Dodaj do ulubionych

Męczennice?

IP: *.* 30.08.01, 12:06
Już w kilku wątkach zaistniał temat dotyczący braku komunikacji i zrozumienia pomiędzy małżonkami/partnerami, braku szacunku i prawdziwej troski. Małżonkowie fundują sobie piekiełko i masochistycznie w nim tkwią.Nie mam na myśli zdrowych związków, w których zdarzają się kłótnie ( są one częścią życia) prowadzące do pozytywnego rozwiązania problemu, lecz związki, gdzie zawsze musi być "oprawca" i "ofiara", gdzie narzędziem "tortur" jest pogarda, ignorancja, brutalność, milczenie, zmowa, czy zwykła, wyrachowana złośliwość lub nieuczciwość.Małżeństwo moich rodziców uchodziło za idealne. Ojciec - prawdziwy dżentelmen, inteleigentny, błyskotliwy, mama - skromna, cicha, ale z poczuciem humoru. Mama szybko i sprawnie weszła w rolę "gospodyni domowej" - zajmowała się pierworodnym synem i urodzonymi w rok później bliźniakami, prowadziła dom, gotowała dwudaniowe obiady, dorabiała pracując w domu na maszynie dziewiarskiej.Ojciec robił karierę w wojsku.Wyjeżdżał na poligony, szkolenia, kursy... poznawał nowych ludzi, bawił się, romansował. Wkrótce do mamy zaczęły przychodzić listy od kochanki ojca - prosiła, by odstąpiła jej męża. Było załamanie , walka o małżeństwo - udana. Pozornie.Ojciec choć był uprzejmy, opiekuńczy wobec mamy, oszukiwał ją przez lata. Ukrywał wysokość swoich zarobków, okłamywał, gdy coś było mu niewygodne, zdradzał...Mama poświęcała się "dla dzieci". Gdy byliśmy w VIII klasie mama znalazła stałą pracę i zaczęła myśleć trochę o sobie.W 19 roku małżeństwa tato odszedł do innej kobiety. Mama została ze starymi meblami i 10 latami nie przepracowanymi , tato zabrał "malucha" i zbiory filatelistyczne i numizmatyczne.Ot taka historia.Dlaczego w dzisiejszych czasach kobiety nadal pozwalają sprowadzać się do roli ofiary lub niewolnika?Skąd to się bierze? Dlaczego kochają potworów?:-)Dorka :-)
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 12:26
      Kurcze. Bardzo przepraszam, ze nie odniose sie merytorycznie do zadanego pytania. Chcialabym tylko powiedziec, ze ja tez znam takie przypadki. I boje sie, ze mnie moze spotkac cos podobnego. U mnie w rodzinie jest troche inaczej. Ojciec wojskowy, matka pielegniarka. Ojciec jezdzacy na poligony itp, matka siedzaca w domu. Matka, ktora nie musiala martwic sie o pieniadze. Matka, ktora z nudow popijala. Do tego stopnia, ze po 30 latach malzenstwa wyladowala na odwyku. A ja pamietam kiedy majac 7-10 lat biegalam jej po piwo do sklepu. Matka amjaca wieczne pretensje, matka urzadzajaca awantury i zagubiony ojciec. Ojciec, ktory nieporadnie pyta swoje corki co ma robic. Taki stan trwa do dzis. Ojciec uciekl, kupil sobie ziemie i dom, matka to tu to tam. Jak nie pije, ojciec jest zadowolony, jak piej chce sie rozwodzic. Po co tkwia w takiej abstrakcji?Przepraszam, ale mam dzis dola. Ide na zwolnienie, bo juz nie mam sily pracowac i wiem, ze nie bede miala pracy jak wroce po macierzynskim. Mieszkanie kupione na kredyt, samochod na kredyt, blizniaki w drodze (20tydzien) i maz, ktory pochodzi z biednej rodziny i sam niewiele zarabia. Przepraszam, ze nie post jest troche nie na temat. Ale....A zreszta niewazne. Pozdrawiam,Margotka
      • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 12:53
        Margotka.A może po urlopie macierzyńskim, jeśli jeszcze będziesz miała tę pracę , dziećmi zajmowałby się mąż?Moja koleżanka tak zrobiła. Wykorzystywała godzinę na karmienie.Życzę najlepszego :-) Dorka :-)
        • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 13:27
          Dorka napisała/ł:> Margotka.> A może po urlopie macierzyńskim, jeśli jeszcze będziesz miała tę pracę , dziećmi zajmowałby się mąż?> Moja koleżanka tak zrobiła. Wykorzystywała godzinę na karmienie.> Życzę najlepszego > :-) Dorka :-)I ja tak zrobiłam. Dzieckiem zajmuje się mąż. I co?? Ojcem jest super :) Zajmuje się dzieckiem idealnie. Tylko że: cierpi jego ego :cry: bo nie robi akurat kariery, bo się poświęca dla rodziny, bo robi coś wyjątkowego, czego inni mężczyźni nie robią.Musi mieć wszystko podane i naszykowane: obiadek dla dzieci, ubranka, zakupy bo !!!!!!!!!!!!!!!!!ON ZAJMUJE SIĘ DZIECKIEM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!Po moim powrocie do domu kończy bardzo ciężką pracę jaką jest zajmowanie się dzieckiem i ... wychodzi z domu się wyluzować, odpocząć, spotkać z ludźmi. Musi mieć na to odpowiednio dużo srodków finansowych no bo on sie przecież poświęca. Albo leży cały wieczór jak warzywko organicznie zrośniete z kanapą i odpoczywa :sleep:A ja???? Powinnam zacząć w tym momencie sprzatać, gotować na następny dzień, pójść po zakupy, itd. Z dwójka dzieci oczywiście. Nie moge się nawet nikomu pożalić ze mam w domu obrażoną królewnę bo "on tak cudownie zajmuje się dziećmi" - mówią znane mi mamy.Próba rozmowy? A o czym? On sie przecież zajmuje dzieckiem i poświęca, wrrrrrrrHa, niedoczekanie. Od poniedziałku przychodzi niania, którą przynajmniej bedę mogła porządnie opierdzielić, jak mi się coś nie bedzie podobało. A mąż niech się mierzy ze światem.Trochę czasu zajmie mi odkręcenie sytuacji w która się wpakowałam, ale na pewno się uda. A wydaje się, ze tak łatwo uwolnić się od stereotypów....hehe
          • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 13:55
            Melu, juz kiedyś miałam Cię zapytać na forum, jak sobie radzicie, bo Wasza sytuacja była taka jak moja. A teraz pozostaje mi zapytać, ile trwało, zanim postanowiłaś wziąć opiekunkę...Bo mój mąż też siedzi w domu z dzieckiem od końca mojego macierzyńskiego czyli już 8 miesięcy, troche zarabia zleceniami, troche studiuje, troche robi w domu.Ja nie jestem pedantką, więc o sterylną czystość się nie czepiam, ale co i rusz wybuchały awantury, że to co ja mogłam zrobić przy dziecku, dla niego jest za trudne. Na zakupy chodzimy razem, latem drobne rzeczy kupuje on, zimą ja wpadałam po drodze z pracy do sklepu, ubierał baśkę długi czas dzwoniąc do mnie do pracy (w co????), czasem gotuje, niezbyt często.Wczoraj odbyliśmy spektakularną awanturę na temat zatrudnienia opiekunki (szczególnie, że raczej żyjemy na debecie). Na razie konkluzja jest taka, że on moją propozycją został pognębiony, tzn, że nic nie robi dobrze, nawet nie umie domu poprowadzić, a ja doszłam do wniosku, że w gruncie rzeczy nie chodzi mi o wylizaną podłogę (zwłaszcza, że dziecko już nie pełza) ani obiad z dwóch dań codziennie, ale o zdjęcie mi myślenia o tych sprawach z głowy, bo to mi zajmuje jedyne wolne obszary mózgu po pracy. Fuj.O tyle mój chłop się od twego różni, że gdy ja wracam z pracy,on do pracy siada lub wyjeżdza i niegdy nigdzie nie wychodzi i moge liczyć na jego pomoc, jeśli pokaże paluchem. Może warto, ale mnie to czasem koszmarnie męczy,zwłaszcza dziś w nocy, gdy szukałam żelu na zęby i nie mogłam znaleźć - ja, która w największym "burdlu" ale twórczym przeze mnie zrobionym oczywiście - wszystko znajdowałam.Żel w końcu znalazłam, ale czy sposób na życie.Dorka, czy ja jestem męczennicą? Proszę o opinię z dystansu, bo mam wrażenie, że tak dyndam: mam gorszy dzień, to rzucam się do walki z pazurami i kopniakiem chłopa do ściery, mam lepszy dzień, to: przewróciło się - niech leży lub kochanie, nikt tak nie sprząta łazienki jak Ty (co akurat jest prawdą).PozdrowionkaNie wyspana i rozdrażnionaRuda kasia
            • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 31.08.01, 08:08
              ruda kasia napisała/ł:> Melu, juz kiedyś miałam Cię zapytać na forum, jak sobie radzicie, bo Wasza sytuacja była taka jak moja. A teraz pozostaje mi zapytać, ile trwało, zanim postanowiłaś wziąć opiekunkę...Kasiu!Sytuacja nie jest taka czarno-biała, jak przedstawiona w moim poście, jak twierdzi mój małżonek, któremu dałam post do przeczytania. Może przyśle sprostowanie????Mąż zajmował sie już starszą córką przez rok, kiedy z racji choroby nie mogła uczęszczać cały dzień do przedszkola, a ja pracowałam bardzo dużo i jeszcze robiłam studia MBA. I była to jego decyzja, która bardzo szanowałam. Postanowił się zająć również młodszą i robi to bardzo dobrze przez ostatnie pół roku. Tylko....To ja wolałabym być w domu z dziećmi. Tylko ze tak się złożyło, ze mogę - przynajmiej na razie - bez problemu utrzymać rodzinę, a mąż, z powodów całkowicie od niego niezależnych - recesja - nie moze tego zrobić. Oboje jesteśmy zdecydowanymi przeciwnikami zostawiania dzieci z obcymi osobami lub oddawania ich do żłobka, jeśli nie ma takiej życiowej konieczności. I bycie przez męża z dziećmi wydawało się nam obojgu ???? sensowną, dojrzałą decyzją. Z jego strony jest to naprawdę duży wkład w naszą rodzinę. Albo byłby....Dlaczego? Bo jest przekonywany przez otoczenie, i sam zaczyna w to wierzyć, ze robi cos całkowicie wyjątkowego. Kompletne szaleństwo :crazy: Wystarczyło, ze kilka razy poszedł do administracji z dzieckiem na ręku i już obok bloku stanął piękny, ogrodzony plac zabaw - bo przecież tata musi mieć gdzie chodzić z wózkiem :crazy: W kawiarni, do której chodzi codziennie rano na kawę, czeka zawsze na niego świeża gazeta, bo...I tak dalej, i tak dalej :crazy: :crazy:Mówi, ze na takich wczasach nie był od dawna. A mnie aż pulsuje w głowie ze złości. Będąc w domu z pierwszym dzieckiem, brałam całkowitą odpowiedzialnośc za to ci się w nim dzieje - mąż nawet nie wiedział, gdzie jest garnek.I takie same wyobrażenie miałam o zajmowaniu się dziećmi przez niego. I teraz patrzę rano w lustro i mówię sobie cytat z filmu Allo-Allo: "Ty głupia kobieto..." he he heMoże jakiś tatuś wypowie się na temat niechęci do zgłebiania wiedzy tajemnej - paniom jedynie dostępnej - o tym jak przedsiębiorstwo zwane domem działa :what:mela
    • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 12:51
      Mysle Dorko, ze swiat sie zmienia, my nie. Wierzymy ze on sie zmieni, lekcewazymy malutkie sygnaly ostrzegawcze. A kiedy azczyna byc zle caly czas mamy nadzieje, ze to tak przejsciowo, bo przeciez slubujemu, ze na dobre i na zle, w szczesciu i nieszczesciu....A kiedy przestajemy miec nadzieje, jestesmy juz zmeczone zyciem kobiety, bez widokow na milość. W kupie razniej,latwiej zaplacic za prad. No to zostajemy w tej kupie. Poza tym czy nie latwiej czasem byc soie ta ofiara i uzalac sie nad soba? Niec nie trzeba robic, odpowiedzialnosc jest poza nami, bo my przeciez nie mozemy nic zrobic, bo on nie pozwala, nie zgazda sie, on poniza, on....W koncu co powie mama? Przyjaciolka? tesciowa?Raz zarobilam w twarz od slubnego- jak dzisiaj boli. Nie to ze uderzyl. To ze bylam w stanie doprowadzic mojego raczej spokojnego meza do furii. To, ze rozmyslnie i z zimna krwia w czasie maksymalnej awantury wytaczalam coraz wieksze dziala,umiejetnie wbijalam szpilki ( w koncu ufal i sie zwierzal) az stwierdzilam naocznie- moj maz poddany dreczeniu odpowiednio dlugo wali w morde nie patrzy ze zona.Wyprowadzilam go po tym zdarzeniu, przeplakalam tydzien i powoli zaczynalo do mnie docierac ze to nie jest tak,ze on jest be be. pogodzilismy sie i jest ok, zeby nie powiedziec super- ja znam granice, on tez. Ale pogodzilismy sie tylko dlatego, ze oboje poniesismy konsekwencje swoich czynow. On za chamstwo wylecial za drzwi, ja zaczelam kombinowac jak tu sobie poradzic. Dzieki temu nie ma znaczenie kto dodomu przynosi pieniadze.Czasem jezdzimy na wakacje osobno,jak on nie ma ochoty na imieniny mojej przyjaciolki nie idzie, ja sie nie czepiam piwka z kolegami(jesli samochod zostaje pod domem :) Byc moze bez tej pamietnej awantury roslaby we mnie frustracja, zlosc, krzywda itd. Byc moze zamknelabym sie w sobie i wyplakiwala w poduche, ze zycie tak mi sie kiepsko uklada. Byc moze on zaczalby mnie zdradzac,bo i tak nie odejde, przestalby szanowac itd. Bedzac z kims za wszelka cene, kochajac go mimo wszystko zapominamy, ze gdy milosc jest jednostronna- nie jest nic warta, docenil ja Platon i kwita. Prawdziwe uczucie ze strony obojga obroni sie, ja w to wierze. jeslionie strony maja wole, nie wygode czy zwyczaj, ale wole ze sba zostac,to wszystko sie da poukladac. A jesli nie? Posprzatac za soba i wyjsc po angilesku :) do zycia. nie wierze w reinkarnacje, wiec mam jedno i nie moge go zmarnowac....
    • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 13:06
      Nie jestem psychologiem, ale wydaje mi się jest coś takiego w kobiecej naturze, tj. skłonność do poświęceń, obwiniania samej siebie, usprawiedliwiania partnera itd.itd.Czasami ale podkreślam czasami powiela się model życia wyniesiony z własnego domu. Sądze też, że na pozycję kobiety w związku wpływa w dużej mierze jej osobowość, wcześniejsze doświadczenia, konstrukcja psychiczna, poczucie własnej wartości i niezalezność.Cóz ja sama znam przypadki kobiet kochających potworów i często się zastanawiam czy to miłość sprowadza je do roli męczennicy czy też problem tkwi w samej kobiecie????Chyba nie można jednoznacznie odpowiedzieć na ten problem bo jest zbyt złożony a podejrzewam ze współczesna psychologia czy psychoanaliza bada ten problem. Widziałam taką książkę "Toksyczne związki" i tam ten temat był dość szeroko opisany. Pozdrawiam Anja
      • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 21:35
        Moja mama kocha potwora. I oszukuje samą siebie i wszystkich dookoła, bo tak naprawdę jest bezsilna wobec jego głupoty i wyrachowania. Cierpimy z tego powodu wszyscy, ja nawet teraz, gdy poszłam "na swoje" przeżywam to jeszcze bardziej.Powodem potworowatości ojca jest alkoholizm. W kieliszku topi on nie tylko swoje przysłowiowe smutki ale przede wszystkim lenistwo. Tak jest wygodniej - narąbać się i nic nie robić w domu, za nic nie odpowiadać. Gdy byłam mała, ojciec doprowadzał nas do rozstroju psychicznego swoim zachowaniem, gdy był pijany, gdy mu się chciało lub gdy za mało wypił. Co przeżyłam, to moje...A mama go kocha. Modli się i uparcie wierzy, że ten chory człowiek się zmieni. Dla niego to raj. Nie pracuje już drugi rok, bo przecież "niesłusznie go zwolnili - redukcja" (wyleciał za wódę - wiadomo wszem i wobec). I teraz siedzi pan bezrobotny bez prawa do zasiłku jak ten pasożyt, cały dzień w oknie i czeka, aż mama przjdzie, żeby wycyganić od niej ostatni grosz na piwko, totolotki i papierosy. I ta moja męczennica mu daje, bo tak ją omami (będzie lepiej, jutro chyba coś zarobię - tere-fere), a sama wygląda już jak hinduski szkielet i moi bracia też.Co jest z tymi kobietami. Lubią chyba cierpieć, może traktują to jak swoiste powołanie. Nie rozumiem, jak można się aż tak poświęcać. Tylko to tak jest. Nigdy nie wiadomo, co nas czeka i jak ja zachowałabym się w takiej sytuacji. Wydaje mi się, że inaczej, ale kto to wie...
        • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 21:47
          Maszko,A nie myslałaś zeby jakoś pomóc mamie. Zasugerowac jakąś terapie? W Klubach AA udzielają pomocy kobietom z podobnymi problemami.Anja
          • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 30.08.01, 22:10
            Moja mama nie chce pomóc sama sobie. Wierzy tylko w pomoc bożą. I odrzuca wszelkie pomysły, mówi, że ma taki krzyż i musi z tym żyć. Gdy kiedyś powiedziałam jej, żeby zostawiła ojca, nakrzyczała na mnie. Ona poprostu już się poddała.Ja już się jakoś ustawiłam w życiu. Mam wspaniałego męża i synka. Jednak wielokrotnie problemy rodziców stają się dla mnie ważniejsze, niż oni. Jestem smutna, rozdrażniona, myślę, co tam w domu. Takie błędne koło.Szkoda mi najbardziej braci. Młodzi, wspaniali ludzie. Jakimi oni będą ojcami i mężami, gdy napatrzyli się na takiego człowieka.Jak jedna osoba może zadawać tyle bólu wielu swoim bliskim.
    • Gość: guest Re: Męczennice? IP: *.* 31.08.01, 07:48
      W mojej rodzinie sytuacja wyglada nieco inaczej.Otóż to moja mama jest głosem decydującym (ojciec zasłużył sobie na to).Niestety ja również jestem ofiarą.Moja mama ma swe poglądy na życie, bagaż doświadczeń co w Jej mniemaniu daje prawo do ustawiania mi życia.Pierwszym poważnym przewinieniem było to, że byłam z mężczyzną nie odpowiadającym mamie.Do tego doszła ciąża i ślub z tymże samym panem.I tu się posypało, że złamałam sobie życie (bo miał być bogaty cudzoziemiec)zamiast do pracy to ja prosto po studiach rzuciłam się w pieluchy i wogóle to czas najwyższy znaleźć pracę (mały miał pół roku).Każdy kto okaże sprzeciw jest "wrogiem nr1", kto ma inne poglądy polityczne jest nikim itd.Ja chociaż jako jedyna w rodzinie skończyłam studia, pracowałam,robiłam różne kursy, zawsze grzeczna córeczka pokonująca co tydzień 150km żeby być w domu na weekend i tak jestem nikim.I uważam się za męczennicę bo nie potrafię się wyzwolić spod panowania mamy.Tak miała rację bo jest nam ciężko, trudno znaleźć pracę, nie mamy mieszkania tylko akademik ale jest nam ze sobą dobrze.Dodam jeszcze, że imię dla naszego syna też wybrała mama a ja to zaakceptowałam, czego teraz żałuję.A najgorsze jest to ,że w razie niepowodzenia słyszę "a nie mówiłam" zamiast "a może w czymś pomóc".I chociaż nie powinnam, ale czuję się gorsza bo nie jesteśmy niezależni finansowo, nie mamy pracy (tylko dorywczo)i ogółnie nie jesteśmy "ustawieni".Co do kobiet męczennic tyranizowanych przez mężczyzn to myślę,że dużą rolę odgrywa środowisko w którym się przebywa, cechy personalne (w każdym związku ktoś dominuje), stereotyp (kobieta=gary, mężczyzna=macho)i fakt, że to kobieta rodzi dzieci, że zwykle ma dużo większe poczucie odpowiedzialności i łączy ją niepowtarzalna więź z dzieckiem.A czasami może to być strach przed samotnością,niska samoocena, opinia innych (co ludzie powiedzą), przekonanie,że nawet najgorszy ojciec jest potrzebny dzieciom i wiele innych czynników.Ale pozostaje pytanie-jak pomóc męczennicy?
    • Gość: erfa Re: Męczennice? IP: *.* 31.08.01, 09:41
      Z tego,co myślę,u podstaw tego leży brak poczucia własnej wartości.Jeśli ktoś uważa się za kogoś gorszego pozwala zepchnąć się do roli ofiary.Piszę to na podst.moich przemyśleń-obecnie ja też jestem ofiarą.Zostalam wychowana w poczuciu,ze do niczego się nie nadaję,że sama niczego nie potrafię(niestety-nadopiekuńcza mama i dośc zaborcza babacia,która w sumie mnie wychowała,niepełna rodzina-brak ojca i sie naskładało)Teraz powoli dochodzę,że jestem też cos warta(niestety zajęło mi to połowę życia)ale jeszcze długa droga przede mną.Musimy szukać wartosci w sobie.Bardzo zależy mi na wychowaniu tak moich córeczek,by ruszyły w życie z pewnością siebie(takim zdrowym poczuciem,że sa wiele warte i stanowią wartość same w sobie)Serdeczne pozdrowienia.Erfa

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka