Dodaj do ulubionych

Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać...

24.11.08, 09:45
Nie boję się. A skąd. Jestem po prostu przerażona. Jutro druga
sprawa rozwodowa. Po drugiej stronie stanie mój jeszcze mąż
uzbrojony w adwokata i będą udowadniać, że rozwód to jedyne sensowne
zakonczenie niefortunnego związku.
Moja mama mowi, że to moja wina. Może ma rację. „Ja bym to robiła
inaczej” , „Ja bym z nim starała się porozmawiać” „Źle go
wychowałaś” „Sama go wygrałaś” Tylko takie stwierdzenia już nic nie
zmieniają. I wcale mi nie pomagają.
Wiem: powinnam unieść się honorem, wziąć syna pod pachę i godnie
odejść. Tylko.... dokąd? Nie opracuję i pewnie prędko do pracy nie
wrócę. Bo jak tu wrócić, kiedy dziecko wymaga większej niż normalnie
opieki i pracy? Kiedy dziecko ma autyzm, a w tygodniu jest tylko
jeden dzień, kiedy nie jeźdzę z nim na terapię, a w ogóle to
dodatkowo co rusz jeżdzę do innego miasta i cały dzień nie ma mnie?
Pracowałam odkąd skończyłam szkołę srednią. Dorabiałam szorując gary
w restauracji i roznoszac ulotki. Pracowałam w biurze. Nie poczuwam
się do roli nieroba. A tak mnie teraz określają. Tylko, potencjalny
pracodwaco, przyjmiesz mnie do pracy, w sytuacji, gdy w zasadzie co
dzień nie będzie mnie przez połowę czasu w różnych godzinach? Mój
jeszcze mąż przez te wszystkie lata ani razu nie był z synem na
zajęciach. Wiem: pracuje. Ale czy to zwalnia go całkowicie z
odpowiedzialnosci za nas, za dziecko, za dom? Moze i go
rozpieściłam. Ale uważałam, że jesli on pracuje dłużej, to na mnie
spoczywa obowiązek prania, sprzątania, gotowania, zmywania,
zajmowania się dzieckiem.... I doszło do tego, że jest awantura o
jedną jedyną czynność, ktorej nie znoszę szczerze i ktorą w domu
wykonuje mąż: odlewanie wody z ziemniaków po ugotowaniu... Farsa.
Mieszkania swojego nie mamy. Wynajmujemy te – duże, w centrum
miasta. Czynsz spory za to nie duże pieniądze za sam wynajem.
Rozglądałam się, za te pieniądze teraz nie wynajmę dwupokojowego
mieszkania. Co dziwniejsze, nie wynajmę nawet kawalerki. Owszem,
czynsz niższy, ale oplata za wynajęcie dużo wyzsza. Zresztą jeszcze
mąż proponuje mi 400 zł alimentów. 400 zł, podczas gdy samo
mieszkanie to 1200zł. A przedszkole, do którego syn chodzić musi, bo
to też rodzaj terapii? A dodatkowa terapia, bo tej „bezpłatnej” jest
za mało? A co rusz dokupowane rzeczy do ćwiczeń? I zjeść by coś też
wypadalo, i ubrać się... wydawalo mi się, że jak się zarabia prawie
4000 zł to nawet jesli polowa z nich nie jest udokumentowana (
chociaż pewnie do udowodnienia ) stac go będzie na większy wkład.
Podsumowując : mam zamienić spokojnie ( sic! ) życie w dużym
mieszkaniu, z jeszcze szczęśliwym dzieckiem ( dość malym i dość
chorym by nie rozumieć, co się dzieje ) i które widzi co dzień
tatusia ( nie wiem, co syn w nim widzi, tata w zasadzie się nim nie
zajmuje, ale.... jest ), spokój ( bo my od miesięcy się nie kłocimy,
co więcej, jadamy wspólnie, nawet wyjażdzamy razem... ) za sensowne
pienądze na.... no wlasnie, na co? Na wielką niewiadomą, bo nie
wiem, gdzie będziemy mieszkać z synem, za co i jak.... Czy to takie
dziwne, że ... że nie chcę rozwodu? Nie mam nikogo i o ile wiem, on
też nie ma. Szkoda, że jedyne, co wymyślił, zeby poradzić sobie z
problemami to ucieć od nich... Nie udało się budowac małżeństwa na
oczekiwaniu, że zawsze będzie dobrze i zdrowo. Podobnie jak zgubne
jest myslenie, że po rozwodzie będzie mu już tylko dobrze a ja
rozwieję się... Przeraża mnie bezsilność, poczucie związania z nim w
zasadzie na zawsze nie zależie od tego, co formalnie stanie się z
naszym małżeństwem. Przeraża mnie niepewność jutra. Ja sama dam
sobie radę. Nie wiem, czy będę w stanie zapewnić to mojemu dziecku:
poczucie bezpieczeństwa, pewności jutra ... w zasadzie to on będzie
płacił za nasz pośpiech, brak rozsądku, za nieudolność własnych
rodziców. Istnieje tyle sposobów, żeby dobić własne dziecko.... i to
jeszcze takie dziecko, które ze wzgledu na autyzm ma potrzebę
ogromnjej niezmienności, przewidywalności każdego dnia...
Jesteśmy po badaniach w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-
Konsultacyjnym. Po pierwszej rozprawie wyslał nas tam sąd celem
zbadania dopuszczalności rozwodu w sytuacji „posiadania” chorego,
malego dziecka. Opinia RODK jest jednoznaczna: rozwod, mimo
zdecydowanej postawy powoda jest niedopuszczalny ze zwględu na dobro
dziecka. Obcy ludzie, niezaangażowani w sprawę stwierdzili to,
czego „powód” nie potrafi przyjąć do wiadomości: że w przypadku
rozowdu ucierpi Kuba. Ze zostanie naruszone jego poczucie
bezpieczeństwa,że może nastąpić regres w rozowju, że ucierpi jego
sytuacja rodzinna, że zaburzony zostanie kontakt z ojcem po jego
wyprowadzce, w końcu, że ucierpi jego sytuacja materialna. Adwokat
męża kwestionuje tę opinię. Wszystko dla dobra klienta. Jutro w
sądzie będą biegli, którzy nas wtedy badali. Adwokat zada im kolejne
pytania, starając się , żeby powiedzieli, że jednak możemy się
rozwieść. Nie wiem, co oni powiedza, nie wiem, jak mam się
zachowywac, nie wiem, o co ja mam ich zapytać i co robić, jesli
zmienią zdanie. Adwokat, u ktorego byłam po poradę ( nie stac mnie
na adwokata na sprawę ) był zdziwiony, ze nie chce rozwodu i uważał,
że jedyne, na czym powinnam się skoncentrowac, to alimenty. Bo mąz i
tak rozwod dostanie.
I tak się zastanawiam.... Po pierwszej sprawie byłam jak
nieprzytomna, kompletnie wyprana z sił. On chyba też, albo mnie
zwodził, bo zachowywał się wyjatkowo przyzwoicie. Pomyślałam wtedy,
że drugi raz nie dam rady. Że się poddaję. Że chya lepiej teraz, od
razu, gdy jeszcze mam siłę. Ze w zasadzie walka – i tak z gory
skazana na porażkę – jest bezsensowną stratą czasu i sił. Sił, które
są mi potrzebne na coś innego, nie na walkę z mężem.... Tylko co ja
zrobię po rozwodzie? Błędne kolo a w tym wszystkim ja, zbyt
przerażona, żeby płakać i zbyt jeszcze dumna, żeby ktoś się nade mną
litował.....
Obserwuj wątek
    • asiek_k Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:01
      Bedę trzymała kciuki za jutro.
      Napisz jak poszło.
      A swoją drogą faceci to egoiści bez serca .
    • myga Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:09
      Wydrukuj to i dołącz jako pismo procesowe, jeszcze dzis zanieś do sądu. Sąd nie
      udzieli rozwodu, jeżeli sie nie zgodzisz. Albo wydrukuj i przeczytaj jutro w
      sądzie, bo bedziesz zestresowana i tego nie powiesz, a trzeba, bo pieknie to
      wylozylas i sad nie udzieli rozwodu.
    • kicia031 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:13
      Bardzo ci wspolczuje.naprawde.
      Ale mysle, ze adwokat, ktorego sie radzilas, ma racje. maz dostanie
      rozwod. jak nie tym razem, to za pol roku znowu wystapi i w koncu
      dostanie.

      Skup sie na zapewnieniu godziwego bytu sobie i dziecku - jesli maz
      tak chce rozwodu, to niech placi alimenty na ciebie i dziecko. Niech
      wam kupi male mieszkanie.

      Nie zatrzymasz faceta, ktory chce odejsc, ale mozesz sobie zapewnic
      wygodniejsze zycie negocjujac odpowiednio.

      Trzymaj sie.
      • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:20
        W tym fakt, że jeszcze mąż nie chce płacić alimetów. Mało tego,
        domaga się powtornej diagnozy syna żeby stwierdzić, czy faktycznie
        jest tak chory, jak utrzymuję i czy potrzebna mu rehabilitacja... I
        to dla mnie jest absurdalne.
        Adwokat, u ktorego byłam, uwaza, że więcej jak 600 zł nie dostanę.
        To dla mnie to samo, jak bym nie dostała nic, wszystko mi jedno, czy
        to bedzie 100 zł czy 600 zł z zadną z tych kwot nie da się zyć.
        Nie umiem "negocjować" alomentów, szczegolnie, że to ja jestem bez
        adwokata ( adwokata z urzędu nie dostałam, bo " jestem młoda,
        wykształcona, zdrowa, a sprawy rozwodowe nie są trudne". Dobry
        dowcip...
        • nieznajoma35 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 13:07
          Jeżeli nie wyrazisz zgody na rozwód, sąd go nie orzeknie.W każdym
          razie nie tak szybko.A może lepiej abyś zgodziła się na rozwód ale
          wniosła (tak jak ja) o uznanie go wyłącznie winnym?Uważam,ze masz
          spore szanse.Porzuca Ciebie i chore dziecko, masz szanse wtedy na
          alimenty na siebie(nie pracujesz ) i spore na dziecko.Weź mądrego
          adwokata(jednak jest niezbędny)i walcz.Mi się udało chociaz było to
          bardzo trudne.Pozdrawiam, Ewa
          • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 13:33
            Z tego, co się zorientowałam, to moja zgoda czy jej brak w ogóle nie jest brana
            pod uwagę... Dlatego ja wiem, że on rozwód dostanie, pytanie tylko kiedy i jakim
            kosztem. Mimo że nie potrzebuję stwierdzenia, że to on czy ja jestem winna to
            na pewno będzie z orzekaniem z tej prostej przyczyny że na rozwod bez orzekania
            się nie zgadzam uncertain

