Dodaj do ulubionych

Praca, która leży na ulicy

IP: *.* 22.09.01, 19:24
Jak to w tym kraju jest z tym bezrobociem?Od kilku miesięcy szukam ludzi do pracy i nie mogę znaleźć.Realne jest zarobienie 1500-2500 (brutto) pracując 4-5h dziennie (wolne soboty i niedziele). Większość osób sobie zwyczajnie nie radziło, aż w końcu myślałem, że będzie ok. Zatrudniłem dziewczynę, która od samego początku miała widoki na minimum 1500PLN - z czasem mogła się rozkręcić i zarabiać więcej. Po tygodniu Ona mi mówi, że nie chce pracować, bo miała gorszy dzień (w pracy), że Ona chce coś znaleźć na stałe (z umową o pracę choćby na czas próbny - u mnie miała prowizję, z legalną umową). Pytałem, czy ma coś konkretnego na oku - powiedziała, że nie. Ręce opadają. Na szczęście inna dziewczyna (nota bene lekarz medycyny, który sobie dorabia u mnie bo nie ma specjalizacji, czy czegoś tam) radzi sobie doskonale (robi co innego) i najprawdopodobniej przejmie cele wyznaczone tej która odchodzi (przejmie razem z pieniędzmi).Nie stać mnie na płacenie ZUS-u pracownikom, a w zasadzie powinienem napisać, że zostawiam tą kwestię pracownikom. Nie stać mnie natomiast na to, żeby płacić komuś pensję, gdy ta osoba nie pracuje, a urządza pogaduszki z koleżankami ( tak było w przypadku tej ostatniej - obserwacje własne + kilku innych osób )Jeśli ktoś ma chęć to niech sobie płaci z pensji nawet i 70%, czy 90% składki na ZUS ( w ramach własnej działalności gospodarczej). Jestem w takiej sytuacji, że nawet nie opłaca mi się zatrudniać ludzi na czarno (progi podatkowe). Oferuję czytelną i legalną umowę i wydaje mi się godziwe wynagrodzenie za niezbyt skomplikowaną pracę (rozmowy telefoniczne). Jedyny warunek, to chęć do pracy, systematyczność, odporność psychiczna i odrobina talentu - jak widać cechy nie do pogodzenia. W rezultacie najprawdopodobniej zlikwiduję to stanowisko pracy, a cele które miało ono spełniać będą realizowane innymi sposobami.Nawet mi nie żal - skoro ludziom nie zależy to trudno - niech żyją z zasiłku.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 22.09.01, 20:31
      Jakie masz wymagania w stosunku co do pracownika ? Okresl je prosze wyrazniej.
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 22.09.01, 20:36
        NIe mam żadnych specjalnych wymagań - oprócz doświadczenia na podobnym stanowisku (wystarczy kilkumiesięczne).
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 22.09.01, 21:01
      Pracowałam w firmie jako telemarketerka i nie jest to łatwe.Zależy od wymagań.Czego konkretnie oczekujesz od pracowników tzn na czym polega ich rola?
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 22.09.01, 21:41
        Ich rolą jest umawianie spotkań handlowych. Wiem, że praca nie jest super łatwa. Dlatego płaca jest atrakcyjna. Przy 3 spotkaniach dziennie do zarobienia było 2 500 PLN, przy 2 1500. Ta ostatnia dziewczyna dopóki pracowała umawiała średnio 1 spotkanie na 40 telefonów. Na wykonanie 40 telefonów poświęcała średnio 1,5 h. do tego dochodziły osoby które chciały się umówić w terminie późniejszym - ok 2 na każde 40 telefonów. Szło jej dobrze, dopóki nie zaczęła rozmawiać z inną, która nie miała takich wyników (nie pracowała dla mnie).
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 23.09.01, 11:45
          Z tego co piszesz wynika że praca jest dosyć absorbująca, jeśli większość czasu spędza się na telefonie. Może osoby na ktore trafiłeś nie są aż tak zdeterminowane do pracy. CZęsto tak jest z bardzo młodymi osobami. Może straszy wiek potencjalnych kandydatów będzie dobrym kryterium doboru pracowników.Pozdrawiam Anja
          • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 23.09.01, 18:03
            Wiesz nie mam już ochoty się zastanawiać - nikogo nie eliminowałem na podstawie wieku. Osoby starsze nawet nie chciały spróbować.
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 24.09.01, 09:26
      Polecam wątek w e-mamie. Tak się w dzisiejszych czasach pracuje w Polsce - byle do 15, czy 16...
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 24.09.01, 09:30
        sory znowu nie zmieniłem nicka
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 24.09.01, 13:15
          Ale który wątek konkretnie???Anja
          • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 24.09.01, 13:34
            Ten o deszczowej pogodzie i nudzie w Pracy
            • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 24.09.01, 19:53
              KvM -przeczytałam tylko Twój pierwszy post i nie wiem jak rozwinęła się dyskusja,ale chciałam tylko powiedzieć,że żałuję,że mieszkam w stolicy a nie gdzieś bliżej Ciebie...to dobrze mieć tak rozsądnego pracodawcę...A może tę pracę da się wykonywać na odległość? telefon posiadam,komputer również...polecam się...patsi
              • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 24.09.01, 20:35
                Da się na odległość, ale to się nie będzie kalkulowało - efektywność pracy musiałaby być kikukrotnie większa niż zakładam. Wiesz zdaję sobie też sprawę, że praca nie jest łatwa. Tzn. jest łatwa, ale wymagająca wiele samodyscypliny i wytrzymałości psychicznej.
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 09:10
      Nie masz racji. Ludzie chcą pracować, a rolą szefa jest znaleźć właściwe osoby na właściwe miejsce.Jeśli nie możez znaleźć odpowiednich ludzi do pracy, to może niewłasciwie ich szukasz? Może osoby mają być "za dobre" czyli wymagasz posiadania kwalifikacji, które tak wcale nie są niezbedne - np. studia wyższe? Albo doświadczenie? Jeśli któś zmienia pracę po pół roku (takiego doświadczenia wymagasz), to z dużym prawdopodobieństwem po prostu się nie sprawdził, a Ty zbierasz takie "spady". Kwestia motywacji. Ludzie ci donoszą ze panna rozmawia zamiast pracować. Bazujesz na takich informacjach? Nie masz własnych metod oceny? Łatwo możesz kogoś skrzywdzić. Czy ważny jest wynik - ilośc spotkań, czy ma być wynik i brak pogaduszek w pracy, bo ty masz takie widzimisię? Jeśli widzisz ze spada jej motywacja, to po prostu to zmieniasz, a nie utwierdzasz się opiniami innych że jest do niczego. A moze to stanowisko jest postrzegane jako "gorsze" w firmie - tak to odebrałam z twojego opisu, w porównaniu z innymi, bardziej prestiżowymi, i stąd taka rotacja pracowników? itd, itd.....Nie mówię ze jest to łatwa praca - pracowałam jako makler szukający i obsługujący przez telefon klientów, ale przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w sposobie rekrutacji i motywacji, a nie narzekać na okoliczności. Przerobiłam to na własnym przykładzie. I teraz mam świetnych pracowników.:hello:
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 09:43
        Mela napisała/ł:> Jeśli nie możez znaleźć odpowiednich ludzi do pracy, to może niewłasciwie ich szukasz? A jak, Twoim zdaniem, powinna wyglądać rekrutacja? Może faktycznie źle robimy zamieszczając ogłoszenia w "Gadule Wyrodnej". Mieliśmy też kilka polecanych osób, które z chęcią rozpoczynały pracę, a potem się wycofywały (po cichu). Wymagamy minimum kilkumiesięcznego doświadczenia - czyli nie zamykamy się na młodych rozpoczynających życie zawodowe ludzi. To chyba dobrze? Czasem ludzie z mniejszą praktyką okazują się skuteczniejsi i bardziej pracowici.> Kwestia motywacji. Ludzie ci donoszą ze panna rozmawia zamiast pracować. Bazujesz na takich informacjach? Nie masz własnych metod oceny? Łatwo możesz kogoś skrzywdzić. Czy ważny jest wynik - ilośc spotkań, czy ma być wynik i brak pogaduszek w pracy, bo ty masz takie widzimisię? Jeśli widzisz ze spada jej motywacja, to po prostu to zmieniasz, a nie utwierdzasz się opiniami innych że jest do niczego.Nie przeszkadzałoby nam, że "panna" plotkuje, gdyby nie spadła jej skuteczność. Dziewczyna mniej dzwoni, częściej robi sobie przerwy - a to rozkojarza. Wiem, bo sama dzwonię.Tak więc to nie jest "widzimisię", lecz prosty wniosek.Poza tym stanowisko nie jest postrzegane jako gorsze. Jest to odpowiedzialne zajęcie jak każde inne.Dużo rozmawiamy z pracownikami, prosimy aby mówili, jeśli coś nie gra...
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 10:00
          A może w ogóle bez praktyki? Wtedy dokładnie przeszkolicie ludzi tak, jak chcecie. Czasami lepszy jest absolwent, niż osoba z praktyką i wyrobionymi nawykami.Ogłoszenia - dobry początek. Ale może sama rozmowa kwalifikacyjna jest nie tak prowadzona? Za szybko przyjmjesz ludzi?Jeśli dziewczyna zaczyna gorzej pracować (a u sprzedawców najgorszy jest właśnie "syndrom wypalenia" i spadku wydajności) to po prostu trzeba z nią prozmawiać. I nie czekać aż pracownik sam przyjdzie i powie ze jest "coś nie tak". Bo nie przyjdzie. Zastanów sie przez chwilę - dlaczego? Zatrudniałam sprzedawców i ludzi do wsparcia sprzedaży w zakresie rozliczeń. Miałam mniejsze wymagania niż przy tych pierwszych. I ciągle odchodzących frustratów, którzy cierpieli, tracili motywację, płakali ze się nie realizują. Byli za dobrzy - w ich pojęciu. I wykonywali gorszą pracę niz osoby odpowiedzialne za sprzedaż - też w ich pojęciu.Teraz zatrudniam wystarczająco dobrych. Nie doskonałych. I są zadowoleni. Ja też.Myślisz ze lekarka pracująca u Ciebie chwali się tą pracą przed znajomymi? Uważa ze jest to to co powinna robić?MelaPrzeprasza za chaos -piszę szybko bo muszę wracać do pracy. Do następnego :)
          • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 10:12
            Owszem chwali się... Wiesz problem jest taki, że w gruncie rzeczy nie ma za wielu chętnych do tej pracy... Zresztą sprawa przestała istnieć, bo jak jużwcześniej pisałem te same zadania realizowane są w inny sposób. Ja staram się rozmawiać z ludźmi, ale w tym ostatnim przypadku ewidentnie nie było o czym. Wcześniej (przy innych osobach) nikt nie mówił, że ktoś sobie ploteki uskutecznia, zresztą sam to widziałem na własne oczy. Może faktycznie powinienem tym ludziom poświęcać więcej czasu. Po pierwszych niepowodzeniach dałem sobie spokój - to była strata czasu. Na początku faktycznie zatrudnialiśmy osoby z ulicy i szkoliliśmy - pracowały kiepsko.To zresztą teraz już nieistotne.
            • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 10:50
              Szkoda.... że nie zaczynam swojej kariery zawodowej teraz, lub nie mam półrocznego soświadczenia ;) Juz słałabym swoje CV ;) Bo praca byłaby wymarzona dla mnie. Uwielbiam sprzedawać przez telefon - to takie świetne narzedzie które łatwo przekracza bariery gabinetów i tytułow. Ale coś w tym jest - do tej pracy trzeba się urodzić :)
              • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 10:53
                No wlasnie mela :)Ja musze sobie poczatek rozmowy napisac, potem wpadam w rytm....Wiec CV nie wysylam....
              • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 14:26
                Ale to nie była sprzedaż - tylko umaianie spotkań handlowych!
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 09:48
        Dorka już Ci odpowiedziała. Zresztą wynika to już z wcześniejszych postów. Jak dla mnie to ona może pracować nawet pół godziny dziennie - byle by robiła minimum, które zresztą także jej pozwoli zarobić godziwe pieniądze (1500 PLN brutto). Co do wykształcenia to wymagam minimum kilku miesięcy doświadczenia NIC więcej
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 19:38
      Nie dajcie się na to złapać!!!!Zwróćcie uwagę na zwrot "można zarobić", ale wcale nie musisz.Przypuszczam,że ilość zarobionej kasy zależy od efektywności czyli od ilości umówionych spotkań.Tak więc możesz spędzić cały dzień przy telefonie i nic z tego nie mieć.A wręcz przeciwnie można się nasłuchać od "umawianych osób"niezływ inwektyw.I talent wcale tu nie pomaga.Ludzie już wiedzą czym są telefonicznie umawiane spotkania handlowe i często gęsto nie mają zamiaru wysłuchiwać tego co masz im do powiedzenia.To naprawdę żadna rewelacja.A jednak miło jest wiedzieć,że za pracę dostanie się pieniądze i o to chodzi a nie o odsiedzenie 8 godzin.Wiem co piszę bo sama przez to przeszłam
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 25.09.01, 21:45
        No tak. Teraz rozumiem dlaczego głosujesz na SLD - trzeba było tak od razu napisać, a nie ściemniać o kredytach dla młodych małżeństw i równości
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 12:17
      KvM odpowiedz na mój zarzut.Czyż nie takie są zasady pracy u Ciebie?Dla mnie jesteś zwykłym"nuworyszem".Czytałam Twoje posty na temat wierności i swobody małżeńskiej - kreowałeś się na niezłego macho,luzaka itd.To nie jest nasza polska mentalność.Wyglądasz mi na typ faceta skóra,fura i komóra (bez obrazy).Ale oczywiście to jaki jesteś to Twoja sprawa.Nie daje Ci to jednak prawa oceny innych.Zastanawiam mnie kiedy Ty pracujesz?Bo z tego co widzę z edziecka praktycznie nie schodzisz.Bo i po co jak ma się wyrobników nie?Wcale się nie dziwię,że odpowiada Ci obecna sytuacja polityczna.Ja też bym tak chciała.Mimo wszystko życzę Ci powodzenia.
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 13:22
        Beatko, chyba jednak dość nieuważnie zapoznałaś się z poglądami KvM. Jakkolwiek nie należę do jego wielbicielek, postanowiłam odezwać się, zanim On to zrobi. W Twojej wypowiedzi roi się od absurdów na jego temat (nie tylko zresztą). A już szczyt dowcipu to to, jakoby odpowiadała mu obecna sytuacja polityczna. Ha ha ha.Aha, jeszcze krótkie pytanie: dlaczego nie odniosłaś się do merytorycznych pytań, które KvM [postawił Ci w wątku Czy dobrobyt już jest (mam na myśli to o nieoprocentowanych kredytach w szczególności)?Pozdrawiam i radzę uważniejszą lekturę wypowiedzi, zanim kogoś ocenisz.
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 13:58
          Dzięki za ratunek od niewielbicielki ;-) W zasadzie jak widać poziom intelektualny woborców SLD nie przedstawia się najlepiej (są wyjątki jak zwykle). Ciekawy i godny polecenia jest artykuł w ostatnim Newsweeku o przebiegu kampani SLD i roli L. Millera. Swego czasu w TokFm słyszałem cytaty z brodzury wydanej dla kandydatów na posłów SLD. Socjotechnika godna podziwu, a że to trąci nieuczciwością? To drobiazg - podstawa to wygrać.
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 15:11
      Agato!Ja bynajmniej nikogo nie chcę atakować!KvM nie odpowiada na moje zarzuty dot. pracy.Absolutnie nie bronię tego co było.Ale nie znaczy to,że teraz jest dobrze.Z tego co zauważyłam KvM nie chce budować nowej Polski tylko zmyka za granicę.Krytyka i ucieczka to chyba nie jest szczyt heroizmu?!Chociaż z drugiej strony wcale się Mu nie dziwię.Reasumując-wydaje mi się,że ludziom żyło się dużo łatwiej za komuny (sama byłam małolatem) co nie oznacza,że dla kraju taki ustrój był korzystny.Nasza obecna sytuacja również nie napawa optymizmem.Program SLD (który nota bene ukierunkowany jest prozachodnio)jest mi bliski.Dlatego właśnie oddałam swój głos na SLD.A czy nie będę tego żałować?to już czas pokaże.Wybacz KvM ale chyba się nie dogadamy (bo okazuje się że nie dorównuję Ci poziomem intelektualnym).
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 15:20
        Oj chyba sie nie dogadamy i nie o poziom intelektualny wcale tu chodzi. Z osobami, którym za komuny było dobrze na prawdę nie mam o czym rozmawiać.
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 15:29
          Ale w jednym przyznam Ci rację. Nie chcę budować nowej Polski. Poglądy takie jak twoje napawają mnie obrzydzeniem. Wyjeżdżam stąd tylko dlatego, że większość społeczeństwa myśli podobnie jak Ty. Zastanawiam się tylko kto im będzie fundował pensyjki za nic nie robienie, zasiłki, zapomogi, renty i emerytury? Może rząd? Tak SLD nie skrzywdzi nikogo - wrazie czego dodrukują trochę pieniądza i będzie git - powodzenia. Mam nadzieję, że mnie tu już nie będzie. Wolę już nawet szorować kible niż żyć w kraju gdzie większość ludzi myśli w sposób podobny Tobie. Pozdrawiam i życzę szczęścia w życiu i świetlanej socjalistycznej przyszłości.KristoVelMefistoP.S. Wybacz, że nie odpowiadam na Twoje argumenty. Obiecuję jednak, że jeśli zgłosi się tutaj choćby jeszcze jedna osoba która myśli o tych sprawach tak jak Ty, to odpowiem.
          • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 15:55
            KvM napisała/ł:> Zastanawiam się tylko kto im będzie fundował pensyjki za nic nie robienie, zasiłki, zapomogi, renty i emerytury? Może rząd? Nie, Kristo. Nie rzad. Spoleczenstwo. Ja, Ty i wielu innych... A swoja droga juz sie boje nowelizacji prawa podatkowego. Wydaje mi sie, ze mam zbyt duzy wklad w finansowanie wydatkow tego panstwa...A po nowelizacji bedzie jeszcze wiekszy.Co stwierdzam z wyraznym zalem.YennaM
            • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 16:03
              > Nie, Kristo. Nie rzad. Spoleczenstwo. Ja, Ty i wielu innych... A swoja droga juz sie boje nowelizacji prawa podatkowego. Wydaje mi sie, ze mam zbyt duzy wklad w finansowanie wydatkow tego panstwa...No właśnie w tym problem, że nie! Społeczeństwo tego nie sfinansuje. Jest to prawda znana nawet początkującym ekonomistom. Optymalny (dający największe wpływy do kasy) jest tylko dość niewysoki próg. Ludzie uciekną w szarą strefę bądź wyjadą. Zobacz co się dzieje w Szwecji - gdyby nie naturalne bogactwa ten kraj byłby już bankrutem. Ludzie, którzy zarabiają więcej uciekają, bo nie chcą tyle oddawać, a tam nie ma takiego poczucia marnowania pieniędzy podatnika jak u nas, nie ma też takich kombinatorskich tradycji. Kiepsko to finansowanie widzę...
              • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 16:20
                Pokazac Ci mojego PITa? hihi ;)Naprawde mam wrazenie, ze na pewno utrzymuje to panstwo :)Pokazac? ;)YennaM
                • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 16:36
                  A pokazać Ci mojego? Co miesiąc funduję kilka - kilkanaście zasiłków dla bezrobotnych, do tego sporo (jeszcze wiecej)marmurów w bankach. Ale ja mam tego dość!
                  • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 17:07
                    Ja tez, Kristo.Ale pomimo tgo zostane ;)YennaM
              • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 08:36
                A ja bym powiedziała, że właśnie niestety społeczeństwo. Bo to my finansujemy tę zardzewiałą machinę nie tylko poprzez podatek dochodowy. Widzieliście plany co do ordynacji podatkowej na przyszły rok? Podstawowa stawka VAT 24%? No i kto ten VAT płaci, przecież nie "watowcy" tylko my wszyscy, prawda? Kto płaci akcyzę zawartą m.in. w paliwku? Kto płaci składki ZUS (tak, to oczywiście nie budżet, ale też pijawka).I czy oni nie widzą, że podnoszenie stawek VAT to nóż w plecy gospodarki? Tak więc, kto może ucieknie do szarej strefy. Ale i tak odda cesarzowi co cesarskie, w postaci podatków pośrednich.
                • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 08:44
                  niestety :)
                • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 08:52
                  Oj uciekną ludzie. Już teraz wiele towarów jest u nas droższych niż w Niemczech. Niedługo będziemy tam jeździć na zakupy. Ludzie od wszystkiego uciekną - to kwestia determinacji (wysokości podatków). Już teraz znaczna część wódy i papierosów jest sprzedawana bez akcyzy i VAT. Brnijmy w to dalej
                  • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 08:56
                    Ta wóda bez akcyzy, też się skończy, mój drogi cyklisto ;-)Planują wprowadzić opłatę w wysokości 20 PLN za wyjazd za granicę. A nie wiem, jak u Was na północnym zachodzie, u nas na południu rzeczona wódeczka była wnoszona przez przedsiębiorczych mieszkańców terenów przygranicznych ,ze Słowacji. Teraz się im po prostu nie opłaci....
                    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 09:13
                      No to będą przez zieloną przełazić, albo coś innego kombinować. Ludzie mają nieograniczone możliwości, a co z tymi którzy pracują za granicą i codziennie ją przekraczają? Nie zlikwidują tego.
                      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 05.10.01, 00:36
                        To, ze ktos byl malolata za komuny nie zdejmuje z niego moralnego obowiazku rzetelnej oceny faktow. Jesli w domu nie powiedziano Ci, co sie wtedy dzialo, to poczytaj.(A swoja droga musisz miec jakies zaslugi skoro tego nie odczulas) Ja tez bylam malolata, ale nie bylo mi tak dobrze jak Tobie. A wiesz dlaczego? Bo nie podobalo mi sie, ze w kiosku jest tylko jedna gazeta, ze chleb dostarczany jest raz dziennie, ze nie ma co jesc, ze ktos mi daje kartki na slodycze, ze zeszyty sa szare, ze wszyscy chodzimy tak samo ubrani, ze w podrecznikach sa bzdury, ze rodzice sciszaja radio, gdy sluchaja wolnych mediow, ze w telewizji widze zakazane mordy prostakow, I ze gina ludzie, ktorzy chca prawdy. I niepodleglosci.Ja rozumiem, ze dla Ciebie te wszystkie wartosci nie musza byc wazne, ale zrozum, ze to sa zdobycze cywilizacji zachodniej, ktore dla innych byly wazne. Moze lubisz, jak ktos uklada Ci zycie, lubisz byc wiezniem. Tak jest latwiej nie trzeba sie wysilac.To przyjmij do wiadomosci, ze komus sie to moze nie podobac. Moze nie chce tak zyc. Teraz wszyscy chetnie korzystaja z normalnego zycia. Ty pewno tez.Zapomnieli-bylam malolata, mi nic nie zrobili, wczasy w Bulgarii, itd. Jesli myslisz , ze towarzysz Miller jest taki cudowny, to sie przekonasz. Jutro dostaniesz gwiazdke z nieba.Gratuluje wyczucia ekonomicznego. To jest zwyczajny obciach wierzyc, ze oni sie zmienili. Sztandar wyprowadzono, nazwa zmieniona (tylko po to, aby nie odpowiadac za milionowe przekrety-pozyczka