morgen_stern
10.12.08, 09:14
wyborcza.pl/1,75480,6039016,To_jest_jak_gwizdzacy_czajnik_we_mnie.html
Dwie rzeczy mi utkwiły w pamięci:
"W moim domu to był porządek. Wystarczyło, że ojciec spojrzał na matkę, a ona już myk, myk do kuchni. Tam, gdzie jej miejsce"
i
"Nigdy nie stosowałem przemocy fizycznej, a jeżeli chodzi o kobiety i dzieci, to jedynie w sytuacji bez wyjścia"
I ten biedny dzieciak kopany na podłodze i chowający się pod biurkiem. Jeśli mu nikt nie pomoże, wyrośnie kolejna kaleka emocjonalna.
Niestety, w tych podanych przykładach potwierdza się - przemoc rodzi przemoc, a kaci to na ogół skrzywdzone kiedyś i nie radzące sobie z emocjami dzieci.
Mój ojciec też inaczej nie potrafił. Jego matka (a moja babcia) nigdy dzieci nie przytulała, nie pieściła. Zycie na wsi było ciężkie, roboty kupa, tylko te dzieciaki ze ścierą albo pasem ganiała, bo rozrabiali. Ojciec ze swoimi emocjami nie radzi sobie do dziś. Inaczej nie potrafi - nikt go tego nie nauczył.