            Adwokata jednak nie wezmę. Chyba że za 153 zł zasiłku na dziecko ;p Poza tym dwa
            razy trafiałam na adwokata, który uważał, że wiecej niż 600 zł nie wywalczę, to
            tyle chyba sama sobie mogę zagwarantować...
            • nieznajoma35 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 13:41
              Twoja zgoda jest brana pod uwagę, poczytaj KRiO, tak stanowi
              prawo.Sama jestem po niedawnym rozwodzie, tez mam chore dziecko, tez
              on wniósł o rozwód, ale to ja wygrałam.Pozdrawim, walcz.
      • phantomka Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:20
        Przykro sie to czyta i faktycznie szkoda, ze maz nie wykazal sie
        dojrzaloscia w celu ratowania malzenstwa, ale z drugiej strony, jak
        nie czuje, ze jest co ratowac, to lepiej skonczyc to teraz. Masz
        jeszcze cale zycie przed soba.
        Co do alimentow, to pamietaj, ze sad moze zasadzic alimenty nie
        tylko ustosunkowujac sie do aktualnych wynagrodzen meza, ale do jego
        potencjalnych zarobkow, takich ktore moglby otrzymywac zgodnie ze
        swoim wyksztalceniem, doswiadczeniem zawodowym czy wiekiem. Wejdz na
        forum samodzielna mama, masz tam mnostwo porad, jak sobie radzic,
        jak wyliczyc wysokosc alimentow, itd.
        • johana19 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:29
          Szczerze ci współczuję...
          Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, niestety. Walcz o
          alimenty dla syna i dla siebie i to jak najwyższe. Skoro mąż ma
          wysokie dochody (także te, które nie są udokumentowane) to głośno
          powiedz o tym w sądzie. Będą musieli to sprawdzić jakoś. Po za tym w
          waszym wypadku, jeśli już, zgodziłabym się tylko i wyłącznie na
          rozwód z wyłacznej winy męża. Trzymaj się, a ja trzymam za ciebie
          kciuki!
    • kawka74 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:31
      Na wszelki wypadek przygotuj sobie wyczerpującą listę potrzeb finansowych. W
      razie, gdyby się jednak okazało, że rozwód będzie, musisz wywalczyć synowi
      przyzwoite alimenty. Skoro mąż nie chce być dalej Twoim mężem, przykro i trudno,
      niestety tak bywa, ale niech nie wydaje mu się, że wraz z rozwodem ustaną jego
      ojcowskie obowiązki, także (czy może głównie) finansowe, bo tak być nie może.
      Przyznając alimenty sąd będzie brał pod uwagę nie tylko aktualne zarobki
      małżonka, ale także to, czy mąż robi wystarczająco dużo, żeby zarobki były
      wyższe. Prawdopodobnie będzie również brane pod uwagę to, czy Ty nie możesz iść
      do pracy, choćby na pół etatu. I musisz sobie dokładnie przemyśleć, co i jak
      masz w takiej sytuacji powiedzieć.
      Na gadanie swojej mamy spróbuj ogłuchnąć, bo to bzdury.
      • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:48
        Mam taką listę, "wyceniam " utrzymanie syna na 2000 zł
        miesięcznie... problem w tym, że wierzę adwokatowi, u którego byłam
        po porawdę, że 1000 zł ( a jest to kwota, która mnie się wydaje
        uczciwa, teraz mąż daje mi 2000 zł na zycie przy czym sam płaci za
        mieszkanie i telefony i taka, na jaką jeszcze mąż może sobie
        spokojnie pozwolić ) to na pewno nie dostanę. Mąż podał już do
        protokołu, że zarabia ( bo tyle ma na papierze ) 2000 zł. Ma "tylko"
        średnie wykształcenie, zresztą nie pracuje w zawodzie wyuczonym.

        O "wysyłanie" mnie do pracy nie martwię się, mam kilka zaświadczeń i
        od terapeutów i z orzecznictwa, ze dziecko wymaga 20 godzin terapii
        tygodniowo ( przy czym nie są brane pod uwagę zajęcia w
        przedszkolu ) i że syn wymaga codziennego udziału rodzica w terapii,
        rehabilitacji i wychowaniu w związku z czym do pracy iść nie mogę.
        Jestem zarejestrowana w pośredniaku, ale nie widzę zadnej saensownej
        oferty, sami tez mi nic nie proponują. Zresztą po rozwodzie przejdę
        na świadczenie pielęgnacyjne, teraz mi nie przysługuje, bo mąż
        zarabia ponad ustalony limit.
        Proszę nie oceniać mnie pod kątem "migania się " od pracy. Ja
        naprawdę lubię pracować. I przez prawie cale dorosle życie
        pracowałam...
        Chociaż ostatnio coraz częściej myślę, że moje życie powoli redukuje
        się do rozpaczliwej walki o przetrwanie.

        Co do mojego męza to powtarzam mu, że skoro chce się zredukowac do
        roli bankomatu to trudno, nie mam na to wpływu. Bardziej chodzi mi o
        syna : jest bardzo związany z ojcem. Zdaję sobie sprawę z tego ( a
        dobrze znam męża ) że po rozwodzie, na zasadzie, co z oczu to z
        serca, będzie bardzo rzadko o ile w ogole spotykał się z synem i
        tych spotkań w żaden sposób nie wynegocjuję i nie wyproszę. Skąd te
        przekonanie? Ano stąd, że jak pojechaliśmy na wakacje ( syn ze mną )
        to nawet do syna nie dzwonił, przyjechał raz, miał być 3 dni, uciekł
        nastepnego dnia, bo mu się nie podobało, przy okazji robiąc dziką
        awanturę w ktorej kewstionował moje pochodzenie i prowadzenie się
        mojej mamy uncertain ), stwierdził również, że się od nas "odzwyczaił" Ja
        wiem, wiedział, że wrócimy. Tyle że teraz też będzie wiedział, że
        zawsze może przyjśc i wyjść kiedy chce.
        Boli mnie, że konsekwencje rozwodu w zasadzie ponosić będzie syn i
        po cześci , przez syna ( to nie wyrzut ) ja. A były już mąż ułozy
        sobie na nowo życie z wypranym do czysta sumieniem.

        Nie wiem, czy w ogole zdecyduję się na orzekanie o winie. Nie mam
        żadnych świadkow. Bedzie zeznawac moja mama ( odgórnie wiadomo, że
        jest niewiarygodna ) i na tym lista się konczy. Moja koleżanka nie
        będzie zeznawać bo jej mąz to przyjaciel mojego męża. Zatem nic nie
        powie, albo powie, że nic nie wie, nic nie pamięta. Zresztą na
        plaster mi to orzekanie, ja wiem, że oboje ponosimy winę, chociaż
        usiłując się wybielić, przyznam, że poczuwam się do mniejszej
        odpowiedzialności...
        • kawka74 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:00
          problem w tym, że wierzę adwokatowi, u którego byłam
          > po porawdę, że 1000 zł ( a jest to kwota, która mnie się wydaje
          > uczciwa, teraz mąż daje mi 2000 zł na zycie przy czym sam płaci za
          > mieszkanie i telefony i taka, na jaką jeszcze mąż może sobie
          > spokojnie pozwolić ) to na pewno nie dostanę.

          A na jakiej podstawie adwokat tak stwierdził? Nie ma minimalnej ani maksymalnej
          kwoty alimentów (w sensie - ileś procent pensji można zabrać, ale więcej/mniej
          już nie), sąd więc może orzec taką sumę, która wydaje mu się słuszna, a mężowi
          zasugerować znalezienie lepiej płatnej pracy, skoro 1000 złotych nie wystarczy
          mu na utrzymanie.

          Bardziej chodzi mi o
          > syna : jest bardzo związany z ojcem.

          Na brak zainteresowania męża nie ma lekarstwa. W żaden sposób, nawet jeśli nie
          będzie rozwodu, nie zmusisz go do zainteresowania dzieckiem i jego potrzebami.
          Przykre, i to bardzo.

          Zresztą na
          > plaster mi to orzekanie, ja wiem, że oboje ponosimy winę,

          To nawet nie o przekonanie chodzi, ale o skutki formalne.
          • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:07
            Myślę, że adwokat wie z doświadczenia, jakie alimenty się zasądza,
            zresztą po wnikliwym przeczytaniu wątkow na "samodzielnej mamie" te
            stwierdzenie wydaje się potwierdzać.
            wydaje mi się, że 2000, ktore mąż ma oficjalnie u nas, "na
            prowincji" to bardzo przyzwiota pensja ( ja w biurze miałam 960 zł
            na cały etat ) i nitk mu zmiany nię będzie sugerował, szczegolnie,
            że jest tylko technikiem.
            • kawka74 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:09
              Wzięliście pod uwagę z adwokatem, że Twoje dziecko wymaga specjalistycznej
              opieki? To też nie podniesie kwoty?
              • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:16
                Dlatego mąż deklaruje 400 a nie 300 uncertain
                Mąż uważa, że
                - dziecku wystarczy pobyt w przedszkolu, ktory może być nieodpłatny
                ( nie bierze pod uwage tego, że jesli zapisze go na 5 godzin, to nie
                przyjmą go z braku miejsc, bo pierwszeństwo mają
                dzieci "pełnoetatowe" miejsc w przedszkolach jest za mało a gmina
                nie ma obowiązku zapewniania miejsca dziecku w tym wieku ) moge
                zrezygnować z przedszkola, ale nie chcę , za nic nie chcę, bo to
                faktycznie najlpesza terapia, syn zaczął własnie tam np. jeść
                samodzielnie )
                - dziecko nie wymaga specjalistycznej terapii bo wg lekarza
                rodzinnego " ten autyzm to na wyrost"
                - ja mogę iść do pracy na sprzątaczkę, skoro nie potrafię znaleść
                innej ( problem w tym, że praca sprzątaczki to sobre zajęcie, więc
                są całe castingi do tej pracy ;p zresztą ja w piątki jestem z malym
                na terapii w innym mieście, to twedy co, ktoś za mnie sprzątnie? )
                - mogę mieszkać u mamusi i odpadnie problem czynszu i wynajmu ( ten
                pomysł podsunął mu adwokat, zupełnie nie biorąc pod uwagę, ze moja
                mama nas nie chce i nie weźmie, a nawet gdyby, to w u niej czynsz
                jest dwukrotnie wyższy niż u nas a za darmo dlaczego ma mnie
                trzymać? )

