeby ja znalezc surprised)


          tego zupełnie nie rozumiem....u mnie bło , albo idziesz przy mnie , albo w wózku
          albo za reke....innej mozliwości nie ma ( samopas po sklepie...nie rozumiem)
          ignorowanie nie wchodziło w gre...wiec było lezenie w przedpokoju..i tylko w
          przedpokojy... jak leżał gdzie indziej, został przeniesiony do
          ..przedpokoju...na szczęście w sklepie przypadku nie miałam,

          chciało się zatrzymać na spacerze i biegło na oslep, mimo wołania, natych
          > miast
          > > wróciłam do domu, mimo okropnego płaczu dziecka
          >
          > alez moja corka dobrze wie ze rozrywka skonczy sie zaraz jak tylko cos przewin
          > i i... ma to w nosie


          jesli jest niereformowalne współczuje.....ale mówie nie wierze..

          u mnie kazdy spacer byłby za reke i tylko za reke , bez mozliwości samodzielnego
          biegania....nie wierze że nie poskutkuje
          • mathiola Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 21:59
            moje tez samo ma sprzatac jak nabalagani. Moglby nie wychodzic wtedy z pokoju
            nawet i 3 dni. Siedzi i ryczy ze nie ma sily. A wczoraj ryczal zalosnym glosem:
            jestem spiaaaacy i glooodnyy!!!!!!!!!!!!!! Ojeeeejjj!!!!!! Buuuuuuuu!!!!!!
            Bo mial posprzatac sajgon jaki zrobil, ale zamiast sprzatac bawil sie, a potem
            zrobilo sie strasznie pozno. Zapowiedzialam ze nie wyjdzie z pokoju poki nie
            sprzatnie. Sasiedzi pomysleli ze go maltretuje psychicznie z pewnoscia.
            Musialam sie poddac i mu pomoc, chociaz przysieglam wczesniej ze to tego
            balaganu sie nie dotkne. I tak sie lamie charaktery rodzicom smile)
        • mathiola Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 21:56
          ignorowanie? mojemu dziecku w to graj, a gdybym ominela je w sklepie juz jej
          bym nie znalazla (kiedys
          moj maz poszedl na zakupy z mala, placi w kasie i sie dziwi ze za oknem lata
          dziewczynka podobna do
          jego corki, nawet tak samo ubrana; nie mowiac juz o tym ze kiedys wielki sklep
          sportowy musiano
          zamknac zeby ja znalezc surprised)

          big_grin big_grin
          Usmialam sie smile) Jakbym mojego syneczka widziala. W daichmanie kiedys
          odwrocilam sie od niego na sekunde - przysiegam!! Siegnelam po prostu po buty
          stojace na polce na dole, on byl za moimi plecami. Kiedy sie podnioslam nie
          bylo go NIGDZIE. Razem z ochroniarzem oblecielismy caly sklep, nie bylo go,
          wsiakl! Wylecialam przed sklep (z rozpedu razem z koszykiem i nie zaplaconymi
          butami w nim smile)) - Znalazlam go, a wlasciwie ochroniarz go przyprowadzil - z
          sasiedniego Media Mrktu. jak i kiedy zdazyl tam pobiec - nie wiem. Wiem ze jak
          go znalazlam, to bylam tak uszczesliwiona i przestraszona, ze nawet zapomnialam
          na niego nakrzyczec. smile)
        • weronikarb Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 10:01
          Edytkus podpisuje sie obiema rekami pod Twoją wypowiedzią.
          Gdy piszą o "metodach" na dzieci to się też śmieje, bo wszystko wypróbowałam i
          nic nie pomaga, bo mały ma tyle zajec, ze gdy na jdno nie pozwalam on robi 10
          innych (głównie mówię o tych na "nie wolno")

          Edytkus, ale pociesze Cię to troche z czasem się uspokaja.
          Pamiętam gdy miał roczek, gdy miał 2 lata i teraz gdy ma prawie 3 to teraz jest
          duuuuużo spokojniejszy. Mam czas nawet kawe z nim wypić (on musi z mamą, on ma
          zbożowa ja naturalna) tiaaaa fakt trwa to niecale 10 minut, ale co czlowiek
          usiadzie to usiadzie smile
      • linka9 nisar - b. mądrze napisane 24.08.06, 18:18
        verdana napisała:

        > Na przyklad izolowanie na pewien czas w innym pokoju.

        Czyli znowu piszesz o dziecku, któremu mozna wyznaczyc granice w inny sposób.
        Nie bierzesz pod uwagę dzieci, które NIE POZWOLĄ sie ODIZOLOWAĆ w pokoju (bez
        uzycia siły). I dalej pytanie nisar jest aktualne.

        > Postawienie do kąta.
        j.w.
        Dzieci, które posłusznie idą do kąta na ogół NIE wymagają klapsów. Bo i po co?
        Skoro działają inne, mniej inwazyjne (ze tak powiem) metody.

        > Ignorowanie niektórych zachowań (moje dziecko kilkakrotnie rzuciło sie na
        > ziemię z rykiem w sklepie - po prostu ominęłam je jak powietrze,

        W jaki sposób ominiesz jak powietrze dziecko bez użycia przemocy fizycznej,
        które rzuca się na Ciebie (np przez godzinę) ?

        > Zrobienie solidnej awantury.

        1. Niekoniecznie skutkuje.
        2. Mam powazne wątpliwości czy owa pyskówka z dzieckiem nie jest gorsza niż klaps.

        >Pozbawienie
        > istotnego przywileju (do dzis pamiętam, jak mama obiecała, ze mi poczyta, a za
        > karę nie poczytała).

        Verdana, powiedzmy, ze dziecko rzuca sie na Ciebie (bo chce coś wymusić), czy
        niebezpiecznie skacze po łóżku , a Ty oznajmiasz, że ... nie poczytasz mu bajki
        za karę

        >Kary naturalne - gdy dziecko raz nie

        NIE każdej sytuacji istnieją kary naturalne.

        • wieczna-gosia Re: nisar - b. mądrze napisane 24.08.06, 19:27
          > Verdana, powiedzmy, ze dziecko rzuca sie na Ciebie (bo chce coś wymusić), czy
          > niebezpiecznie skacze po łóżku , a Ty oznajmiasz, że ... nie poczytasz mu bajki
          > za karę

          przytrzymuje. Nie mowiac juz o tym, ze nie wyobrazam sobie sytuacji ze dziecko
          sie na mnie rzuca- jesli sie rzuca- w pierwszej kolejnosci zajelabym sie jego
          rzucaniem- w drugiej tym, czemu sie rzuca.
          Rzucajace dziecko omija sie jak powietrze w ten spsob ze sie je z siebie
          zdejmuje. odsuwa i robi sie swoje. Przemek tez na mnie wisial- ostatnio juz nie
          wisi i nie ryczy- wrecz przeciwnie powtarzane "jesli nie przestaniesz plakac to
          ci nie dam" zaczyna dzialac i moje dziecko zwyczajowo zaczyna ryczec bo mu sie
          odmoowilo po czym sobie przypomila i przez chlipanie i lzy zaczyna mowic "mamo
          jusz nie pacie". ale wymagalo to dwoch dobrych miesiecy.
          • rita75 Re: nisar - b. mądrze napisane 24.08.06, 19:51
            Znowu porownanie, wiem, ze je lubisz...tak mi sie nasunelo.
            Klaps jest tym dla wychowania, czym srodek przeciwbolowy dla ewidentnej
            chorobywink
            Pomaga doraźnie, ale nie leczy przyczyny.
          • linka9 Re: nisar - b. mądrze napisane 24.08.06, 20:41
            wieczna-gosia napisała:

            > przytrzymuje.

            Jeżeli natrafisz na wyjatkowo krnąbrego osobnika walczącego o przewodnictwo w
            stadzie, to możecie się tak dłuugoo trzymaćsmile I taka szarpanina dopiero
            wprowadza chaos w głowie dziecka.

            >Nie mowiac juz o tym, ze nie wyobrazam sobie sytuacji ze dziecko

            Odnoszę wrażenie, że właśnie czasami wyobraźnia przestaje działać w pewnych
            sytuacjach i pewnie również stąd pewne nieporozumienia.

            >ale wymagalo to dwoch dobrych miesiecy.

            Gosia, wiemy, że Ty masz fajne dzieciaki i nie trzeba ich praćsmile

            Temat klapsów wałkowany w koło, ale ujęcie nisar mi się spodobało i połknęłam
            haczyk kolejny raz, bynajmniej nie dlatego, że uważam bicie za wspaniałą i ze
            wszech miar słuszna metodę wychowawczą, zastępującą przy tym inne działania.
          • mkolaczynska Re: nisar - b. mądrze napisane 25.08.06, 07:07
            wieczna-gosia napisała:

