gabrysia5
01.07.08, 17:17
Mam koleżankę.Mężatkę i matkę dwójki dzieci.Śliczną,przebojową
dziewczynę.Niezależną finansowo, wykształconą.Mąż od 12 lat ten
sam.Udane dzieciaki, kariera (nie kosztem rodziny-nauczycielka i
tłumacz języka francuskiego oraz anglistka).Od 12 lat wydawało mi
sie ich małżeństwo to bajka.Nieraz jak patrzyłam na nich z boku to
sobie myslałam,że fajnie miec takiego męża i taki związek.A tu jak
grom z jasnego nieba dowiaduje się,że niedługo mają pierwszą sprawę
rozwodową.Szok.Koleżanka mówi,że życie z...było
koszmarem .Ubezwłasnowolnienie, zazdrość, aantury dzikie, wybijanie
szyb w drzwiach itp.Jezu w zyciu bym nie pomyślała,ze tak jest u
nich w domu.Wyobraźcie sobie ,że koleżanka poszła do sąsiadki na
urodziny babskie , a że jej nie było 4 h to mąż wezwał policje,że
hałasy są po 22.Rajciu!! Jestem w szoku i musiałam sie wygadać.A
mnie sie zdawało,że mam źle.