Dodaj do ulubionych

Problematyczna kochana babcia... Leki dostępne...

08.08.08, 14:06
Moja mama jest dobrą kobietą, całym sercem oddaną swojej rodzinie, a ponieważ
Kubuś jest najmłodszy, to i najukochańszy. Wszystko jest ok, ale ostatnio to
już tak się z nią ścięłam, że... Zagroziłam nawet, że przestaniemy ja
odwiedzać. Ale to nie rozwiązuje problemu. Chodzi o to, że moja mama jakiś
czas temu miała silny zawał i od tego czasu w domu przybyło zdecydowanie
więcej leków.Leżą one na sofie za stołem kuchennym i nawet Kuba ma do nich
nieograniczony dostęp. Mama twierdzi, że musi je mieć pod rękąsad Każda prośba,
by choć na czas naszej wizyty je schowała kończy się awanturą i wysłuchiwaniem
argumentów, że ona pięcioro dzieci wychowała i żadne się nie otruło itp. Nie
docierają do niej argumenty, że tym razem może być inaczej. Czy potrzebuje
jakiejś tragedii w domu? Bywa, że z płaczem chowa te leki, ale to tylko na
chwilę... Już nie wiem co robić...
Obserwuj wątek
    • ewa_mama_jasia Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 14:19
      A może tak dziecko nauczyc, że nie wolno niczego dotykac na tamtej
      szafce? Ja dowiedzam regularnie swoich rodziców (oboje chorzy na
      nowotwory i inne choroby wieku starczego) i babcię (liczne choroby
      wieku starczego, w tym silne nadciśnienie itp) i w życiu by mi nie
      przyszło do głowy, zeby chowac ich leki na czas wizyty dziecka. A
      jak spędzaliśmy tam urlop to też nie wprowadzałam terroru co do
      chowania leków. Po protu dziecko wie, czego nie wolno mu dotykać i
      tyle.
      • kanna Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 14:24
        Na zasadzie niedotykania piekarnika, albo kominka smile Mój synek - od
        kiedy zaczął się przemieszczać - wiedział, że nie wolno ściągac
        niczego, co lezy na biurku męża (a był tam istny sajgon).

        bardzo trudno jest zmieniać przyzwyczajenia starszych ludzi...
        często jest to niemozliwe,

        pozd. Ania
    • atenette Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 14:26
      Przeraza mnie brak odpowiedzialnosci niektorych. Czy to taka
      straszna tragedia schowac na chwile leki? Albo trzymac je na
      wyzszych polkach? No sorry, ale malutkiemu dziecku tego nie
      wytlumaczysz. Nie wiem ile lat (miesiecy?) ma dziecko, ale mojej
      Emilce (13 miesiecy) mozna mowic po tysiac razy zeby czegos nie
      wolno, a ona i tak zrobi swoje. A kolorowe, grzechoczace,
      szeleszczace leki to juz wogole super zabawka, skad prosta droga do
      nieszczescia. Autorka postu pisze, ze leki leza wszedzie, a nie na
      jednej szafce wiec tym bardziej trudno wytlumaczyc dziecku, ze nie
      moze wziac do raczki to, co lezy w jego zasiegu i tak interesujaco
      wyglada, a jak wiadomo co do raczki to do buzi u takiego malego
      dziecka. Postawilabym na swoim. Albo mama chowa leki, albo nie jej z
      dzieckiem nie odwiedzam.
      • kanna Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 14:55
        >ale mojej
        >Emilce (13 miesiecy) mozna mowic po tysiac razy zeby czegos nie
        >wolno, a ona i tak zrobi swoje.

        Jeżli zasad jest mało i sa bardzo wyraźne to dzieci szybko sie uczą.
        Moje dzieci - zanim nauczyły się chodzić - potrafiły zamykac
        szufladę trzymając za gałke i schodzić z kanapy nogami do przodu.
        Nauczyłam je tego.

        A twoje dziecko dotyka piekarnika? jeździ w foteliku? sa zasday,
        których dzieci musza przestrzegać.

        >Albo mama chowa leki, albo nie jej z
        > dzieckiem nie odwiedzam.

        Pewnie, że tak najłatwiej. Ale tym prostym ruchem unieszczęśliwiasz
        dziecko i babcię.


        Jeszcze taki pomysł - może koszyk, pudełko na leki, ktre kupisz
        babci? Dziecku łatwiej będzie zrozumiec, że ma nie tykac tego
        koszyka.

        Ania
      • sir.vimes Właśnie może być tragedia 12.08.08, 22:52
        przy niektórych chorobach trzeba mieć stały dostęp do leków i dokładnie wiedzieć
        gdzie są - czyli trzymać je w miejscu do którego się jest przyzwyczajonym.