                Adwokat, u ktorego byłam, uważa, że dostanę 600 zł, zresztą tego
                samego zdania jest adwokat męza , powiedział mi, że dlatego
                deklarował 400 żeby w razie czego zgodzić się na 600.
                • kawka74 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:23
                  To, co Twój mąż uważa, ma się nijak do stanu faktycznego. Czy on naprawdę
                  wierzy, że orzeczenie lekarza rodzinnego, że 'autyzm trochę na wyrost', jest
                  miarodajne i wiarygodne, czy tylko rżnie głupa?
                  To wszystko, co tu napisałaś, musisz w razie czego powiedzieć w sądzie, uzbroić
                  się we wszystkie możliwe zaświadczenia i żelazną odporność. WIem, że to nie jest
                  łatwe, ale chodzi o Twojego syna.
                  • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:38
                    zacytuję Ci, to, co RODK stwierdził w opinii. Ja nie wiem, bo tam
                    nie ma rozgraniczenia, czy to jest opinia samego RODK czy to jest
                    to, co powiedział mąz, mniej jednak w opinii jest napisane tak:
                    "Pozwana po urodzieniu syna skoncentrowała się na nim tak, że
                    przepisywała mu różne choroby i deficyty rozowjowe aż w koncu
                    uwierzyła, że dziecko jest dzie ckiem autystycznym. Wierzy w to do
                    dzisiaj, traci pieniądze na rehabilitację. Na pracę zawodową nie ma
                    czasu. "
                    - "Pozwana święcie wierzy w autyzm dziecka i jest przekonana, że jej
                    powinnością jest rehabilitacja dziecka za wszelką cenę "

                    Wyniki konsultacji psychiatrycznej ( bo o psychiatrę wniósł adwokat
                    mąza ) :" W rzeczowym kontakcie słownym, prawidłowo zorientowana w
                    nastroju obniżonym. Przekonana o wystepowaniu autyzmu u dziecka a
                    jego sprawne obecnie funkcjonowanie jest wynikiem ciągłej terapii.
                    Nie dostrzega dysfunkcji w funkcjonowaniu jej związku małżeńskiego. "

                    Syn ma autyzm rozpoznany w dwoch ośrodkach, w tym aktualne
                    rozpoznanie i orzeczenie o niepełnosprawności... Male tego,
                    zaświadczenia te zostały dostarczone ( na życzenie sądu ) i sądowi i
                    RODKowi...



    • zebra12 Dasz sobie radę 24.11.08, 10:36
      Piszesz, ze dziecko jest w przedszkolu więc jakoś może wtedy uda Ci
      się popracować. Może masz możliwość zamieszkania na razie u mamy,
      dopóki nie staniesz na nogach. Ja nie mam chorego dziecka, ale mam
      ich 3. Też mam problem z opieką dla najmłodszej, ale w sytuacji
      kryzysu małżeństwa praca jest najważniejsza! Dlatego jestem
      ostrożna, gdy czasem któraś na forum wychwala siedzenie w domu na
      utrzymaniu męża, bez pracy...
      Wracając do tematu: czy Twoja mama nie mogłaby zaopiekować się
      dzieckiem, gdy pójdziesz do pracy? Mnie właśnie pomaga tata. A męża
      nie trzymaj na siłę przy sobie, bo niby po co, skoro on Ci i tak
      udowodni, że życie z nim będzie przykre i palcem nie kiwnie w domu.
      Wiem coś o tym. Ja sama złożyłam pozew o rozwód, a mąż tego nie
      chce, no i sprawa się ciągnie. Jedno jest pewne: nikogo nie zmusisz
      do bycia z drugą osobą. Tego trzeba chcieć! Weź się w garsć, stań na
      nogi. Uda się na pewno! Moja koleżanka z bloku samotnie wychowuje 2
      dzieci. Nie ma rodziny, rodzice nie żyją. Ona pracuje na nocki, zeby
      w dzień być z dziećmi. W nocy są same. Jak były mniejsze to płaciła
      parę groszy starszym dziewczynkomz bloku, zeby przypilnowały jej
      maluchy. Nie było łatwo, było cięzko, ale ptzetrwała i Tobie się
      uda, czego Ci z całego serca życzę!
      • agnieszkatk Re: Dasz sobie radę 24.11.08, 10:56
        Nie, nie mogę iść wtedy do pracy. Już to przerabiałam. Po pierwsze :
        terapia. Głownie w godzinach 11 - 15. syn chodzi do przedszkola raz
        na 6 godzin, raz na dwie, a czasem nie idzie w ogóle. Poza tym co
        rusz jest chory ( zapalenia gornych dróg oddechowych ) co wyłącza
        mnie z pracy na tydzień. Nie mam możliwości zamieszkania u mamy:
        poradzila mi, żebym poszukała sobie domu samotnej matki. Zresztą ona
        mieszka w innym mieście, pracuje zawodowo i na pewno nie ma
        możliwości zajmowania się wnukiem.
        Ja bym chciała pójśc do pracy! Dla mnie praca była możliwością...
        odpoczynku. Kontaktu z ludzmi. zresztą... patrząc na finanse... Na
        etat nigdzie mnie nie przyjmą, po prostu go nie wypracuję. Na pól
        etatu... To zarobię 600 zł. I będę ciągle się bała, że kolejne
        zwolnienie na dziecko, ze nie mam jak wyjśc na terapię , której
        godziny znowu przelozyli, że nie mam jak pojechać na terapię do
        innego miasta ( mieszkam na końcu świata uncertain)Mogłabym wziąc
        opiekunkę. Tylko że do takiego dziecka to nie możebyć ktoś z
        przypadku, a więc i dochodzi wyższa stawka. To zasiłku będę miała
        700... alez kombinuję, co?

        Ja wiem, ze dam radę, bo nie mam innego wyjścia, tylko boję się
        jutra, chciałabym, żeby to wszystko rozegrało się bez mojego
        udziału, z drugiej strony, wiem, że pójśc muszę, bo nieobecna nie
        moge o nic walczyć.



      • vibe-b Re: Dasz sobie radę 24.11.08, 11:34
        Ona pracuje na nocki, zeby
        > w dzień być z dziećmi. W nocy są same.

        Sorry,ze sie zapytam, ale..kiedy zatem Twoja kolezanka sypia? W
        dzien z dziecmi ,w nocy pracuje..?
        • zebra12 Śpi, gdy one są w szkole 24.11.08, 13:05
          A, gdy to niemożliwe, to śpi przy nich, gdy one odrabiają lekcje itp.
    • myga Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:44
      Ja przyznaje racje dziewczynom, ze nie warto byc z czlowiekiem, ktory cie nie
      chce. Ale warto jutro jednak powalczyc o przelozenie sprawy, niech nawet na
      polroku, ale ty zyskasz czas na znalezienie pracy i poukladanie sobie
      wszystkiego, natomiast nie napisalas, co maz napisal we wniosku rozwodowym, jaki
      powod rozwodu podal. Pamietaj, ze warto powalczyc o rozwod z orzekaniem winy,
      wtedy beda ci sie nalezaly alimenty nie tylko na dziecko, ale rowniez na siebie.
      • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:58
        W pozwie rozwodowym napisał... że nie napisze, dlaczego ;p Powaznie.
        napisał, że chce się rozwieść w sposób kulturalny, więc nie poda
        szczególowych powodow, dla ktorych się rozwodzi. napisał też, że
        przyczyną rozpadu zwiazku są "odmnienne charaktery stron oraz inne
        poglądy na zycie i wychowanie dziecka" . Tyle. Na pierwszej sprawie
        powiedział, że jestem klotliwa.
    • clio_1 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:46
      Po pierwsze, złóż wniosek o adwokata z urzędu, powołując się na swoją sytuację
      materialną i fakt, że mąż ma adwokata - zrób to jutro na sprawie.
      Po drugie - gwoli ścisłości - alimenty są na dziecko, nie na Ciebie. Nie
      oczekuj, że sąd zasądzi Ci tyle, żebyś mogła się utrzymać z dzieckiem. Skoro
      dziecko chodzi do przedszkola, to spróbuj znaleźć jakąś pracę.
      • clio_1 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:48
        Tak jak napisała myga wyżej - przy rozwodzie z winy męża możesz walczyć o
        alimenty na siebie, bez winy - tylko na dziecko.
      • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 10:59
        Nie dostałam adwokata z urzędu. wniosek został odrzucony. Zyskałam
        tylko zwolnienie z częsci kosztow sądowych.
        • clio_1 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:01
          Spróbuj jeszcze raz, powołując się na to, że mąż ma pełnomocnika, a Ty nie i
          chcesz być reprezentowana przez adwokata. Skoro zostałaś zwolniona częściowo z
          kosztów, to prawo do adwokata masz.
          • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:04
            odwoływałam się od tej decyzji , ale jak pisałam, dostałam
            odpowiedż, że jestem mloda, wykształcona, zdrowa a sprawa nie jest
            skomplikowana....
            • clio_1 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:06
              ale spróbować nie zaszkodzi smile kiedy mąż ustanowił sobie adwokata? czy Tobie
              odmówiono pomocy z urzędu przed ustanowieniem pełnomocnika przez męża czy po?
              • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:09
                Od samego poczatku mąża reprezentuje pełnomocnik. Adwokat nawet mu
                pozew rozwodowy napisal, pod pozwem nie ma podpisu męza, tylko
                podpis adwokata. także np. opinia z RODK przyszła tylko do jego
                adwokata, do męza nie wysłali. Ja pisałam o tym w swoim wniosku, ze
                ponieważ mąż ma adwokata ( zresztą podobno jednego z najdrożyszych i
                najlepszych u nas ) to ja też powinnam miec, bo szanse w tej
                sytuacji sa nie równe a sytuacja jednak skomplikowana, ale okazuje
                się, ze wcale nie uncertain
        • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:03
          Mam w głębokim poważaniu alimenty na siebie, w ogole uważam, że
          jesli chodzi o mnie to mąż nie ma względem mnie żadnych obowiązkow,
          zresztą ja sobie dam radę, liczę jednak, przynajmniej tuż po
          rozwodzie, na świadczenie pielęgnacyjne, mnie to wystarczy. Chcę,
          żeby godnie płacił na dziecko...
          • edunia73 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:26
            Aga ,przeczytałam to co napisałaś i jest mi ....strasznie przykro,ze
            musisz przeżywac takie chwile sad Próbowałam postawic sie na twoim
            miejscu i doszłam do wniosku,ze gdyby mi przydarzyło sie cos
            podobnego,byłabym w identycznej sytuacji sadMam 2 córki,zdrowe na
            szczęście,ale tez nie miałabym gdzie iść.Zastanawiam sie gdzie
            faktycznie i w którym momenc ie popełniliście bład....Hmmm.Męża
            kochasz to zrozumiałe,szkoda ze on nie mysli tak jak ty,szkoda ze
            bierze pod uwage tego,co bedzie z wami,gdzie sie podziejecie,jak
            sobie poradzicie.Ja sobie m,yśle tak,jesli jego dochody sa do
            udowodnienia,walcz o wiecej.Tatuś nie robi najmniejszej
            łaski,pomagajac ci w wychowaniu,rehabilitacji dziecka.Zreszta 400 zł
            to smieszna kwota w tym wypadku.Zapytaj go ,jak on sobie to
            wyobraza,jak i na co ma ci to wystarczyć .Zrób rozpis wszystkich
            wydatków,bo musisz to przedstawic w sadzie.Poza tym w Mgops ach sa
            prawnicy pomagajacy w takich sytuacjach ,w urzedach miasta
            równiez .Napisz zapytanie na www.forumprawne,org lub w dziale
            bezpłatne porady prawne na Golden Line www.goldenline.pl/
            musisz założyc konto,ale jest tam mnóstwo prawników chcacych pomóc,i
            pomoc jest bardzo szybko.Zycze duzo siły,wytrwałosci i mimo wszystko
            głowa do góry .smile
            • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:44
              Moj mąż kwestionuje wszystkie moje wydatki od spodni z taniego
              ciuszka dla mnie ( bo kupuję szmatę zamiast markowej, więc po
              tygodniu się rozpadnie ) przez buty dla dziecka ( bo można cały rok
              chodzić w adidasach jak on ) przez jedzenie ( dziecko nie musi jeść
              jogurtu, nie musi mieć masła, nie musi jeść wedliny ) aż po wydatki
              związane z terapią ( "jesli jest chory tak , jak mowisz, to mu to
              nie pomoże, a jesli nie jest, to mu to nie potrzebne ).
              Ostatnio sprawdzal rachunek ze skpelu i po koleji kwestionował wodę
              mineralną ( można pić z kranu ) jabłka ( on nie je ) i jogurty.
              zatrzymał się przy bananach i stwierdził: to moze zostac, bo to dla
              mnie. Powinnam zacząć go nagrywac.
          • kicia031 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:39
            Mam w głębokim poważaniu alimenty na siebie, w ogole uważam, że
            > jesli chodzi o mnie to mąż nie ma względem mnie żadnych
            obowiązkow,

            Nie masz racji. na tym wslasnie polega malzenstwo, ze ma sie
            zobowiazania do troski o wspolmalzonka, takze po rozwodzie, gdy sie
            na niego decyduje w sposob nieodpowiedzialny. Uwazam, ze masz pelne
            prawo, takze moralne, walsczyc o te alimenty, ktore pozwola ci na
            lepsza troske o dziecko.
    • vibe-b Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:41
      Wspolczuje.
      A takie pytanie formalne: cy Twoj jeszcze maz zakomunikowal Ci ze
      nie chce miec do opieki nad dzieckiem wcale?
      Bo gdybyscie rozlozyli opieke solidarnie to moglabys pojsc do pracy,
      chyba?
      Smutne jest i niesprawiedliwe, ze w razie rzowdu to kobieta ma
      ponosic caly ciezar zwiazany z dzieckiem. Alimenty to jedno, ale
      Twoje sily to drugie, i nawet wazniejsze.
      I jeszcze jedno..jak sie domyslam maz ci zablokowal dostep do
      pieniedzy, ktore ON zarabia, a ktore notabene sa rowniez Twoimi? Bo
      jak nie, to przeciez smialo mozesz oplacac swojego adwokata z tych
      pieniedzy. Poki co one sa wasze wspolne. Nie, wiem, czy kazemu
      adwokatowi placi sie gotowka? Bo jesli by istniala mozliwosc
      wystawienia faktury to ja bym chyba wybrala te wersje i prosila o
      przeslanie na adres domowy. Ten dlug maz musial by uregulowac smile, o
      ile sie nie myle.
      • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 11:52
        ja wiem, że on naprawdę nie może. pracuje nawet po 14 godzin
        dziennie. fakt, pewnie mogłby pracować mniej, ale i mniej zarobi.
        faktycznie zarobi 2000 , ja te 1000, ale to nie wyjdzie na te
        zarabiane teraz 4000... Jak pisałam, pracowałam na etat ( 960 zł na
        rękę i to jest norma u nas ) i to nie szlo wcale, bo bez przerwy
        albo się zwalniałam, albo byłam na zwolnieniu na syna. Doszło do
        tego, że jak miałam ospę, to z tą ospa chodzilam do pracy, żeby
        tylko nie iść na kolejne zwolnienie...Poza tym nawet gdyby... to on
        z synem na zajęcia nie pojedzie, bo .... są dziecku niepotrzebne.

        Nie wiem, jakim ojcem jest mój mąz. Mam do niego teraz tyle żalu,
        pretensji, że chyba nie potrafię patrzeć na niego obiektywnie.
        Prawdą jest, że mój mąż potrafi zdobyć się na "gest" i wziąć syna dl
        sklepu i kupić mu zabawkę za 500 zł czy pójść z nim na wiadukt i
        przez 5 godzin oglądać pociągi ( syn ma na tym punkcie obsesję )
        Ale ... syn go drazni, denerwuje, chyba po części rozczarowuje ( nie
        pochwali się, że syn wierszyk powie sad )

        Nie mam dostepu do konta męza, zresztą ... nie umiałabym. adwokat
        domagała się 3500 + vat ( o ile pamiętam ) o ile sprawa będzie bez
        orzekania o wine.
        • zebra12 Ale ja nie rozumiem 24.11.08, 13:13
          Dlaczego, Ty masz płacić jakąkolwiek sumę za rozwód, skoro to on złożył
          pozew????????? Ja składałam pozew i ja musiałam za sprawę zapłacić. Sąd mi też
          obniżył te koszty do 100 zł, ale mąż miał 0 do zapłaty. Dziwne.
          • agnieszkatk Re: Ale ja nie rozumiem 24.11.08, 13:25
            zebra12 napisała:

            > Dlaczego, Ty masz płacić jakąkolwiek sumę za rozwód, skoro to on złożył
            > pozew????????? Ja składałam pozew i ja musiałam za sprawę zapłacić. Sąd mi też
            > obniżył te koszty do 100 zł, ale mąż miał 0 do zapłaty. Dziwne.


            Dlatego, że mąż wniósł pozew bez orzekania o winie ( na razie w ogole w tym
            temacie nic w sądzie nikt nie mówił ) oraz napisał, że wnosi o zasądzenie od
            powódki połowy kosztów. On tez już zapłacił, a teraz domaga się zwrotu połowy.
          • myga Re: Ale ja nie rozumiem 24.11.08, 16:17
            zebra12 napisała:

            > Dlaczego, Ty masz płacić jakąkolwiek sumę za rozwód, skoro to on złożył
            > pozew????????? Ja składałam pozew i ja musiałam za sprawę zapłacić. Sąd mi też
            > obniżył te koszty do 100 zł, ale mąż miał 0 do zapłaty. Dziwne.
            ________
            Ja tez sie dziwie. Oplate wnosi skladajacy pozew. Ewentualnie juz po rozwodzie
            sad moze skorygowac koszty sadowe. Ale skoro nie pracujesz, to raczej ty
            bedziesz calkiem zwolniona z kosztow sadowych. Wiec powtorze pytanie: dlaczego
            placilas?
    • margotka28 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 13:06
      a jakie są przesłanki do rozwodu? Chcesz wyrazić zgodę na rozwód? W
      sytuacji, kiedy macie chore dziecko i jest opinia psychologa żaden
      sąd rozwodu nie udzieli.
      • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 13:31
        Adwokat męza napisał, że "ustały między nami więzi duchowa, fizyczna, wreszcie
        gospodarcza" . Ja oponowałam, ale w zasadzie sędzina się tym w cale nie zajęła,
        mowiłam o synku, więc podsumowała: rozumiem, że nie zgadza się pani ze względu
        na dobro dziecka. I skierowała sprawę do RODK. Mąz stwierdził, że już mnie nie
        kocha, nie sypia ze mną, chce się wyprowadzić ( wyprowadza się tak od kwietnia
        )i nie widzi żadnych szans na rekonstrukcję związku ( co generalnie potwiedził
        RODK w swojej opinii, że nastapił zupełny rozkład pożycia, a przy postawie
        powoda można sądzić, że i trwały. Nikt nie wnikał w to, że razem jemy obiadki,
        razem wozimy małego do przedszkola, nawet razem wychodzimy do znajomych czy na
        spacery. Być może faktycznie nie są to przejawy trwania jakiś więzi...
        • margotka28 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 13:36
          agnieszkatk napisała:

          > Adwokat męza napisał, że "ustały między nami więzi duchowa,
          fizyczna, wreszcie
          > gospodarcza" . Nikt nie wnikał w to, że razem jemy obiadki,
          > razem wozimy małego do przedszkola, nawet razem wychodzimy do
          znajomych czy na
          > spacery. Być może faktycznie nie są to przejawy trwania jakiś
          więzi...

          Zalecam powołanie owych znajomych na świadków.
          • emilly4 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 14:16
            Agnieszko, przepraszam, ze to powiem, ale Twoj "maz" jest zafajdanym skur..iem!
            Zycze ci wiele szczescia i sily, na twoim miejscu postaralabym sie, aby rozprawa
            zostala przelozona na pozniejszy termin, a Ty naprawde powinnas zasiegnac porady
            madrego prawnika, a nie psa na kase i uzbroic sie w sile. Widac ze twoj maz nie
            popusci,a do tego jeszcze cie pograzy, ucieknie od odpowiedzialnosci opieki nad
            chorym synkiem, znajdzie kazdy powod, kazdego lekarza, ktory napisze mu piekna
            prace, o tym jaka to Ty jestes niezrownowazona i jak Ty wymyslasz kolejne
            choroby dla syna. Jemu na niczym nie zalezy, zdrowy i odpowiedzialny czlowiek
            poniosl by chociaz czesc odpowiedzialnosci zwiazanych z opieka nad dzieckiem i
            pokrylby koszta opieki, przedszkola itp..a ten..jeszcze sie wykreca od
            zaplacenia kilkuset zlotych...
            Powodzenia.
          • mal_art Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 14:39
            Dziewczyno, walcz! Walcz, bo masz o kogo! Rzadko zaglądam na to forum, jeszcze
            rzadziej komentuję, ale teraz nie mogę się powstrzymać. Nie zgadzaj się na
            rozwód bez orzekania o winie - nie unoś się honorem, że mąż ma płacić tylko na
            dziecko, przecież im mniej zapłaci tym mniej będziesz dla tego dziecka miała. A
            o podnoszeniu wysokości świadczeń w miarę jak wzrastają ceny i potrzeby -
            zapomnij. Jeśli już mąż koniecznie chce tej wolności to niech za nią zapłaci, bo
            jest tak jak napisałaś - on sobie pięknie życie ułoży, a Ty zostaniesz sama z
            chorym dzieckiem, nawet bez pomocy ze strony własnej rodziny.
            Dziwne że nie dostałaś tego adwokata z urzędu, próbuj jeszcze, koniecznie,
            argumentuj, że jesteś w trudnej sytuacji, opieka nad dzieckiem, brak pomocy i
            niepewność Cię wykańczają, że potrzebujesz pomocy. To niesprawiedliwe, żebyś Ty
            miała gorsze stanowisko od męża - skoro to on chce od Ciebie odejść. Koniecznie
            poczytaj kodeks rodzinno-opiekuńczy, jest napisany dość jasno i zdecydowanie
            stoi po stronie dziecka!
            Sprawa rozkładu więzi - formalnie to musi być trwały rozkład więzi emocjonalnej,
            ale też gospodarczej - możesz przedstawiać dowody (nie wiem, wspólne zdjęcia,
            zeznania sąsiadów, znajomych), że ta więź istnieje, że ciągle mieszkacie razem,
            odwiedzacie wspólnych znajomych itd. To na trwały rozkład pożycia nie wygląda.
            Co do konieczności terapii i sposobu pogodzenia jej z pracą, to świetnie sobie
            wyobrażam jak to wygląda, jestem pedagogiem specjalnym. A o opiekunkę dla
            TAKIEGO dziecka jest bardzo trudno, to nie tylko względy finansowe, ale przecież
            ono musiałoby tę obcą osobę zaakceptować, a jego choroba polega m. in. na tym,
            ze wcale nie musi, bo nie spodoba mu się np. jak ta osoba pachnie. Ale - jeśli
            to możliwe - to poszukaj pomocy, może wśród studentów psychologii, pedagogiki;
            parę moich koleżanek z roku pisało magisterki - studium przypadku: przez cały
            rok spędzały minimum kilka godzin tygodniowo z podopiecznym, pomagały w terapii
            no i odciążały rodziców jak mogły. Potem nasza promotorka przekazywała te dzieci
            swoim kolejnym magistrantkom - korzyść i dla dzieci, i dla studentek, które
            dzięki temu nabierały doświadczenia.
            Trzymam kciuki za Ciebie i za Twojego Synka!!!
          • kowalka33 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 17:26
            no jak by mnie ktoś tak po prostu zostawił to ja bym przy stole nie jadła z nim i raczej bym znajomych nie odwiedzała.
            dziwne to to takie w sumie wszystko
    • naatka w kwestiach formalno-prawnych 24.11.08, 16:54
      Jeżeli chcesz walczyć o to, bo sąd nie orzekł rozwodu to:
      1/ napisz odpowiedź na pozew,
      2/ podaj w tym piśmie procesowym argumenty, które twoim zdaniem świadczą, że nie
      nastąpił między wami trwały i zupełny rozkład pożycia ( podaj opisy sytuacji-
      wspólne zamieszkiwanie, wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego, posiłki,
      wspólne wyjazdy itp...
      3/ wyeksponuj fakt, że zdaniem twoim i lekarzy rozwód niekorzystnie wpłynie na
      zdrowie waszego syna- powołaj się też na opinię ośrodka- to ważny argument.
      Generalnie musisz wykazać, że na skutek orzeczenia rozwodu ucierpi dobro
      małoletniego dziecka waszego, jak również, że orzeczenie rozwodu byłoby
      sprzeczne z zasadami współżycia społecznego ( opisz swoją sytuację: niemożność
      podjęcia pracy, bo zajmujesz się chorym dzieckiem itp ). Pisz sporo konkretów, a
      nie tylko ładne okrągłe zdanka.
      Na pocieszenie napiszę, że raz spotkałam się z sytuacją, że sąd nie orzekł
      rozwodu, gdyż powód nie wykazał, że nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia (
      ze względu na małe mieszkanie spali w jednym pokoju i jednym łóżku nawet, razem
      jadali itp).
      Jeśli jednak uważasz, że orzeczenie rozwodu nastąpi to:
      1/ wnieś o orzeczenie rozwodu z wyłącznej winy męża- takie orzeczenie daje ci w
      przyszłości, gdy np okaże się że jesteś w bardzo trudnej sytuacji materialnej-
      możliwość wniesienia sprawy o dostarczenie środków utrzymania dla ciebie (
      oprócz alimentów na dziecko). Takie alimenty dla ciebie będą się należały przez
      okres do 5 lat, w wyjątkowych sytaucjach można nawet ten obowiązek alimentacyjny
      przedłużyć na dalszy okres.
      Unoszenie się honorem i mówienie teraz " że sama dasz sobie radę, tylko na
      dziecko chcesz godziwe alimenty" - kiedy nie pracujesz i nie masz szans na pracę
      w swojej sytuacji rodzinnej obecnej- jest bardzo nierozsądne.
      Przemyśl tę sprawę i napisz odpowiedź na pozew.
      Kwota wynagrodzenia adwokackiego, podana przez ciebie ( 3500zł +vat) trochę
      kosmiczna...jak na małe miasteczko...no chyba że i wniosek o podział majątku
      wspólnego został złożony, ale nie wspominasz o tym.
      Poza tym, szkoda że tak późno piszesz ( dzień przed rozprawą) bo w wielu
      miastach są darmowe punkty pomocy prawnej, gdzie by ci pismo napisali.
      • guderianka Re: w kwestiach formalno-prawnych 24.11.08, 17:01
        Myślałaś o przejściu na świadczenie pielęgnacyjne ?

        www.mps.gov.pl/index.php?gid=262
        • agnieszkatk Re: w kwestiach formalno-prawnych 24.11.08, 17:05
          Tak, ale po rozwodzie. Teraz ze względu na spore zarobki męza nie
          kwalifikuję się - znacznie przekraczamy próg 580 zł czy ile to w tej
          chwili jest.
      • agnieszkatk Re: w kwestiach formalno-prawnych 24.11.08, 17:16
        naatka napisała:

        > Jeżeli chcesz walczyć o to, bo sąd nie orzekł rozwodu to:
        > 1/ napisz odpowiedź na pozew,
        > 2/ podaj w tym piśmie procesowym argumenty, które twoim zdaniem
        świadczą, że ni
        > e
        > nastąpił między wami trwały i zupełny rozkład pożycia ( podaj
        opisy sytuacji-
        > wspólne zamieszkiwanie, wspólne prowadzenie gospodarstwa domowego,
        posiłki,
        > wspólne wyjazdy itp...


        Nie wiem, czy jest sens pisać odpowiedź na pozew gdy jest już po
        pierwszej rozprawie?
        Na tej rozprawie sędzina pytała nas o współżycie ( fakt,od miesięcy
        nie istnieje, jakiś czas temu przestałam spełniać oczekiwania mąża
        pod tym względem ... ) o sprawy związane z domem ( pytała, kto
        męzowi gotuje, robi pranie - odpowiedział, że pralka robi pranie )
        utrzymywał, że oddzielnie się rozliczamy ( co ja zdementowałam, bo
        przecież to on daje na wszystko kasę, więc jak możemy mieć oddzielne
        pieniądze?)


        > 3/ wyeksponuj fakt, że zdaniem twoim i lekarzy rozwód
        niekorzystnie wpłynie na
        > zdrowie waszego syna- powołaj się też na opinię ośrodka- to ważny
        argument.
        > Generalnie musisz wykazać, że na skutek orzeczenia rozwodu ucierpi
        dobro
        > małoletniego dziecka waszego,


        To już za mnie zrobił RODK wydając korzystną dla mnnie opinię o
        niemożliwości orzeczenia rozwodu ze zwględu na dobro dziecka - jutro
        adwokat męża w jakiś sposób będzie starał się to obalić


        jak również, że orzeczenie rozwodu byłoby
        > sprzeczne z zasadami współżycia społecznego ( opisz swoją
        sytuację: niemożność
        > podjęcia pracy, bo zajmujesz się chorym dzieckiem itp ). Pisz
        sporo konkretów,
        > a
        > nie tylko ładne okrągłe zdanka.

        Nie wiedziałam, że to sa te zasady - wszędzie o tym piszą, ale nic
        konkretnie...


        > Na pocieszenie napiszę, że raz spotkałam się z sytuacją, że sąd
        nie orzekł
        > rozwodu, gdyż powód nie wykazał, że nastąpił zupełny i trwały
        rozkład pożycia (
        > ze względu na małe mieszkanie spali w jednym pokoju i jednym łóżku
        nawet, razem
        > jadali itp).

        My też śpimy w jednym pokoju - chociaż ja od porodu z synem, on na
        łóżku obok.Mamy trzy pokoje, jakoś nie poszedł spać do innego.


        > Jeśli jednak uważasz, że orzeczenie rozwodu nastąpi to:
        > 1/ wnieś o orzeczenie rozwodu z wyłącznej winy męża- takie
        orzeczenie daje ci w
        > przyszłości, gdy np okaże się że jesteś w bardzo trudnej sytuacji
        materialnej-
        > możliwość wniesienia sprawy o dostarczenie środków utrzymania dla
        ciebie (
        > oprócz alimentów na dziecko). Takie alimenty dla ciebie będą się
        należały przez
        > okres do 5 lat, w wyjątkowych sytaucjach można nawet ten obowiązek
        alimentacyjn
        > y
        > przedłużyć na dalszy okres.
        > Unoszenie się honorem i mówienie teraz " że sama dasz sobie radę,
        tylko na
        > dziecko chcesz godziwe alimenty" - kiedy nie pracujesz i nie masz
        szans na prac
        > ę
        > w swojej sytuacji rodzinnej obecnej- jest bardzo nierozsądne.
        > Przemyśl tę sprawę i napisz odpowiedź na pozew.

        Nie wiem, czy mam szansę na orzekanie, jeśli nie mam świadków: moje
        dwie koelżanki bedące jednocześnie koleżankami męza odmówiły
        składania zeznań ze względu na "niezręczność sytuacji " i wiem, że
        w sądzie w razie czego powiedzą, że nic nie wiedzą i nie pamiętają.


        > Kwota wynagrodzenia adwokackiego, podana przez ciebie ( 3500zł
        +vat) trochę
        > kosmiczna...jak na małe miasteczko...no chyba że i wniosek o
        podział majątku
        > wspólnego został złożony, ale nie wspominasz o tym.

        To jest byłe wojewódzkie miasto, w pobliżu Warszawy. Cena, jaką
        podałam, jest ceną, jaką zaproponowało mi dwóch róznych adwokatów.
        Zresztą to nie ma znaczenia, jeśli byłoby to 2000 + vat to też mnie
        nie stać. O podział majątku nikt nie wystąpił - nic w zasadzie nie
        mamy, a o lodówkę kłócić się nie musimy.


        > Poza tym, szkoda że tak późno piszesz ( dzień przed rozprawą) bo w
        wielu
        > miastach są darmowe punkty pomocy prawnej, gdzie by ci pismo
        napisali.

        Akurtat z pismem nie mam problemu,jest dużo przykładów w necie, za
        to nigdzie nie znalazłam o co pyta się biegłych podczas
        uzupełniającej opinii i vczy mogą zmienić zdanie,,,,
        • mamaemmy Re: w kwestiach formalno-prawnych 24.11.08, 18:44
          a nie jest tak,że jesli powie ona,że kocha meża i bedzie chciała polepszyc i
          "naprawic" ten związek,to sąd nie da mężowi rozwodu?

          Wiem,że moja kolezanka bała sie ze jej mąż na rozprawie stwierdzi ze ją kocha i
          to co powyzej-i że jej wtedy nie dadza rozwodu(ona chciała,ale on nie)
        • naatka Re: w kwestiach formalno-prawnych 24.11.08, 20:02
          Jeśli będziesz z taką rezygnacją podchodzić do sprawy...to mąż osiągnie wszystko
          co chce, zwłaszcza, że ma profesjonalnego pełnomocnika. Na rozprawie strony są
          zdenerwowane, nie zawsze powiedzą to, co zamierzały, czasem się zapomina o
          różnych rzeczach itp dlatego dobrze jest przygotować się w domu, przemyśleć
          zarzuty strony przeciwnej i złożyć pismo procesowe, w którym swoje racje i
          argumenty sensowne przytaczasz. I popierasz to konkretami. Tu nie chodzi o "
          ściągnięcie" wzoru pisma procesowego z internetu i nieudolne ( bo tak to
          zazwyczaj brzmi) naśladowanie języka prawniczego- tu chodzi o to, by napisać o
          swoim konkretnym przypadku, jakoś przemówić do wyobraźni sędziego, dać mu wgląd
          w waszą sytuację. Bo tak to bazuje on tylko na wrażeniu, jakie odniósł z
          rozprawy. Oczywiście są w aktach protokoły z rozpraw, ale tam są tam zazwyczaj
          sędziowskie streszczenia tego co zeznawały strony ( bo sędzia dyktuje
          protokolantowi to co ma napisać z tych zeznań, w miarę wiernie oczywiście).
          Strona powodowa- będzie się starała podważyć wiarygodność opinii z Ośrodka,
          dlatego ty powinnaś podkreślić to, co jest w niej szczególnie trafne. Pytania do
          biegłych są różne: zazwyczaj dotyczy to jakichś słabych punktów opinii i mają na
          celu jej zakwestionowanie, mogą być też być składane wnioski o uzupełnienie
          opinii w jakimś zakresie, jeśli jest niepełna. Więcej wiary i determinacji życzę.
          • agnieszkatk Re: w kwestiach formalno-prawnych 24.11.08, 20:19
            Nie bardzo rozumiem. Na każdą rozprawę mam składać dodatkowo pismo
            procresowe ze wszystkim, co chcę, żeby było w aktach?

            Nie jestem zrezygnowana.... chociaz może, sama nie wiem, czuję się
            wypalona i tak bardzo zmęczona.

            napisałam sobie w punktach o co ja chcę zapytać biegłych i
            ewentualne podsumowanie zastanwiałam się też, o co ewentualnie może
            pytać prawnik męza i co kwestionować i jak się przeciw temu "bronić".

            I nie piszę prawniczym bełkotem bo go generalnie nie rozumiem tylko
            po babsku, a raczej po ludzku - coś w todzaju teza + przykłady na
            jej poparcie...

            Dzieki za rady.
    • burza4 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 18:58
      Dziewczyno, w twojej sytuacji powinnaś wnieść o przydzielenie ci
      adwokata z urzędu. Sama jesteś za bardzo zmęczona tymi problemami,
      żeby sensownie to przeprowadzić.

      powinnaś wnosić o orzeczenie jego winy, nawet jeśli nie ma twardych
      dowodów. Jego "winą" jest brak dojrzałości i zaangażowania w opiekę
      nad dzieckiem. Niezależnie od tego jak postrzegasz szanse na takie
      orzeczenie - spróbuj. Nie zgadzaj się na tak śmiesznie niskie
      alimenty, żądaj alimentów na siebie - masz do tego prawo nawet jeśli
      orzeczenia o winie nie będzie.

      Powiem tak - w twojej sytuacji duma jest bardzo złym doradcą, musisz
      być suką - bo inaczej przegrasz przyszłość syna. Sama temu nie
      podołasz, a na pewno nie finansowo.

      na jutrzejszej rozprawie złóż wniosek o przydzielenie ci adwokata z
      urzędu ze względu na trudną sytuację materialną, brak możliwości
      podjęcia pracy itd.
      • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 20:15
        Skoro już składałam i dostałam decyzję odmowną od ktorej się
        odwoływałam, lecz została podtrzymana ( pisałam, że nie mam
        pieniedzy bo nie pracuję ze względu na chorobę dziecka, że mąż ma
        adwokata, że sprawa jest trudna, bo nie zgadzam się na rozwod a już
        na pewno nie na bez orzekania o winie ) to jest sens i w ogole
        prawna możliwość składania wniosku jeszcze raz?

        • burza4 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 20:29
          sorry, nie przebrnęlam przez wszystkie posty, nie doczytałam. Swoją
          drogą - to paranoja przecież... a z ciekawości - jak sąd uzasadnił
          odrzucenie wniosku?

          spróbuj poszukać w swojej okolicy bezpłatnych porad prawnych,
          warszawskie Centrum Praw Kobiet ma zdaje się placówki i w innych
          miastach.

          tak czy inaczej - podtrzymuj brak zgody na rozwód, powinnaś
          przedłużać sprawę, aby móc ochłonąć i być w stanie podejść do tego
          bardziej na zimno, walczyć dla własnego i dziecka bezpieczeństwa
          materialnego.

          tak czy inaczej - współczuję sytuacji, gdybyś mieszkała w UK,
          miałabyś możliwości państwowej opieki przedszkolnej i szkolnej (z
          przyjeżdżaniem i odwożeniem dziecka pod dom włącznie), dostawałbyś
          dodatki, które umozliwiłyby ci godziwe życie, miałabyś prawo do
          mieszkania socjalnego. A u nas - szkoda gadać.
          • agnieszkatk Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 20:58
            Napisali, że "wnioskodawczyni jest osobą mlodą, wykształconą, zdrową
            ( ... ) sprawy rozwodowe nie są skomplikowane z natury, gdyż bazują
            na wiedzy znanej stronom. "

            na poradę raz na jakiś czas mnie stać - to "tylko" 50 zł. rzecz w
            tym, iż byłam u dwoch roznych prawników a poglądy mieli zbliżone i
            zdanie tez: Po co mi przeciąganie rozwodu, lepiej się dogadac,
            więcej niż 600 zl nie dostanę. 3500 + vat za prowadzenie sprawy. bez
            gwarancji satysfakcji. To ja chyba wolę z watpliwościami chodzić raz
            na jakiś czas, taniej mi wyjdzie... Nie sądzę, żeby bezpłatny
            prawnik wymyślił coś więcej, niż tamci dwaj.

            Fakt, przedlużam sprawę dla własnej wygody ...
      • naatka Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 21:29
        burza4 napisała:

        > , żądaj alimentów na siebie - masz do tego prawo nawet jeśli
        > orzeczenia o winie nie będzie.<<

        Owszem może, ale musi wykazać, że znajduje się w niedostatku.
        O wiele łatwiej uzyskać alimenty małżonkowi rozwiedzionemu, w sytuacji:

        (art. 60 § 2.Krio) "Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego
        rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji
        materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może
        orzec,że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim
        zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego,
        chociażby ten nie znajdował się w niedostatku."
        • mal_art Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 24.11.08, 22:44
          Warto, żebyś na rozprawie podkreśliła, że mąż nie angażuje się w terapię dziecka
          i podważa jej sens (to widać nawet w tych urywkach, które cytowałaś - że "Tobie
          się wydaje, że dziecko jest autystyczne", że "jeśli jest taki chory jak Tobie
          się wydaje, to mu żadna terapia nie pomoże", nie zaprzeczy nawet przed sądem o
          sam występował o uchylenie diagnozy!). Biegli na pewno podkreślą ze terapia jest
          potrzebna, nie tylko przedszkole, ale warto też wskazać komu ta terapia się nie
          podoba. Musisz przekonać sąd, że Twoje dziecko potrzebuje znacznie więcej Twojej
          obecności, uwagi, siły i czasu - i że uniemożliwia to Tobie pracę zawodową.

          Wracając do sprawy adwokata z urzędu - a czy w opinii biegłego (psychiatry,
          psychologa czy kto Cię tam badał) nie ma czegoś, na czym mogłabyś oprzeć ponowną
          prośbę? Ze jesteś w ciężkim stanie psychicznym? No i jeszcze raz podkreślić, że
          jest nierównowaga sił pomiędzy Tobą a mężem... Może jednak drugą prośbę
          rozpatrzą pozytywnie...
          Być może warto byłoby też zwrócić się o diagnozę stanu synka w związku z
          problemami rodzinnymi - może doświadczony terapeuta byłby w stanie już teraz
          wykazać, że sprawa rozwodowa już zaszkodziła dziecku, że ono wyczuwa konflikty
          dorosłych i na nich cierpi.
          Trzymam kciuki i ślę dobre fluidy. A Ty pisz, jak Ci Dziewczyny radziły, to
          pismo z opisem sytuacji - będziesz miała na czym się oprzeć gdy będą Cię
          próbowali zapędzić w kozi róg. Na pewno nie zaszkodzi, a pomóc może.
    • danagr Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 25.11.08, 01:21
      przebrnelam przez wszystkie posty i wiele dziewczyn ma racje. Jestem w trakcie
      rozwodu, maz wnosil bez orzekania ja zakwestionowalam z jego winy tylko u mnie
      sytuacja wyglada inaczej. Postaraj sie wykazac, ze twoj maz jest
      nieodpowiedzialnym ojcem, cale wychowanie i opieka spoczywa na tobie i nie unos
      sie duma, to co zdobedziesz w sensie finansowym teraz, bedzie przede wszystkim
      syna. Walcz bo masz dla kogo walczyc, nawet jak wywalczysz alimnety na siebie to
      bedzie korzysc dla dziecka bo bedzie mialo chodz troche mniej martwiaca sie mame
      o finanse i poswiecajac wiecej uwagi. Staraj sie byc przed sadem osoba ktora wie
      czego chce, zdecydowana, konkreta, rzeczowa, sady nie lubia sluchac dlugich
      wywodow, odzywaj sie z szacunkiem do sadu, jesli chcesz cos zakwestionowac, rob
      to, lub zapytac, pytaj grzecznie ale zdecydowanie sad. Pamietaj, ze mozesz
      odwolywac sie od wyroku jesli juz zapadnie. Bierz sie dziewczyno w garsc, wiem,
      ze nie jest latwo, ja mam momenty, ze wszystko mnie przytlacza, jest mi wszystko
      jedno ale sie spinam i staje do pionu. Odnosze wrazenie, ze sama sobie nie
      wierzysz, ze moglabys cokolwiek wywalczyc, udowodnij sobie nie innym, ze jednak
      potrafisz. Jedna z forumek napisla ze trzeba byc suka, przykre to ale prawdziwe
      bo w innym przypadku zjedza cie zywcem. Przedstaw swoja sytuacje tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=24087, jest tu sporo osob ktore moga
      cos doradzic konkretnego i wesprzec w trudnych chwilach. Glowa do gory, piers do
      przodu, pokaz, ze nic cie nie zlamie, masz godnosc i zawalcz bo nie walczysz
      tylko za siebie.
      Trzymam kciuki i daj znac jak potoczyly sie sprawy.
    • agnieszkatk Przegrałam. Adwokat męza uzdrowił mi dziecko 25.11.08, 11:07
      Nic dodać, nic ując, siedzę i ryczę, jak mi przejdzie, pójdę do
      adwokata...
      • mal_art Re: Przegrałam. Adwokat męza uzdrowił mi dziecko 25.11.08, 11:54
        Co za draństwo!!! Nie mam słów...
        Wypłacz się porządnie i pisz odwołanie. I tym razem szukaj dobrego adwokata,
        może pomogłaby fundacja helsińska? Ewentualnie media...?
        • clio_1 Re: Przegrałam. Adwokat męza uzdrowił mi dziecko 25.11.08, 11:56
          Co znaczy, że przegrałaś? Napisz coś więcej. A potem leć do sądu i złóż wniosek
          o uzasadnienie wyroku.
          • agnieszkatk Re: Przegrałam. Adwokat męza uzdrowił mi dziecko 25.11.08, 12:02
            Dziś biegła stwierdziła, że mieli pełną dokumentację medyczną
            wskazującą na autyzm. Potwierdziła, że choroba dziecka w dużej
            mierze przyczyniła się do opinii sprzeciwiajacej się rozowdowi, bo
            jest to sytuacja szczególna, a dziecko chore wymaga większej opieki
            itd. Zapytałam ją, czy dokumentacja jest wiarygodna, potwierdziła,
            że Synapsis jest wiodącą , uznaną placowką. Na to adwokat męza
            domagał się żaświadczenia z Insytutu Psychiatrii. Powiedział, że
            placowka ta nie stwierdziła a u dziecka autyzmu ( nie, stwierdziła
            całościowe zaburzenia rozwoju uncertain ) zatem domaga się dokumentacji z
            tej placowki, bo ja ją zataiłam. Pytam go więc, i sedzinę, czy
            dokumentacja z synapsis, scolaru , orzeczenie o niepełnosprawności,
            diagnoza z Prodeste to co, śmiecie, do tego niewiarygodne?
            Powiedział że " ja już wiem, jak z ta diagnozą było" , że w innym
            ośrodku zrobiłam awanturę żeby stwierdzili chorobę dziecka... Pytam,
            jaką awanturę, powiedział, że wszystko jest w aktach... Sędzina ( na
            litość Boską... ) przychyliła się do tego wniosku, Instytut ma
            dostarczyć dokumenty... Adwokat męża przez całą rozprawę łapał się
            za glowę, wygłosił nawet komentarz: I to tak funkcjonuje to
            małżeństwo! " Sedzina była bardzo stronnicza, mecenasa pytała, czy
            chce coś powiedzieć, czy ma jakieś wnioski, mnie w zasadzie nie
            dopuszczala do głosu, przerywała mi...
            Mąż przez całą rozprawę nie odezwał się ani jednym słowem.
            Uzdrowili mi dziecko, zrobili ze mnie potwora usiłującego nie wiem,
            zniszczyć własne dziecko, wmowić mu i wszystrkim chorobę... szłam i
            ryczałam, ja nie wiem, dlaczego, za co? Malo mam? Dziecko jednak,
            mimo starań sądu i sędziny chore, mało obowiazków, przykrości,
            stresów, pracy, trzeba mi jeszcze dokopać dodatkowo??
            • clio_1 Re: Przegrałam. Adwokat męza uzdrowił mi dziecko 25.11.08, 12:20
              Wyroku jeszcze nie ma, jeszcze nie przegrałaś. Idź do adwokata. Skąd jesteś?
            • edunia73 Re: Przegrałam. Adwokat męza uzdrowił mi dziecko 25.11.08, 12:21
              Agnieszko ...brak mi słów sad sad sad jedyne co moge to wirtualnie
              przytulić sad sad sad
            • naatka nic nie przegrałaś, jeszcze nic nie jest przesądze 25.11.08, 13:02
              Nie panikuj, panuj nad emocjami. No właśnie tak zazwyczaj zachowują się ludzie w
              sądzie- tracą głowę i adwokaci strony przeciwnej to wykorzystują, dlatego lepiej
              zamiast wdawać się w spór na rozprawie, wypowiedzieć się pisemnie i złożyć pismo
              do akt i doręczyć stronie przeciwnej na rozprawie. Skoro sędzina dopuściła
              dodatkową dokumentację medyczną, pomimo załączonych już dokumentów
              potwierdzających niepełnosprawność dziecka- to po prostu adwokatowi twojego męża
              udało się w pewnej mierze wzbudzić w sędzinie podejrzenie, że może faktycznie
              jesteś rozhisteryzowaną matką, która doszukuje się choroby dziecka na
              siłę...Możesz teraz złożyć wniosek o doręczenie ci kserokopii protokołu z tej
              rozprawy ( zapytaj w sekretariacie ile tego stron jest i ile opłaty sądowej
              przykleić trzeba)- na spokojnie poczytasz sobie co zostało zapisane: zeznania
              biegłych, wnioski strony przeciwnej, twoje wypowiedzi...Da ci to obraz sprawy,
              jaki przedstawia się sędzinie. Możesz z tym protokołem potem do adwokata
              jakiegoś po poradę się udać. A co było w tej dodatkowej dokumentacji medycznej
              zawnioskowanej przez stronę przeciwną? Czego się obawiasz? Czy twoja mama, albo
              inna osoba może zeznawać na okoliczność,jak dziecko się zachowuje w domu, jakiej
              wymaga opieki? Możesz złożyć wniosek o powołanie świadka na tę właśnie
              okoliczność ( zachowania się dziecka i jego ograniczeń związanych z chorobą).
              • agnieszkatk Re: nic nie przegrałaś, jeszcze nic nie jest prze 25.11.08, 13:43
                naatka napisała:

                > Nie panikuj, panuj nad emocjami. No właśnie tak zazwyczaj
                zachowują się ludzie
                > w
                > sądzie- tracą głowę i adwokaci strony przeciwnej to wykorzystują,
                dlatego lepie
                > j
                > zamiast wdawać się w spór na rozprawie, wypowiedzieć się pisemnie
                i złożyć pism
                > o
                > do akt i doręczyć stronie przeciwnej na rozprawie. Skoro sędzina
                dopuściła
                > dodatkową dokumentację medyczną, pomimo załączonych już dokumentów
                > potwierdzających niepełnosprawność dziecka- to po prostu
                adwokatowi twojego męż
                > a
                > udało się w pewnej mierze wzbudzić w sędzinie podejrzenie, że może
                faktycznie
                > jesteś rozhisteryzowaną matką, która doszukuje się choroby dziecka
                na
                > siłę...Możesz teraz złożyć wniosek o doręczenie ci kserokopii
                protokołu z tej
                > rozprawy ( zapytaj w sekretariacie ile tego stron jest i ile
                opłaty sądowej
                > przykleić trzeba)- na spokojnie poczytasz sobie co zostało
                zapisane: zeznania
                > biegłych, wnioski strony przeciwnej, twoje wypowiedzi...Da ci to
                obraz sprawy,
                > jaki przedstawia się sędzinie. Możesz z tym protokołem potem do
                adwokata
                > jakiegoś po poradę się udać. A co było w tej dodatkowej
                dokumentacji medycznej
                > zawnioskowanej przez stronę przeciwną? Czego się obawiasz? Czy
                twoja mama, albo
                > inna osoba może zeznawać na okoliczność,jak dziecko się zachowuje
                w domu, jakie
                > j
                > wymaga opieki? Możesz złożyć wniosek o powołanie świadka na tę
                właśnie
                > okoliczność ( zachowania się dziecka i jego ograniczeń związanych
                z chorobą).


                Ta dokumetacja jest w moim posiadaniu. Adwokat mąza stwierdził, że
                nie dopuściłam klienta do tych dokumentow ( ktore po pierwsze stoją
                sobie od lat w tej samej teczce w biurku a po drugie mój mąz też był
                na przekazaniu diagnozy, ma pełnię praw opiekunczych i mogł w
                międzyczasie owe zaświadczenie czy jego kopię dostać w rzeczonej
                placówce )
                jest tam napisane, że zespól diagnostyczny na dzień dzisiejszy ( 2,5
                roku temu, przy czym dziecko ma lat 5, 5 więc diagnoza mocno
                nieaktualna ) ma wątpliwości, czy jest to autyzm w czystej postaci.
                Zdiagnozowano dziecku "calościowe zaburzenia rozwoju " ( dla
                niewtajemniczonych : autyzm jest jednym z całościowych zaburzeń
                rozwoju ) i nakazano dalszą obserwację w tym kierunku. Co też
                zrobiłam, kolejna, uznana placowka pól roku później nie miała
                wątpliwości, że dziecko autyzm jednak ma. ) czego z radością adwokat
                się uczepił, bo przecież słowa : autyzm tam nie ma.

                dziękuje za radę, na pewno tak zrobię. Dziękuję.
                • lysa.spiewaczka Re: nic nie przegrałaś, jeszcze nic nie jest prze 25.11.08, 14:25
                  W ramach akcji pocieszania napiszę Ci z własnego doświadczenia:
                  ZAWSZE, po każdej wizycie u psychologa, biegłego, po rozprawie byłam
                  pewna, że przegrałam, on wypadł świetnie, grał cudnego tatusia a
                  wszyscy sie na to nabrali.
                  Przepłakałam tysiąc i jedna noc....tez byłam pewna, ze dlatego mnie
                  przerywano, nie dopuszczano do głosu, tylko słuchano tej drugiej
                  strony, bo to ona ma rację a nie ja.
                  Raz byłam w podobnej sytuacji (chociaż Twoja sprawa jest
                  poważniejszego kalibru niż moja).
                  On miał awokata - mnie go odmówiono.Tylko sedzina uzasadniła to
                  faktem, że biorac pod uwagę w jakim stylu piszę pisma procesowe -
                  bez kłopotu sobie poradze bez adwokata. Zabrzmiało jak pochwała - i
                  dodało skrzyedeł. Sprawe wygrałam w cuglachsmile Nie tylko ta - każda
                  ze spraw, która wydawała mi się przegrana, bo "tak słabo wypadłam a
                  on i jego adwokat cudownie".
                  Moja rada: Dopoki nie usłyszysz wyroku - nie wolno Ci sie poddac i
                  zle myslec o całej sprawie. Siedz w sadzie - szperaj w dokumentach,
                  protokołach. Pisz pisma (np. o tym, że zatajona opinia od lat lezy w
                  Waszej wspolnej szufladzie...), bo wiele rzeczy na sali moze umknac
                  w tym całym stresie a w domu "na spokojnie" już potrafisz sytuacja
                  zanalizować i sie ustosunkowac do niej na pismie.
                  Trzymam kciuki.
                  • mal_art Re: nic nie przegrałaś, jeszcze nic nie jest prze 25.11.08, 19:40
                    Uff, juz myślałam że jest gorzej. Dziewczyny dobrze radzą, pisz pisma procesowe,
                    szukaj świadków i dokumentów, które potwierdzają Twoje słowa. Na pewno macie
                    sąsiadów, którzy słyszą jak Wasze dziecko zachowuje się np. na klatce schodowej,
                    którzy potwierdzą, ile czasu spędzasz na terapii... Na tzw "przyjaciółki" które
                    wolą być lojalne wobec Twojego męża a nie Ciebie - machnij ręką. Twoimi
                    sojusznikami mogą być panie ze sklepu lub parku, inne matki z ośrodków
                    terapeutycznych, panie z przedszkola, terapeuci, którzy mają z dzieckiem
                    kontakt... Wszyscy którzy potwierdzą że mąz calkowicie zrzuca na Ciebie
                    obowiązek opieki nad dzieckiem, które jest chore i tej opieki wymaga.
                    Rozumiem że sędzia zażądała tej opinii z Instytutu, ale nie zakwestionowała
                    pozostałych opinii? Może należałoby poprosić sąd o powołanie niezależnego
                    biegłego, który przebada dziecko - ta opinia byłaby prawdopodobnie dla sądu
                    wiarygodna i adwokat nie mógłby jej sobie podważać, bo mu sie nie podoba. To
                    niestety jeszcze bardziej przeciąga sprawę (nie mówiąc o tym, ze badania są dla
                    dziecka męczące), ale być może to konieczne, zeby można było sprawę rozstrzygnąć
                    korzystnie dla Was...
                    Może warto byłoby też w piśmie zacytować kilka fachowych książek, dotyczących
                    autyzmu, i to wydanych przez ośrodki niezwiązane z Synapsis czy innymi
                    instytucjami, z którymi mieliście do czynienia (żeby nie było, że cytujesz tylko
                    korzystne dla siebie opinie) - np. "Autyzm czy nie autyzm" Kruk-Lasockiej - wyd.
                    Dolnośląska Wyższa Szkoła Edukacji, profesor Kruk-Lasocka przynajmniej na Dolnym
                    Śląsku jest jednym z największych autorytetów w sprawach autyzmu. W tej książce
                    jest wiele zdań o tym, ze autyzm trudno zdiagnozować, ze to zaburzenie wymyka
                    się klasyfikacjom i badaczom, że diagnozuje się go długo i że choroba może
                    postępować - to może pomóc sędzi zrozumieć że opinie różnych ośrodków (zwłaszcza
                    z różnych okresów czasu) mogą się nieco różnić, ale z tego co piszesz żaden
                    ośrodek nie zaprzeczy, że Twój syn cierpi na całościowe zaburzenie...
                    Aha i jeszcze jedno, nie nazywaj sędzi sędziną, bo to je doprowadza do pasji
                    (żeby Ci się przypadkiem na rozprawie nie wymknęło)!!! Sędzina to żona sędziego,
                    kobieta sędzia to sędzia.
                    Trzymam kciuki bardzo mocno!!!
                    • agnieszkatk Re: nic nie przegrałaś, jeszcze nic nie jest prze 26.11.08, 10:15
                      Dzięki. Masz rację.

                      Do tej pani w todze za pulpitem zwracałam się " wysoki sądzie" i
                      tylko w tej formie. smile
      • myga Re: Przegrałam. Adwokat męza uzdrowił mi dziecko 25.11.08, 14:04
        Napisz, orzeczono rozwod czy nie? Bo jezeli nie, to jeszcze nie przegralas.
    • smerfetka8801 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 25.11.08, 12:19
      adwokat ma racje M..nie jego napiszem m- dostanie rozwód pręzej czy
      później.
      zapomnij o litości-musisz wykazać jego dodatkowe dochody!!!!a co
      niech ma problemy skoro nie chce płacić na własne do tego chore
      dziecko...
      niestety bardzo często jest tak,że faceci nie potrafią poddźwignać
      ciezaru posiadania chorego dziecka smutne ale prawdziwe poszukaj
      wsparcia na samotnej mamie bo niestety z rozodem czy bez powoli
      zostajesz z dzieckiem naprawdę sama.współczuję i trzymam za ciebie
      kciuki dasz radę i jeszcze kiedyś będziesz szcześliwa z factem czy bz
      ale moze kiedyś stanie na twojej drodze ktoś kto pokocha ciebie i
      twoje dziecko i was nie zostawi...
    • nafinafi Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 25.11.08, 14:00
      moja rada...nie unos sie duma schowaj ja gleboko, bo teraz walczysz
      o dziecko o godne zycie, alimenty to chyba jakis zart walcz o
      wieksze, nie wiem jak jest teraz ale jak ja sie rozwodzilam bylo cos
      takiego ze maz placil zonie alimenty, do momemtu jak nie wyjdzie
      drugi raz zamaz lub nie poprawi jej sie sytuacja materialna....
      walcz!!! i nie poddawaj sie!!! trzymam kciuki!!
    • patrycja25.live Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 25.11.08, 21:54
      Droga Mamo!! Bardzo Ci współczuje i trzymam za Ciebie kciuki. Musze sie przyznac, ze nie czytalam calego watku tylko Twoje wypowiedzi i uwazam, ze jestes odważną i dzielna kobieta, masz prawo walczyc o dobro dla swojego dziecka i dla siebie rowniez. Ten czlowiek musi w koncu odczuc co to znaczy miec syna, jesli juz nie fizycznie to materialnie, przeciez rowniez on przyczynil sie do jego poczecia. Nie znam sie na prawie, ale te sytuacje w sadzie, ktore opisujesz nie mieszcza mi sie w glowie, jak mozna byc tak stronniczym?? Przeciez sad powinien orzekac SPRAWIEDLIWIE, wysluchac zarowno jednej jak i drugiej strony!!
      Nie wiem, moze teraz co powiem uznacie za glupote i mnie wszystkie tu oskalpujecie, ale ja bym chyba zadzwonila do "Ekspresu reporterow"", albo przynajmniej meza tym postraszyla. Wlasnie, nagadalabym mu, ze telewizje sprowadze to by sie moze troche wystraszyl i zgodzil sie na wysokie alimenty. Wydaje mi sie, ze w takiej sytuacji trzeba sie chwytac wszystkiego.
      Pozdrawiam!! Trzymaj sie, walcz o swoje!!
    • lysa.spiewaczka Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 26.11.08, 09:40
      Właśnie!Skoro opinia tych wszystkich instytucji jest tak łatwa do
      podwazenia przez adwokata, ktory pewnia dziecka na oczy nie
      widzial...smaruj pismo o wydanie opinii przez jakis bieglych....
      (cos w stylu: tu mam opinie Synapisis - stwierdzono w niej co
      nastepuje a tutaj opinie taka i taka, - stwierdzono w niej to i
      to...Jesli nie jest to wystraczajacy dowod na chorobe syna wnoszę o
      powołanie biegłych...bla bla bla.... )
      Co do swiadkow:do glowy mi przyszlo jeszcze wezwanie np wychowawczyn
      z przedszkola, celem udowodnienia ze jednak pracowac nie mozesz....i
      celem potwierdzenia po raz enty, ze dziecko jednak chore....
      Zakasać rękawy, odpalic Worda i tworzyć - innego wyjscia nie widzesmile

      Hmmma może na Samotnej Mamie cos madrego o Twojej sytuacji
      powiedziałaby Annakate?
    • aa47 Re: Jutro sprawa rozwodowa.... muszę się wygadać. 26.11.08, 14:54
      Słucham radia w radiu Katowice właśnie teraz można dzwonić i zadawać pytania
      odnośnie rozwodów.... Babka na prawdę fajnie mówiła możesz tam zadzwonić i się
      dowiedzieć .... odośnie Twojego przypadku. Tele 032-205-1022 Pewno przeczytasz po
      czasie zadawania pytań, ale może dadzą Ci jej tele.... jak chcesz oczywiściesmile
      Leciało to pomyślałam o Tobie.
      3maj się ....
      Jestem pełna podziwu Twojej postawy.... nie jedna kobieta by się poddała... 3mam za
      Ciebie kciuki silna z Ciebie babka....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka