Dodaj do ulubionych

ZDRADZIŁ? No i co z tego?

IP: *.* 13.12.01, 13:02
Jak tak czytam niektóre posty od zacietrzewionych kobiet, to mi się słabo robi. No, powiedzmy, że zdradził?No i co to zmienia dla waszego małżeństwa? Tak bezwzględnie potępiacie zdradę, bo na chwilę przestałyście być pępkiem świata, bo już gorzej o sobie myślicie - a może mój cellulitis się powiększył?, a może to z powodu nowych 2 kg w biodrach?Zdrada wcale nie jest zgubna dla związku! Zdrada jest tylko bardzo bolesna dla naszego ego, dla zranionej miłości własnej. A w małżeństwie chodzi o to by miłość do drugiej osoby była większa niż własna. Gdybyście tak bezgranicznie nie koncentrowały się na sobie, swoich odczuciach, uwielbieniu dla swojego ciałka, to zdrada wcale nie byłaby tak bolesna. Zdarzył się skok w bok, chwilowe zapomnienie się, nic nie znaczący epizod. A jeśli on nadal tak samo Cię kocha?Czy teraz, dlatego, że przespał się z inną i o niej zapomniał, jest dla Ciebie innym człowiekiem? Gorszym ojcem, mężem? Jeśli tak, to chyba znaczy, że nigdy go nie kochałaś, a był przy Tobie tylko po to byś miała męża.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:19
      Matyldo,czy mogłabym Cię o coś zapytać - byłaś kiedyś zdradzona? Ja nie...Więc może zapytajmy kogoś, kto był i kto przeżył ten ból. Wydaje mi się, choć teoretyzuję - że celulitis jest ostatnią rzeczą, o której myśli zdradzona żona.A czy uważasz, że miłość własna nie jest ważna w małżeństwie? Że osoba, która nie czuje się dla partnera atrakcyjna może się w pełni realizować w życiu seksualnym?Tak, małżeństwo to egoizm. To chęć posiadania tej jedynej osoby wyłącznie dla siebie. To właśnie dokładnie na tym polega. Że tylko ze mną i na zawsze. Ja jestem egoistką. Nie chcę się dzielić. i miłość do mojego męża jest większa niż moja miłość własna, ale tak samo kocham moje dziecko, a nie pozwolę, żeby zrobilo komuś krzywdę. Czy dla Ciebie miłość oznacza pozwalanie na wszystko?Matyldo, teoretyzujesz, mam nadzieję. I mam nadzieję, że życie oszczędzi zarówno Tobie, jak i mnie wiedzy praktycznej na temat zdrady. bo nie wiem na pewno, ale wyobrażam sobie, że to straszny ból.Pozdrawiam Agnieszka
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:27
        No właśnie wszystko zależy jak do tego podejdziesz. Wiele wskazuje na to, że byłam zdradzona. Nie drążyłam jednak tego tematu, nie śledziłam, nie szukałam potwierdzenia. Nie jesteśmy z tego powodu gorszymi przyjaciółmi niż byliśmy. Mąż jest tak samo mi i dziecku oddany jak był. Być może i ja kiedyś będę potrzebowała odmiany. Mój mąż się o tym nie dowie. Wierzę, że "chwileczka zapomnienia" nie zrobi krzywdy mojemu małżeństwu, przeciwnie, doda świeżości i trochę pikanterii naszemu życiu intymnemu. Pozdrawiam.
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:34
          Ha - ciekawy punkt widzenia, przyznam. Dla mnie osobiście - nie do przyjęcia, ale mogę sobie wyobrazić taki otwarty zwiazek. W końcu - przysięgamy sobie wierność, ale dla każdego może to mieć inne znaczenie. Zdrada to krzywda. Jeśli nie czujesz się skrzywdzona, to pewnie nie jest to zdrada - czy dobrze Cię rozumiem?
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 10:29
          A jak będą z tego dzieci to co? Wasz związek też się wzbogaci o tę trzecią to trzecie, tego trzeciego...I nie mów mi, że można się zabezpieczać, bo było już na forum o niedziałających globulkach, pigułkach i pękających prezerwatywach.Ja nie byłam zdradzona przez męża i mam nadzieję że nigdy nie będę, ale spotkało mnie to pod koniec wieloletniego związku (może wcześniej też, ale nie wiedziałam o tym...), kiedy już wydawało mi się, że nie kocham tego człowieka - i chyba to była prawda, ale bolało jak cholera i nic nie miało wspólnego z celulitisem. I nigdy już nie mogłam mu zaufać. A bycie z kimś i prawdziwa miłość opiera się na zaufaniu - absolutnym, byciu jednym ciałem i jedną duszą. Jak przychodzi ktoś nowy, jest może ciekawiej, ale już nigdy nie będziecie sami. Nie zazdroszczę wam.ruda kasia
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:29
      "Czy teraz, dlatego, że przespał się z inną i o niej zapomniał, jest dla Ciebie innym człowiekiem? Gorszym ojcem, mężem? Jeśli tak, to chyba znaczy, że nigdy go nie kochałaś, a był przy Tobie tylko po to byś miała męża. "tak - jeśli przespał się z inną byłby dla mnie innym człowiekiem!!! byłby nie tym kim go uważałam - nie moim mężczyzną - tylko też innej kobiety - nawet jeśliby o niej zapomniał - nie po to przysięga się wierność żeby potem zdradzić i zapomniećo tym że zdradzono - bo to poleca właśnie na WIERNOŚCI!!! rozumiesz to pojęcie???właśnie to że kocha się drugą osobę bardziej niż siebie nie pozwala nad faktem zdrady przejść do porządku dziennego - to ból jaki nam zdrada sprawia śiwadczy o tym że kochamy jego!!!! nei bolejemy nad sobą dziewczyno tylko nad tym że on nas nie kocha tak jak my jego!!!czy po zdradzie będzie gorszym ojcem? pewnie nie - ale czy mężem będzie takim samym??? kwestia zaufania - takei pojęcie wazne dla wielu kobiet - jak widać nie dla wszystkich....
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:53
        Ani ja mężowi ani on mi nie ślubował wierności. Mamy ślub cywilny. A właśnie o takie zacietrzewienie mi chodziło, które tu przedstawiłaś przed chwilą.Obraz kobieteczki rozhisteryzowanej na myśl, że jej i TYLKO JEJ zabaweczko-przytulanka może się znaleźć w łapkach innej kobieteczki. WIERNOŚĆ to dla mnie wierność w byciu razem mimo wszystko, mimo zdrady, biedy, nieprzychylności, nietolerancji."Twoja" wierność to bardzo wąska dziedzina.Co tam jeszcze za wielkie słowa padły z klawiatury Twojej?Mniejsza o to.
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 16:24
          Myślałam ze tego typu elementy rzeczywistości internetowejtu nie zaglądają...A jednak..ha, ha, ha.
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 07:21
          wyobraź sobie że ja też nie mam kościelnego śłubu i jakoś żyjemy tak żeby tą wierność zachować a poza tym to twój post do mnie jest obraźliwy i chamski więc dyskutować nie będę - bo nie ma z kim - trzeba droga koleżanko uszanować (umieć lub chociażby próbować) uszanować czyjeś poglądy i postępowanie w życiu - a nie tylko z właśnego ograniczonego punktu widzenia każdego oskarżać o tępotę :(
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:33
      Matyldo dla Ciebie to nic takiego,dla innych koniec swiata. Bądź tolerancyjna.Ja osobiscie nie spojrzałabym na męża gdyby choćby pocałował inną.Małżeństwo to dla mnie miłosć, szerosć, wiernosć, uczciwosć, a jesli komus to nie odpowiada to odchodzi i tak jest najlepiej.Każdy jest inny, a to, że nie potrafisz tego zrozumiec to smutne. A kobiety? Jedne chca gromadkę dzeici, inne tylko jedno, a jeszcze inne wogóle nie chcą dzieci. To tak, jakbys napisała "Po co Wam dwoje dzieci! Przeciez jedno wystarczy!".
      • Gość: sylwiao Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:41
        Nie wiem jak zareagowalabym, dowiedziawszy sie o zdradzie meza. Nie wiem jak on zareagowalby, gdybym to ja jego zdradzila. Wiem jedno, bardzo by to bolalo i trudno byloby to zaakceptowac czy pogodzic sie z tym. Przeciez bycie ze soba to miedzy innymi zaufanie, ktore w przypadku zdrady zostaje zupelnie odrzucone. Sylwia
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:43
        Sorry Matyldo ale twój punkt widzenia jest żałosny. Gdy czytałam twój post to pomyślałam że to pisze mężczyzna podający się za kobietę.A jeśli kobieta to jest to podejście bardzo asekuracyjne. Wolisz tak myśleć aby potem nie czuć się rozczarowana? Tu nie chodzi o własne ego ale o proste pojęcia jak uczciwość, lojalność i szacunek. Matyldo nie jesteśmy zwierzętami aby wymieniać się partnerami,człowiek tym różni się od zwierzecia że ma rozum, sumienie i nie powinien kierować się tylko popędem płciowym. Ale na szczęście większość społeczeństwa myśli inaczej niż ty bo w przeciwnym wypadku jak by ten świat wyglądał?Dla twojej wiadomości mój pogląd w pełni popiera mój mąż który uważa że wiernośc żonie to decyzja a zdrada jest wynikiem słabego charakteru i kwestią niewłaściwych priorytetów.Pozdrawiam.
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 10:57
          pieknie napisane, Vika. I trafia w sedno. Podziwiam wywazona argumentacje. Jade w dol po wymianie maili pod tym tematem i nie moge sie oprzec wrazeniu ze to naprawde podpucha - napisanie czegos tak (przepraszam) glupiego i slabo argumentowanego a na dodatek bronienie w agresywny sposob, wydaje mi sie po prostu zagrywka moderatora zeby ozywic liste - jak u mistrza horroru, nic tak nie ozywia akcj jak pare trupow.
          • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 11:32
            W wielkim błędzie jestście, Dziewczęta.Całuję. Matylda
          • Gość: Agata Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 13:02
            Małgosiu, tu agata, ustępujący moderator emamy (na dniach będzie nowy). Ubawiłam się Twoimi podejrzeniami na temat ożywiania dyskusji przez moderatora. Możesz mi wierzyć, że moderatorzy wszystkich forów mają dostatecznie dużo pracy z nimi, a poza tym dyskusje tutaj są zwykle ciekawe, ożywione, kontrowersyjne i zapewniam Cię, nie ma potrzeby ich ożywiać. Nasza praca (a raczej pomoc redakcji) polega wyłącznie na porządkowaniu forów, a jeśli chodzi o dyskusje, to raczej na ich tonowaniu, niż rozjątrzaniu.Pozdrawiamagata
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 27.12.01, 12:33
          Jak to miło,ze Ktoś jeszcze myśli podobnie,jak ja.DZIĘKUJĘ.
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 11:03
        Nie przeczytałam wszystkich postów (może to błąd)doszłam do chyba pierwszych 8 i każdy list Matyldy Trąci mi szowinizmem.Przepraszam Ale tak to odebrałam po pierwszych zdaniach.A może ta Matylda to jakiś Matyld? Czyli facet który szuka usprawiedliwienia na swój skok w bok i chce zmienić spojrzenie kobiet na te sprawy.Pozdrawiam Magda
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 13:53
      No cóż... gdybym miała takie podejście do zdrady, to nie wychodziłabym za mąż. Bo dla mnie słowa przysięgi małżeńskiej (miłość, wierność i uczciwość małżeńska) to nie czcza gadanina, ale przysięga, złożona z pełną świadomością. Jeżeli miałabym żyć w tak zakłamanym małżeństwie (tzn. z założeniem na starcie, że nie wnikamy w romanse współmałżonka), to po co brać ślub? Przecież wtedy słowa wypowiedziane przed ołtarzem są wierutnym kłamstwerm. Ale to tylko moje prywatne zdanie, nie musisz myśleć tak jak ja.
      • Gość: guest Re: to podpucha IP: *.* 13.12.01, 14:12
        swojego czasu bardzo udzielala sie tu niejaka Madzia chyba 2 o ile pamietam i coz znowu zawitala tym razem juz jako mama jednego dziecka (jak one szybko rosna te nasze pociechy)tolerujaca zdrade. pozdrawiam. oj nudzisz ty sie dziewczyno w tej robocie. a takie bezrobocie podobno.
        • Gość: guest Re: chyba Ci nadepnęła na odcisk "to podpucha" IP: *.* 13.12.01, 14:27
          Oj, chyba Ci ta Madzia nadepnęła na odcisk, he,he.Muszę Cię zasmucić, droga Ano, ale nie mam z nią nic wspólnego. Przypomnieć chcę Ci iż to forum nie jest Twoim prywatnym folwarkiem i daruj sobie przytyki kto, kiedy ile razy tu gościł. Moje opinie to nie podpucha, a raczej próba sprawdzenia, jak bardzo, czy też mało tolerancyjne jesteśmy w naszym kobiecym pojmowaniu świata. Klapki na oczy i w koło Macieju o tym niewybaczalnym postępku (zdradzie), jakby to był największy kataklizm tego świata. A Ty, skoro tak studiujesz wszystkie posty, to też chyba w tej robocie się za często nie udzielasz = przyganiał kocioł. No to pa, spadam już, małe złośnice tupiące nóżkami. P.S. Naprawdę jestem kobietą.
          • Gość: guest Re: chyba Ci nadepnęła na odcisk "to podpucha" IP: *.* 13.12.01, 18:26
            Matyldo, złośliwa jesteś i uszczypliwa, a to nieładnie. Zwłaszcza że sprawa dotyczy bardzo delikatnego problemu.... Napisałaś, że chciałaś sprawdzić tolerancję kobiet piszących posty. Uważasz, że Ty jesteś tolerancyjna? Ja uważam, że nie. Twoje uczucia są zgoła odmienne od większości co wcale nie znaczy że złe, ale weź pod uwagę że przedmiot Twoich krytyk jest niezwykle bolesny i kontrowersyjny. Nie wolno kpić z cudzego bólu!!! I nie wolno bólu i cierpienia nazywać tupaniem nóżkami, histerycznym krzykiem, czy egoizmem. Chodzi o indywidualne podejście do swojego życia - każdy ma do tego prawo. Ty zdradę przeżywasz na swój sposób. Ja nie mam prawa tego krytykować i nawet nie przyszło mi do głowy, aby to robić. Są kobiety dla których zdrada jest końcem świata, nie wiemy wcale z jakiego powodu, ale naszym obowiązkiem jest uszanować czyjś ból. Wydaje mi się, że powinnaś przeprosić za ostry ton swoich postów, nie za treść, ale za ton. Powiem Ci jeszcze, że w moim życiu było dużo tragedii, zmieniłam swoje spojrzenie na wszystko!! Również na pojęcie wierności, zaufania, bliskości, partnerstwa. I nie chodzi bynajmniej o egoistyczne uwięzienie partnera, o przeglądanie się w Jego oczach, szukanie potwierdzenia, że dla Niego jestem piękna i atrakcyjna. Gdy byłam w ciąży i potem gdy mój mąż ze ścierką chodził za mną i ścierał z podłogi krew po moich krwotokach, wiedząc, że przez najbliższe pół roku nie może być mowy o seksie, ja nadal wiedziałam, że mogę Mu ufać, że w tym krytycznym momencie On nie pójdzie szukać zaspokojenia choćby tylko fizycznego do innej kobiety. Bo wtedy potrzebowałam Go w inny sposób - i On mi to dał.... Nawet, gdy trzymał mi głowę, kiedy rzygałam za przeproszeniem jak kot, wiedziałam, że jesteśmy sobie bliscy nie tylko fizycznie. Przecież na pewno potrzebował seksu, ale nawet nie spojrzał na inną. I za to będę Go kochać do końca moich dni. Właśnie dlatego mam ochotę codziennie wstawać, uśmiechać się do Niego, całować Go, wieczorem przytulać... Bo wiem, że nie pójdzie do innej kobiety, tylko dlatego że jest Ona kimś innym, nowym... Po moich przejściach to jest NOWOŚĆ!!! Mam w nosie pikanterię swojego pożycia, jeśli musiałaby być okupiona czymś takim. Zresztą po 7 latach małżeństwa absolutnie nie ma u Nas nudy, nie narzekamy na rutynę, ale nie dlatego że dostarczamy sobie jakichś podniet - to wszystko wynika z uczucia które Nas łączy. Potrafimy się śmiać z siebie i do siebie, żartować ze swoich wad, ze swoich kompleksów - kochamy swoje cellulitis, sadełka i pojawiające się zmarszczki. Za blisko byłam śmierci, aby tracić czas na szukanie tego, co mam pod nosem. A mam swój prywatny raj... Dlatego proszę, zanim wydasz taki ostry osąd, zastanów się, zwolnij troszkę i pomyśl, że to co dla Ciebie oczywiste ktoś inny dopiero odkrywa i wcale ale to wcale nie trzeba Go od razu tak mocno uświadamiać. Pozdrawiam Cie serdecznie Gosia1 mama Ani i Krzysia
            • Gość: guest Re: chyba Ci nadepnęła na odcisk "to podpucha" do GOSI 1 IP: *.* 13.12.01, 22:13
              ... nie wiem co napisac, żeby nie zabrzmiało to naiwnie... ale tymi słowami opisałas również tę więź miedzy moim partnerem a mną - niewidzialną, a jednak łączącą tak mocno...; i właśnie na tym to wszystko polega...
            • Gość: guest Re: chyba Ci nadepnęła na odcisk "to podpucha" IP: *.* 14.12.01, 22:43
              Gosiu, o mały włos się nie popłakałam, czytając Twój post. Jesteś niesamowita...Z wyrazami szacunku. Bunia
          • Gość: guest Re: chyba Ci nadepnęła na odcisk "to podpucha" IP: *.* 13.12.01, 22:09
            i kto tu jest wrozka???
        • Gość: guest Re: to podpucha-do Any IP: *.* 13.12.01, 14:46
          Ana, nie wiedzialam, ze jesli ktos ma poglady podobne Madzi2 musi nia od razu byc! Wrozka jestes czy co? Kobiety nie dziela sie jedynie na Madzia2 i reszta. A poza tym kazdy ma prawo tu zagladac i wypowiadac swoje opinie. Wrzuc na luz dziewczyno!
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 14:42
      Co z tego? Jeśli kogoś kochasz, to robisz wszytsko by oszczędzić mu bólu. Zdrada niesie za sobą ból. A wnioski wyciągnij sama.Pozdrawiam,Ania
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 15:16
      Matyldo, robisz sie niemiła. Miałaś prawo wypowiedzieć swoją opinię, tak jak i inne dziewczyny. To, że ktoś ma inne zdanie niż ty, nie oznacza, że powinnas być wobec niego taka złośliwa i ironiczna.A co do zdrady, ja równiez uważam, że jest to krzywda wyrządzona drugiemu człowiekowi. Jeśli kogoś kochamy, nie chcemy wyrządzać mu krzywdy. I nie ma tu znaczenia fakt, czy jestesmy po ślubie cywilnym, kościelnym czy bez. Jeśli zdecydowalismy się być razem, to nie po to żeby robić sobie skoki w bok.Gdybym poszła do łóżka z innym mężczyzną mojemu mężowi sprawiłoby to ból i odwrotnie, a na pewno nie dodałoby to pikanterii.I zapewniam cię, że nie ma to nic wspólnego z nietolerancją.Dalia
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 15:27
        Dziewczyny O czym my rozmawiam ? Po co mowic o jakimkolwiek zwiazku , jzeli uznamy zdrade za normalnosc .On ma co jakis czas kogos na boku , ty masz , to jaki to zwiazek ?Na czym ma on sie opierac i jakie sa jego zasady ?Czy pociag fizyczny ma kierowac nami i naszym zyciem , czy my mamy nad nim panowac ?
      • Gość: guest Re: Dalio, Dalio, Dalio ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 11:07
        Dalio, a cóż tak osobliwego znalazło się w mych słowach, że poczułaś się urażona? Wiesz, gdyby każdy opiniodawca zważał na to, że może być niemile odebrany, to, suma sumarum, nie mógłby się w ogóle wypowiedzieć. Bo zawsze znajdzie się ktoś o odmiennych poglądach i uczulony.Ironia od wieków stanowi grunt do budowania wypowiedzi (może pamiętasz ze szkoły bajki i fraszki ?)Ceniona jest też autoironia i poczucie humoru ...Dlatego napiszę Ci tu, że nie zjadłam wszystkich rozumów, bywam czasem lekkomyślna (czasem za mało bystra, zupełnie jak blondynka z dowcipów, służę konkretnymi przykładami). To, o czym piszę na tym forum dotyczy TYLKO MOICH DOŚWIADCZEN i jedynie na podstawie ww. formułuję swoje opinie.
        • Gość: guest Re: Dalio, Dalio, Dalio ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 14:58
          Bajki i fraszki pamiętam dobrze, jeszcze młoda jestem. Nieobce mi też poczucie humoru. Ironia i owszem mile widziana, ale nie zawsze i wszędzie.A co do niemiłych wypowiedzi, no cóż, chodziło mi o ton twoich odpowiedzi na posty kasi m i any. Nie będe cytować, ale ogólnie raczej niemiłe. Bo można mieć odmienne zdanie i można dyskutować bez sarkazmu i złośliwości. To jest oczywiście moje zdanie. Dalia.
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego?-Matyldo!!! IP: *.* 13.12.01, 15:41
      Wygląda na to, że to Ty się zacietrzewiasz, że ktoś, czy też tak duża większość ma inne poglądy. Od dawna czytam forum i robię to między innymi dlatego, że kiedy zadawane jest nawet najbardziej oczywiste pytanie, bądź prośba o radę, to zawsze(najczęściej) pojawia się wiele odpowiedzi, nie zawsze miłych, zgodnych z poglądami i przekonaniami innych. Nie głaszczemy się po głowach i słodzimy, ale nie obrażamy się wzajemnie!!! Troszkę kultury osobistej jednak potrzeba, aby uczestniczyć w życiu publicznym. Przeczytałam Twój pierwszy post i bardzo mnie zaciekawił. Z chęcią zaczęłam czytać dalej i zaczęło mi się robić bardzo smutno, że można w ten sposób narzucać komuś swoje przekonania, a Ty właśnie to robisz !!! Ja również jestem przeciwna zdradzie. Uważam, że wierność jest świadectwem miłości i nie wyobrażam sobie żadnego wytłumaczenia na skoki w bok. Jednakże skoro Ty uważasz inaczej...masz prawo! Twoje życie - nie krytykuję. Ty krytykujesz, obrażasz, ironizujesz, prześmiewasz się. Feee Bardzo mi się to nie podoba.pozdrawiamkaya
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego?-Matyldo!!! IP: *.* 13.12.01, 16:19
        myślę, że Matylda nie była nigdy zdradzona, albo nie kochała. Św. Augustym mówił "kochaj i rób co chcesz....."tylko, że trzeba miłość rozumieć tak jak on rozumiał....Ja byłam zdradzona przez narzeczonego. To była moja pierwsza miłość. ja czekałam , kochałam, tęskniłam, gdy go nie bylo. On mówił, że mnie kocha, że jestem tą jedyną, że nigdy nie kochał nikogo tak jak mnie....itd, itp..... To była prawdziwa, romantyczna miłość - nie wdając się w szczegóły....ale on mnie zdradził - dlaczego? może wyjechałam na trochę a on potrzebował seksu?To zmieniło wszystko. Jeśli mnie zdradził, okłamał to może kłamał już wcześniej. To zburzyło wszystko. Ona była zwykłą dziewczyną i zaufała mu tak jak ja.... i to bolało najbardziej. NIe była prostytutką - ale zwyczajną kobietą , dziewczyną która czuje i cierpi i kocha... była jak ja....przestałam mu ufać zaczęłam sprawdzać..... podejrzewać..... i okazywało się, że kręci....Zostawiłam go. miłość zakłada oddanie i wierność i to psychiczną i fizyczną. Jezus mówił tak "jeśli patrzysz porządliwie na kobietę, to powiadam ci - już jesteś winien grzechu cudzołóstwa."Od tamtej pory mniej ufam mężczyznom i patrzę czy mnie nie okłamują..... zdrada niszczy zaufanie. Często daje się zgodę na zdradę drugiej osobie, jeśli samemu chce się zdardzić.
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego?Do Viki IP: *.* 13.12.01, 18:04
          Hej widze ze znowu miesza tu ktos i obiecywalam sobie ze sie nie dam wciagnac ale twoja odpowiedz Viko zastanowila mnie.Juz prawie zapomnialam o tym ale to nawet nie tak dawno jak zdradzil i oklamal mnie ktos za kim poszlabym na koniec swiata.Bylismy wtedy razem ale bez slubu.Boze jak ja sie wtedy czulam chcialam skakac z okna bo zycie nie mialo dla mnie sensu.Dlaczego?bo ktos komu ufalam,komu dalam wszystko co mialam,zdradzil mnie z zimna krwia.Spytalam go otwarcie czy ma kogos( bo wyczulam ze jest cos nie tak )ale sklamal i bylo jeszcze ciezej.Postanowilam nie rozdrapywac,teraz nie jestem juz tak latwowierna(przez co tez moj maz cierpi bo mu nieraz rzeczy wmawiam)po prostu mam swiadomosc przezycia wspanialych chwill z tamtym chlopakiem ale.....zwiazek to nie tylko wspaniale chwile to tez mozliwosc wsparcia w trudnosciach a jak moze ciebie wspierac ktos kto nie moze sam sobie pomoc??i ktos kto ciebie i twoje zaufanie zawodzi??Teraz po kilku latach ja mam rodzine a on z tamta dziewczyna tez zalozyl rodzine i wiem ze to okropne ale nie zycze mu niestety wszystkiego najlepszego i jak powiadaja na lzach sie szczescia nie zbuduje (to chyba on jest wyjatkiem).Ach po co zreszta to wywlekac te tematy budza zawsze emocje:hello:Monia z Julkiem
          • Gość: guest Re:Zasady moralne IP: *.* 13.12.01, 18:53
            Moje mile panie. Tresc postu: zdradzil no i co z tego? dowodzi jak nisko zaczyna upadac czlowiek. Tracimy czlowieczenstwo tj. zasady moralne. Przestaja sie liczyc wartosci takie jak: milosc, prawda, szacunek, tolerancja ... zaczyna wchodzic prywata, zaspokojenie wlasnego ego, nie liczy sie juz drugi czlowiek i jego uczucia, potrzeby. To smutna prawda. Swiat pedzi coraz szybciej ....chyba ku swojej zagladzie. Moze powinno pasc pytanie : Czlowieku, kim teraz jestes ,jakie wartosci cenisz i realizujesz ?Pozdrawiam
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego?-Do viki IP: *.* 14.12.01, 00:27
          Cześć Vika może rozróznijmy nasze imiona jeszcze inaczej niż jedno jest z malej litery a drugie z dużej bo się gubię.Vika przez duże V.
          • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego?-Do viki IP: *.* 14.12.01, 08:38
            przepraszam z roztargnienia nie zauważyłam, żę kradnę twój nic.może być - a możę ja nazwę się vikavik - i będzie lepiej. pozdrawiam
            • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego?-Do viki IP: *.* 14.12.01, 15:46
              Super. dzięki vikavik. Vika.P.s. a tak na marginesie podobała mi się twoja odpowiedz.
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego?-Matyldo!!! IP: *.* 13.12.01, 20:53
        Zgadzam się z dziewczynami,Matyldo,że nie masz prawa złośliwie ironizować normalnego i zdrowego funkcjonowania rodziny.Mam wrażenie ,że Twoja bojowa postawa wynika właśnie z Twoich kompleksów i Twojego niedowartościowania.Masz oczywiście prawo do swojego światopoglądu ,ale nie naśmiewaj się z ludzi , dla których wierność małżeńska jest podstawą związku i zaufania.Ja osobiście myślę ,że ludzie tym różnią się od zwierzątek, iż nie kierują się tylko instynktem ,ale rozumem i miłością a co za tym idzie, potrafią panować nad swoim popędem seksualnym.Czy Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę,co znaczy kochać,ufać,być odpowiedzialnym?Zdradzić i co gorsza nie powiedzieć ,to nic innego jak kłamstwo i tchórzostwo.A jeżeli kłamiesz to doskonale wiesz o tym ,że zrobiłaś żle.Nie wiem, czy można w taki sposób zbudować związek na mocnych fundamentach :-(Na szczęście z mężem mamy całkiem inne poglądy,być może dla niektórych infantylne,ale dzięki temu czujemy się bezpiecznie w tak niebezpiecznym świecie.Mamy zawsze na uwadze słowa jednej z najstarszej ksiągi na świecie"małżenstwo niech będzie w poszanowaniu u wszystkich a łoże małżenskie niczym nie skalane"pozdrawiamDiana
        • Gość: guest BRAWO MATYLDA!!! IP: *.* 13.12.01, 21:44
          Matyldziu brawo! Jestem pełna podziwu! Podpisuje sie pod Twoimi postami!A Wy drogie dziewczyny nie piszcie tutaj o tolerancji , bo nie ma jej u Was za grosz!Ciekawa jestem skąd u Was taka pewność, że mąż nie zdradził? Co nie powiedział o tym? Nikt go nie nakrył? A co jeżeli zdradził , a Ty o tym nie wiesz? Nadal z nim sypiasz, ufasz mu , z dnia na dzień bardziej Go kochasz, jest cudownym ojcem... Napiszecie pewnie, że lepiej nie wiedzieć! A pewnie, że lepiej! Tylko dla kogo? Dla Ciebie?!A jak już wiesz ,że zdradził? To co? Rozwód, rostanie, dzieci na pół? Przecież przysięgałyście "...oraz że Cie nie opuszczę aż do śmierci"
          • Gość: guest Re: BRAWO MATYLDA!!! IP: *.* 14.12.01, 09:22
            Marzeno, przysięgaliśmy obydwoje - ale zechciej zauważyć, że nie tylko, "że cię nie opuszczę aż do śmierci", ale również "wierność i uczciwość małżeńską". - to a propos przysięgi.tolerowanie zdrady nie jest wg. mnie objawem najwyższej klasy tolerancji. to po prostu zgoda na czyjś ból, czyjeś cierpienie, na zniszczenie czyjegoś życia. to po prostu zwycięstwo egoizmu nad miłością.we Francji spotkałam się z opinią, że zdrada to nie problem... (tak jak o tym pisze Matylda), że problem zaczyna się w chwili, gdy osoba zdradzana się o tym dowie.To jest tak, jak byśmy nie kradli, gdy patrzy się nam na ręce, i kradli, gdy się nas nie pilnuje (tak można od początku do końca dekalogu z "nie zabijaj" włącznie).Rozumiem, że zasada wierności nie musi być częścią systemu wartości - Twoich i MatyldyNie będę też zaczynać dyskusji, toczącej się z resztą przez pokolenia, na temat etyki i moralności... dość, że uważam (powtarzając za Kantem), że etyka jest jedna dla wszystkich, a to co każdy sobie z niej przyswoi - to jego moralność. Jest tyle moralnośći ilu ludzi. i na ten temat - zasad moralnych - dość trudno jst dyskutować.... bo każdy ma swoje i ma do tego prawo. Skoro ja tak żyję - i jest mi z tym wygodnie - to chciałbym aby inni tak żyli, ale nie dlatego, iż by to miało być dobre i dla nich, tylko dlatego, że nie chcą zgodzić się na zburzenie porządku świata, w którym żyją (wtedy nie będzie im wygodnie, bo pojawią się inne reguły, równorzędne, z którymi należy się liczyć)Ludzie bywają nieuczciwi...mężowie okłamują żony a żony mężów, okamuje się też kochanki (rozwiodę się z nią - i ożenię z tobą, lub z nikim nie było i tak dobrze, lub jaka jesteś piękna...)Czy kłamstwo nie wypowiedziane jest mniejszym kłamstwem? Czy to coś zmienia....Nie jesteś mniej winien jeśli twoja żona (mąż) nie wie o tym, że ją zdradzasz.jesteś tylko chwilowo mniej odpowiedzialny.... - to znaczy nie musisz teraz za to odpowiadać.... nie musisz teraz unieść ciężaru swojej decyzji...Mówi się, że żona wie... nie chodzi o to, że żona, ma taką wiedzę bo ktoś jej o tym powiedział.Chodzi o to, że jak się kogoś zna, to się go wyczuwa.... widzi się, że coś jest inaczej ..i normalnie ludzie szukają przyczyny.Poza tym odpowiedzialność za zdradę ponoszą wszyscy związani, z osobą która zdradziła (żona i dzieci)...To odbije się na całym ich życiu. podejmując taką decyzję, podejmujesz ją DLA wszystkich - nie tylko DLA SIEBIE. Miłość jest odpowiedzialnością.... jesteśmy odpowiedzialni za to, cośmy oswoili.Nie rozumiem dlaczego tak ziejecie nienawiścią do kobiet, które bronią wierności jako fundamentu małżeństwa...Ja się im nie dziwię.... małżeństwo to dla chrześcijanina jedność. Tej jedności nikt nie ma prawa rozbijać. Ksiądz mówi Co Bóg złączył - tego niech człowiek nie rozdziela... i to nie chodzi tylko o rozdzielenie rozwodem - chodzi o każde rozdzielenie - także przez zdradę.Nie można dopuszczać rozbicia jedności małżeństwa - powołując się na tolerancję - małżeństwo - jest w tym wypadku wartością wyższą.... jeśli dla kogoś w ogóle jest wartością.Gdyby nie było kobiet, które chcą zdradzić - dopuszczają taką możliwość - nie było by też mężczyzn, którzy zdradzają...z resztą z takim podejściem - po co w ogóle Wam są potrzebni partnarzy na stałe (jeśli są...)