        Z drugiej strony - oczywiście, że dziecko nie powinno mieć dostępu do leków.
    • nika_75 Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 14:39
      A mnie się wydaje że Autorka posta powinna zmienić własne postępowanie. O ile
      się nie mylę przybywa do rodziców z wizytą, więc nie powinna zmieniać ich
      obyczajów i to jeszcze pod groźbami nieodwiedzania ich z wnuczkiem! Nie
      potrafisz upilnować aby przez czas jedno, czy dwugodzinnej wizyty dziecko nie
      wzięło opakowania do ręki? To aż taki wysiłek, żeby kosztem tego psuć sobie
      stosunki z rodzicami? Rozumiem gdybyście mieszkali razem, ale tak.. Poza tym
      piszesz ze leżą na sofie, a więc nie rozrzucone po całym mieszkaniu, pilnuj zeby
      synek nie zbliżał się do tamtego miejsca i tyle. Czy warto aż tak ranić własną mamę?
      • katharinasz-s Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 17:23
        Zgadzam się częściowo... Wizyty nasze nie są aż tak krótkie, czasem nocujemy u
        rodziców, bo dla Młodego wieś jest atrakcyjniejsza niż nasze blokowisko.
        Rzeczywiście leki leżą w zasięgu ręki Kuby (15 miesięcy), ale są w jednym worku
        - z którego wprawdzie łatwo wszystko wydostać, ale nie są porozrzucane po całym
        domu... Pilnuję Kubę i jak do tej pory udawało mi się to bez problemów. Boję się
        tylko jakiejś chwili nieuwagi... Te leki to trochę takie kuszenie losu - jak dla
        mnie. Kubę na razie aż tak bardzo nie interesują te leki, zdecydowanie woli kury
        ganiające po podwórzu... Ale babcia ma też inne wnuki, bardziej dociekliwe niż
        mój Młody - bo starsze...
        • sir.vimes To niech te dociekliwe dzieci 12.08.08, 22:54
          nie dotykają rzeczy babci bez pytania - bardzo proste.

          Starsze są - to pewnie ideę zrozumieją.


          > ganiające po podwórzu... Ale babcia ma też inne wnuki, bardziej dociekliwe niż
          > mój Młody - bo starsze...
    • beatrix_75 na przestroge 08.08.08, 14:41
      mOja mama tez miała kiedys taki " luzik "...ze zostawiala
      leki ,gdzie jej sie podobało ....a wtedy mieszkalismy razem

      -nie pomagały moje prosby ...

      nauczyła sie jak Mlody dorwał sie do (na szczęscie juz pustego )
      opakowania - ale rozgryzł nakretkę i wysypał sie ten proszek na
      wilgoś ( nieszkodliwy w sumie )...
      widok straszny ...podeszła ..patrzy ..lezy fioleczka obok
      proszek ..mały mówi 'fuj..."
    • mama_kotula Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 14:55
      Myślę, że babcia - chowając leki z miejsca dostępnego w każdej chwili - traci w
      jakiś sposób poczucie bezpieczeństwa. Być może tak silnie obawia się o swoje
      zdrowie, że czuje się dobrze tylko wtedy, kiedy leki ma na widoku i ma to tak
      silnie zakodowane, że z momentem schowania ich, lęk o kolejny stan zawałowy, o
      to, że nie zdąży sięgnąć i otworzyć szafki z lekami, zanim przyjdzie najgorsze,
      albo że upadnie i o ile na sofę kuchenną da radę się wspiąć, to już wyżej
      niekoniecznie - to wszystko przerasta chęci zapewnienia bezpieczeństw a
      wnuczkowi. I myślę również, że starsza pani wstydzi się do tego przyznać, stąd
      reakcja obronna "piątkę wychowałam, żadne się nie otruło".

      Szczerze mówiąc, nie wiem, co bym zrobiła. Może zasugerowała nie tyle schowanie,
      co przełożenie w inne, również widoczne miejsce, ale mniej dostępne?
      • kasiaczek1887 Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 16:04
        ja jestem za tym by chować leki przez dziećmi.z tym nie ma żartów.Nie mam swoich
        dzieci ale jestem nianią.Kiedyś opiekowałam się dziewczynką,której rodzice też
        byli takiego zdania że jak powiedza ,,nie dotykaj" to mała tego nie
        zrobi.Dziewczynka miała wtedy 6 lat i niestety pierwsze co zrobiła po wyjsiu
        rodziców to szybko pobiegła do szafki i siegneła po kolorowe drażetki (leki).Na
        szczeście ja byłam w domu i moja rola było zareagowanie na taką syt.no ale nie
        wiem co by sie stało gdyby mała sie najadła tych leków... mogłaby przecież umrzec...

        Jesli chodzi o babcię to jak przychodzicie z dzieckiem tylko w odwiedziny czy
        też na niedzielny obiadek to daj sobie spokój z awanturami.Jesli jednak mały
        zostaje sam na sam z babcią( babcia sie opiekuje małym kilka razy wtygodniu )
        to poproś by te leki schowała.
        • anja0123 Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 17:02
          Zgadzam sie, z lekami nie ma zrtow!!!! I tu nie ma co liczyc na to,
          ze dziecko nie dotknie, bo jest tak nauczone. Dziecko to dziecko,
          cos mu strzeli do glowki, a zakonczyc sie to moze traficznie. Ja tez
          mialam z mama ten sam problem, tyle ze ona tak leki zostawiala,
          bedac u nas z wizyta. Niestety, drogie mamy, nasi rodzice sa juz
          dziadkami, i nie ma znaczenia to, ze sami wychowali iles tam dzieci.
          Od tego czasu minelo kilkadziesiat lat, postarzeli sie i zmienili
          nawyki, a przede wszystkim nie sa juz przyzwyczajeni do tego, ze po
          domu hasaja male dzieci. Dlatego ja zawsze staram sie wszystkiego
          dopilnowac sama.
        • mama_kotula Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 17:14
          > ja jestem za tym by chować leki przez dziećmi.z tym nie ma żartów.

          Ależ oczywiście, że z tym nie ma żartów.
          Jednak chciałam zwrócić uwagę również na to, co może czuć starsza osoba.
          Myślę, że wyjściem z tej sytuacji będzie rozmowa z babcią - jeśli mama faktycznie od obecności leków na widocznym miejscu uzależnia swoje dobre samopoczucie (tak wnioskuję - cytat "z płaczem chowa leki" - jeśli upierałaby się przy trzymaniu ich na wierzchu wyłącznie dla zasady, płaczu by nie było) - warto uświadomić mamie, że rozumiemy jej obawy i zapewnić, że kiedy jesteśmy w domu razem z nią, z całą pewnością podamy jej lek z szafki, kiedy poczuje się gorzej.
          Uważam, że można znaleźć rozwiązanie zadowalające obie strony. Bez upierania się przy swojej wersji i lekceważenia adwersarza, bez stawiania ultimatów, które są krzywdzące zarówno dla babci, jak i dla wnuka - i nie rozwiązują konfliktu, a tylko go zaogniają.
          • katharinasz-s Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 08.08.08, 17:33
            Tylko, że ja nie stawiałam ultimatum przy pierwszej rozmowie. Mama moja miała
            zawał w maju. Od tego czasu częściej jeszcze ją odwiedzamy, bo jeśli byśmy tego
            nie robili, to bylibyśmy źli, niedobrzy i nie interesowali się nią... My z
            chęcią jeździmy na wieś, zwłaszcza, że teraz mam wakacje i do tego jestem w
            dziewiątym miesiącu ciąży... Ale często z powodu rozmów z moją mamą jeszcze
            chętniej wracamy do domu... Staram sie zrozumieć moją mamę, ale czy to za wiele,
            by tego samego wymagać od niej? By ona płaczem i podniesionym głosem nie
            przekonywała nas do tego, że tak ma być i już? Teraz na topie są leki, bo boje
            się o Kubę - choć naprawdę go pilnuję i dzięki Bogu do tej pory nic sie nie
            stało. Ale czy musi się coś stać, by starszą kobietę przekonać do schowania
            leków? Dodam, że mój ojciec jest 10 lat starszy od mamy i nie ma z nim tego
            problemu...
            • anulkas86 Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 09.08.08, 15:36
              No ja osobiście nie rozumiem postów niektórych mam, które piszą że dziecko
              trzeba nauczyć nie dotykać czegoś tam. Mojemu dziecku też tłumacze żeby nie
              dotykał kuchenki, ale gdy zobaczy np jakieś ciastka w środku to pędzi do niej,
              tłumacze żeby nie dotykał żelazka, ale gdy coś go zainteresuje w nim to z
              ciekawości dotknie.
              Moja rodzina mieszkająca na wsi (też teściowie) trzyma na wierzchu wiatrówkę.
              Idąc za rozumowaniem nie których mam mogłabym powiedzieć synkowi "kochanie nie
              wolno dotykać" i liczyć na to że małe, ciekawskie dziecko mnie posłucha i nie
              strzeli sobie albo komuś innemu w cokolwiek. U mnie sprawa jest jasna- schować
              to albo w tej chwili zabieram dziecko i jadę do domu. I tak jest ze wszystkim.
              • mama_kotula Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 09.08.08, 18:24
                > U mnie sprawa jest jasna- schować to albo w tej chwili zabieram dziecko i jadę
                do domu. I tak jest ze wszystkim.

                A ja się zastanawiam, czy warto kruszyć o to kopie.
                Nie lepiej znaleźć rozwiazanie kompromisowe, które zadowoli wszystkich?
                To nie jest starsza pani, która sobie coś we łbie upieprzyła. To jest własna
                matka, która się boi kolejnego zawału. Warto wziąć to pod uwagę i chociaż
                spróbować pójść na kompromis (podpowiem: zamykana na klucz kasetka na leki -
                leki są na wierzchu, klucz w dostępnym miejscu, czy rozwiązanie które
                proponowałam powyżej).
                • phantomka Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 09.08.08, 21:12
                  Tez mnie zastanawia, dlaczego robisz z tego problem i w dodatku
                  myslisz o takich krokach jak brak odwiedzin? Jestes rodzicem, musisz
                  pilnowac dziecka, tlumaczyc mu, co jest zakazane. My przebywamy
                  czesto w roznych domach, wiele z nich nie jest przystosowana do
                  odwiedzin dziecka, czy to oznacza, ze mam prosic wlascicieli, aby
                  poprzestawiali swoje mieszkanie tak, zeby dziecko bylo bezpieczne?
                  Bylby to problem, gdybys mieszkala z rodzicami, ale odwiedziny na
                  jeden dzien... I zeby nie bylo, ze nie wiem o czym mowie: moja
                  tesciowa jest identyczna, powiem nawet ze gorsza pod tym wzgledem,
                  poniewaz dala kiedys malej zapalniczke do zabawy, swoje leki (jest
                  po wylewie) bo opakowania szeleszcza, bilon (jeszcze jak corka byla
                  mala i miala etap wkladania do buzi) No i co ja moge zrobic?
                  Tlumacze i pilnuje, nie zostawiam cory z babcia sam na sam.
                  • katharinasz-s Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 11.08.08, 12:59
                    Nie mam zamiaru przewracać komuś domu do góry mieszkania, czy wprowadzać tam
                    swoje zasady. Chociaż jeśli chodzi o dom moich rodziców, to może tak to wygląda.
                    A to dlatego, że jeszcze niespełna rok temu tam mieszkałam. Tam urodził się
                    Kuba. I ciągle czuję, że to mój dom... Poza tym często tam bywam,nocuje,
                    sprzątam...
                    • tyska_edziecko Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 12.08.08, 10:05
                      Rzadko piszę na forum, ale tym razem muszę... Do wszystkich zwolenniczek "tłumaczenia" - czy widziałyście kiedyś dziecko zatrute lekami ? Którego skóra była w zielonym kolorze...Lejące się przez ręce, któremu lekarze ratowali życie, bo najadło się leków na nadciśnienie, kiedy zostało z dziadkiem na 3 dni? Chłopak ma szczęście, przeżył- jest dziś nastolatkiem, ale heppy endu wcale nie ma, ma bardzo zniszczoną wątrobę i musi przyjmować leki. Dziadek natomiast przeszedł tuż po wypadku poważny zawał. Byłam zaledwie nastolatką, kiedy to zdarzenie miało miejsce, traf chciał, że akurat leżałam na tym samym szpitalnym oddziale. Ale widok tego dziecka, którego prawie nie było widać w plątaninie rurek na zawsze pozostanie mi w pamięci.
                      • hawronia Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 13.08.08, 21:41
                        tyska_edziecko napisała:

                        Chłopak ma szczęście, przeżył
                        ___________________
                        moja kolezanka z pracy niestety nie miala takiego szczescia, jej sliczny
                        dwuletni synek, ktorego wszedzie bylo pelno, takie zywe srebro, ktorego
                        pilnowala babcia, a ktora tez trzymala leki nasercowe w miejscu dostepnym,
                        najadl sie tych kolorowych pastylek i bylo zbyt pozno, kiedy babcia to
                        zauwazyla. Dziecko umarlo, a babcia tez przezyla go zaledwie o miesiac, umarla
                        na serce z rozpaczy.
              • sir.vimes ??????????????? 12.08.08, 22:56
                > No ja osobiście nie rozumiem postów niektórych mam, które piszą że dziecko
                > trzeba nauczyć nie dotykać czegoś tam. Mojemu dziecku też tłumacze żeby nie
                > dotykał kuchenki, ale gdy zobaczy np jakieś ciastka w środku to pędzi do niej,
                > tłumacze żeby nie dotykał żelazka, ale gdy coś go zainteresuje w nim to z
                > ciekawości dotknie.

                To co, myślisz , że już nigdy się nie nauczy?

                • iwoniaw !!! 13.08.08, 16:16
                  > > tłumacze żeby nie dotykał żelazka, ale gdy coś go zainteresuje w nim to z
                  > > ciekawości dotknie.
                  >
                  > To co, myślisz , że już nigdy się nie nauczy?

                  Nie udawaj, że nie rozumiesz, o czym cytowana poprzedniczka mówi. Oczywiście, że
                  się nauczy, jeśli nie jest niepełnosprawne umysłowo. Niemniej ja też, wyobraź
                  sobie, wolałabym, aby moje dzieci nie uczyły się, że nie należy ruszać leków
                  poprzez pobyt na intensywnej terapii czy - w lepszym razie - płukanie żołądka.
                  Dlatego leki i niebezpieczną dla dzieci chemię chowam poza ich zasięg. Jak
                  również tłumaczę, dlaczego i kiedy prąd może być niebezpieczny, ale to nie
                  znaczy, że nie zabezpieczam gniazdek i urządzeń. Wyobraź sobie, że robię to,
                  mimo że jestem _pewna_, iż nauczą się, czego nie wolno i dlaczego.
                  • sir.vimes .......................... 13.08.08, 17:06
                    Ale nie o lekach była mowa akurat w tym poście tylko o dziecku , które leci do
                    piekarnika bo są w nim ciastka.


                    Z sugestią, że każde leci.

                    I że nie da się nauczyć , żeby nie leciało aż samo "wyrośnie" czy, bo ja wiem,
                    upiecze się razem z ciastkami.

                    Ja NIE WIERZĘ w takie dzieci - wierzę, ze dziecko raz czy dwa podejdzie czy
                    nawet dotknie piekarnika (dlatego lepiej , aby był bezpieczny) ale nie wierzę w
                    dziecko dokumentnie "niewyuczalne".

                    Co do leków - przed małym dzieckiem powinny być schowane tak by się do nich nie
                    dostało (co niekoniecznie oznacza zamykanie ich w sejfie). Tzw. starsze dzieci
                    przede wszystkim powinny mieć zakaz grzebania w cudzych rzeczach - nie
                    wspominając o ładowaniu tego co znajdą do ust (oczywista oczywistość , nawet psy
                    się tego uczy). Jest to tak oczywiste jak nie sikanie na stół - nie robi się tak
                    I JUŻ. A swoją drogą leki także powinny być dla nich niedostępne.



                    • iwoniaw A tu się zgodzę 13.08.08, 17:26
                      > Ja NIE WIERZĘ w takie dzieci - wierzę, ze dziecko raz czy dwa podejdzie czy
                      > nawet dotknie piekarnika (dlatego lepiej , aby był bezpieczny) ale nie wierzę w
                      > dziecko dokumentnie "niewyuczalne".


                      Też tak myślę. Niemniej jak mi dziecię raczkuje w tempie rakiety w kierunku
                      nagrzanego piekarnika, to oprócz "nie wolno" po raz milionpięćsetny, stosuję
                      ingerencję siłową i wynoszę z kuchni. Zapewne dwulatek będzie już bardziej
                      kumaty w temacie (sądząc po doświadczeniach ze Starszym)

                      >
                      > Co do leków - przed małym dzieckiem powinny być schowane tak by się do nich nie
                      > dostało (co niekoniecznie oznacza zamykanie ich w sejfie). Tzw. starsze dzieci
                      > przede wszystkim powinny mieć zakaz grzebania w cudzych rzeczach - nie
                      > wspominając o ładowaniu tego co znajdą do ust

                      No tak, tyle że do "tzw. starszych dzieci" niekoniecznie zaliczyłabym już
                      15-miesięczniaka (jakiego ma autorka wątku). Tzn. tłumaczyć trzeba od zarania i
                      nie pozwalać grzebać w cudzych rzeczach już młodszym, ale nie każdy roczniak,
                      czy nawet starszy, jest "usłuchany" w 100% i o ile czym innym jest ew.
                      konieczność naprawy szkód materialnych, jeśli się nie zareagowało w porę, gdy
                      dziecię dobrało się nieproszone np. do kremu babci, czym innym śmiertelne
                      zejście dziecka w wyniku zjedzenia leków.

                      Autorka wątku pisze, że z dzieckiem do rodziców jeździ często i zdarza się, że
                      na dłużej (z nocowaniem). Że wówczas traktowana jest i zachowuje się jak
                      domownik (pomoc w sprzątaniu, zakupach). Nie pojmuję, jak można się w takiej
                      sytuacji upierać, że jedno zabezpieczenie więcej przebywającego w domu dziecka
                      jest tak niewyobrażalną ingerencją, iż babcia "płacze" chowając leki z widoku.

                      Poza wszystkim innym - jeśli ktoś jest do mnie zaproszony i deklaruję, że go
                      chętnie widzę, to staram się, by czuł się w moim domu jak najlepiej. Jaki
                      komfort wizyt u własnej matki ma autorka wątku mając świadomość, że _musi_ mieć
                      wzrok wbity w dziecko w _każdej_ minucie pobytu - i to nie pod hasłem "być może
                      nabije sobie siniaka, jak nie dopilnuję i spadnie z kanapy", ale "wysoce
                      prawdopodobne, że dopadnietych leków i stanie się najgorsze"? No nie rozumiem
                      takiego podejścia i koniec.

                      PS.
                      Moi rodzice i teściowie nie mają mieszkań urządzonych "pod niemowlę" i różne
                      rzeczy na poziomie -80cm można dopaść. Ale jakoś _naturalne_ jest dla nich, że
                      przy zauważeniu ewidentnego zagrożenia dla dziecka usuwa się je spoza zasięgu i
                      tyle. Nikt jakoś nie płacze, że usunie na czas pobytu niemowlaka czy roczniaka
                      leki z niskiej szafki, zablokuje inną szafkę czy przestawi koszyk z drutami na
                      wyższą półkę...
                      • mama_kotula Re: A tu się zgodzę 13.08.08, 17:51
                        Nie pojmuję, jak można się w takiej
                        sytuacji upierać, że jedno zabezpieczenie więcej przebywającego w domu dziecka jest tak niewyobrażalną ingerencją, iż babcia "płacze" chowając leki z widoku.


                        Iwoniaw, wy wszystkie założyłyście, że babcia zachowuje się racjonalnie - bo upieprzyła sobie, że będzie tak jak ona chce, bo to jej dom.
                        Ja natomiast dopuszczam możliwość, że babcia działa nieracjonalnie - mimo, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że leki stanowią zagrożenie dla wnuczka, to jednak strach, strach, strach jest tak irracjonalny - stąd chowanie z płaczem, stąd natychmiastowe ich wyciąganie.
                        IMHO babci przydałaby się pomoc psychologa. Bo - jak tu sporo osób zauważyło - takie zachowanie kochanej babci jest nieracjonalne, nienormalne. Nie sądzę, aby babcia była po prostu głupia i nie zdawała sobie sprawy z tego, że leki stanowią śmiertelne zagrożenie dla wnuczka, nie sądzę też, aby upierała się przy czymś takim "bo tak i juś". IMHO to ma jakieś głębsze podłoże, może lękowe, może depresyjne.
                        • sir.vimes Myslę, że 18.08.08, 19:29
                          babcia śmiertelnie boi się, że w razie zawału leków nie sięgnie i dlatego upiera
                          się by leżały nisko.

                          Co nawet logiczne jest w sumie.

                          Natomiast w czasie wizyty córki racjonalnie byłoby uznać , ze w razie przykrego
                          wypadku nie będzie sama tylko z córką, która leki poda i bez problemu weźmie
                          skądkolwiek.
                      • sir.vimes Re: A tu się zgodzę, Iwoniaw 18.08.08, 19:27
                        wczytaj się i wgryź w wątek.

                        Dziewczyna pisała o dzieciach starszych od jej synka, które właśnie , jej
                        zdaniem, bardziej niż on są zagrożone, bo leki wyciągną ze schowka.

                        > No tak, tyle że do "tzw. starszych dzieci" niekoniecznie zaliczyłabym już
                        > 15-miesięczniaka (jakiego ma autorka wątku).


                        ale nie każdy roczniak,
                        > czy nawet starszy, jest "usłuchany" w 100% i o ile czym innym jest ew.
                        > konieczność naprawy szkód materialnych, jeśli się nie zareagowało w porę, gdy
                        > dziecię dobrało się nieproszone np. do kremu babci, czym innym śmiertelne
                        > zejście dziecka w wyniku zjedzenia leków.
                        I oczywiste jest, ze roczniak czy dwulatek dopiero się uczy ale tzw . dziecko
                        starsze czyli 4-5 i więcej letnie powinno uważać niegrzebanie bez pozwolenia w
                        cudzych rzeczach za rzecz naturalną niczym śnieg w zimie.
      • katharinasz-s Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 11.08.08, 12:55
        Tak sobie myślałam nad tym, czy rzeczywiście zachowanie mojej mamy jest wynikiem
        tego, że boi sie o swój stan zdrowia i koniecznie musi mieć z tego powodu leki
        pod ręką... Nie patrzyłam na to w ten sposób... Ale, z drugiej strony. To tych
        leków jest bardzo dużo. Są w woreczku foliowym, który się już nawet nie zamyka,
        bo leki sie nie mieszczą. Część z nich mama bierze rano, część wieczorem.
        Nitroglicerynę nosi zawsze przy sobie...
    • kali_pso Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 10.08.08, 19:13
      Moja matka tez jest po zawale, leki trzyma w widocznym miejscu, ale
      niedostepnym dla kogoś kto ma mniej niż 150winkP
    • betty_julcia Masakra...totalny brak odpowiedzialności.... 10.08.08, 21:13
      babci a takze niektórych mam odpisujących na forum...

      Ja takze uczę dzieci że są rzeczy których nie wolno im dotykać ani
      robić. W ten sposób nigdy nie miałam problemu z moimi materiałami do
      doktoratu, z dokumentami firmowymi, mapami które wykonujemyitp itd.
      Biuro mielismy w domu i nigdy nic nie musieliśmy przed dziećmi
      chować. Ale jak dziecko sie skusi i ten jeden raz pomaluje dokument
      firmowy to swiat sie nie zawali. Ale jak ten jeden jedyby raz sie
      skusi i zje opakowanie tabletek to świat sie moze zawalić...

      Nigdy, przenigdy nie zostawiłabym na wierzchu opakowania tabletek
      nawet przy tak dobrze nauczonych co wolno a czego nie dzieciach.
      Babcia powinna to rozumieć, ze wystarczy tylko jeden raz a moze
      zdażyc się nieszczęście. Wiec moglaby się pofatygować i w tej
      kwestii przygotować do spotkania.
      • verdana Re: Masakra...totalny brak odpowiedzialności.... 10.08.08, 21:53
        Zwykle nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy babcie sa
        szantazowane "jak nie bedzie tak, jak ja chcę, to zabieram wnuka i
        więcej nie przyjadę". Ale akurat w tym wypadku zgadzam się, ze
        autorka postu ma rację. Mieszkanie babci jest dla dziecka
        śmiertelnie niebezpieczne. Nikt nie jest w stanie (a już nie mama w
        9 miesiacu czy potem - z noworodkiem) pilnowac dziecka, nie spuscić
        z niego wzroku nawet na sekundę. Dziecko niedopinowane moze z powodu
        niezrozumialego oporu babci po prostu umrzeć.
        Lekarstwa babcia może trzymac w kieszeni, na wysokiej pólce - nie
        musi ich chowac w niedostępnym dla siebie miejscu. Nie chowa bo nie,
        bo chce postawić na swoim, bo to jej dom. Nie ma na to racjonalnego
        uzasadnienia.
        Czyuważalybyscie, ze dziecko moze bawić sie w mieszkaniu na 9
        pietrze o niskich parapetach i szeroko otwartych oknach, bo babci po
        zawale duszno? A to taka sama sytuacja...
        • sir.vimes Verdana, ale leki są w worku 12.08.08, 23:02
          , worek na sofie.

          Może babcia mniema, ze tam najłatwiej będzie sięgnąć gdy zasłabnie - szukać po
          wysokich regałach raczej nie będzie...

          zawiązany worek z zamkniętymi porządnie w słoiczkach lekami to chyba
          wystarczająco zabezpieczenia na czas dwu-trzygodzinnej wizyty, w czasie której
          dziecka pilnuje kilkoro dorosłych?


          Oczywiście - leki nie powinny być pod żadnym pozorem dostępne dla dziecka - ale
          to , że nie leżą wysoko to jeszcze nie znaczy, że są dostępne.

          • verdana Re: Verdana, ale leki są w worku 13.08.08, 19:36
            Znaczy. Leki polozone na wysokosci ok. 1,8 cm sa dostepne dla babci
            w kazdej chwili, dla 1,5 roczniaka - nie. Jesli babcia uwaza, ze
            musi miec leki w zasiegu reki - niech je nosi w kieszeni. Jak babcia
            zasabnie, to tez nie będzie otwerac zamkniętej torby, jak więc
            mniemam leki sa dla dziecka jak najbardziej do poczestowania się.
            Rozumiem strach babci (tzn. rozumiem, ze jest nieracjonalny), ale
            babcia zdecydowanie woli, aby dziecko się otrulo, niż żeby jej sie
            cos stalo. Może i zrozumiale, ale wybralabym dziecko.
            • sir.vimes Re: Verdana, ale leki są w worku 18.08.08, 19:35
              Zawału nie miałam ale raczej sięganie w trakcie na wysokość 1,8 m średnio widzę.

              Zawiązany worek i pozamykane w normalnych (czyli nie odkręcalnych dla 15
              miesięczniaka słoiczkach) leki są wg . mnie bardziej niedostępne niż widoczne na
              wysokim regale. Wspinaczka w celu ściągnięcia ich na ziemię także może
              zaowocować przykrym wypadkiem.


              ale
              > babcia zdecydowanie woli, aby dziecko się otrulo, niż żeby jej sie
              > cos stalo. Może i zrozumiale, ale wybralabym dziecko.

              Owszem, oczywiste. Oczywiste raczej dla każdego. I dlatego wątpię by leki
              rzeczywiście były dostępne.

              Chyba, ze babcia naprawdę ma jakieś stany paniki i leki trzyma dosłownie na
              wierzchu - ale w takim razie powinna być pod opieka psychologa.
      • iwoniaw Re: Masakra...totalny brak odpowiedzialności.... 12.08.08, 12:30
        > Ja takze uczę dzieci że są rzeczy których nie wolno im dotykać ani
        > robić. W ten sposób nigdy nie miałam problemu z moimi materiałami do
        > doktoratu, z dokumentami firmowymi, mapami które wykonujemyitp itd.
        > Biuro mielismy w domu i nigdy nic nie musieliśmy przed dziećmi
        > chować. Ale jak dziecko sie skusi i ten jeden raz pomaluje dokument
        > firmowy to swiat sie nie zawali. Ale jak ten jeden jedyby raz sie
        > skusi i zje opakowanie tabletek to świat sie moze zawalić...


        Dokładnie tak. Oczywiście, że uczę dzieci, iż pewnych rzeczy ruszać nie wolno.
        Ale czym innym jest zniszczenie przez roczniaka - nawet ważnego - dokumentu czy
        innego rzedmiotu należącego do rodziców, czym innym zaś świadome narażanie
        dziecka na utratę zdrowia i życia. Są w domu strefy i przedmioty, do których
        dziecko w ogóle nie powinno mieć dostępu. Apteczkę mam w łazience, na wysokości
        uniemożliwiającej wdrapanie się kilkulatka. Na podobnej wysokości w szafce
        trzymam wszelką żrącą chemię.

        A co do "szantażu" pt "nie przyjadę więcej" - otóż nie chodzi tu o
        przemeblowanie komuś domu i niechęć do popilnowania dziecka przez 2-3h podczas
        wizyty (to i tak jest konieczne nawet w "zabezpieczonym" domu, nawiasem mówiąc),
        tylko o elementarne zasady bezpieczeństwa. Nie mogłabym spokojnie siedzieć i
        rozmawiać (o robieniu czegokolwiek innego, angażującego uwagę i ręce nie
        wspominając) w sytuacji, gdy moje małe dziecko ma w zasięgu trucizny, naładowaną
        broń, otwarty ogień etc. No to skoro mam chodzić za roczniakiem krok w krok
        (zwłaszcza w końcówce ciąży) podczas _całej_ wizyty, to naprawdę nie uważam, że
        pozostanie we własnym domu jest tu dowodem egoizmu.
        • katharinasz-s Re: Masakra...totalny brak odpowiedzialności.... 12.08.08, 13:38
          A ja czytając poprzednie wypowiedzi myślałam, że to moja wina i że to ze mną
          jest coś nie tak! Na szczęście są jeszcze takie mamy, które podobnie jak ja
          martwią sie o swoje dzieci i nie czekają, aż dziecko przekona się na własnej
          skórze o czymś... Moje zatroskanie o syna nie jest wynikiem braku zasad, jak
          wynikałoby z niektórych odpowiedzi. Ja się po prostu boję, czy 15-miesięczne
          dziecko jest w stanie w pełni zrozumieć i zaakceptować wpajane mu zasady, min.
          że coś może ruszać, a czegoś nie... Przecież to wiek, kiedy ciekawość nie zna
          granic...
          • fajka7 Re: Masakra...totalny brak odpowiedzialności.... 12.08.08, 22:42
            A nie mozesz po prostu kupic matce jakiegos koszyka badz innego
            pojemnika, wlozyc tam te lekarstwa i na czas Waszej wizyty odlozyc
            na umowione z mama miejsce, do ktorego dziecko nie bedzie mialo
            dostepu? Sa takie pudelka rozne z przegrodkami, moznaby te leki przy
            okazji posegregowac i mamie byloby latwiej korzystac w razie czego.
            Szantazowanie matki prowadzi do eskalacji konfliktu, a tu chodzi o
            kompromis. No i jednak brakuje mi tu proby zrozumienia mamy i
            przyczyn ten sytuacji- zapytalas ja wlasciwie dlaczego jest tak a
            nie inaczej? Wyglada na to, ze jedynie zazadalas usuniecia lekow, a
            moze mama chce Wam pokazac jak bardzo jest chora i po prostu problem
            lezy gdzies glebiej.
            • verdana Re: Masakra...totalny brak odpowiedzialności.... 12.08.08, 22:57
              Tu nie ma mowy o kompromisie. leki musi odłozyc sama babcia, bo
              przeciez nikt w domu rewizji jej nie przeprowadzi - tylko ona wie co
              i gdzie ma.
              Babcia, o ile nie ma galopujacej sklerozy koszyk czy pudelko w domu
              znajdzie - problem nie w tym, ze ona nie umie ich schowac, problem w
              tym, ze nie chce. A dlaczego nie chce? przypuszczam, ze uważa to za
              fanaberie i wtracanie się corki do jej przyzwyczajeń.
              • fajka7 Re: Masakra...totalny brak odpowiedzialności.... 13.08.08, 22:03
                A dlaczego nie chce?

                A ja nie wiem dlaczego nie chce, ale mysle, ze jakby to na spokojnie
                i ze zrozumieniem ustalic, to da sie znalezc rozwiazanie.
                Kompromis owszem jak najbardziej jest mozliwy- polegalby na tym, ze
                babcia mialaby nadal swobodny dostep do lekow, a dziecko zadnego.
                Tylko babci cos trzeba za to dac: wysluchanie, zrozumienie,
                wykazanie troski w postaci fajnej apteczki na te leki- jej o cos
                chodzi w tej akcji i najwyrazniej sila jej sie nie wezmie.
                Oczywiscie zawsze mozna olac babci humory i zerwac kontakt, ale
                chyba nie o to chodzi?
                Skoro leki sa na wierzchu w rozsypujacym sie worku mysle, ze rewizja
                nie jest w ogole potrzebna, natomiast interesujace jest i nie do
                ustalenia jak sie czuje babcia, jak sie corka do niej zwraca i co
                jest nie tak w tym ukladzie, ze matka zachowuje sie tak
                irracjonalnie.
    • ewcia1980 Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 13.08.08, 21:32
      Doskonale Cie rozumiem katharinasz-s i w sprawie znalezienia
      odpowiedniego miejsca na leki (czyli niedostepnego dla dziecka) nie
      powinnas odpuscic.

      Ja mam male dziecko i mialam ojca chorego na raka wiec leków w domu
      było naprawde full. Były to bardzo silne leki łacznie z morfina,
      czasem przygotowane do podania czyli juz w strzykawce.
      I nie wyobrazam sobie zeby leki czy inne akcesoria mogly byc
      porozkladane gdzie popadnie.
      Leki (nawet zwykle witaminy) moga byc bardzo niebezpieczne dla
      dziecka i pozostawianie ich w zasiegu reki dziecka to totalna
      bezmyslność.
      A argumenty o uczeniu dziecka, ze nie wolno ich brac sa po prostu
      smieszne. Dziecko moze doskonale wiedziec, ze nie mozna ich dotykac
      i zawsze moze respektowac ten zakaz a raz nie posłucha i ...
      tragedia gotowa.

      Z lekami nie ma żartów!!!
      i wcale nie jestes jakas "dziwna" czy przewrazliwiona w tym temacie.

      Ja proponowalabym na spokojnie porozmawiac z mama i znalezc takie
      miejsce na leki ktore bedzie niedostepne dla dziecka a bardzo
      dostepne dla starszej osoby.
      U nas w domu leki, ktore tato stosowal systematycznie poustawiane
      były w plastikowym koszyku i stały na srednio wysokiej półce gdzue
      corka nie mogła jeszcze wtedy siegnąc natomiast mój tato miał do
      nich łatwy dostep. Napewno łatwiejszy niz wyciaganie ich z
      zawiazanej torby foliowej. Byly poukładane wiec łatwo było wyjac to
      lekarstwo, które w danej chwili było potrzebne.

      poza tym jeszcze z mojego doswiadczenia - jakis czas temu wróciłam
      od lekarza i jeszcze nie rozpakowalam torby. Zanim sie zorientowałam
      corka wyjela z tej torby moje leki i otworzyła opakowanie, które
      teoretycznie było nie do otwarcia przez małe dziecko. Jak weszłam do
      pokoju siedziałą mieszy moimi tabletkami.
      Zaczelam je liczyc i brakował 3 - nie musze Ci chyba pisac w jaka
      panike wpadłam.
      Na szczescie corka ich nie polkneła tylko zrzuciła na podłoge ale
      uswiadomilam sobie jak niewiele trzeba zeby stało sie cos zlego.

      pozdrawiam i rozwiaz jakos sprawe.
    • katharinasz-s Re: Problematyczna kochana babcia... Leki dostępn 18.08.08, 19:15
      Właśnie dziś wróciliśmy z długiego weekendu u moich rodziców. I muszę
      powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Moja mama... Nic nie mówiłam tym razem, bo
      nie było takiej potrzebysmile Gdy w czwartkowy wieczór stanęliśmy w progu, pierwszą
      rzeczą, jaka zrobiła moja mama - jeszcze zanim się przywitała, było schowanie
      leków do szafki...
      Mam nadzieję, że już tak będzie... Może i babcia potrzebuje czasu, by dojrzeć do
      pewnych decyzji...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka