Dodaj do ulubionych

Szkodliwe skutki presji karmienia piersią

IP: *.* 07.02.02, 15:51
Drogie mamy,Mojego Adasia karmię piersią. Początki były bardzo trudne i wręcz stresujące.Adas nie chciał ssać a ja zostałam nazwana histeryczką zachwianą emocjonalną.No coż.......Wiem jak ważne jest dla każdej kobiety karmienie piersią, jak wpływa na poczucie własnej wartości, ale ta presja jaka panuje w społeczeństwie jest wręcz toksyczna.Znam wiele mam, które nie mogą karmić z wielu przyczyn wręcz wynikających z trudności czysto fizjologicznych: brak lub mała ilość pokarmu, zapalenie piersi, mało chwytne brodawki itd itd.Są takie mamy które przyjmują lekarstwa.A są takie, których stan emocjonalny blokuje produkcję pokarmu.To bardzo dobrze, że kobiety zachęca się do karmienia naturalnego, ale nie przesadzajmy.Te kobiety które nie karmią piersią są wręcz dyskryminowane nie tylko przez personel medyczny, ale często i przez rodzinę i znajomych.I mnie równiez któregos dnia może zabraknąć pokarmu i trzeba będzie przejść na mieszankę.JAk sobie wtedy poradzę z presją środowiska? - nie wiem.Jest mi bardzo przykro, kiedy widzę kobiety wręcz zakompleksione i zahukane z powodu nie karmienia piersią.Ludzie bądźmi bardziej tolerancyjni,okażmy zdrowy rozsądek i zrozumienie dla tego problemu. Prezentujmy racjonalne podejście do sparwy.Pozdrawiam Anja
Obserwuj wątek
    • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 15:59
      :hot:Masz całkowitę rację. Ja też już gdzieś na forum o tym pisałam. Określono mnie w szpitalu, jako matkę nieprzykładającą się do opieki nad dziećmi i to właśnie dlatego, że nie miałam pokarmu i nie mogłam ściągnąć go w wystarczającej ilości dla moich chłopaków. Prawdę mówiąc nie było mowy nawet o tym, żebym wykarmiła jednego.Dopiero mój lekarz ginekolog odgórnie wyjaśnił sprawę z pediatrami i zaczęliśmy karmić dzieci NANem.Z opinią publiczną spotkałam się tylko raz i zakrzyczałam moją przyjaciółkę. Twierdziła ona, a jest mgr żywienia, że wszystkie kobiet mają wystarczającą ilość mleka, aby wykarmić co najmniej jedno dziecko. I mleko zawsze jest pełnowartościowe, więc czemu ja nie karmię...?! - zapytała.Odpowiedziałam jej, że plecie bzdury są przecież krowy, które także dają mało mleka a poza tym jedne dają tłuściejsze a inne chudsze. Zatkało ją i mi odpuściła.Ot i to wszystko.Madzia
      • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 16:27
        POPIERAM !!!Sama karmiłam piersią to 3.5 miesiąca, z wielkim sukcesem, ale niestety Kuba odstawił się od piersi kiedy musiałam przyjąć antybiotyk. Trudno, przeżyłam to trochę ciężko, ale nie mogłam zmusić dziecka żeby ssał jak po prostu nie chciał. Aby poprawić sobie nastrój, przeczytałam taką książkę When brestfeeding is not na option, niestety nie wiem czy jest polskie tłumaczenie, no i nie pamiętam autora, książka była z biblioteki. Otworzyły mi się oczy, jak ogromna jest presja na całym świecie, i jak matki, z różnych przyczyn karmiące butelką poddawane są nietolerancji, wywołuje się w nich poczucie winy, że ich związek emocjonalny z dzieckiem jest gorszy, że dzieci będą bardziej podatne na różne choroby, itd. itp. Nie każda matka może i jest w stanie karmić piersią, i wybór metody karmienia jest osobistą sprawą.Dziewczyny, nie dawajcie się, a przede wszystkim nie tolerujcie uwag zgłaszanych pod waszym adresem przez pielęgniarki, położne czy panie w aptece, które nie chcą sprzedawać mieszanek, bo o takiej sytuacji też tu gdzieś czytałam. Jeżeli matka podejmnie decyzję o karmieniu butelką, wszystkie te osoby mają obowiązek ją wspierać, doradzić i pomóc, a nie wygłaszać swoje osobiste opinie i osądzać.Pozdrowienia dla wszystkich butelkowcówAgnieszka :hello:
        • Gość: kuraczek Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 23:41
          Czytam sobie te wasze posty i stwierdzam ze nareszcie ktos mnie rozumie. Miałam cesarkęa i pokarmu dostałam dopiero 5 tego dnia. Nie marzyłam o karmieniu piersia, nie myślałam o tym jak o spełnieniu kobiecości (tak tak patrz klub "pokarm i miłośc")W szpitalu wprawdzie mnie dopingowali, pani z poradni laktacyjnej nie udało sie przy trzech podejściach przystawić mi antka do piersi, moja babcia dzwoniła do mojej mamy i mówiła "niech ona karmi piersią, powiedz jej", a ja z tego wszystkeigo miałam na to coraz mniejszą ochotę. Dokamiałam , ale przy wyjściu ze szpitala mój mąż cichcem wypożyczył wielką elektryczną dojarkę. Wieczorem dostałam pokarmu, a antek nic. Był głuchy na moje prośby, i slepy na widok pełnych piersi. Następnego dnia przyszła młoda położna, która go odrazu przystawiła , ale tu zaczął się dramat. Dlaczego nie czuję się jak panie z wymienionego klubu? I tak musiałam dokarmiać, bo mogłam karmić tylko jedną piersią a mój syn jest wyjątkowo żarłoczny :) To trwało trzy miesiące, z tym że ostatni to juz z przewagą sztucznego. Przez te trzy miesiące byłam rozdrażniona i wściekła z powodu uwiązanych piersi, mleka, obwisłych satników z klapką, a bliskość z synem czułam wtedy kiedy nie karmiłam. i oto wypełniłam minimum obowiązku dostarczennia mojemu synowi przeciwciał, i teraz nareszcie jestem wolna. Hura nie karmię!!!!! I nareszcie w pełni ciesze się macierzyństwem. Wyrodna jestem co?
          • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 00:20
            Jesteś fantastyczną matką, wiesz gdzie kończą się granice towjej wytrzymałości i o to chodzi. Niektóre z nas stają sie męczennicami w imię "mody".MAdziaP.S. Nie chcę nikogo obrażać. tylko tych z "mody" a nie z przekonania.
            • Gość: KvM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 00:33
              Czuję się zażenowany Twoimi wypowiedziami.
              • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 09:42
                KVM, czy to było do mnie czy do Kuraczka?Madzia
                • Gość: KvM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 09:55
                  Do Ciebie - sory, że nie napisałem tego wprost.
                  • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:10
                    KVM, nie bardzo rozumiem co cię zażenowało w tym co napisałam. Jeśli to, że piszę iż Kuraczek jest wspaniałaą matką mimo że nie karmi i nie chce karmić piersią, to mi b. przykro. Ta dyskusja miała służyć właśnie temu, żeby nikogo to nie żenowało.Madzia
                    • Gość: KvM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:22
                      nie o kurczaka tu chodzi, ale o emocje, które wywołały we mnie także inne Twoje posty ( w tym wątku). Odnoszę wrażenie, że pisałaś je sama pod wpływem silnych emocji. To samo w sobie nic złego, ale mam wrażenie że najchętniej widziałabyś aby o karmieniu piersią nic się nie mówiło. Ja uważam, że presja na karmienie jest czymś pozytywnym, a pisanie o "modzie" w stosunku do karmienia piersią dziecka za rzecz nie na miejscu - chwyt poniżej pasa.
                      • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 15:39
                        Tak samo o "modzie" na karmienie pisały inne emamy.We wszystko co robię wkładam swoje emocje, w końcu jestem kobietą. Jeśli ci to przeszkadza... No cóż nic na to nie poradzę, możesz nie czytac moich postów.Madzia
            • Gość: jola2 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 11:03
              Widze ze to bardzo popularny temat na dzieciecych grupach dyskusyjnych na edziecku byl juz z 5 razy i zawsze pojawia sie stwierdzenie ze naturalne karmienie jest moda i dla mnie jako dla mamy karmiącej jest to obraźliwe: karmienie naturalne nie jest żadną nowomodą bo istnieje od czasów kiedy na ziemi zaistniał człowiek (nawet łac.mamma znaczy właśnie pierś), potem była instytucja mamki a karmienie sztuczne istnieje w tej skali naprawdę od niedawna.dodam, ze nie mam nic przeciwko mamą karmiacych butelka pozdrawiam jola
              • Gość: wioleta Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 11.02.02, 13:28
                WitamJa karmiłam Kubusia jak był malutki tylko 2 miesiące. Kiedy Kuba się urodziła ja byłam w klasie maturalnej - kiedy szłam do szkoły moja mama zostawałą z nim po kilku karmieniach butelką mooje dzicko doszło do wniosku, że będzie jadło z tego z czego wygodniej mu leci - nie przepracowując sięwybrał smoczek. Nikt absoltnie nie powiedział mi,że jestem wyrodną matką, nie odczułam żadnej presji społeczeństwa i tego,ze nie podążam za modą, wręcz przeciwnie wszyscy wokół starali mi się pomóc - a moja mama z radością karmiła malucha butelką. Przeszliśmy na NAN1, pech chciał,zę Kuba akurat w tym czasie złapał infekcję dróg moczowych po podaniu antybiotyku została zniszczona jego szczoteczka laktozowa , karmienie Nanem zakończyło się biegunką,, wymiotami wysoką temperaturą i odwodnieniem. Kuba przestał tolerować laktozę,, musieliśmy zmienić mleko, przeszliśmy przez proossobe, nutramigen ... i stanęło na Bebilonie soja. A nietolerancja laktozy pzostała do dziś- 5 lat i nikt nawet nie wpadł na pomysł,żeby powiedziećże to moja wina.Teraz Krzysia karmię piersią już 5-ty miesiąc i nie mam zamiaru przestać przed ukończeniem przez niego roku - i nie z powodu presji społeczeństwa czy mody ale dlatego ponieważ uważam,że mój pokarm jest jedną z najlepszych rzeczy jakie teraz mogę mu dać - jest dawką odporności, której dziecko samo nie posiada. Zupełnie nierozumiem o jakiej modzie mowa, bo karmienie piersią istniało zawsze i to słowo zupoełnie do niego nie pasje. Rozumiem mtatki które z pewnych pwodów nie są w stanie karmic swojego dziecka - sama nie mogłam ... ale uwazam, że jezeli taka możliwość jest to nie należy jej zaprzepaścić - tym bardziej,że to całkiem miłe ... ja uwielbiam chwile spedzane z moim synkiem na karmieniu - dzieki temu moge czasami usiąść i nic nie robić tylko patrzeć jak ssie ...i oddawać się słodkim chwilom lenistwa ;-)Karmienie piersia to niestety prócz przyjemności również, przeciekające staniki, uwiązanie .. z doświadczenia wiem,ze nie wszystkie dzieci kiedy mama wychodzi chcą pić z butelki - Krzysio np. nie chce ... więc kiedy ja muszę wyjść mąż go przytrzymuje i jak jest głodny to ssie z podwójnym zapałem kiedy wrócę ... ale nie ma mowy o wyjściu dłuższym niż np. godzinka... no cóż taki los matki - i ja nie narzekam bo decydując się na dziecko zdawałam sobie z tego sprawę.pozdrawiam wszystkie mamykarmiące piersią i karmiące butelką - myślę że wszystkie jesteśmy wspaniałymi mamami ..... przecież poświęcamy naszym maleństwom tyle troski, niezależnie od tego czym są karmione kochamy je najbardziej na całym świecie.wioleta
          • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 06:02
            Absolutnie nie jesteś wyrodną matką, dlaczego to czy jest się wspaniałą, czy okropną matką ma być określone na podstawie w jaki sposób karmi się dziecko ?Twój synek ma kochającą mamusię która cieszy się macierzyństwem, czy nie o to w końcu nam wszystkim chodzi... Pozdrowienia,Agnieszka :hello:
    • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 16:16
      Anju - bardzo potrzebny post.Fakt, jest presja karmienia piersia.Pamietam, jak bardzo chcialam karmic naturalnie. Jednak wiele czynnikow wplynelo na to, ze sie nie udalo:1. depresja poporodowa2. brak wsparcia ze strony najblizszych (wyobrazcie sobie, ze dalam sobie wcisnac kit o chudym mleku, nikt mnie tez nie motywowal do walki z szarpiacym sie glodnym dzieckiem, ktore nauczone w szpitalu butelki nie chcialo i nie potrafilo ssac)3. nie przystawienie dziecka do piersi natychmiast po porodzie (zabrano mi mlodego na cala noc i czesc pracy)4. usluzna pielegniarka, ktora podkarmila mi malego zanim nauczyl sie ssac5. apatia i sennosc u dzieciaka spowodowana zoltaczka (przystawiony PRAWIDLOWO do piersi w ciagu godziny wysysal ok 10 ml)6. stosowanie laktatora - calkiem ladna laktacja zaczela slabnac... Slabla sobie, slabla... I slabla... Nie ulatwily mi tez zycia (i karmienia) "usluzne kolezanki". Jedna z nich stwierdzila, ze kazda matka jest w stanie nakarmic swoje dziecko i jestem wyrodna, skoro nie moge (bo to przeciez takie latwe!) - wiem, ze wynikalo to z dobrej woli, pewnie mnie chciala zmotywowac do karmienia, ja jednak, wowczas w silnej depresji zdolowalam sie tym na amen.I sluchajcie, moje drogie. Dopoki nie pojawilam sie na tym forum (w czerwcu 2001) zylam ze swiadomoscia, ze jestem gorsza matka.A teraz wiecie co Wam powiem?Jestem taka sama matka jak ta, ktora karmi. Trudno - zamiast piersi podaje malemu butelke (do tej pory mowie to z ogromnym zalem), ale to nie znaczy, ze nie kocham mojego dziecka.Bo gdyby tylko sposob karmienia swiadczyl o tym, jakimi jestesmy matkami to... same wiecie. Na szczescie tak nie jest.Kazda matka (i ta karmiaca piesia, i ta, ktora karmi mieszanka) jest dla dziecka ta jedyna, najwazniejsza, najpiekniejsza Osoba na swiecie. Jest MAMĄ.I pomimo, ze pewnie wiekszosc z nas jest butelkowa (ja jestem takim dzieckiem) pomyslmy, ile slowa "mama" dla nas wszystkich znaczy... :)Pozdrawiam Was serdecznieYennaMUfff... Plizz, tylko nie zmieszajcie mnie tym razem za bardzo z blotkiem. Wlasnie pierwszy raz od bardzo dawna wylalam swoje frustracje zwiazane ze sztucznym karmieniem Michala i byciem ta "mniej warta" matkaYM
      • Gość: madzia22 stresy IP: *.* 07.02.02, 16:29
        yenna, jak tam twoje samopoczucie?Mam nadzieję, że lepiej.Madzia
        • Gość: YennaM Re: stresy IP: *.* 07.02.02, 16:31
          calkiem przyzwoicie.Zwazywszy, ze od wczoraj wyskrobalam piec stron tego cholernego artukulu, co go musze oddac do sprawozdania :(Jeszcze tylko z piec stron, krytyczne spojrzenie na calosc i poprawienie niedociagniec i jestem szczesliwa jak dzika swinia :)I wooolna ;)YennaM, len patentowany :)
          • Gość: madzia22 Re: stresy IP: *.* 07.02.02, 17:25
            O, nic z tego. Nie masz patentu na lenia.;-)Madzia
            • Gość: YennaM Re: stresy IP: *.* 07.02.02, 18:44
              madziu22 :) moze i nie mam patentu, ale z jakim wdziekiem mi to leniuchowanie wychodzi!Przyznam, ze moglabym tak... zarabiac na zycie...I taka praca bylaby moja wielka zyciowa pasja ;)
      • Gość: MiGoTkA Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 17:28
        A ja mimo ze karmie piersia powiem tak, dziecko potrzebuje poczucia bezpieczenstwa, milosci, poczucia ze jest dla nas najwazniejsza istota na swiecie - a tego nie zapewni najlepsza nawet mamka przekazujaca w swoim mleku tryliony przeciwcial, hormownow wzrostu i calej reszty. Dla dziecka najwazniejsza jest MAMA a nie to czy jesc dostaje z butelki czy z piersi. Kochajcie swoje dzieci i nie czujcie sie gorsze! Dla nich jestescie najcudowniejszymi osobami pod sloncem bo tak naprawde to liczy sie milosc a nie laktacja.
        • Gość: Agata Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 17:48
          Ja jeszcze w nawiązaniu do mojej wypowiedzi poniżej. Widzę, że ta dyskusja zmierza w kierunku wzajemnego upewniania się, że mama karmiąca piersią czy butelką to taka sama kochająca mama. I to właśnie utwierdza mnie w przekonaniu, że problemem jest tak naprawdę nie sama presja otoczenia, ale poczucie matki, czy dała swojemu dziecku to, co najlepsze. Gdybyście przecież (gdybyśmy, bo ja też) były przekonane, że ta cała presja nie ma sensu, że położne i inni się po prostu poddali jakiejś modzie i czepiają się kobiet, które nie mogą karmić, mają z tym trudności, ale za grosz nie mają racji, to nie byłoby potrzebne takie wzajemne upewnianie się w swoich racjach. W głębi serca każda z nas boryka się z jakimś niespełnieniem i dlatego ta presja jest dla niektórych tak nieznośna (dla mnie nie, bo takowej nie zaznałam, jak już pisałam). Pomyślcie nad tym i przyznajcie, że chciałyście bardzo karmić i że edukacja w tej dziedzinie, swoista "moda", jak to niektórzy nazywają, jest bardzo potrzebna. A że zdarzają się osobniki niekulturalne, nieliczące się ze słowami ani z uczuciami ludzkimi - to wiadomo, to się zdarza.Tylko błagam, nie obraźcie się na mnie. Ja myślę, że dotarłam do sedna swoich uczuć na ten temat i wiem na pewno, że oczywiście kocham bardzo swojego synka, ale mogłam dać mu z siebie jeszcze więcej. I czasem myślę, że taka presja, gdybym się z nią zetknęła, może pomogłaby mi w tym. O wiele trudniej walczyć samemu.
          • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 18:35
            Ja nie mam żadnego poczucia winy, niespełnienia i nie myślę że dając dziecku butelkę nie daję mu tego co najlepsze.I też na mnie nikt żadnej presji nie wywierał. Fakt presji otoczenia to nie tylko wymysł dzisiejszch uczestniczek forum, książka o której wspominałam, When Breastfeeding Is Not An Option jest pełna relacji kobiet w USA w połowie lat 90-tych które się z tym problemem zetknęły. Samo stwierdzenie że tylko karmiąc piersią można dać dziecku to co najlepsze może zdołować wiele matek dla których próba karmienia piersią zakończyła się niepowodzeniem.Każda mama wie co dla JEJ dziecka jest najlepsze. Pozdrowienia,Agnieszka
            • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 18:40
              ano wlasnie, Aga.ja ze swej strony dodam, ze nawet jesli juz mamy to poczucie niespelnienia, to presja na karmienie nie ulatwia specjalnie pogodzenia sie z porazka.Nie musze daleko siegac, zeby zabolalo - wystarczy wziac pierwsza lepsza gazete dzieciowa i zajrzec na strony Klubu Pokarm i Milosc (nie krytykuje idei - naprawde piekna, popieram, popieram mocno; ale ta wymownie sugerujaca nazwa...)
              • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 20:55
                Klub Pokarm i Miłość. Też coś, kto wymyślił coś tak idiotycznego?To tak jakby napisać Klub Porodu Naturalnego i Miłości.Madzia
                • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 21:07
                  niezle, niezle ;)
            • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 20:52
              Matkom, które karmią piersia, nikt nie wyrzuca, ze są złymi matkami, że się nie starają, że źle się dziećmi opiekują etc. etc. Każda z nas może do tej litani dodać coś od siebie.MAdzia
    • Gość: Honda Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 16:23
      cześćja należę do mam, które nie karmią piersią. mojego brzdąca zaczęłam już dokarmiać w szpitalu i do dnia dzisiejszego korzystamy z butelki. Chciałam karmić ale mleka było mało i młody głodował. Z presją społeczeństwa sobie radziłam całkiem nieźle, gorzej w szpitalu (tam zdecydowanie odmawiano podania sztucznego pokarmu. dopiero po wielkiej awanturze i ciągłym płaczu małego dostałam dodatkowo sztuczny pokarm). Jestem zdania, że nic na siłe. Przy drugim (ewentualnie za kilka lat)dziecku będę znowu próbowac karmić piersią jak nie to butelka też daje pełną satysfakcję.pozdrawiam wszystkie "sztuczne" mamye.
    • Gość: AnnaR Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 17:24
      całkowicie się z wami zgadzam. Ja wprawdzie należę do mam "dojnych", ale wiem co przeżywałyście. Dawid po urodzeniu w ogóle nie potrafił ssać, co ja uznałam za swoją winę i porykiwałam w poduszkę zarzucając sobie, że wyrodna matka ze mnie i własnego dziecka nie potrafię nakarmić. Męczyłam więc Dawidka budząc go co moment i wpychając mu do buźki cyca, a on najzwyczajniej w świecie nie był głodny. Później mały miał okropniastą żóltaczkę i musiałam go karmić sztucznie. Ryczałam jak głupia, a stare położne, które nie jedno już widziały i swoje pewnie wiedzą pukały się w czoło patrząc na moje histerie. Oliwy do ognia dolała pani z poradni laktacyjnej, która przyszła kiedyś do szpitala na pogawędkę o karmieniu naturalnym. taką propagandę zasiała, że ja to nawet butelki pod łóżko chowałam, żeby się do mnie nie doczepiła, bo bym się znowu poryczała. Dopiero jakaś położna przemówiła mi do rozumu i wyluzowałam. Kiedy bilirubina opadła zabrałam się za ponowne uczenie Dawidka ssania piersi i się udało, bo łapczywy był jak mały smok i różnicy nie czuł między butelkami a cycami mamy. Na własnej skórze przekonałam się więc, że nie zawsze mama może karmić piersią, ale zawsze jest mamą swojego brzdąca i tyle!!!!!!! Nie stresujcie się więc "butelkowe" mamy. Pozdrawiamy!!!!!!Anka i Dawidek
    • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 17:36
      Przypomniało mi sie jeszcze cos - super zaleta kermienia butelka - moze to robic rowniez tata. Moj maz od poczatku jest zachwycony, ze pood tym wzgledem jestesmy rownouprawnieni.Madzia
    • Gość: Agata Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 17:38
      Wiecie co, ja nie wiem, na jakim ja świecie żyję, ale ja żadenj presji nie odczuwałam. Mojego szymka karmiłam pół na pół piersią i flaszką. Nigdy w życiu nie spotkałam się z żadną dyskryminacją ze strony koleżanek, rodziny, położnych, pań z poradni laktacyjnej czy pań z apteki. To ja sama miałam poczucie pewnej porażki, że tak bardzo chciałam dać dziecku to co najlepsze, a nie udało mi się karmić wyłącznie piersią. A wszyscy wkoło mi mówili, że trudno, że mieszanka tez jest ok. Swoje drugie dziecię też chcę karmić piersią, mam nadzieję, że teraz już bez mieszanki. Ale ja raczej widzę trudność w tym, że tak łatwo mi ludzie zalecali mieszankę, podczas gdy ja koniecznie chciałam pierś. Nie wiem, jak sobie poradzę za drugim razem, jeśli znowu nie będzie komu mnie wesprzeć w moich wysiłkach.Nie obraźcie się, że ale tę wizję presji to być może wyolbrzymia jakieś ukryte poczucie winy, co? Ja naprawdę wiem, o czym mówię, bo mnie też to dotyczy. Myślę, że większość mam chce karmić piersią, przeżywa niepowodzenie i czasem trudno się pogodzić z tym, że trzeba dziecku podać flaszkę. Staramy się zaakceptować ten fakt, ale coś na dnie jednak w nas drzemie.PozdrawiamagataP.S. i jeszcze malutki apel. Postarajmy się odejść od takiego schematu postrzegania świata: my jesteśmy ok, świat wokół jest be. Jakoś bardzo często to się ostatnio spotyka: my fajne, ale: sąsiadki to materialistki, nieżyczliwe plotkary, szefowie to wyzyskiwacze albo podstarzałe baby w klimakterium i w dodatku bezdzietne, teściowie beznadziejni itp, itd. Czy każda z nas jest kryształowa, a wkoło same potwory? A te potwory może też wchodzą na forum i piszą, że są takie fajne, ale otoczenie ... szkoda gadać. Czy nas naprawdę otaczają same jakieś oszołomy? W jakim w takim razie otoczenie my musimy żyć, jedyne w porządku?
      • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 17:52
        Agata nikt tu nie mówi, że wszyscy są okropni. Mówimy, że tacy się zdarzają i wydaje im się, że mają świętą rację.Nie odczuwam żadnego poczucia winy, ze nie karmię piersią. Uwazam się za pelnowartościową mamę (nawet w 200%)Madzia
        • Gość: Agata Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 18:05
          Przepraszam za użycie niefortunnego sformułowania. Miałam na myśli raczej poczucie niespełnienia, a to zupełnie co innego, niż poczucie winy. O winie nie może być mowy.Madziu, moje zdanie na temat postrzegania otoczenia dużo gorzej samych siebie powstało w wyniku długotrwałej lektury wypowiedzi na forum (różne wątki), gdzie taki właśnie obraz świata się jawi.
          • Gość: madzia22 smutasy IP: *.* 07.02.02, 20:50
            Masz chyba rację, ale nie koniecznie rację w tym wypadku. Stwórz nowym wątek to publicznie o tym pogadamy. Możemy dojść wspólnie do ciekawych wniosków.Polacy chyba ogólnie lubią sobie ponarzekać (chyba tak to się pisze, nie jestem pewna czy "rz" czy "ż").Madzia
    • Gość: KvM Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 18:37
      Ok. Rozumiem, że kobieta tuż po porodzie może mieć rozchwiane emocje, depresje, etc. Myślę, że o wiele gorzej jednak by było, gdyby nie było presji na karmienie piersią. Jakoś tak dziwnie się składa, że dziewięćdziesiąt parę procent kobiet może karmić piersią, a karmi o wiele mniej. Jeśli ktoś faktycznie nie może, to nie rozumiem dlaczego ma czuć się winny (chyba, że to wina palenia, złej diety, etc.)Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z zalet karmienia piersią, uświadamiania nigdy dość. O wiele lepiej ( i dla większego pożytku dla siebie) nauczyć się asertywności i dystansu do świata. Nie znaczy to oczywiście, że uważam, że ktoś ma prawo do siłowego, czy urzędowego nakazywania karmienia piersią, ale moim zdaniem tolerancja to także prawo do powiedzenia: "Uważam, że dla Twojego dziecka lepiej by było gdybyś karmiła piersią", tak samo jak prawo do odpowiedzi - "A ja uważam wprost przeciwnie" (nie wspomnę, już o sytuacji gdy jest to prostu niemożliwe)KristoVelMefistomleko i krwiopijca.
      • Gość: Magda_D Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 21:37
        Wiecie co, a mi sie wydaje, ze czesto problem tkwi w tym, ze kobiety sa traktowane "z gory" - (patrz post KvM) - ze trzeba im ciagle powtarzac, co i jak maja robic, bo same tego nie zapamietaja. Ze trzeba je troche upokorzyc, to beda sie lepiej starac. Mi samej wystarczylo przeczytac jedna ksiazke o wychowaniu dzieci, zeby wiedziec, ze karmienie piersia jest lepsze od karmienia butelka i powiem Wam szczerze - KAZDY komentarz o moim karmieniu piersia wkurzal i byl zbedny. Nie wiem, czy kiedys dotrze do ludzi, ktorzy uwazaja, ze moga decydowac za nas, co to znaczy byc doroslym i podejmowac niezalezne decyzje.A teraz historia: na liscie mailingowej dla rodzicow blizniat ktos zadal pytanie "jak oszczedzacie przy blizniakach?" no i jedna z odpowiedzi zawierala takze sugestie, ze dzieki karmieniu piersia mozna bardzo oszczedzic na kosztach mieszanki mlecznej. Niewinne zdanie, co nie? A jednak znalazla sie osoba, ktora uznala to za sugestie, ze jest to zmuszanie do karmienia piersia i ponizanie mam butelkowych. Bardzo zdecydowanie przytoczyla swoja odpowiedz dla poloznej, ktora smiala zasugerowac, ze nalezy chociaz probowac karmic piersia: To jest moja sprawa!!! To troche smieszne robienie z igly widly, ale daje do myslenia, ze nikt nie powinien sie wtracac w te sprawy.Prawda jest taka, ze niewiele z mam jest po porodzie na tyle asertywna aby odpyskowac chamskiej osobie, ktora sie wtraca - wydaje mi sie czasem, ze podczas porodu zrobili mi tez lobotomie (ale wreszcie pomalu wracam do siebie). Kazda srednio rozgarnieta osoba zdaje sobie sprawe, ze karmienie piersia jest lepsze od karmienia butelka. I na tym ta sprawa powinna sie zakonczyc. Niech kazda podejmie wlasna decyzje - na tym polega doroslosc. Nie mowie tu o decyzji czy w ogole karmic piersia - chociaz uwazam, ze kobieta ma swiete prawo tego NIE robic. Chodzi o decyzje, czy i kiedy podac butelke. Magda
        • Gość: KvM Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 23:28
          Chyba napisłem wyraźnie, że ma praw tego nie robić. Wyobraź sobie, że są kobiety (mężczyźni zresztą też) które nie tylko nie przeczytały w życiu żadnej książki o karmieniu, ale nie przeczytały w życiu żadnej książki. Nie wiem jaki to procent społeczeństwa, ale skoro na Polaka przypadają 2, czy 3 książki rocznie, to liczba przeczytanych książek o karmieniu jak przypada na przeciętną matkę jest żenująco mała. Dlatego nie pisz mi słonko, że z karmienia należy uczynić temat tabu, bo każdy wie jak jest lepiej. Każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie na ten temat, a jeśli ktoś ma problem z odbiorem rzeczywistości, to niech popracuje trochę nad sobą (szczególnie jeśli tak jak w Twoim przykładzie uważa, że tego rodzaju wypowiedź to poniżanie kogokolwiek - żenujące).
          • Gość: KvM Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 00:08
            Jak ktoś zrozumie o co mi chodziło w tym poście to mu gratuluję ;-). Pora spać. (Przepraszam za niezbyt fortunne wyrażenia).
          • Gość: Magda_D Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:06
            Moj post nie byl bezposrednia odpowiedzia na Twoj - podczepilam sie pod niego, bo bardzo symptomatycznie ujales sprawe korzystajac z argumentow ksiazkowych: ponad 90% kobiet moze wykarmic swoje dziecko, lepiej byc asertywnym i sie nie przejmowac glupcami.W rzeczywistosci kwestia karmienia piersia jest traktowana niezwykle emocjonalnie (jak w podanym przeze mnie przykladzie) przez matki - i naprawde nie chcialabym byc pracownikiem sluzby zdrowia, ktorego zadaniem byloby rozmawiac na ten temat z matkami. Bo gdzie lezy granica miedzy zachecaniem a zmuszaniem, zwlaszcza kiedy poczatki karmienia sa bardzo trudne (wiem cos o tym, karmilam blizniaki). Twierdzenie, ze 90% kobiet moze wykarmic swoje dzieci wg mnie jest propaganda - ile z nas je wykarmilo? Mimo ze sie staralysmy.Nie chce z karmienia robic tabu - ale uwazam, ze podstawa jest informacja (nie trzeba do tego czytac calej ksiazki, wystarczy artykul w gazecie), natomiast jak juz sie dziecko narodzi nalezy mamie dac troche spokoju.Nie chce tu wypisywac, ze jestes facetem KvM i nie zrozumiesz sprawy karmienia piersia w calej jej zlozonosci - ale tak chyba jest.Magda
            • Gość: KvM Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:36
              No tak propaganda maniaków od karmienia naturalnego! Jeszcze kilkadziesiąt - sto lat temu większość dzieci nie karmionych piersią po prostu umierało, a dziś zaraz usłyszę, że mało która mama może wykarmić swoje dziecko. Owszem rozumiem, że czasem karmienie naturalne może być utrudnione, ale tym bardziej należy się szacunek kobiecie, która miomo to podjęła wysiłek karmienia. Moja żona karmiła Eleonorę przez 16 miesięcy, a ja w tym czasie nie wyniosłem się do innego pokoju. Fakt, że czasem lądowałem poza łóżkiem ;-). Dorka nie miała wielkich problemów - za pierwszym razem było to trudne, była bardzo zmęczona po porodzie, ale jakoś się udało, sama walczyła z nawałem itp. Nie wierzę, że w dobie obecnych rozwiązań (kapturki, wkładki laktacyjne, laktatory, wiedza medyczna) większość kobiet nie była w stanie karmić piersią. Co więcej uważam, że jeśli kobieta nie karmi piersią z wygodnictwa, to jest to złe. Niekoniecznie oznacza to, że nie kocha swojego dziecka, ale na pewno kocha bardziej siebie.Wszystkim mamom, które mimo trudności karmiły swe dzieci naturalnie składam w tym miejscu szczególne wyrazy uznania.
              • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:42
                To uznanie to i dla mnie :)! Wyłam z bólu, Gaba piła mleko z krwią /takie miałam rany/, w szpitalu kiedy mała spała przez godzinę udawało mi się ściągnąć kieliszek mleka /położna zaleciła leczenie brodawek/ ale ja się nie poddałam. Było moim marzeniem karmić piersią i nic nie było w stanie dać mi więcej szczęścia niż Gaba przytulona i ciągnąca mleko mamy :D!Magda :hello:
              • Gość: Magda_D Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 14:16
                Slonce,To ze ktos ma dwie piersi a w nich gruczoly do produkcji mleka, to jeszcze nie znaczy, ze moze wykarmic dziecko. W tym procesie biora tez udzial hormony, ktorych wydzielanie jest sterowane rowniez emocjami. Nawet w ksiazkach o karmieniu pisza, ze jesli kobieta jest pod presja (zmeczenia, czy chocby nakazow karmienia) to bedzie miala problemy z laktacja. No wiec co zrobic z tymi dziewczynami, ktore nie sa mistrzyniami w opanowywaniu swoich emocji?? Uznac je za leniwe krowy, ktore nie przykladaja sie do karmienia?Swiat sie zmienil od czasow, kiedy kobiety nie mialy wyjscia oprocz karmienia piersia. Kazda z nas (majacych problemy) wie przeciez, ze moze kupic butelke i mieszanke - jak to usunac ze swojej swiadomosci? W chwili zwatpienia, kiedy dziecko ryczy z glodu sluszny moze wydac sie nawet argument: "w koncu ja bylam karmiona butelka i zyje". Jest wielka przepasc miedzy tym co pisza w ksiazkach (karmienie najlepsze, zapewnia zdrowie itp., matki adopcyjne karmia, kazdy moze) a tym co widzimy (same jestesmy zdrowe, dzieci karmione butelka przesypiaja noce, karmione piersia dzieci choruja, problemy z karmieniem wydaja sie nie miec konca). Moze Twoja Dorka nie miala problemow z karmieniem - i stad Twoje przekonanie, ze to jest norma. Ale tak nie jest. Moja historia karmienia to istna droga przez meke. Najpierw w szpitalu nie chcieli dawac mi karmic dzieci (bo sie wyziebia), potem z dnia na dzien zapadla decyzja, ze jednak karmie (po moich licznych naleganiach) i wtedy slyszalam: nie moze pani wiecej sciagnac? Dzieci caly czas dokarmiane byly butelka a ja walczylam, zeby karmic je tylko piersia. Niektore karmienia trwaly po 6 godzin - dzieci na zmiane - czy to nie bylo wystarczajace pobudzanie gruczolow do produkcji? Jak dlugo bym nie karmila, dziewczyny plakaly - w moich oczach z glodu, a po podaniu butelki nie chcialy pic. Uparlam sie zeby karmic piersia - bo to najzdrowsze. Zaczytywalam sie w artykulach na ten temat. Nie moglam zrozumiec dlaczego akurat ja nie mam wystarczajaco duzo pokarmu, kiedy ponad 90% kobiet ma (albo moze miec). Jestem ambitna i mam sklonnosci do perfekcjonizmu, ale w zadnej innej sprawie nie musialam wykazac sie taka determinacja i walczyc z rodzina oraz lekarzami. W koncu zakonczylam karmienie w 9. m-cu i co? Moje dzieci rozchorowaly sie a potem dostaly alergii, prawie ze od razu. Na co poszlo to karmienie? Nie moglam ich juz dluzej karmic, bo wyrywaly mi sie i plakaly - nie chcialy pic z piersi.Teraz sobie mysle, ze gdybym podeszla do sprawy bardziej na luzie, gdybym nie czytala tych historii "przeszlam przez pieklo ale udalo mi sie wykarmic moje dziecko", to moze to wszystko wygladaloby inaczej - moze dzieci bylyby mniej nerwowe podczas karmienia? moze ja mialabym wiecej pokarmu? a moze jestem w tych 10%? W moim przypadku presja na karmienie piersia miala wplyw destrukcyjny i dlatego apeluje aby byla to sprawa prywatna kobiety.Magda
                • Gość: 220571 Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 10.02.02, 20:28
                  mama Ewelinki i Zosi napisała/ł:> W koncu zakonczylam karmienie w 9. m-cu i co? Moje dzieci rozchorowaly sie a potem dostaly alergii, prawie ze od razu. Na co poszlo to karmienie? Nie moglam ich juz dluzej karmic, bo wyrywaly mi sie i plakaly - nie chcialy pic z piersi.Spójrz na to od lepszej strony :) . A może "podarowałaś" swoim dzieciom 9 miesięcy bez alergii i chorób :) ?Pozdawiam
                  • Gość: kuraczek Re: Szkodliwe skutki postu edytkat IP: *.* 14.02.02, 00:37
                    Słońce właśnie o Tobie cała dyskusja. Przeczytaj uważnie wszystkie posty, a może dotrze do Ciebie że decyzję nie zawsze podejmujemy same. I błagam nie rozpętujmy się dyskusyjnie od początku, bo już wszystko zostało powiedziane i nawet doszłyśmy zgodnie do wniosku (tak sobie to ułożyłam) Propagowanie tak - presja nie. Ufff
              • Gość: mikan Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 09.02.02, 00:51
                Drogi KvM,bardzo się cieszę i naprawdę ze szczerego serca gratuluję Twojej żonie, ale nie uważam za wygodnictwo rezygncje z karmienia piersią w momencie gdy:1) po porodzie ma się anemię i ponad dwa tygodnie leży w łóżku, bo nie można się podnieść,2) piersi powiększyły się do rozmiarów tak kolosalnych, że żadne kapturki na nie nie pasują,3) po każdej próbie karmienia lub odciągnięcia pokarmu temperatura skacze powyżej 39 stopni,4) dziecko ryczy bo w szpitalu przyzwyczaili ją do sondy ( "pani ma wklęśnięte brodawki i trzeba je wyciągać a dziecko trochę dokarmimy sondą bo to nie przeszkadza" ),5) ja ryczę bo dziecko ryczy a do tego cholernie mnie boli.:cry: :cry:Sorry, KvM, ale w tym momencie uważam, że przechodząc na butelkę zapewniłam sobie szybszy powrót do zdrowia i przede wszystkim spokój ( spokój nie równa się spoczęciu na laurach i samozachwytom, tylko równa się daniu sobie na spokojnie, bez stresu, czasu do przywyknięcia do nowej sytuacji ). A zdrowa i szczęśliwa mama to zdrowe i szczęśliwe dziecko! Poza tym uważam za bardzo krzywdzące stwierdzenia, że nie ma większej bliskości między matką a dzieckiem niż wtedy, gdy jest ono przytulone do piersi, którą ssie. Tak samo można przytulać dziecko karmione butelką - i, co też ważne - może to robić również tata! Naszą malutka karmiliśmy wspólnie i, mimo skazy białkowej ( przeszła gdy mała skończyła półtora roku ), chowa nam się cało, zdrowo i radośnie.Natomiast presja otoczenia jest koszmarna, zwłaszcza jeśli ktos jest delikatnej konstrukcji psychicznej. Sama pamiętam, jak musiałam się tłumaczyć, dlaczego nie karmię piersią niemal wszystkim, od położnej środowiskowej zaczynając a na własnej rodzinie kończąc.Patrząc na to z perspektywy czasu ( Amelka skończyła w styczniu trzy latka ) wiem, że teraz nie dałabym się tak łatwo dołować. I uważam się naprawdę za dobrą mamę.:)Teraz trochę z drugiej strony.:crazy:. Jestem mężem Iwonki i z całym szacunkiem, być może to była nieco drastyczna sytuacja ze stanem zdrowia Żony po porodzie, lecz ja nie miałem sumienia wymagać od niej karmienia piersią mimo wszytkich korzyści z tego płynących. I tak wszystko było na mojej głowie - Iwonka nie była w stanie samodzielnie dotrzeć do łazienki ( całe 5 metrów od łóżka) nie mówiąc o podniesieniu malucha, w ciągłym ruchu tłuczona kapusta - czy miałeś okazję poznać jej zbawienny wpływ? Presja otoczenia w takich sytuacjach jest moim zdaniem przesadzona!Pozdrawiam - Przemek
        • Gość: malanda Re: Szkodliwe skutki... - kobiety lubią być chwalone, anie krytykowane IP: *.* 08.02.02, 11:14
          Ja się z Tobą nie zgodzę, ze kobiety są traktowane z góry. W kręgach, w których sie obracam, traktuje się kobiety z szacunkiem, mężczyzn zresztą też. Wszyscy nie lubimy gdy nam się mówi co mamy robić, prawda?Ale odróżnijmy informacje (argumenty za i przeciw) od nakazywania. Z mojego punktu widzenia, to wszystko jest sprawą emocjonalnego podejścia kobiet, które czują się gorsze, gdy nie są w kręgu wychwalanych i wzorowych. Jasne, że wszyscy, którzy do karmienia namawiają powinni zwrócić uwagę na delikatność psychiki kobiety. Tutaj wiele do zrobienia mają mężowie. Z pewnością dla każdej z Was wsparcie ze strony Partnera w karmieniu lub niekarmieniu jest bardzo ważna.
          • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki... - kobiety lubią być chwalone, anie krytykowane IP: *.* 08.02.02, 11:19
            No wlasnie Amo - bardzo madra uwaga.Z obserwacji poczynionych na Michale i na moich studentach stwierdzam, ze wtedy osiagaja najlepsze wyniki, gdy sie ich odpowiednio, i uwaga! POZYTYWNIE, zmotywuje.Tylko taka motywacja uskrzydla, pozwala walczyc z niepowodzeniami.Moze warto sie nad tym zastanowic?Moja uwaga: zanim "walniecie" jakim ostrym slowem w nastepna zahukana dziewczyne - pomyslcie o tym, jaki to odniesie skutek.Nie moralizatorstwo, ale WPARCIE - to jest prawdziwa pomoc.Wsparcie i pozytywne motywowanie.Bo tylkot akie dzialania przynosza wymierne, pozytywne efekty.
            • Gość: malanda Re: Szkodliwe skutki... - kobiety lubią być chwalone, anie krytykowane IP: *.* 08.02.02, 12:20
              Tylko dlaczego nawet ci, którzy o tym wiedzą, wolą krytykować?Kiedyś spotkałam się z psychologiem, bo mój wówczas początkujący przedszkolak nie chciał byc w przedszkolu. I wiecie co mi poradzona? Chwalic synka 3 razy dziennie. To nawet nie takie dziwne, ale jaki fantastyczny efekt - to ja zaczęłam zauważać głównie jego dobre strony, a mniejszą uwagę przywiązywać do niedociągnięć.Więc może chwalmy się wszyscy (z głową) i będziemy radośniejsi...
            • Gość: Gosia1 Re: Szkodliwe skutki... - kobiety lubią być chwalone, anie krytykowane IP: *.* 13.02.02, 19:41
              Yenno - warto by o tym przypomnieć nauczycielom...... To tak na marginesie :-)Pozdrówko Gosia
          • Gość: Gosia1 Re: Szkodliwe skutki... - kobiety lubią być chwalone - zgadzam się z Tobą IP: *.* 13.02.02, 19:39
            I chyba właśnie o to chodzi Malando. Czytam te wszystkie posty i rośnie we mnie zdumienie. Nie rozumiem czym się tu tak ekscytować????? Skąd te wszystkie emocje? Na litość, przecież gdyby patrzeć pod tym kątem, to można by twierdzić, że jestesmy wciąż do czegoś zmuszani. Weźmy choćby reklamy - jeśli nie kupisz ajaxu, będziesz brudasem, jeśli nie kupisz płatków śniadaniowych to nie będziesz mieć takiej szczęśliwej rodzinki jak na ekranie, zobacz, wystarczy jeden batonik a znikną wszystkie twoje problemy, jedna herbata lipton a w pracy będziesz uwielbiana........ Jeszcze? Sądzę, że to wystarczy, ale czy to jest powód, by się denerwować? Trzeba uzyskać pewien dystans do wszystkiego, nie odnosić każdego słowa, zdania do siebie i swoich przeżyć. Ja też, jak któraś emama (przepraszam, nie pamiętam która) miałam straszną anemię po cesarce (już w ciąży borykałam się z nią). Lekarze chcięli i mnie i dziecku przetaczać krew - nie zgodziłam się, bo chciałam karmic piersią, a wiedziałam, że na anemie noworodka najlepszy jest pokarm matki. Nie karmiłam swojej pierwszej córki, bo była za malutka - 2 kilo - na moje wielkie piersi - rozmiar EE, stanik szyty na miarę..... Odciągałam pokarm przez 6 tygodni, Aneczka dostawała go z butli. Potem dałam już za wygraną. Synka karmiłam tylko 8 tygodni. Pomimo mojej determinacji, niestety dostałam zaburzeń hormonalnych, zapalenia macicy a co za tym idzie musiałam brać leki hormonalne i zrezygnowac z karmienia. Całe szczęśie anemia synka została opanowana, z moją było gorzej - chodziłam po ścianach, bo do tego wszystkiego doszły jeszcze krwotoki. Jakoś daliśmy sobie z tym radę. Myślicie że nie było pytań? Krzywych spojrzeń? Ale ja miałam to w nosie. Juz dawno doszłam do wniosku, że nie mam żadnego, ale to absolutnie żadnego obowiązku komukolwiek tłumaczyć się z moich decyzji - oczywiście sprawa dotyczy mnie i mojej rodziny. To są tak osobiste sytuacje, takie tylko nasze, że przepraszam za słowo, ale g.... komukolwiek do tego, jeśli sama nie chcę o tym rozmawiać. Dlaczego więc mam sie przejmowac jakąś nagonką na karmienie piersią??? Jest? No to dobrze, może niewykształcone kobiety akurat potrzebują takiego motoru do podjęcia decyzji ja nie, i kierując się zasadą, że to mnie nie dotyczy w ogóle nie zwracam na to uwagi, tak jak nie zwracam uwagi na reklamy i nie kupujęreklamowanych rzeczy (hmmm, niedługo nie będzie to możliwe, hi hi hi). Nie mogę podchodzic emocjonalnie do wszystkiego o czym się mówi i pisze, bo chyba bym zwariowała - np ja jestem ufarbowaną blondynką....... Mam nadzieję, że na forum nie ma osoby, która wątpiłaby w moją inteligencję........ To tak na marginesie. Ale przypomina mi to batalię o anegdoty o obcokrajowcach - i całą burzę na ten temat. To jest jak własnie burza w szklance wody, naprawdę nie ma o co. Przecież tylko i wyłącznie od nas zależy czym i jak będziemy karmiły nasze dzieci. Po co więc denerwować się czymś tak nieistotnym? A wystarczy tylko pomyśleć, że coś takiego przyda się osobom, które nie mają yrobionego zdania na ten temat i chciałyby jakiejś wskazówki. Pozdrawiam Gosia
      • Gość: Renik Re: Szkodliwe skutki BRAKU presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:56
        KvM napisałeś:Ok. Rozumiem, że kobieta tuż po porodzie może mieć rozchwiane emocje, depresje, etc. Myślę, że jednak nie rozumiesz. Masz szansę zrozumieć jak urodzisz ;-)Renik
    • Gość: Marta2 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 22:01
      Stwierdzam z przykrością,że mnie w szpitalu i potem w przychodni rejonowej nazwali wyrodną matką,bo nie karmię piersią.Na pytanie jak ja mamto zrobić z dwoma na raz usłyszałam odpowiedż no jak to jest pani matką i nie wie,to chyba nie ma pani instynktu macieżyńskiego.Potem ja nie miałam pokarmu,a w szpitalu nie chcieli ich dokarmiać sztucznie,no bo trzeba naturalni,efekt był taki że były glodne i miały zamało cukru we krwi,więc nie mogłam iść do domu.Tak się tym wszystkim przejełam,że przez4 miesiące karmiłam je tą piersią prawie przez łzy.I tak sobie myśle,że nie było chyba warto.Karmienie bliżniaków równoczęsnie to nie jest aż taka przyjemność,czasem czułam się jak tak świnka albo co ,ja siedzę zazwyczaj mi nie wygodnie a one jedzą jedzą potem sobie prawie idą.Nie było tu czasu na miłość i bliskość,istna jadłodajnia.Jak będę miał jedno dziecko spróbuje karmić piersią ale nie po przysłowiowych trupach.Wkońcu to moja sprawa,moje dziecko.Od tego 4 miesiąca karmiłam małe Nanem,teraz,zmieniłam miejsce zamieszkania i lekarza a ten pozwolił karmić je mlekiem od krowy.Krowy sąsiadów,pokazali mi zaświadczenie z mleczarni co to za mleko.Jak maż jest w domu to przy karmieniu każdy trzyma "swoje" i mamy wtedy tą bliskość z rodziną i miłość po całościI małe jedzą nawet więcej niż tego sztucznego.Rok żyją nigdy nie chorowały,są wesołe zawadiackie i napewno nie gorsze od tych karmionych piersią.To powinien być wybór matki jak karmi,każdy wie co jest lepsze,ale czasami karmienie piersią jest niewykonalne.I to nie znaczy ,że mniej kocham swoje dzieci. Choć to usiłowano mi wmówić.
      • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 00:13
        Marta, ile my mamay wspólnego ze sobą. Musimy się poznać bliżej.To aż niewiarygodne.MAdzia
        • Gość: Marta2 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 12:14
          No faktycznie.Mamy bliżniakiProblemy finansowe w sprawie mieszkańMamy psyLubimy kozyJesteśmy wyrodnymi matkamiZnamy Paulinę mamę WiktoraPewno jeszcze coś się znajdzie.Upewnić się możesz pod adresemmartabk@interia,plCzekam z utęsknieniem.Marta
    • Gość: Hipcio Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 07.02.02, 22:36
      A ja zgadzam się z KvM. Myślę, że propagowanie karmienia naturalnego,a także pewna presja z tym związana przynosi więcej pożytku, niż szkody. Oczywiście nie mem tu na myśli chamstwa ani wartościowania. Problem sprowadza się moim zdaniem do tego, że zamiast wartościować rodzaje pokarmu (tu, wiadomo, pokarm naturalny jest lepszy) wartościuje się kobiety. To tak, jakby mówić, że jest się gorszą lub lepszą matką w zależności od stanu konta. Jest oczywiste, że każda matka kocha swoje dziecko tak samo, niezależnie od tego, jak je karmi. Natomiast uważam, że lepiej jest teraz, gdy karmienie naturalne się propaguje i zaleca, bo dzięki temu więcej kobiet karmi, nawet te, które inaczej nigdy by nie karmiły. Ja właśnie do takich należę. Laktacja "ruszała" u mnie wolno, dziecko płakało z głodu i gdyby miało to miejsce kilkanaście lat temu na pewno dostałoby w szpitalu butelkę i z karmienia nic by nie wyszło. A że bardzo mnie do tego zachęcano (w sposób wspierający, a nie brutalno-wartościujący), przetrwałam kryzys, mogę karmić i cieszę się z tego.Myślę, że wszystko jest kwestią formy. Oczywiście są ludzie nawiedzeni, którzy uczynili z karmienia rodzaj religii, ale na nich poprostu nie należy zwracać uwagi.Pozdrawiam wszystkie najlepsze na śiwecie mamy - Ida.
      • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 00:16
        Rany, nie denerwujcie mnie, tu nie chodzi o żadne chamstwo. Moja przyjaciólka nie jest chamką, znamy sie od x-lat, a jednak wciskała mi że powinnam karmić piersią, bo tak jest we wszelkich podręcznikach żywienia, które przecytała - a studiowala żywienie ludzi - przypomnę tym, którzy nie czytali moich wcześniejszych postów.Madzia
        • Gość: Hipcio Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:45
          Pisałam o chamstwie, bo dla mnie uwag, z jakimi zetknęło się wiele dziewczyn w szpitalach i przychodniach, inaczej nazwać nie można. Ze strony innych osób był to brak zrozumienia, delikatności i taktu. Współczuję Wam, dziewczyny, że musiałyście przez to wszytko przechodzić, tylko nie rozumiem jakie z tego Waszym zdaniem wypływają wnioski? Czy z powodu tego, że część osób nie chce lub nie może karmić, należy, w trosce o ich dobre samopoczucie, przestać propagować karmienie naturalne? Czy chciałybyście, aby wróciły czasy (zresztą chyba w niektórych szpitalach wcale jeszcze nie minęły, jak piszą o tym dziewczyny), kiedy mówiło się, że nie ma różnicy, czym się dziecko karmi? Przecież to nieprawda. Wiele kobiet na tej propagandzie zyskało. Myślę, że gdyby nie brak taktu i zrozumienia ze strony personelu i znajomych wcale byście tak się nie czuły, mimo, że propaganda byłaby taka sama. Problem więc tkwi w kulturze ludzi (tak samo, jak np. doszłyściego w wątku o odwiedzinach na położnictwie zapoczątkowanym przez Matyldę), a nie w samej propagandzie. A lekarstwem na to nie jest zaprzestanie propagowania karmienia, tylko, tu zgadzam się z Agatą, poczucie własnej wartości (bo na kulturę ludzi chyba nie ma co liczyć). Jeśli kobieta jest pewna, że jest dobrą matką dla swojego dziecka, to nie zakłóci tego żadna "propaganda". Przecież każda mama chce dać dziecku to, co najlepsze w każdej dziedzinie, a tak rzadko to się udaje! Podobne frustracje przeżywają kobiety, które muszą wrócić po macierzyńskim do pracy i nie mogą być ze swoimi dziećmi, choć bardzo by chciały i wiedzą, jakie to ważne dla ich rozwoju. Można je uznać za gorsze? Albo przestać mówić, że pierwsze lata życia są dla dziecka najważniejsze i ważna jest wtedy obecność matki? Niestety życie niesie mnóstwo koniecznych kompromisów pomiędzy tym, co chziałoby się dziecku dać, a tym co dać można. I jedynym wyjściem jest się na to uodpornić. Łatwo mi się to pisze, choć sama wiem, jakie to trudne. Nie raz przeżywałam poczucie winy, że w wielu dziedzinach nie daję dzieciom tego, co uważam za najlepsze, choć akurat karmić piersią mi się udało. Co do Yenny, to to, co ją spotkało to skandal i w ogóle nie można mówić o propagowaniu karmienia piersią jeśli tak postępuje się z kobietami.Poza tym mam wrażenie, że zbyt wiele problemów zwala się na karmienie. Mam dwoje dzieci, oboje karmię (lub karmiłam - rok, bo nie jestem zwolenniczką karmienia do oporu)i każde zachowuje się inaczej. Pierwsze budziło się rzeczywiście co godzinę przez całą noc, a drugie budzi się raz-dwa razy. Pierwsze jadło bardzo chętnie stałe pokarmy, a drugie ich nie chce. I jak tu cokolwiek zrozumieć?Pozdrawiam, Ida
      • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 05:55
        Nikt tutaj nie ma nic przeciwko propagowaniu karmienia piersią, chodzi o prawo wyboru i uniknięcie nietolerancji jeżeli wybór ten nie jest "jedynie słuszny".Przeczytaj jeszcze raz posty Anji, Madzi, Marty, czy to jest ta presja która ma przynieść więcej pożytku niż szkody?A Yennie, w ramach propagowania karmienia naturalnego, praktycznie uniemożliwiono odniesienie sukcesu.Agnieszka
        • Gość: mama_wiktora Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 07:48
          Mamą karmiącą piersią jestem od 11 miesięcy i nie wiem w jaki sposób tak duże dziecko uda mi się odstawić je od cyca. Tak sobie myślę, że gdybym zrobiła to dużo wcześniej byłoby mi teraz o wiele wygodniej no ale we wszystkich dziecięcych gazetach pisali, że karmić jak najdłużej a matki, które pisały, że karmią już np.22 miesiące były wręcz gloryfikowane. Ale do czego sprowadza się pisanie i mówienie o tym, żeby karmić dziecko jak najdłużej piersią bo to samo zdrowie??? Według mnie przede wszystkim do częstych pobudek nocnych/ przynajmniej sześć siedem razy/, spania tylko dzieckiem, bo mąż nie wytrzymuje w jedynm łózku z kręcącym się i non stop "głodnym" dzieckiem i co najgorsze to odrzucenia innych potraw które nie są cycem. Tak jak wywnioskowałam z innych maili, że niektóre dzieci nie były karmione sztucznie w szpitalu jeżeli matka jeszcze nie miała pokarmu, tak w moim przypadku Wiktor był sztucznie karmiony w szpitalu przez trzy dni i oczywiście dostawiany do cyca w którym jak to po cesarce nic nie było. Nawet jeszcze po powrocie do domu był karmiony sztucznie. Ale w momencie pojawienia się pokarmu odrazu odrzucił butelkę i smoczek. Za nic w świecie nie można mu było podać innego jedzenia przez smoczek. Po prostu dziecko samo wybrało co dla niego najlepsze bez żadnej presjismile. Żałuję tylko, że ja w sumie dorosła kobieta tak łatwo uległam presji, żeby karmić jak najdłużej i nie przejmować się za bardzo bo do końca pierwszego roku życia w zasadzie cyc wystarczy. Może i wystarczy ale jaki to musiałby być cyc!! Pozdrawiam wszystkie mamy te karmiące piersią i te karmiące butelką aby nie dały się zwariować i robiły tak jak im podpowiada ich intuicja i zdrowy rozsądek.Paulina z Wiktorkiem przy cycu 24h.
          • Gość: maliza Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 08:47
            No właśnie, a co z "efektami" ubocznymi karmienia piersią "na żądanie" ? Ja karmiłam do 7 miesiąca. I cieszę się z tego. Ale jako młoda matka nie potrafiłam wyczuć granicy między presją karmienia na żądanie a zdrowym rozsądkiem. Na efekty nie musiałam długo czekać:- wbrew obiegowej opinii, to ja miałam grube dziecko (w wieku 6 m-cy nie obejmowała jej siatka centylowa), a nie koleżanka karmiąca butlą,- za tym poszedł wolniejszy rozwój ruchowy w stosunku do rówieśników,- młoda wisiała non stop na cycu (nie mogłam się ruszyć nawet do toalety),- przez dwa miesiące walczyłyśmy z przyzwyczajeniem do butli (musiałam iść do pracy),- owszem, nie używała smoczka-gryzaczka, bo miała mnie i traktowała mnie jak żywego smoczka,- w nocy budziła się co godzinę w nocy żeby sobie "pociumkać".I naprawdę wśród znajomych mam i dzieci (rówieśników) znam tylko jedno dziecko, które w wieku 1,5 roku przesypia całą noc (ale robiło to już gdy miało 3 m-ce).Proszę nie traktować tego postu jako prowokacji. To są wyłącznie moje doświadczenia i spostrzeżenia związane z karmieniem "na żądanie".
            • Gość: KingaB Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 12:41
              W zasadzie już wszystko zostało powiedziane,ale chcę jeszcze dodać coś z "własnego podwórka". Otóż ciągle karmię piersią swoją Zośkę (9 miesiąc), ale niewiele brakowało, by tak nie było. Bardzo, ale to bardzo anty działała lekarka i położne w szpitalu, nie wiem skąd tak niesamowiety pęd ku temu by zapchać mojej Małej buzię smoczkiem? Napoić mieszanką? Stosowano wobec mnie różne podchody, od przychodzenia wieczowrem i mówienia, że dziecko "spada z wagi", i na pewno nie wypuszczą nas ze szpitala, po tłumaczenie, że na pewno nie mam pokarmu (bez sprawdzania). Dzieci iinych mam też były dokarmiane odgórnie, ja mogłam powiedzieć nie, ale ile się nazastanawialam, czy dobrze robię, ile przepłakałam... I kiedy już dałam za wygraną odmówiła współpracy moja kochana córunia, wybierając maminego cyca (to chyba był prezent na ówczesny Dzień Matki :) ) Dodam, że był to szpital wyróżniony w konkursie Rodzić po ludzku :gun: Z siedmiu pięciu dziewczyn leżących ze mną w szpitalu karmię tylko ja. Może zabrakło właśnie presji...
    • Gość: ATAX Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 09:25
      Ja zaznałam presji w obie strony - przed porodem była to presja na karmienie naturalne (na szczęście), a po porodzie nawet większa presja na przejście na butelkę (wbrew moim chęciom, na placach jednej ręki moge policzyć osoby, które mnie zachęcały do karmienia piersią).Karmiłam mojego synka do 18 miesięcy a potem sam się odstawił. Dzieki tej "presji karmienia piersią" byłam zdecydowana na karmienie piersią i tylko i wyłacznie dzięki tej "presji" miałam tak ugruntowane w sobie przekonanie ze tak będzie, ze tak sie stało. Gdyby nie to, karmiłabym butelką. Po cesarce nie miałam pokarmu a w moim szpitalu panie pielegniarki od noworodków zapewniały sobie spokój podając im wodę z glukoza albo mieszankę. Mały po kilku dniach nie chciał ssać. Po pięciu dniach załamana myślałam, że juz nic z tego nie będzie, ale zawzięłam się poniewaz bardzo chciałam bo dzieki "presji" wiedziałam, że pokarm z piersi jest najlepszy dla dziecka. Przystawiałam dziecko do piersi, choc nic nie leciało i swoimi sposobami próbowałam pobudzić laktację, bo z kolei w szpitalu nie było absolutnie żadnej presji na karmienie naturalne, a wręcz przeciwnie. I gdyby nie moja determinacja, dzieki której na szósty dzień pojawił sie pokarm a mały tak sie przyssał, że więcej nie spojrzał na butelke, to poddałabym się i podała bym butelkę. I wiem, ze jest sporo kobiet, które karmia naturalnie dzieki tej presji (czytaj: nie poddały sie niepowodzeniom) znajdując w tym przyjemność. Daleka jestem od potepiania tych kobiet, które karmia butelką, bo jakie prawo mamy je osądzać ? I powiem szczerze, że gdybym miała teraz drugie dziecko, które byłoby tak absorbujące jak mój pierworodny (np. karmienie co 1,5 godziny przez bite cztery miesiace), to powaznie rozważałabym przejście na butelkę świadoma wszystkich za i przeciw. Jestem gorącą orędowniczka karmienia naturalnego, ale są różne powody, dla których dziecko dostaje butelkę i nawet jesli jest to tylko i wyłącznie wygoda matki to nie nam ją osądzać. Ale uważam, ze lepiej jest wywierać presję na karminie naturalne niz zachęcać do karmienia butelką. A decyzje i tak podejmuje sama kobieta - świadomie (a przynajmniej tak powinno być). Tych co wiedzą lepiej od nas jest mnóstwo i to zarównych tych, którzy wiedzą lepiej od nas że powinnysmy karmić piersią a nie butelką (nie znając naszych motywów), jak i tych, którzy będa nas przekonywać, ze mleko mamy jest za chude i głodzimy dziecko. Dlatego warto wyrobic sobie własne zdanie i tego się trzymać. Wtedy niezaleznie od posobu karmienia dziecka nie będziemy zahukane ani zakompleksione z tego powodu.ATA
      • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 09:50
        Doskonale podsumowałaś całą naszą debatę.DziękiMAdzia
      • Gość: Adzia Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 09:57
        Właśnie Ata napisała o czymś, co dla mnie jest sprawą pierwszoplanową - własne poglądy i odwaga ich wypowiadania. Dziewczyny, czy jest sens męczyć się i wokoło opowiadać, że to karmienie takie upierdliwe, wyspać się nie mogę, pigułek nie mogę, wyjść z domu nie mogę, anemię mam, a karmię, bo presja? Czy ktokolwiek kogokolwiek do czegokolwiek zmusza pod pistoletem? Czy aż tak ważna jest dla nas opinia społeczna, że potrafi w kąt usunąć nasze poglądy i potrzeby?Wszyscy chyba forumowicze są zgodni, że rodzaj pokarmu nie ma nic wspólnego z tym, czy dziecko się kocha czy nie. Co do tego nikogo, jak sądzę, nie trzeba przekonywać. Ubolewać wypada tylko nad osobami, które wtrącają się i krytykują te niekarmiące. Ubolewać, albo ignorować. Ale edukacja społeczeństwa w tym zakresie jest konieczna! Tu się zgadzam w 100% z KvM! Kobiety powinny, na litość Boską, czytać cokolwiek na ten temat! Żeby nie dały sobie wmawiać głupot, żeby nie zaczynały niepotrzebnie dokarmiać, tylko dlatego, że dziecko nie wytrzyma przepisowych trzech godzin. Żeby nie podawały trzymiesiącznym dzieciom pomidorówki.PS. Ja karmiłam - nie miałam problemów. Podziwiam te, które je miały a sobie poradziły. Bo gdybym ja miała problemy, to pewnie bym nie karmiła. Kobieta po porodzie jest tak osłąbiona i zniechęcona, że czasem może nie mieć wystarczającego hartu ducha, żeby walczyć z laktacją. i zrozumienie się jej należy.PS2. Wychowałam się na wsi i potwierdzam to, o czym pisała chyba Madzia - nawet krowy są bardziej czy mniej "zbiorne". Więc czemu u kobiet nie miałoby być podobnie? Świadczą o tym przypadki dzieci karmionych piersią, które nie przybierają na wadze. Jakaś przyczyna tego musi być, prawda?
    • Gość: AgusiaH Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:00
      Padło wiele argumentów i w każdej wypowiedzi jest wiele racji. Ale - jako fanka karmienia - dodam jeszcze jedną obserwację. Cieszę się, że karmiłąm synka piersią. Uwielbialiśmy to oboje. I pamiętam, że z zazdrością przyglądały mi się zarówna moja mama (1 dziecko, karmione piersią 2 miesiące) i teściowa (3 dzieci, karmione butelką) - wtedy nikt nie zachęcał do karmienia piersią. Modne były butelki podawane w równych odstępach czasu. Obie wykształcone, normalne, fajne mamy. Mają poczucie, że coś im uciekło.Więc może dobrze, że teraz promuje się naturalne karmienie? Z drugiej strony, z tej historyjki wynika też dla mnie, że należy z góry odrzucić pogląd jakoby istniał jeden idealny sposób karmienia, wychowania, pielęgnacji. Pewnie każdej z nas po porodzie przydałaby się życzliwa obecność mądrej osoby, ale ile z nas miało takie szczęście? Pewnie łatwiej takie decyzje podejmować przy drugim dziecku. Jeśli będę je miała, na pewno spróbuję karmić naturalnie. Jeżeli z jakichś względów mi się nie uda, trudno. Zrezygnuję - bez poczucia, że jestem gorszą matką. ALe taka mądra jestem dopiero teraz. Nie wiem, jak zniosłabym niemożność karmienia pzry pierwszym dziecku; zbyt mało pewnie się jeszcze czułam w roli matki, żeby dojść do takich wniosków.
    • Gość: Magdalena_mama_Gaby Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:32
      Wiecie co? Tak w związku z tematem przypomniała mi się moja koleżanka. W ciąże zaszła po kuracji hormonalnej. Jak można się było domyślać - ciąża bliźniacza. I kiedy spotkałam się z nią i zapytałam o karmienie, to co usłyszałam zwaliło mnie z nóg... "Karmię butelką. Nie mam zamiaru wyglądać jak XY /tu padło imię naszej wspólnej koleżanki, która karmiła piersią/. W życiu nie chcę mieć tak obwisłych piersi. Nawet jak bluzkę ubierze to to widać. A co na to jej mąż? Jak on może się z nią kochać. Fe! To takie nieestetyczne"Tyle koleżanka... Ja karmiłam piersią 9 miesięcy. Łza kręci mi się w oku, kiedy widzę mamy karmiące. Tak im tego zazdroszczę! I wiem, że radość kolejnego macierzyństwa pogłębia myśl o dzidzi przy piersi. Mam nadzieję, że nic mi w tym nie przeszkodzi.Dziewczyny!Jeśli tylko macie wybór - karmcie piersią. Butelkę zawsze zdążycie podać. A do mam "butelkowców" ;): nie uważam was za gorsze, nie zastanawiam się dlaczego karmicie butelką. Żyjemy w dobie demokracji i mamy wolność wyboru, nawet w tak delikatnej kwestii jak karmienie piersią.Magda :hello:
    • Gość: Mela Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 10:39
      Nie kazdy ma obowiazek karmic dziecko piersia.Nie kazdy tez ma obowiazek gotowac starszemu dziecku obiady ( to taskie czasochlonne :crazy:). Moze je codziennie zabierac do McDonalda i kupowac hamburgery, ale niech nie wciska kitu, ze hamburger jest lepszy!Z postu kurczaka wynika, ze karmirnie ja brzydzilo i bylo niewygodne. Nie tylko ja - tak samo jak moja siostre. Ale ona przeszla nad tym do porzadku dziennego, przez miesiac sciagala mleko i podawala butelka a potem dala spokoj. I nie atakowala innych "wciskajacych jej na sile piers".Przesadzacie. Nie ma ogromnej presji, jest tylko wasze poczucie winy. I moze lepiej podyskutowac jak sobie z tym poradzic niz atakowac kolezanki i panie z apteki?Pierwsze dziecko karmilam... dzien. Dlugo moge pisac dlaczego. Drugie karmie osiemnascie miesiecy. Momo ze:mialam ccbylo wczesniakiemprzez miesiac dostawalo sonde i butelkenie mialam pokarmu - wcale! Pomogly wlasnie artykuly, polozna, mozliwosc wypozyczenia laktatora, mama lekarz ktora zdobyla potrzebne hormony. I karmie wlasnie dzieki tej "presji" jak to nazywacie. A ja nazywam ja checia pomocy osob, do ktorych sie zwrocilam wlasnie dlatego ze przeczytalam te "wciskajace kit" artykuly czy ksiazki. Przy pierwszym dziecku nie mialam takiej szansy.I nie atakujcie klubu "pokarm i milosc" To tak jakby oborzac sie ze jest konkurs Miss Swiata i nie kazda kobieta moze w nim wystatrowac.Pozdrawiam - usmiechnijcie sie do swoich dzieciaczkow przy najblizszym karmieniu :)Mela
      • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 11:04
        Melu, odezwe sie, bo mnie trochu trafilo.Kazda, absolutnie kazda z nas wie, ze karmienie piersia jest najlepsze dla dziecka (mowie to jako matka malego alegika). Licytowanie sie, co jest lepsze: nutramigen czy tez piers uwazam za bezsensowne. Przeciez odpowiedz jest zbyt oczywista.Piszesz: "Nie kazdy ma obowiazek karmic dziecko piersia.Nie kazdy tez ma obowiazek gotowac starszemu dziecku obiady ( to taskie czasochlonne ). Moze je codziennie zabierac do McDonalda i kupowac hamburgery, ale niech nie wciska kitu, ze hamburger jest lepszy!" - wiesz, poczulam sie urazona.Coz, niech nikt mi nie mowi, ze nie ma wartosciowania na te matki lepsze "cyckowe" i te wyrodne (tutaj cisnie sie slowo obrazliwe jakie), butelkowe. No przeciez to co napisalas, to wlasnie takie wartosciowanie.Tylko teraz posluchaj mnie uwaznie: nikt nie bedzie ocenial tego, jakimi jestesmy matkami przez pryzmat tego, czy karmilysmy (i ile) nasze dzieci piersia, czy tez nie.To, na jakich ludzi uda nam sie wychowac nasze dzieci - to bedzie swiadectwo naszego rodzicielstwa.Bandyte tez mozna wykarmic piersia.To tyle.YennaM
        • Gość: Mela Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 11:18
          Yenna!Tak. Dla mnie roznica pomiedzy mlekiem czlowieka - matki a mlekiem krowy jest taka jak pomiedzy dobrymi domowymi obiadami a hamburgerem z podrobow. Moje przekonania wynikaja z wlasnego doswiadczenia jako matki - pierwszego dziecka w ogole nie karmilam, a drugie tak, dodatkowo z racji wyksztalcenia moge cos niecos powiedziec na temat pieknie opakowanych meszanek i moge subiektywnie, podkreslam subiektywnie ocenic roznice, ktora wedlug mnie jest kolosalna.Nie ocenialam matek - ocenialam jedzenie dla niemowlat.Co do samego karmienia piersia - poniewaz karmilam "na dwa sposoby" widze tez negatywy karmienia naturalnego, ale glownie dla matki. Patrzac na potrzeby dziecka nic mnie nie przekona ze powinno dostawac krowie mleko a nie ludzkie. Nawet moja depresja w ktora wpadlam kiedy nie udalo mi sie karmic starszego dziecka. Ale z tego powodu nie atakowalam karmiacych mama i nie pisalam o " szkodliwosci presja karmienia piesia". W ogole nic nie pisalam, bo nie bylo netu. :cry:pozdrawiamMela
          • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 11:26
            Nie, melu. Oceniasz matki - srednio rozgarnieta osoba to zobaczy.W koncu kto, jak nie matka, ZAMIAST PIERSI podaje dziecku te butelke z mlekiem. No kto? Coz, powinnam sobie chyba strzelic w leb :what: :gun: , skoro moje dziecko przeze mnie wpiernicza (sorry za slowo) nutramigen - w koncu to ja go podaje. Jest tak samo wartosciowy jak jakis, za przeproszeniem, g**niany hamburger :(Ide sie wyryczec.I moze przemyslec, co by innego, wartosciowszego, podawac mojemu dziecku zamiast tego nutramigenowatego swinstwa.Nie wracam do tego watku - ciagle chyba mam fobie.Coz, moej zdrowie psychiczne najwyzsza wartoscia.PozdrawiamYennaM
            • Gość: Mela Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 11:46
              Yenna, nie chcialam Cie doprowadzic do placzu :cry:- bardzo przepraszam. Dalsza dyskusja wydaje mi sie bezcelowa, bo trudno uzywac jakiegokolwiek argumentu na grozbe "bo sie rozplacze".Mogie Ci jedynie napisac, ze wiele razy zdarzalo mie sie plakac nad moja starsza corka, urodzona dziwiec lat temu w erze "Presji karmienia mieszanka, najlepiej z Pewexu (mlodsze mamy pewnie nie wiedza co to takiego)", gdzie i lekarz pediatra i mama lekarka przekonywaly mnie do zalet sztucznego karmienia. Moja Marysia placi za moja niewiedze do dzis - od pieciu lat jest na ostrej diecie, (trudnej do wyobrazenia dla postronnego czlowieka), a lista rzaczy ktore moze jesc jest krotsza od tej ktorej nie moze.Zycze usmiechu.Mela
              • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 11:51
                Mela - to nie byl argument"bo sie rozplacze"Nie pomyslalas, ze to, co mowisz moze po prostu kogos bardzo zabolec?Tak normalnie. Trochu empatii.To naprawde bolesny temat dla wielu dziewczyn, ktorym sie nie udalo karmic piersia.Dla mnie na pewno.YM
                • Gość: Mela Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 12:05
                  Yenna!Moj post nie byl skierowany TYLKO do Ciebie. tak naprawde nie czytalam Twojej wypowiedzi przed jego napisaniem - moja wina :( Byl skierowany do mam ktore pisza o tym , ze nie karmia "na zlosc innym". Mam inne zdanie niz one i pozwolilam sobie je wyrazic.Temat jest dla mnie rowniez bolesny - wyobraz sobie za mysle o nim robiac dziecku sniadanie, obiad czy kolacja i kombinujac co dac jej a raczej nie dac do jedzenia , mysle o nim odmawiajac corce jogurtu, chleba czy szklanki kakao.I pisze po to, aby moze przyszle czy rozwazajace wprowadzenie butelki z wygody mamy zastanowily sie czy ta "presja" naprawde jest taka szkodliwa.Koncze temat, bo przeradza sie w dwuosobowa sprzeczke, podobnie jak watek "o kupowaniu czy niekupowaniu uzywanych rzeczy", a forum nie sluzy do tego.pozdrawiam i zegnammela
                  • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 12:13
                    mela - dokladnie czuje to samo.Za kazdym razem, gdy mysle, czym by Michala nakarmic.I czego mu nie moge podac, bo nie :(Moze dlatego ten temat ciagle boli tak bardzo.PozdrawiamYennaM
                    • Gość: Magda_D Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 14:42
                      Yenna,Ja karmilam moje dzieci 8 m-cy a i tak maja alergie (pojawila sie po odstawieniu): odpada mleko, jaja i gluten. Innych potencjalnych alergenow nawet nie probuje. Wiec nie martw sie, ze to przez to karmienie.Magda
                      • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 14:47
                        Magdo, dzieki..Ale i tak nigdy juz sie nie dowiem, co by bylo, gdyby....
      • Gość: Asieniek Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 11:33
        Czytam, czytam i zaczęło mnie świerzbić, żeby też się wypowiedzieć. Z perspektywy osoby tolerancyjnej (nietoleruję tylko nietolerancji ;) ) Otóż karmiłam moją córę piersią, mimo, że szpital, bez mojej zgody i - co gorsza - wiedzy dokarmiał mi córę NAN-em (gwoli wyjaśnienia - szpital pięciogwiazdkowy i jeden z najbardziej renomowanych na Śląsku). Pokarmu przez parę pierwszych dni prawie nie miałam, a dzidzia chciała ssać, mimo, że nie potrafiła się prawidłowo przyssać - efekt był zatem taki, że zamiast mleka leciała ze mnie krew zmieszana z ropą. Ale się zawzięłam. Rycząc z bólu karmiłam tę moją kruszynę z nienawiścią patrząc na puszkę NAN, butelkę i odciągacz, którym nie udało mi się nigdy ściągnąć ani kropli mleka - nabyte za radą personelu przez męża, kiedy jeszcze byłam w szpitalu. Po jakimś miesiącu Ania nauczyła się ssać, ilość mleka się ustabilizowała i rozpoczęła się sielanka. Dzisiaj uważam, że warto było tak cierpieć, a chwile spędzone z małą przy piersi wspominam jako najpiękniejsze z jej wczesnego dzieciństwa.A teraz druga strona medalu: 28 lat przed narodzinami mojej Ani urodziłam się ja, jako trzecie dziecko mamy, która poprzednie dzieci karmiła po kilka lat piersią. A ja byłam inna i ssać nie chciałam. Mama przekonana, że nie ma innej możliwości wytrwale usiłowała karmić mnie swoim mlekiem, którego podobna miała dużo. Efekt był taki, że po 3 miesiącach wylądowałam pod kroplówkami ważąc tyle, ile przy urodzeniu. Przyplątała mi się też żółtaczka i inne szpitalne "przyjemności", tak że pierwszy rok życia spędziłam pielgrzymując po różnych szpitalnych oddziałach. Kilka razy byłam na granicy życia i śmierci, tak że babcia w tajemnicy przed rodzicami wybierała mi już trumienkę :( I teraz myślę sobie, że gdyby moja mama wtedy wpadła na to, że można żywić dziecko też w inny sposób, to miałaby w domu wesołego, pogodnego malucha, a nie kiwającego się w łóżeczku - bardzo zresztą grzecznego i niekłopotliwego - roczniaka. A ja miałabym o wiele szczęśliwsze dzieciństwo i mniej skrzywień psychicznych, których odkrywam u sobie niestety sporo :(. Myślę, że w każdej dyskusji trzeba przyjąć pewne podstawowe prawdy podstawowe. Ja proponuję takie:1. Mleko matki jest dla dziecka lepsze od sztucznych mieszanek (za wyjątkiem poważnych przeciwskazań lekarskich)2. Nie wszyskie mamy mogą w ten sposób wykarmić swoje dzieci.3. Edukacja jest potrzebna. Ale w obie strony.Pozdrawiam wszytkie emamy - te karmiące piersią i te butelkowe. :hello:
      • Gość: kuraczek Re:polacy zawsze lubili walczyc z przeciwnosciami IP: *.* 08.02.02, 13:00
        Tak, mleko matki w przeciwieństwie do mieszanek posiada przeciwciała, które budują odporność małego organizmu. I chwała karmiącym matkom, które z przekazywania tych przeciwciał czerpia dużo radości. Ja nie należałam do takich. Za dużo nerwów. Wolę dawać synowi miłość i pokarm w butli, a nie złość i cyc. A sprawa "mody na karmienie" ,która była już poruszna, to właśnie nic innego jak obrazek matki która wściekła i znudzona podaje dziecku pierś "bo tak trzeba" i do tego ogranicza cały kontakt z dzieckiem. W szpitalu mnie tak wymęczyli przystawiając Antka,że chciałam obwiązać sobie piersi bandażem i udawać własnego męża, żeby tylko nikt mnie już nie dotykał. Zgadzam się że trzeba propagować karmienie naturalne, bo często matki poddają się odrazu, zmeczone porodem i zniechęcone trudnościami.Ale trzeba znac granice! Czułam się koszmarnie, jek piąty dzień mój syn wył, a ja nie mogłam nic zrobić. W końcu cudem się udało, ale tylko połowicznie. Te wszystkie historie z "klubu pokarmu i miłości" mają zawsze happyend. I gloryfikowane mamy nie myśla o tych, które wykonały taki sam wysiłek,a nic im z tego nie wyszło. Zamiast wesprzeć takie osoby, faszeruje się je tekstami że każda matka może wykarmić swoje dziecko, cudownie pogłębiając ich depresję. Absolutnie jestem za mlekiem matki, ale nie tylko w cielesnych pojemnikach :). Naładujmy nasze dzieci przeciwciałami, ale przede wszystkim miłościa. Wiecie że ten ładunek uczuciowy wystarcza potem na całe zycie? A ja jako przykład "ofiary" butli rosnę zdrowo ;). I mój syn ze smakiem je swojego gerbera zarówno z ręki mamy jak i taty. A więź kwitnie. Nie dajmy sie zwariować, posłuchajmy siebie i dziecka i ...róbmy swoje... :hello:
        • Gość: kuraczek Re:do meli IP: *.* 08.02.02, 13:09
          pochopne to wnioski, z tym brzydzeniem i wygodą. Mój lekarz juz jak karmilam, powiedział że był przekonany ze nie dam rady (kwestia anatomii) , a panie które targały mój biust, nie działały ze złej woli, tylko kompletnie nie miały pojęcia o psychologii. Pani z poradni laktacyjnej, która przsiadywała u mnie godzine dziennie, wychodziła co jakiś czas na chwile i wracała z promiennym uśmiechem "o wlaśnie udało mi się przystawić kolejnego malucha". Myślała ze to mnie zastymuluje. A we mnie to pogłebiało tylko bunt. Kazdy jest inny. Jeden lubi dżem a drugi frytki. Nie czerpałam z karmienia takiej przyjemności, nie czułam mistyczności tej chwili. Ba, chciała jak najszybciej skończyć. A karmiłam 3 miesiace, bez obrzydzenia. Ale juz dziękuję i wcale nie była to łatwa deczja.
        • Gość: ruda Re:polacy zawsze lubili walczyc z przeciwnosciami IP: *.* 08.02.02, 13:36
          Ależ koszmary opowiadasz, dobrze, że mnie nikt profesjonalnie dziecka do cycka nie przystawiał...
    • Gość: Adzia Re: Szkodliwe skutki - tylko o czym ta dyskusja? IP: *.* 08.02.02, 10:55
      Hmmm, a ja tu zauważyłam symptomy czegoś, to się często zdarza w Internecie - że ludzie nie polemizują z poglądami innych ludzi, tylko z poglądami, które im przypisują.Słuchajcie, czy ktokolwiek tu napisał, że:1. Butelka jest zdrowsza od piersi?2. Kobiety niekarmiące to wyrodne matki?3. Najważniejszy dla kobiety powinien być wygląd piersi?4. Każda kobieta może wykarmić dziecko?5. Nikt nie ma prawa namawiać kobiety do karmienia?6. Każdy ma prawo zmuszać kobietę do karmienia, nawet, jeśli ona tego nienawidzi?Jeśli ktoś coś takiego napisze, to można by polemizować. Ale popatrzcie na tę dyskusję - moim zdaniem wiele osób szuka na siłę różnic poglądów. Bo one są w zasadzie podobne. Różni je tylko definicja określenia "presja" - dla jednych jest to wymyślanie od wyrodnych matek, a dla innych ulotki w szpitalach namawiające do karmienia. A to nie jest to samo. No popatrzcie przez chwilę - czy z powodu tej różnicy definicji wymiana poglądów nam się nie rozmija? Przypomina mi to kawał o Wąchocku, jak to zbudowano drogę dwupasmową, bo zaczęli z dwóch stron i się rozminęli ;-)Pozdrawiam Agnieszka
      • Gość: Anjam.Adasia Re: Szkodliwe skutki - nie to miałam na mysli. IP: *.* 08.02.02, 12:44
        Dziewczyny,jejku, ale żeście dały do pieca.... ufffffffffffSama karmię piersią i cieszę się,że tak jest póki co, ale szkoda mi tych mam które nie mogą karmić!!!!!I TAKA BYŁA MOJA REFLEKSJAAkurat ja osobiście spotkałam się presją od czasu porodu Adasia i miałam kontakt z mamami niekarmiącymi i żaliły mi się że są dyskryminowane i wstydzą się czasami przyznać do butelki.(Być może że jest to wewnętrzne poczucie winy o którym pisała Agata - całkiem możliwe.)Ot co, to wszystko .....Presja jest mniejsza czy większa może nie każda z Was to odczuła- a niestety nie każda kobieta po porodzie i młoda matka jest w stanie wykazać się dostateczną asertywnością zwłaszcza taką typu męskiego. Sama często nie jestem asertywna a ostatnio już napewno jakby mniej.I nie denerwujcie mnie już bo mi zaraz zabraknie pokarmu i dopiero będzie awantura ;)I jeszcze jedno nie sądzę że karmienie butleką z konieczności to wygodnictwo, a co ze sterylizacją, alergią, drogimi bądź co bądź mieszankami, zaparciami, kolkami i etc.Ale dobra zresztą mi znacznie wygodniej jest podać pierś, i dlatego jestem wygodnym leniuchem.Pa pa..... Buziaki Anja z Adasiem przy cycku !!!!!.
        • Gość: wiesia Re: Szkodliwe skutki - nie to miałam na mysli. IP: *.* 08.02.02, 13:11
          Anjam. Czytałam tylko niektóre posty w tym wątku i nie mama siły na więcej. Ogólnie mogę tylko napisać, że zgadzam się całkowicie, z tym co napisałaś. Ja karmiłam 21 miesięcy, z wygody i oszczędności ;-). Nie widzę w tym żadnego bohaterstwa z mojej strony, za to współczuję tym, które nie mogły z takich czy innych względów. Potępianie czy wynoszenie się nad te z mam, które miały mniej szczęścia i było im trudno lub wręcz nie mogły karmić piersią uważam za wyjątkowo niskie!
        • Gość: ruda Re: Szkodliwe skutki - nie to miałam na mysli. IP: *.* 08.02.02, 13:33
          Ja chciałam dorzucić też swoje 3 grosze, bo mi się uzbierało refleksji. Sama karmiłam 7 miesięcy, bez orgazmów na tym tle, z sympatią dla dziecka do pół roku wyłacznie na cycku, potem jak zaczęła dostawać coś innego, szczególnie butlę, jak byłam w pracy - odstawiła się sama. I obie byłyśmy zadowolone, bo ja chciałam karmić, ale zawsze uważałam, że za długo to obrzydliwe: jak dziecko kotleta mlekiem z biustu zapija, a ponadto spodziewałam się nadmiaru kofeiny i adrenaliny przed egzaminem sędziowskim. Zatem mała się sama odessała a ja sama straciłam pokarm. Tak naturalnie jak karmiłam, tak przestałam. Aha, a na początku miałam mleko w kolorze kremowym, choć niektóre kobiety ledwo wodnisto-sine, to a propos, że każda kobieta wykarmi dziecko, nie każda, jak kto ma słaby organizm (albo i co innego, nie wiem skąd to się bierze), to i mleko "tęgie" nie będzie.Dlaczego to piszę, bo 8 lat temu moja wtedy 20 letnia koleżanka urodziła syna i stwierdziła, że pokram rodzi się w głowie. dlatego to, co ja miałam w głowie przestawiło się na praktykę: jak u mam, które po cesarkach i braku pokarmu jednak zaczęły karmienie. Mnie by się pewnie nie chciało.I spośród moich znajomych kazda karmiła tyle ile chciała - bez problemów: nawet jedna też 8 lat temu po cesarce w pełnym znieczuleniu od drugiej doby, jeszcze becząc przy każdym ruchu na łóżku, po drugiej cesarce już w znieczuleniu zewnątrzoponowym też karmiła, bo się świetnie (w porównaniu) czuła. Tylko jak maluch miał 10 miesięcy i musiała iść do szpitala z zapaleniem otrzewnej po rozlanym wyrostku to beczała w szpitalu, że jednego synka karmiła 2,5 roku, to jak drugiego może karmić tylko rok??? No same powiedzcie, jak mogłaby go tak skrzywdzić? I metodami różnym utrzymała to mleko i karmi go do dziś (mały ma 2 lata i 3 miesiące. Ja jak widzę to, to mnie mdli (choć pozwoliłam jej jakieś pół roku temu spróbować nakarmić moją baśkę, bo się upierała, że się zassa po pół roku od odstawienia, bobas 13 miesięczny, a ta popatrzyłą na nią jak na głupa i uciekła). Ale dlatego właśnie, że mam takie a nie inne doświadczenia uważąm, że każdy powinien robić to, co sam podświadomie czuje, że jest lepsze. Jeśli dla kogoś wyciękające z cycków mleko jest obrzydliwe, to katowanie się dla dobra dziecka oboje przyprawi o nerwicę. Zgoda, że mleko matki jest zdrowe, ale jak dziecko się z nim napije maminej złości, to go brzuch rozboli.I ku przestrodze ba koniec: widziałam oststnio program Rozmowy w toku, gdzie wystąpiła pani z zakażona HIV - o czym nie wiedziała i karmiła 8 miesięcy dziecko, które urodziło się zdrowe i z jej mlekiem nabyło chorobę...Owszem, powie ktoś: przypadek jeden na milion, ale się zdarzył.Mam nadzieję, że nikogo nie atakowałam? Tak mnie tylko naszło, żeby napisać parę refleksji, zwłaszcza, że w 3 miesiącu diety cud, czyli karmienia (bo moje dziecko po wszystkim bolał brzuch) też byłam bliska załamania, a jak mi chłop mówił, że to dobre dla dziecka, to beczałam, że nie jem od 3 miesięcy i co o nim myślę, niech sam karmi... Ogólnie zaś byłam zadowolona, że jednak wszystko poszło zgodnie z planem. No i dlatego ważne jest, żeby się wcześniej namyślić, czy dziecku dać jedno czy drugie i być konsekwentnym.
          • Gość: 220571 Do Rudej IP: *.* 10.02.02, 19:28
            ruda napisała/ł:> Aha, a na początku miałam mleko w kolorze kremowym, choć niektóre kobiety ledwo wodnisto-sine, to a propos, że każda kobieta wykarmi dziecko, nie każda, jak kto ma słaby organizm (albo i co innego, nie wiem skąd to się bierze), to i mleko "tęgie" nie będzie.Przy pierwszym dziecku miałam takie właśnie żółte mleko. To jest "wstępne" mleko. W nim jest najwięcej przeciwciał, jest go bardzo mało. Kasia mało ssała, więc utrzymywalo się przez kilka dni. A pielęgnarki nademną biadoliły, że nie wykarmię dziecka, bo chuda jestem i tego mleka mało. A noworodkowi do żoładka na raz mieści się podobno tyle ile zawiera łyżeczka od herbaty.Przy drugim dzidziu nie zdążyłam zauważyć tego żółtego mleka, bo Gabrysia jak się przyssała dwie godziny po porodzie to się odessała po12 godzinach o ile dobrze pamiętam. A na drugi dzień już miałam nawał.> I ku przestrodze ba koniec: widziałam oststnio program Rozmowy w toku, gdzie wystąpiła pani z zakażona HIV - o czym nie wiedziała i karmiła 8 miesięcy dziecko, które urodziło się zdrowe i z jej mlekiem nabyło chorobę...> Owszem, powie ktoś: przypadek jeden na milion, ale się zdarzył.Przy przechodzeniu przez jezdnię też zdarzają się wypadki. Czy mamy przestać zbliżać się do drogi :what: ? Jakiś to dziwny argument. I na dodatek zdaje mi się że wypadki zdarzają się częściej, niż taki sposób zakarzenia wirusem HIV.Pozdrawiam PS Kasię karmiłam 22 m-ce, a Gabrysię dopiero 11-ty miesiąc i dla mnie to jest naturalne :)) i normalne :)).
            • Gość: madzia22 Re: Do Rudej IP: *.* 10.02.02, 19:44
              Z tą chudością i pokarmem też jest dość różnie. Moja siostra jest chuda jak szczapa, chudsza ode mnie. I choć ja rzeczywiście mleka nie miałam, ona ma go tyle, że po każdym nakarmieniu dziecka odciągała sobie jeszcze jakieś 250 - 300 ml mleka.Madzia
            • Gość: ruda Re: Do Rudej IP: *.* 11.02.02, 17:27
              Ja takie mleko miałam wiele dni, a nie po porodzie.A poza tym chodziło mi generalnie o to, co się dzieje w głowie i jak to rzutuje na organizm kobiety, w szczególności miałam na myśli to, że wiele kobiet powie, że miały mało pokarmu i nie karmią dzieci i w ich świadomości one się nie "wykręcają", jak to określiłaś chyba poniżej. Uważam, że ja też, gdybym chciała, mogłabym karmić aż do dziś, ale zniesmaczały mnie kobiety z zębatymi pociechami przy piersi, więc się zablokowałam zapewne. I nie wykręcam się niczym poza moim przekonaniem, że dziecku zębatemu karmiąc je kilka razy w nocy mogę te żeby popsuć oraz tym, że uważam, że takiemu dziecku już mleko matki nie służy jako pokarm. Je co innego. Pomijając, jak pisałam, że nie prowadziłam przed egzaminem sędziowskim zdrowego trybu życiaA co do przykładu z HiVem, masz rację, może mnie czy Ciebie samochód trzasnąć dziś jeszcze, ale chciałam tylko napisać, że czasem nie przewidzimy, co jest dla naszego dziecka lepsze, a co mu zaszkodzi. Ja naprzykład nie znosząc mleka piłam je jakiś czas po urodzeniu dziecka i kosztowało nas miesiąc wycia, zanim weliminowałam z diety wszystko poza gotowanym mięsem, gotowanymi warzywami i chlebkiem. A wcześniej chciałam być dobrą mamą i odżywaić malucha mleczkiem, brr..Podsumowując, chodziło mi o to, że w wielu przypadkach karmienie jest dla kobiet tak stresujące i niewygodne, że nie ma mowy, by dobrze służyło dziecku. Ale w sumie moż ebez sensu się rozpisuje, bo widzę, że wątek zatacza kręgi jak każdy i w tonie mi nie odpowiadającym. To jest tak jak z porodem: naturalnym czy CC. Chyba bez sensu dyskutować z kimś, kto nie uznaje, że są inni od niego...
              • Gość: 220571 Re: Do Rudej IP: *.* 11.02.02, 18:39
                Mnie nie chodzi o to, żeby wszyscy karmili piesią. Niech każdy robi co chce. Ale jeśli mama od początku daje butelkę, karmi coraz rzadziej, pali papierosy itp. A potem stwierdza: "Nie miałam pokarmu." A tak naprawdę NIE ZALEŻY JEJ. Więc niech powie "Chcę karmić butelką bo tak wolę". I "złego słowa jej nie powiem ;)) ".Pozdrawiam serdecznie :hello:
        • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki - nie to miałam na mysli. IP: *.* 08.02.02, 13:52
          Asieniek, Adzia, Kuraczek i Anja, chwała Wam za dzisiejsze posty !!!Bo mi szczęka opadła że znowu ktoś próbuje nam wmawiać że jesteśmy przeciwko propagowaniu karmienia naturalnego lub chcemy uczynić z niego temat tabu. Co za nieporozumienie !Pozdrowienia dla wszystkich dyskutantów :hello:Agnieszka
          • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki - nie to miałam na mysli. IP: *.* 08.02.02, 16:24
            AgnieszkaP. - a ja, a ja. Zapomniałaś o mnie? :-(Madzia
            • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki - MADZIU PRZEPRASZAM IP: *.* 08.02.02, 16:38
              Madziu, wybacz !!!Oczywiście, to wszystko dlatego że u mnie było po 7 rano, córa do szkoły, mały bryka po podłodze chyba z zawartością w pieluszce, a ja przy komputerze, w piżamie i z rozwianym włosem. No i z opadniętą szczęką.Pozdrowienia,Agnieszka :hello:
              • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki - MADZIU PRZEPRASZAM IP: *.* 08.02.02, 17:28
                Dziękuję, dziękuję ;-)Madzia
                • Gość: NAB Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersia IP: *.* 08.02.02, 18:05
                  A ja napiszę tak: punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. 4 lata temu urodziłam synka. Mały był nie dotleniony, trafił do inkubatora. Mnie kazano ściągać mleko. Nikt nie pokazał jak, nie powiedział ile. Próbowałam, starałam się jak umiałam, ale słyszałam tylko słowa krytyki od personelu. Synek dostawał butelkę, a potem piersi już nie chciał. Nie było nikogo, kto by pomógł. A przecież pytań i wątpliwości jest na początku mnóstwo. Skończyło się na tym, że 2 miesiące ściągałam mleko i podawałam w butelce, dokarmiając mieszanką. Ale mleka ściągniętego bylo coraz mniej i wkońcu została tylko mieszanka. 2,5 roku pózniej urodziłam córkę. Była zdrowa, dorodna i umiała ssać. Od razu wiedziała o co chodzi. Pielęgniarki jak dokarmiały to strzykawką i wodą, a nie mieszanką. Po takim dobrym początku karmiłam ją 1,5 roku.Jak widac jedno dziecko umiałam wykarmić, drugie nie. I jak tu można mówić o dobrej matce, czy złej? To ja jestem która?Wszystko jest zależne od sytuacji po porodzie, stanu zdrowia matki, dziecka, życzliwości i fachowej pomocy personelu szpitala. Nie uwazam więc, że trzeba winic matki, kórye nie karmią. Trzeba im pomóc i to od pierwszych chwil po porodzie, poczynając od położnych a koncząc na "życzliwych" ciociach, sąsiadkach, koleżankach.Pozdrawiam wszystkie karmiące mamy butlą i piersiąSylwia :hello:
        • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki - nie to miałam na mysli. IP: *.* 08.02.02, 16:00
          Anjam, masz rację. Nie razbrakowalo mi tej piersi, szczególnie w podróży. Trzeba pamiętać żeby zabrac wrzatek przegotowana wode, miec pod ręką butelki, miesznkę etc.ZazdroszczęMadzia
    • Gość: nastka2001 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 20:13
      Mnie osobiście najbardziej denerwuje licytowanie się Matek -Polek jak długo karmiły. I robienie z tego długiego karmenia pomnika macierzyństwa. (dlatego całkowicie zgadzam się z rudą). Przeczytałam kilka książek i tony gazet. Karmienie przez kilka pierwszych dni piersią jest bardzo ważne, przez trzy pierwsze miesiące zapewnia dobry start w życiu, przez pół roku super, do ukończenia pierwszego roku życia dobrze. Nigdzie nie znalazłam informacji, że dziecko powinno być karmione dłużej. W jednej tylko pozycji jest napisane, że niektórzy pediatrzy zalecają karmienie piersiądo końca drugiego roku życia. I dlatego uważam, że to właśnie mamy karmiące dziecko długo robią taką atmosferę, że taki kuraczek karmiąc "tylko" 3 miesiące pisze jakby wcale nie karmiła, i że ja, której dziecko odrzuciło pierś w wieku 4 mies. czułam się nie raz podle. A z tego co udało mi się doczytać 22 miesięczne karmienie to tylko decyzja mamy podyktowana raczej jej chęcią, czy wygodą niż względami medycznymi. (pomijam przypadki alergii).I jeszcze mnie wkurza, pisanie, że się mi współczuje. Jak się przebiję przez to współczucie wywołujące u mnie poczucie winy (bezpoctawne) to jest super.Nastka2001A karmienie butlą jest wygodniejsze tysiąc razy. Już nie muszę szukać godzinę miejsca gdzie mogłabym nakarmić swoje dziecko. A zimą nie wyobrażam sobie.
      • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 08.02.02, 21:04
        Na mojej zaprzyjaźnionej wsi jest kobieta, która karmiła swoje dziecko piersią do ........ uwaga, uwaga! obstawiajcie!...... 12 roku życia.Supermama chciałoby się powiedzieć.Ten post jest ironiczny i miał być ironiczny, nikogo nie chcę w nim obrazić ani urazić.Piszę, zeby było trochę weselej.Madzia
    • Gość: Grażyna Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 09.02.02, 01:13
      Hura wytrwałam i przeczytałam wszystkie posty , dlatego musze coś napisać. Ja karmiłam córke przez 22 miesiące i o odstawieniu podją decyzje właściwie mój mąż powiedział już dość. Wcale przez to nie była zdrowsza bo chorowała od 1 roku życia nawet na zapalenie płuc gdy miała rok i trzy miesiące , więc nie jestem przekonana otym czy karmienie daje więcej zdrowia dla mojego dziecka. Karmienie dla mnie było łatwiejsze. Mała była ciagla głodna, ja ne wyobrazałam sobie że mogłabym karmić ją inaczej. Otoczenie (moje szwagierki które karmiły krótko miesiac lub trzy)nie dopingowały mnie wręcz nazywały "matką polką" z ironią - O ona dalej karmi. Kiedy przestaniesz?- Takie słowa nie dodaja otuchy. Pocieszały mnie jedynie czasopisma . Dodać musze że karmienie przyszło mi w miare łatwo , z jednym poważnym kryzysem w trzecim tygodniu. Mogłam wtedy przestać karmić, ale tak mi to nie dawało spokoju że sie nie poddałam i właśnie na przekur postanowiłam karmić dalej. Stwierdziłam że to jest niemożliwe aby pokarm się skończył z dnia na dzień mąż mnie poparł i pomagał na swój sposób(wiem że sie tym martwił). Mała dość dobrze przybywała na wadze wrecz była gruba jak lekarz zobaczyła jaką ma noge to mu szczenka opadła. Teraz mam drugie dziecko i postanowiłam je karmić piersią , tak postanowiłam ale to przez to że pierwsze karmiłam . Jak byłam w ciaży z pierwszym dzieckiem to wcale nie planowałam karmienia nie wiedziałam jak to będzie nawet później jak karmiłam to brakowałomi wiecie czego karmienia butelką tak jak to robiłam będąc dzieckiem z lalkami. Ciekawe nie . To były moje decyzje i nikt mnie do niczego nie zmuszał jestem zadowolona że tak postapiłam mimo że otoczenie patrzy na to dosć dziwnie wcale nie z euforią. Karmiąc starszą czasami wydawało mi sie że to ja jestem dziwna (nawet ta gorsza)że karmie bo to jest żadkość i generalnie to karmi sie butelka . To wszystko nie jest takie proste i oczywiste , ale decyzje o tym czy kobieta karmi czy nie podejmuje ona sama i najlepiej gdyby miała w tym poparcie bliskich . Obojetnie jaka podejmie decyzje. Wiecie jaka jest jedna zasadnicza wada karmienia piersia ?Taka że nie można ustalić dyżurów nocnych z mężem na wstawanie do dziecka. Ta ja mam monopol na nocne wstawanie bo ja karmie a on jest wiecznie niewyspany. Niezłe co.To tyle co chciałam na ten temat powiedzieć. Pozdrawiam wszystkie mamy . Cieszcie sie waszymi dziećmi. Grażyna :helo:
    • Gość: janeczka Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 10.02.02, 14:03
      No tak...Moja babcia mówi-"Jak to kiedyś było, że każda kobieta po prostu MUSIAŁA wykarmić dziecko?". I wykarmiała. No a potem przyszły nowe czasy, moda na milupę i humanę z Pewexu. Ciągle słyszałam o szkodliwości mleka matki-jakie ono chude, jak po nim dzieci żle rosną, jak chorują.I wiecie co? Jako 19 latka zobaczyłam pierwszy raz w swoim życiu kobietę karmiącą piersią! Oczywiście wszyscy jej tłumaczyli, że skoro ma prawie 40 lat, to ma zły pokarm, ba, "co takimi starymi cyckami można narobić"(przepraszam, ale ja cytuję)...Rad dostawała mnóstwo, ale postanowiła przy swoim-i karmiła do 2 roku życia. Znam mamy 8-10 dzieci, które wracały z dziećmi ze szpitala, w domu czekało Bebiko, a one biedne odciągały ten toksyczny pokarm i wylewały go do zlewu... Karmienie piersią było ohydne, złe, niehigieniczne...Włos mi się na głowie jeży, jeśli powspominam sobie opinie na temat kobiecego pokarmu, których nasłuchałam się w dzieciństwie. I jakoś babci nie do końca wierzyłam, że jeśli kobieta chce, to może karmić dziecko, że to nieprawda, że ten pokarm jest zły i szkodliwy... Dzięki Bogu, że widziałam ciocię karmiącą trzecie dziecko, dzięki Bogu, że w liceum zaczęłam czytać Dziecko-głównie dzięki "Dziecku" karmię i miałam siłę, by o to WALCZYĆ.Będę wdzięczna im do końca życia za cenne rady, za rady p. Moniki Staszewskiej. Rozzumiem, że rzeczywiście czasem jest trudne to karmienie, że nie można, ale warto o to walczyć.Właściwie niedługo ze łzami w oczach odstwię swojego synka. I wiem, że żadna butelka nie zastąbiłaby Synkowi mnie i mojego mleczka. Chciałabym spotkać dziś tę połozną, która po porodzie na siłę dokarmiała mi dziecko bebikiem i wmawiała, że nie mam pokarmu. Ciągle słyszę "O!Jak spadł na wadze! Zagłodzić dziecko pani chce!!!". Po powrocie do domu-do 6 miesiąca karmiłam swojego maluszka tylko piersią. Mleka miałam tyle, że jeszcze dwoje mogłabym wykarmić-od nadmiaru pokarmu, który ze mnie się wylewał, byłam ciągle mokra...Synek pięknie przybierał na wadze.I uważam, że trzeba propagować karmienie piersią.Sama wychowałam się na butelce-podobnie moi bracia - jesteśmy okropnymi alergikami.Dzięki mnie także moja mam przekonała się, że pokarm kobiecy jest zdrowy i najlepszy dla dziecka.
      • Gość: 220571 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 10.02.02, 16:09
        Urzekł mnie Twój post.Pozdrawiam serdecznie
        • Gość: 220571 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 10.02.02, 16:11
          To było do Janeczki. (tak dopisuję, gdyby kogoś wrzuciło tu w środek).
    • Gość: 220571 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 10.02.02, 20:20
      Przeczytałam wszystko. Łatwo jest powiedzieć "Proszę karmić piersią." Ale trudniej odpowiedzieć na wiele pytań. Właśnie mam zapalenie piersi. Jestem na antybiotyku i karmię dalej TYLKO dzięki "propagandzie" i internetowi (www.laktacja.pl). Byłam u lekarki pierwszego kontaktu (wielkiej zwolenniczki karmienia piersią). Po ustaleniu co mi jest, stwierdzenie: "No to musi pani przestać karmić, bo chcę dać antybiotyk" :(( . Doiero ja sugeruję jaki antybiotyk można... Nic dodać nic ująć. Ja jestem kobietą "świadomą" zalet, chce mi się karmić, ale podkreślam, zawdzięczam to szkole rodzenia i "presji". A co będzie, jeśli do tej samej lekarki przyjdzie dziewczyna, która bardzo chce karmić, nic nie wie o zaletach, ale lubi i chce karmić?Lekarze i położne podają sprzeczne informacje jak postępować w razie jakichkolwiek problemów w karmieniu piersią (spotkałam się z opinią pielęgniarki, że kapusta to jakiś głupawy zabobon :ouch: a przy zapaleniu trzeba "Zacisnąc zęby i odciągać pokarm aż pierś będzie pusta, bo przecież dziecko NIGDY nie da rady wypić wszystkiego do końca." A moje zapalenie to nie była zastój pokarmu). Człowiek może się w tym wszystkim pogubić.Uważam że jeśli kobieta ma wsparcie, ale taki prawdziwe (i słowa otuchy i fachową, jednoznaczną pomoc) to każda może (ale czy będzie chciała to inna sprawa) wykarmić swoje dziecko. Te dziewczyny, które opisywały tu swoje problemy, gdyby miały NAPRAWDĘ FACHOWĄ pomoc to karmiłyby nadal. W szkole rodzenia wykład o karmieniu miała nie JAKAŚTAM pani, tylko mama bliźniaków wykarmionych piersią. Była bardzo życzliwa, rzeczowa i miła.W szpitalu po porodzie czułam się jak wyrodna matka, bo zabroniłam podawać butelki i smoczka. Często (według mnie) matki "wykręcają" się brakiem pokarmu ("Jak zobaczyłam ile uciągnelam to zaczęłam podawać butelkę" to jest autentyk - ja "uciągnę" najwyżej 50 ml i nie muszę dokarmiać a dzieci dobrze rosną). Karmienie często jest trudne, ale czy wszystko jest w życiu jest łatwe (poród). Jeśli się czegoś chce bardzo to wszystko może być. Najważniejsze to mieć w sobie spokój i pewność siebie, własnego postępowania. Nie martwić się na zapas. I nie zrażać się zbyt szybko trudnościami. A wszystkich "życzliwych" olać. Ale mi tu wyszło pięknie na końcu, aż chciałabym tak umieć (zwłaszcza to ostatnie :lol: ).Pozdrawiam serdeczniePS I jest mi wszystko jedno jak kto karmi, byle się głupawo nie wykręcał. Najważniejsze, żeby kochać dziecko. Co nie zmienia faktu, że pokarm mamy jest najlepszy, przecież to sama natura tak wymyśliła. A jak człowiek zaczyna poprawiać naturę, to różnie to bywa... :crazy:A miało być krótko i jasno :lol:
      • Gość: Magda_D Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 10.02.02, 20:48
        Gosiu,Zgadzam sie z wieloma rzeczami, ktore napisalas (to, ze kobiety spotykaja sie ze sprzecznymi informacjami a jednak nie moge sie zgodzic, ze kazda kobieta moze wykarmic swoje dziecko (przy profesjonalnym wsparciu) a jesli jej sie nie udaje to dlatego, ze sie "wykreca brakiem pokarmu".Wierz mi, ze korzystalam z profesjonalnego wspracia: czytalam m.in. strony LLL (La Leche League) - znalazlam tam wiele informacji o ktorych na polskich stronach cisza, Parentsplace, doradzala mi tez (bardzo mila) pani z Laktarium. A jednak mimo ze dzieci wisialy na piersiach non-stop a w przerwach odciagalam pokarm (po 20 ml) to ilosc pokarmu sie nie zwiekszyla.Moim skromnym zdaniem, zawinila tu moja osobowosc - za bardzo mi zalezalo zeby wykarmic dziewczynki (bo to takie zdrowe). A jakie wsparcie mogloby mi pomoc - psychoterapia? Kiedy przy dwojce niemowlat?Uwazam, ze wsrod wszystkich informacji (cennych) na temat karmienia piersia brakuje wiadomosci o tym, kiedy warto przestac: kiedy cale to karmienie staje sie walka, ktora zaslania przyjemnosc bycia z dzieckiem. Karmilam dziewczynki przez ponad 8 m-cy i powinnam byc z siebie dumna, a jednak mam poczucie porazki, bo w moim przypadku nie sprawdzilo sie twierdzenie, ze kazda matka jesli tylko zapragnie moze wykarmic swoje dziecko. Twoje porady zieja optymizmem i to bardzo pieknie, ale mysle, ze wielu mamom, ktore karmily krocej niz zamierzaly, moze sie zrobic przykro. Zycze powodzenia w dalszym karmieniu piersia.Magda
        • Gość: 220571 Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 10.02.02, 22:44
          Smutno od mojego postu? To bardzo przepraszam :jap: . mama Ewelinki i Zosi napisała/ł:> Moim skromnym zdaniem, zawinila tu moja osobowosc - za bardzo mi zalezalo zeby wykarmic dziewczynki (bo to takie zdrowe). A jakie wsparcie mogloby mi pomoc - psychoterapia? Kiedy przy dwojce niemowlat?Czyli według mojej "terorii" nie miałaś optymalnych warunków ;) .> a jednak nie moge sie zgodzic, ze kazda kobieta moze wykarmic swoje dziecko (przy profesjonalnym wsparciu) a jesli jej sie nie udaje to dlatego, ze sie "wykreca brakiem pokarmu".Trochę mnie źle zrozumiałaś. Wiele kobiet rezygnuje, bo tak na prawdę nie chce się im poczytać , poszukać itp. A potem twierdzą, że nie miały pokarmu - bo z tym trudno dyskutować.Pozdrawiam serdecznie.
          • Gość: Magda_D Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 11.02.02, 09:26
            Gosiu,Sorry, ze to ciagne, ale chcialabym zebysmy doszly do jakiegos konsensusu: > mama Ewelinki i Zosi napisała/ł:> > Moim skromnym zdaniem, zawinila tu moja osobowosc - za bardzo mi zalezalo zeby wykarmic dziewczynki (bo to takie zdrowe). A jakie wsparcie mogloby mi pomoc - psychoterapia? Kiedy przy dwojce niemowlat?> > Czyli według mojej "terorii" nie miałaś optymalnych warunków ;) .Ale kto w takim razie ma takie optymalne warunki?? Nie zyjemy w raju i trzeba brac pod uwage realia a nie hipotetyczne optymalne warunki. Mialam wiedze i pomoc - i to nie wystarczylo.> > > a jednak nie moge sie zgodzic, ze kazda kobieta moze wykarmic swoje dziecko (przy profesjonalnym wsparciu) a jesli jej sie nie udaje to dlatego, ze sie "wykreca brakiem pokarmu".> Trochę mnie źle zrozumiałaś. Wiele kobiet rezygnuje, bo tak na prawdę nie chce się im poczytać , poszukać itp. A potem twierdzą, że nie miały pokarmu - bo z tym trudno dyskutować.A poczytaj co napisaly tu mamy - czy wiele z nas pasuje do Twojego opisu? Gdzie jest to "wiele kobiet"? Znowu rozmawiamy o przypadkach hipotetycznych - przeciez nie wiesz jaki procent tak naprawde rezygnuje z powodow przez Ciebie podanych. Dlaczego z gory zakladac, ze winna jest zla wola (czyli brak checi)? Apeluje o wiecej zrozumienia dla przedstawicielek naszej plci.Pozdrawiam tez serdecznie (w ten paskudny dzien)Magda> > Pozdrawiam serdecznie.
            • Gość: 220571 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 11.02.02, 14:32
              mama Ewelinki i Zosi napisała/ł: > Ale kto w takim razie ma takie optymalne warunki?? Nie zyjemy w raju i trzeba brac pod uwage realia a nie hipotetyczne optymalne warunki. Mialam wiedze i pomoc - i to nie wystarczylo.Ja mam optymalne warunki :)). Mam bardzo rzadko problemy typu zapalenia, chcę i lubię karmić, nie stresuję się tym, że mi braknie mleka, więc mam go dużo. > A poczytaj co napisaly tu mamy - czy wiele z nas pasuje do Twojego opisu? Gdzie jest to "wiele kobiet"? Znowu rozmawiamy o przypadkach hipotetycznych - przeciez nie wiesz jaki procent tak naprawde rezygnuje z powodow przez Ciebie podanych. Dlaczego z gory zakladac, ze winna jest zla wola (czyli brak checi)? Apeluje o wiecej zrozumienia dla przedstawicielek naszej plci.Te "wiele kobiet" to mamy które spotykam w przychodni, na placu zabaw, na ulicy. Jakoś mnie nie przekonują. Tak jakoś mówią o tym swoim niekarmieniu, że im nie wierzę, że chciały. A brak pokarmu wygląda jak wykręt. Siedzi mama z dwumiesięcznym maluchem - maluch w wóżku mama na ławce- pali papierosa, mówi :"Ja już nie karmię. POKARM mi się skończył." Mówi to takim tonem, jakby się jej skończył towar jakiś deficytowy. Tak jak to często rodzice się tłumaczą : "Muszę swoje dziecko, bo jest takie niedobre." W zupełnie innym wątku mama skarżyła się na brak pokarmu, inna poradziła jej,żeby więcej piła i skończyły się jej problemy. Czasami wystarczy tak niewiele... A i tego się ludziom nie chce.Mamy tu na Forum to naprwdę inne mamy od tych, które zcęsto spotykam "na ulicy". Dla tych mam macierzyństwo to coś w rodzaju hobby. Jak mówią to widać, że najpierw starały się coś zrobić, a potem rezygnowały. A nie odpuszczały od razu. Łatwo powiedzieć "Ty to masz dobrze, że możesz karmić". Ale trzeba też postawić sobie pytanie "Ile zrobiłam, aby mi się udało?" Jeśli wszystko co możliwe, to z czystym sumieniem mogłabym karmić butelką. A jeśli nic - to po co innym zatruwać karmienie swoim lenistwem i głupim gadaniem.A co do zrozumienia naszej płci. Tyle samo wymagam od mężczyzn co i od kobiet - zaangażowania w to co się chce osiągnąć (a nie tylko czystego zazdroszczenia, albo dążenia do celu po cudzych trupach), jasnego stawiania sprawy (czyli tak zwanej uczciwości) i szukania w tym co nas spotkało - plusów (czyli bycie zadowolonym z tego co się ma, bo przecież włożyło się maximum wysiłku). Według mnie tak wyglądają optmiści. A ilu jest ich na naszych ulicach? Na Forum ludzie są zupełnie inni i dlatego uwielbiam tu zaglądać.Mam nadzieję, że rozwiałam choć część Twoich wątpliwości.Pozdrawiam
              • Gość: 220571 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 11.02.02, 14:40
                "Muszę swoje dziecko bić, bo jest takie niedobre." W poprzedniim poście gdzieś mi wcięło słowo bić i całe zdanie jewst niejasne.A tu w tym wątku nie spotkałam ŻADNEJ mamy pasującej do mojego opisu. Natomiast "na ulicy" tylko dwie nie pasują.Pozdrawiam
                • Gość: kuraczek Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersiądo 220571 IP: *.* 11.02.02, 15:05
                  O rany ale mnie krew zalała jak przeczytałam twój post. który wpłynął mi do skrzynki. Myślę ze jesteś kwintesencją zadowolonej z siebie karmiącej mamy, potępiającej te którym się nie udało. Koszmar. Jak pani od wf-u krzycząca na wolniej biegnące dzieci ("jak on potrafi, to ty też potrafisz"), i nie zwracająca uwagi na to że ktoś jest moze poprostu lepszy z matematyki niż z biegów. A jak wiemy nauka ma wiele dziedzin. Tak jak bycie matką. Próbowałas kiedyś przez kilka godzin dziennie, zmusić ryczące z głodu maleństwo do ssania piersi? Czy mogłaś karmić tylko jedną piersią (anatomia), a twoje dziecko odpadało od niej po kilku minutach ssania i za nic nie dało przystawic się spowrotem? jak sądzisz za jaka cene nalezy podawac dziecku przeciwciała? Każdy ma swoje graice wytrzymałości, a wiele z nas woli być matkami dobrymi , a nie karmiącymi. I uwierz mi w wielu wypadkach wcale nie idzie to w parze. Znam kobiety , które karmią wyłącznie pod ogólnopanujaca presją i nienawidza tego robić. Mleko z nienawiścią nie smakuje chyba dobrze. Jeżeli dla Ciebie karmienie jest ściśle związane z milością, to świetnie. Dawaj dziecku tak wiele miłości ile potrafisz. Ale pozwól nam dawać ją w sposób niekoniecznie mleczny. I prosze nie osądzaj za szybko mam już nie karmiących, nie wiesz dlaczego nie karmią i wiesz ile wysiłku w to włożyły.
                  • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersiądo 220571 IP: *.* 11.02.02, 16:16
                    Kuraczek, dziękuję że napisałaś ten post.Ja też powinnam ogłosić wszem i wobec że nie ma nic łatwiejszego pod słońcem niż karmienie piersią, i każda matka jest w stanie wykarmić swoje dziecko. Mnie, do pełnego sukcesu, wystarczyły dwie sesje z konsultantem laktacyjnym w szpitalu, i do 3.5 miesiąca karmiłam bez żadnych problemów, dziecko było szczęśliwe, ja też, pięknie przybierało na wadze, w ogóle sielanka. Ale wiem że nie jest to dane każdej kobiecie. Dlatego bez wnikania w przyczyny dlaczego ktoś nie karmi opowiadam się za świadomym wyborem kobiety. Propagowanie i popularyzowanie karmienia piersią - jak najbardziej, ale jeżeli matka, znając wszystkie korzyści, wszystkie za i przeciw, wybiera butelkę, jej wybór powinien być respektowany. Dlaczego niektórzy uważają że mają prawo pytać o przyczyny niekarmienia piersią a my czujemy że powinnyśmy się z tego wytłumaczyć. Dla mnie to jest właśnie ta presja od której zaczęła się cała nasza dyskusja.Pozdrowienia, Agnieszka
                    • Gość: 220571 do AgiRN i nie tylko IP: *.* 11.02.02, 17:04
                      AgaRN napisała/ł:> Ja też powinnam ogłosić wszem i wobec że nie ma nic łatwiejszego pod słońcem niż karmienie piersią, i każda matka jest w stanie wykarmić swoje dziecko. A czy ja to ogłosiłam? cytat proszę.> Ale wiem że nie jest to dane każdej kobiecie. Dlatego bez wnikania w przyczyny dlaczego ktoś nie karmi opowiadam się za świadomym wyborem kobiety. Propagowanie i popularyzowanie karmienia piersią - jak najbardziej, ale jeżeli matka, znając wszystkie korzyści, wszystkie za i przeciw, wybiera butelkę, jej wybór powinien być respektowany. Zgadzam się w całej rozciągłości.> Dlaczego niektórzy uważają że mają prawo pytać o przyczyny niekarmienia piersią a my czujemy że powinnyśmy się z tego wytłumaczyć. Dla mnie to jest właśnie ta presja od której zaczęła się cała nasza dyskusja.Czy nigdy nie pytasz ile dziecko ma miesięcy, jak ma na imię, co je (żeby ewentualnie podać swojemu)? Jak zawrzeć znajomość z kimś nie zadając żadnych pytań? I dlaczego uważasz, że powinnaś się tłumaczyć? Ja karmię tak jak karmię i NIKOMU NIC DO TEGO!!! To są MOJE dzieci i MOJA sprawa. Gdyby każdy zajął się sobą zamiast wtrącać do innych świat byłby idealny.Wyobraźmy sobie post (a takie się zdarzajątu na forum często):"Dziewczyny! Urodziłam synka w 1,5 godz. Waży 4,5 kg. Ma na imię Jaś. I jest cudny."Czy ta mama potępia mamy rodzące przez cc. Upokarza rodziców córek i tych dzieci, które ważą 2,5 kg? I stwierdza, że nie ma już innych cudnych dzieci na świecie?Pozdrawiam serdecznieGoska nie poczuwająca się do winy
                      • Gość: AgnieszkaP. Re: do AgiRN i nie tylko IP: *.* 11.02.02, 20:59
                        Gosiu,mój post był skierowany do Kuraczka a nie bezpośrednio do Ciebie, dlatego może zaszło nieporozumienie. Kuraczek napisała o tym że jesteś zadowoloną karmiącą mamą która potępia te, którym się nie udało. Niestety, takie było także moje wrażenie kiedy przeczytałam niektóre Twoje komentarze jak głupie wykręty, lenistwo, głupie gadanie itd. Czyli Tobie się udało, byłaś zdeterminowana więc dopięłaś swego, a te wszystkie mamy którym się nie udało są po prostu leniwe i się wykręcają. I to nie chodzi o jakieś wyjątki tylko wiele mam które spotykasz w przychodni, na placu zabaw, na ulicy. Każdy powinien być tak zdeterminowany jak Ty. Wcale nie twierdzę że mówiłaś o tym, że karmienie jest łatwe i proste, tylko idąc tym tokiem myślenia, ja powinnam ogłosić że jest to najłatwiejsza rzecz pod słońcem, bo mi przyszło to bardzo łatwo.Natomiast jeżeli chodzi o dyskutowanie na temat karmienia czy niekarmienia piersią, myślę że trochę mnie łapiesz za słówka. Przecież nie chodzi mi o zwykłe rozmowy między mamami na placu zabaw, kiedy wymieniamy się doświadczeniami, tylko o sytuacje kiedy jedna strona zaczyna zachowywać się w sposób oskarżający ( no jak to, nie karmisz, nie wiesz że to jest dla dziecka najlepsze, nie starałaś się, nie chciało Ci się a teraz się wykręcasz ) a w drugiej wywołuje to poczucie winy i zmusza do długich tłumaczeń. Stąd moje stwierdzenie że wybór karmienia powinien być uszanowany i nie komentowany przez innych, nawet gdybyśmy się z daną filozofią nie zgadzali. Nie twierdzę że Ty się w ten sposób zachowujesz przy swoich znajomych, ale jednak tu, na tym forum komentujesz ich postawy. Zresztą Gosiu, sama to najlepiej dzisiaj ujęłaś, "ja karmię tak jak karmię i nikomu nic do tego", popieram w 100 %.I podpisuję się obiema rękami pod Twoim dzisiejszym postem że dochodzimy chyba do sedna sprawy. Czyli może ta cała nasza dyskusja nie idzie na marne. Swoją drogą to wyobraź sobie ile by było krzyków, przynajmniej na początku, gdybyśmy tak wszystkie znalazły się w jednym pokoju i rozpoczęły dyskusję na ten temat. :)Pozdrawiam mocno,Agnieszka P.S.Aż mi się nie chce wierzyć że Twoja lekarka chciała żebyś przestała karmić w trakcie antybiotyku. Powiem Ci krótko moją historię, też miałam małe zapalenie piersi, musiałam wziąć antybiotyk, lekarz kazał karmić, szczególnie właśnie z tej piersi gdzie było zapalenie, żeby nie doprowadzić do zastoju ( też nie miałam żadnych zastoi ) . I wiesz co się stało, mój Kubuś wtedy właśnie odstawił się od piersi, jak tylko zaczęłam brać antybiotyk, on przestał ssać, wrzeszczał i odpychał się od piersi. Musiałam go dokarmić butlą i to był gwóźdź do trumny, wiesz o co mi chodzi. Ale nie miałam żadnego poczucia winy itd., po prostu stwierdziłam że jeżeli woli butelkę to trudno, ważne aby był szczęśliwyPozdrowienia
                        • Gość: 220571 Re: do AgiRN i nie tylko IP: *.* 11.02.02, 21:57
                          A jednak słowa są źódłem nieporozumień... ;).Pozdrawiam serdecznie
                          • Gość: 220571 Zawód mama -a co z emeryturą? IP: *.* 11.02.02, 22:13
                            Ostatnio mnie naszła taka wątpilwość. Jestem mamą niepracującą zawodowo. "Siedzę" w domu. Fajnie, że mogę wychowywać dzieci patrzeć jak dorastają, żyć tak jak chcę. A co będzie później? Jaką będę mieć emeryurę i skąd? Jeśli chciałabym mieć jeszcze dwójkę dzieci to dopiero w wieku 37-38 lat zacznę znowu pracować.Czy ktoś się nad tym zastanawia? Czy "przedsiębierze" już jakieś kroki (trzeci filar, pończocha)?A może to bez sensu tak myśleć naprzód? Co o tym myślicie?
                            • Gość: 220571 Re: Zawód mama -a co z emeryturą? IP: *.* 11.02.02, 22:14
                              No i gdzie mnie przypięło?
                        • Gość: 220571 Re: do AgiRN i nie tylko IP: *.* 12.02.02, 08:10
                          AgaRN napisała/ł:> Gosiu,> Kuraczek napisała o tym że jesteś zadowoloną karmiącą mamą która potępia te, którym się nie udało. Niestety, takie było także moje wrażenie No to było tylko wrażenie, bo daleka jestem od tego, żeby kogokolwiek potępiać. Szkoda (nie wiem czy to dobre słowo) mi tylko tych mam które zamiast usłyszeć "Pomogę Ci jakoś jeśli chcesz" usłyszały "Jesteś wyrodną matką" i w efekcie jeszcze prędzej przestały karmić choć wcale tego nie chciały. Wydaje mi się, że je rozumiem.> kiedy przeczytałam niektóre Twoje komentarze jak głupie wykręty, lenistwo, głupie gadanie itd. To też odbieram jako łapanie za słówka. Bardziej chodziło mi o mentalność ludzi. Może przykład: Urząd pacy. Jestem absolwentką. Szukam czegoś nawet za pensję minmalną (wtedy 450 zł). Nic nie ma. Podjeżdża "młodzian" (też absolwent) czerwonym autem sportowym. Wchodzi jak młody bóg. Jest praca w jego zawodzie. Ale ON nie może stać się "niewolnikiem" za nędzne 600 PLN, pójdzie na zasiłek, przynajmniej forsa za darmo. Skąd wiem "co ma na myśli"? Wygłasza swoje poglądy koledze, ale słyszą wszyscy stojący nie tylko bliżej.I o tego typu podejście do życia mi chodziło. Nic z siebie dać, od innych owszem brać (o, czas kończyć, bo zaczyna mi się rymować :lol: ).> Czyli Tobie się udało, byłaś zdeterminowana więc dopięłaś swego, a te wszystkie mamy którym się nie udało są po prostu leniwe i się wykręcają. I to nie chodzi o jakieś wyjątki tylko wiele mam które spotykasz w przychodni, na placu zabaw, na ulicy. Każdy powinien być tak zdeterminowany jak Ty. Mnie się udało, bo miałam łatwo. Nie miałam tylu problemów. Może faktycznie nie powinnam użyć słowa wiele.A każdy powinien być zdeterminowany by osiągnąć to, co chce.> Wcale nie twierdzę że mówiłaś o tym, że karmienie jest łatwe i proste, tylko idąc tym tokiem myślenia, ja powinnam ogłosić że jest to najłatwiejsza rzecz pod słońcem, bo mi przyszło to bardzo łatwo.Mój tok myślenia jest inny. Nigdy nie powinno się ogłaszać, że coś jest obiektywnie łatwe. Bo każdy przecież ma inne warunki.> Nie twierdzę że Ty się w ten sposób zachowujesz przy swoich znajomych, ale jednak tu, na tym forum komentujesz ich postawy. Ale przecież od "postaw" niektórych "naganiaczy do karmienia piersią" zaczął się ten wątek. Też dziewczyny piszą, że ci ludzie postępują źle i że nie powinni tak robić. > Zresztą Gosiu, sama to najlepiej dzisiaj ujęłaś, "ja karmię tak jak karmię i nikomu nic do tego", popieram w 100 %.> I podpisuję się obiema rękami pod Twoim dzisiejszym postem że dochodzimy chyba do sedna sprawy. Czyli może ta cała nasza dyskusja nie idzie na marne. > Swoją drogą to wyobraź sobie ile by było krzyków, przynajmniej na początku, gdybyśmy tak wszystkie znalazły się w jednym pokoju i rozpoczęły dyskusję na ten temat. :)Ale może nie byłoby tyle nieporozumień. Bo ja solidaryzuję się z diewczynami mówiącymi (w tym wątku) o presji. Nie pwinno być żadnego przymusu, jedynie pomoc, dobre słowo, opieka dla tych którzy chcą. A Ci którzy nie chcą niech nie mówią, że nie mogą tylko że p prostu nie chcą.> Powiem Ci krótko moją historię, też miałam małe zapalenie piersi, musiałam wziąć antybiotyk, lekarz kazał karmić, szczególnie właśnie z tej piersi gdzie było zapalenie, żeby nie doprowadzić do zastoju ( też nie miałam żadnych zastoi ) . I wiesz co się stało, mój Kubuś wtedy właśnie odstawił się od piersi, jak tylko zaczęłam brać antybiotyk, on przestał ssać, wrzeszczał i odpychał się od piersi. Musiałam go dokarmić butlą i to był gwóźdź do trumny, wiesz o co mi chodzi. > Ale nie miałam żadnego poczucia winy itd., po prostu stwierdziłam że jeżeli woli butelkę to trudno, ważne aby był szczęśliwyI o to mi właśnie chodzi. Taki jest Twój wybór i innym nic do tego. Ale gdybyś Ty zaczęła podawać takie powody: nikt mi nie pomógł (a czy prosiłaś), mało miałam pokarmu (skąd wiesz i czy coś zrobiłaś w związku z tym itd.).Pozdrawiam serdecznie :hello:
                  • Gość: 220571 Do Kurczaczka IP: *.* 11.02.02, 16:29
                    Czy Ty czytałaś moje posty? Gzie piszę coś takiego? Bardzo proszę o cytaty. kuraczek napisała/ł:> O rany ale mnie krew zalała jak przeczytałam twój post. który wpłynął mi do skrzynki. Myślę ze jesteś kwintesencją zadowolonej z siebie karmiącej mamy, potępiającej te którym się nie udało. Koszmar. Jak pani od wf-u krzycząca na wolniej biegnące dzieci ("jak on potrafi, to ty też potrafisz"), i nie zwracająca uwagi na to że ktoś jest moze poprostu lepszy z matematyki niż z biegów. A jak wiemy nauka ma wiele dziedzin. Tak jak bycie matką. > Próbowałas kiedyś przez kilka godzin dziennie, zmusić ryczące z głodu maleństwo do ssania piersi? Czy mogłaś karmić tylko jedną piersią (anatomia), a twoje dziecko odpadało od niej po kilku minutach ssania i za nic nie dało przystawic się spowrotem? jak sądzisz za jaka cene nalezy podawac dziecku przeciwciała? Każdy ma swoje graice wytrzymałości, a wiele z nas woli być matkami dobrymi , a nie karmiącymi. I uwierz mi w wielu wypadkach wcale nie idzie to w parze. Znam kobiety , które karmią wyłącznie pod ogólnopanujaca presją i nienawidza tego robić. Mleko z nienawiścią nie smakuje chyba dobrze. > Jeżeli dla Ciebie karmienie jest ściśle związane z milością, to świetnie. Dawaj dziecku tak wiele miłości ile potrafisz. Ale pozwól nam dawać ją w sposób niekoniecznie mleczny. I prosze nie osądzaj za szybko mam już nie karmiących, nie wiesz dlaczego nie karmią i wiesz ile wysiłku w to włożyły.Gdybym karmiła butelką to też byłabym szczęśliwą mamą. Trochę pewnie byłoby mi smutno, że nie udało mi się karmić, a bardzo chciałam. Ale nie miłabym do nikogo pretensji.Pozdrawiam.
              • Gość: kuraczek do 220571 IP: *.* 11.02.02, 17:03
                Goska (mama Kasi i Gabrysi) napisała/ł:> Te "wiele kobiet" to mamy które spotykam w przychodni, na placu zabaw, na ulicy. Jakoś mnie nie przekonują. Tak jakoś mówią o tym swoim niekarmieniu, że im nie wierzę, że chciały. A brak pokarmu wygląda jak wykręt. > Siedzi mama z dwumiesięcznym maluchem - maluch w wóżku mama na ławce- pali papierosa, mówi :"Ja już nie karmię. POKARM mi się skończył." Mówi to takim tonem, jakby się jej skończył towar jakiś deficytowy. Tak jak to często rodzice się tłumaczą : "Muszę swoje dziecko, bo jest takie niedobre." W zupełnie innym wątku mama skarżyła się na brak pokarmu, inna poradziła jej,żeby więcej piła i skończyły się jej problemy. Czasami wystarczy tak niewiele... A i tego się ludziom nie chce.To mniej wiecej o to mi chodziło, ale złość już przeszła. Potraktuj więc proszę mój post nie personalnie, tylko jako ogólne przemyslenia dotyczące tematu. A swoja drogą ciekawe czy za 20 lat lekarze nie stwierdzą ze mleko matki jest najbardziej toksyczną substancja , a nasze dzieci nie bedę tu dyskutować w postach pod tytułem "Szkodliwe skutki presji karmienia butelką" :) Pozdrawiam :hello:
                • Gość: 220571 Re: do 220571 IP: *.* 11.02.02, 18:24
                  kuraczek napisała/ł:> Goska (mama Kasi i Gabrysi) napisała/ł:> > Te "wiele kobiet" to mamy które spotykam w przychodni, na placu zabaw, na ulicy. Jakoś mnie nie przekonują. Tak jakoś mówią o tym swoim niekarmieniu, że im nie wierzę, że chciały. A brak pokarmu wygląda jak wykręt. > > Siedzi mama z dwumiesięcznym maluchem - maluch w wóżku mama na ławce- pali papierosa, mówi :"Ja już nie karmię. POKARM mi się skończył." Mówi to takim tonem, jakby się jej skończył towar jakiś deficytowy. Tak jak to często rodzice się tłumaczą : "Muszę swoje dziecko, bo jest takie niedobre." W zupełnie innym wątku mama skarżyła się na brak pokarmu, inna poradziła jej,żeby więcej piła i skończyły się jej problemy. Czasami wystarczy tak niewiele... A i tego się ludziom nie chce.> O rany ale mnie krew zalała jak przeczytałam twój post. który wpłynął mi do skrzynki. Myślę ze jesteś kwintesencją zadowolonej z siebie karmiącej mamy, potępiającej te którym się nie udało. Koszmar. Jak pani od wf-u krzycząca na wolniej biegnące dzieci ("jak on potrafi, to ty też potrafisz"), i nie zwracająca uwagi na to że ktoś jest moze poprostu lepszy z matematyki niż z biegów. A jak wiemy nauka ma wiele dziedzin. Tak jak bycie matką. > Jeżeli dla Ciebie karmienie jest ściśle związane z milością, to świetnie. Dawaj dziecku tak wiele miłości ile potrafisz. Ale pozwól nam dawać ją w sposób niekoniecznie mleczny. I prosze nie osądzaj za szybko mam już nie karmiących, nie wiesz dlaczego nie karmią i wiesz ile wysiłku w to włożyły. Czy z tego co napisałam wynika to co Ty napisałaś? Bo dla mnie nie. Czy kogokolwiek z piszących tu osądziłam? Bardzo ostre są Twoje słowa. Skąd wiesz, jaka jestem? Jakie mam poglądy, czy biegam z transparentem "NIEKARMIĄCE NA STOS"?Te mamy, o których piszę to znam ja, a nie Ty. O Tobie nie piszę ani słowa. Gdy miałam mało pokarmu, to piłam herbatkę z kopru i mnie akurat pomogło. Czy te mamy to zrobiły? Nie. Więc nawet nie sprawdziły czy by im pomogło. I tu już nawet nie chodzi o kwestię karmienia tylko podejścia do życia (najlepszy przykład "bezrobotni" - którzy nie chcą pracować - odśnieżanie na Dolnym Śląsku).> To mniej wiecej o to mi chodziło, ale złość już przeszła. To nie pisz w takich "nerwach" bo możesz komuś wyrządzić DUŻĄ przykrość. > Potraktuj więc proszę mój post nie personalnie, tylko jako ogólne przemyslenia dotyczące tematu. Trudne to, po jego przeczytaniu. Ja się po prostu nie poczuwam.> A swoja drogą ciekawe czy za 20 lat lekarze nie stwierdzą ze mleko matki jest najbardziej toksyczną substancja , a nasze dzieci nie bedę tu dyskutować w postach pod tytułem "Szkodliwe skutki presji karmienia butelką" :) Też się często zastanawiam jak to będzie kiedy będę babcią...Pozdrawiam serdecznie :hello:
    • Gość: NAB Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 10.02.02, 21:24
      Gosiu, zgadzam sie z Toba w 100%. Oczywiście zdażają sie przypadki, gdy matka nie może karmić, ale nie są one tak częste jak się tu wydaje. Czy wiecie,że:- Piers nie jest bańką na mleko, ale fabryką. i mleko produkuje się jeśli jest na nie zapotrzebowanie. Im dziecko wiecej ssie tym więcej produkuje się mleka. Chyba że nastąpi blokada psychiczna hamująca produkcję-Dla dziecka ssanie jest cieżką pracą, której musi się nauczyć. Jesli dostanie butelkę z której mleko leci lżej(zwłaszcza w szpitalu smoczki mają tak duże dziurki, że mleko cieknie samo) nie chce potem męczyc się przy cycu.-Noworodek w pierwszej dobie potrzebuje kilku kropel siary, a nie litrów mleka. Przystawianie go do piersi ma na celu pobudzenie piersi do produkcji a głód jest sprawą drugorzędną. -Co kilka tygodni apetyt dziecka raptownie rośnie i może się wydawac,że mleka jest za mało. Po czestrzym przystawianiu do piersi sytuacja normuje się. Nie myślcie, że się tu wymądrzam, ale część znajomych mam tego nie wiedziały i szybko kończyły karmienie z wnioskiem "nie mogę karmić, mam za mało mleka". Oczywiście problemy ze zdrowiem matki lub dziecka po porodzie bardzo utrudniają karmienie i czesto uniemożliwiają je. Dlatego matka powinna dostać w szpitalu pełne wsparcie merytoryczne jak i psychiczne i dalszą opiekę laktacyjną juz w domu, a byłoby mniej matek nie karmiących. Nie mówię tu o świadomym sztucznym karmieniu. Wkońcu czy karmi się piersią czy butelką to prywatna sprawa i nie powinna innych obchodzić.Sylwia, matka Bartka karmionego piersią 1 dobę i Magdy karmionej 18 m-cy.
      • Gość: YennaM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 11.02.02, 10:31
        Sylwiu - moja refleksja...Szkoda, ze czesto personel medyczny o tym wszystkim nie wie.Bo kobieta, ktora chce karmic - a owszem, ma mase informacji na ten temat.Ech, rece opadaja, jak se przypomne szpital...I wzruszenie ramion w wykonaniu poloznej, gdy mlody nie chcial ssac (mialam mase pokarmu).I posluchajcie: absolutnie zadna nie zastosowala cwiczenia z wlozeniem palca do buzi malucha i nauczeniem go ssania.A przeciez bylismy w szpitalu (przez zoltaczke mlodego i przez to, ze zamiast przybierac spadal) piec dni.Chyba bylo wystaczajaco duzo czasu, zeby probowac cos zrobic? Moje nieustajace proby walki z apatycznym dzieckiem za kazdym razem konczyly sie fiaskiem. A dziecko (waga startowa 2560, wczesniak - 36 hdb) spadalo na wadze i spadalo.Gdybym nie podala butelki - pewnie by umarlo z glodu.I jeszcze jedno moje szpitalne wpomnienie:na pytanie: "no jak tam sie panie czujecie?" padla moja odpowiedz "fizycznie ok, ale psychicznie beznadziejnie. czy szpital ma moze psychologa?"Odpowiedz LEKARZA: "nie, ale nie probojcie panie wyskakiwac w depresji oknem, (tutaj sie rozesmial) he he"Zdarzenie mialo mniejsce w styczniu zeszlego roku.W najlepszej klinice neonatologicznej na Dolnym Slasku - mowie o Klinice na Dyrekcyjnej.Predzej umre niz tam wroce.Tak wlasnie ulawia sie kobiecie podjecie karmienia i wejscie w role matki.YennaM
        • Gość: 220571 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 11.02.02, 13:49
          Chyba dochodzimy do sedna sprawy. To, że wszyscy mówią karmcie to byłoby dopiero wtedy dobrze, jeśli na KAŻDĄ wątpliwość karmiącej byłaby jasna i życzliwa porada. A jeśli mówi się "Trzeba karmić piersią" (i brzmi to jak rozkaz) i przy jakichkolwiek problmach "umywa się ręce" i odwołuje się do "instyktu macierzyńskiego", wymyśla od wyrodnych matek itp. :gun: to jest to CO NAJMNIEJ nie w porządku (żeby się wyazić grzecznie).Pozdrawiam Goska
        • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 11.02.02, 17:03
          Yenna, nóż mi się w kieszeni otworzył gdy przeczytałam Twój post.Mój mały co prawda nie był wcześniakiem, ale ważył tylko 3 kg, też miał żółtaczkę i był przy piersi bardzo leniwy. Ale wystarczyły tylko dwie sesje z konsultantem żeby nauczyć go ssać i skierować karmienie piersią na właściwe tory. Jak się ma taka ignorancja personelu medycznego do całej idei że karmienie piersią jest najlepszeYennaM napisała/> Gdybym nie podala butelki - pewnie by umarlo z glodu.Dokładnie. W 1994 pojawiły się artykuły w kilku magazynachamerykańskich oraz w programie TV które opisały przypadki matek które borykały się z trudnościami karmienia, z powodu braku dostatecznej ilości pokarmu oraz nieefektywnego ssania. Kobiety posiadały wszystkie potrzebne informacje, materiały LLL itd., stosowały się do wszystkich zaleceń. Niestety, w dwóch przypadkach dzieci zmarły na skutek komplikacji spowodowanych odwodnieniem, jedno dziecko doznało nieodwacalnego uszkodzenia mózgu, inne uratowały się, na szczęście, dzięki hospitalizacji i intensywnemu leczeniu. Pewnie, ktoś może powiedzić że to jakieś ekstremalne przypadki, ale ile takich przypadków uniknięto dzięki temu że kobieta zdecydowała się jednak dokarmić dziecko butelką. Pozdrowienia,AgnieszkaP.S.Trzymaj się z daleka od Dyrekcyjnej-horror !!!
          • Gość: Gosia26 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 12.02.02, 08:09
            Nia dalam rady przeczytac wszystkich postow wiec przepraszam, jesli sie pwtorze po kims ;)nieszczesciem naszego pokolenia bylo zachlystniecie sie medcyny mozliwosciami rodzenia za matki i co za tym idzie karmienia za matki, mycia za matki itd- bo to bezpieczniej i higieniczniej....Ile z was bylo karmione piesia? Ja nie. Wiekszosc moich kolezanek tez nie- cyc na godziny przez kilka tygodni, marchwianka od urodzenia a dalej butla- ech ta humana z pewexu......W zwiazku z tym w zasadzie jedyne wskazowki co do karmiania piersia mozemy dostac w szpitalu- na szczescie jest coraz wiecej mam ;) tez :) Dlatego uwazam ze presja karmienia piersia jest potrzebna- bo tradycja takiego karmienia zanikla. Ale oczywiscie nie w taki sposob, ze- niech pani karmi i koniec.... To jest skandal i noz sie w kieszei otwiera. Ja akurat problemow z karmeniam nie mam,w zwiazku z tym za kazdym pobytem w szpitalu, kolezanki z sali ja uczylam przystawiac i karmic- pielegniarki nie mialy czasu.... Nie ma co dyskutowac na temat medycznych aspektow karmienia piersia- mleko matki jest najlepsze i kropka. Ale tylko medycznie. A psychologicznie i emocjonalnie- nie ma znaczenia czym dziecko karmimy- wazne jak. sa matki podajace dzieciom butle z miloscia. Sa tez takie, ktore wciskajac cyca mowia ty bachorze....
    • Gość: Paka Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią -moja historia IP: *.* 12.02.02, 17:34
      AgaRN napisała/ł:> Gosiu,> Kuraczek napisała o tym że jesteś zadowoloną karmiącą mamą która potępia te, którym się nie udało. Niestety, takie było także moje wrażenie No to było tylko wrażenie, bo daleka jestem od tego, żeby kogokolwiek potępiać. Szkoda (nie wiem czy to dobre słowo) mi tylko tych mam które zamiast usłyszeć "Pomogę Ci jakoś jeśli chcesz" usłyszały "Jesteś wyrodną matką" i w efekcie jeszcze prędzej przestały karmić choć wcale tego nie chciały. Wydaje mi się, że je rozumiem.> kiedy przeczytałam niektóre Twoje komentarze jak głupie wykręty, lenistwo, głupie gadanie itd. To też odbieram jako łapanie za słówka. Bardziej chodziło mi o mentalność ludzi. Może przykład: Urząd pacy. Jestem absolwentką. Szukam czegoś nawet za pensję minmalną (wtedy 450 zł). Nic nie ma. Podjeżdża "młodzian" (też absolwent) czerwonym autem sportowym. Wchodzi jak młody bóg. Jest praca w jego zawodzie. Ale ON nie może stać się "niewolnikiem" za nędzne 600 PLN, pójdzie na zasiłek, przynajmniej forsa za darmo. Skąd wiem "co ma na myśli"? Wygłasza swoje poglądy koledze, ale słyszą wszyscy stojący nie tylko bliżej.I o tego typu podejście do życia mi chodziło. Nic z siebie dać, od innych owszem brać (o, czas kończyć, bo zaczyna mi się rymować :lol: ).> Czyli Tobie się udało, byłaś zdeterminowana więc dopięłaś swego, a te wszystkie mamy którym się nie udało są po prostu leniwe i się wykręcają. I to nie chodzi o jakieś wyjątki tylko wiele mam które spotykasz w przychodni, na placu zabaw, na ulicy. Każdy powinien być tak zdeterminowany jak Ty. Mnie się udało, bo miałam łatwo. Nie miałam tylu problemów. Może faktycznie nie powinnam użyć słowa wiele.A każdy powinien być zdeterminowany by osiągnąć to, co chce.> Wcale nie twierdzę że mówiłaś o tym, że karmienie jest łatwe i proste, tylko idąc tym tokiem myślenia, ja powinnam ogłosić że jest to najłatwiejsza rzecz pod słońcem, bo mi przyszło to bardzo łatwo.Mój tok myślenia jest inny. Nigdy nie powinno się ogłaszać, że coś jest obiektywnie łatwe. Bo każdy przecież ma inne warunki.> Nie twierdzę że Ty się w ten sposób zachowujesz przy swoich znajomych, ale jednak tu, na tym forum komentujesz ich postawy. Ale przecież od "postaw" niektórych "naganiaczy do karmienia piersią" zaczął się ten wątek. Też dziewczyny piszą, że ci ludzie postępują źle i że nie powinni tak robić. > Zresztą Gosiu, sama to najlepiej dzisiaj ujęłaś, "ja karmię tak jak karmię i nikomu nic do tego", popieram w 100 %.> I podpisuję się obiema rękami pod Twoim dzisiejszym postem że dochodzimy chyba do sedna sprawy. Czyli może ta cała nasza dyskusja nie idzie na marne. > Swoją drogą to wyobraź sobie ile by było krzyków, przynajmniej na początku, gdybyśmy tak wszystkie znalazły się w jednym pokoju i rozpoczęły dyskusję na ten temat. :)Ale może nie byłoby tyle nieporozumień. Bo ja solidaryzuję się z diewczynami mówiącymi (w tym wątku) o presji. Nie pwinno być żadnego przymusu, jedynie pomoc, dobre słowo, opieka dla tych którzy chcą. A Ci którzy nie chcą niech nie mówią, że nie mogą tylko że p prostu nie chcą.> Powiem Ci krótko moją historię, też miałam małe zapalenie piersi, musiałam wziąć antybiotyk, lekarz kazał karmić, szczególnie właśnie z tej piersi gdzie było zapalenie, żeby nie doprowadzić do zastoju ( też nie miałam żadnych zastoi ) . I wiesz co się stało, mój Kubuś wtedy właśnie odstawił się od piersi, jak tylko zaczęłam brać antybiotyk, on przestał ssać, wrzeszczał i odpychał się od piersi. Musiałam go dokarmić butlą i to był gwóźdź do trumny, wiesz o co mi chodzi. > Ale nie miałam żadnego poczucia winy itd., po prostu stwierdziłam że jeżeli woli butelkę to trudno, ważne aby był szczęśliwyI o to mi właśnie chodzi. Taki jest Twój wybór i innym nic do tego. Ale gdybyś Ty zaczęła podawać takie powody: nikt mi nie pomógł (a czy prosiłaś), mało miałam pokarmu (skąd wiesz i czy coś zrobiłaś w związku z tym itd.).Pozdrawiam serdecznie :hello:
    • Gość: Paka Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 18:09
      Przez przypadek mi się wcisnął enter :).Witam! Dla tych, co mnie jeszcze nie znają: jestem mamą 3-miesięcznej Zosieńki. I zawsze bardzo chciałam karmić piersią! Było to moje wielkie marzenie, jeszcze w ciąży cały czas wszystkim mówiłam, jak długo będę karmić, kłóciłam się z teściem, że tak trzeba, obalałam argumenty przeciw, przekonywałam całą rodzinkę, że mi się uda...I w pewnym sensie się udało, ale nie całkiem.Najpierw w szpitalu Zosia bardzo poraniła mi brodawki, mimo, że dobrze przystawiałam (słałam potem błagalne listy na forum :) ), oczywiście położne w szpitalu nic nie robiły, nie pomogły, nie poradziły. Potem w domu przypałętał się zastój (temperatura 39,5 st. C, dreszcze, ból głowy), bo z powodu ogromnego bólu przy przystawianiu (a wierzcie mi, że jestem odporna na ból, więc ten już musiał być ogromny) preferowałam jedną pierś i ta druga się zakorkowała. Mąż próbował mi rozmasowywać - porażka. Wiłam się z bólu na łóżku. Byłam glupia, że od razu nie zadzwoniłam po położną. Jak w końcu to zrobiłam odetchnęłam. Przyjechała i zrobiła wszystko tak delikatnie, że nawet nie byłam jej w stanie powiedzieć gdzie mnie boli :). Ale brodawki były dalej popękane (dziura o powierzchni 5mmx3mm, która się nie goi :( ). Ale przez zaciśnięte zęby, zgodnie z Waszymi radami i pocieszeniami, że to już niedługo - karmiłam, bez kapturków. Brodawki wygoiły się dopiero po 5 tygodniach. W międzyczasie mój mąż wyjechał na miesiąc za granicę, więc byłam sama. Zosia całe dnie płakała, uspokajała się na rękach, więc ją cały dzień nosiłam! Nawet pisałam na forum, że przywiązuję ją do siebie prześcieradłem, jak Indianki :). W 6-tym tygodniu poszłam na szczepienie i okazało się, że Mała waży mniej niż przy urodzeniu! Od wyjścia ze szpitala nie przybrała ani grama. Dostałam skierowanie na badania i pediatra kazała sprawdzić, czy dziecko się najada, czyli po karmieniu podać butelkę. Zosia wypijała z butli 80 ml!!! Badania wyszły brzydkie i poszłyśmy do szpitala, gdzie zdiagnozowano zakażenie dróg moczowych. 14 dni (w tym Święta Bożego Narodzenia :( ) w szpitalu. No i dokarmianie Bebilonem.Po powrocie ze szpitala postanowiłam walczyć o laktację. Przeczytałam wszystkie posty o rozkręcaniu laktacji, pytałam Was o radę. Stosowałam wszystkie możliwe sposoby na zwiększenie ilości pokarmu: dwa dni w łóżku z dzieckiem, książką, dużo pić, piwo karmelowe, mieszanki mlekopędne kupione, robione samodzielnie, Hipp, relaks. Najgorsze było odciąganie z pustych piersi po karmieniach, w po pół godziny, ok. 8 razy dziennie, w dzień karmienie max. co 1,5 godziny, w nocy max. co 3 godz. Wyobrażacie sobie jaka byłam niewyspana? Zadzwoniłam też po konsultantkę z Poradni Laktacyjnej. Przyszła, nic nowego nie powiedziała, nie interesowała się potem, czy jest już dobrze, czy nie...No i jest trochę lepiej. Ale ważymy Zosię codziennie i nie przybiera tego absolutnego minimum 112g/tydzień :(. Więc musimy ją dalej dokarmiać - raz albo dwa razy dziennie po 60 ml (ale podczas ssania piersi, strzykawką z drenem, na zasadzie zestawu SNS Medeli). W dodatku okazało się, że Mała ma lekkie uczulenie na mieszankę :(. Chyba nikt nie powie, że się nie starałam. Mam duże poparcie i pomoc męża, a jednak pokarmu brak...Pozdrawiam.Paka
      • Gość: wioleta Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 18:56
        Paka jak dla mnie yu ar hiroł.Ja też miałam poranione brodawki, mleko płynęło razem z krwią i płakałam przy karmieniach przez pierwsze 7 tygodni ale potem poszło jak z płatka i tak jest do dziś.Podziwiam cię jesteś wspaniałą mamą. I nawet gdyby Ci się nie udało utrzymać laktacji i karmić nadal to i tak będziesz wspaniała !!!!!!!
        • Gość: Paka Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 19:29
          Wioleto! Bardzo dziekuje za slowa wsparcia. Ciesze sie, ze Tobie tez sie udalo przetrwac bol i karmic :).Pozdrawiam.Paka
          • Gość: KvM Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 20:49
            Ode mnie też wyrazy wielkiego uznania i podziwu.Ten mąż w delegacjiii echh nic nie powiem.Trzym sięPozdrowieniaKristoVelMefisto
            • Gość: Paka Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 21:27
              Drogi KristoVelMefisto,mój mąż najbardziej cierpiał z powodu tego wyjazdu... nie miał innego wyjścia. Wyobraź sobie - nie widzieć ukochanej, świeżo urodzonej, prześlicznej córeczki przez miesiąc :(. Nie mówiąc już o ukochanej, świeżo upieczonej, prześlicznej mamusi ;).Paka
      • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 21:11
        Paka, tak mi przykro, że mimo olbrzymiego zacięcia nie idzie wam, tak jakbyście obie tego chciały. Nie wiem co napisać, bardzo mnie wzruszył twój post. Naprawdę.Madzia
        • Gość: Paka Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 21:35
          Dzięki Madziu! Teraz już nie jest tak najgorzej, ale już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła wprowadzić Zosi jakieś nowe produkty, a nie mieszankę. Primo: jednak to karmienie drenikiem nie jest tak rewelacyjne - Mała potem mocniej "gryzie" pierś, bo nie leci tak łatwo jak ze strzykawki (mimo, że ona sama ściąga tłoczek!, taka silna!!!). Secundo: teraz daję jej hypoalergicznego NANa, ale i tak się boję, czy coś się nie przypałęta, Bebilon też najpierw tolerowała. Idę w piątek do pediatry dowiedzieć się, co mogę wprowadzać i kiedy.Pozdrawiam Cię serdecznie :).Paka
          • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 21:39
            Mój Adaś też jest skłonny do alergii, ale NANa HA 1 pił bez problemu. Inna sprawa, ze kiedy chłopcy skończyli 4 miesiace i spróbowali jabłuszek, powiedzieli - NIGDY WIECEJ NIE WYPIJEMY TEGO MLEKA. I musiałam dawać im NANa HA 2, ale to chyba niewielka różnica?Madzia
      • Gość: 220571 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 12.02.02, 21:31
        Paka,Jestem pełna podziwu. Trzymam kciuki za ciebie i Zosię.Pozdrawiam serdecznie :hello:
      • Gość: Mela Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią - moja historia IP: *.* 13.02.02, 09:55
        aka!Naprawdę Cie podziwiam :) Wielkie słowa uznania.Twoja "przygoda" z karmieniem jest bardzo podobna do mojej, gdzie w moim przypadku okazało się ze mleko niestety nie robi się w głowie, od myśleniasad, jak jest napisane w wielu książkach czy czasopismach.Pierwszej córki w ogóle nie karmiłam - dziewięć lat temu nie podawali dziecka do karmienia przez dwa dni mamie dziecka po cc w ogolże, potem nie dawali, bo "piersi nabrzmiały" i dziecko się nie przyssie, potem gorączka, dostałam w szpitalu leki na zatrzymanie laktacji :crazy: i po tygodniu wyszłam do domu... Z dzieckiem i bez mleka. Próbowałam karmiąc jedna noc, nie wiedziałam w ogóle, co zrobić zeby spróbować wywołać laktacje, bo książki o laktacji, które miałam były ideologiczne, w stylu „Dlaczego warto wstąpić do partii”, a nie praktyczne. Przy drugim dziecku - imienniczce Twojej Zosi, moje plany były "opanowane do perfekcji". Niestety dzidzia urodziła się w siódmym miesiącu, trafiła do inkubatora, karmiona sonda i butelka. Zaczęłam ściągać mleko, a raczej próbować ściągać, bo udawało mi się ściągnąć z 5-10 ml, czyli tyle aby pobrudzić butelkę. W szpitalu nie miałam zadanego wsparcia ani "presji”. Raz spróbowałam ja sama nakarmić, kiedy pielęgniarki „nielegalnie” wyjęły mi ja z inkubatora. Lekarka opiekująca się dzieckiem była przeciwna karmieniu piersią, „bo to zmęczy dziecko”. Konsultantki laktacyjnej szpital, specjalizujący się w opiece nad wcześniakami, nie miał.Miałam okazje obserwować inne mamy, które przychodziły do swoich maluszków leżących w inkubatorach. Razem szukałyśmy miejsca gdzie można, scignac mleko – szpital nie dysponowali zadanym pomieszczeniem na ten cel. Jedna z nich z biustem DD, nie mogła sicagnac więcej niż ja :cry: . Druga, z maleńkimi piersiami ściągała ręcznym odciagaczem szklankę! W minute! Jak ja jej zazdrościłam! W moim przypadku mleka było ciągle za mało. Jak udało mi się przez cala dobie ściągnąć 100 ml, to było dobrze. A tu potrzeby dziecka rosły z dnia na dzien. Wczesniaczek zjada na początku maleńko, po 10-15 ml na jedno karmienie. Ściągałam cala dobie, co trzy godziny. Nie pomagały zioła, piwo karmelowe, Hipp, położna (która wcisnęła mi poduszkę do karmienia jako lek na wszystko :crazy: - kupiłabym i kota w worku jeśli miałabym nadzieje ze to cos da) Pomogły dopiero hormony - konkretnie oxytocyna. Kolejny kryzys przyszedł w domu, kiedy po miesiącu pobytu dziecka w szpitalu zaczęłam dopiero uczyć Zosie ssania z piersi. Musiałam wspierać się zestawem Medeli, bo mała nie chciała ssać. Ważyła niecałe 2 kg, byłam cały czas straszona ze ja zagłodzę. Maż przywożąc kolejne laktatory wzdychał - Daj sobie spokój, nie uda się jak poprzednio. Mama mówiła – „Ani ja ani Twoja babcia nie karmiłyśmy dzieci piersią. To udawało się tylko mamkom, które maja do tego predyspozycje” :crazy: Tak na marginesie, moja mama nawet próbowała mnie karmiąc zgodnie z zaleceniami książkowymi w ówczesnych czasach – czyli karmienie co 3 godziny po max 15 min, z obowiązkowa przerwa nocna 6 godzin. Wytrzymała trzy dni :lol: Ja sama miałam dużo wątpliwości, czy naprawdę dobrze robię, czy to może jest tylko moja ambicja, a nie to, czego naprawdę dziecku potrzeba. Szczególnie ze moje koleżanki rezygnowały o wiele wcześniej, przy znacznie mniejszych problemach. I one same, ani nikt nie miał o to do nich pretensji.ALe na szczescie sie udalo.Z małą zgrałyśmy się dopiero po kolejnym miesiącu. Mam Zosia przyssała się do mnie na dobre, waga ruszyła do góry. Zosieńka ssała, nawet do 20 godzin na dobie! Czasami miałam uczucie, ze jeśli jeszcze raz dotknie moich piersi, to oszaleje! Bardzo często brakowało mi mleka, szczególnie wieczorami, kiedy Zosia nienajedzona płakała z głodu. Czasami podawałam jej mieszankę (reagowała niestety alergia), czasami wodę. Zosienka ma teraz 18 miesięcy, wazy 12 kg na piersi i diecie bezmlecznej. Przyszedł czas na odstawienie - obiecałam sobie kiedyś ze będę ja karmiąc do pierwszego zęba. Chyba o tym wie, bo mimo ze skończyła 1,5 roku, nie ma zadanego!I po mojej przygodzie z karmieniem wiem, ze nie każda kobieta ma wystarczająca ilość mleka, zeby wykarmić dziecko – ja jestem przykładem takiego deficytu :( Podczas całego karmienia nic mi się nie ulewało, wylewało, ani razu nie musiałam użyć wkładek do biustonosza. Dla mnie niewyobrażalne jest wykarmienie bliźniaków - tu ukłony dla mam, którym się to udało :jap:. Ja nie byłabym w stanie. Paka, uważam, ze zrobiłaś i robisz wszystko, co moszna z robisz w tej sytuacji. Jeśli dokarmisz Zosię nie szkodząca jej mieszanka, nic się nie stanie.Po prostu są mamy, które maja mleka tyle ile maja i już.Naprawdę możesz być z siebie dumna.Pozdrawiam serdecznieMela
    • Gość: janeczka Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią-nawet Madonnę ocenzurowali IP: *.* 13.02.02, 09:49
      Coś tu o tych krowach czytałam, że nie dają jednakowego mleka. Wiem, że te wahania w tłuszczu nie sa aż tak duże. A tak z drugiej strony to nigdy nie widziałam ani nie słyszałam, żeby jakaś krowa nie mogła wykarmić cielaczka z powodu chudości mleka. Po prostu karmią i jednego cielaka i bliżniaki, które krowom również się zdarzają... Wiecie , jaki to cudowny obrazek? Rodzi się taki mały cielaczek. Najpierw mama-krowa go liże, a potem on wstaje i wie, gdzie iść, żeby znależś strzyki(wymię)...Taki mały nieporadny, nóżki mu jeszcze drżą a on już idzie jeść... Wracając jednak do ludzi. Mam taki dowodzik, jakie to karmienie piersią było uważana za paskudne, ba, niemoralne chyba. Znacie taki obraz Matka Boska karmiąca-tytuł może troszkę inny-autor-Leonardo da Vinci.Madonna karmi piersią Dzieciątko...No i ja też mam taki obrazek-bardzo głupią kopię oryginału. Dlaczego głupią? Otóż na moim obrazku Matka Boska została ocenzurowana. Pierś Jej zamalowano-zamiast niej trzyma w ręcę kawałek tkaniny, którą daje Jezusowi. I tak sobie myśle! Jaka musiała być propaganda anty karmieniu piersią, że nawet naszą Madonnę aż tak ocenzurowali...Zabrali jej pierś-domalowali kawałek bluzki...Szkoda, że butelki nie domalowali... :-)
      • Gość: AgnieszkaP. Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią-nawet Madonnę ocenzurowali IP: *.* 13.02.02, 16:53
        Może to trochę tak nie na temat bo Janeczka pisała m.in. o cenzurze, ale chciałam dodać swoje trzy grosze. Zobaczcie np. jak wszystkie zabawki lalki-niemowlaki mają w zestawach buteleczki, którymi małe dziewczynki je karmią. Czyli pierwsze wrażenia dla małych dziewczynek, które kiedyś staną się kobietami i matkami, to " OK, małe dzieci karmi się butelką " . Ale wiem że na pewno trudno wymagać żeby robili zestawy lala-mama, anatomicznie poprawna, i lala-dzidzia, która ssie pierś. :)Ja uczyniłam ze swojego karmienia piersią coś bardzo naturalnego w moim domu, nie chowałam się do mojej sypialni itd, karmiłam przy mojej 7 letniej córce, czasami było nawet tak że musiałam podać pierś w trakcie obiadu, tak więc mąż i córka jedli, ja podjadałam jak mogłam, no i dzidzia też jadła :)Mam nadzieję że dzięki temu karmienie piersią jest czymś bardzo naturalnym dla mojej córki, po prostu częścią życia kobiety. Pozdrowienia,Agnieszka :hello:
      • Gość: madzia22 Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią-nawet Madonnę ocenzurowali IP: *.* 13.02.02, 21:12
        Janeczko, to ja pisałam o tych krowach.Widziałam, jak karmi sie cielaka, którego mama nie ma mleka. Moi przyjaciele są hodowcami krów i narzekają, że coraz więcej krów nie ma mleka dobrej jakości. Wyjątkiem są jedynie holenderki, ale one koztują niewspółmiernie wiele w stosunku do pieniędzy, jakie można dziś zarobić na sprzedaży mleka.Madzia
    • Gość: edytkat Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią IP: *.* 13.02.02, 23:11
      Dziwię się wam wszystkim. Pezcież to czy karmicie piersią czy nie zależy tylko od was. Czemu szukacie wytłumaczenia i winnych takiej czy innej sytuacji. Robicie to co uważacie za słuszne zarówno dla siebie jak i swoich dzieciaczków.Więc po co zastanawiać się czy was ktoś krytykuje czy nie. Tak samo jest przecież z innymi sprawami, chociażby z wychowaniem pociech. Zawsze znajdzie się ktoś kto powie że tak jest źle, że robicie nie tak jak potrzeba. Wiadomo ogólnie wszystkim że karmienie piersią jest dobre dla dziecka, a to czy chcecie to robić to wasza sprawa. Ale uważam że bardzo dobrze że propagowane jest na szkłoach rodzenia i w szpitalach karmienie piersią. To tylko sugestia i nie każda z nas musi robić tak jak inni mówią. Poza tym czy wy ze wszystkim zgadzałyście się ze swoim lekarzem czy położna w szpitalu?Takie jest życie. Niektóre z nas mogą i chcą karmić, inne odrzucają ten "pomysł" bez zastanowienia. I musi być ktoś kto przynajmniej powiem nam o korzyściach czy wadach. A decyzja należy do WAS.Więc szkoda tego ubolewania nad sobą. Wybrałyście raz a teraz trzeba tą decyzję podtrzymywać do końca.I nie ma co szukać winnych w położnych, rodzinie.
      • Gość: janeczka Re: Szkodliwe skutki presji karmienia piersią do Madzi i Edyty. IP: *.* 14.02.02, 16:10
        Kurczę, z tymi krowami to ja już nie wiem. Babcia miała w przeszłości hodowlę jałówek-szły na eksport na właśnie mleczne krowy. I powiedziała, że niczym cielątek nie dokarmiali. Natomiast myli jałówki(jałówka to młoda krowa, która jeszcze nia ma miała dzieci)szamponem, żeby ładnie wyglądały.Sama mnóstwo czasu spędzam na wsi i cieląt nikt nie dokramia.Fakt! kiedyś był mlekopan dla cieląt-z darów-ale raczej świniom rolnicy to dawali. Edyta-uważasz, że to świadomy wybór i nie ma co "oskarżać" rodziny i położnyh. Oj nie tak. Jestem mamą karmiącą, ale uważam, że jest inaczej. Przecież mi osobiście położna wmawiała, że nie mam pokarmu! I wyobraż sobie młoda dziewczyna, zmęczona, 8 hemoglobiny, dziecko 4 kilo-jadłoby bez przerwy, zmączenie po trudnym porodzie i doświadczona położna, która wmawiała mi , że zagłodzę dziecko. No i jeszcze mama, która stwierdziła, że w rodzinie nikt pokarmu nie miał, to i ja nie będę. I co? Jak tu nie zwariować? Jak się nie poddać? Dzięki Bogu się nie poddałam i powoli odstawaiam 2 letnie dziecko, które ząbków ma całą buzię. Mówicie o presji karmienia piersią. Po przeczytaniu tych postów i dokładając swoje życiowe doświadczenia dochodzę do wniosku,że ciągle brakuje informacji i nauki karmienia piersią! Nauczycielami są gazety(jeszcze raz dziękuję "Dziecku"), a położne chyba myślą, że kobieta rodzi się z darem przystawiania dziecka i w ogóle...Może zamiast potępiać, krytykować wreszcie zaczną w tych szpitalach uczyć? Może większości mam czytających te słowa wyda się to śmieszne, ale moim zdaniem karmienie piersią wcale nie jest łatwe- na początku jest to bardzo, bardzo trudne. A co do tych nauk, to pamiętam jak dziś, jak salowa weszła na salę i mówi tak " Trzeba dokarmiać bebkiem-to wam będą dzieci lepiej spały." Dzisiaj z tego się śmieję-z rad salowej-ale wtedy-kiedy byłam kilkanaście godzin po porodzie, pomyślałam, że może ona ma rację...Zapytałam nawet koleżankę z sali o to, ale ona doświadczona już mama dwójki dzieci powiedziała, co myśli o tych "cennych radach" salowej

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka