Już w kilku wątkach zaistniał temat dotyczący braku komunikacji i zrozumienia pomiędzy małżonkami/partnerami, braku szacunku i prawdziwej troski. Małżonkowie fundują sobie piekiełko i masochistycznie w nim tkwią.Nie mam na myśli zdrowych związków, w których zdarzają się kłótnie ( są one częścią życia) prowadzące do pozytywnego rozwiązania problemu, lecz związki, gdzie zawsze musi być "oprawca" i "ofiara", gdzie narzędziem "tortur" jest pogarda, ignorancja, brutalność, milczenie, zmowa, czy zwykła, wyrachowana złośliwość lub nieuczciwość.Małżeństwo moich rodziców uchodziło za idealne. Ojciec - prawdziwy dżentelmen, inteleigentny, błyskotliwy, mama - skromna, cicha, ale z poczuciem humoru. Mama szybko i sprawnie weszła w rolę "gospodyni domowej" - zajmowała się pierworodnym synem i urodzonymi w rok później bliźniakami, prowadziła dom, gotowała dwudaniowe obiady, dorabiała pracując w domu na maszynie dziewiarskiej.Ojciec robił karierę w wojsku.Wyjeżdżał na poligony, szkolenia, kursy... poznawał nowych ludzi, bawił się, romansował. Wkrótce do mamy zaczęły przychodzić listy od kochanki ojca - prosiła, by odstąpiła jej męża. Było załamanie , walka o małżeństwo - udana. Pozornie.Ojciec choć był uprzejmy, opiekuńczy wobec mamy, oszukiwał ją przez lata. Ukrywał wysokość swoich zarobków, okłamywał, gdy coś było mu niewygodne, zdradzał...Mama poświęcała się "dla dzieci". Gdy byliśmy w VIII klasie mama znalazła stałą pracę i zaczęła myśleć trochę o sobie.W 19 roku małżeństwa tato odszedł do innej kobiety. Mama została ze starymi meblami i 10 latami nie przepracowanymi , tato zabrał "malucha" i zbiory filatelistyczne i numizmatyczne.Ot taka historia.Dlaczego w dzisiejszych czasach kobiety nadal pozwalają sprowadzać się do roli ofiary lub niewolnika?Skąd to się bierze? Dlaczego kochają potworów?

Dorka