iwonag25
01.12.06, 20:50
Mialam dzisiaj taki przypadek. Siedze sobie u kolezanki, nagle puka ktos do
drzwi. Facet pokazuje legitymacje (identyfikator) i mowi, ze jest z firmy,
ktora sprawdza gaz. Kolezanka wpuscila go do kuchni, po czym spojrzal na
kuchenke, junkers, podziekowal i poszedl. Nawet nic nie zapisal. Po jakims
czasie pukanie do drzwi. Sasiadka - przemila staruszka emerytka. Wypytuje sie
o tego faceta i mowi, ze wlasnie u niej jest, cos tam spisuje i chce od niej
100zl. Ona mowi, ze 2 tygodnie temu byl facet i spisywal gaz, a on na to, ze
on jest z innej firmy, ktora spisuje gaz. Koleznaka poszla z ta staruszka, po
ok. 10 minutach patrze, wychodza. Nie zaplacily mu, powiedzialy zeby
przyszedl jak syn wroci, bo mieszkanie jest na syna, albo niech da nr tel. do
szefa i ona zadzwoni i sie upewni. Facet ponoc sie zaczerwienil i zamotal.
Duzo myslalam o tej sytuacji i pomyslalam, ze moze trzeba bylo zadzwonic po
policje, moze to prawdziwy naciagacz, ktory poszedl do nastepnej
staruszki.Ale co w takiej syt. powiedziec policji? "podejrzewam ze u mnie
jest naciagacz"? Co wy byscie zrobily? Tak zebym na przyszlosc wiedziala.