Zainspirowana wątkiem morgen_stern ( chyba mi wybaczy

) o
najbardziej upokarzającym doświadczeniu ,chciałam Was zapytać o
najbardziej przerażające doświadczenie w Waszym życiu
Ja miałam dwa takowe
Pierwsze jest może banalne ,ale do dziś ciarki mnie przechodzą ,jak
o tym pomyślę...
Mój wtedy półtoraroczny synek skakał po łóżku .I w pewnym momencie
spadł z niego na ziemię ,prosto na główkę .Na kilkadziesiąt sekund
stracił przytomność ,a ja miałam wrażenie ,że trwa to
wieki...Pierwszy raz w życiu straciłam zimną krew .Ta niemoc i
bezsilność była obezwładniająca.Widok jego bezwładnego ciałka
sprawiał mi przeogromny ,fizyczny ból .A droga do szpitala ( od
naszego domu to jakieś 10 km ) ,wydawała się nie mieć końca....
Drugie doświadczenie ,to był sen
Ja w ogóle bardzo rzadko pamiętam sny ,a ten był najbardziej
realistycznym ,przerażającym snem w moim życiu
Śniło mi się ,że umarł mój mąż.
Widziałam jego pogrzeb ,w co był ubrany ,treść napisów na
wieńcach ,czułam zapach kwiatów
Wszystko było takie prawdziwe ,tak realne i namacalne .
Czułam uścisk mojego brata ,kiedy szliśmy za trumną . Słyszałam swój
własny głos pytający „dlaczego”?
Pamiętam twarz męża ,treść kazania w kościele ,wygląd pracowników
zakładu pogrzebowego
Ból i rozpacz swoją i naszych rodzin ,znajomych .Rozmowy i nieudolne
próby pocieszania mnie przez innych .
Naszego synka pytającego o tatusia ,dlaczego śpi i nie chce wstać
się z nim pobawić ?
I tą złość ,że tak zwyczajnie sobie umarł ,a nas zostawił tu
samych .A przecież tyle rzeczy nam obiecał .Tyle jeszcze mieliśmy
razem zrobić
Pamiętam swoje myśli
Pamiętam ,że krzyczałam ( we śnie ) ,że to tylko sen i na pewno
zaraz się obudzę .Ale to trwało i trwało .I tylko bliscy
przychodzili mnie pocieszać...
Obudziłam się tak spłakana ,oczy miałam tak zapuchnięte ,że nie
mogłam ich otworzyć...
Było to przeokropne i całe szczęście ,że nie zdarzyło się naprawdę