moskiewska, pzprowska kasa)Gdzie to jest kolezanko??Jestes bardzo latwa do manipulowania socjotechnika tak jak spora czesc spoleczenstwa- biednego produktu owego cudownego ustroju. Skoro nie pamietasz, co bylo, to zobacz co jest. Przeciez Polska wciaz podnosi sie z tego 50 letniego bagna-ktore wciaz jest , bo nie da sie tego naprawic ot tak w ciagu 10 lat. A trzeba bylo dziesiecioleci, aby zabagnic Polske A ze Ci wmawiaja, ze to przez rzady postsolidarnosciowe, to juz Twoj problem. Znaczy to, ze nie umiesz wyciagac wnioskow.. I tak postepy sa po prostu kolosalne.Slicznie tez nazywasz wolny rynek-wyrobnicy, skad my to znamy? Skoro tak, to moze sama zorganizujesz sobie miejsce pracy, moze jaka firme zalozysz i bedziesz dobra dla tych wyrobnikow. Nie potrafisz?? Aaaa, to zadzwon do Millera, on Cie szybko nauczy.No i posiada doswiadczenie w czyms, co sie nazywalo propaganda kiedys, a teraz ...doradcy, PR, itd.A , ze sie lapiesz na to, no coz... Faktem jest, ze nie da sie powstrzymac zmian, ktore nastapily w Polsce. Przede wszystkim nie jest to na reke towarzyszom (bo sie uwlaszczyli, maje cieple posadki i majatki dla nastepnych pokolen)Jasne, ze Polska pojdzie w dobrym kierunku. Nie ma odwrotu. Ale jest zwyczajna nieuczciwoscia zapomniec co bylo, o tych co zgineli w strasznych cierpieniach, i o codziennym cierpieniu upokorzonych obywateli (nawet jesli szczesliwie Ciebie to nie dotknelo)Nie pisze tego do konkretnej osoby, choc posluzylam sie cytatami (sorry). Pisze to do osob, ktore mysla w ten sposob.Kv popieram Cie.
                        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 05.10.01, 14:47
                          Hej ana,Ile mialas lat za komuny? Bo ja urodzilam sie w 73 roku. Moi rodzice bardzo starali sie nie angazowac mnie i siostry w polityke, mimo ze sami byli w nia zaangazowani (szczegolnie ojciec). Z czasow komuny pamietam paczki od radzieckich druhow (cukierki i takie twarde maskotki z meszkiem), pamietam jak pozarlam chyba pol kostki masla z paczki z kosciola po drodze do domu. Jak stalismy w kolejce po paczki z NRF-u i jask robili nam zdjecia a dyrektorka kazala nam isc do domu (na szczescie dostalam swoja paczke). Pamietam godzinne stanie w kolejkach - dla mnie to bylo jak polowanie, wielka przygoda. Zeszyty, ciuchy - nie znalam innych. Gazety byly dwie (Glos Szczecinski i Kurier Szczecinski) - do dzis zastanawiam sie jaka jest miedzy nimi roznica. Pamietam jaka radosc sprawialy mi pomarancze i szynka na swieta. Rodzice po dobranocce kladli nas spac. Ojciec byl zatrzymywany, gdzies wyjezdzal - w sumie bez niego bylo lepiej niz z nim. Pamietam, ze nie odczuwalam tego wszystkiego jako koszmaru - to bylo moje zycie, jedyne jakie znalam. Ciesze sie ze zmiany ustroju i nie glosuje na post-komunistow. Ale to wynika z moich obecnych pogladow a nie "przejsc" w dziecinstwie. Mysle, ze musialas byc bardzo swiadoma malolata, zeby oceniac rzeczywistosc tak jak to opisalas - no chyba ze jestes starsza ode mnie.
                          • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 05.10.01, 20:20
                            Ja też jestem rocznik 73, do tego mój ojciec był "wyznawcą" ustroju (wojskowy). Również pamiętam kolejki w sklepach, w których stałam czekając na mamę, jak na zbawienie. Pamiętam kartki na produkty żywnościowe, szynkę od święta, jedzone do znudzenia ziemniaki (w różnej postaci), bo ryż był drogi(?). Pamiętam kolorowe sukienki z mojego wczesnego dzieciństwa i robione przez mamę na maszynie dziewiarskiej sweterki i spódniczki. Pamiętam skromne, szare ciuchy ze sklepu i wysiłki mamy, by je trochę urozmaicić (szyła nam czasem ubrania na maszynie)- chodziliśmy już do starszych klas. Pamiętam żołnierzy z karabinami patrolujących nasze osiedle i pojazdy wojskowe z "wojny jaruzelskiej" - byłam małą dziewczynką i nie rozumiałam grozy sytuacji.Nie miałam długo świadomości, że żyję w państwie kłamstwa i zbrodni. Dopiero, gdy zaczęłam dorastać, przy okazji spotkań rodzinnych, obijały mi się o uszy "hasła wywrotowe" - starsza siostra mojej rówieśnicy wraz ze swym narzeczonym działali w podziemiu.Nie odczułam specjalnie dotkliwie tamtego okresu, choć żyliśmy skromnie, czasem ubogo (również dlatego, że rodzice ciułali na samochód).Inne wspomnienia ma Krzysiek, którego ojciec był w opozycji. Po kilku wydarzeniach dostał "wilczy bilet" i, nie mogąc znaleźć pracy, został prywatnym przedsiębiorcą - a ci lekko nie mieli.Każdy będzie miał swoje - lepsze lub gorsze - wspomnienia.Nie zwalnia nas jednak nic od dogłębnego poznania prawdy o tamtej epoce. Tej bolącej zwłaszcza. Moja mama do dziś nie chce przyjąć do wiadomości, że był to zbrodniczy system. Ona woli z sentymentem wracać do lat młodości - zupełnie nieświadomej.Dorka
                            • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - wspomnienia z komuny IP: *.* 08.10.01, 07:09
                              No więc, jak już przy tym jesteśmy - ja jestem "75 i komunę wspominam dobrze (!) tylko dlatego, że to było moje dzieciństwo, a dzieciństwo generalnie widzi się różowo. Nawet kolejki i przymusowe pochody, słowo daję. Jedno tylko wspomnienie mam okropne. Pewnego dnia w czasie stanu wojennego obudziłam się rano, wyjrzałam przez okno, i zobaczyłam "skoty" na ulicach. Wiecie, co taki widok znaczy dla 6-letniego dziecka? Będzie wojna, będzie głód, zabiją moich rodziców.... przez tydzień płakałam po nocach...Na pewno SLD nie wyprowadzi na ulicę czołgów. Ale ja im nie ufam. Uraz mam.
                          • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 05.10.01, 21:48
                            Jestem od Ciebie o 3 lata starsza i mysle, ze zadna izolacja nie jest mozliwa. To bylo wszedzie. Ja tez dobrze wspominam dziecinstwo , bo to jest psychiczna potrzeba. Jakie i gdzie by nie bylo, jest zawsze jedno. Na szczescie jest dom rodzinny. On byl tym oparciem -dla nas wszystkich.
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 15:31
      Agato!Ustrój mi że tak powiem był obojętny bo miałam góra 10-15 lat więc go nie bronię.Przeczytaj sobie co piszę na ten temat w wątku poświęconym dobrobytowi.A jak chcesz zapłacić np nauczycielce,której efekty pracy widać po latach?Tak jak powiedziałam ja się pracy nie boję (jak pewna kobieta z komunistycznego serialu)a ponieważ mam rodzinę nie mogę sobie pozwolić na pracę typu-może zarobię a może nie.Oczywiście dla kogoś kto prowadzi duże interesy ryzyko jest wpisane w działalność.Ja jak nie muszę to nie ryzykuję.Ale absolutnie nie bronię nikomu pracować np u KvM jako telemarketerka.Wychodzę z założenia,że dopóki nie spróbujesz to się nie przekonasz.Ja spróbowałam i wybrałam inny wariant.
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 16:18
        Wiecie co?Mam wrazenie, ze mowienie o komunie uroslo dla co niektorych do rangi diabliska, ktorym straszy sie dzieci, gdy niegrzeczne.Popatrzmy realnie: nie ma najmniejszych szans, ze znow staniemy sie krajem dekokracji ludowej.Wybierajac SLD wybieramy wiec nie ustroj, ale pewna wizje uprawiania polityki spolecznej, spojrzenie na gospodarke...Partie ludzi mlodych. Napiszecie: ale tam tak duzo ludzi z PZPRowskim rodowodem.Odpowiem wtedy: okej. Ale w kazdej partii w tym kraju takich ludzi jest wielu.To byly inne czasu, i mam nadzieje, ze historia, jak rowniez i profesor Kieres, sprobuja je rozwiklac, osadzic, a tych, ktorzy będąc u wladzy przestali byc ludzmi - ukarze tak, ja na to zasluzyli.Przeciez nie mozemy juz dwadziescia lat rozdrapywac starych ran. Zajmijmy sie nie malkontenctwem, ale zyciem. Praca. Nauka. Tworzeniem. Budowaniem lepszego jutra. Demokratycznie.Nie bedziemy w nieskonczonosc rozpamietywac, pamietac trzeba, bo to wazne, ale nie zyc historia!W koncu mamy za soba i rozbiory, i jakies wojny (z trzynastoletnia na czele) i tez mozna byloby wracac do krzywd z tamtego czasu. Tak idac za ciosem ;)Ale prawda jest rowniez to, ze gdyby nie lęk przed komunizmem, najprawdopodobniej dzis "zachodni" kapitalizm bylby rownie drapiezny jak i ten wczesny. Ten lęk pozwolil mu wyewoluowac do takiego ustroju, jaki znamy wszyscy i do jakiego dążymy od pewnego czasu (wyjatkowo pod gorke, ale widac inaczej sie nie da).Kapitalizm wyewoluowal i stal sie ustrojem z "ludzka twarza". Czasem bardziej socjalistycznym niz niespelnione nigdy marzenie o komunizmie.Wezmy na przyklad taką Szwecje: panstwo totalnie opiekuncze.Czy tam za kazdym rogiem czai sie socjalizm? A przeciez tam na przyklad matka i ojciec maja bardzo dlugie urlopy rodzicielskie (dodam, ze platne i do pewnego stopnia obowiazkowe). Jakie to ludyczne w swym zalozeniu, prawda?Nie ma niczego zlego w oczekiwaniu realizowania przez panstwo pewnych funkcji. Tyle, ze czasem jest to niemozliwe z banalnych przyczyn sprowadzajacych sie do "pustej skarbonki).Ale to juz temat na zupelnie inna dyskusje. Pozdrawiam serdecznie i czekam solidne umazanie blotkiem ;)YennaMwalczaca z totalna glupawka od wczoraj - moze wiec podzielcie wszystko przez pietnascie? ;)
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 16:32
          Ciekawe, że o Szwecji już pisałem ;-)Pomijając nawet całe zło PRLu nie potrafię dostrzec pozytywów socjalizmu. Ten kapitalizm z ludzką twarzą to tak na prawdę socjalizm z częściowo tylko wolnym rynkiem - tak hybryda, która ewidentenie przegrywa z bardziej czystymi i sprawiedliwymi zasadami. Dlaczego USA tak prężnie się rozwija? Bo tam jest najmniej socjalizmu (co nie znaczy, że nie ma go wcale). Sama zauważyłaś, że z pustego i salomon nie naleje. Trzeba mieć co dzielić. Jak się nie siedzi na złożach ropy, czy diamentów, to kasę trzeba sobie wypracować. Powiem może w ten sposób - Niemców, czy Francuzów stać na socjalizm. Nas nie - my już życie na czyjś rachunek mamy za sobą ( a właściwie nasi rodzice mają) My musimy pracować. Do pracy zaś nie motywują zasiłki dla bezrobotnych, czy wysokie świadczenia socjalne. Bezrobocie wynika z tego, że ludzie wolą zasiłek, a pracodawca ze względu na wysokie koszty pracy woli kupić maszynę niż zatrudnić pracownika. Zresztą zwykle nawet nie kupuje maszyny tylko zwija interes, bo jego towar nie jest konkurencyjny. Ze względu na wysokie obciążenia i niską wydajność pracy przeciętengo Polaka koszty pracy u nas są bliskie zachodnim! Tylko liberalizacjia i wolny rynek może dać rzeczywisty postęp. Wiem, że ludzie w Polsce chcą czego innego - dlatego też wyjeżdżam, bo mamy demokrację. Chcecie budować Eurosocjalizm to sobie budujcie.
          • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 17:11
            Kristo, mam nadzieje, ze wyjedziesz tylko z Polski a nie z forum :)Tak czy inaczej: poki co zyjemy w takim a nie innym kraju.Wiec wezmy sie do roboty, zamiast biadolic. ;)Co ja niniejszym czynie, wracajac do pracy po urlopach macierzynskim i wypoczynkowym :)PozdrawiamYennaM
            • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 18:35
              A mi się właśnie przez to wszystko odechciewa. Jak widzę jak się marnują efekty mojej pracy, to nie mam ochoty pracować :-(
              • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 26.09.01, 19:27
                A mi sie jedynie odechciewa placic podatki ;)Choc, przyznam szczerze, czesc udalo mi sie od panstwa wywindykowac w postaci zasilku macierzynskiego.Dobre i tyle ;)YM
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 05.10.01, 22:09
          Yenna, piszesz dla Trybuny czy innego organu?? Przezciez Ty podajesz cytaty. Proponuje nie rozdrapywac ran i otworzyc wiezienia, a po co naja tam siedziec kryminalisci.. Nie osadzajmy kolejnych przestepcow-historia ich oceni.Jacy mlodzi ludzie?????Miller czy Wiatr? Tak Cie przekonala ta mala dziewczynka na plakacie? Czy Sylwia Pusz , ktora powiedziala kiedys, ze ma dosc bycia paprotka dla ozdoby. Jakie spojrzenie na gospodarke??????????Na ta , ktora zrujnowali i zadluzyli?Teraz to chyba nie jest problem miec takie spojrzenie.Mija 10 lat i jak widac Kiszczak z Jaruzelskim maja sie OK, jeden z procesow sie wciaz nie rozpoczal. Umieraja kolejne ofiary przesladowan stalinowskich. Ale ubecy maja dobre emerytury, o osadzeniu nie ma mowy.Smieja sie w nos. Jak lekko i ze swada mowisz o jakis wojnach, siegnij moze do starozytnosci.Skoro Tobie nic sie nie stalo, to nie wybaczaj- NIE MASZ PRAWA.A z tym Kieresem , to mnie ubawilas. Cos gdzies uslyszalas i tak pleciesz bez sensu. Oj, ta glupawka to chyba nie tylko wczoraj........
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 09:16
        Beatochcę zakończyć dysusję, bo ona nigdzie nas nie zaprowadzi. mam tylko do Ciebie jedną prośbę: kiedy ktoś do Ciebie mówi (pisze) słuchaj uważnie i odpowiadaj na temat. Nie wywijaj kota ogonem. Nie będę podawać przykładów twoich przeinaczeń, chyba, że koniecznie chcesz.Pozdrawiam Cię i życzę zadowolenia z pracy oraz z najbliższych 4 lat w kraju.
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 09:24
          Jak widać tutaj nikt się specjalnie rewelacjami Beaty nie przejął
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 13:43
      Wiesz co, KVM? Znam dziewczynę, która też miała założoną działalność gospodarczą, po to tylko, żeby: pracodawca mógł zaoszczędzić na ZUS-ie, a ona mogła zdecydować, jak wysokie składki chce płacić... Co z tego, że zarabiała nawet 5.000 zł, skoro teraz jest na macierzyńskim bez środków do życia- dostała jakieś grosze z ZUS-u. Zdecydowała się płacić wymagane minimum, bo wtedy zarabiała więcej. Nie wiem, czy to jest dobre rozwiązanie, ludzie sobie nie zdają sprawy (jeszcze, niestety), że płacenie składek jest bardzo ważną sprawą. A zawsze leżało to w obowiązkach pracodawcy i pracownik nie myślał o tym. I nie twierdzę, że popełniasz zbrodnię. Po prostu nie wszyscy przestawili się na reformę ZUS-u... Ja zarabiam niewiele, ale przynajmniej przez te sześć miesięcy macierzyńskiego wciąż te niewiele dostawałam.PozdrawiamBunia
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy IP: *.* 27.09.01, 16:28
        Nie wiem, jak mozna sobie nie zdawac sprawy, na jakiej zasadzie dzialaja skladki ZUS. Ja tez prowadzilam dzialalnosc gosp. i placilam najnizsza stawke ale wiedzialam, jakie uposazenie bedzie mi przyslugiwac w porze choroby - poinformowano mnie w ZUS-ie, w odpowiedzi na moje gapowate pytania (jestem humanista). Moja kolezanka, ktora wiedziala, ze przed nia dluzszy okres leczenia (szpital itd.) po prostu przez jakis czas (chyba 6 m-cy) placila wyzsze skladki. Natomiast jesli chodzi o to, jak komus moze nie odpowiadac tak atrakcyjna oferta pracy: ludzie sa rozni i roznie pracuja. Ja np. takze nie nadaje sie na pracownika tego typu (moze jestem reliktem komunizmu). Pracowalam jako nauczycielka na zasadzie: lekcja sie odbywa - sa pieniadze, nie odbywa sie - nie ma pieniedzy. I czulam, ze jesli mi nikt nie placi, to jest ok. jesli odwolam lekcje bo nie mam na nia ochoty. A poniewaz cenie sobie swoja swobode bardziej niz pieniadze, czesto wolalam odwolac lekcje i nie miec pieniedzy. Przed ciaza pracowalam na etacie i czulam sie zobowiazana do pracowania na moja pensje. Ot, taki charakter. Niestety, po wychowawczym prawdopodobnie znowu przejde na dzialalnosc - chociaz szefowa trzyma dla mnie miejsce - ze wgledu na to, ze nie chce pracowac po tyle godzin. no ale moze posiadanie dzieci bardziej mnie zmobilizuje do zdobywania forsiakow.
    • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - sprostowanie IP: *.* 28.09.01, 18:33
      a w zasadzie ciąg dalszy. Okazało się, że dziewczyna wcale źle się w pracy nie czuje, po chamsku została po prostu podkupiona przez kogoś z kim dzielę część pomieszczeń biurowych. Nie wiem w sumie co gorsze. Dziewczynie się w tym momencie nie dziwię - dostała pewnie ciut lepsze pieniądze + sporo bajerowania.Szkoda mi jej bo nie pozwolę jej na pracę pod wspólnym dachem - mogła przynajmniej uczciwie powiedzieć o co jej chodzi.
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - sprostowanie IP: *.* 02.10.01, 08:12
        A tak z czystej ciekawości, to jak to zrobisz, żeby nie pracowała z Toba pod jednym dachem ? Przecież nie zabronisz konkurencji (?) jej zatrudnić ?ATA
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - sprostowanie IP: *.* 02.10.01, 11:45
        KvM,Szczerze to w dzisiejszych czasach nie istnieje już coś takiego jak lojalność wobec pracodawcy. Jesli konkurencja daje więcej to nikt nie ma skrupułów zeby odjeść z dnia na dzień. Ubolewam na tym osobiscie bo ja mam swoje zasady.Nie mniej jednak przyczyną takiego stanu rzeczy są obie strony. Rzadko spotyka się lojalnego pracodawcę. Czasami wsytarczy pójsć na urlop czy zwolnienie a juz stanowisko jest obsadzone, nie mówie już o sytuacjach kiedy zostajemy bez pracy bo kuzynka szefa właśnie szuka pracy.W binzesie istnieje jednak tzw. umowa dżentelmenska czyli gentelmen agreement - nie pisana umowa o wzajmnej lojalności. Zdarza sie to juz dzisiaj bardzo rzadko no i do tego potrzebna jest postawa reprezentujaca bardzo wysoką klasę obu stron.Pozdrawiam Anja
      • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - sprostowanie IP: *.* 02.10.01, 15:16
        Czyli "oko za oko, ząb za ząb"?
        • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - sprostowanie IP: *.* 02.10.01, 18:50
          Nie koniecznie tak....W dzisiejszych czasach na rynku pracy nie ma sentymentów. Dzis pracujesz ale jutro kto wie?I taka jest prawda a jesli ktos jest potem rozżalony to musi jeszcze trochę pożyć na tym padole zeby zrozumieć ze tak po prostu jest.Polityka kadrowa wielu firm jest dzisiaj bezlitosna. Rozżalona to ja chodziłam w pierwszej pracy kiedy czułam iż daję z siebie wiecej niż powinnam, a potem po prostu okzało się ze nie ma co się spalać bo i tak tego nikt nie doceni. Po wielu latach pracy w rożnych dużych korporacjach wychodzę z założenia, iż jeśli jestem dobra w tym co robię, to robię dokładnie tyle ile ode mnie się wymaga, robię to najlepiej jak potrafię, a każde extra godziny i projekty muszą być należycie wynagrodzone. Wierz mi pracodawcy świetnie potrafią manipulować zaangażowaniem pracowników i prawem pracy. Podpisującym umowę o pracę zawsze radzę, aby ją bardzo dokładnie przeczytali.Pozdrawiam Anja
          • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - sprostowanie IP: *.* 02.10.01, 19:57
            > Po wielu latach pracy w rożnych dużych korporacjach wychodzę z założenia, iż jeśli jestem dobra w tym co robię, to robię dokładnie tyle ile ode mnie się wymaga, W mojej firmie jest niestety tak, że jak ktoś (czyt.ja) próbuje się wykazać, robi więcej niż inni, stara się pokazać z jak najlepszej strony to dowala mu się jeszcze więcej roboty, szczególnie takiej, której nie ma kto zrobić. Wychodzi na to, że zamiast docenić pracownika i dać mu szanse na rozwój, to się go "spycha" do rangi woła roboczego za innych. Wkurzyło mnie to i teraz nie jestem już "nadgorliwa"Pozdrawiam
            • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - DO WANDY IP: *.* 03.10.01, 08:27
              OJ,Skąd ja to znam.....tez mam taka sytuację,a potem, jak czasami sie nie zdążę wyrobić w czasie, to jeszcze dostaję ochrzan...KIKA
            • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - sprostowanie IP: *.* 03.10.01, 08:48
              Wanda chyba sie nie zrozumiałyśmy. Napisałam ze robie tyle ile sie ode mnie wymaga tj. to co nalezy do moich obowiązków a wszystko poza tym OK ale za dodatkowym wynagrodzeniem. Nie chodzi tu o wykazywanie się ale o sumienne wykonywanie swoich obowiązków za co mi w końcu płacą. :)Anja
              • Gość: guest Re: Praca, która leży na ulicy - sprostowanie IP: *.* 03.10.01, 10:20
                Chyba zrozumiałam o co Ci chodziło. Być może nie wyraziłam tego jasnosmile Po prostu na początku mojej "kariery" sama wykazywałam gotowość do podejmowania nadprogramowych zadań. Robiłam po prostu więcej niż pierwotnie tego ode mnie wymagano. Zauważyłam jednak, że zamiast dodatkowego wynagrodzenia (finansowego), szefowa zaczęła obciążać mnie obowiązkami innych, którzy nie byli tacy chętni do pracy jak ja. Pieniądze dostawałam takie same i nie raz zostawałam po godzinach (bez zapłaty), żeby się wyrobić z DODATKOWYMI zadaniami. W końcu zwolniłam tempo i teraz robię dokładnie tyle ile się ode mnie wymaga w godzinach pracy.Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka