Wczoraj pokłóciłam się z mężem ponieważ, jak to miewa czasami w zwyczaju, zrobił awanturę z jakiegoś bzdurnie błachego powodu.Miałam doła strasznego, że jest taki mało wyrozumiały i zamiast mnie podtrzymywać na duchu w stresie (mam obronę w piątek) to jeszcze mi głupie wyrzuty robi. Oczywiście za godzinę mnie przepraszał, ale wkurzyć zdążył i do tej pory byłam wściekła. Na szczęście w pracy trochę mi przeszło. A nie zgadniecie co najbardziej poprawiło mi humor : wstawiłam sobie na tapetę niezwykle zmysłowe zdjęcie Russela Crowe i czuję się wyśmienicie jak tylko spojrzę na ekran. Boję się tylko zbyt dużej ilości erotycznych snów

a zdarza mi się mówić przez sen.