Wsiadam z maluchami do auta. Siadają na fotelikach. Ja - pomna tego,
że nie kładzie się niczego na dachu (odsyłam do mojego
wątku "Dzisiaj przeżyłam szok" czy jakoś tak), wkładam torbę i
kluczykli do środka.
Synkowi przypomina się, że zostawił autko na schodach. Nie zapinam
ich, tylko idę po autko, zamykając drzwi, żeby nie zmarzły.
Wracam - córka siedzi na przednim siedzeniu i "kieruje". Podchodzę,
a ona w tym czasie "pstryk" - nacisnęła blokadę drzwi... Umarłam.
Pukam w szybę i proszę: kochanie, naciśnij guziczek. Nie, nie, nie
ten, ten obok. Nie, to są światła! Tu, na drzwiach! O o o, właśnie
ten! NIE, NIE, nie ten, tego nie dotykaj!!!!!!!!! O ten tutaj,
widzisz?
Córcia nawet się starała, w końcu z braku efektów kompletnie mnie
olała i zajęła się zawartością mojej torby. Jej brat w tym samym
czasie przesiadł się na fotel pasażera z przodu i zajął się
zawartością schowka.
Stałam przed tym autem dobre 15 minut, a może i lepiej. Było
cholernie zimno, a ja spociłam się jak szczur.
W końcu przyszło mi do głowy, żeby poprosić synka, w końcu to on ma
w rodzinie ksywkę "majtster klepka". Poprosiłam - łaskawie zostawił
papierzyska ze schowka, przegramolił się przez siostrę, zrobił od
niechcenia "klik"... a mi kamień z serca spadł

I tak w ciągu ostatnich dwóch miesięcy dowiedziałam się, że: po
pierwsze: nie zostawia się torby na dachu, po drugie: oddalając się
od auta, w którym są dzieci, zabiera się kluczyki ze sobą.
Wnioski pozostałych?