            >ale wymagalo to dwoch dobrych miesiecy.
            No to masz bardzo grzeczne dziecko.
        • mathiola Re: nisar - b. mądrze napisane 24.08.06, 22:05
          A propos izolowania w pokoju - moj syn mial kiedys jakas straszna faze,
          dostawal napadow strasznego szalu. I pojednym takim przedstawieniu postanowilam
          ukarac go przez izolowanie w pokoju. Kazalam mu pojsc, powiedzial: Nie.
          Zaprowadzilam go tam za reke, wyrwal sie i uciekl, zlapalam znowu za reke zeby
          zaprowadzic, prawie wyrwal drzwi z zawiasow, rzucil sie na podloge, podnioslam
          go, zeby go zaniesc, wyrywal sie jak piskorz i darl sie przy tym tak, ze
          slychac go bylo z pewnoscia na ulicy.
          Zrozumialam, ze stawianie granic ma swoje granice, a konsekwencja w pewnym
          momencie zamienia sie w smiesznosc. Zostawilam go w tym miejscu, w ktorym lezal
          na podlodze i sama postanowilam sie odizolowac - pobiegl za mna i dalej ryczal,
          wrzeszczal, walil czym popadnie... To bylo straszne. Pierwszy raz widzialam go
          w takim stanie.
          Wiec izolacja nie zawsze jednak wchodzi w gre.
          Jemu na szczescie ta faza minela, a co jesli sa dzieci ktore sa takie caly
          czas??
          • verdana Re: nisar - b. mądrze napisane 24.08.06, 22:24
            Eh, bo dla mnie w ogóle ta słynna "konsekwencja" w wychowaniu dziecka jest
            mocno przeceniana. Czasem dziecko jak najbardziej zasługuje na karę, ale jak
            zaczynamy ja wymierzać, to nagle okazuje się, ze lekarstwo jest gorsze od
            choroby.
            Nie raz mi się zdarzyło pod wpływem jakiegos "nietypowego" zachowania dziecka
            zmienić karę na nagrodę - na przytulenie i powiedzenie "ale co sie własciwie
            dzieje, co takiego strasznego się stało?". Szczerze mówiąc, o ile kary
            działały, albo i nie działały, to prawie zawsze w momencie nieoczekiwanej
            amnestii dziecko dziecko wybuchało strasznym płaczem, po czym sprawa zostawała
            wyjaśniona polubownie i ku obopólnemu zadowoleniu -późniejszej demoralizacji
            nie stwierdziłam.
            No i na 100% nie ma żadnej dobrej kary dla każdego dziecka. Moja córka, jako
            małe dziecko za absolutnie najwyższy wymiar kary uznawała popatrzenie jej
            groźnie w oczy - do tego stopnia, ze stosowałam to bardzo rzadko, bo mi było
            żal. na syna to sobie moglam patrzeć w nieskończoność, bez efektu. Nie można
            jej też było zostawiać samej w pokoju, choć byla to idealna kara dla syna.
            • linka9 eh, życie ... 24.08.06, 22:51
              verdana napisała:

              > Eh, bo dla mnie w ogóle ta słynna "konsekwencja" w wychowaniu dziecka jest
              > mocno przeceniana.

              Ja do takich samych wniosków dochodzę. Konsekwencja nie może być celem samym w
              sobie.

              >Czasem dziecko jak najbardziej zasługuje na karę, ale jak
              > zaczynamy ja wymierzać, to nagle okazuje się, ze lekarstwo jest gorsze od
              > choroby.

              Dokładnie. Czasami lepiej pozwolić, aby organizm wychorował się i sam uzdrowił.
              Lekarstwo (kara, konsekwencja) osłabia go dodatkowo. Niemniej zawsze ostro stoję
              na stanowisku, że kiedy zaczyna się świadome, z premedytacją chodzenie po głowie
              czas na najboleśniejsze zastrzyki nadszedł, dla wspólnego dobra trzeba odpuścić
              rozczulanie sie i dzielenie włosa na czworo.

              > Nie raz mi się zdarzyło pod wpływem jakiegos "nietypowego" zachowania dziecka
              > zmienić karę na nagrodę - na przytulenie i powiedzenie "ale co sie własciwie
              > dzieje, co takiego strasznego się stało?".

              Bo to jest w sumie dobry sposób. Przecież i my dorośli nieraz zapominamy, źle
              postępujemy, ogarnia nas lenistwo, a gdyby ktoś zechciał nam za to przyłożyć ...
              Problem chyba jednak własnie w wyczuciu, ograniczeniu manipulacji, rozróżnieniu
              świadomego ciągłego przekraczania pewnych granic przez dziecko, a zwykłej
              ludzkiej niedoskonałosci i nieudolności, czy prawa do własnego zdania.

              > No i na 100% nie ma żadnej dobrej kary dla każdego dziecka.

              A nam się ciągle marzy prosta recepta ...




    • babka71 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 15:58
      teoryjka moja:..
      ostanio syn zapytał dlaczego mnie nie bijesz ?? No no!! uderz
      wreszcie..czekam!! i wywalił pupe do klaspa..rozesmiałam się i zapytałam
      dlaczego chcesz zebym Cie uderzyła??
      Boo mama x-a to bije i daje w du..pe, A Ty tylko gadasz, a nie bijesz, ja wolę
      zebyś przestała gadać ..he he ..
      Nie jestem w stanie dać dziecku klapsa tak po prostu..
      ale w obronie słabszych(zwierzeta, dzieci) Mogę !! i to robię..
      • verdana Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 16:06
        Na pewno lepiej dać klapsa niż znęcać się nad dzieckiem psychicznie - tyle, ze
        to nie jest żaden argument za stosowaniem klapsów, jako metody wychowawczej.
        Jeżeli na dziecko dziala tylko klaps, to bardzo niedobrze. Bo w gruncie rzeczy
        oznacza to, ze dziecko ma respekt tylko przed siłą fizyczną. Mozna zastanowić
        się, jakie to może mieć konsekwencje dla jego przyszłości.
        • malila Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 17:17
          verdana napisała:
          > Jeżeli na dziecko dziala tylko klaps, to bardzo niedobrze. Bo w gruncie
          rzeczy
          > oznacza to, ze dziecko ma respekt tylko przed siłą fizyczną. Mozna zastanowić
          > się, jakie to może mieć konsekwencje dla jego przyszłości.

          Najpewniej ten respekt dla siły fizycznej i zachowań agresywnych mu zostanie. I
          wcale nie musi wyrosnąć z niego młodociany przestępca. Jest przecież całe
          mnóstwo ludzi, którzy szanują wyłącznie tych, którzy na nich krzyczą czy
          traktują z góry, a uprzejmość i życzliwość mylą ze słabością.

          Ale ja tu chciałam o byłym przedszkolu moich chłopaków. Mój młodszy syn był w
          grupie z - że tak się wyrażę - lumpami. Grupa była uznawana z tego względu za
          trudną. Zajmowała się nimi kobieta (pedagog specjalny z trzydziestoletnim
          stażem), która wielu rodzicom się nie podobała; miała koszmarne podejście do
          dzieci, ale dyrektorka na nasze uwagi nie reagowała i twierdziła, że ona jedna
          sobie z tą właśnie grupą radzi. No cóż, radziła sobie kobiecina jak umiała, a
          umiała głównie karać i opieprzać. Dzieciakom się nie poprawiło, tyle że w
          obecności wzmiankowanej nauczycielki coraz częściej nerwowo się rozglądały, czy
          aby na pewno to, co robią, nie spowoduje kary. Bez względu na to, czy
          zamierzały rzucic pilke do kolegi, czy przerzucic ja przez ogrodzenie. Kazdy
          ruch zaczynal wywolywac lek. Po roku pania zwolniono. Na jej miejsce wrocila
          nauczycielka, ktora uczyla wczesniej mojego starszego. Przecudowna kobieta.
          Wyprowadzila te dzieciaki na prosta. Bez bicia, bez terroru psychicznego.
          Dzieciaki, ktore sie tlukly, byly niesubordynowane. A ja mam wrazenie, ze jedna
          z najwazniejszych rzeczy bylo to, ze ona nie sprowadzala ich zachowania do
          zlosliwosci.

          Małgosia
          • elf1977 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 18:38
            Pracowałam przez rok z trudnymi dziećmi w klasach terapeutyczych. Spotkalam się
            z takimi przypadkami, z ktorymi żaden nauczyciel ani rodzic nie był sobie w
            stanie poradzić. Żadne metody nie skutkowały, przez rok narosło we mnie tyle
            frustracji i nichęci, że złożyłam wypowiedzenie. Cieszę się, że nie muszę
            nikogo"wyprowadzać na prostą" i że będę "pracować" od września z "normalnymi"
            klasami.
            Uważam, że są dzieci, na które żadne zachowania, kary, pochwały i inne nie
            skutkują. Może dla tych dzieci było za późno, może dało się je wcześniej
            wyprostować? Ja w każdym razie, mimo wiedzy pedagogicznej, psychologicznej, nie
            wierzę w stuprocentową skuteczność metod wychowywania (w tym i klapsów
            oczywiściesmile)
        • wieczna-gosia Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 19:21
          Bo w gruncie rzeczy
          > oznacza to, ze dziecko ma respekt tylko przed siłą fizyczną. Mozna zastanowić
          > się, jakie to może mieć konsekwencje dla jego przyszłości.

          i co doprowadzilo do takiego stanu z jego przeszlosci. Wbrew pozorom wiekszosc
          takich sytuacji zmienic mozna. Tylko trzeba chciec.
    • bea.bea Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 16:54
      myslę, ze przy okazji takiego tematu , warto zapytać , za co matki klapsują, i
      jak powinno zachowywac sie dziecko , by nazwać je grzecznym....
      jakoś nie wierze w te nieustawialne dzieci....znam pare klapsowanych, których
      matki rwą włosy , ze im sie taki egzemplarz trafił....ale patrząc z boku, to po
      prostu ich wina....i jedna głowna jest brak konsekwencji i egzekwowania kary
      przez siebie zadanej....i co dziecko...dziecko wie , ze mama moze mu naskoczyć...
      a mama mysli o ahd....paradoks po prostu...

      • verdana Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 18:33
        A ja sie tak zastanawiam - czy oprocz przypadkow ewidentnych zaburzeń
        zachowania, fakt, ze dziecko nie reaguje na nic poza siłą fizyczną, nie jest
        aby winą rodziców?
        • bea.bea Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 19:13
          zgadzam sie z toba w 100%...i też tak myślę.
          a kiedy czytam "co" stanowi ten beznadziejny czyn, za który trzeba klapsnąć......
          szkoda gadac...

          ciagle powtarzam..matkom brak kreatywności i konsekwencji...dwa razy
          przyprowadziła z podwórka do domu...rzeci raz bije, bo dwa razy nie skutkuje...
          u mnie czasem za 7mym nie skutkowało, ale za 11 juz tak...smile))
        • rita75 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 19:45
          fakt, ze dziecko nie reaguje na nic poza siłą fizyczną, nie jest
          > aby winą rodziców?

          Jest, niestety.
        • linka9 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 20:47
          verdana napisała:

          > A ja sie tak zastanawiam - czy oprocz przypadkow ewidentnych zaburzeń
          > zachowania, fakt, ze dziecko nie reaguje na nic poza siłą fizyczną, nie jest
          > aby winą rodziców?

          Verdana, to nie w tym rzecz, że dzieciak na NIC NIGDY nie reaguje i klapiemy na
          okrągło. Toż przecież absurd. Albo zaburzenia psychiczne (dziecka? rodziców)
          wyższego rzędu. Szkoda nawet rozważać na forum, bo bez pomocy z zewnątrz i tak
          się nie obejdzie.
          • verdana Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 21:47
            To kiedy "klapsujesz" dziecko? Widzę, ze usiłujesz tu do jednego worka wrzuccić
            uzyce sily (np przytrzymanie dziecka, wyniesienie go do drugiego pokoju) i
            bicie go. To absolutnie nie jest to samo. Wiec jakie zachowania dziecka
            zasługują na danie po tyłku?
            • linka9 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 23:07
              verdana napisała:

              > To kiedy "klapsujesz" dziecko?

              Na ten temat pisałam już wielokrotnie i nie chce mi się już wchodzić w
              szczegóły. Osobiście raptem zdarzyło mi się to kilka razy, z czego część w
              afekcie (biję się w piersi), a część z pełną świadomością. Ponadto kilkakrotnie
              obserwowałam sytuacje, kiedy to będąc na miejscu innych rodziców bez wahania
              dałabym klapsa.

              >Widzę, ze usiłujesz tu do jednego worka wrzuccić
              > uzyce sily (np przytrzymanie dziecka, wyniesienie go do drugiego pokoju) i
              > bicie go.

              Tak, bo dla mnie to ten sam gatunek: użycie przemocy fizycznej.

              >To absolutnie nie jest to samo.

              Szarpaniana z dzieckiem, przytrzymywanie na siłę (oczywiście nie w każdym
              przypadku)to również przemoc fizyczna jak ów klaps czy nawet lanie. No chyba, że
              bawimy się z dzieckiem w kotka i myszkę usiłując go odizolować w innym pokojuwink

              • vharia Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 23:59
                Zgadzam się, że "przytrzymywanie" to przemoc fizyczna, nie czarujmy się. No,
                chyba, ze ktoś ma tak potulne dziecko, ze daje się symbolicznie przytrzymywać i
                wyprowadzać, gdzie chcemy.
                Przeciętnie energiczny kilkulatek będzie bardzo cieżki do utrzymania i
                wykorzysta cały arsenał środków, żeby się nie dać przytrzymać. Taka była moja
                córka ("klaustrofobik", jak sie później okazałosmile). Zrezygnowałam z
                przytrzymywania, bo dostawała szału i musiałbym używać przemocy zagrazającej jej
                bezpieczeństwu!!! Dla wyrywającego się dziecka metoda ta będzie zwyczajnie
                bolesna, więc bzdurą byłoby stosowanie jej po to, aby uniknąć klapsów.
                • malila Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:02
                  Ze jedno i drugie to użycie przemocy, to się zgadzam. Ale żeby Wam było
                  wszystko jedno, czy ktoś Was przytrzymuje, czy leje, sorki - klapie, to ciężko
                  mi uwierzyć.
                  • linka9 co gorsze? - zależy pewnie od sytuacji 25.08.06, 00:09
                    malila napisała:

                    > Ze jedno i drugie to użycie przemocy, to się zgadzam. Ale żeby Wam było
                    > wszystko jedno, czy ktoś Was przytrzymuje, czy leje, sorki - klapie, to ciężko
                    > mi uwierzyć.

                    Próbuję sobie wyobrazić ... Powiedzmy, że jakiemuś furiatowi nadepnęłam w
                    kolejce na palec; moja wina wierciłam się straszniewink On w zamian: a) pacnął
                    mnie w nogę b)chwycił mocno w pół i zaczął wyrzucać z kolejki. Wolałabym jednak
                    wariant a)
                    • malila Re: co gorsze? - zależy pewnie od sytuacji 25.08.06, 00:28
                      Noo nieee, najpierw jest ostrzeżenie: jeśli się pani nie przestanie krecić, to
                      usunę panią z kolejkismile)
                      • linka9 Re: co gorsze? - zależy pewnie od sytuacji 25.08.06, 00:35
                        malila napisała:

                        > Noo nieee, najpierw jest ostrzeżenie: jeśli się pani nie przestanie krecić, to
                        > usunę panią z kolejkismile)

                        Przecież napisałam, że furiat; działał bez ostrzeżeniasmile
                        Kurcze, a może ostrzegał, tylko nie słyszałam, aż nagle poczułam się w uwięziwinkwinkwink

                        Taki głupi przykład mi przyszedł do głowy, ale naprawdę w tym wypadku wolałabym
                        to klapnięcie.
                  • vharia Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:30
                    Powiem więcej:
                    uważam, ze "przytrzymywanie wprowadza chaos w dziecięce emocje, ponieważ jest
                    bardzo bliskim (z konieczności) kontaktem z rodzicem, ale jest "złe". Taki
                    kontakt to wcześniej przytulanie, głaskanie a tu nagle- przemoc i coś, przed
                    czym dziecko odruchowo sie broni. Zawsze było to coś, czego pragnie i ceni.
                    Był to drugi z powodów, dla których zrezygnowałam z tego po jakichś dwóch chyba
                    mizernych próbach. Dziecko spojrzało na mnie jak na niebezpiecznego psychopatęsmile
                    • malila Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:32
                      A właściwie dla czego ją przytrzymywałaś, jeśli można wiedzieć?
                      • vharia Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:33
                        rzucała sie na podłogę
                      • vharia PS 25.08.06, 00:34
                        albo demolowała szafysmile
                    • linka9 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:38
                      vharia napisała:

                      > Był to drugi z powodów, dla których zrezygnowałam z tego po jakichś dwóch chyba
                      > mizernych próbach. Dziecko spojrzało na mnie jak na niebezpiecznego psychopatę:

                      Ale są tez dzieci, które w pewien sposób czują się wtedy bezpieczne, uspokajają
                      się. Niemniej dla innych będzie to zdecydowanie gorsze przezycie niz mocny klaps.
                  • mkolaczynska Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 09:26
                    hmmm gdybym miala sama wybierać na swoją skóre to wybrała bym klapsa trwa to
                    zdecydowanie krócej i własnie podczas klapsa nie masz poczucia że twoja siła
                    fizyczna i twoje chcę nic nie znaczą, wobec woli dorosłego/silniejszego.
              • aleksandrynka Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:34
                > >Widzę, ze usiłujesz tu do jednego worka wrzuccić
                > > uzyce sily (np przytrzymanie dziecka, wyniesienie go do drugiego pokoju)
                > i
                > > bicie go.
                >
                > Tak, bo dla mnie to ten sam gatunek: użycie przemocy fizycznej.


                jeśliby sięgnąć do źródeł "przemoc" znaczy - przeciwko mocy. I w tym sensie
                przytrzymanie dziecka jest przemocą - ktoś silniejszy ma przewagę i ją
                wykorzystuje. ALE klaps służy zadaniu bólu, nie oszukujmy się, natomiast
                przytrzymanie dziecka służy ograniczeniu go, dosłownie, uniemożliwieniu
                jakiegoś działania. Dlatego moim zdaniem postawienie przytrzymania i uderzenia
                w równowadze uważam za nieporozumienie, jeśli nie za bzdurę smile
                • linka9 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:43
                  aleksandrynka napisała:
                  >ALE klaps służy zadaniu bólu, nie oszukujmy się, natomiast
                  > przytrzymanie dziecka służy ograniczeniu go, dosłownie, uniemożliwieniu
                  > jakiegoś działania.

                  Cel moze byc ten sam: przywrócenie do pionu (mówiąc górnolotnie). Jeśli
                  dzieciak, jak to wyżej było podane demoluje szafę, to zarówno klaps, jak i
                  przytrzymanie ma na celu powstrzymanie go. To, że akurat zaboli ma tu
                  drugorzędne znaczenie.
                  • aleksandrynka Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 11:00
                    > aleksandrynka napisała:
                    > >ALE klaps służy zadaniu bólu, nie oszukujmy się, natomiast
                    > > przytrzymanie dziecka służy ograniczeniu go, dosłownie, uniemożliwieniu
                    > > jakiegoś działania.
                    >
                    > Cel moze byc ten sam: przywrócenie do pionu (mówiąc górnolotnie). Jeśli
                    > dzieciak, jak to wyżej było podane demoluje szafę, to zarówno klaps, jak i
                    > przytrzymanie ma na celu powstrzymanie go. To, że akurat zaboli ma tu
                    > drugorzędne znaczenie.

                    no nie wiem, jak klaps ma powstrzymać - a jak nic nie da? To co, walnąć
                    mocniej? A gdy przytrzymujemy dziecko to ono po prostu nie ma możliwości dalej
                    demolować tej szafy.
                    I powiedz mi, bo nie kumam - dlaczego to, że klaps boli ma drugorzędne
                    znaczenie? Teraz to już nic nie rozumiem, co w takim razie ten klaps załatwia?
                • vharia Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 10:04
                  > ALE klaps służy zadaniu bólu,
                  Jeśli tak jest, to matka/ojciec na leczenie. Zdrowy na umyśle człowiek nie daje
                  klapsa, żeby bolało!!! To jest dopiero nieporozumienie.


                  > przytrzymanie dziecka służy ograniczeniu go, dosłownie, uniemożliwieniu
                  > jakiegoś działania. Dlatego moim zdaniem postawienie przytrzymania i uderzenia
                  > w równowadze uważam za nieporozumienie, jeśli nie za bzdurę smile

                  WSZYSTKIE kary muszą wymierzać rodzice panujacy nad sobą. Złe intencje zawsze
                  obróca się na niekorzysć. Kary teoretycznie-poprawne-politycznie będa
                  antywychowawcze i sadystyczne jeśli delikwentowi puszczą nerwy i "teraz to
                  on/ona gó..arzowi pokaże". Nic wtedy nie pomoze taka na topie rezygnacja z klapsów.
    • babsee Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 22:19
      Moja córa ma charakterek ze szkoda gadać.Szelma jest i tyle.I jak skonczyla 7
      miesięcy to zarówno neurolog jak i pediatra powiedzieli nam"trzymać krótko".I
      tak też robimy.Poświecam jej dużo uwagi bo wiedze ewidentnie,ze jak nie zwraca
      sie na nią uwagi,nie rzuca hasel do zabawym,nie pomaga w wymyslaniu nowych
      zabaw, po prostu robi sie swoje a dziecię ma sie bawic samo-to od razu pojawia
      sie zle zachowanie.Oczywiscie nie oznacza to,ze siedze z nią caly dzien i nic
      innego nie robie,ale z cierpliwościa Jagusia ma poważny klopot.W żlobku panie
      poświecily 2 miesiące na to,by dostawala jedzenie w normalnej kolejności(czyli
      jako 7 czy 15) a nie jako pierwsza,Darla sie takze bylo ją slychac na calym
      osiedlu.Złobkowe panie mi pomogły..jestem im wdzięczna.
      Kary?jakas Mama oburzyla sie (bo chyba o mnie pisala)ze jak Jaga zaczyna
      świrowac to ja mowie"Jesli nie prtzestaniesz krzyczeć to Mama przestanie z Tobą
      rozmawiać"zawsze ale to zawsze powtarzam 3 razy.Zawsze.I konsekwntnie milcze.Az
      nagle ona,po wrzaskach i placzach,siada na taboreciku i
      mowi"psieprasiam,porozmawiamy?"I rozmawiamy.
      W sklepie scene zrobila raz-polozyla sie na srodku i zaczela ryczeć
      potwornie.Zeby nie przeszkadzac innym ludziom, wynioslam dziecie na
      dwor,polozylam na trawniku a sama usiadlam na schodkach i czekalam az jej
      przejdzie(batonika chciala)Przeszlo.Nigdy już tego nie powtorzyla,Ostatnio na
      spacerze z mężem nagle histeria "chciem na rączki" wobec stanowczej
      odmowy-ryk.Pan mąż wsadzil wyjące dziecko do domu i wrocil do domu.Dziecie nie
      wyszlo na spacerek w tym dniu-sceny nie powtorzylo.
      Kiedyś wysypala kosz z zabawkami i radosnie z szelmowskim usmiechem powiedziala
      ze jak Mama sprzata caly dom to i to posprząta-szlag mnie trafil.Siedziala nad
      tym koszem 45 minut bo mąż nie pozwolil jej odejsc dopoki nie pozbiera, oferując
      rownoczesnie pomoc przy zbeiraniu tego balaganu.Az czkawki dostala.Pozbirala z
      mężem.
      Ostatnio w sklepie pani sprzedawczyni pochawlila mnie mowiąc-pani dziecko takie
      grzeczne-zawsze odklada na miejsce te batoniki i nie placze.
      Gdyby wiedziala co Jaga potrafi...
      Wychowanie jej kosztuje mnie morze cierpliwości.Czytam arytkuly w necie,rady
      psychlogow,rady Matek na inncyh forach,namietnie oglądam filmiki z wychowaniem
      dzieci.Trzeba mnostwo wysilku zeby wychowac krnąbrne dziecko bez klapsów.ja
      pracuje nad tym od 7 miesiąca życia Jagusi.
      • lila1974 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 22:32
        Koniczyna popadla ostatnio na "miauczenie" i płaczliwośc. Jesli widze, ze
        ewidentnie nie ma powodów do płakania a ona ryczy, to nie rozmawiam z nią, aż
        nie przestanie.
        Ona beczy i coś jazgocze, ja mówię:
        - nie rozumiem.
        I tak ze 3 razy. Ewentualnie dodam: "Nie będe z Tobą rozmawiać, kiedy
        histeryzujesz. Porozmawiamy jak się uspokoisz."
        Po chwili widzę, ze próbuje pohamowac łzy i rozmawiać ze mną po ludzku, wtedy
        jej słucham.
        Klepnięcie jej w dupsko w tym momencie spowodowaloby tylko wiekszą histerię.
    • babsee Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 22:27
      Ale z innej beczki-mam koleżanke ktora ma córeczke-3 lata.Piekna jest tak samo
      jak niedobra.Mają już syna-kochany,grzeczny mily chlopie.A ta?szatan
      wcielony.Sama wymierza sobie kary!Idzie po pokoju i nagle podchodzi i
      bach!kopnie psa-od razu leci do kąta i krzyczy-ile mam stać Mamao?No nóż sie
      otwiera...
      Nie chce iśc za rączke?okej,nie idzie.Trzeba wrocic za kare do domu-wraca i
      siedzi w domu.A na następny dzien robi to samo-nie chce isc za rączke i sama sie
      odwraca i mowi_wracamy do domu?
      Ostatnio pomalowala dlugopisem encyklopedie-wie doskonale ze ksiązek rodzicow
      sie nie rusza-ale wlazla, sciągnela i pomalowala.Za kare miala poukladac swoje
      książeczki.Nie uwierzycie....poukladala te książeczki w ciszy i milczeniu a
      następnie poleciala znow po te encyklopedie i wyrwala kartki!!!Koleżanka mowi ze
      po prostu wyszla z domu bo swierdzila ze ją udusi...
      tak wiec-niektore dzeciatka sa szelmy i już.
      • lila1974 babsee 24.08.06, 22:42
        Nie wiem z czego wynika takie zachowanie ale córka koleżanki odkąd pamiętam
        zachowywała się równie wrednie.
        Nie było dla niej kary, bo każdą potrafiła przyjąć ze stoickim spokojem
        bezczelnie śmiejąc się matce w twarz.
        Np.
        Zrobiła bałagan, którego nie chciala sprzątać, matka mówiła do niej, że nie
        wyjdzie z pokoju dopóki tego nie zrobi. Mijaly godziny, ona nie sprzątala, ale
        tez nie pytala, czy może wyjść. Kiedy mama wołalą ją na posilek, ona
        odpowiadała z satysfakcją:
        - Nie wolno mi wychodzić z pokoju.

        Miala nielad w swoim biurku, albo teczce, nie pamiętam. Mama mówi do niej raz i
        drugi, ze ma poukladać swoje rzeczy. W końcu krzyczy na nią:
        - Jak nie poukladasz, to Ci ke wszystkie wywalę do śmieci.
        - Wywal, pójdę do szkoly bez i powiem pani, ze wywaliłaś.

        Kiedy próbowala ją ukartać w jakiś sposób, ta potrafila wystawić glowę przez
        drzwi i szantażować matkę:
        - jesli do mnie podejdziesz, będę wzywała pomocy. narobię ci wstydu. powiem, z
        emnie bijesz.

        Ale tak sobie myślę, czy jej zachowanie nie bylo wynikiem tego, ze obserwowała
        ojca, który chyba dość lekceważąco tę moją koleżankę traktował ...
        • triss_merigold6 Re: babsee 24.08.06, 23:11
          Sorry ale nie wierzę, żeby dziecko tak z genetycznego/wrodzonego uwarunkowania
          miało takie jazdy. Musiało coś być w domowych klimatach...
          • linka9 Re: babsee 24.08.06, 23:20
            triss_merigold6 napisała:

            > Sorry ale nie wierzę, żeby dziecko tak z genetycznego/wrodzonego uwarunkowania
            > miało takie jazdy. Musiało coś być w domowych klimatach...

            No, niestety są dzieci krnabrne i trudne, czy nam sie to podoba czy nie.
            Doszukiwanie się na siłę przyczyny w domowych klimatach to nieporozumienie. Bo
            tak na dobrą sprawę nie ma ludzi / rodzin doskonałych i wziąwszy po lupę w
            każdym domu znajdą się "złe klimaty". Problem jednak w tym, że owe klimaty (nie
            mówie tu oczywiscie o patologii) nie wpłyną np na 90(kilka)% dzieci, podczas gdy
            pewne jednostki zawsze odpowiednio wyczują każde zawirowanie powietrza.
            • triss_merigold6 Re: babsee 24.08.06, 23:23
              Opisane wyżej totalne lekceważenie rodzica nie wzięło się z powietrza.
              Dziecko może być uparte, konsekwentnie się zatnie, dostanie ataku histerii ale
              bez inspiracji zewnętrznej nie poleci takimi tekstami.
              Jak sobie wychowasz tak masz.
              • malila Co masz na myśli 24.08.06, 23:28
                pisząc o inspiracji zewnętrznej?
                • triss_merigold6 Re: Co masz na myśli 24.08.06, 23:32
                  O tym, że widziała takie relacje i słyszała teksty o podobnym wydźwięku np.:
                  matka do ojca - gdzie znowu wychodzisz wieczorem? a ojciec - pocałuj mnie w
                  dupę, nie będę się tłumaczył. Mam rozwijac przykłady?
                  • lila1974 Re: Co masz na myśli 24.08.06, 23:36
                    Nawet nie musi tak.
                    Wystarczy, ze w codziennym życiu Ci ludzie będa się lekcewazyli, żyli obok
                    siebie.
                  • malila Re: Co masz na myśli 24.08.06, 23:39
                    Nie. Chodziło mi o to, czy masz na myśli to, jak się odnoszą do siebie rodzice,
                    czy ogólnie inspirację z zewnątrz w rodzaju usłyszany gdzieś (w szkole, tv, na
                    ulicy) tekst, który potem został przez dziecko przystosowany do sytuacji. Bo o
                    ile zgodzę się, że to drugie jest konieczne, to pierwsze już nie.
                    • triss_merigold6 Re: Co masz na myśli 24.08.06, 23:44
                      Jak dziecko zasłyszy na zewnątrz to najwyżej potrenuje przeklinanie albo raz
                      zaserwuje starym tekst olewczy i poczeka na reakcję. Permanentne olewanie
                      (odnoszę się cały czas do tej opisanej sytuacji) według mnie ma źródło domowe.
                      • malila ok n/t 24.08.06, 23:48

                  • nanuk24 Re: Co masz na myśli 25.08.06, 04:00
                    Zgadzam sie jak najbardziej.
                    I jeszcze dodam chore relacje tesciowa - synowa, matka - corka. Na forum co
                    rusz ktos opisuje relacje z wyzej wymienionymismile Matka sie nie przeciwstawia,
                    a dziecko konsekwentnie sie uczy, ze z matka mozna robic co ludziom zywnie sie
                    podoba, a pozniej wprowadza od malego w zycie.
              • lila1974 Re: babsee 24.08.06, 23:34
                Tez przychylam się do takiego patrzenia na dzieci "trudne" i "krnąbrne", musi
                być coś mocno nie "halo" w domu, by takie jazdy się pojawiły. i wcale nie musi
                to być patologia. Moim zdaniem wystarczy małżeństwo, które jest ze sobą, bo
                jest, ale tak na prawde nie wiele ich łączy.
              • linka9 Re: babsee 24.08.06, 23:37
                triss_merigold6 napisała:

                > Opisane wyżej totalne lekceważenie rodzica nie wzięło się z powietrza.

                Twoja teoria przypomina mi stwierdzenia typu: skoro dziecko tyle/ciągle choruje
                to nie ma siły, coś rodzice robią źle. Tymczasem (oprócz ewidentnych zaniedbań,
                niedopilnowania, niefachowości itp, itd) jest cała masa dzieciaków, które po
                prostu muszą się w pewnym wieku wychorować i chociazby stawało sie na głowie, to
                pewnych rzeczy się nie przeskoczy. Zrzucanie w takim wypadku winy na "domowe
                klimaty" to chyba próba własnego odreagowania kosztem i tak umęczonych rodziców
                "feralnej" pociechy.

                > Jak sobie wychowasz tak masz.
                No, nie do końca. Niemniej własnie, aby "sobie nie wychować" ten klaps czasami
                pełni ważną rolę.
                • triss_merigold6 Re: babsee 24.08.06, 23:43
                  Chorowitość da się racjonalnie wytłumaczyć: - żłobek, przedszkole, niewielki
                  dotychczas kontakt z rówieśnikami, wcześniactwo itd.
                  IMO to przedziwna schiza z tymi klapsami. Jesli karą ZAMIAST klapsa miałoby być
                  wielogodzinne trucie, zmuszanie do przeprosin, poniżanie dziecka, zabieranie
                  ulubionej zabawki, grożenie oddaniem do domu dziecka itd. to strzel kobieto dwa
                  razy w dupę i nie miej wyrzutów sumienia.
                  Nie byłam bita ani w jakiś szczegolny sposób karcona i sama nie widzę powodów
                  do klapsowania prawie dwulatka. Moge go wziąć po pachę, przytrzymać, zabrać
                  zabawkę po tym jak drugi raz walnie o podłogę w złości i naprawdę można to na
                  luzie zrobić i bez zbędnych nerwów.
                  • linka9 skoro tak teoretyzujemy ... 24.08.06, 23:53
                    ... na marginesie klapsów

                    triss_merigold6 napisała:
                    > naprawdę można to na
                    > luzie zrobić i bez zbędnych nerwów.

                    Równie dobrze można postawić tezę, że bez zbędnych nerwów i na luzie można
                    dogadać się z facetem, którego się samej wybrało zamiast się z nim ...
                    rozwodzić. Wystarczy tylko chcieć smile
                    • triss_merigold6 Re: skoro tak teoretyzujemy ... 24.08.06, 23:56
                      Można tylko po co? Dziecko się kocha a pana od rozwodu nieszczególnie. DDD
                    • malila Re: skoro tak teoretyzujemy ... 24.08.06, 23:56
                      No raczej nie można. Dwulatek Cię nie rzuciwink
                      • triss_merigold6 Re: skoro tak teoretyzujemy ... 25.08.06, 00:01
                        Ani Ty nie wystawisz spakowanego dwulatka za drzwi.wink No, na chwilę.P
                    • lila1974 Re: skoro tak teoretyzujemy ... 25.08.06, 00:10
                      Tu już bym nie przykladała tej samej miary. Mąż jest czlowiekiem, ktory wyniósł
                      już swój bagaż z rodzinnego domu i dogadanie się z nim nie jest tylko
                      kwestią "chcenia", gdy tymczasem male dziecko dopiero ten bagaż szykuje do
                      drogi i w dużym stopniu własnie od rodzica zalezy co się w nim znajdzie.
                      • linka9 Re: skoro tak teoretyzujemy ... 25.08.06, 00:30
                        lila1974 napisała:

                        > Tu już bym nie przykladała tej samej miary. Mąż jest czlowiekiem, ktory wyniósł
                        > już swój bagaż z rodzinnego domu

                        Podobnie dziecko ma swój bagaż genetyczny.

                        >i dogadanie się z nim nie jest tylko
                        > kwestią "chcenia",

                        Podobnie jak dogadanie się z dzieckiem.
                        Podałam ten przykład z innego powodu. Tris bardzo radykalnie podchodzi do wielu
                        spraw ( z wiekiem jej minie), na zasadzie, jak sobie pościelesz... Tymczasem
                        życie nie jest takie proste, a człowiek nie jest w stanie wszystkiemu zapobiec i
                        dokładnie ułożyć, przewidzieć.
                        Ja występuję niczym adwokat diabła, kiedy widzę pewne kategoryczne sądy.
                        Jedno dziecko weźmiesz pod pachę, zabierzesz zabawkę, zagadasz i problem z
                        głowy, z innym masz szarpaninę, nerwówkę i walkę przez pół dnia.

                        > gdy tymczasem male dziecko dopiero ten bagaż szykuje do
                        > drogi i w dużym stopniu własnie od rodzica zalezy co się w nim znajdzie.

                        Tak, z pewnością w dużym. Ale jak to w życiu, jeden z bagażem z górki, a drugi
                        pod górkę i po drodze wymieniają się doświadczeniami.
                        • lila1974 linka9 25.08.06, 00:33
                          Oczywiście, ze genetyka równiez ma tu swój ogromny wklad, ale nie wierzę w to,
                          ze dzieci rodzą się zle, krnąbrne, wredne, egoistyczne itd. Jestem święcie
                          przekonana, że przede wszystkim miłość rodziców do siebie na wzajem jest
                          podstawą do wychowania dobrego czlowieka.
                          • malila Re: linka9 25.08.06, 00:36
                            Gdzieś niedawno nawet czytałam o badaniach? eksperymencie jakimś? czy coś,
                            gdzie okazało się, ze najprawdopodobniej ludzie z natury są życzliwi. To na
                            trzylatkach było. Jak znajdę, to wrzucę.
                          • linka9 Re: linka9 25.08.06, 00:48
                            lila1974 napisała:

                            >ale nie wierzę w to,
                            > ze dzieci rodzą się zle, krnąbrne, wredne, egoistyczne itd.

                            Ale zgodzisz sie, że niektóre mają ku temu szczególne predyspozuycje?

                            > Jestem święcie
                            > przekonana, że przede wszystkim miłość rodziców do siebie na wzajem jest
                            > podstawą do wychowania dobrego czlowieka.

                            Zgadza się. Tylko nie zawsze ta miłośc jest czynnikiem wystarczajacym, to raz. A
                            dwa, jeśli tej miłosci nie ma (bo przecież i tak bywa), to i tak wózek trzeba
                            pchać dalej.
                            • lila1974 Re: linka9 25.08.06, 00:50
                              Na to pytanie nie umiem odpowiedzieć, bo nie mam wystarczających danych.

                              Jesli miłości nie ma, to bywa, ze żadne metody nie są skuteczne.
                              • linka9 Re: linka9 25.08.06, 01:04
                                lila1974 napisała:

                                > Jesli miłości nie ma, to bywa, ze żadne metody nie są skuteczne.

                                Miłości i szacunku pomiędzy rodzicami nie ma w wielu (a może w
                                większości?)domach i jest to faktem. W tych domach wyrastają dzieci i takie,
                                które sprawiają kłopoty w domu/ na zewnatrz, i takie które potrafią się
                                odnaleźć. Życie to nie matematyka, gdzie zależności są jednoznacznie zdefiniowane.

                                Mogę zrozumieć, że źle zachowując się dziecko chce zwrócić na siebie uwagę.
                                Natomiast argument, że dziecko z satysfakcją rysuje encyklopedię pomimo zakazu,
                                bo ... ojciec niewłasciwie odniósł sie do mamy do mnie nie przemawia.
                                • shamsa Re: linka9 25.08.06, 01:14
                                  Natomiast argument, że dziecko z satysfakcją rysuje encyklopedię pomimo zakazu,
                                  > bo ... ojciec niewłasciwie odniósł sie do mamy do mnie nie przemawia.

                                  ta encyklopedia to tez zwracanie na siebie uwagi
                                  • linka9 Re: linka9 25.08.06, 01:21
                                    shamsa napisała:

                                    > ta encyklopedia to tez zwracanie na siebie uwagi

                                    No, niekoniecznie tak wprost.
                                    Ale do czego zmierzasz? Uważasz, ze dziecko ma prawo potargać wszystkie książki
                                    w domu, dopóki ojciec nie nabierze szacunku do matki???
                                    • shamsa Re: linka9 25.08.06, 01:26
                                      nie. mam na mysli, ze nie zniszczyla tej encyklopedii, bo jest krnąbrna i
                                      niedobra i chciala zrobic przykrosc komus. chciala zwrocic na siebie uwage i jej
                                      sie to udało. krzyk i kary (w sensie częstowania jej jakimis nieprzyjemnosciami)
                                      na takie nie zadzialaja, bo ona woli je przecierpiec i byc w centrum
                                      zainteresowania.
                                      dowodzi tego jej konsekwentne brojenie.

                                      w tym przypadku zaczelabym ignorowac kopanie i niszczenie (nie pozwalac na to,
                                      ale nie szalec i karac) a poswiecilabym jej duzo uwagi, zainteresowania,
                                      uznania, gdy robi cos dobrze.
                                      • lila1974 shamsa 25.08.06, 01:37
                                        Tak samo myślę.

                                        Ukaranie jej klapem spowoduje raczej:
                                        - bunt i spotegowanie agresywnego zachowania
                                        - zaprzestanie brojenia ale raczej bardziej ze strachu (choć nie czarujmy się,
                                        klaps jej nie wystraszy) - czyli w zaprzestanie mocno watpię.

                                        Uporczywe dzialanie dziecka odebralabym jako znak, ze coś jest między nami
                                        domownikami nie tak. Oczywiście encyklopedię bym jej odebrała, ale w pierwszym
                                        odruchu starałabym się docieć, co jest przyczyną jej zachowania.
                                        • linka9 Re: shamsa 25.08.06, 01:45
                                          lila1974 napisała:

                                          > Uporczywe dzialanie dziecka odebralabym jako znak, ze coś jest między nami
                                          > domownikami nie tak.

                                          Nie zgadzam sie z takim podejściem.
                                          Oznaczałoby to przyzwolenie na przekraczanie pewnych granic i norm przez dziecko
                                          w sytuacjach, kiedy małżonkowie są w konflikcie (nawet w trakcie terapi).
                                          Ponadto ja widzę tu tendencję do samobiczowania. Dziecko jest trudne, sprawia
                                          kłopoty, źle sie zachowuje (moze taki okres przechodzi), a wniosek jeden:
                                          szukamy winy w domownikach.

                                          >Oczywiście encyklopedię bym jej odebrała, ale w pierwszym
                                          > odruchu starałabym się docieć, co jest przyczyną jej zachowania.

                                          Kolejna pułapka.

                                          • lila1974 linka 25.08.06, 01:51
                                            Nie, nie pozwalam moim dzieciom na wstretne zachowania, ale dociekam, dlaczego
                                            tak się zachowują, np. są nieznośne, płaczliwe, marudne, zaczepiaja mnie,
                                            targają się między sobą - zauwazylam, ze zachowują się tak, kiedy się nudzą,
                                            kiedy ja zajęta swoimi sprawami poświęciłam im nienalezycie dużo uwagi.

                                            To, ze szukam przyczyny zachowania dziecka, nie oznacza, ze na złe zachowanie
                                            mu pozwalam, ale wg dyskusji, która się tutaj toczy mam dwa wyjścia:
                                            1. dac w skórę
                                            2. poszukac innej metody
                                            • linka9 Re: linka 25.08.06, 01:59
                                              lila1974 napisała:

                                              > Nie, nie pozwalam moim dzieciom na wstretne zachowania, ale dociekam,
                                              Ok, ale zachowanie złe jest tu i teraz, a Twoja reakcja ma być natychmiastowa.
                                              Dociekanie jest na potem.

                                              > To, ze szukam przyczyny zachowania dziecka, nie oznacza, ze na złe zachowanie
                                              > mu pozwalam, ale wg dyskusji, która się tutaj toczy mam dwa wyjścia:

                                              > 1. dac w skórę
                                              > 2. poszukac innej metody

                                              No, to juz pewne uproszczenie. Dzieci i sutacje, które wymagają (czy
                                              uzasadniają) dania klapsa to w sumie sporadyczne przypadki.
                                              • lila1974 Re: linka 25.08.06, 02:02
                                                Ale zgodzisz się, ze jest spora częśc rodziców, ktorzy dadzą klapa i będą
                                                uważali, ze to byla jedyna słuszna metoda?
                                                • linka9 Re: linka 25.08.06, 02:05
                                                  lila1974 napisała:

                                                  > Ale zgodzisz się, ze jest spora częśc rodziców, ktorzy dadzą klapa i będą
                                                  > uważali, ze to byla jedyna słuszna metoda?

                                                  Tak, i temu też się sprzeciwiam.
                                          • shamsa Re: shamsa 25.08.06, 09:43
                                            > Uporczywe dzialanie dziecka odebralabym jako znak, ze coś jest między nam
                                            > i
                                            > > domownikami nie tak.

                                            IMO za daleko idaca interpretacja. mozliwe, ze wszystko w porzadku, ale corka z
                                            jakichs powodow jest odstawiona na bok, albo ma nagle zwiekszone zapotrzebowanie
                                            na zainteresowanie. mozliwe, ze jest jakas patologia, ale niekoniecznie.

                                            wolanie corki o zainteresowanie jest dla mnie tu oczywiste, reszta jest
                                            tajemnica dla osob postronnych.
                                      • linka9 Re: linka9 25.08.06, 01:37
                                        shamsa napisała:

                                        > w tym przypadku zaczelabym ignorowac kopanie i niszczenie (nie pozwalac na to,
                                        > ale nie szalec i karac)

                                        A ja nie pozwoliłabym zdecydowanie. I klaps też wchodziłby w grę.

                                        > a poswiecilabym jej duzo uwagi, zainteresowania,
                                        > uznania, gdy robi cos dobrze.

                                        To jest dla mnie oczywiste.

                                        • lila1974 Re: linka9 25.08.06, 01:54
                                          I tu się zgadzam z tobą. Nie ignoruję kopania osoby lub rzeczy, zabieram
                                          dziecku przedmiot z zasięgu nogi, ale już np. rzucenie się w tym momencie na
                                          podłoge i płacz ignoruję. Akurat na moją starszą córkę to działało. Traciłas
                                          widza, tracila zapał do robienia przedstawienia.
                                • lila1974 Re: linka9 25.08.06, 01:19
                                  Podam Ci przyklad chłopca, ktory trafił zupełnie przypadkiem pod moją opiekę.
                                  Bylam wówczas kelnerką na OHPie w ośrodku kolonijnym.
                                  Chlopca znałam, bo dawal sięwe znaki wszystkim: dzieciom, wychowawcom,
                                  personelowi ... no, po prostu wszystkim. Był krnąbrny, niesforny, złośliwy,
                                  wredny itd. Dokuczał, bił, pluł jedzeniem, wyzywał, kopał i nic, ale to nic,
                                  nie robił sobie z ludzi próbujących go różnymi metodami przywolać do rozsądku.
                                  Któregoś dnia zauważylam, że obcina guziki przy ubraniach, które wiszą na
                                  sznurkach. Zlapalam go wówczas za rękę i odebralam nożyczki, ale zdążył mnie
                                  uszczypnąć na tyle dotkliwie, ze na ręku pojawil się rodzaj krwiaka a później
                                  siniak.
                                  I pewnego dnia okazalo się, ze w drodze nad morze popsuł się autokar, który
                                  mial odwieźć dzieci do Krakowa. Na ośrodku zostały już tylko te dzieci, a wśrod
                                  nich i ten chłopiec (bez wychowawców). Kierownik poprosil mnie o opiekę nad
                                  dziećmi, bo jako jedyna z personelu mialam uprawnienia.
                                  Mialam straszną ochotę pokazać maluchowi, gdzie raki zimują, ale stwierdziłam,
                                  ze nie tędy droga. Zajęłam się nim nieco bardziej niż pozostałymi dzieciakami.
                                  Rozmawialam z nim, oddałam pod opiekę piłkę do nogi, poprosilam, by
                                  przypilnował moich rzeczy itp. Wiesz co? Chłopiec w jeden dzień stał się
                                  całkiem znośnym, fajnym dzieckiem, jakby wyparowala z niego zlość na świat i
                                  kudzi.

                                  Po tym doświadczeniu zrozumialam, że w złym zachowaniu dziecka tkwi jakaś
                                  zewnętrzna przyczyna a ponad to, ze z każdym dzieckiem można się dogadac, tylko
                                  trzeba się wysilić i odnaleźć drogę do tego dziecka.
                                  • linka9 Re: linka9 25.08.06, 01:34
                                    lila1974 napisała:
                                    > Po tym doświadczeniu zrozumialam, że w złym zachowaniu dziecka tkwi jakaś
                                    > zewnętrzna przyczyna

                                    Oczywiście, że tak mogło być. Gratuluję, że Ci się udało z nim nawazać kontakt.
                                    Bywa jednak i tak, że zaburzenia zachowania natury wewnętrznej (neurologicznej,
                                    psychicznej) idą w parze z problemami tkwiącymi poza dzieckiem (konflikty
                                    rodzinne, błędy wychowawcze). I wtedy sprawa komplikuje sie.

                                    > a ponad to, ze z każdym dzieckiem można się dogadac, tylko
                                    > trzeba się wysilić i odnaleźć drogę do tego dziecka.

                                    Po pierwsze, na podstawie jednego przypadku wysuwasz wniosek ogólny.
                                    Po drugie, jak najbardziej opowiadam się za metodą, która przedstawiłaś.
                                    Po trzecie, "droga" do dziecka moze byc kręta, a ze trzeba ją znaleźć na miarę
                                    swych sił i mozliwości - nie ulega watpliwości. Właśnie m.in. w tym wątku
                                    pokazujemy rózne drogowskazy.




                                    • lila1974 Re: linka9 25.08.06, 01:46
                                      Linko zaburzenia natury wewnętrznej nie byly dotychczas poruszane, a
                                      przynajmniej ja tego nie zauważyłam. Na razie mówiłysmy o genetyce, którą ja
                                      rozumiem jako dziedzictwo krnąbrnych i złośliwych genów. Neurologiczne
                                      zaburzenia nieco oczywiście wypaczaja nam obraz, ale są do zdiagnozowania i
                                      ewentualnego poprowadzenia i rodzica i dziecka w dobrym kierunku.

                                      Nie na podstawie jednego. jeden to ja Ci tylko przytoczylam, bo jest w moim
                                      przypadku dość jaskrawy, ale zapewniam Cię, ze tego typu spostrzeżenia mam i z
                                      innych dzieci.

                                      Wiem, ze w tym wątku przedstawiamy rózne możliwości. Tak się sklada, ze nie
                                      jestem osobą, o skrajnych poglądach chyba na żadną z rzeczy dziejących się na
                                      świecie (no, może oprócz papierosów i palenia). Samej zdarzało mi się klepnąć w
                                      tyłek, ale wiem doskonale, ze robilam to z czystego lenistwa, bo była to droga
                                      na skróty do osiągnięcia zamierzonego przeze mnie celu. I osiągałam ten cel w
                                      sumie dlatego, że dziecko było małe, w dodatku zaskoczone tym, co się stało, bo
                                      dostawalo niezwykle rzadko klapa, ale nie mam złudzeń. gdybym klepala moje
                                      dzieci notorycznie a nie próbowała zadzialać na nie jakoś bardziej metodycznie,
                                      a przy okazji nie zastanowiła się z czego wynika ich złe zachowanie, to myśle,
                                      ze szybko bym się obudzila z ręką w nocniku.
                                      • linka9 Re: lilka 25.08.06, 01:55
                                        lila1974 napisała:

                                        >ale nie mam złudzeń. gdybym klepala moje
                                        > dzieci notorycznie a nie próbowała zadzialać na nie jakoś bardziej metodycznie,
                                        > a przy okazji nie zastanowiła się z czego wynika ich złe zachowanie, to myśle,
                                        > ze szybko bym się obudzila z ręką w nocniku

                                        Chyba muszę przemyśleć mój sposób wypowiedzi. Bo już któryś raz odnoszę
                                        wrażenie, że uważa się mnie za zwolenniczkę klapsów na co dzień, jako
                                        niezawodnej i godnej polecenia metody wychowawaczej na trudne dzieci.
                                        Lilka, jak najbardziej jestem za docieraniem do dzieci, liczeniem się z ich
                                        uczuciami, szukaniem przyczyn złego zachowania oraz miłością i szacunkiem w
                                        domu; w pewnych jednak punktach mam odmienne zdanie od prezentowanych tu opinii
                                        i tyle.
                                        • lila1974 Re: lilka 25.08.06, 02:00
                                          Nie, nie odnioslam wrazenia, ze jestes zwolenniczką klapsów, spokojna glowa.
                                          Chyba jedyne czym się róznimy to to, z eja nie dopuszczam do siebie mysli, ze
                                          dziecko rodzi sie zle, a Ty chyba jednak jesteś bardziej skłonna scedowac
                                          zachowania tych "wyjątkowo złych i krnąbrnych dzieci" na geny, czy tak?
                                          • linka9 Re: lilka 25.08.06, 02:04
                                            lila1974 napisała:
                                            >a Ty chyba jednak jesteś bardziej skłonna scedowac
                                            > zachowania tych "wyjątkowo złych i krnąbrnych dzieci" na geny, czy tak?

                                            Wiele lat temu w jednej z publikacji (może nawet poszukam źródła) przeczytałam
                                            zdanie mnej więcej w stylu: niektóre dzieci są trudne i sprawiają kłopoty, bez
                                            względu na to, jak z nimi postępujemy. I moje doświadczenie potwierdza tę tezę.
                            • alfama_1 Re: linka9 25.08.06, 01:10
                              > Ale zgodzisz sie, że niektóre mają ku temu szczególne predyspozuycje?

                              No, jeśli tak by było (nie uważam) to niech rodzice zastanowią się jakie geny
                              dzieciom przekazali. Bo rozumiem, że te "egoizm, wredota i krnąbrność" miałyby
                              być cechami wrodzonymi, po kimś odziedziczonymi?
                              • linka9 Re: linka9 25.08.06, 01:15
                                alfama_1 napisała:

                                > No, jeśli tak by było (nie uważam) to niech rodzice zastanowią się jakie geny
                                > dzieciom przekazali. Bo rozumiem, że te "egoizm, wredota i krnąbrność" miałyby
                                > być cechami wrodzonymi, po kimś odziedziczonymi?

                                I co z tego zastanowienia ma wyjść?
                                Będzie licytacja, ile po mamie, ile po tacie, jednym, drugiim dziadku, babciach,
                                itp, itd, a dzieciak poszaleje w tym czasiewink Zostaniemy wpunkcie wyjscia, jak
                                go okiełzać
                                • alfama_1 Re: linka9 25.08.06, 01:32
                                  Chociażby to, że sami dali, niech się teraz męczą wink)
                                  A naprawdę to nie wierzę w genetyczną "wredotę". Moim zdaniem genetycznie to
                                  mogą być częściowo uwarunkowane temperament, wrażliwość (chociaż też widzę tu
                                  duży wpływ wychowania) a co za tym idzie sam sposób reagowania.
                                  Wynikałoby z tego, że dziecko może być bardziej lub mniej gwałtowne w reakcjach
                                  lub wrażliwe na bodźce ale już sam fakt, że się nie słucha przypisywałabym
                                  czynnikom związanym z wychowaniem, klimatem rodzinnym lub fazą rozwojową.
                          • mkolaczynska Re: linka9 25.08.06, 09:50
                            kurcze tak sobie czytam co piszecie i zaczynam sie zastanwaić?
                            czy wy wiecie ze są dzieci bardziej i mniej zdolne i nie zawsze ta 3 z fizyki
                            to oznaka wyjątkowego debilizmu rodziców, ale np. braku zdolności dziecka?
                            Alergia też nie jest chyba wg was wynikiem szczególnego umiłowania brudu.
                            No ja się zgodze że i alergie trzeba leczyć i nad fizyką popracować, ale nie
                            jest tak, że 1 godzina nauki da tyle samo dwóm różnym dziecim i nie każda
                            metoda będzie dla nich tak samo wartościowa. Nie jest tak że z takiej samej
                            alergii przy takich samych środkach ostrożności dwójka dzieci wychodzi tak samo.
                            No na jednego ten klaps podziała jak płachta, na byka na innego to przenoszenie
                            z przedpokoju do pokoju, a na innego jeszcze nakaz stania w kącie.
                            Takie metody jakie dziecko(aha ja mówie o klapsie, nie o laniu dziecka do
                            pierwszej krwi)
                  • vharia Re: babsee 25.08.06, 00:17
                    Jesli karą ZAMIAST klapsa miałoby być
                    >
                    > wielogodzinne trucie, zmuszanie do przeprosin, poniżanie dziecka, zabieranie
                    > ulubionej zabawki, grożenie oddaniem do domu dziecka itd. to strzel kobieto dwa
                    >
                    > razy w dupę i nie miej wyrzutów sumienia.

                    Święte słowa. Byłam świadkiem "akcji wychowawczej", kiedy panna oświadczyła
                    4-letniemu synkowi, że już go nie kocha, bo czegoś tam nie chciał zrobić.

                    > Nie byłam bita ani w jakiś szczegolny sposób karcona i sama nie widzę powodów
                    > do klapsowania prawie dwulatka. Moge go wziąć po pachę, przytrzymać, zabrać
                    > zabawkę po tym jak drugi raz walnie o podłogę w złości i naprawdę można to na
                    > luzie zrobić i bez zbędnych nerwów.

                    Już niedługo Triss, już niedługo... wink
                    Faktycznie, przy sile fizycznej i psychicznej dwulatka zwykle można go
                    spacyfikować bez środków szczególlniego przymusu. Generalnie jest to słodki wiek
                    i ja osobiście zatęskniłam do niego kilkakrotnie na późniejszych etapach.
                    • triss_merigold6 Re: babsee 25.08.06, 00:24
                      To jest, kurde, śmieszny wiek. Dwulatek może siedzieć godzinę w traktorze na
                      podwórku u obcych ludzi i bez poczucia obciachu kręcić kierowncą i trąbić a ja
                      się zwijam z zażenowania a potem ryczącego przekonuję, że się z traktorem
                      pożegnał, bo pojazd musi odpocząć.smile
                      • vharia Re: babsee 25.08.06, 00:33
                        Ja z tego wieku najlepiej pamiętam, jak młoda "mamusiała" nonstop i łykała
                        wszystko, co jej powiedziałam. W to, ze traktor sie zmęczył z pewnoscią by
                        uwierzyłasmile
                        • triss_merigold6 Re: babsee 25.08.06, 00:36
                          A to się zgadza. Jest mamamama i łyka wyjasnienia jak gęś kulki. Muszę się
                          hamować, żeby jakich radykalnych kitów mu nie opowiadać, bo to aż się prosi.wink
                          • vharia Re: babsee 25.08.06, 00:43
                            Ech... A moja dociera już powoli do etapu, na którym to ja będę łykać kity bez
                            mrugnięcia
                            wink
      • shamsa Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 23:57
        ostroznie zauwazam (bo nie widze na wlasne oczy):

        to kopniecie psa wydaje sie byc ewidentnym staraniem o uwagę rodzicow, pieknie
        przez nich nagrodzonym poprzez danie bury i postawienie w kącie. pozostale
        historie - to samo.

        to dziecko IMO ma problem - potrzebuje uwagi rodzicow, ktorej nie dostaje, nie
        wiem dlaczego.
    • betty_julcia Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 23:22
      To co w takim razie z rodzinami gdzie jest więcej niż jedno dziecko. Znam takie rodziny gdzie i jedno i drugie są tak samo traktowane, w ten sam sposób wychowywane i jedno jest aniołkiem a drugie diabełkiem wcielonym. Możemy się tu chwalić konsekwencją, anielską cierpliwością i super podejściem. Ja też mogę się tym poszczycić.... do czasu. Jedno dziecko i tysiące różnych zachowań. W zależności od pory dnia, humoru, zawartości brzuszka, wyspania, obecności osób trzecich itd.
      Nie jestem ani zwolenniczką ani przeciwniczką klapsów. Od klapsa jeszcze nikt nie umarł. Zdarzyło mi się zakończyć jakąś nieprzyjemną sytuację klapsem po czym po krótkim boczeniu się i moim podenerwowaniu, po rozladowaniu atmosfery następuje masowanie tyłka, przepraszanie, ściskanie się i obiecywanie że to ostatni raz, wyciąganie wniosków. Wolę to niż jakaś totalna schiza z zamykaniem drzwi, trzymaniem klamki, wrzaskiem na cały dom, usilnym próbowaniem stawiania do kąta. Takie zachowanie w przypadku bardzo upartego dziecka kończy się właściwie zatraceniem celu i powodu awantury a pozostaje żal, niesmak i nieprzyjemna atmosfera.
      • verdana Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 23:54
        A mnie się wydaje, że dziecko olewa nie tyle karę, co ta kara nie istnieje. Nie
        każda rzecz, ktora rodzicom wydaje się karą, jest karą w rozumieniu dziecka
        (przypominam sobie, jak kazałam "za karę" za nieodrabianie lekcji
        przeczytać "Krzyzaków". Dla mnie to byla kara okrutna - syn przeczytał raz,
        potem drugi i trzeci... eee). Karą w gruncie rzeczy powinno być nie sprzątanie,
        nie ustawienie w kącie, ale wyrzuty sumienia i wewnętrzna "niewygoda"
        spowodowana tym, ze rodzice nie aprobuja danego zachowania.
        A w przypadku tej dziewczynki - to akurat nie zadziałało - ona robiła rzeczy,
        które jej kazano zrobić, a nie "odbywała karę".
        Coś chyba było nie w porzadku z uczuciami - albo dziecko czuło się cały czas
        całkowicie aprobowane i pewne siebie - więc nie bało się "udawanego" gniewu
        rodziców, albo przeciwnie (na to bym stawiała) - było tak pewne dezaprobaty, ze
        było jej już wszystko jedno.
        • linka9 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:01
          verdana napisała:
          >więc nie bało się "udawanego" gniewu
          > rodziców,

          Ja mam zawsze mieszane uczucia odnośnie sposobu wyrażania gniewu rodziców.
          Niektóre wrażliwe dzieci gniew, obrażenie się rodzica traktują jako odrzucenie,
          które może powodować lęk. I też znajdą sie psychologowie, którzy potępią takie
          metody.
          • alfama_1 Re: Teoryjka domorosłego psychologa 25.08.06, 00:52
            > Niektóre wrażliwe dzieci gniew, obrażenie się rodzica traktują jako
            odrzucenie,> które może powodować lęk.

            Też tak myślę. Dlatego uważam, że dorosły powinien być dojrzały czyli umieć
            rozpoznawać i w miarę kontrolować swoje uczucia i zachowania w stosunku do
            dziecka.
            I tak, jak jestem w stanie przyjąć, że rodzic jest np.zdenerwowany (świadomość
            tego moim zdaniem dziecku nie zaszkodzi a nawet pomoże zrozumieć uczucia
            innych), tak trudno mi zaakceptować obrażanie się rodziców na dzieci. Dorosły
            jest od tego, żeby rozumieć, akceptować uczucia, nie pozwalać jedynie na pewne
            zachowania, a obrażanie się wynika zazwyczaj z niezrozumienia. Poza tym
            wprowadza zamieszanie bo obrazić to się może "równy" - kolega z piaskownicy,
            rodzic należy do innego świata.
        • lila1974 Verdano 25.08.06, 00:14
          Ponieważ znam dalsze losy tej rodziny, to myślę, ze wiem, co tak na prawde
          stalo za zachowaniem tej małej.
          Zanim Ci napisze co, to jeszcze jeden przyklad.

          Ta mala wówczas 6 letnia siedzi przy stole i liczy drobne ze skarbonki.
          Matka krząta się po kuchni i nagle słyszy rozważania malej.
          - Gdybyś ty umarla, to ja i tatuś dalibyśmy sobie radę. Ja bym mu gotowala, a
          on by pracowal. Ale jak tatuś by umarl, to mialabym Cię na glowie i musialabym
          cię utrzymywac z moich oszczędności.

          Co Ty na to?
          • triss_merigold6 Re: Verdano 25.08.06, 00:21
            Chyba już wystarczy, prawda? Na tle Twoich opisów wali się koncepcja, że
            dziecko (akurat to) jest krnąbrne czy bardziej nieposłuszne/uparte/niegrzeczne
            od innych.
            Biedna matka i biedna dziewczynka. Tatuś do odstrzału sanitarnego.
            • lila1974 Triss 25.08.06, 00:30
              Wlasnie o to mi chodzilo, ze ja obserwując ją z boku przez kilka lat bylam
              przekonana, ze dziecko jest z gruntu zle i krnąbrne. Znalam matkę, wiedzialam,
              że jest dla malej dobra, że poświęca jej swój czas, zajmuje się nią itp. Znalam
              ojca i moglam o nim powiedziec to samo.
              Nie wiedzialam jednak czegoś, co okazało się po kilku latach, a mianowicie, ze
              dom, ktory postronnym osobom wydawał się dobrym domem, był przesiąkniety złymi
              emocjami. Rodzice, którzy przed dzieckiem odgrywali komedię dobrego małżeństwa
              nie mieli pojecia, ze mala i tak się dobrze w ich wzajemnych relacjach
              rozeznaje. I w sumie żadne metody matki na dziecko nie dzialało, bo dziecko
              idąc za przykładem ojca, matkę zwyczajnie mialo gdzieś.
              • triss_merigold6 :( 25.08.06, 00:34
                Blee... paskudne są takie niby super domy porządnych, dulskich rodzin.
                Współczuję matce i dziecku.
    • shamsa Re: Teoryjka domorosłego psychologa 24.08.06, 23:54
      sa tez matki, ktore nie znaja podstawowych regul rządzących zachowaniami i w
      dobrej wierze wdają sie w wychowawczą "dyskusję" z własnym dzieckiem, ktore z
      racji wieku i doswiadczenia nie jest do tego odpowiednim partnerem. z czasem,
      wyczerpane i zfrustrowane walą w tyłek, co czesto daje krotkotrwaly efekt i
      utwierdza je w przekonaniu, ze klaps jest dobra metoda wychowawczą, bo "działa".

      dzieci bosko manipulują. jest to ich jedyna, a zarazem najgrozniejsza siła, jaka
      władają.
    • malila W kwestii gry 25.08.06, 00:26
      Dziecko moze sobie próbować pogrywać na różne sposoby. Rodzic natomiast ma nie
      dać się w tę grę wciągnąć. Jesli się da, to po ptokach. Przegra, jako że to
      dziecko ustala reguły tej gry. Rodzic musi być poza tą grą. Nie może bać się
      swojego dziecka, tego, że ono się położy, poryczy, będzie wrzeszczeć czy co tam
      jeszcze. Musi być za to pewien swojego przewodnictwa. W umyśle rodzica nie ma
      miejsca na wątpliwość, czy uda się skłonić dziecko do przestrzegania granic. W
      jego umyśle dziecko po prostu przestrzega tych granic i nie ma innej opcji.

      Małgosia
    • lila1974 linko, wybacz 25.08.06, 02:08
      Rozmowa z Tobą jest dużą przyjemnością, ale niestety musze się wreszcie
      położyć, jutro mam dyżur w pracy i wypadałoby bym byla w miare przytomna.
      Musze przyznać, ze dzisiejszy dzień na froum był niezwykle interesujący. Mam
      nadzieję, ze spotkamy się jeszcze w jakiejś dyskusji, bo cenię ludzi, którzy
      dziela się swoimi argumentami a nie frustracjami smile
      Dziekuje za rozmowę smile
      • linka9 Re: linko, wybacz 25.08.06, 02:14
        lila1974 napisała:

        > Dziekuje za rozmowę smile
        Dobranocsmile

        P.S. A propos genów. Pamiętam, jak w szkole udawadniałam tezę w obszernym
        wypracowaniu: "Nikt nie rodzi sie zły i nikczemny" ...
        • shamsa Re: linko, wybacz 25.08.06, 09:45
          teza ryzykowna, bo zmiennosc gatunkowa wrecz zaklada isnienie nikczemnosci jako
          strategii zyciowej. inna sprawa, jak sie owa strategia sprawdza w społeczenstwie
          i czy zwieksza czy zmniejsza szanse na reprodukcje.
          • babsee Re: A jak wg Was reagowac na złość? 25.08.06, 10:41
            Bo z jednej strony: Mała sie złości o pierdoły, jak jest zmeczona to luzje bo
            wiem ze jak jest dzieciak zmeczony to i upierdliwy ale jak reagować na te
            złoszczenie sie bo:nie dalam soczku tylko wode, nie dalam wisiorka srebrenngo
            tylko korale do zabawy itp.
            Ja nie wiem.Bo przeciez dziecko to tez człowiek i ma prowao do zlości.Nie wiem
            gdzie przebiega ta granica, kiedy należy pozwolic dziecku okazywac zlośc
            (naturalne przeciez uczucie) a kiedy mowic że zlośc jest niepotrzebna.
            Na ile można pozwolic by fikała?
            • shamsa Re: A jak wg Was reagowac na złość? 25.08.06, 11:30
              przeczekac i kosekwentnie nie nagradzac zlosci. dziecko strzela fochy dopoki
              uwaza, ze sa skuteczne.
              • zojkaojka Re:Z rozwazan wielodzietnej 25.08.06, 12:51
                Ja mam 4 dzieci.Kara dla jednego nie moze byc kara dla wszystkich(czyli
                np "naturalne konsekwencje"- nie) i nie moze dezorganizowac zycia
                rodzinie.Gdybym pozwalala sie "wykrzyczec" wszyscy bysmy oszaleli , pod pache
                ich na raz nie dzwigne , za reke wszystkich nie zlapie itp... , itd...Czesto
                strasze klapsem , rzadko daje klapsa.To dla mnie niekomfortowa sytuacja-klaps ,
                ale wstydze sie tylko tych "w afekcie".Uwazam tez ze naogol klaps nie zostawia
                na psychice bolesnych blizn a niektore z proponowanych tu metod to znecanie sie
                psychicznesadKiedy zdarzy mi sie zrzedzic tak ze ociera sie to o znecanie
                wlasnie to wstydze sie stokroc wiecej niz z powodu klapsa.Wstydze sie dosc
                czesto , czesto nie wiem co zrobic ,czasem wiem ale nie mam sily(no wtedy to
                juz nie wstyd ale istny kac moralny).Ale kochamy sie z dziecmi wiec mysle ze mi
                wybacza.Zwlaszcza ze przepraszam je jak nawale.I tlumacze im tez ze w rodzinie
                nie zawsze musi byc bezwzglednie sprawiedliwie-jak ktos ma zly dzien to lepiej
                mu ustapic dla swietego spokoju.I poprawic czyms humor a nie udowadniac ze zle
                zrobil , i ""dokrecac srube" bo to tylko da awanture i kazdy powie rzeczy
                ktorych bedzie zalowal itd.Choc niestety sama o tym czesto zapominam sad.Bo
                jakos latwo jest odbierac niegrzecznosc jak celowa , wroga akcje skierowana
                przeciwko nam....zwlaszcza gdy sie spieszymy.A przeciesz prawie nigdy tak nie
                jestsmile))))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka