nisar
24.08.06, 15:26
na temat klapsów.
Jest następująca:
Dzieci wymagają stawiania im granic. Jest to niezbędne dla ich prawidłowego
rozwoju społecznego.
Ale dzieci - tak samo jak dorośli - są różne. Dla jednych wyraźnym
określeniem granicy będzie wytłumaczenie, dla drugich podniesiony ton,
trzeciemu trzeba będzie powtórzyć kilkakrotnie czego nie wolno itd. A są
dzieci, które w pewnych kwestiach za ustanowienie granicy uznają dopiero
klaps.
I są matki, takie jak ja, których dzieci były tak grzeczne jako maluchy, że
te klapsy, które Elka ode mnie dostała, były wyłącznie wyładowaniem mojej
niecierpliwości, złego humoru itd. Nie szczycę się tym i chociaż nie widzę,
żeby Elka miała na ten temat jakąś traumę, to uważam, że zrobiłam źle.
Są natomiast matki, które z anielską cierpliwością wyczerpują cały
arsenał "środków pedagogicznych": tłumaczenie, dawanie możliwości wyboru,
mówienie "a wyobraź sobie, że tobie ktoś tak...", odwoływanie się do
dziecięcej empatii i tak w koło macieju. A dziecko zachowuje się, jakby
prowadziło z matką jakąś grę w to, kto kogo przetrzyma i z pełną premedytacją
nadal robi to co robiło i co już jest napiętnowane. Bo stawianie granic w ten
sposób nie jest dla niego wystarczające. Bóg raczy wiedzieć dlaczego, ale tak
jest. I być może, że można by znaleźć inną niż klaps metodę "wstrząśnięcia"
tym dzieckiem, metodę ustalenia mu tych granic. Tylko jaką?