Współczesny świat jest niebezpieczny. Pełen zła, nienawiści, niemoralnych
filii i fobii. W takich realiach dzisiaj wielu rodzicom przyszło wychowywać
swoje pociechy.
Rodzic dla dziecka winien być duchowym przywódcą, mentorem, pokazywać dziecku
świat i nauczać jak odróżnić dobro od zła. Aby poźniej w chwili śmierci mieć
satysfakcję, że wychowało się dzieci na porządnych dobrych ludzi.
No właśnie. Tylko jak tak naprawdę wychować dziecko na porządnego
sprawiedliwego człowieka, skoro samemu ma się poważne problemy z taką
selekcją? Odpowiedź nie jest prosta. Pytanie zasadnicze: co jest wynikiem
tych zaburzeń u rodziców? Czy niskie morale? A może bezkrytyczne wpatrzenie
we własne pociechy? A może wyświechtany slogan że zawsze się będzie kochało
swoje dzieci bez względu na to co zrobią? Czy jest to wpływ dzisiejszego pędu
za pieniądzem, czego konsekwencją są setki poradników dla rodziców, z
wychowywaniem dzieci mające niewiele wspólnego?? Ale ze sprzedażą i owszem.
A może świadome przymykanie oka na zło którego dopuszczają się pociechy?
Nieważne jakiego kalibru: przyzwolenie na konsumpcję alkoholu przez dwulatka,
pogryzienie opiekunki i brak reakcji ze strony rodzica czy też milcząca zgoda
na znęcanie się nad zwierzętami?
W efekcie zamiast mądrego i prawego człowieka wyrastają potworki.
Mali złoczyńcy których patologiczne zachowania zamiast tłumione w zarodku są
akceptowane. Rodzic zamiast edukowac i tłumaczyć do obłędu że to jest dobre a
to złe, spuszcza zasłonę milczenia lub szuka rozmaitego wytłumaczenia, na
ogół odwracając kota ogonem i znajdując wytłumaczenie w jego lub własnych
ułomnościach.
Pytanie zasadnicze: co mają w takim wypadku robić osoby postronne gdy widzą
że mały złoczyńca posuwa się daleko. Na tyle daleko, że gdyby był dorosłym
poniósłby odpowiedzialność karną. W normalnym i cywilizowanym kraju rzecz
jasna. No cóż gdy taki nieletni jest niemal letni to pół biedy. Gorzej jeśli
zła dopuszcza się małe, kilkuletnie dziecko. Co wówczas? Jak postąpić? Uznać
że to nie moja sprawa? Czy może jednak reagować? Reagując świadomie narażamy
się na różnego rodzaju przykrości godzące w naszą godność osobistą, zwłaszcza
gdy rodzicem się nie jest. Nie reagować też źle, bo podobnie jak zapatrzony w
pociechę rodzic stawiamy się w pozycji cichej akceptacji tego zła. Sprawa
jest trudna ale ciekawa jestem waszych opinii na ten temat
I bardzo proszę. Fakt mojej bezdzietności jest w tym wypadku nieistotny. Zło
to jest zło i nie ma nad czym deliberować.
Może warto też pomyśleć chwilę i poczytać między wierszami. Wiele osób
zapewne nie zrozumie, ale to normalne, lektury szkolne też są trudne i dla
wielu osób nie do przeskoczenia. Natomiast Ci którzy zrozumieli moje intencje
zapraszam do merytorycznej dyskusji. Może się czegoś od Was nauczę??

)