Dodaj do ulubionych

Jestem bezradna

12.09.03, 08:48
Jestem taka rozczarowana....swoim mężem i bezradna.
Pierwsze rozczarowanie przyszło kiedy zostawił mnie samą na drugi dzień po
porodzie. Mówiłam mu że potrzebuję kogoś więc przysłał mi swoją mamę, a
przecież nie o to mi chodziło. Tak bardzo potrzebowałam wtedy bliskości. Po
porodzie przestałam czuć się kobietą i tak bardzo chciałam żeby mnie
przytulił a on przez trzy dni mojego pobytu w szpitalu przychodził koło 18
19 i poza buziakiem nawet mnie nie przytulił. Jego mamie powiedziałam, że
nie ma potrzeby żeby siedziała przy mnie cały czas to się obraziła i
pojechała o czym mnie poinformował kiedy przyszedł obrażony.
Po wyjściu ze szpitala przyjechała moja mama więc czuł się zwolniony ze
wszystkich obowiązków a do tego wracał bardzo późno do domu. Nawet moja mama
stwierdziła że coś jest nie tak bo my ze sobą wcale nie rozmawiamy. Potem
przyjechała teściowa i było jeszcze gorzej bo nic nie mogłam powiedzieć bo
ona jest wpatrzona w niego jak w obrazek.
Obecnie jestem sama dosłownie i w przenośni. Pomoc Sebastiana ogranicza się
do wykąpania małej. Mój mąż nie potrafi jej prawidłowo chwycić (mimo że mu
pokazuję jak to robić) nie potrafi uśpić od biedy ją nakarmi tak więc jak
mała krzyczy to on.....ze spokojem czyta gazetę. W ogóle się nie odzywa do
małej i traktuje ją gorzej niż...... Teraz musimy iść do dermatologa i
załatwić chrzest w kościele.
Pytałam wczoraj kiedy zamierza to zrobić to zapytał czy nie mogę tego sama
zrobić-bez komentarza.
Rozmawiamy, on obiecuje że będzie pomagał a potem znowu to samo.
Chciałam pojechać do moich rodziców żeby trochę mi pomogli a on mi zabronił
bo nie cierpi mojego taty i chce obserwować jak rozwija się jego dziecko
tylko że to dziecko też cierpi bo ja przez to nie mam siły żeby się do niego
uśmiechać i rozmawiać.
Zagroziłam mu rozwodem to on powiedział że dziecko zostaje z nim albo nie da
mi rozwodu.
Co ja mam robić? Jestem bezsilna.
Marzena
Obserwuj wątek
    • gwiazdka19 Re: Jestem bezradna 12.09.03, 10:10
      Po pierwsze to w przypadku rozwodu mogłby sobie pomarzyc o dziecku.Nawet w
      szpitalu jak matka zrzeka sie dziecka to połozne przychodzą do niej i prosza
      by tego nie robiła wiec nie ma podstaw do tego zeby ci sąd nie przyznał
      dziecka.Musiałbys chyba byc pijaczką.Jesli chodzi o wyjazdy do rodziców tonie
      moze ci tego zabronic, musisz sie tylko odwazyc a najlepiej wziąż walizkę
      spakowac małą i siebie i sie przeprowadzic na jakis czas do rodziców nie
      zwazając na jego grozby bo nie moze ci nic zrobic.Powiedz mu ze jak bedzie sie
      tyle zajmował dzieckiem co ty to sobie bedzie mógł rządzic a narazie niech
      zamknie dziub i siedzi cicho bo to sie moze dla niego skonczyc.Nie martw sie w
      takich przypadkach zawsze prawo stoi po stronie matki wiec on sobie moze
      gadac.Po porostu olej go i nie daj sie.Nie jestes rzeczą ktorej moze mowic co
      ma robic.A jak tak bardzo mu zalezy na tym by patrzec jak sie wasze dziecko
      rozwija i rosnie to niech sie zaintersuje wszystkim co jest z dzickiem
      związane i niech sie wezmie do roboty bo dziecko ma nie tylko matkę.Chyba ze
      mu bardzo zalezy zeby miało tylko ją.Postaw sie i nie pozwól by cała
      odpowiedzialnosc za wychowywanie dziecka zwalil na ciebie.Albo wóz albo
      przewóz.Niech wybiera.Ja wiem ze to nie tak łatwo i ze jest ci ciężko bo czego
      innego sie spodziewałas ale nie daj soba manipulowac bo dojdzie do tego ze
      wpadniesz w jakąś anemie albo cos gorszego z przemęczenia.Ty i twoje potrzeby
      tez są wazne.Skoro chce z wami byc to niech sie stara, a nie wydaje rozkazy bo
      juz nie tacy figo fago zle konczyli.
      Pozdrawiam.
    • abakus2 Re: Jestem bezradna 12.09.03, 10:14
      Zosiu...
      Obserwuję taki przypadek u mojej koleżanki. Tu chciałabym uprzedzić
      (narzucające się wprawdzie) zgryźliwośći które zapewne się pojawią:
      widziałay gały co brały. Bywa, że książe z bajki, znany przez lata,
      który sprawdził się w niejednej trudnej chwili, po przyjściu na świat dziecka
      zmienia się w tyrana, lenia, idiotę, nieczułego sadystę moralnego.
      Wyjść jest kilka. 1- walczyć. 2- przeciąć (nie daj się zastraszyć odebraniem
      dziecka, to bzdety) 3- przeczekać. Pomimo potwornego poczycia bólu, krzywdy i
      niesprawiedliwości, trzecie rozwiązanie wydaje się chyba najmniejszym złem, ale
      to już indywidualna ocena każdego.
      Oszczędzaj siły na malucha i siebie. WY jesteście najważniejsi.
    • irminka2 Re: Jestem bezradna 12.09.03, 10:15
      Za mało napisałaś,żeby Ci dać dobrą radę. Piszesz ,że mąż przychodził ok
      18 .dlaczego?Pracuje? Jeśli tak to trudno mieć pretensje.Ja wiem ,że ci
      ciężko.Jak urodziłam drugie dziecko(15 miesięcy różnicy)załatwiłam mężowi 2
      tygodnie zwolnienia z tytułu opieki.Budowaliśmy dom - spędził te dwa tygodnie
      na budowie , a ja płakałam , krzyczałam , że nie daję rady.Liczyłam
      przecież ,że będzie ze mną -i tak jak piszesz , pomoże , przytuli. On był na
      tyle zmęczony,że nie miał siły na szczęście się ze mną kłócić.Pomóc nie miał mi
      kto, mama pracowała ,teściowa daleko. W końcu zrozumiałam,że coś za coś, albo
      mieszkanie na kwaterze , albo on na budowie i w perpektywie niedalekiej własny
      dom, zorganizowałam sobie czas i jakos przetrwaliśmy ten najtrudniejszy okres
      bez większych burz.
      Dziś 20 lat po ślubie znów cieszyy sie rodzicielstwem, oprócz dorosłej prawie
      tamtej dwójki , mamy 5 letniego synka.
      Starajcie się rozmawiać o wzajemnych oczekiwaniach, kłótnia niedaleko się
      zajedzie, walczcie o wasza miłość.
      Pozdrawiam
      Irmina
      • kag1 Re: Jestem bezradna 16.09.03, 17:39
        Zajmij sie sobą i dzieckiem. Ignoruj męża całkowicie, rób tylko to co jest
        potrzebne tobie i dziecku. Jesli jesteś bardzo zmęczona ( w co nie wątpię)
        jedż do rodziców i nie pytaj go o zgodę. Tesciowej powiedz o swoich problemach
        być może kiedyś i ona była w podobnej sytuacji i rozumie cię a może nawet
        pomoże. Dla mężczyny to też trudna sytuacja ale nie staraj się być nadmiernie
        wyrozumiała bo twoje zmęczenie i stres odbije sie na dziecku. Staraj się
        powoli wiązać męża emocjonalnie z dzieckiem. Pokaż mu jak pięknie się uśmiecha
        jakie jest śliczne kiedy śpi. Mój mąż długo niemógł odnależć się w nowej
        sytuacji, wprawdzie jak umiał tak mi pomagał i na swój kanciasty męski sposób
        wspierał, ale dziecku w pierwszych miesiącach najbardziej potrzebna jest
        matka. Dbaj o siebie i dziecko i nie poddawaj się. Rozwód to ostatecznoś.
        Serdecznie pozdrawiam.
    • izunia6 Re: Jestem bezradna 12.09.03, 10:52
      A może on po prostu nie potrafi. Znam mnóstwo facetów,
      których instynkty ojcowskie objawiają się z pierwszymi
      krokami dziecka, albo z pierwszym słowem. Trochę
      tolerancji. To ty masz instynkt macierzyński, a dla niego
      to jest wrzeszcząca jarzyna, nawet jeśli wszystkie
      babskie gazety będą pisać inaczej. Jedni się do tego
      nadają, inni nie. Ciesz się dzieckiem, chodźcie z mężem
      na spacer, to trudny okres, ty jesteś przemęczona, on
      przywalony poczuciem odpowiedzialności. Jeśli ci zależy
      na mężu i na ojcu dla swego dziecka, przyjmij go takim
      jakim jest i zobaczysz, że jak dziecko podrośnie, to
      będzie z niego fantastyczny tata.
      • jagienka.harrison Re: Jestem bezradna 12.09.03, 11:34
        Po pierwsze to wiem, że to jest najgorszy okres dla kobiety, okres
        rozczarowania, sama urodziłam 9 m-cy temu i byłam okropnie przytłoczona nowymi
        obowiązkami, sytuacją, odpowiedzialnością, swoim wyglądem itp.
        Nie chcę za bardzo stawać po stronie męża, ale naprawdę dla facetów dziecko to
        ogromnie trudna nowa rzecz i jak napisała moja poprzedniczka - niektórzy od
        razu się palą do nowych obowiązków, niektórzy w ogóle odmawiają. A Twój mąż
        przynajmniej kąpie córeczkę? To jakiś start!
        Z mojego doświadczenia to Ci napiszę, że facetów nie należy strofować ani
        pouczać, bo to ich strasznie zniechęca i im to działa negatywnie na ich męską
        dumę wink(a Ty z tego co napisałaś pouczasz go albo ciągle pytasz o chrzest
        itp). Jeśli dziecko nie płacze i wyraźnej krzywdy mąż mu nie robi, to po
        prostu niech robi jak umie. Postaraj się go zrozumieć! Jeśli nie chce czy nie
        umie zająć się córeczką, to wysyłaj go na zakupy, niech zrobi obiad czy
        poprasuje.
        Jeśli już rozmawiacie ze sobą, to niech to będzie rozmowa, a nie wykrzykiwanie
        oskarżeń i rozczarowań. Mów mu co Ci się nie podoba, a ja bardzo często też od
        razu proponuję rozwiązanie. Np "chcesz poczytać gazetę, weź dziecko na spacer
        do parku, ty sobie poczytasz, mała będzie na dworze a ja wypocznę".
        Z czasem będzie coraz lepiej, uwierz mi, wszystko się dotrze.
        KaŻdy ma swoje wady i zalety. A co do rodziców, to ja na Twoim miejscu
        szczerze mówiąc olałabym fochy męża, mama Ci bardzo pomoże, wypoczniesz, a on
        może coś zrozumie? Moja mama przyjechała na 2 tygodnie, i choć z mężem się
        lubią to nie aż tak jak bym chciała, ale on zrozumiał że potrzebuję pomocy,
        zacisnął zęby i każdy był =zadowolony .

        Trzymam za was kciuki, będzie coraz lepiej - uwierz mi! Najważniejsza jest
        teraz Twoja córeczka, a mąż się wszystkiego nauczy. Uszy do góry!

        Jagienka i Dominik
        PS Mój mąż przychodzi o 18 z pracy NAJWCZEŚNIEJ....
    • zabcia_m Re: Jestem bezradna 12.09.03, 11:37
      Zosienko smile
      Mój mąż jest dokłądnie taki sam a nawet jeszcze "gorszy" (specjalnie w
      cudzyslowiu) jeżeli chodzi o pomoc w opiece nad dziećmi. Też przychodził do
      mnie po porodzie tylko raz dziennie, na chwile, tylko buziak, a może nawet i
      nie (nie przypominam sobiewink) O porodzie rodzinnym nie było mowy, w ogóle
      dzieci to moja sprawa wink Jak czytam, że tatuś kąpie maleństwo, karmi czy
      przewija, to nie moge sobie tego wyobrazic, bo moj maz NIGDY tego nie robil wink
      Z pierwszym synkiem wychodził czasem na spacer jak mały spał bo musialam się
      uczyc do egzaminów, za to z córcią był tylko raz jak miała 6 miesięcy i
      powiedział, że więcej nie pójdzie bo cały czas płakała. W obecności moich
      rodziców (a widujemy sie z nimi raz w tygodniu przez 10 lat) tez specjalnie ze
      soba nie rozmawiamy - wciąż się krępuje, rozmawia z ojcem o sporcie, domku
      letniskowym, zdrowiu itp. wink
      Nie chcę się powtarzać, bo już tu pisałam, że miałam delikatnie
      mówiąc "niegrzeczne" dzieci i pierwsze 2 lata wyjęte nawet ze snu wink
      Ale nie piszę tego, żeby sie skarżyć, a wręcz przeciwnie żeby pomóc Ci inaczej
      sie do tego nastawić smile
      Mój mąż z dzieckiem na ręku zachowuje sie jak słoń w składzie porcelany, ale za
      to: jest dobry w pracy, dzieki czemu nie narzekamy na kasę, wszystko potrafi
      załatwić, zorganizuje wakacje, narty, jest pracowity z natury, więc odkurza,
      ściera kurze, trzepie dywany itp. (sam, nie gdy go poproszę), dba o samochód,
      ogród i psa, kupilismy dom, który wyremontował, jak ma czas to cos ugotuje, jak
      się dobrze czuje (jest troche chory) to odrobi z synkiem matematykę (za to z
      córcią 2,5 letnią dopiero teraz sie oswajaja, wyobraź sobie, że narazie ona
      jeszcze nie pójdzie do niego na ręce za żadne skarby a gdy ma z nim zostac na
      chwilę, to jest albo szał i biore ją ze sobą, albo wielkie przekupstwo, ze cos
      jej tam kupie i sie uspokaja, ale to na krótkie wyjścia do 0,5 godz. wink) ale co
      najważniejsze: JEST LOJALNY I NAS WSZYSTKICH BARDZO KOCHA - a wiem to nie
      dlatego, że mi to mówi (bo nie mówi) ale okazuje, w ogień by wskoczył za te
      nasze brzdące smile))
      Wierz mi mam za sobą trudne chwile, ale przy drugim dziecku juz wiedziałam że
      tak będzie i sama wybrałam sobie takie samodzielne wychowywanie i wiesz co...
      największą nagroda dla mnie było jak mój mąż na grilu z kumplami powiedział: ja
      tą moja zone podziwiam, jak ona sobie radzi z tymi dzieciorami i chorym meżem,
      to mi dodało skrzydeł...
      I jeszcze coś na koniec, co mi powiedziała moja koleżanka i co sama zaczęłam
      stosować. Każdy człowiek jest inny i nigdy nie możemy oczekiwać, że zachowa sie
      tak jak my byśmy się zachowali na jego miejscu, albo jakbyśmy chcieli, żeby się
      zachował, bo zawsze będziemy rozczarowani. To dotyczy głównie tego, że
      napisałaś, że nie chcesz byc sama po porodzie a on przysłał mamę... trzeba
      mówić chłopom wprost, bo to takie niedomyślne istoty... przeież nie chciał
      zle smile))

      Przepraszam, że tak długo, wiem, że Ci cięzko, ale jesli go kochasz to nie
      poddawaj się tak łatwo. Któraś z dziewczyn napisała, żebys go olała i sie
      stawiała, ale to pewnie jedna z tych "szczęściar", których meżowie podają
      dzieci w nocy do karmienia, przewijają i bawią się z nimi i trudno sobie im
      wyobrazic, że niektórzy mężczyźni nie dość, że tego nie potrafią to wcale nie
      chcą potrafić, co WCALE nie znaczy, że nie kochają smile))

      Pozdrawiam... pogadajcie lepiej o miłosci...
      Zabcia
    • mamaelfika Re: Jestem bezradna 12.09.03, 14:46
      wiesz co?...coz mi to przypomina..
      ale postaram sie opisac co moze czuc twoj maz...po pierwsze chyba najwazniejsze
      czuje ze nic nie potrafi zrobic przy swoim dziecku, ze cokolwiek probuje
      wychodzi mu gorzej niz tobie dlatego tak wyraznie(np czytajac gazete gdy maly
      placze)odcina sie od was...nie przyszedl do szpitala bo przewaznie faceci zle
      sie tam czuja a uwierz mi nie wszystko wyglada tak idealnie jak sie slysze
      zapatrzeni ojcowie w swoje dzieci , calujacy na kolanach stopy swoich zon,
      siedzacy wciaz w szpitalu i odgadujacy w oka mgnieniu nastroje zony.specjalnie
      przerysowalam, ale miej wiecej tak to jest-przynajmniej u mnie tak bylo.my-
      dwoje ludzi i nasze rodzicielstwo rodzilo sie w ogromnych bolach, nic nie bylo
      jasne i takie jak sobie wymarzylam, moj maz tez zmykal ze szpitala, tez
      wydawalo by sie ze nic nie pomaga.a potrzebny byl dystans i popatrzenie rowniez
      na to co on czuje, a nie tylko ja...zycze ci takiego dystansu, nie stawiaj
      wszystkiego na jedna karte, rozwod i juz..dajcie sobie czas..on chyba tez musi
      dojrzec do bycia ojcem
      pozdrawiam
    • agunia38 Re: Jestem bezradna 12.09.03, 15:31
      zosia271 napisała:

      > Zagroziłam mu rozwodem to on powiedział że dziecko zostaje z nim albo nie da
      > mi rozwodu.
      > Co ja mam robić? Jestem bezsilna.
      > Marzena



      ja myślę, że wszystko będzie dobrze, faceci muszą dojrzeć do bycia ojcem - my
      mamy na to 9 miesiecy ciążysmile)
      ale GDYBY (odpukać) doszło do rozwodu, to na pewno nikt mu dziecka nie odda.
      naogladał się chyba za dużo filmów amerykańskich, gdzie męzowie "zabierają"
      żonom dzieci. no i kto by się tym dzieckiem zajmował? on????smile
      ale nie martw się, na pewno "się poprawi". mało który jest idealnym tatusiem od
      samego początkusmile
      • mamadwojga Re: Jestem bezradna 16.09.03, 19:50
        Moje poglądy na ten temat są bardzo zbieżne z Jagienką. Ale ja doradzam Ci
        przeczekać. To tylko taki pierwszy kryzys. Jeszcze nie okrzepliście w roli
        rodziców, mąż nie dorósł do roli ojca- taki egzemplarz Ci się trafił. Myślę,
        że powinnaś wyraźnie sprecyzować swoje potrzeby i porozmawiac z mężem. Na
        początku faceci nie bardzo wiedzą co i jak robić. Ty już się zżyłaś z
        dzieckiem przez 9 miesięcy, dla niego dziecko to abstrakcja. I cokolwiek
        mówisz nie używaj tonu roszcząco-pretensjowego bo od czegoś takiego mąż
        ucieknie. U mnie zawsze działa rozładowanie sytuacji dowcipami i żartami. I
        powinnaś zostawiać męża często samego z dzieckiem. To bardzo dobrze robi na
        poczucie obowiązku. Przeczekaj i wypłakuj się nam na forum. Pocieszymy Cię i
        przytulimy a za jakiś czas będzie lepiej. Nie stawiaj spraw na ostrzu noża.
        Rozwód to ostateczność. Kryzys pierwszego dziecka minie i znowu będzie między
        wami dobrze.
    • donatta Re: Jestem bezradna 16.09.03, 20:50
      Z doświadczenia wiem (a jestem mamą trójki dzieci, z ośmioletnim stażem
      małżeńskim i 14 latami bycia razem w ogóle), że faceci zachowują się w ten
      sposób kiedy sytuacja ich przerasta. Mój skadinąd kochany i pomocny mąż też
      miewał tego typu zachowania na różnych etapach naszego wspoólnego życia,
      niekoniecznie związane z narodzinami dziecka, ale np. z moją ciążą czy jakimiś
      kłopotami. Oni wtedy chowają się w skorupę, i nie ma jak ich z tej skorupy
      wydobyć. Myślę, że Twój mąż musi po prostu dojrzeć do sytuacji. Najwyraźniej
      przestraszył się odpowiedzialności, może rzeczywistość przerosła jego
      oczekiwania. Nie chce się z Tobą rozwieść, pomaga Ci w kąpieli, to nie jest
      nic. Daj mu czas, a wszystko będzie dobrze. Nie wiem co Ci doradzić w kwestii
      wyjazdu do rodziców, ja osobiście chyba bym została bo wiem, że mój mąż
      odczułby to boleśnie i mogłoby to tylko pogorszyć i tak już napiętą sytuację.
      Ty też - przeżywając kryzys - nie chciałabyś żeby Twój mąż sobie wyjechał. Na
      pewno wolałabyś żeby był przy Tobie w trudnych chwilach, nawet jeśli nie
      potrafiłabyś mu tego okazać. Wiem, że łatwo coś takiego się pisze, ale patrzę
      teraz przez pryzmat tego, co zdarzyło się w moim zyciu i wiem, że tak własnie
      było. Faceci nie lubią przyznawać się do swoich słabości, bo jak powiedział mi
      kiedyś mój mąż - w naszym społeczeństwie są uważani za głowę rodziny, powinni
      dać tej rodzinie wsparcie i zarobić na jej utrzymanie. I jeśli coś im nie tak
      wychodzi - czują się bezradni, niedowartościowani i stąd takie zachowanie,
      stąd ta skorupa. Skoro Twój mąż nie jest na tyle silny żeby zwalczyć własne
      poczucie bezradności, niemocy, czy co on tam czuje, to Ty musisz być tą silną.
      Chocby dlatego, że masz dziecko. Wiem, że jest Ci ciężko, bo sama nieraz
      płakałam w poduszkę i nie tylko, ale pomyśl, że to przejdzie i znowu będzie
      między Wami dobrze. Czego Ci z całego serca życzę.
      Póki co może spróbuj jakoś złagodzić atmosferę. Może dobra kolacja, wino,
      perspktywa seksu (albo cokolwiek innego, co wiesz, że podziała) i Twój mąż
      otworzy sie przed Tobą? Wtedy będzie już z górki.
      Pozdrawiam
      donatta

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka