Od prawie 3 lat jestesmy z narzeczonym w Irlandi,a od roku mamy coreczke.
Cala swoja ciaze przechodzilam tutaj,stylkalam sie z roznymi lekarzami..ale
jeszcze nie z takim. Otoz w ostatnia sobote poszlismy z corka na szczepienie
hib i MMR,a ze skonczyly mi sie tabletki anty od razu chcialam wziac nowa
recepte. Od poczatku mialam watpliwosci co do szczepienia corki-nie chcialam
laczyc tych dwoch szczepien razem,wiec spytalismy o zdanie lekarza co o tym
sadzi-ona zaczela nam opowiadac o jakims irlandzkim naukowcu,ktory wpedzil
zamet z tymi szzepieniami(nigdy nie slyszalam),ze jej siostra rowniez jest
naukowcem i ona nie ma nic przeciwko polaczeniu tych szczepien. Ale my
postawilismy na swoim i poproslismy tylko o Hib,pani "lekarka" zabrala sie do
szczepienia bez umycia rak,bez nalozenia rekawiczek i bez przetarcia nozki
alkoholem(wiem zaraz bedziecie krzyczec dlaczego nie zareagowalam)-narzeczony
trzymal mala,ja bylam odwrocona bo szukalam ksiazeczki zdrowia. Po tym kiedy
zapytalismy sie dlaczego tego nie zrobila,odpowiedziala ze dziecko ma
przeciwciala ktore zapobiegaja infekcja(OKEEEEJJJJ!) Mala sie rozplakala-a
uwierzcie mi nigdy nie placze,raczej zawsze jest ciekawska co sie dzieje.
Pozniej chcielismy,aby lekarka zakleila miejsce po szczepieniu plastrem-
powiedziala ze nie bo dziecko dostanie alergi(W Irlandi nie nakleja sie
plastroe-OKEEEEEJJJJ!)W koncu powiedzialam jej ze chce tabletki,na co pani
doktor(sama sie tak nazwala chyba) odpowiedziala mi,ze ona mi nie moze
wypisac recepty bowiem na wizyte umowiona byla tylko corka i ze mam sie
umowic na kolejne spotkanie(TO BYLA SOBOTA,a na poniedzialek potrzebuje
tabletki!!),spytalam sie czy napewno jest ona pewna ze mi tej recepty nie
da,poczym stwierdzial ze jestesmy niemili i krzykiem kazala nam sie WYNOSIC Z
GABINETU(narzeczony byl w trakcie ubierania dziecka). Gdy wychodzilismy
zapytalismy sie jej dlaczego jest taka nie mila,a pani przy recepcjonistce
kazala na spieprzac!
W koncu stamtad wyszlismy,ja bylam zdenerwowana,corka tez,w koncu narzeczony
cofnal sie do gabinetu poprosil recepcjonistke o napisanie danych
tego "lekarza"..a wszystko to nagral na telefon. NA policji powiedziano nam
zeby tej babie nie odpuszczac,wiec nie odpuscimy!
Nigdy z czyms takim sie nie spotkalam-no chyba ze przy porodzie w Polsce

Oj
dlugo zalowalam,ze nie udupilam poloznej..teraz nie dam sobie pluc w twarz i
wam tez radze!