            • Gość: guest Re: BRAWO MATYLDA!!! IP: *.* 14.12.01, 13:01
              Dobrze powiedziane vikavik.A ,jaki sprawy moga przyjac obrot...przyklad z zycia:para z 7 letnim stazem-maz zaczyna podwojne zycie za namowa kolegi-mialo nie byc tak w jego zamierzeniu ale kobieta z ktora byl ten pierwszy raz nie popuscila(sama zreszta rozwiedziona)-trwalo to piec lat-do momentu gdy ostatecznie sie przyznal-zona podejrzewala ze cos jest nie tak ale poszla inna sciezka i zaczela prowadzic wlasne zycie--zyli razem chodz osobno-awantury z byle powodu.Wreszcie decydujaca rozmowa-maz sie przyznal. Wielkie bum. Po nim cisza. On zalowal.Ona mu wybaczyla.Postanowili sprobowac zyc jak dawniej. I co? I guzik. Tamta kobieta na to nie pozwolila-wydzwaniala calymi wieczorami. Zona tego nie wytrzymala i pozegnala sie z `tolerancja`.Facet odszedl.Pozostala ona i dwoje dzieci. Jedno z tych dzieci to moj maz. `Nie ma konsekwencji`,`taki sam tatus i maz`. Bzdura wierutna. Kobieto czy ty wiesz jak to jest wychowywac sie przez 5 dlugich lat w domu gdzie rodzice non stop trzaskaja drzwiami,kloca sie i oklamuja nawzajem? Czy wiesz jakie jest zycie 11 letniego chlopca wychowujacego sie bez ojca?Nie wiesz moja droga wiec nie plec bzdur o braku konsekwencji i jakims chorym podejsciu do tematu wiernosci. Zdaje sobie sprawe,ze czlowiek musi czasem adaptowac swoje poglady do zaistnialej sytuacji-ot po prostu aby nie zwariowac. Tak zrobila moja tesciowa. I co? Jej zycie jest puste tak samo jak puste jest zycie jej corki ktorej zaszczepila cynicyzm i wyrachowanie. Jedna miota sie nieustannie i ucieka przed staroscia a druga zyje na srodkach antydepresyjnych.Wiesz co jest egoizmem? Zdrada wlasnie. To przekonanie tego chlopca ktory wychowal sie bez ojca i ktorego matka probowala byc `tolerancyjna` przez 5 lat a pozniej przez kolejny rok usilowan.To ten chlopiec wlasnie swiecie wierzy w piekno wiernosci-oddania wszystkiego co masz w sferze partnerskiej jednej osobie-jak mozesz oddac wszystko co masz 2,3 10 osobom? Nie mozesz. Bedziesz sie rozdrabniac,ale to juz Twoj problem. Jak swiat swiatem byli sceptycy i idealisci. Masz prawo do swojego sceptycyzmu ale z pewnoscia nie do pogardy.Zyj jak Ci wygodnie- skoro Ciebie to zadowala. Nie probuj jednak `uszczesliwiac` innych na sile. Nie pchaj im do gardla swoich przekonan.Zwlaszcza w taki sposob bo ta droga mozesz jedynie wywolac reakcje zwrotna. Ktos wierzy w swietosc wiernosci? Co Ci do tego? Masz swoje zycie i ponoc Cie ono zadowala. Nie musisz chyba brukac na kazdego byle by tylko utwierdzic sie przekonaniu,ze to Ty masz racje a inni sa beee. Jesli masz racje to zycie to i tak pokaze. Jesli nie to tego typu agresja Cie nie uratuje-ot po prostu-zycie sklada sie z czynow - nie ze slow.Nie jest to poczatek dyskusji z Toba bo naprawde w tym temacie nie mamy ze soba nic wspolnego.Mowie To jedynie bys moze odrobine pomyslala jak to moze wygladac od innej strony(choc i moj opis jest tylko subiektywny bo to nie ja przeszlam przez to pieklo).
          • Gość: guest Re: BRAWO MATYLDA!!! IP: *.* 14.12.01, 19:23
            I właśnie wtedy zaczyna się dramat a Ty nie masz prawa podśmiewywac się z takiej możliwości. Bo najgorsze jest to, że jest ona jak najbardziej realna!!! Jak możesz?! Odpowiedz mi, czy wtedy przyszłabyś do takiej dziewczyny i z satysfakcją powiedziała Jej: a co, nie mówiłam, Ty stara naiwna idiotko? Z kogoś takiego nikt (!) nie ma prawa kpić! To jest jak runąć głową w dół... Cieszy Cię to? Czujesz satysfakcję, że gdzieś znów mąż zdradził, nie powiedział, udawał ukochanego męża i tatusia, czy to jest dla Ciebie takie zabawne? Daj Ci Boże szczęśliwe życie, dziewczyno. Wiedz, że podchodząc do życia w ten sposób tracisz coś niezwykłego: poczucie, że możesz komuś tak bezgranicznie zaufać, być z kimś tak bardzo blisko... Musisz być bardzo rozczarowana życiem, ewentualnie jeszcze bardzo niedoświadczona a najeżona kolcami jak mały buntownik... Czego nauczysz swoje dziecko? Na razie jestem bardzo szczęśliwa. I nie chcę wybiegać w przyszłość, zabierać sobie piękne dni, tylko dlatego, że kiedyś być może będę zdradzona. Postaram się ze wszystkich sił, aby nigdy do tego nie doszło, ale jeśli jednak dojdzie i tak nigdy nie pójdę do swojej córki i nie powiem Jej, że nie warto być wiernym, nie warto ufać, bo często się zdarza, że ktoś zdradzi nasze zaufanie. Ja też byłam zdradzona - w podły, okrutny sposób! I zawsze wierzyłam, że kiedyś jeszcze będę szczęśliwa, że kiedyś będę mogła zaufać. Wiem, że warto...Jeszcze raz powtarzam, nie chodzi mi absolutnie o to, że ktoś ma odmienne zdanie od mojego - wiele osób z mojego najbliższego otoczenia je ma. Chodzi mi tylko o to, że swoje zdanie wypowiadacie w tak agresywny sposób, że czuję się tak, jakbym to ja popełniała ten karygodny błąd kochając i ufając swojemu mężowi! Przecież to absurd! Na pewno nie chciałyście tego, więc proszę - dyskutujcie tak, aby nikogo to nie raniło. Dziękuję.Gosia1 mama Ani i Krzysia
      • Gość: guest Re: Kayu IP: *.* 14.12.01, 11:15
        Kayu, Coś się troszkę pokręciło. W którym poście coś komuś narzucam?Ja mówię co myślę i czuję. Czy ja Wam nie każę wierzyć Waszym mężom i Waszym przekonaniom o ich anielstwie?A że tupiecie tu nóżkami ze złości, że jakaś kobieta się "wyłamuje" w kwestii masowego potępienia męskiej zdrady, to fakt bezsporny. Z wyciągnięciem ręki. Matylda.
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 22:19
      Matylda rozpętała burzę i gdzieś "potuptała", może pobiegła zdradzić męża, a co tam, przecież zdrada to taka normalka w jej małżeństwie no i dodaje świeżości oraz pikanterii jej życiu uczuciowemu. Bardzo ciekawa teoria, bardzo. Związek dwojga ludzi budowany na zdradzie?
      • Gość: guest NIE WARTO ! IP: *.* 13.12.01, 22:25
        Ja również przeżyłam koszmar zdrady , ale w tym wypadku to ja zdradziłam swojego męża. Nie miałam żadnego konkretnego powodu typu kryzys małżeński czy upojenie alkoholowe , byłam w tym związku bardzo szczęśliwa i naprawdę kochałam swojego męża. Nie wiem , co się stało, nie byłam u żadnego specjalisty, który wyjaśniłby mi powody mojego zachowania , po prostu byłam wtedy ogromną egoistką i nie myślałam o konsekwencjach swojego czynu. Skończyło się tym , ze odeszłam od męża bo nie potrafiłam zapomnieć o tamtym i nie wyobrażałam sobie dalszego życia z mężem bez zaufania , z piętnem tamtego wydarzenia i chaosem, jaki miałam w głowie. Obecnie niczego bardziej nie żałuje , bardzo ciężko mi z poczuciem krzywdy, którą wyrządziłam najukochańszej osobie. To wydarzenie zmieniło nie tylko całe moje życie , ale również w ciągu dosłownie kilku dni stałam się innym człowiekiem. Powiem Wam tylko, że naprawdę nie warto , nie tylko ze względu na niewątpliwy ból, jaki sprawia to naszemu partnerowi , ale również ze względu na siebie , ja chyba sobie tego nigdy nie wybaczę. I jeszcze jedno – uważam , że to nieprawda, iż , jak piszą niektóre z Was, nigdy nie wybaczyłybyście swoim mężom tego „skoku w bok” , bo często faktycznie jest to sprawa jednorazowego zaślepienia , bez żadnych głębszych uczuć. Dostałam od życia nauczkę i jedno już wiem na pewno – nigdy więcej tego nie zrobię . I chociaż na to zapewne nie zasługuję chciałabym być szczęśliwa , mimo że , jak napisała jedna z Was , nie można zbudować swojego szczęścia na cudzych łzach ....Ale czasu już nie cofnę .
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? Matyldo żal mi Cię IP: *.* 13.12.01, 22:30
        Matyldo Twój post nie ukrywam wkurzył mnie i pewnie o to Ci chodziło.Dlaczego mnie wkurzył?Poniewaz atakuje wszystko w co wierzę.Ale po głebszym zastanowieniu wydaje mi się że Twoja agresja skierowana w stronę ufnych"matek Polek" wypływa z tego że sama zostałaś skrzywdzona.Sadzę, że atakując wartość wierności małżeńskiej chcesz sama sobie wmówić że coś takiego nie istnieje.Taka jest moja teoria, która na pewno wyda ci się naiwna.Alternatywa jest to że może jesteś facetem a oni podobno sa z Marsa.Pozdrawiam
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 22:24
      To i ja się dołącże. Popieram Matyldę, pod warunkiem że dobrze ją zrozumiałam. A zrozumiałam, że Matylda wyraźnie odzieliła jednorazowy sex, który zdarzył się raz czy dwa przez dłuższy okres trwania związku. Nie chodzi tu o chodzenie do łózka z każdym kto się nawinie, na prawo i lewo. I nie bycie z kimś innym w stałym związku (posiadanie kochanki czy kochanka). Z wypowiedzi Matyldy zrozumiałam że sex z partnerem po kilku latach nudzi się, nie jest już taki sam, a na pewno traci zapach świeżości. Patrzcie posty "ile można nie kochać się będąc w stałym związku". I że należy oddzielić sprawę przypadkowego jednorazowego sexu od tego co w związku najważniejsze. Bycia razem na dobre i na złe, spędzanie ze sobą czasu, czy wspólne wychowywanie dzieci. I że nie należy tego zaprzepaszcać z powodu w taki czy inny sposób rozumianej "moralności". Nastka2001
      • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 13.12.01, 23:21
        Dołączam się do toku myślenia Agaty. W 100 %. Bea napisała m.in.: "może pobiegła zdradzić męża, a co tam, przecież zdrada to taka normalka w jej małżeństwie no i dodaje świeżości oraz pikanterii jej życiu uczuciowemu. Bardzo ciekawa teoria, bardzo. Związek dwojga ludzi budowany na zdradzie? "A gdzie to przeczytałaś? W którym poście Matyldy? Chyba trochę dziewczyny przesadzacie z uogalnianiem pewnych rzeczy, słów i całych wypowiedzi. A może nie czytacie dokładnie? Łapiecie wzrokiem kilka kluczowych słów i same dopowiadacie sobie koniec. A w słowach Matyldy było i jest dużo prawdy o nas samych. Tylko trzeba nad tym troszkę pomyśleć. Pozdrawiam. Gosia.
        • Gość: guest MATYLDA DZIĘKUJE IP: *.* 14.12.01, 08:53
          Dziękuję Paniom, które pojęły o co mi chodzi (Gosia, Agata, Marzena, Marti). Zeskrobuję właśnie błoto z monitora, ale się nie gniewam, bo, jak widać, Panie Wzburzone, pobieżnie potraktowały me słowa, nie rozumiejąc ich prawdziwej wymowy.A skoro Sz. Współrozmówczynie odnoszą się do spraw wiary, to dodam coś, jeśli oczywiście pozwolicie:Dobry Bóg ma świadomość słabości człowieka. Mimo ludzkich zdrad i podłości, kocha i wybacza, bo jego miłość jest prawdziwa. Moje pojmowanie WIERNOŚCI jest szerokie, nie zawężam jej do życia płciowego.Wasza Matylda.P.S. Iwono, różnimy się w paru płaszczyznach naszych poglądów, ale podziwiam Twą cierpliwość i cenię kulturę wypowiedzi.
          • Gość: guest Re: MATYLDA DZIĘKUJE - pytanko IP: *.* 14.12.01, 09:33
            Matyldo, przepiszę moje pytanie z wczorajszego posta, bo ciekawa jestem Twojej opinii, a nie odpowiedziałaś mi (może nie zauważyłaś?):>Ha - ciekawy punkt widzenia, przyznam. >Dla mnie osobiście - nie do przyjęcia, ale mogę sobie wyobrazić taki otwarty zwiazek. W końcu - przysięgamy sobie wierność, ale dla każdego może to mieć inne znaczenie. >Zdrada to krzywda. Jeśli nie czujesz się skrzywdzona, to pewnie nie jest to zdrada - czy dobrze Cię rozumiem? Czy o to chodziło? Że jeśli obydwoje zgadzacie się na taki typ związku, to seks z innym partnerem nie jest dla Was zdradą? No tak, ale sama piszesz, że nie chciałabyś żeby Twój mąż się o tym dowiedział - jak to pogodzić z otwartością i szczerością w związku? Pytam, bo naprawdę interesuje mnie taki punkt widzenia - dla mnie szczerość to podstawa i wszystkie problemy drąży się do spodu...Przyznam, że to dla mnie wielce interesujące...
            • Gość: guest Re: MATYLDA DZIĘKUJE - pytanko IP: *.* 14.12.01, 09:58
              Droga Adziu,Czy myślisz, że w "statucie" naszego małżeństwa jest punkt o dopuszczalności zdrady? Nie. Nigdzie tu nie powiedziałam, że propaguję skoki na boki, albo sama chodzę po ulicy z wymalowanym na twarzy "BIERZ MNIE". Co innego, gdy to się już zdarzy. Trudno. Nie jest to koniec świata, ani tym bardziej nas. Wydarzyło się, minęło, zapomniał o tamtej ( i to jest bardziej upokarzające dla niej niż dla mnie), jest z nami i wcale nie jest gorszym moim przyjacielem, wcale gorzej mnie teraz nie wspiera, wcale nie jest gorszym ojcem. Zrobił to, widać nie umiał inaczej... Wcale nie chcę od niego dogłębnej szczerości w tym temacie. Jeśli czuję, że zdradził, nie dopytuję się, nie przeprowadzam śledztwa. Uważam, że każdy człowiek musi mieć pewien margines życia tylko dla siebie. Myślę, że całkowite "wchłonięcie" mężczyzny, zupełne zawładnięcie jego osobą, zbyt natarczywe eksponowanie swej osoby, przynosi odwrotny skutek od zamierzonego. Pewnie, że lepiej bym się czuła, gdyby tego nie robił. Ale, kotku, to się zdarza, choć większość z nas sądzi, że nie naszym mężom. To co tu piszę opiera się wyłącznie na moich doświadczeniach (obecny mój mąż jest czwartym "poważnym" moim związkiem i jednocześnie drugim mężem). I tu Cię zaskoczę - pierwsze małżeństwo zniszczyła po części moja zazdrość i zaborczość. Moje doświadczenia wskazują również na to, że całkowita, taka do bólu szczerość i otwartość w małżeństwie wcale nie jest wskazana ... Film obejrzany osiem razy klatka po klatce, przestaje być ciekawy. Uściski. Matylda
              • Gość: guest Re: MATYLDA DZIĘKUJE - pytanko - okej IP: *.* 14.12.01, 10:41
                No i właśnie o to mi chodziło. Ciekawie jest poznać inny punkt widzenia, choć przyznam, zupełnie odmienny.Pozdrawiam Agnieszka
                • Gość: guest Re: MATYLDO - Dobry Bóg IP: *.* 14.12.01, 11:05
                  Rzeczywiście jest lepszy niż nam ludziom się wydaje. Dlatego nakazuje wybaczac na każdym kroku, ale poza tym kochać i przede wszystkim żyć w prawdzie. Dlatego dziwnym mi się wydaje, że nie chcesz, żeby mąż się dowiedział o zdradzie czy też jego zdradę traktujesz jako coś pozostawione na obrzeżach świadomości: prawdopodobnie ale nic się nie stało. Jesteś dojrzałą kobietą po rozwodzie i w kolejnym związku (zatem pewnie starszą i bardziej doświadczoną ode mnie) i nie potrfiłabyś powiedzieć i nie chciałabyś usłyszeć: słuchaj, jest nudno... ósmy raz tak samo... tak samo, klatka po klatce (wyrazy współczucia). Nie chcesz mówić i słyszeć prawdy o swoim związku?Ja pewnie jako katoliczka starałabym się wybaczyć zdradę (w końcu i Piotr zaparł się 3 razy, a potem płakał) - starałam się w sumie, ale nie rozumiem tego, że można zamiast prośby o wybaczenie nie usłyszeć nic i traktować kłamstwo jako rzecz naturalną (bo zgadzam się z Tobą, że seksu nie ma co demonizować). Dziwi mnie to, co piszesz, że mimo kłamstwa jesteście nadal dobrymi przyjaciółmi. Ja nie mogę się przyjaźnić nawet z osobami, które kłamią w rzeczach drobnych, więc kłamstwo męża zabiłoby mnie pewnie.Natomiast nie mów, że nic się nie stało i nie ma za co przepraszać. Stało się choćby to, że wolał spędzić czas z kimś innym niż z Tobą. Chyba że bycie z sobą nie jest cenne.Chyba że nie lubicie być ze sobą. Wtedy dla mnie staje się jasne, czemu się nie rozumiemy. KAżde kłamstwo wraca - i może być gwoździem dobijającym trumnę. Dlatego jak zdradzasz, to powiedz o tym, może sie z mężem dogadacie. Czego Wam nie życzę.ruda kasia
                  • Gość: guest Re: MATYLDO - Dobry Bóg IP: *.* 14.12.01, 11:21
                    Siedziałam do tej pory cicho, czytając sobie tylko ten wątek i zastanawiajaąc się jak bardzo można być tolerancyjnym. Podpisuję się pod większoscią zatrwożonych i zdziwionych - też jestem zdziwiona i zatrwożona i dla mnie zdrada to wielka rzecz.Ruda Kasiu - ładnie to napisałas.
                    • Gość: guest Re: zdrada a wybaczenie IP: *.* 14.12.01, 12:03
                      Ja też siedziałam cichutko...Ale się odezwę. Ja myślałam już że nasze eMamy tolerują wszystko -az do przesady...A tu proszę bronimy moralności. no i dobrze, bo zdrada to nie tylko może być niepożądana ciąża, ale też AIDS oraz choroby weneryczne.Ale tego lepiej tu nie będę mieszać, bo to inny temat...Dobrze byłoby gdyby śiwat był moralny i poukładany, ale nie jest...I dlatego możemy odróżnić dobro od zła. Znacie ten cytat z Fausta"Więc kimże w końcu jesteś?-Jam częścią tej siły,która wiecznie zła pragnąc,wiecznie czyni dobro."Kiedy się w to wgłębimy, dojdziemy do wniosku, że Goethe nie mylił się. (jak ktoś nie wie, o co chodzi, to niech nasze polonistki wytłumaczą) Kiedy byłam dziewczynką, myslałam, że zdrada to coś strasznego, nejgorszego, potwornego, obrzydliwego...COŚ CO NIE DA SIĘ WYBACZYĆ! I o tym wybaczaniu słów kilka chciałam powiedzieć. Na szpitalnym łóżku leży 82 letni człowiek-połamany, porozbijany-samochód go potrącił. Ten człowiek, wie, że umiera...Przy nim kobieta-o 5 lat młodsza. Zajmuje się troskliwie, przebiera, rozmawia, trzyma za rękę całuje w czoło. A on patrzy na nią-ma łzy w oczach i ciągle powtarza "Przebacz mi najdroższa...Przebacz mi najdroższa"I ja zdezorientowna nastolatka. Co Babcia ma przebaczać?Zapytałam ją o to. Opowiedziała,że z rok po ślubie DZiadzio przez jakiś czas miał kogoś. To trwało niedługo, ale miał.Zostawiał Babcię z małym dzieckiem i szedł do tamtej...Dlaczego? Babcia sama nie wie...Opowiedziała, jak jej było ciężko.Rozumiałam.I byłam wściekła, że mój ukochany Dziadek, niby idealny zrobił coś takiego. Potem babcia opowiadała, że gdy ten romans minął, było lepiej-sama ich pamiętam-spacerujących za ręce. Opowiadała, że chciała odejść, ale tego nie zrobiła. Dziś nie żałuje...Mimo że dziadek nie żyje już kilka lat, ciągle go wspomina. Mówi, że pewnie on już tam w niebie na nią czeka, że co noc jej się śni. I wiem, że ciągle go kocha. A ja słyszę te słowa "Wybacz mi najdroższa."-"Przecież ja nie ma ci czego wybaczać. Ty nic złego mi nie zrobiłeś." I dla mnie to jest miłość...Błyszczące niebieski oczy babcine od łez-gdy mówi z miłością o dziadziu. Zawsze mi mówi, że trzeba wybaczać, nawet zdradę... Modlę się, żeby moj mąż nigdy mnie nie zdradził. Modlę się, żebym ja też tego nigdy nie zrobiła... Ale wiem, że warto wybaczyć. Ania
                      • Gość: guest Re: zdrada a wybaczenie IP: *.* 14.12.01, 12:22
                        Aniu,podpisuję się obiema rękami pod Twoim postem. Ja jeszcze (oby nigdy) nie doświadczyłam bólu bycia zdradzoną, ale muszę dopuszczać tę myśl do siebie. Nie mogę zakładać, że na pewno nie, za żadne skarby, a już na pewno nie ze strony mojego męża, czy z mojej... Takimi obietnicami i dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane, i coś w tym przysłowiu jest. Człowiek ma słabą naturę i tyle, i czasami robi rzeczy, o które nigdy by siebie nie podejrzewał. Obiecałam sobie jedno: jeżeli coś takiego zdarzy się i ja się o tym dowiem, to zrobię wszystko, żeby postarać się wybaczyć i uratować moje małżeństwo. Oczywiście jeżeli mój mąż także będzie potrzebował mojego przebaczenia i będzie chciał zostać ze mną, bo uszczęśliwiać na siłę nikogo nie można.
                        • Gość: guest Re: zdrada a wybaczenie IP: *.* 14.12.01, 13:01
                          Nie wybaczyłabym zdrady, nie zapomniałabym, zmnieniłaby ona moje życie raz na zawsze. Wiem, że nie dotknęłabym mężczyzny, który mnie zdradził, nie mogłabym mieszkać z nim pod jednym dachem. Nawet gdybym miała mieszkać na bruku to wolałabym to na pewno niz życie w pałacu ze zdrajcą. Ale to moje zdanie, a ludzie są różni.
                          • Gość: guest Re: zdrada a wybaczenie IP: *.* 15.12.01, 18:18
                            Alicjo kochana, ja też tak kiedyś mówiłam, a teraz staram się ze wszystkich sił wybaczyć i zapomnieć. monika
                            • Gość: guest Re: zdrada a wybaczenie IP: *.* 19.12.01, 10:19
                              A ja bym nie wybaczyła i wiem to na sto procent, bo znam siebie. A Ty mnie nie znasz, więc nie mów "kiedys tez tak mówiłam..":)
                              • Gość: guest Re: zdrada a wybaczenie IP: *.* 19.12.01, 10:25
                                w tej kwestii zgadzam sie z Toba. Tez bym nie umiala wybaczyc. Nie umialabym juz zaufac,. Zawsze by to bylo w mojej podswiadomosci i zastanawiala bym sie czy teraz mnie nie zdradza i oszukuje
                  • Gość: guest Re: nie przypisuj mi nie moich słów IP: *.* 14.12.01, 11:46
                    Ruda Kasiu, Nie przypisuj mi nie moich słów !!!Mąż mnie nie okłamuje. Nie ma okazji, bo ja nie wyciągam z niego żadnych zeznań! NIE MA TU KŁAMSTWA.Nie pochwalam zaborczości w żadnej postaci. Zrozum, że jeśli ma się stać zdrada, to się stanie. Twoja zaborczość tylko ją przyspieszy. A z tymi klatkami - ... Ty to ciągle o jednym ...(co by pan Freud o tym powiedział?). Spłyciłaś moją frazę. Wcale nie chodziło mi o seks! A o serwowanie partnerowi całej, czeęsto brutalnej i czasem brudnej prawdy. Życzę miłego i właściwego odbioru. Matylda.
                    • Gość: guest Re: nie przypisuj mi nie moich słów IP: *.* 14.12.01, 11:59
                      jednak się włączę w dyskusję, choć obiecałam sobie, że tego nie zrobię. Całe nasze życie, pisząc nasze mam na mysli - nasze człowiecze, w sensie ogólnym, oparte jest na pewnych moralnych i etycznych zasadach, które przez tysiąclecia pozostają niezmienne. Niezależnie od wiary, przekonań, rasy, płci, wieku - pewne prawdy są uniwersalne i pewne rzeczy będą zawsze dobre, a pewne zawsze złe. Szacunek, miłosc, życzliwosc - to uniwersalne dobre rzeczy. O każdym czasi i w każdym miejscu. Zabijanie, nietolerancja, nieszczerosc czy ....no własnie - zdrada - to cos co zawsze było złe. Czy to zdrada kraju, czy zdrada bliskiego człowieka. Pewno - można ją wybaczyć i żyć dalej. Można nie przywiązywać do niej wagi, prychając pogardliwie i wzruszając ramionami. Można. Ale to jednak zaprzeczenie tysiącletniej tradycji i moralnosci ludzkosci w ogóle. To nie jest nowoczesnosc. To niejest elastycznosc. Swiat się zmienia, ale pewne prawdy pozostają niezmienne. Muszą takie być, żebysmy nie pogubili się w tym wszystkim. Odnoszę Matyldo takie wrażenie, i nie ja pierwsza o tym piszę, że szukasz usprawiedliwienia dla siebie. A to oznacza, że cos jednak Ci nie gra i jednak zdrada to nie jest takie byle co nad czym można przejsc do porządku.Ja osobiscie nie wyobrażam sobie jak mogłabym być z człowiekiem, który mnie zdradził. Nawet gdyby to miałaby być jedna noc sexu. Dla mnie bycie z kims to zaufanie i uczciwosc. I nie ma miejsca na zdradę.
                    • Gość: guest Re: nie przypisuj mi nie moich słów IP: *.* 14.12.01, 12:03
                      Co do klatek - wiem, ze nie tylko o seks, nie jestem kretynką, ale wątek dotyczy zdrady fizycznej, a ja chciałam też zwrócić uwagę na inny aspekt, a mianowicie szczerość i uczciwość (abstrahując od słów przysięgi - każdy ją tworzy sam dla siebie). A dlaczego nie zapytasz lub nie powiesz mężowi? Właśnie o to mi chodziło. Nie czy dajesz mu okazję do kłamstwa, bo kłamstwem już jest (Twoim wobec samej siebie), że nie chcesz pytać, by nie poznać prawdy. Co do zaborczości - nigdy zaborcza nie byłam, dlatego mój były miał okazję mnie zdradzać i obecny miałby ją również. Każdy ma wolną wolę i ja nie ograniczam jej partnerom.Zresztą teraz unikasz pytania, ale może się zdarzyć, że z głupia frant zapytasz męża, co robił na delegacji (bo uznasz, że chwilowo nie ma nic na boku), a on co??? Powie kochałem się z .... Albo Ciebie zapyta mąż, gdzie byłaś tak długo, bo szukał Cię i dzwonił, a ty co??? U fryzjera? JAk się dopuszcza nieuczciwość, trudno nie kłamać.A poza tym każdy ma swoją wrażliwość. Dla mnie kłamstwo jest czymś obrzydliwym. Gdyby mnie okłamał przyjaciel - byłby to koniec przyjaźni. Wiem jednak, że niektórym to nie przeszkadza, choć nie moge sobie tego wyobrazićkasia
                      • Gość: guest Re: nie przypisuj mi nie moich słów IP: *.* 15.12.01, 01:07
                        Matyldo naiwne i pozornie niezwiazane pytanko....Czy sciaganie na klasowkach jest oszustwem tylko wtedy gdy wykryje je nauczyciel?Czy jazda bez biletu jest lamaniem prawa tylko wtedy gdy zlapie cie kanar?Czy przemilczenie prawdy jest klamstwem tylko wtedy gdy cie o to zapytaja?Ty nie cierpisz z powodu zdrady. Ja niedawno powiedzialam mojemu mezowi po 10 latach, ze wolalabym przezyc z nim uczciwie i w pelni 10 lat a potem sie rozstac z powodu jego odejscia do innej niz przezyc 50 i dowiedziec sie ze 25 bylo oszustwem bo mnie zdradzal.I nie chodzi o seks. Takim samym oszustwem byloby spotkanie sie z Markiem gdy w rzeczywistosci spotkalby sie z Mariola. Mierze partnera swoja wlasna miara. Nie zdradzam. Wiec oczekuje ze tez mnie nie zdradzi. Tym bardziej ze przed slubem znal moje zdanie w tej kwestii.Czy wybacze. Z pewnoscia i to niejeden raz. Ale mysle ze za kazdym razem zaufanie bedzie sie kurczyc i nadejdzie taki dzien by schowac milosc do kieszeni i wyjsc zachwujac resztki szacunku do siebie...Nie chce byc z moim mezem do smierci. Chce byc z nim naprawde....A nazywanie cierpienia i krzyku rozpaczy "tupaniem nogami" jest przejawem niedelikatnosci.
                    • Gość: guest Re: nie przypisuj mi nie moich słów - Pytanko ? IP: *.* 14.12.01, 12:05
                      Z Twojej wypowiedzi wywnioskowalam, ze jezeli maz Cie zdradzi , Ty nie zapytasz go o to , On ci nie sklami, no bo nie twierdzi , ze nie zdradzil , to nie ma klamstwa ?Czyli rozumiem , ze jak spotkal sie z tym kims , to powiedzial :"Wiesz kochanie, dzis wieczorem bede troce puzniej , bo ide Cie zdradzic". Albo nic nie powiedzial. Ty myslalas , ze On robi co innego, a on robillco innego, ( i wiedzial , ze tak jest) - przeciez to klamstwo. Wypowiedziane slownie czy nie , jednak klamstwo.Nie wiem , moze zle zrozumialam .Mozesz mi wytlumaczyc dlaczego wg. Ciebie to nie jest klamstwo ?
                  • Gość: guest Re: MATYLDO - Dobry Bóg IP: *.* 14.12.01, 11:47
                    ruda kasia napisała/ł:> Dziwi mnie to, co piszesz, że mimo kłamstwa jesteście nadal dobrymi przyjaciółmi. Ja nie mogę się przyjaźnić nawet z osobami, które kłamią w rzeczach drobnych, więc kłamstwo męża zabiłoby mnie pewnie.Chyba że...tak sobie gdybam, bo temat mnie zaintrygował - to nie jest żadne kłamstwo, tylko coś o czym się nie mówi...Może to jest tak, jak np. ja nie opowiadam mężowi, że umyłam sobie zęby, czy że rozmawiałam o czymś tam z kolegą w pracy - może dla Was, Matyldo właśnie zdrada fizyczna jest czymś tak kompletnie nieważnym, że nie warto o tym rozmawiać? Hmmm?
                    • Gość: guest ojejojejojejojejojejojej!!! IP: *.* 14.12.01, 12:13
                      Adziu, Nie, nie, to zupełnie nie tak. Uff! Już ręce mi opadają z mojej niemocy wytłumaczenia tego... Ciągle ktoś przekręca moje słowa, albo spłyca, wiec chyba nie ma sensu dalsza korespondencja. To nie jest OCZYWIŚCIE błahostka o której nie warto wspominać. (Żeby było jasne - nie chodzi nam o syndrom trutnia, a jednorazowy przypadek).Traktuję to tak: 1. Rzecz się stała2. To się nie odstanie3. Czy lamenty to odwrócą? Nie4. Czy on jest przez to innym człowiekiem ? (nie chodzi o to co ja do niego po tym czuję) Nie.5. Czy nadal go kocham. Mimo wszystko Tak.6. Czy jak będę o tym w kółko myśleć i zadręczać się, to coś się zmieni? Nie.7. Czy jak zacznę wyciągać to na wierzch, to mi pomoże lub odwróci to co się zdarzyło? Nie!!8. Czy kiedy zmieszam go z błotem, zrobię scenę, będę to wywlekać, gderać, płakać, wyć, wciągnę w to dzieci, rodzinę, sąsiadów, rozwiodę się, zabiję tę żmiję (niewłaściwe skreślić) to będzie mi lepiej? Nie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!8. CZY NAZWANIE RZECZY PO IMIENIU i rozmawianie o tym wniesie spokój do naszego życia? NIE, TYLKO NAS ROZJUSZY!!! i SKŁÓCI !!!!9. Czy świat się zawalił? Nie.10. Czy jestem pewna sama siebie w 100% i NA ZAWSZE? Nie.SUMA: Było, minęło, jesteśmy razem, wybaczajmy, bo WSZYSCY JESTEŚMY SŁABYMI ludźmi, cieszmy się życiem!
                      • Gość: guest Re: ojejojejojejojejojejojej!!!+zdrada a wybaczenie IP: *.* 14.12.01, 12:47
                        Tym razem anonimowo. PrzepraszamCzytałam sobie i czytałam i chcę dorzucić kilka słów. Połączyłam w tytule 2 posty bo w skrócie się pod nimi podpisuję. Dlaczego? Mam osobiste doswiadczenia na temat zdrady. Tak jak każda z Was nigdy nie chciałam być zdradzona ani nigdy nie planowałam, że to zrobię. Gdy wyszłam za mąż też myslałam, że wiem o mężu, o sobie i o życiu już wszystko. Zawsze racjonalnie podchodziłam do wszystkiego, może nawet za bardzo i dlatego też zdrada wydawała mi się czym niezbyt mądrym, bo po prostu sprawiającym kłopoty. Aż pewnego dnia spotkałam miłosć mojego życia. Mogłabym napisać tu milion słów o tym uczuciu, ale jak to słowa, tak naprawdę niczego nie oddadzą. Całe moje racjonalne podejscie do życia i zasady runęły w gruzach. Liczyła się tylko ta miłosć. Za niego mogłabym oddać życie - wiem, że to brzmi tandetnie, ale tak naprawdę czułam. Nawet nie miałam zbytnich wyrzutów sumienia, bo wmówiłam sobie, że TAKA miłosć usprawiedliwia wszystko. Niestety, ten człowiek, poza wielkimi deklaracjami nie chciał mi nic zaoferować, choć ja byłam gotowa na wszystko. Mąż się dowiedział, a przy tej okazji ja się dowiedziałam, że jakis czas temu on też mnie zdradził. Jak jest teraz? Jestesmy z mężem dalej razem. Wybaczylismy sobie, bo uznalismy, że warto, że każdy zasługuje na drugą szansę. Co więcej, teraz czuję, że po przejsciu takiej burzy, jestesmy jakby mocniejsi. Uważam, że "tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono". Czekam co przyniesie dalsze życie i choć niczego, przede wszystkim siebie, nie mogę być pewna, to jestem spokojniejsza. Kochamy się i tylko to się liczy. Tak Aniu - warto wybaczać i tak Matyldo - nie ma sensu rozdrapywać, wywlekać, bo chociaż się dowiedzielismy, swiat się nie zawalił.A jeszcze 3 lata temu byłam na 100% pewna.... siebie.mmmmm
                        • Gość: guest Re: Matyldo - wiele razy tak IP: *.* 14.12.01, 12:58
                          Zgadzam się prawie ze wszystkim, oprócz jednego - warto nie ukrywać tego, rozdrapać (bez rozwodu, wyprowadzki, obrzucania błotem), zdezynfekować, wyleczyć może...W każdym razie rozumiem Twoje stanowisko, tylko konsekwentnie nie zgadzam się z tym, że lepiej zostawić, niech przyschnie. JAk się wdepnie w coś śmierdzacego za przeproszeniem, to czyścisz buty, żeby nie śmierdziało. Dla mnie jest tak samo ze zdradą (kłamstwem i grzechem etc...).Przecież warto chociaż zadać pytanie: czego się mogę spodziewac na przyszłość.Chyba że się ma dużo szaf na chowanie kolejnych trupów. Nie wierzę w to, że nawet jak się nie rozdrapie, to nie dzwiga się tego garba, wydaje mi się, że tylko wtedy można go zrzucić, jak się powie: chłopie, to bolało. Chyba, że nie bolało, ale wtedy może warto powiedzieć: wiem, ale mnie nie zraniłeś, bo przypadkowy seks w Twoim wykonaniu jest mi obojętny... Skąd wiesz, że on się tym nie gryzie.W każdym razie nie zmienię zdania, że prawda wyzwala (z wszelkiego złego) i dlatego z tym jednym zgodzić się nie mogę. Ruda kasia
                      • Gość: guest Re: ojejojejojejojejojejojej!!! IP: *.* 14.12.01, 12:56
                        Hm, Matyldo, ja myślę, że jednak dalsza korespondencja ma sens.Widzisz, mnie nie chodzilo o to, co się stało. Ja sama na dziś dzień mówię, że zdrady nie wybaczyłabym, ale gdyby przyszło co do czego...chyba jednak bym próbowała, bo są w naszym życiu rzeczy tak wiele warte, że można dla nich wiele poświęcić.Zastanawiało mnie jednak to, co napisałaś - że kiedyś tam, ewentualnie mogłabyś zdradzić męża i nie powiedziałabyś mu o tym. No nie mogę tego zrozumieć - albo skok w bok to rzecz tak mało ważna, że się o niej nie mówi, albo nie chciałabyś, żeby wiedział, bo cierpiałby - w takim wypadku dla mnie to troszkę zakłamanie. jeśli robię coś, czego mój partner nie akceptuje, to robię źle, niezależnie od tego czy on o tym wie.Stąd moja hipoteza, może i płytka - czyżby zdrada fizyczna nie była zdradą, a tylko mało znaczącym wydarzeniem towarzyskim? ;-)Pozdrawiam Agnieszka
              • Gość: guest Re: MATYLDA DZIĘKUJE - pytanko- DO MATYLDY!!! IP: *.* 14.12.01, 19:48
                Chyba źle Cię odebrałam, ale Matyldo ciężko jest Cię rozszyfrować. Proszę odpowiedz mi na pytanie: cierpisz z powodu zdrady męża? Jak zdołałaś uodpornić się na ten ból?! Dla mnie wydaje się to niemożliwe. Przecież jeśli kocham męża, to każda Jego zdrada, nawet nie fizyczna, ale np jakieś kłamstwo, będzie bolało... Mniej lub bardziej... Jak Ci się udało to przeżyć?? I jeszcze zacząć normalnie żyć? Czy dla Niego rzeczywiście było to bez znaczenia? A jeśli się powtórzy? Co wtedy? Jeśli chcesz odpisz mi na maila, nie chcę otwierać nowej dyskusji... Pozdrawiam Gosia mama Ani i Krzysia
                • Gość: guest Re: Gosiu 1 IP: *.* 18.12.01, 09:00
                  Gosiu1, cieszę Cię, że się odzywasz. Nie jest łatwo pogodzić się z życiem, to przyznam. Zabrało mi to parę lat. Zdrada pierwszego męża, a na jej skutek moja histeria i nieopanowanie, spowodowały, że rozstaliśmy się. Po pewnym czasie zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie było warto burzyć naszego życia. On chciał mojego wybaczenia, ja mu go nie dałam. Było, minęło. To nauczyło mnie POKORY WOBEC ZDARZEŃ.Nie potrafiłabym żyć z facetem, który, excusez-moi, kopuluje ze "wszystkim, co się rusza", natomiast świadoma ludzkich słabości (w tym moich) nie zamierzam "wariować" z powodu jednorazowego skoku w bok. Jak z tym sobie poradzić? Sądzę, że, po pierwsze, trzeba nauczyć się spojrzeć na to zdarzenie jego oczami - np. wyjazd służbowy, trochę alkoholu, atrakcyjna kobieta ... Stało się. Nie zrobił tego ani po to by mi dokuczyć, ani po to by nasze małżeństwo przestało istnieć. Stało się tak, bo CZŁOWIEK JEST SŁABY, bo potrzebuje ciągłego potwierdzania swojej wartości (może akurat w tym okresie ode mnie dostał tego potwierdzenia za mało - wiesz - codzienność, skupenie na dziecku itp.) Nie wiem jaka to kobieta, ale jeśli stosunkowo przeciętna, to fakt, że on nie pociągnął tego wątku, dotknął ją chyba bardziej niż mnie. I jeszcze coś: załóżmy, że to ja wyjechałam daleko od domu, załóżmy, że jest wieczór - niecodzienny nastrój, miła, rozluźniona atmosfera, mam świadomość dobrze wykonanej ciężkiej pracy (udane negocjacje), pojawia się bardzo pociągający mężczyzna, przy którym czuję się wyjątkowo dobrze. Czy ja NA PEWNO NIE ULEGŁABYM chwili? Nie wiem. A Ty? Odpowiedz tylko sobie na to pytanie, bo wtedy na pewno odpowiedź będzie prawdziwa... Pozdrawiam. Matylda.P.S. To, co tu piszę, to z konieczności, ogromny skrót, temat jest rozległy. Są też różne prawdy, a nie tylko moja.
                  • Gość: Adzia Re: Gosiu 1 - hej Matylda IP: *.* 18.12.01, 09:09
                    I widzisz - o to się właśnie Polska biła. Po długich bojach ;-) wyjaśniłaś przystępnie swoje stanowisko, i wreszcie widać, że ono jest wyłącznie Twoje, że nic nikomu nie sugerujesz. Że dopuszczasz też inne zdanie. Ja też byłam ciekawa Twoich wypowiedzi, ale odpuściłam, bo zrobił się tu taki zamęt... I muszę przyznać, że czegoś się nauczyłam. Bo ja i mój mąż mówimy teraz, że zdrady nie wybaczylibyśmy - a tutaj widzę doświadczenie osoby, która to przeżyła i radzi sobie z tym...Trzeba było tak od razu ;-)Pozdrawiam Agnieszka
                  • Gość: guest Re:DLA MATYLDY - od Gosi1 IP: *.* 18.12.01, 11:43
                    Cieszę się, że mi odpisałaś Matyldo. Teraz już Cię rozumiem. Musisz wybaczyć tę całą awanturę, ale jeszcze raz przeczytaj dokładnie swój pierwszy post - naprawdę był prowokacyjny, i pewne osoby po prostu sprowokował, mnie w pewnym sensie też, choć naprawde staram się uszanować to, że ktoś myśli, czuje i postępuje inaczej niż ja. Podziwiam Cię Matyldo! I wiesz co? Dałaś mi do myślenia.... Rzeczywiście teraz mogę sobie nawet przysięgać, że ja nigdy, absolutnie, to nie do wiary, gdzieżby tam itd, itp. Nigdy nie mów nigdy, ta maksyma przyświeca mi od pewnego czasu. I zastanowiłam się, jak bym posąpiła w przypadku mojego obecnego męża - jest naprawdę wspaniałym człowiekiem, dobrym mężem i chyba najcudowniejszym ojcem, jakiego w życiu widziałam!!! I gdyby tak Jemu zdarzyła się ta chwila zapomnienia?? Nawet na samą myśl robi mi się słabo i zaczyna boleć gdzieś tam w piersiach.... Ale nie wiem, chyba jednak walczyłabym ze swoim bólem, zwątpieniem, rezygnacją, wściekłością, uczuciem zawodu i rezygnacji.... Wiem z doświadczenia, że naprawdę (!) czas leczy rany!!!! Gdyby to już nie miało się nigdy powtórzyć.... Dopuszczam taką sytuację do przemyślenia pod wpływem Twoich postów Matyldo, dziękuję Ci, bo do tej pory żyłam z przeświadczeniem, że to mnie nigdy nie będzie dotyczyło - a tak troszkę się nad sobą, Darkiem zastanowiłam... Rozmawialiśmy o tym, oczywiście nadal przysięgaliśmy, że ile tylko mamy sił i determinacji - postaramy się, aby nigdy to się nie wydarzyło, ale..... Ale gdyby, to najpierw porozmawiamy, damy sobie czas na "przetrawienie" bólu a dopiero potem będziemy podejmować decyzje. Tylko jedno nadal jest dla mnie najważniejsze - nadal mam wewnętrzne przekonanie, że nigdy nie będę prowokować takich sytuacji, nie chcę aby mnie ani mojemu mężowi nawet przez przypadek coś takiego się zdarzyło! Podziwiam Cie Matyldo, musisz byc bardzo silna. Chyba najgorsze jest to, że ta siła wzięła się u Ciebie z doświadczenia. Nie powinno być takich doświadczeń.... Ja też mam takie doświadczenie, Darek jest moim drugim mężem, ale nie mam chyba tyle siły co Ty. Pozdrawiam Cię serdecznie, oczywiście nadal proponuję - jeśli tylko masz troszkę czasu i ochoty - napisz do mnie na priva. Gosia1 mama Ani i Krzysia
                    • Gość: guest Re:do Gosi1, BOGUSI i forum od Matyldy IP: *.* 18.12.01, 12:44
                      No i życzę, by Ciebie i Twojego męża nigdy problem nie liznął. Myślę, ponadto, że z wiekiem umiemy rozumieć więcej i lepiej sobie radzić - to właśnie ta siła o której piszesz - siła czasu (nie moja). Niewątpliwie trudno zrozumieć człowieka, który postąpił inaczej niż oczekujemy, zaakceptować, pogodzić się z zawodem, przetłumaczyć sobie, wreszcie znaleźć wspólną drogę i wybaczyć. Niektóre Panie nazwały to łatwizną, nieuzasadnionym kompromisem, inne podejrzewały u mnie chorobę psychiczną, skłonności masochistyczne, perwersję i wyuzdanie. Ja na to odpowiadam (już teraz w nastroju świątecznym powstrzymując się od bliskiej mej naturze ironii i sarkazmu): O wiele łatwiej jest wytoczyć działa niż się pojednać. Gdyby tak nie było, to WTC stałoby na swoim miejscu, też Afganistan nie byłby teraz kupą gruzu.Pozdrowienia. Matylda.P.S. Nie bardzo jestem "kumata" jeśli chodzi o Internet: jak mogę korespondować na Twój priv nie podając wszystkim mojego adresu? Ach, jeszcze jedną rzecz chciałam dodać - znalazłam dziś dopiero post Bogusi, która, jak przeczytałam, cieszy się tu uznaniem i szacunkiem, a która nie chce ze mną toczyć dyskusji. Też uważam, że nie ma ona większego sensu, gdyż myślimy o czym innym - ja cały czas mówię o zdradziejednorazowymprzypadku, powrocie i wybaczeniu, Bogusia o długoletnim związku jednego faceta z dwoma kobietami (żona-stała kochanka). O tym się nie będę w ogóle wywnętrzniać, bo nigdy się w takim trójkącie nie znalazłam. Z mikołajskim pozdrowieniem. Matylda
                      • Gość: guest Re:do Gosi1, Bogusi i forum od Matyldy IP: *.* 18.12.01, 14:30
                        Matylda napisała/ł: Ach, jeszcze jedną rzecz chciałam dodać - znalazłam dziś dopiero post Bogusi, która, jak przeczytałam, cieszy się tu uznaniem i szacunkiem, a która nie chce ze mną toczyć dyskusji. Też uważam, że nie ma ona większego sensu, gdyż myślimy o czym innym - ja cały czas mówię o zdradziejednorazowymprzypadku, powrocie i wybaczeniu, Bogusia o długoletnim związku jednego faceta z dwoma kobietami (żona-stała kochanka). O tym się nie będę w ogóle wywnętrzniać, bo nigdy się w takim trójkącie nie znalazłam. Z mikołajskim pozdrowieniem. MatyldaMatyldo chyba przesadzilas sporo z tym `uznaniem i szacunkiem`.;),albo pominelas dyskusje jakie sie tu toczyly par miesiecy temu.;)Co do dyskusji to bynajmniej nie mialam tu na mysli bezsensownosci jej prowadzenia ze wzgledu na sama bezsensownosc a z uwagi na fakt,ze nie lubie `mowic hop` zbyt wczesnie i `nie chwale dnia przed zachodem`-takie tam banaly.Z drugiej strony znowu nie jestem pesymistka(w moim przypadku bylby to pesymizm a nie realizm poniewaz nie mam takich doswiadczen jak Twoje)i nie odebralabym zaufania mojemu mezowi dlatego,ze ktos innych(chocby jego matka) ma takie a nie inne doswiadczenia.Podejrzewam nawet,ze,nawet majac przykre doswiadczenia w przeszlosci, nie dala bym sobie prawa do poblazliwosci wobec wirnosci i deklaracji mojego meza ale to jest oczywiscie gdybanie. Ot po prostu trudno dyskutowac i gdybac co by bylo zwlaszcza,ze ja sama pytanie :`jakbym sie zachowala w takiej a nie innej sytuacji`dawno juz sobie zadalam a dla nas obojga zdrada jako taka(niezaleznie od motywacji) ma inny wymiar niz dla Ciebie np(z uwagi na przekonania chociazby).Przytaczajac ww historie chcialam jednak pokazac dokad moze zmierzac taka jednorazowa wpadka(bo dokladnie tak bylo w przypadku tescia wlasnie-przygoda jednej nocy z barmanka, po kieliszku). Bywa niestety tak,ze te `naiwne idiotki` ktore mialy te jedna noc z czyims zyciowym partnerem nie popuszcza tak latwo(patrz:`Fatalne zauroczenie` chocby ale nie tylko-patrz:samo zycie). Ten facet teraz zaluje ze zrujnowal zycie i sobie i rodzinie. Zaluje i zalowal ale coz to zmienia?Zyje z ta kobieta i poukladali sobie to zycie ale wiesz co: on nie ma prawa nigdzie wychodzic sam (a juz napewno nie do baru a ona dawno musiala sie pozegnac z praca w barze hihi.Ciesze,sie ,ze wyjasnilas na spokojnie i pomimo atakow swoj punkt widzenia i,ze potrafilas sie odnalezc w tej sytuacji(swojej zyciowej).Nie ukrywam,ze Twoj pierwszy post odebralam jako pochopne generalizowanie i probe wrzucenia wszystkich do jednego worka-a przeciez kazdy czlowiek,a co za tym idzie, rowniez i kazdy zwiazek jest inny(choc bywaja powtarzajace sie schematy).Zycze powodzenia i trzymaj sie cieplo.B
                        • Gość: guest Re:do Gosi1, Bogusi i forum od Matyldy IP: *.* 19.12.01, 08:23
                          No to się cieszę, że się rozumiemy. Wesołych Świąt Tobie i wszystkim Forumowiczkom, a Światu, żeby zmierzał w dobrym kierunku.Pozdrawiam.Matylda
                      • Gość: guest Re:DO MATYLDY - KONIECZNIE NAPISZ!!!! IP: *.* 18.12.01, 16:32
                        Ja w sumie też nie bardzo umiem poruszać się w internecie - więc tutaj podam Ci swojego maila: gosia.gacek@wp.pli bardzo proszę napisz. Ta dyskusja tutaj musi się już zakończyć, bo robi się niesmaczna........ Chciałabym sobie z Tobą po prostu pogadać, tak na spokojnie - bez oceniania, bez doszukiwania się podtekstów. Pozdrawiam i czekam. Gosia1
          • Gość: guest Re: MATYLDA ego IP: *.* 18.12.01, 14:46
            Dziewczyny zaniżacie poziom kontynuacją tej dyskusji. Nie da się tłumaczyć osiołkowi jak się lata bo i tak tego nie pojmie A kilkakrotne aroganckie argumenty które "Matylda" zaprezentowała nie są na poziomie tego forum , choć to prawda jest ono dla wszystkich, wszystkich o kulturze bycia. Może Matyldo poszukasz jakiegoś sex-pokoju? Trzymaj się tego co lubisz, po co wylewać swoje nieciekawe życie erotyczne i próbować, jak widać nieudolnie udowodnić że masz super układ z partnerem? Lepiej się poczujesz w swoim związku jak ci ktoś przytaknie?
            • Gość: guest Re: MATYLDA ego IP: *.* 18.12.01, 16:35
              Gabi? A skąd masz informacje o pożyciu erotycznym Matyldy? Jaki poziom Ty reprezentujesz? Odpowiedni dla tego forum? Może zanim coś napiszesz tak konstruktywnego w temacie, warto się zastanowić nad treścią zamiast posyłać bzdety? Matyldo, pomijajc troszkę ironiczny ton Twoich wypowiedzi (mnie on nie zabolał, ale może te zdradzone...), w pełni się z tobą zgadzam. Mam cudownego męża i brak doświadczeń zdrady. Wiem, że gdyby coś takiego się zdarzyło (jedna pomyłka, chwila słabości), starałabym się wybaczyć. Za bardzo cenię mojego męża, wspaniałego ojca, by urażone moje ego przekreśliło te wszyskie cudowne lata jakie mamy za sobą. Człowiek jest tylko człowiekiem, popełnia błędy a miłość, no cóż wszystko wybacza. Poza tym sama nie wiem co mnie może spotkać w życiu. Pracując wśród ludzi, spotykamy często naprawdę fajnych facetów, czasami może tych wymarzonych przez nastolatkę. Czy można wtedy zapomnieć, że ma się już męża, dzieci? Nie wiem. Jestem za wiernością w związku i za wszelką cenę będę się starała jej dotrzymać, podobnie jak muj mąż. A czy dziewczyny pomyślały jak musi cierpieć ten zdradzający, zdarzyło się, ale nadal kocha swoją żonę. Jak mu cieżko żyć dalej z myślą, że ją tak bardzo zranił, a ona pomimo wszystko przebacza, bo go kocha.
              • Gość: guest Re: Do Aguchy - MATYLDA ego IP: *.* 19.12.01, 08:34
                Szczęścia w Święta i Nowym Roku życzę Tobie i Twojej rodzinie, Agucho. I żeby więcej tak mądrych żon ta ziemia nosiła.Matylda.
                • Gość: guest Re: Do Matyldy IP: *.* 19.12.01, 23:34
                  Matyldo! Życzę Ci spokojnych rodzinnych Świąt, by Gwiazdka Betlejemska rozświetliła Twoje serducho i myśli oraz pozwoliła zatrzeć wspomnienie złych chwil, jakie Cię dotknęły. W Nowym Roku życzę Ci wszystkiego co najlepsze, radości z każdego dnia, miłości i ciepła rodzinnego oraz sukcesów w życiu zawodowym, ale przede wszystkim poczucia humoru, bo to najlepsze lekarstwo na większość smutków.
            • Gość: guest Re: Gabi Tobie też Wesołych IP: *.* 19.12.01, 08:28
              Gabi, I Tobie też Wesołych Świąt.Osiołek Nielot.
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 11:51
          Nie wiem czy zauważyłaś Gosiu, ale moje ostatnie zdanie kończy się znakiem zapytania, jest to więc pytanie, a nie stwierdzenie.A o świeżości i pikanterii Matylda pisała w swoim poście, może to Ty nie czytasz dokładnie? Poza tym uważam, że toleruje się coś, co każdy uważa za normalną rzecz, więc jeśli Matylda toleruje zdradę to wg mnie dla niej to normalka. I dziwię się nadal, chociaż troszkę o tym myślałam. Pozdr.
        • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 09:39
          Jakby któraś z Pań chciała pogadać, konstruktywnie podyskutować, a nie złościć się i obrzucać błotem - to w każdej chwili.Posty z wyzwiskami nie zasługują na uwagę, ich autorki tym bardziej. Matylda.
          • Gość: Agata Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 09:50
            A możesz przytoczyć te wyzwiska? Bo ja mogę (z twoich wypowiedzi).
            • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 10:48
              No to proszę, przytocz.
              • Gość: Agata Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 11:28
                „...zacietrzewionych kobiet ...”„ ... A właśnie o takie zacietrzewienie mi chodziło, które tu przedstawiłaś przed chwilą. Obraz kobieteczki rozhisteryzowanej na myśl, że jej i TYLKO JEJ zabaweczko-przytulanka może się znaleźć w łapkach innej kobieteczki”„...małe złośnice tupiące nóżkami.”Pewnie powiesz, że to nie wyzwiska. Ale ten termin jest na pewno względny, jego interpretacja zależy od kultury.Jeśli znajdziesz w innych wypowiedziach jakieś wyzwiska, to daj przykład, bo podobnie, jak kilka innych osób, uważam, że jednak Ty w nich celujesz.
                • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 11:46
                  Agato, czy Ty jesteś moderatorem? Czy to jakaś inna Agata?Cytowane przez Ciebie słowa nie są wulgaryzmami. Nie przesadzaj, albo na stronie głównej eDziecka, wpiszcie warunek, że mogą tu wchodzić tylko osoby o ściśle określonych poglądach!
                  • Gość: Agata Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 12:06
                    Jestem moderatorem. Moje cytaty to nie wulgaryzmy, ale moim zdaniem wyzwiska. A tym pisałaś o wyzwiskach, nie o wulgaryzmach kilka postów wyżej. Czy u innych osób doczytałaś się wyzwisk (lub wulgaryzmów) w stosunku do Ciebie? Tak sugerowałaś. Więc podaj przykłady.Na forum mają wstęp osoby o rozmaitych poglądach, czego dowodzi fakt, że nie są usuwane. Chyba nikt Cię nie usunął z forum, prawda? A to, jak toczy się dyskusja, to już jest sprawa użytkowników forum (także Twoja). Pozdrawiamagata
                    • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 12:34
                      Tak, znalazłam, dowiedziałam się np. że jestem "starą idiotką", od jakiejś Gosi, jeśli d. pamiętam, tylko nie wiem której, ale mniejsza z tym, nie ma o co robić dymu.Skoro tak uważa, jej prawo, ja się nie obrażam. Osobiście jednak uważam, że jako moderator, za bardzo się angażujesz emocjonalnie.
                      • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 13:11
                        Gwoli ścisłości, oto cytat z wypowiedzi, która, jak uznałaś, zawiera wyzwiska pod twoim adresem. Nie widzę tu żadnych wyzwisk, wystarczy uważnie przeczytać."I właśnie wtedy zaczyna się dramat a Ty nie masz prawa podśmiewywac się z takiej możliwości. Bo najgorsze jest to, że jest ona jak najbardziej realna!!! Jak możesz?! Odpowiedz mi, czy wtedy przyszłabyś do takiej dziewczyny i z satysfakcją powiedziała Jej: a co, nie mówiłam, Ty stara naiwna idiotko? "Co do mojej roli, to już dzisiaj pisałam o tym w tym samym wątku w odpowiedzi na post Józki. Nie ma powodu, dla którego nie mogłabym się angażować w dyskusję. Zresztą moje wypowiedzi w tym wątku chyba są mniej emocjonalne, niż większość. Nie zabierałam głosu w tej sprawie, gdyż nie mam takich doświadzczeń. Pozwoliłam sobie na wtrącenie kilku słów, gdy mnie wywołano ("z funkcji") lub gdy uznałam, że swoimi ostatnimi wypowiedziami oczerniasz inne dyskutantki (zarzucając im używanie wyzwisk w stosunku do Ciebie). Nawiasem mówiąc chciałam odpowiedzieć Ci na priv, ale otrzymałam odpowiedź, że taki adres nie istnieje.Pozdrawiamagata
                        • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 15:19
                          O.k.
                      • Gość: guest Wasz zyczenia na Swieta i Nowy rok IP: *.* 17.12.01, 14:56
                        Jakie macie , zeczenia na Swieta i Nowy Rok .Ja chciala bym , by w mojej rodzinie wszystko , zaczelo sie ukladac, by moj synek rosl zdrowo i zebym lepiej ralizowala sie w pracy no i zebysmy wreszcie wprowadzili sie do nowego mieszkania.Taki przyziemne, realizacja czesci wymaga ode mnie duzo pracy , ale warto spropbowac.Czego Wy pragniecie ?
          • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać JA BARDZO CHCĘ!!! IP: *.* 17.12.01, 10:28
            Bardzo chciałabym poznać Twoje zdanie, ale ja tez mam prośbę - aby nie było w Twoich wypowiedziach ironii i cynizmu. Bo nie denerwuje mnie temat ani odmienność czyichś poglądów ale właśnie sposób w jaki są one przekazywane. Chętnie podejmę z Tobą dyskusję, albo może nie dyskusję - chciałabym zrozumieć, jak dokonałaś tego, że z takim spokojem i zrozumieniem podchodzisz do pewnych spraw. Bardzo proszę, odpisz mi tutaj ewentualnie na mój adres. Pozdrawiam Cię serdecznie Gosia1 mama Ani i Krzysia
          • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 10:36
            wlasnie Matyldo - autorki wyzwisk nie zasluguja na uwage.... Lapidarny i trafny autokomentarz. To zabawne jak Ci brak samokrytycyzmu.
          • Gość: guest Re: Jakby kto chciał pogadać IP: *.* 17.12.01, 11:06
            "przyganiał kocioł garnkowi"...
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 12:07
      jednak się włączę w dyskusję, choć obiecałam sobie, że tego nie zrobię. Całe nasze życie, pisząc nasze mam na mysli - nasze człowiecze, w sensie ogólnym, oparte jest na pewnych moralnych i etycznych zasadach, które przez tysiąclecia pozostają niezmienne. Niezależnie od wiary, przekonań, rasy, płci, wieku - pewne prawdy są uniwersalne i pewne rzeczy będą zawsze dobre, a pewne zawsze złe. Szacunek, miłosc, życzliwosc - to uniwersalne dobre rzeczy. O każdym czasi i w każdym miejscu. Zabijanie, nietolerancja, nieszczerosc czy ....no własnie - zdrada - to cos co zawsze było złe. Czy to zdrada kraju, czy zdrada bliskiego człowieka. Pewno - można ją wybaczyć i żyć dalej. Można nie przywiązywać do niej wagi, prychając pogardliwie i wzruszając ramionami. Można. Ale to jednak zaprzeczenie tysiącletniej tradycji i moralnosci ludzkosci w ogóle. To nie jest nowoczesnosc. To niejest elastycznosc. Swiat się zmienia, ale pewne prawdy pozostają niezmienne. Muszą takie być, żebysmy nie pogubili się w tym wszystkim. Odnoszę Matyldo takie wrażenie, i nie ja pierwsza o tym piszę, że szukasz usprawiedliwienia dla siebie. A to oznacza, że cos jednak Ci nie gra i jednak zdrada to nie jest takie byle co nad czym można przejsc do porządku.Ja osobiscie nie wyobrażam sobie jak mogłabym być z człowiekiem, który mnie zdradził. Nawet gdyby tomiałaby być jedna noc sexu. Dla mnie bycie z kims to zaufanie i uczciwosc. I nie ma miejsca na zdradę.
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 12:40
      Matyldo, bardzo mi Cie zal. I pisze to choc nie lubie patosu. Nie jestem tez osoba wierzaca. Poza tym nie znosze pustych deklaracji popelnianych dla poprawy samopoczucia, a ktorych nie mozna dotrzymac. Miedzy innymi dlatego z moim Lukaszem, tata naszego syna, nie bralismy slubu. Poniewaz nie uwazam, ze moge komus obiecac "zawsze bede Cie kochac" -zycie mnie nauczylo ze czasem spotyka sie kogos (na ironie -tak wlasnie spotkalam Lukasza), kto wywraca nasz swiat do gory nogami, burzy dotychczasowe zwiazki etc. Doswiadczylam ze pojawia sie milosc i po prostu zmienia wszystko. I nie rozumiem jak mozna komus obiecac ze bedzie sie go zawsze KOCHALO. Wierze, ze mozna obiecac ze zawsze sie bedzie szanowalo, traktowalo uczciwie, szczerze, ze bedzie sie zawsze dbalo o zwiazek i ze bedzie sie wiernym. Bo te rzeczy kontrolujemy i zaleza od naszej woli. Ale nie rozumiem jak mozna na powaznie przysiac dozgonna milosc - bo chodzi o uczucie, a to czy ono jest albo minelo jest moim zdaniem raczej poza nasza kontrola. Na marginesie, Matyldo,poped fizyczny jak najbardziej jest pod nasza kontrola, wyjawszy przypadki osob o zaburzeniach psychicznych.Jestem i zawsze bylam samodzielna. Nie potrzebowalam nigdy mezczyzn z powodow "bytowych" czy dla dowartosciowania sie. Jesli kogos potrzebuje to partnera i przyjaciela, dzieki ktoremu wiem na czym w zyciu stoje i dzieki ktoremu mam poczucie bezpieczenstwa - ale nie polegajace na tym ze mnie "nigdy nie opusci bo cos kiedys przysiegal", ale na tym, ze w moim zyciu dzieje sie zwiazek z prawdziwego zdarzenia, najwyzszej jakosci. To znaczy - ze jestem kochana i szanowana. Ze jest ze mna czlowiek, ktory chce byc wlasnie ze mna tak jak ja z nim i ktory mnie szanuje co ma wyraz w tym miedzy innymi ze szanuje moje uczucia i nigdy mnie nie upokorzy klamstwem. To znaczy ze wiem, ze w kazdej sytuacji bedziemy "my kontra problem" a nie "problem pomiedzy nami". Wlacznie z tym ze jesli kiedys zdarzy sie ze bedzie mu na kims zalezalo i bedzie chcial odejsc, to mi o tym powie. Bo poza wszystkim - JA NIE CHCE zeby byl ze mna jesli mnie nie kocha! Po co bylby mi taki zwiazek??? Mysle, ze wymagam bardzo wiele od swojego partnera. Ale bardzo wiele tez mu daje, w sensie pryncypiow i w dbalosci o nasza relacje. Jedna z rzeczy nie wymagajacych dyskusji jest wiernosc. Dlatego ze zdrada - zgadzasz sie z tym w swoich postach - powoduje bol, podwaza zaufanie, odbiera komfort. Szacunek do partnera przejawia sie wlasnie w tym, ze nie robi sie rzeczy, ktore powoduje jego bol, podwazaja jego zaufanie. Jeszcze prosciej mowiac - nie robimy mu tego co by nas samych zranilo (to chyba akurat biblijne?). Zwlaszcza wtedy kiedy WIEMY jak sie nasz partner poczuje, bo czasem mozna cos skrewic nieswiadomie, ale przeciez nie zdrade.Uwazam, ze postawa ktora prezentujesz sluzy przede wszystkim ratowaniu Twojej psychiki przed rozpadem i deprecha. Sluzy temu, zebys mogla jakos zyc z partnerem, bez ktorego nie umiesz/boisz sie zostac, a ktoremu nie mozesz zaufac, upierasz sie wiec ze pewne wartosci nie sa Ci potrzebne. Moze spotkalas w zyciu tylko partnerow, od ktorych nie moglas wiele wymagac, bo ich to przerastalo. I dlatego poszlas na taki gorzki kompromis z sama soba zeby teraz mowic "to sie zdarza i trzeba umiec zyc z tym faktem - na tym polega dojrzalosc". Nie, Matyldo. Na tym polega kompromis z podstawowymi wartosciami. To zalosne polozenie i dlatego mi Cie zal. Atatkuje twoj sposob argumentowania i bagatelizowanie sprawy, Matyldo. Nie mowie przy tym, ze nigdy nie nalezy przebaczyc.To zupelnie inny temat, ale na chwile mam dosc walenia w klawiature.A tak w ogole to mam powazne podejrzenie, ze caly ten Twoj post i "obrona Czestochowy" to ordynarna podpucha ze strony moderatora listy ktory wrzuca taki prowokacyjny tekst zeby metoda "wprowadzenia trupa ozywic akcje filmu" nakrecic liste.
      • Gość: guest Re: Dzięki Małgosiu IP: *.* 14.12.01, 13:05
        Dzięki, Małgosiu za dogłębną analizę mej psyche. Zajmujesz się tym zawodowo? Jestem kobietą, mam męża, dziecko (10 m-cy, a Kosma?) i zapewniam, że nie jestem moderatorem ani tym bardziej facetem. Od deprechy jestem baardzo daleko, przykro mi Cię rozczarować również w kwestii mego, jak sądzisz, nieszczęśliwego pożycia małżeńskiego. Poczytaj sobie, jak znajdziesz chwilkę i ochotę, wszystkie moje posty, bo nie rozumiesz o czym mówię. DLA MNIE ZDRADA NIE JEST NAJWIĘKSZYM ZŁEM DLA ZWIĄZKU - dlatego zdradzona nie będę cierpieć. Ty będziesz, bo jesteś inna. Nie doszukuj się podtekstów. Koniec. Kropka. Ja czuję tak, Ty inaczej. I nie znaczy to wcale, że urwałam się ze szpitala dla czubków, co chyba sugerujesz swym kamiennym słowem owiniętym w bawełnę.Całuję. Matylda.
        • Gość: guest Re: Dzięki Małgosiu - MATYLDO, IRYTUJESZ DEMAGOGIA IP: *.* 14.12.01, 15:08
          irytujaca jest dla mnie demagogia, ktora sie poslugujesz Matyldo, a nie Twoje poglady. Prowadzilas swoja polemike z uczestniczkami forum w duzej czesci i od poczatku w formie napastliwej i obrazliwej, nie zauwazylam ani jednego przepraszam z Twojej strony, a niczym panienka, ktorej w noc poslubna wytknieto brak cnoty (to nie ja - to Sapkowski) oburzasz sie o to, ze Ciebie potraktowano krytycznym slowem. Zdaje sie dajesz sobie prawo do prowadzenia "dyskusji" z ludzmi w takiej formie! Z Twojego stwierdzenia ze masz niewyparzona gebe i obrywasz za jasno wyrazane poglady bije niemal duma z tego ze taka jestes. Nie rozumiesz najwyrazniej ze FORMA KOMUNIKACJI BYWA WAZNIEJSZA OD TRESCI. I dlatego moze masz trudnosci w otwartym rozmawianiu na trudne tematy. A moja analize Twojej psyche przeczytaj jeszcze raz do poduszki - moze dojdziesz do wniosku ze to co Cie tak zirytowalo zawiera po prostu prawde, jak zwyklo sie mowic - kolaca w oczy.
          • Gość: guest Re: Dzięki Małgosiu - MATYLDO, IRYTUJESZ DEMAGOGIA IP: *.* 14.12.01, 15:10
            irytujaca jest dla mnie demagogia, ktora sie poslugujesz Matyldo, a nie Twoje poglady. Prowadzilas swoja polemike z uczestniczkami forum w duzej czesci i od poczatku w formie napastliwej i obrazliwej, nie zauwazylam ani jednego przepraszam z Twojej strony, a niczym panienka, ktorej w noc poslubna wytknieto brak cnoty (to nie ja - to Sapkowski) oburzasz sie o to, ze Ciebie potraktowano krytycznym slowem. Zdaje sie dajesz sobie prawo do prowadzenia "dyskusji" z ludzmi w takiej formie! Z Twojego stwierdzenia ze masz niewyparzona gebe i obrywasz za jasno wyrazane poglady bije niemal duma z tego ze taka jestes. Nie rozumiesz najwyrazniej ze FORMA KOMUNIKACJI BYWA WAZNIEJSZA OD TRESCI. I dlatego moze masz trudnosci w otwartym rozmawianiu na trudne tematy. A moja analize Twojej psyche przeczytaj jeszcze raz do poduszki - moze dojdziesz do wniosku ze to co Cie tak zirytowalo zawiera po prostu prawde, jak zwyklo sie mowic - kolaca w oczy.
          • Gość: guest Re: Dzięki Małgosiu - MATYLDO, IRYTUJESZ DEMAGOGIA IP: *.* 14.12.01, 17:04
            Małgosiu, nie rozumiem sformułowania "forma komunikacji jest ważniejsza od treści". Dlaczego?
            • Gość: guest Re: Dzięki Małgosiu - MATYLDO, IRYTUJESZ DEMAGOGIA IP: *.* 17.12.01, 09:51
              forma wazniejsza od tresci - wyobraz sobie, ze Twoj facet posprzatal lazienke. Sam, z wlasnej woli. Moze nie zrobil tego super starannie a lustro nadal jest zachlapane, ale jest bardzo dumny ze swojej inicjatywy i efektow swojej pracy. Cieszysz sie ze to zrobil, ale widzisz niedokladnosci - chcialabys zeby regularnie pomagal Ci w sprzataniu, ale tez wolalabys zeby to robil staranniej, tak zeby nie trzeba bylo tego poprawiac. Jak mu to powiesz? w jaka forme ubierzesz te tresc? Mozesz te sama informacje przekazac tak, ze facet bedzie nadal dumny i za tydzien znowu z bedzie mu sie chcialo zrobic cos takiego, przy czym bedzie pamietal o lustrze. Mozesz takze powiedziec to w taki sposob, ze do konca zycia bedziesz sobie sama sprzatala a on wyjdzie trzasnawszy drzwiami, majac cie za niewdzieczna jedze. Wszystko zalezy od formy, przekaz czyli tresc jest ten sam.Sa na to pewne zasady - np. zasady przekazywania krytyki tak by nie ranic, nie obrazac, nie odbierac poczucia wlasnej wartosci a wrecz przeciwnie - by motywowac do dzialania. Trudna sztuka, ale bardzo wazna do opanowania kiedy sie wychowuje dzieci!
              • Gość: guest Re: ko-ko dak, ko-ko dak, ko-ko dak!!!! IP: *.* 17.12.01, 11:31
                My kurki z tego kurniczka nie lubimy jak ktoś gdacze inaczej niż my, ko-ko dak! Dlatego zadziobmy tę Matyldę, co gdacze innym głosem! Ona się wyłamuje?!!! Nie do wiary!! ko-ko dak! Stara się zrozumieć koguta! Ko-ko dak! Ona mu nawet nie ma za złe! Ona go nadal kocha! Ko! Ko! Ko! Ona mu wybaczy tę drugą kurę!!! TO KŁAMSTWO! TO jakaś Paranoja!!! Ko-ko dak! Nie ma takich kurek! Nie możemy tego zaakceptować!! Ko-ko dak!!! Nigdy nam się to w łebkach nie zmieści, ko-ko-ko!! Takie podejście nie jest kurze!! KO-ko dak! Skoro tak myśli, to po co brała ślub z kogutem !? To demagogia !!! ko-ko, ko-ko! Coś z nią nie w porządku!!! Ona na pewno jest kogutem! Ko-ko dak! Albo moderatorem! Ko-Ko! Albo po prostu nas nie lubi! Albo ma depresję!!! Ko-ko dak! Ona nas obraża! Ko-ko dak!!! Cóż to za okropna kura, ta Matylda! Jakaś niekurza!Kurki jednoczcie się, ko-ko dak! ko-ko dak! ko-ko dak!P.S. A może to brzydkie kaczątko? Pamiętacie jaki był finał tej bajki?
                • Gość: guest Re: ko-ko dak, ko-ko dak, ko-ko dak!!!! IP: *.* 17.12.01, 14:01
                  o, znowu jakas forumowiczka czegos nie zrozumiala, nie poczytala postow i broni na oslep...
                  • Gość: guest Re: ko-ko dak, ko-ko dak, ko-ko dak!!!! IP: *.* 18.12.01, 09:07
                    Hej, dziewczyno, wyluzuj. Każdy może mówić co chce i bronić kogo chce.Mam wrażenie, że gościsz tu tylko po to by się kłócić.O ile np. posty Matyldy mają ton ironiczny, często nieco zgryźliwy ale są sensowne i ona ma coś do powiedzenia, to Ty chyba tu wchodzisz, żeby się trochę z kimś potargać za włosy. Aneta
                    • Gość: guest Re: ko-ko dak, ko-ko dak, ko-ko dak!!!! IP: *.* 18.12.01, 11:37
                      Aneta, masz racje - moj post nie byl konstruktywny, nic nie wnosil. Dzieki za uwage, zapedzilam sie.
                • Gość: guest Re: ko-ko dak, ko-ko dak, ko-ko dak!!!! IP: *.* 18.12.01, 07:45
                  :-) KURO!:-)Twój post jest megagenialnysmile Zachłysnęłam się z zachwytu czytając, nic dodać, nic ująć!!Suuuuuuuuuuuuuuper, szkoda tylko, że nie wiem, kim jesteś:-))))))))) pozdrawiamignis
                • Gość: guest Re: ko-ko dak, ko-ko dak, ko-ko dak!!!!-oj,tak IP: *.* 18.12.01, 09:24
                  Ach...Zauważyłam, nie tylko w tej sprawie, że jeśli ktoś ma nieco inne poglądy i nieszczęśnik ośmiela się je wyrazić to jest zadziobany... Jest takie przysłowie"Jak się wlezie miedzy wrony, to się kracze tak jak one". A po drugie-przeglądałam najnowsze styczniowe Dziecko-za miesiąc będzie artykuł na temat czy MOŻNA WYBACZYĆ ZDRADĘ!!! Poczytamy sobie coś więcej,na pewno napisze coś psycholog. Nie mogę doczekać się tego artykułu.Ania
          • Gość: guest Re: do poduszki IP: *.* 18.12.01, 11:19
            Do poduszki to ja mam wartościową lekturę - ale może uda Ci się kogoś innego zainterosować swoimi osiągnięciami na polu psychoanalizy. Ciekawe są Twoje przekonania o wyższości formy nad treścią (barokowe nieco - chciałoby się rzec). Spróbuj może odbierać komuniaty w nieco szerszym oglądzie - przykład męża i mycia przez niego łazienki jakoś mnie nie przekonał (jakby nie ta sfera). Pozdrawiam. Matylda.
      • Gość: Agata Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 13:17
        Pleeeeaaase, już nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać. Czy ktoś, kto zna choć trochę mnie albo innych ludzi współpracujących przy edziecku, może przekonać Małgosię, że "ordynarne podpuchy" to nie nasza (i nie moja) specjalność???? Nie zwykłam być ordynarna Małgosiu, słowo. Na pomoooooc! agata - moderator emamy (ostatnie podrygi).
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 13:30
          Nie sadze , zeby to robil moderator. Jak podpucha to ze strony Matyldy. po ptostu czyta i nasmiewa sie z nas.
        • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 13:30
          Agato, to moja wina. Mam niewyparzoną gębę i mówię co myślę, a myślę niestety lub stety inaczej niż ogół.Dziecko to naprawdę fajne czasopismo, najlepsze wśród podobnych na rynku. Pozdrawiam.
          • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? - co Wy z tymi podpuchami? IP: *.* 14.12.01, 13:58
            Dziewczyny, ja niektórych wypowiedzi nie rozumiem - dlaczego poglądy odbiegające od ogółu miałyby być podpuchą? I dlaczego nie starać się tych poglądów zrozumieć? Czy nie szkoda czasu na to, żeby Matylda tłumaczyła się że nie jest wielbłądem czy inną Madzią2, a może Andrzejem Lepperem? ;-)Ja drążę temat, bo staram się zrozumieć styl życia tak krańcowo odmienny od mojego. To naprawdę jest ciekawe, więc nie rozmieniajmy się na drobne, co? Pozdrawiam Agnieszka
          • Gość: guest Re: GŁUPTASKI, Głuptaski IP: *.* 14.12.01, 14:03
            Ale Wy jesteście malutkie.Jak ktoś ma inne podejście do życia z chłopem i nie potępia zdrady, to napadacie na niego, przekręcacie, czepiacie się albo wymyślacie od moderatorów. Matylda ma rację, że tylko tupiecie nóżkami ze złości. Jak ona może nie być tak zawzięta na zdradzającego chłopa? Jak to możliwe, żeby ktoś wybaczył zdradę? Nie mieści się to w Waszych małych główeczkach????????!!!!!!
            • Gość: guest Re: GŁUPTASKI, Głuptaski IP: *.* 14.12.01, 14:23
              No właśnie. Tolerancja. Sorry za uogólnienie, ale za odmienność poglądów tutaj się obrywa. Ja zostałam nazwana fałszywą katoliczką, kłamliwą obłudnicą itp. Notabene, ciekawe czy przeczytałyście moją odpowiedź na Wasze zarzuty, bo nikt na to nie odpowiedział. Jakoś dziwnie zamilkłyście. Któraś z Was prosiła żebym wróciła, zrobiłam to - wyrażając pogląd identyczny jak Bogusia 1234? i co? Milczycie. Tylko że ją podziwiacie, a mnie zmieszałyście z błotem. Dla niewtajemniczonych - patrz wątek "do ślubu" sprzed jakiegoś czasu.Sorry że znów się wtrąciłam. Więcej nie będę, bo chyba nie chcecie mnie tutaj.
              • Gość: guest Re: GŁUPTASKI, Głuptaski IP: *.* 14.12.01, 14:39
                Agnieszko W, a dlaczego to mialabys opuscic to forum? Bo co? Dlatego, ze niektore z dziewczyn probuja je poustawiac po swojemu i wyeliminowac, a takze zbesztac osoby o odmiennych pogladach? A niech sie troche powsciekaja. Nie wycofuj sie tylko dlatego, ze bogusia jest dla wielu tu autorytetem.
              • Gość: guest Re: Do Agnieszki W. i nie tylko IP: *.* 17.12.01, 10:00
                Agnieszko-chcemy! Przynajmniej ja. No właśnie. Teraz będzie zupełnie nie na temat. Dziewczyny, jakiś tu antykatolizm panuje. Polacy są dziwni-wstydzą się tego, co w nich dobre zachwycaja się czasem czymś głupim, co robią np. Francuzi, czy Holendrzy. Tak jak czytam sobie historię naszego kraju...to same wiecie jak było-rozbiory itp., mówienie po francusku zamiast po polsku, bo co polskie to be-w ramach powtórki -chociażby Mickiwicza POLECAM. A ja swój kraj kocham... I wracam do zarzutu Agnieszki W. Fakt-jesli nawet to samo napisałaby Bogusia, to jest to dobre, jeśli ktoś, kto otwarcie przyznaje się, że jest katolikiem, to głupoty wypisuje. Nie bądzmy obłudne. Osobiscie cenię sobie rady i posty Bogusi-dlatego, że to bardzo inteligentna kobieta. Ale cenię sobie tez to, co napisze Agnieszka, czy np. Lidia. Dochodzimy na tym forum do absurdu. Wszyscy ogłaszaja tolerancję religijną- kochamy żydów, ateistów, św. Jehowy(dziewczyny wiecie, że Jehowa to błąd stylistyczny-do dla tych, którzy zwracają uwagę na błędy ortograficzne i stylistyczne), ale jeśli chodzi o katolików, to już nie tolerujemy. Chyba to nie jest o.k. Nie chcę juz pisać o katolicyzmie(rzymskim czy też greckim), ale to jest religia chrześcijańska, od której pochodzą inne. Za to katolicy nie maja wyłączności na Boga. Jeżdziłam na spotkania ekumeniczne dla młodzieży z ojcem Rogerem z Taize. Tam spotykaja się wszyscy "legalni" chrześcijanie-i jest super-naprawdę-bez takich sztucznych podziałów. Może tak przed Świętami życzmy sobie tolerancji religijnej-takiej prawdziwej-w końcu Chrystus narodził sie dla nas wszystkich-a chyba najbardziej dla ateistów... Ania
                • Gość: guest Re: Do Agnieszki W. i nie tylko IP: *.* 17.12.01, 11:16
                  Ja rowniez podpisuje sie pod tym co napisala Ania. Ja rowniez nia mam sie czego wstydzic, dotrwalismy do slubu i teraz bardzo sie z tego cieszymy. A.
            • Gość: guest Re: GŁUPTASKI, Głuptaski IP: *.* 14.12.01, 14:51
              to ze wybaczyl zdrade miesci sie jak najbardziej, nie miesci sie natomiast pare innych rzeczy np. oszukiwanie sie ze jak nie wiem o czyms to tego nie ma. Nie miesci sie tez ze rozmowa na temat problemu przynosi eskalacje problemu. Zapewne tak, jesli sie nie umie rozmawiac. I daruj sobie prosze "male gloweczki", bo to proba uszczypliwosci w kiepskim guscie.
            • Gość: guest Re: GŁUPTASKI, Głuptaski IP: *.* 14.12.01, 15:46
              Główeczki to ja takiej małej nie mam i zgadzam się z Małgosią, która w którymś z wcześniejszych postów napisała, że forma komunikacji bywa ważniejsza od treści. Najbardziej w wypowiedziach Matyldy poruszył mnie jej prowokacyjny arogancki i złośliwy ton, a nie poglądy, mimo, iż mam zupełnie odmienne zdanie na wiele poruszanych kwestii. I o ile dzisiejsze wypowiedzi Matyldy są nieco bardziej wyważone, to wczoraj musiała być bardzo wściekła i to chyba ona tupała nóżkami ze złości.
          • Gość: Agata Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 14.12.01, 15:40
            Dzięki w imieniu Dziecka, ale to ani trochę moja zasługa. Pomagam tylko webmasterowi w panowaniu nad tym forum. Ale wyobraź sobie, że twoje oponentki tez mają niewyparzone gęby i mówią, co myślą i za to właśnie im się tutaj obrywa (od Ciebie i Twoich zwolenników). A czym to się różni? Niczym. Każdy ma prawo do niewyparzonej gęby i swoich poglądów. A fakt, że się myśli inaczej, niż większość nie jest jeszcze wartością samą w sobie, nie uważasz? I nie zmienia tego fakt, że np. Einstein myślał inaczej, niż większośc, bo jednak nie każdy jest Einsteinem.
            • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 15.12.01, 12:59
              Człowiek jest tylko człowiekiem i zdaża mu się popełniać błędy. Nawet zdradę. A Matylda opisała zdradę jako nic nie znaczący w życiu epizod! Nie pisała o romansie, zakochaniu w innej osobie itd. I nie chodzi tu tylko o naszych mężów, partnerów ale i o nas same. Nam też może się zdażyć chwila słabości. I jeżeli jej ulegniemy (podkreślam, że nie będzie to miało nic wspólnego z miłością) to czy będziemy zdolne do przyznania się o tym naszym bliskim? Czy jest sens w burzeniu całego naszego świata tym nic nie znaczącym dla nas samych faktem? Z pewnością szybko o tym nie zapomnimy, będziemy miały wyrzuty sumienia w stosunku do nas samych, ale czy będziemy przez to mniej kochały? Chyba nie. A czy według Was flirtowanie i kokietowanie innych mężczyzn to też niewybaczalna zdrada? Pozdrawiam. Gosia.
            • Gość: guest Re: Moderator-przyzwoitka? IP: *.* 17.12.01, 08:04
              A na czym właściwie polega Twoja rola?W jakim sensie moderator "panuje nad forum" ??? - w zakresie technicznym, czy jako "przyzwoitka" lub też, co najgorsze, strona w dyskusji (??????!!!!!!!!!)Bo wydaje mi się, że posuwasz się troszę za daleko, jako pracownik, bądź co bądź, (chyba), Dziecka?
              • Gość: Agata Re: Moderator-przyzwoitka? IP: *.* 17.12.01, 09:45
                cześć Józiu!tu agata, mama 20 miesięcznego Szymka i jeszcze nienarodzonej dziewczynki. Na tym forum bywam od lutego tego roku, a kilka miesięcy temu zaproponowano mi pomoc w prowadzeniu forum emama. Pomoc ta polega na czuwaniu nad porządkiem na forum (m.in. czy wątek pojawiający się na emamie nie powinin znaleźć się na innym forum - np. Zdrowie albo Ciąża i poród), jeśli ktoś zadaje pytanie, na które już kiedyś toczyła się dyskusja, moim zadaniem jest poinformowanie, pod jakim tytułem można znaleźć informacje na ten temat. Moim zadaniem jest również baczenie na treści niezgodne z prawem czy dobrym obyczajem, ale ta funkcja na szczęście do tej pory nie musiała być spełniana.Nie jestem pracownikiem edziecka i nie jest prawdą, że nie mogę brać udziału w dyskusji. Przeciwnie - bycie jedną z dyskutantek na tym forum jest moim głównym tutaj zajęciem. Nie byłabym moderatorem, gdyby odebrano mi tę możliwość. Nie jestem dziennikarzem, abym musiała zachowywać bezstronność. Zresztą pojawiają się na forum także pracownicy Dziecka (redakcja), którzy także zabierają głos, mają przecież dzieci i cos do powiedzenia na "dziecięce" tematy i chyba mają do tego prawo, nie uważasz?Tak więc dziękuję Ci za Twoje pytanie, które daje mi możliwość raz jeszcze wyjaśnienia mojej roli i mam nadzieję, że rozwiałam twoje wątpliwości.Pozdrawiamagata
                • Gość: guest Re: Moderator-przyzwoitka?do Agaty IP: *.* 17.12.01, 10:20
                  Piszesz, że masz przypominać, że np. taka dyskusja już była.Oj, nie trzeba! Z każdym dniem przychodzą nowe eMamy do eDziecka. I one czsami chcą o czymś porozmawiać i "odczuć "to na własnej skórze.A jesli inne mamy podejmują dyskusję - to nie widzę problemu. A co do tego porządku-to sporo tu wulgaryzmów itp.-może czasmi trzeba kogoś upomnieć...
                  • Gość: guest Re: Moderator-przyzwoitka?do Agaty IP: *.* 17.12.01, 15:04
                    Nie zauważyłam tu wulgaryzmów (możesz podać przykłady?). Był taki wątek z dowcipami (ale nie w emamie) i po reprymendzie dziewczyny się zmitygowały.Co do informowania o dawniejszych wątkach, to na ten temat już zdarzało mi się dyskutować, więc nie będę może powtarzać argumentów. Podam tylko główny: jeśli ktoś poszukuje informacji na jakiś temat, to chyba będzie zadowolony, jeśli się dowie, gdzie może znaleźć te informacje. Tylko tyle. Żaden wątek nigdy nie był łączony ani zamykany z powodu "powtarzalności". Pozwalałam sobie jedynie na udzielenie informacji. Pozdrawiamagata
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 15.12.01, 17:33
      Po długiej przerwie weszłam dziś na forum i wyłowiłam tan temat. Dlaczego? Bo właśnie uczę się żyć z BÓLEM, jaki zadał mi mój maż, zamieniając mnie na chwilę na młodziutką istotkę. Stałe bywalczynie zapewne natknęły się na moje rozpaczliwe posty, które pisałam tuz po jego odejściu. Potem przestałam pisać na forum, gdyż zamieniłam się w kretynkę, która chciała WSZYSTKO wiedzieć (szpiegowałam, podglądałam, nawet wynajęłam detektywa). No i dowiedziałam się, nawet zobaczyłam!!!Z tym nie da się żyć, choć bardzo próbuję. Gdybym odpisywała na post Matyldy jakieś parę tygodni wcześniej to zapewne teoretyzowałabym jak większość Was na ten temat. Teraz sama czuje tak ogromny BÓL ze nie obce sa mi myśli samobójcze. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego mimo tego, co zobaczyłam, chciałam, aby do mnie wrócił, dlaczego z nim sypiam, dlaczego mu piorę, gotuję....Dziewczyny, ja zwyczajnie tak pomalutku umieram, to jak agonia w najgorszych torturach. Nie mogę dalej pisać, bo zacznę wyć jak zarzynane zwierze.
      • Gość: guest Re: do Moniki 13 IP: *.* 17.12.01, 08:33
        Moniko,Nie warto. Naprawdę. Teraz Cię to bardzo boli, ale minie.NAPRAWDĘ MINIE. Wiem co to znaczy. Podobnie stało się w moim pierwszym małżeństwie. Nie umiałam poradzić sobie z uczuciem odrzucenia, poniżenia, zawodu. Wszystko co robiłam dla niego, wydawało mi się śmieszne (tworzę mu dom, a on !!!) Drążyłam, katowałam się sama i jego wywlekając szczegóły, "wybebeszając to" bez przerwy. Zabrakło mi cierpliwości, za bardzo siebie kochałam, żeby spróbować żyć z tym dalej, żeby zrozumieć, że życie nie kończy się dziś. Byłam za młoda, żeby popatrzeć na to z tym dystansem, który mam dziś, po 7 latach, żeby zapomnieć i wreszcie wybaczyć (bo on tego chciał). Dziś wiem o wiele więcej. Umiem już spojrzeć na sprawę zdrady z "odpowiedniej odległości". Jeśli Twój mąż pragnie Twego wybaczenia, SPRÓBUJ. Z każdym tygodniem będzie Ci lżej. Teraz jesteście młodzi (sprawy intymne liczą się dla Was bardzo), za 10-15-20 lat nauczycie się żyć razem w nieco innym wymiarze. Inna rzecz jeszcze: czy staniesz wobec świata i powiesz: "mi się to NIGDY nie zdarzy!"??? Serdecznie pozdrawiam. Matylda.
        • Gość: guest Re: do Moniki 13 IP: *.* 17.12.01, 11:20
          Nie chciałabym stawiać zbyt śmiałych diagnoz, ale czy nie boisz się za bardzo, że kolejny mąż Cię opuści i dlatego uważasz, że da się z tym żyć??? Swoją droga to dziwne, że niektóre kobiety wybierają sobie takich facetów... jakieś fatum?
        • Gość: guest Re: do Moniki 13 IP: *.* 17.12.01, 11:24
          Wiesz co NMatylda, odmawiasz dziewczynom uczuc ktore sama przezylas. Prosze, prosze ty tez tupalas nozkami, moze nie tak publicznie, ale jednak. Jestem pewna ze gdy opadna emocje, beda sie one staraly spojrzec z dystansem. Ale swoje przecierpiec trzeba,gdyz to co naprawde boli to nie fizyczny akt spolkowania z atrakcyjna dwudziestka tylko zawiedzione zaufanie. Moim zdaniem malzenstwo nawet po zdradzie mozna uratowac, zalezy to tylko od dobrej woli obu stron. Pytanie- czy zawsze warto. Jesli w tym malzenstwie nie bedzie juz odrobiny zaufania, odpowiedz brzmi- raczej nie. Jesli zas pomimo zdrady tego kredytu jestesmy w stanie udzielic- oczywiscie ze tak.Poza tym nawiazujac do innego tematu- niektorzy umieja zachowac czystosc do slubu. Inni przysiegali sobie nawzajem "uczciwosc malzenska". Jesli maly skok w bok jest normalny to dlaczego facet nie przyjdzie i nie powie ze idzie do kochanki? Moze czuje ze cos nie jest w porzadku? Jak juz napisalam powyzej zdrada jest zdrada nie zaleznie od tego czy sie wyda czy nie. Chce byc z moim mezem do konca, do bolu, czy przez cale zycie- fajnie by bylo... ale jesli nie...
          • Gość: guest Re: tupałam, a pewnie. IP: *.* 17.12.01, 12:13
            Pewnie, że tupałam, waliłam garnkami, ale:1. z powodu niemożności poradzenia sobie z faktem zdrady2. a nie na kogoś, kto mówi, że to się zdarza w życiu3. i nie na kogoś, kto mówi, że można to przeżyć4. i nie na kogoś, kto stwierdził, że nie jest to najgorsza tragedia dla związku5. i nie na kogoś, kto mówi tylko o tym, co sam przeżyłTupałam, tupałam i robiłam z siebie idiotkę.Teraz mam o wiele więcej doświadczenia. Nie powtórzę tego.Ktoś powiedział, że akceptuję, bo boję się odejścia męża.Oczywiście, nie chcę by odszedł, bo go kocham, bo jest ojcem naszego dzecka (BARDZO WAŻNE: mowa o jednorazowej zdradzie, a nie "syndromie trutnia"). On jest nadal moim przyjacielem. To, że zdarzyło się COŚ z kimś, sprawia, że patrzę na niego jako obiekt pożądania innych kobiet i jeszcze bardziej go pragnę (tak, tak spodziewam się gradobicia z Waszej strony i nie mam nadziei na zrozumienie tego). Ponadto nie wiem jak ja będę zachowywać się w przyszłości, bo jeszcze tyle lat przed nami (mam nadzieję)
            • Gość: guest Re: tupałam, a pewnie. IP: *.* 17.12.01, 13:19
              To doswiadczenia z twojego zwiazku.Moze dla kogos kto nic gorszego nie przezyl, to najgorsza tragedia.....A relatywizmu nie lubie. Nie zdrada mi sie nie zdarzy. Byc moze zmienie sie stane innym czlowiekiem, odkocham, byc moze sie rozwiedziemy i pozegnamy. Ale go nie zdradze, jako ten czlowiek ktorym jestem dzisiaj. A jesli zdradze- to bedzie tak samo zle, jak jego zdrada niezaleznie od tego czy sie wyda czy nie.Obiekt pozadania innych kobiet- no jasne. Ona go pozadnela a on biedak co mial zrobic....Widzisz ja uwazam ze moj maz nie jeste ze mna z powodu moich kobiecych sztuczek, tylko z powodu tego ze chce. Zdrada jest slaboscia charakteru. Co z tego ze go pozadaja. Niech przyjdzie i powie czesc mala. Otre lzy i poszukam swojego miejsca na ziemi.Mysle ze gdyby zdradzil i zachowal klase przy tej trudnej rozmowie- byloby latwiej. Czego nie znosze to przemilczen, rzniecia glupa, obludy.Kiedys juz sie rozstalismy- ja ryczalam z jednej strony drzwi a on z drugiej, ale nie otworzylam ich,dopiero troche pozniej, kiedy doszlismy do kompromisow.Ty dopuszczasz mozliwosc zdrady- oczywiostymwiec jest ze dajedz na nia dyspense inaczej bylabys hipokrytka. Ja zakladam ze nie zdradze i tyle.
            • Gość: guest Re: tupałam, a pewnie.MATYLDO - PROSZĘ!!!! IP: *.* 17.12.01, 20:30
              Chciałabym Cię zrozumieć, proszę napisz do mnie. Pozdrawiam Gosia1 mama Ani i Krzysia.
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 17.12.01, 08:13
      To, co piszesz to wierutna bzdura. Moim zdaniem dla takiego związku, gdzie ma miejsce skok w bok nie jest potrzebny papierek małżeński. Po co Wam to, lepiej po prostu mieszkać sobie razem i mieć skoki w boki. Jesli należysz do osób, które potrafią wybaczyć, Twój wybór, jak się z tym dobrze czujesz psychicznie - Twoja broszka. Natomiast zawarcie związku małżeńskiego to coś głębszego i dlatego nie ma tu miejsca na skoki w boki a jesli nie jesteś pewna uczuć do partnera to nie legalizuj z nim związku i już.
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 17.12.01, 13:31
      Twoje życie, twoja sprawa, czy każde z was bedzie mieć jakieś kointakty seksualne z innymi, czy nie. Dla mnie twój punkt widzenia jest nie do przyjęcia. Z prostej przyczyny. Na takiego faceta nie można liczyć, nie stanowi żadnego oparcia, nie da poczucia bezpieczeństwa. A przejście nad faktem zdrady do porządku dziennego to pozwolenie na kolejne incydenty. Małżeństwo oczywiście jest pewnego rodzaju zoobowiązaniem i jakkby deklaracją zrezygnowania z jakiejś części siebie. A nie egoizmem. Bo oczekuję tego od partnera, co sama mu oferuję. Gdybym wymagała od niego, a od siebie nie, to byłby egoizm. Nie trzeba rezygnować z całego własnego ego, są inne sfery życia niż seks, w których można pozostać wiernym sobie. Ale seks ?p.s. myślę, że byłabyś idealna partnerką dla pewnego rodzaju mężczyzn...
    • Gość: guest Re: ZDRADZIŁ? No i co z tego? IP: *.* 27.12.01, 12:47
      MÓJ LIST DOTYCZYŁ ODPOWIEDZI VIKI

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka