Dodaj do ulubionych

Lapowki...

02.08.08, 06:32
Taki temat chcialam rozpoczac natchniona pewnym programem i zapytac Was o
zdanie, opinie, doswiadczenia z tym zwiazane.
Wiem ze KAZDY powie, ze jest temu przeciwny, ale czy ktos z Was mial z tym
jakiekolwiek doswiadczenia i nie zaluje, albo nie mial, ale gdyby zaszla taka
potrzeba, nawet by sie nie zastanawial.
No wlasnie ja jestem temu przeciwna i uwazam to za wielka niesprawiedliwosc i
przestepstwo!Tymbardziej ze mieszkam w kraju, gdzie cos takiego jest nieznane!
Moja prawie cala rodzina mieszka w Polsce, rok temu zmarl tata na raka, od
diagnozy zyl prawie rok i gdyby nie lapowki, pewnie trwaloby to o wiele
krocej...Na poczatku nie moglam tego zrozumiec, dlaczego i z jakiej racji
sypia takimi sumami???...Moze nie wszedzie tak jest, ale tam nie bylo wyboru
Ciagle slysze o innych przypadkach lapowkarstwa, bo nie ma innego wyboru, to
przykre bardzo, bo nie kazdego stac.Znam przypadek jak ten:
www.youtube.com/watch?v=mAT_3UjxqxM&feature=related
o prywatnych wizytach w panstwowym osrodku.
Co Wy o tym myslicie?
Wnioskuje tu pewne oburzenie, ze nie kazdy "bierze", Wy byscie nie daly...i
tak dalej
a ja powiem szczerze--gdybym nie miala wyboru, a chodziloby o zdrowie
najblizszych juz nie mowiac o dziecku--nawet bym sie nie zastanawiala!
Chetnie poslucham Waszych opini na ten temat, nie tylko w kwestii lekarzy.
Obserwuj wątek
    • gagunia Re: Lapowki... 02.08.08, 07:08
      Ja nie jestem typem łapówkarza. Pewnie bym szybciej wyzionęła ducha niż komuś
      coś dała w łapę. Byłam z dzieckiem 2 tygodnie w szpitalu po porodzie na przykład
      i do bani mi nie przyszło dac coś komuś, zeby było mi lepiej. Myślenie mam
      takie, że to ich robota, a kawę, czekoladę dał mój mąż na moją prośbę po wypisie
      dziewczynom, które były mi naprawdę pomocne. Z perspektywy czasu widzę, że
      niemal cały personel robił łachę, że w czymkolwiek mi pomoże. Ale tym bardziej
      utwierdza mnie to w przekonaniu, że dawać nie należy.
      Nie umiem dawać w łapę i jestem temu przeciwna. Nie ukrywam, że jak ktoś mi
      opowiada, że tu zapłacił tam coś dał - w sytuacjach na pewno nie ekstremalnych
      typu ratowanie chorego jakimś drogim badaniem- to ma ochotę strzelić w pysk.
      Niestety jestem typem bardzo zasadniczym i regulaminowym, któremu na dodatek
      naiwnie wydaje się, ze wszyscy żyją w zgodzie z prawem i zasadami moralnymi.
      Łapówki nie mieszczą się po prostu w zakresie mojego pojmowania świata.
      • 4-mexx Re: Lapowki... 02.08.08, 07:14
        widzisz, ja DOKLADNIE mam takie same zdanie jak Ty.Nigdy nie dalam zadnej
        lapowki.Moge powtorzyc wszystkie Twoje slowa!
        Ale wlasnie chodzi o te ekstramalne sytuacje--zycie mamy, dziecka, meze
        Piszesz o wizycie w szpitalu-widocznie sie moglo obyc BEZ, ale gdyby chodzilo o
        zycie dziecka?Nie dalabys?Trzymalabys sie swoich zasad?
        • gagunia Re: Lapowki... 02.08.08, 07:25
          Nie wiem - pewnie nie dałabym sama z siebie, bo by mi nie przyszło do głowy. Nie
          wiem co miałoby to zmienić. Musiałabym powziąć wiedzę o jakimś badaniu, leku,
          które jest do załatwienia tylko po znajomości albo za łapówkę. Prawdopodobnie
          wtedy bym to zrobiła. Samo dbanie o pacjenta, dawanie lekarzowi, żeby się lepiej
          zajął, żeby robił co mógł itp jakoś mi się na dawanie w łapę nie kwalifikuje.
          Co do mojego pobytu w szpitalu - obyło się bez, ale musiałam powalczyć o swoje -
          o godziwą (podstawową) opiekę, o pieluchy dla dziecka czy choćby o przeniesienie
          rzeczy na druga salę, bo sama nie bylam w stanie nic podnieść. Walczyłam więc
          się babsztyl zawziął i nie dał mi środka przeciwbólowego kiedy zwijałam się z
          bólu. Ale to kwalifikowało się na skargę do dyrekcji, a nie na łapówkę.
          Niektórzy wolą zapewnić sobie jakiś tam komfort łapówką. Ja nie.
          • 4-mexx Re: Lapowki... 02.08.08, 07:34
            ok, pomijam kwestie zycia
            ale gdyby Twoj tata albo mama umierajacy lezeli w szpitalu i wiedzialabys ze bez
            lapowki nie zaopiekuja sie ani troche(w tym momencie prywatna opieka wykluczona)
            i nie chce przytaczac tu szczegolow tej opieki nad osoba niezdolna zrobic przy
            sobie nic to raz a dwa, sa miejsca, gdzie bez lapowki lekarz nie podejdzie nawet.
            Zdaje sobie sprawe, ze duza wina jest po stronie pacjentow, bo tak to juz sie
            kreci, ale nie ma innego wyboru.
            Do inneo szpitala nie przeniesiesz np. bo nie ma miejsc, albo jest tak samo?
            Co zrobisz?Niech sie osoba meczy, bo Ty nie dasz, bo Ci sumienie nie pozwala?
          • 4-mexx Re: Lapowki... 02.08.08, 07:39
            chcialam jeszcze dodac, ze nie musialas, nikt nie musial z Twojej rodziny
            ale czy jestes pewna, ze gdyby chodzilo o zdrowie a nawet zycie najblizszych nie
            dalabys?
            bo dla mnie nic nie liczyloby sie wowczas tylko zdrowie czy zycie najblizszej
            osoby i nawet nie zastanawialabym sie wtedy.
            Widzisz, w mojej rodzinie wydarzylo sie juz cos takiego i nawet wtedy ja nie
            moglam zrozumiec ich postepowania, dopiero pozniej wszystko zrozumialam, ze albo
            albo i teraz wiem, ze zrobilabym tak samo
        • a.nancy Re: Lapowki... 04.08.08, 00:14
          > Ale wlasnie chodzi o te ekstramalne sytuacje--zycie mamy, dziecka, meze
          > Piszesz o wizycie w szpitalu-widocznie sie moglo obyc BEZ, ale gdyby chodzilo o
          > zycie dziecka?Nie dalabys?Trzymalabys sie swoich zasad?

