zosia271
12.09.03, 08:48
Jestem taka rozczarowana....swoim mężem i bezradna.
Pierwsze rozczarowanie przyszło kiedy zostawił mnie samą na drugi dzień po
porodzie. Mówiłam mu że potrzebuję kogoś więc przysłał mi swoją mamę, a
przecież nie o to mi chodziło. Tak bardzo potrzebowałam wtedy bliskości. Po
porodzie przestałam czuć się kobietą i tak bardzo chciałam żeby mnie
przytulił a on przez trzy dni mojego pobytu w szpitalu przychodził koło 18
19 i poza buziakiem nawet mnie nie przytulił. Jego mamie powiedziałam, że
nie ma potrzeby żeby siedziała przy mnie cały czas to się obraziła i
pojechała o czym mnie poinformował kiedy przyszedł obrażony.
Po wyjściu ze szpitala przyjechała moja mama więc czuł się zwolniony ze
wszystkich obowiązków a do tego wracał bardzo późno do domu. Nawet moja mama
stwierdziła że coś jest nie tak bo my ze sobą wcale nie rozmawiamy. Potem
przyjechała teściowa i było jeszcze gorzej bo nic nie mogłam powiedzieć bo
ona jest wpatrzona w niego jak w obrazek.
Obecnie jestem sama dosłownie i w przenośni. Pomoc Sebastiana ogranicza się
do wykąpania małej. Mój mąż nie potrafi jej prawidłowo chwycić (mimo że mu
pokazuję jak to robić) nie potrafi uśpić od biedy ją nakarmi tak więc jak
mała krzyczy to on.....ze spokojem czyta gazetę. W ogóle się nie odzywa do
małej i traktuje ją gorzej niż...... Teraz musimy iść do dermatologa i
załatwić chrzest w kościele.
Pytałam wczoraj kiedy zamierza to zrobić to zapytał czy nie mogę tego sama
zrobić-bez komentarza.
Rozmawiamy, on obiecuje że będzie pomagał a potem znowu to samo.
Chciałam pojechać do moich rodziców żeby trochę mi pomogli a on mi zabronił
bo nie cierpi mojego taty i chce obserwować jak rozwija się jego dziecko
tylko że to dziecko też cierpi bo ja przez to nie mam siły żeby się do niego
uśmiechać i rozmawiać.
Zagroziłam mu rozwodem to on powiedział że dziecko zostaje z nim albo nie da
mi rozwodu.
Co ja mam robić? Jestem bezsilna.
Marzena