Och jak jest mi smutno i źle

Mój mąż w poniedziałek wyjeżdża w delegację. Miało to nastąpić już na przełomie czerwca i lipca ale on nie pojechał. Część jego kolegów tak a jemu jakoś się upiekło. W związku z tym zupełnie zapomnieliśmy o tym wyjeździe, aż tu w piątek rano mąż dzwoni z prazy z wiadomością, że w poniedziałek rano jedzie

Może niektóre z Was pomyślą, że to śmieszne, że wielu facetów wyjeżdża za granicę i nie widzą się z rodziną miesiące a nawet lata, a mój będzie przyjeżdżał do domu co dwa tygodnie na sobotę i niedzielę, ale ja naprawdę to przeżywam. Nigdy nie byliśmy w takiej sytuacji, że rozstwaliśmy się na taki czas. Chodzę po kątach i chlipię. Mieliśmy iść w niedzielę do teściowej na obiad, ale w tej sytuacji stwierdziliśmy, że zostaniemy w domu we trójkę i spędzimy ten czas razem. A on mi wczoraj po przyjściu do domu oświadczył, że kazano mu przyjść do pracy w sobotę i w niedzielę

Żeby tego było mało teściowa ośwadczyła, że przyjedzie w niedzielę i obiad nam przywiezie, więc nici ze wspólnych ostatnich dni

Najgorsze jest to, że Igusia będzie bardzo tęsknić bo jest bardzo za mężem i nie raz jak się obudzi rano jak Tomek szykuje się do pracy to jest wielki szloch i zawiśnięcie na szyji, nodze i czym tylko się da oraz prośba, żeby nie szedł do pracy, aż się serce kraje. Nie wiadomo ile to potrwa, ale ja już tęsknię i wyję w poduszkę. Mój mąż stara się być twardym ale wiem, że też to przeżywa. Tak mi smutno i źle

Myszka.