Gość: ljaworo
IP: *.*
14.02.02, 11:29
A ja właśnie w Walentynki, rok temu, wróciłam z moim maleństwem do domku ze szpitala. I był to najpiękniejszy prezent jaki sobie nawzajem sprawiliśmy. Dzień był wtedy podobny do dzisiejszego. Pielęgniarka w szpitalu ubrała Dianę, ja z ledwością doczłapałam do samochodu i tu pierwszy problem. Nie potrafiliśmy Małej zainstalować w foteliku. Złamaliśmy chyba wszystkie przepisy dotyczące przewożenia dzieci. Mała na kolanach u mamy, na przednim siedzeniu, a mama nie przypięta pasami. W domu zwierzaki musiały wybadać co to jest w tym zawiniątku.Jak ten czas szybko leci, było to rok temu, a mnie wydaje się, jakby to było wczoraj. Tylko maleństwo już nie takie małe. Jest wszędobylskie, rozpieszczone straszliwie (szczególnie przez męża), potrafiące dobitnie wyrazić swój sprzeciw, czasem wrzeszczące i nieznośne, a czasem radosne i uśmiechnięte. Bez względu na wszystko kocham ją bardzo i nie wyobrażam sobie teraz życia bez niej.A 6 lat temu, też w Walentynki, mój mąż mi się oświadczył. Pierwszy raz widziałam go wtedy tak zdenerwowanego.A jakie Wy wspominacie swoje najciekawsze prezenty, niekoniecznie Walentynkowe.Pozdrawiam trochę refleksyjnie,Ludek