          mysle, ze gdyby chodzilo o zycie dziecka, to wiekszosc matek bylaby gotowa
          zlamac wiekszosc zasad. i trudno to potepiac, bo zycie ludzkie jest najwyzsza
          wartoscia. na szczescie sytuacje wyboru zycia lub smierci nie dotycza nas zbyt
          czesto, wiec mozemy spac spokojnie, nasze zasady etyczne sa bezpieczne wink
    • demonii.larua Re: Lapowki... 02.08.08, 08:08
      Nie wiem jakby to było w przypadku moich dzieci, nie musiałam póki co się
      przekonywać, ale... sama w tej chwili leczę się prywatnie, bo gdybym musiała
      czekać w kolejkach, to pewnie albo dorobiłabym się przerzutów albo musiałabym
      dać w łapę żeby przyspieszyć leczenie.
      Ostatnio byłam na konsultacji w klinice, oczywiście prywatnie, pan doktor w
      czasie wizyty oznajmił mi że bardzo nie lubi pacjentów, którzy przychodzą do
      niego omijając kolejkę nfz. Spytałam po co w takim razie ich przyjmuje? A on z
      uśmiechem na twarzy odparł "pecunia non olet" i skasował dwie stówki.
      • dlania Re: Lapowki... 02.08.08, 08:53
        Ale co, zapłaciłas te 2 stówy za wizytę w prywatnej praktyce? Bo wtedy to nie
        łapówka? Czy za cos innego - przesunięcie w kolejce, itd?
        • demonii.larua Re: Lapowki... 02.08.08, 09:04
          Zapłaciłam za wizytę normalnie, pan doktor przyjmuje prywatnych pacjentów w
          klinice państwowej no, ale zabij mnie nie wiem czy w czasie dla pacjentów z nfz.
          Kilka osób czekało, ja byłam umówiona na konkretną godzinę, pan wyszedł zapytał
          czy jestem i weszłam.
      • jowita771 Re: Lapowki... 02.08.08, 09:02
        Demonii, szuja, nie lekarz. Życzę zdrowia.
    • liwilla1 Re: hmmm 02.08.08, 08:30
      ogolnie lapowkarswto uwazam za obrzydliwy proceder, ktory z cala swiadomoscia
      trzeba tepic, ale... sa przypadki, i sa przypadki.
      policjantowi/urzednikowi nie dalabym w zyciu. nawet nie wiedzialabym, jak
      zaproponowac. w sytuacji gdyby chodzilo o zycie bliskiej mi osoby, pewnie
      podeptalabym wlasne zasady. hipokryzja? jak najbardziej.
      lapowki sa wszedzie. nawet w sektorze prywatnym gdy chcesz wygrac przetarg (np.
      na szkolenie - to akurat wiem z doswiadczenia) dla "zachety" dla decydenta
      proponuje sie - oczywiscie bardzo subtelnie - jakis procent w zyskach. podobne
      historie slysze od znajomych pracujacych w nieruchomosciach, sluzbie zdrowia czy
      przedstawicielstwach. jak bardzo stalo sie to ogolnie przyjeta praktyka - nie
      wiem. ale dobry temat na prace doktorska z socjologii smile
      • dlania Re: hmmm 02.08.08, 08:52
        Ja nie mam problemu - nie mam kasy na łapówki, więc muszę sukac nauczycieli,
        lekary, urzędników i itd uczciwych, nieoczekujących wynagrodzenia dodatkowegowink
        Zastanawiacie się nad tym, żę skoro biorący łapówki tak naprawde kradnie, to
        równie dobrze może mieć i inne "słabości": kłamać, oszukac was, manipulować?
        Potraficie zaugfać komus, kto bierze łapówki? I nie mówie, o paczce kawy czy
        bombonierce.
        • liwilla1 Re: masz racje dlaniu 02.08.08, 08:59
          nie mozna zaufac takiemu moralnemu scierwu, ale z drugiej strony gdyby moja mama
          albo brat, albo syn, albo M. mieli wybor - albo/albo - jestem w stanie sobie
          wyobrazic, ze mam w glebokim powazaniu moralnosc. niestety. smutne to i glupio
          sie tak przyznawac, wolalabym byc niewzruszona ostoja prawosci uncertain pewnie kilka
          lat temu bylabym bardziej skrajna.
          • dlania Re: masz racje dlaniu 02.08.08, 09:05
            Ja tez mówię hipotetyczniewink Gdybym trafiła kiedys na takiego skurw...., który
            leczeniekogos z mojej rodziny uzaleznia od kasy (chociaż , cholera, trudno mi
            uwierzyć, że ludzie - lekarze moga postępowac tak okrutnie) to pewnie i
            zapozyczyłabym sie, i dylematów moralnych bym nie miała.
            Z moich doświadczeń szpitalnych na razie widzę, że łapówki służą przede
            wszystkim zapewnieniu lepszej opieki i wyższego standardu pacjentowi, a nie
            sytuacji, gdzie rzeczywiście cjodzi o czyjeś zdrowie i życie.
            Ale te moje doświadczenia to głównie patologia ciązy (80-90% cc to były
            łapówki), więc specyfivzny oddział.
            • liwilla1 Re: masz racje dlaniu 02.08.08, 09:12
              dlaniu, dla mnie ewentualnym przypadkiem dania lapowki jest tylko sytuacja zycia
              lub smierci. nie dalabym nikomu nic za lepsze traktowanie. i nie dalam. skutkiem
              czego na poloznictwie, gdzie lezalam przez 10 dni po porodzie, bylam przez
              niektore "piguly" traktowana jak smiec. glupia wyplakiwalam sie w poduszke,
              zamiast kutwy ustawic do pionu. ale coz... mlodsza i glupsza bylam big_grin i z
              pierwszym dzieciakiem, wiec w ostrym szoku poporodowym big_grin
    • jowita771 Re: Lapowki... 02.08.08, 08:56
      Miałam sytuację trochę podobną. Poszłam rodzić z bólami kilka dni po terminie.
      Lekarz zatrzymał skurcze, mówiąc, że chce się wyspać. Potem leżałam jeszcze
      tydzień, na oddziale było kiepskie USG, wiedziałam, ile kosztuje wywołanie ciąży
      i do kogo się z tym idzie. Powiedziałam mężowi, żeby nie płacił, bo tak się tego
      nie załatwia. Skończyło sie dobrze, ale bałam się strasznie, wiem, jak to się
      mogło skończyć.
      • triss_merigold6 Re: Lapowki... 02.08.08, 09:42
        A to już dla mnie absurd. Ryzykować zdrowiem czy życiem dziecka w
        imię zasad?! Ja sie umawiałam na wywolanie porodu w konkretnym
        terminie, pani doktor zrozumiała moją schizę i nic nie płaciłam ale
        gdyby cos sugerowała to bym dała kasę bez gadania i szczęśliwa, że
        zmniejszam ryzyko niedotlenienia dziecka.
        Zasadniczo kiedyś byłam bardziej pryncypialna jesli chodzi o łapówki
        ale teraz mam to gdzieś.
        • jowita771 Re: Lapowki... 02.08.08, 09:47
          Nie siedziałam i nie czekałam z założonymi rękami. Po prostu starałam się ugryźć
          problem z innej strony, omijając łapówkowicza.
      • babowa Re: Lapowki... 02.08.08, 09:52
        A ja dałam w łapę nauczona doświadczeniem.
        Mój mały,wcześniak zaczął dziwnie chrząkać więc do lekarza,ten od
        razu do szpitala,no i poszłam.Durna byłam jak but,myślałam ze skoro
        to wcześniak i taki mały(miał wtedy 10 dni)to normalne ze w sposó
        szczególny sie nim zajmą.Okazało się ze ma zapalenie płuc(?)i
        leżałam około 12 dni na oddziale.Z ulgą wyszłam dziękując uśmiechem
        lekarzom i personelowi.
        W domu przeczytałam wypis i tyle.
        Po 2 m-cach znów wylądowałam w szpitalu w dramatycznych
        okolicznościach(zachłysnął się,bezdech),znowu zapalenie płuc.
        No trudno,,tym razem nie leżałam na izolatce tylko z innymi mamai i
        one trochę oczy mi otworzyły.Wyszłam ,przeczytałam wypis taki sam
        jak poprzedni.Minęło około 10 dni kiedy mały znów dziwnie
        reaguje,teraz prosto prywanie do samej p.ordynator. i co słyszę?
        same pochwały jak wspaniałą matką jestem,atmosfera prawie rodzinna i
        informacja o leczenia.I słyszę że dziecko dostało lek ( nie pamiętam
        nazwy) i teraz też go powtórzymy bo to wcześniaczek,słaby i dla nich
        jest to wyjątkowe lekarstwo.
        w szpitalu pielegniarka przynosi całkiem inną kroplówkę,myk na
        krzesło i czytam nazwę-nazwa znana od ordynator-ulga bo to te dobre
        lekarstwo.Pytam się pilęgniarki co to,od czego a ona mi burczy ze to
        baaardzo drogi lek,stosowany w szczególnych przypadkach.po tym leku
        mały nie chorował ze 3 m-ce.i tak sobie myślałam ze moze gdyby
        dziecko dostało od razu to drooogie lekarstwo moze by tak nie
        chorował potem.w kazdym bądz razie przy kążdej chorobie byłam u
        p .ordynator najpierw prywatnie by w szpitalu mieć lepszą opiekę
        (czytaj skuteczniejsze leki)
        W głowie mi się nie mieści ze zdrowie tak małych dzieci zależne jest
        od wysokości łapówki,ale tak to było
        • dlania Re: Lapowki... 02.08.08, 09:54
          A mnie się babowa nie chce wierzyć w to, co napisałaś. Po prostu dziecko nabralo
          odporności i dlatego później mniej chorowało. Tak chcę myslecwink
          • babowa Re: Lapowki... 02.08.08, 10:17
            myślę ze nie ,bo na pierwszej prywatnej wizycie ordynator od razu
            stwierdziła że trzeba będzie powtórzyć lek(nazwa) bo on jest właśnie
            dla wcześniaków w takich przypadkach .ale gdy w domu sprawdziłam w
            wypisie leku o tej nazwie nie było.w szpitalu od jednej z bardziej
            ludzkich pielęgniarek się dowiedziałam ze to lek drogi (mogę coś
            pomylić bo niestety nie pamiętam) robiony z osocza krwi(?) i
            ordynator tylko kilka razy w roku go stosuje,bo bardzo obciąża
            szpital.Miałam żal przeogromny bo gdy dziecko miało 10!
            dni,wczesniak ale przyjęty z ulicy nie zasługiwał by szpital zajął
            się porządnie,po wizycie prywatnej znaleziono nagle lepsze
            leczenie.Pewności nabrałamże moja ordynator postąpiła żle,gdy na
            odziale w CZD w W-wie lekarka stwierdziła wprost-szkoda że od razu
            nie zastosowano leku(nazwa),możliwe że odporność by tak nie spadła.
            Oczywiście że nie mam pewności że mały by nie chorował,ale prywatne
            wizyty sprawiły że lek właściwy wprowadzono,słowa lekarki z CDZ
            utwierdziły mnie tylko że powinnam prywatnie iść od razu.
            Ale mnie się wtdawało ze skoro to wcześniak to wszystko co dla niego
            najlepsze będzie mu zaaplikowane
            Ale się przekonałam że nie wszystkie leki są przeznaczone dla
            każdego.Są pacjenci i PACJENCI.
            Czułam żal do siebie że naraziłam małego na te szpitale
            Mówię ci ze ta opinia lekarki z CDZ trochę mną trzepnęła
            • dlania Re: Lapowki... 02.08.08, 10:21
              Okropne. Oczywiście ciesze sie, że z twojemu dziecko poprawiła sie odpornośc, że
              wyszlo z tych infekcji. Ale zaraz sobie myslę, ilu rodziców nie stać na prywatne
              wizyty.
              Trzeba jak najszybciej sprywatyzowac tę cholerna słuzbe zrowia, żeby to płacenie
              odbywało sie oficjalnie i na konto szpitala, a nie na lewo i do kieszeni lekarza.
              • babowa Re: Lapowki... 02.08.08, 10:29
                No dzieciak chorował non stop,wierz mi ręce opadają
                Wszędzie zrosty po wkłuciach i td.
                żeby jeszcze lekarz z czd nie powiedział tych słow to bym się tak
                nie obwinała że nie zrobiłam wszystkiego od razu.
                Ale było minęło,mały żyje i ma się dobrzesmile
                Ale pamiętam te doświadczenia i gdy dzieje się coś poważniejszego od
                razu idę prywatnie
                To jest wkooorwiające,bo składki się opłaca a i tak leczymy się
                prywatnie!
                • dlania Re: Lapowki... 02.08.08, 10:36
                  Ale ty sie zupełnie nie masz za co obwiniać! No za co? jakby na drzwiach
                  szpitala bylo napisane; "Drodzy pacjenci! Wysoki standard leczenia tylko za
                  wręczeniem łapówki" to rozumiem, ale to nie twoja wina, że system jest chory i
                  zepsuty... Ta lekarka niech sie obwinia.
              • gryzelda71 Re: Lapowki... 02.08.08, 10:35
                A ja nie bardzo wierzę że widmo łapówek zniknie po sprywatyzowaniu.
                • dlania Re: Lapowki... 02.08.08, 10:40
                  Ja mam nadziejęwink No i jak szpital bedzie prywatny, i bedzie musiał sam na
                  siebie zarobić, to chyba zarząd (dyrektor?) nie przymknie tak łatwo oczu na to,
                  że ktoś przyjmuje własnych pacjentów czy wykonuje badania na szpitalnym sprzęcie
                  swoim prywatnym pacjentom - na terenie szpitala i w czasie swojego szpitalnego
                  etatu? No i chyba wkurzy się, jesli sie dowie, że jakas kasa, która mogła trafic
                  na konto szpitala (jako oficjalna opłata), trafiła do kieszeni lekarza, któremu
                  szpital i tak wystarczająco duzo płaci?
                  Tak to widzę, ale życie pokażewink Zarządcami i dyrektorami tez moga zostawać
                  krewni i znajomi królika i wtedy wszystko lezy i kwiczywink
                  • gryzelda71 Re: Lapowki... 02.08.08, 10:45
                    Ale już łapówka za przyspieszenie planowanego zabiegu nigdy nie będzie trafiała
                    do kasy szpitala prawda?Więc nadal będzie można ją wręczać.I nadal będą
                    chętni,zeby ja przyjąc.
                    • dlania Re: Lapowki... 02.08.08, 10:49
                      Jesli kontrole nad kolejnością zabiegów bedzie miał ktos niezalezny, nie sam
                      lekarz - to jak?
                      Ale ja sie chyba za dużo amerykańskich seriali o prywatnych klinikach naoglądałamwink
                      • gryzelda71 Re: Lapowki... 02.08.08, 10:51
                        Oj chyba taksmile))
                • babowa etat - po znajomościach 02.08.08, 10:46
                  Myślę że zdobycie pracy w wyniku znajomości to tez temat pokrewny
                  Nie miałam zamożnych rodziców ze znajomościami i gdy było na świcie
                  już 2 w miarę odchowanych dzieci chodziłam i pytałm się o
                  pracę,składałam podania i tyle.Ale znajomy znajomego miał możliwości
                  (czytaj dobre układy)i może pogadać w mojej sprawie.I tym sposobem
                  dostałam pracę w p-rz-e-d-sz-k-o-lu!!
                  Mam wykształcenie odpowiednie,doświadczenie i trzeba było znajomości
                  by mieć te parę groszy.Sam burmistrz musiał udzielić
                  błogosławieństwa.Jestem mu wdzięczna ale niesmak czuję.
                  Tylko ze w małych miasteczkach to norma
                  • joan-nina Re: etat - po znajomościach 02.08.08, 11:19
                    Jasne, ze tak się dzieje! Konkursy w państwowych firmach podobnie. Na stanowisko
                    juz wcześniej "obasadzone" robi się konkurs, zgłaszają się kandydaci (z często o
                    niebo lepszymi kwalifikacjami od wybrańca), a i tak "wygrywa" naznaczony. I nikt
                    tego nie przeskoczy. Nikt tego nie skontroluje, a i tak, jakby, to żadnych
                    konsekwencji nie ma.
                    Znajomy zapłacił niemałą sumkę, żeby syn miał dobry start smile

                    Brzydzę się takimi rzeczami, ale w szpitalu zapłaciłabym od razu i bez
                    dywagacji, jeśli ktoś zasugerowałby mi to. Szpital to za poważna sprawa. Szpital
                    odziera z godności.
                  • lola211 Re: etat - po znajomościach 03.08.08, 15:40
                    W mojej firmie zatrudnia sie bardzo czesto po znajomosci.A dlaczego?
                    Tak jest wieksza szansa na zatrudnienie osoby, ktora sie
                    sprawdzi.Ktos cos juz o niej blizszego moze powiedziec i sam nie
                    poleci byle kogo, bo czuje sie za swoj wybor odpowiedzialny.Nie ma
                    zadnego lapownictwa, po prostu poleca sie okreslonego kandydata.A
                    dopiero wowczas, gdy sie takiego nie znajdzie, ida w ruch
                    ogloszenia.Poki co osoby polecone najlepiej sie sprawdzaja.
                    • jowita771 Re: etat - po znajomościach 04.08.08, 06:42
                      W mojej firmie też, szef często zatrudnia osoby z rodziny. Jednak jest to
                      prywatna firma i takie jego prawo. W państwowych jest to nie do przyjęcia, tam
                      zatrudnianie krewnych i znajomych królika jest nie na miejscu, urząd to nie
                      prywatny folwark.
    • bea.bea Re: Lapowki... 02.08.08, 11:17
      jestem przeciw...ale...
      zyje w kraju w którym "nikt nie bierze"
      wiec jesli poszlo by o zdrowie mojej rodziny, to bym dała bez wahania....

      wkurza mnie jednak, ze ci co biora, albo przymuja prywatnie, na erenie
      państwowego szpiala, korzystajac z państwowego sprzetu...
      chca pracowac za pieniadze..ok...ale u siebie...
      • eda.wilczus Re: Lapowki... 02.08.08, 12:50
        byłam przeciwna i zarzekałam sie ,że absolutnie przenigdy nic
        nikomu ! .... dopóki moje dziecko nie zostało poddane operacji ,
        wdała się sepsa , lekarze mówili ,że trzeba czekać , nic się nie da
        zrobić - mnie się wtedy wydawało ,że mówiąc o tym czekaniu mają na
        myśli - łapówka to coś się ruszy ... no i przygotowałam kasę - i
        wiecie co : lekarz prowadzacy nie wziął i dostałam ochrzan - to było
        na prokocimiu w Krk smile
    • in-ca Re: Lapowki... 02.08.08, 13:10
      Nigdy nie dałam żadnej łapówki, ale, nigdy nie mów nigdy, tak jak inne z Was
      gdyby chodziło o najbliższe mi osoby, nie wahałabym się i takie właśnie
      zachowanie powoduje to, że oni biorą, bo zawsze będzie, że to przecież dla
      najbliższych. Smutne to, ale przecież lepiej nie ryzykować życiem, czy zdrowiem
      własnej rodziny, które zależy raptem od widzimisię jakiegoś tam wiecznie
      niezadowolonego lekarza sad
    • dag_dag Re: Lapowki... 02.08.08, 17:49
      Ja nie dalam, nie mialam potrzeby, ani nigdy nie musialam nawet miec takiego
      dylematu.
      Moja bliska rodzina dala lapowke w szpitalu za przyspieszenie operacji. Ich
      nastoletni syn nie mogl chodzic, nie chodzil juz kilka miesiecy i czekal na
      operacje, po ktorej byla szansa, ze bedzie chodzil (i tak sie stalo, najpierw o
      kulach, a od lat samodzielnie chodzi i jest calkowicie sprawny). Po lapowce ich
      dziecko zooperowal ordynator w przeciagu tygodnia...
    • angazetka Re: Lapowki... 02.08.08, 18:24
      Trzy uwagi:
      1. Pozytywna. Moi dziadkowie w ostatnich latach byli wiele razy w
      róznych szpitalach. Nigdy nikt nie sugerował łapówki, a opieka była
      prima sort. Zatem nie jest tak, że wszyscy biorą, a bez łapówki ani
      rusz.
      2. Gdyby chodziło o zycie czy zdrowie najbliższych, swoje szlachetne
      zasady rzucam w kąt i płącę. Nie mam wątpliwości. Brzydzę się
      łapówkarstwem, ale są wyjątki.
      3. łapówkę na razie dałam raz w życiu, kiedy razem z koleżankami
      chciałam wejść na koncert, na którym zależało. Młoda byłam i dopiero
      po wszystkim zrozumiałam, że to była łapówka.
      • montechristo4 Re: Lapowki... 02.08.08, 19:40
        dałam i nie żałuję. Kiedy mój syn urodził się jako wcześniak, nie
        było dla niego respiratora w szpitalu. Wszystkie zajęte przez inne
        dzieci, a raczej było do przewidzenia, że \Młody bedzie go
        potrzebował. Po łapówce wręczonej orynatorowi, lekarz pojechaół po
        respirator do innego szpitala.
        Dzisiaj zrobiłabym dokładnie tak samo....
        • lola211 Re: Lapowki... 03.08.08, 10:21
          I tym samym moze masz na sumieniu inne dziecko, ktore twoje ten
          respirator podebralo.
          • babowa Re: Lapowki... 03.08.08, 10:39
            lola211 napisała:

            > I tym samym moze masz na sumieniu inne dziecko, ktore twoje ten
            > respirator podebralo.
            >


            Zadziwiasz mnie lola!.
            nie mów że w sytuacji gdzie trzeba by było ratować życie Twojego
            dziecka Ty miałabyś dylematy ze może to nie przystoi bo inne dziecko
            może go potrzebować? Chyba nie zabrano respiratora prosto spod
            pleców innego noworodka?
            Są sytuacje gdzie moralność schodzi na plan dalszy
            Myślę ze masz to szczęście że nigdy nie musiałaś walczyć o zdrowie
            czy życie dziecka i stąd taki osąd sytuacji
            • lola211 Re: Lapowki... 03.08.08, 15:27
              > Myślę ze masz to szczęście że nigdy nie musiałaś walczyć o zdrowie
              > czy życie dziecka i stąd taki osąd sytuacji

              Tu akurat sie mylisz, bo mam za soba smutne doswiadczenie smierci
              nowonarodzonego dziecka, ktorego nie podlaczono do respiratora, bo
              go w szpitalu po prostu nie było.Mam tylko nadzieje, ze nie dlatego,
              iz jakis ordynator w zamian za kase go "wypozyczyl" dla rodzica-
              łapówkarza.

              Chyba nie zabrano respiratora prosto spod
              > pleców innego noworodka?

              Wystarczy, ze za chwile trafiło na oddzial, na ktorym respirator
              byl, ale cóz, juz go nie ma.Dzieciak mial pecha, bo sie spoznil.
            • jowita771 Re: Lapowki... 04.08.08, 06:48
              Gdyby wolny respirator był w innym szpitalu, to bym sie ucieszyła i mogłabym
              łapówkę dać. Gdyby rzeczywiście trzeba było zabrać innemu dziecku, nie dałabym
              łapówki.
              • lola211 Re: Lapowki... 04.08.08, 14:17
                Przeciez tego nikt ci nie zdradzi.W jaki niby sposob mozna to
                sprawdzic?
          • amhali Re: Lapowki... 03.08.08, 10:48
            Ale ona napisala wyraznie ze ordynator nie zabral zadnemu dziecku tego
            respiratora, tylko pojechal po wolny do innego szpitala (nie zawsze we
            wszystkich szpitalach wszystkie respiratory sa zajete...).

            Skoro pojechal i wzial wolny, to powinien to zrobic i bez lapowki, no ale pewnie
            mu sie nie chcialo kombinowac...
            • lola211 Re: Lapowki... 03.08.08, 15:32
              Ja nie potepiam, tylko staram sie uzmyslowic sytuacje.

              Skoro doszlo do lapowki, to raczej dlatego, ze zdobycie respiratora
              nie bylo czyms oczywistym i prostym, tylko trzeba bylo uruchomic np.
              znajomosci i naruszyc procedury.
              • montechristo4 Re: Lola 04.08.08, 08:53
                Nie wiem, czy do tego innego szpitala trafiło za chwilę dziecko,
                które mogłoby potrzebować sprzętu. Może tak może nie. Dla mnie w tym
                momencie najwazniejsze było życie mojego syna i to, że był na
                oddechu wspomaganym. Bez respiratora na pewno by nie przezył.Tyle w
                tym temacie.
                A wypożyczenie respi z innego szpitala jest procedurą dosyć rzado
                praktykowaną, dlatego wymagało to z naszej strony dodatkowego
                finansowego wsparcia.
                Cieszę się, że to zrobiłam. Kiedy patrzę na swojego syna to wiem, że
                na pewno zrobiłabym to jeszcze raz. I w takich sytuacjach, kiedy
                życie mojego dziecka wisiało na włosku, to w d... mam moralność. Nie
                miałam ochoty na kupowanie trumny zamiast wyprawki.
                A Ty mnie zadziwiasz - ciekawa jestem, czy miałabys w sobie tyle
                siły, żeby być w zgodzie z moralnością i zasadami w takiej chwili.
                Jestem pewna, że nie.
                • lola211 Re: Lola 04.08.08, 14:20
                  > A Ty mnie zadziwiasz - ciekawa jestem, czy miałabys w sobie tyle
                  > siły, żeby być w zgodzie z moralnością i zasadami w takiej chwili.
                  > Jestem pewna, że nie.

                  No widzisz, ja nie posmarowalam komu trzeba i moje dziecko zmarlo.Bo
                  byc moze w tym czasie inna mamusia zrobila co trzeba i respirator
                  podebrala.
    • 18_lipcowa1 jasne ze bym dala 03.08.08, 14:34
      gdyby chodzilo o moje zdrowie, zycie albo kogos mi bliskiego
      wtedy w nosie mam zasady
      za nic innego typu zalatwienie czegos urzedowo, za prace, za egzamin
      bym nie dala
    • kali_pso Re: Lapowki... 03.08.08, 14:49
      Dałabym- życie moich bliskich jest dla mnie warte więcej niż moje
      osobiste upokorzenie taką sytuacjąwink
    • lola211 Re: Lapowki... 03.08.08, 15:23
      Są dwojakiego rodzaju sytuacje: ktos łapówek żąda w zamian za
      ekstra potraktowanie czy tez uzależnia podjecie okreslonej decyzji w
      zamian za kase, ale tez i sytuacje, gdy sam petent probuje przekupic
      decydenta w zamian za korzysc.

      Sama mialam takie przypadki-próbowano w rozny sposob wplynac na moje
      decyzje, takze za pomoca korzysci materialnych.U mnie nie wchodzi to
      w gre, nie potrzeba mi kłopotów, chce miec czyste sumienie.A i tak
      pokutuje opinia,ze inaczej niz za lapowke zalatwic sie nie
      da.Rozsiewaja ja ci niezadowoleni, ktorzy nic nie wskorali, zapewne.

      Sama, gdybym musiała, ratowałabym sie w ten sposob,majac noz na
      gardle.
      • magdalenia.werka Re: Lapowki... 03.08.08, 17:17
        zastanawiam sie czy obejrzalyscie ten filmik ktory autorka topika podala.

        Dopoki beda istnialy osoby ktore daja lapowki dopoty lapowkarstwo i kumoterstwo bedzie isniec.

        W kazdej sytuacji opisanej przez forumowiczki jest rozwiazanie - przeniesienie sie do prywatnej (z prawdziwego zdarzenia) kliniki. Jest tego przeciez jak na peczki.Osobiscie gdyby mnie lekarz mial przyjac prywatnie na terenie panstwowego szpitala poinformowalabym o tym fiskusa, zadzwonila do mediow i rozdmuchala sprawe. Jesli brakowaloby respiratora dla dziecka obdzwonilabym wszystkie szpitale i staralabym sie o przeniesienie dziecka do innej placowki.

        Gdyby ludzie zaczeli bojkotowac proceder dawania lapowek i eksponowali kazde takie zajscie - dawno by sie juz on skonczyl. Ale do tego trzeba sie zjednoczyc, a w naszym spoleczenstwie o to ciezko, zawsze sie ktos wylamie.....
        • 4-mexx Re: Lapowki... 04.08.08, 03:41
          magdalenia.werka napisała:

          >
          >
          > W kazdej sytuacji opisanej przez forumowiczki jest rozwiazanie - przeniesienie
          > sie do prywatnej (z prawdziwego zdarzenia) kliniki. Jest tego przeciez jak na p
          > eczki.
          nie mieszkam w Polsce, ale tam bywam i tam gdzie bywam nie ma prywatnych klinik,
          a jesli sa to nie we wszystkich specjalizacjach


          Jesli brakowaloby respiratora dla dziecka obdzwonilabym wszystkie szpital
          > e i staralabym sie o przeniesienie dziecka do innej placowki.

          a w innej placowce tak samo...
          a gdyby Ci ojciec umieral, to Ty bys szukala w tym czasie uczciwego lekarza i
          czekala az sie znajdzie
          >
          > Gdyby ludzie zaczeli bojkotowac proceder dawania lapowek i eksponowali kazde ta
          > kie zajscie - dawno by sie juz on skonczyl.
          wiesz ze to niemozliwe>Mam jeszcze babcie staruszke w PL, ktora na kazdej
          najmniejszej wizycie sypie piecdziesieciotkami, chory jest dla mnie caly ten
          system i wiele rzeczy o ktorych slysze, ale moze dopiero za 50 lat to sie
          wyprostuje.
          Kiedy mieszkalam jeszcze w Polsce imprezowalam z kolega, mlodym lekarzem, ktory
          na poczatku tak bardzo chcial byc uczciwy, ale z biegiem czasu tlumaczyl sie, ze
          coz zrobi jak pensja taka niska, a ludzie sami daja...
        • montechristo4 Re: Lapowki... 04.08.08, 08:58
          No i tutaj moja droga głupoty, za przeproszeniem, piszesz. Dziecko,
          28 tygodniowy wcześniak, na oddechu wspomaganym, nie ma czasu na
          wożenie go po mieście. Co z nim zrobić w karetce/na korytarzu
          szpitalnym? Na OIOM jest sprzęt do wentylacji, monitory itd. Taka
          podróż byłaby dla niego śmiertelna.
          Oj, idealistki.......
          • liwilla1 Re: dokladnie 04.08.08, 11:16
            juz to widze, jak w sytuacji zagrozenia zycia dziecka wszystkie idealistki
            wspinaja sie na wyzyny moralnosci smile
            • gryzelda71 Re: dokladnie 04.08.08, 13:04
              I zachowają zimną krew.Ale popisać można...
    • karola1008 Re: Lapowki... 04.08.08, 08:11
      Jestem urzędniczką. Nigdy łapówki nie wzięłam i nie wyobrażam sobie
      bym wzięła. Urzędnikowi,sądowi itp., policjantowi nie dałabym
      łapówki nigdy w zyciu. A z lekarzem, to prawda jest taka, że
      postawiona w syuacji podbramkowej-zagrożenia życia lub zdrowia
      najbliższych- zapłaciłabym ile by zażądał.
    • gaskama Re: Lapowki... 04.08.08, 09:46
      Sama bym nie przyjęła. Nie, bo nie.

      A dawałam lekarzom, jak mama była ciężko chora, byłam wtedy bardzo
      młoda, miałam ze 20 lat, było to dla mnie duże przeżycie, byłam
      zażenowana. Dla lekarzy, którzy brali, jakby im się należało, nie
      było to duże przeżycie, zero zażenowania.
      Ale wolę uczciwsze reguły gry. Gdy to tylko jest możliwe, korzystam
      z prywatnej służby zdrowia i płacę za usługi.
      A nie dałabym w przypadkach nie związanych z ratowaniem zdrowia i
      życia. Nie dałabym policjantowi, za zdanie egzaminu, za prawo jazdy
      itd. itp.
      • magdalenia.werka Re: Lapowki... 04.08.08, 12:59

        4-mexx napisała:


        > nie mieszkam w Polsce, ale tam bywam i tam gdzie bywam nie ma prywatnych klinik
        > ,
        > a jesli sa to nie we wszystkich specjalizacjach

        jesli ludzie przestaliby dawac lapowki i chodzili uczciwie prywatnie takie kliniki od razu by sie pojawily - jesli w rejonach do ktorych jezdzisz lekarze przyjmuja prywatnie w panstwowym szpitalu, bez zadnej umowy o wynajm lokalu itd - gdyby ludzie zaczeli robic raban nie mieliby wyjscia musieliby to zalegalizowac!

        A w miedzyczasie mozna pojechac do pobliskiego miasta.

        -------------------

        > a gdyby Ci ojciec umieral, to Ty bys szukala w tym czasie uczciwego lekarza i
        > czekala az sie znajdzie

        o zesz kurcze - to ile ci sie wydaje zajmie poszukanie uczciwego lekarza?

        ---------------------
        > Kiedy mieszkalam jeszcze w Polsce imprezowalam z kolega, mlodym lekarzem, ktory
        > na poczatku tak bardzo chcial byc uczciwy, ale z biegiem czasu tlumaczyl sie, z
        > e
        > coz zrobi jak pensja taka niska, a ludzie sami daja...

        skoro nie mozna polegac na lekarzach, trzeba wziasc sprawy w swoje rece i NIE DAWAC!
    • robbea1 Re: Lapowki... 05.08.08, 09:36
      Razem z męzem dalismy trzy razy w zyciu:
      - pierwszy jak po 2 tygodniach mojego lezenia z bólem w szpitalu nie
      mogłam się doczekac na decyzję czy będzie operacja czy tylko zabieg -
      po lapówce na drugi dzień była operacja DZIĘKI BOGU,
      - drugi jak po 12 godzinach męki na bloku porodowym bez żadnego
      efektu zobaczył mnie mąż, poszedł dał w łape ordynatorowi kóry w
      końcu się mna zainteresował, przebił pęcherz, wody płodowe zielone i
      decuzja o natychmiastowej cesarce. Gdybym czekała jeszcze 3 godziny
      do wizyty mogło być różnie bo dziecko było już niedotlenione,
      - trzeci raz jak w wyniku tego niedotlenienia leżeliśmy w Prokocimu
      z małą na obserwacji w kierunki epilepsji ale w sumie to nie była
      lapówka tylko jakby podziekowanie za dobra opiekę.

      I żadnej z tych łapówek nie żaluję i jesli bede w przyszłości
      postawiona w podobnej sytuacji zaeraguje tak samo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka