Bedac mala dziewczynka planowalam, iz w temacie obowiazkow domowych
bede rownie dobrze zorganizowana jak nasza owczesna sasiadka. Jasny
plan na kazdy dzien, konsekwenta realizacja, satysfakcja i czas na
zasluzona kawe i kolejny odcinek serialu

) I co? I guzik czyli
wszystko raczej tak jak bylo u nas w domu, wieczne sprzatanie ale
nigdy do konca, bardziej sprzatanie (np. mycie podlog czy
odkurzanie) niz ukladanie i chowanie. Chodze, robie, wszystko
zaczynam, nie zdazam skonczyc. Piore, susze ale zamiast od razu
poprasowac to sie wala. Albo prasuje i juz do szafy nie schowam
tylko takie kupki leza. Czasem nic mi sie juz nie chce bo ciagle
balagan (ale nie brudno). Jak juz sie wezme to tak jak moja mama, do
upadlego, czyli i okna i podlogi i szafy, konczy sie na wielkim
balaganie na srodku pokoju i utracie checi do wszystkiego.
Powoli probuje sie zorganizowac, wyznaczam codzienne punkty stale,
macie takie swoje? Jak sie organizujecie? Podobno kolezanka
tesciowej nie je sniadania zanim nie poprasuje prania z dnia
poprzedniego. Ja na razie nauczylam sie wieczorem zalaczac zmywarke
i oprozniac rano. I dziala i jest pomocne. A Wy?