Dodaj do ulubionych

wlasne mieskzanie

05.05.09, 23:10
Post do mam, matek, macoch, które 'mieszkając nie na swoim', czyli
wynajmowanym, u rodziców (nawet w wielkim domu jak ja), albo inaczej, ale
nadal u kogoś.

Jak sobie z tym psychicznym dyskomfortem radzicie, doskwiera Wam to? Bo ja np.
zbieram kasę, czekam, i kończę studia i bardzo źle znoszę mieszkanie 'u
kogoś', mimo ze dzięki temu za nic nie płace, no i udało mi się tyle
nazbierać, ze będę miała M prawdopodobnie bez kredytu..
Zle mi z tym, bo mam 4letnie dziecko i chciałabym mu zapewnić poczucie
bezpieczeństwa, nasz własne mieszkanie, coś o co dba się, bo jest nasze,
znajome, wypieszczone. Teraz tak nie myślę i wszystko pakuje w pudelka, bo mi
szkoda i ma być do tego naszego 'nowego'.
Ta świadomość, ze kiedyś bezie dodaje mi sił. Jestem chyba ogromna
materialistką, przywiązana do rzeczy, miejsc, nieruchomości. Anyway.
Obserwuj wątek
    • kropkacom Re: wlasne mieskzanie 05.05.09, 23:19
      > Zle mi z tym, bo mam 4letnie dziecko i chciałabym mu zapewnić poczucie
      > bezpieczeństwa, nasz własne mieszkanie, coś o co dba się, bo jest nasze,
      > znajome, wypieszczone.

      Bezpieczeństwo to przede wszystkim stabilna rodzina w której dziecko ma oparcie
      i bezpieczeństwo a nie cztery ściany. Te cztery ściany zawsze mogą się zmienić
      bo bywa rożnie nawet na własnym. Nie przeprowadzamy się co chwila (w obecnym
      mieszkamy już czwarty rok).
      • angazetka Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 10:03
        > Bezpieczeństwo to przede wszystkim stabilna rodzina w której
        dziecko ma oparcie i bezpieczeństwo a nie cztery ściany.

        Ale stabilne cztery ściany też są bardzo ważne - przynajmniej dla
        mnie, choć dzieckiem już nie jestem. Potrzebuję wiedzieć, że to jest
        MOJE mieszkanie, MOJE łóżko, MÓJ sklep za rogiem itd., i że jest to
        układ stabilny. A nie jest lekko, przeprowadzałam się w życiu ze
        dwanaście razy wink
        • kropkacom Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 10:09
          Mieszkanie gdzie akurat mieszkam jest "moje" chociaż to nie ja jestem jego
          właścicielem. Może błąd u mnie polega na tym że nigdy nie przywiązywałam się do
          ścian, mebli. Przywiązuje się do miejsc (chociaż w też w stopniu umiarkowanym) i
          wiem że kolejne mieszkanie chciałabym wynająć w tej dzielnicy.
          • angazetka Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 10:12
            > Może błąd u mnie polega na tym że nigdy nie przywiązywałam się do
            > ścian, mebli.

            To nie błąd, to cenna umiejętność, IMHO.
            • kropkacom Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 10:18
              Chyba w obecnych czasach praktycznie jest się do gratów nie przywiązywać.

              Doszłam do momentu kiedy wiem że mój dom jest tam gdzie mąż i dzieci. Oczywiście
              ciągłe przeprowadzki nie są dobre zwłaszcza dla małych. Jednak tego wbrew
              pozorom (no i przy odrobinie szczęścia) można uniknąć nawet bez własnego na
              papierku mieszkania.
    • lilka69 Re: ja wynajmowalam zatem 06.05.09, 10:19

      tez moge sie wypowiedziec.

      zanim kupilam wlasne na koniec 2 roku studiow( nie rodzice tylko
      ja i maz zapalacilismy sobie za nie)wynajmowalam. ale wynajmowalam
      bardzo fajne nowe, 2-pokojowe mieszaknie wiec nie bylo tak zle.
      jednak czulam dyskomfort, ze nie mam wlasnego.

      potem przeprowadzilam sie do warszawy. rowniez wynajmowalam 1,5 roku
      bo wowczas budowalo nam sie wlasne tu w warszawie. nie maialam
      wowczas jeszcze dziecka. mieszkanie bylo rewelacyjne-sliczne i
      spore. ze o wlascicielu nie wspomnesmilenie byl sliczny i spory ale
      bardzo sympatyczny. (poprzedni zreszta tez).
      czulismy sie w nim bardzo swobodnie i dobrze. ale bez swiadomosci,
      ze wlasne mi sie buduje nie byloby tak fajnie. moim zdaniem- jak
      jest dziecko musi byc wlasne mieszkanie bo wtedy mozna sie czuc
      bezpiecznie.
      • kropkacom Re: ja wynajmowalam zatem 06.05.09, 10:23
        > jest dziecko musi byc wlasne mieszkanie bo wtedy mozna sie czuc
        > bezpiecznie.

        W naszym przypadku wchodził by w grę tylko kredyt. A on nie dawał by mi poczucia
        bezpieczeństwa na pewno.

        Smutne jest tylko to że wynajem dla rodzin budzi często tyle komplikacji i
        trudności.
        • lilka69 Re:kropkacom-zgodze sie 06.05.09, 13:53
          odnosnie kredytu.

          ja akurat go nie mialam ale faktycznie- jakbym miala to czulabym sie
          jak w mieszkaniu banku a nie swoim.de facto ci, ktorzy maja
          mieszkanie na kredyt nadal nie miaszkaja w swoim tylko wlasciciel im
          sie zmienia- z prywatnego na instutucje.
          • ayak Re:kredyt 07.05.09, 12:11
            lilka69 napisała:

            > odnosnie kredytu.
            >
            > .de facto ci, ktorzy maja
            > mieszkanie na kredyt nadal nie miaszkaja w swoim tylko wlasciciel
            im
            > sie zmienia- z prywatnego na instutucje.

            No, nie do końca tak jest...
            Faktycznie, ze bank jest wpisany na hipotece, ale jednak w dziale II
            Księgi Wieczystej (własność), jestem ja, a nie bank.
            Naprawdę uważasz, że kredyt i wynajmowanie to jest to samo?
            Wg mnie zupelnie nie.
            Po pierwsze dopóki spłacam kredyt, nie mam żadnego zagrożenia, ze
            stracę lokum. Czego nie można powiedzieć o wynajmowaniu - wlaściciel
            zawsze moze ci wypowiedziec, nawet jakbyś byla super lokatorem roku.
            Po drugie wartość nieruchomości rośnie i to jest moja korzyść. Nawet
            jakby mi się podwinęła noga i musiałabym sprzedać mój dom, to
            aktualnie po spłacie kredytu zostanie mi drugie tyle.
            Po trzecie każda inwestycja w tą nieruchomość, każdy remont czy
            zakup, jest dla mnie - mimo wszystko.


            Dlatego nie wrzucałabym wynajmu i zakupu na kredyt do jednego worka.

            A cała reszta to indywidualna sprawa: ja wolę płacić odsetki
            bankowi, bo dzięki temu mam swój dom, na który pewnie nigdy bym nie
            uzbierała, niż wynajmować lub mieszkać u rodziny (nawet ukochanej).
            • mamamonika Re:kredyt 09.05.09, 11:28
              Kredyt można spłacić szybciej jeśli sytuacja finansowa pozwoli.
              Zmniejszy to dodatkowo sumę odsetek do zapłacenia bankowi.
              Wynajmując dużo trudniej jest uzbierać pieniadze potrzebne
              choćby ... na wkład własny do kredytu hipotecznego.
              Poza tym przy kredycie każda spłata idzie na Wasze konto, w
              przypadku wynajmu - fundujecie właścicielowi zmianę samochodu czy
              wakacje wink
            • donkaczka Re:kredyt 09.05.09, 11:38
              taa studenci na drugim roku kupuja ZA SWOJE mieszkanie
              lilka, przyhamuj czasem z fantastyka albo pisz konkretniej, bo jesli nie rodzice
              to spadek, posag cokolwiek, ale nie przez was zarobione
              chyba ze w lotto wygraliscie
              i spusc z tonu z kredytami, sa dla ludzi i nie ma co nosa zadzierac, ze wam sie
              udalo bez
              • zuzanna56 Re:kredyt 09.05.09, 14:14
                Ja też lubię jak ktoś pisze, że w wieku 20 lat kupił dom czy
                mieszkanie, najlepiej w dużym mieście, warte kilkaset czy nawet
                milion zł, bez kredytusmile
    • daga_j Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 13:24
      Różnie się ludziom układa. Ja nie miałam szansy mieszkać u kogoś i uzbierać na
      mieszkanie bez kredytu. No u teściów bym tyle nie wytrzymała, choć są w porządku
      (ale nie na wspólne mieszkanie, dwa lata mi wystarczą i niech pozostaną
      wspomnieniem).
      Ale w Twojej sytuacji jest wiele nadziei, zależy ile jeszcze musisz tak zbierać?
      Ze 2 lata bym wytrzymała w imię posiadania potem mieszkania bez kredytu? Warto!
      A i dziecko dopiero w pewnym wieku zacznie rozumować "to nie nasze mieszkanie"
      czy coś takiego, a akurat Twoje dziecko będzie wówczas mieszkało w nowym,
      Waszym, więc spoko.
      • zuzanna56 Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 18:25
        Wiele lat temu, przez niecały rok po ślubie mieszkałam u teściowej,
        było strasznie.
        Płaciliśmy za wszystko po połowie.

        Piszesz (mam na myśli autorkę postu), że za nic nie płacisz i dzięki
        temu uzbierasz na mieszkanie. Kurcze, jak w 2-3 lata (bo nie
        doczytałam jak długo) uzbierać 200-300 tysięcy? Jeśli naprawdę
        zarabiasz tyle aby spokojnie tyle odłożyć, to może lepiej już teraz
        wziąć kredyt (coś juz pewnie odłożyłaś) i nie męczyć się.
        • kiniak22 Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 18:32
          dziwne rzeczy dla mnie piszecie, ze dla was niewazne gdzie byle z kim uncertain
          a wyobrazacie sobie siebie za lat 50 wynajmujacych mieszkanie skoro to dla was
          takie malo istotne???

          dla mnie posiadanie wlasnego domu/mieszkania jest rzecza najwazniejsza w tym
          momencie, mieszkamy obecnie z rodzicami,a le to nie zmienia faktu ze w
          najblizszych planach mamy zamiar nabyc jakas nieruchomosc, ktora bedzie tylko
          nasza, ktora bedzie nasza ostoja i nei bede musiala sie bac ze jutro ktos do
          mnie przyjdzie i powie: ma pani miesiac na wyprowadzke uncertain wlasny kat to ostoja
          dla mnie i dzieci, nie wyobrazam sobie zebym mogla wynajmowac mieszkanie kilka
          lat, pakowac kase w jego remont (bo przeciez wymagaja tego co jakis czas) i zeby
          to potem zostawiac komus ot tak po prostu...
    • brittas Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 18:59
      eee tam, zaraz materialistką! mam w tej kwestii odczucia podobne do
      ciebie i wydaje mi się, że chodzi tu o poczucie swobody i
      bezpieczeństwa. o to, żeby mieć naprawdę swój kawałek podłogi, nie
      musieć na nic uważać, nie musieć się ciągle dostosowywać i móc
      robić, to na co się ma ochotę i zupełnie po swojemu. dla mnie to
      wszystko jest bardzo ważne w życiu i dlatego z niecierpliwością
      czekam na moment w moim życiu, gdy wreszcie uda mi się zdobyć własne
      gniazdko. ale to niestety jeszcze potrwa...no, trudno, dam radę, ale
      wiem, że dopnę swego. wink
      poza tym w temacie- to przerabiałam już mieszkanie u teściów,
      wynajmowanie samodzielne i ze znajomymi. i w żadnej z tych
      konfiguracji nie było mi naprawdę dobrze...
      • pan_i_wladca_mx Re: wlasne mieskzanie 06.05.09, 19:50
        ja jestem na etapie wybierania plytek do lazienki, swojej, wlasnej. 3 lata
        mieszkania z bratem w naszym wspolnym mieszkaniu to za duzo. takze ja tez jestem
        z frakcji materialistycznej, przynajmniej wiem, ze coklwiek sie zdarzy - mam
        swoj kapital, mam mieszkanie, zawsze moge tu wrocic czy wynajac gdyby mnie
        ponioslo poza warszawe. moge nie miec samochodu, moge nie jezdzic na safari co
        rok, chata byc musi - dla mnie czy dla kota smile
    • mantha Re: wlasne mieskzanie 07.05.09, 12:17
      My wynajmujemy - juz tak sie przyzwyczailam do takiego stanu rzeczy,
      ze nie czuje dotkliwego dyskomfortu na co dzien, jednak wlasne M
      jest na mojej prywatnej materialnej liscie poboznych zyczen... z
      drugiej strony kredyt na kilkadziesiat lat nie jest na moje nerwy,
      chyba nie przespalabym spokojnie zadnej nocy.
      • sefora74 Re: wlasne mieskzanie 07.05.09, 19:25
        My przez 12 lat małżeństwa mieszkaliśmy z rodziną męża (nie z
        tesciami w samodzielnym mieszkaniu ale ze wspólną działką) i
        wreszcie powiedzieliśmy dość. Ciągle były jakieś pretensje, wyzwiska
        oczywiście skierowane zwłaszcza do mnie. Teraz mamy własny dom (co
        prawda na kredyt) ale wreszcie wiem że żyję. Żyjemy oszczędniej nie
        wydajemy na głupoty jak wcześniej pomagają nam rodzice (mimo że sami
        dajemy sobie jak narazie radę) a do domu wracamy na skrzydłach smile
      • tulip_mariette Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 22:44
        A wynajmując śpisz spokojnie?? Bo dla mnie to takie samo zobowiązanie finansowe- z tym, że przy kredycie 30 lat mieszkam w tym jednym zakupionym, a przy wynajmie bujam się to tu to tam co kilka lat uncertain
    • broceliande Re: wlasne mieskzanie 07.05.09, 21:36
      Mieszkanie mamy własne od dawna.
      I działkę.
      I powiem Wam, ze działka to jeszcze bardziej mnie bierze jako
      własność. Bo to ZIEMIA.
      Doskonale rozumiem pęd do posiadania własnego kawałka światasmile
    • rhita Re: wlasne mieskzanie 08.05.09, 14:09
      No ja właśnie mam tę nieprzyjemność zamieszkiwania wspólnie z
      teściową w JEJ nietykalnym mieszkaniu. Teraz zobojętniałam i na
      wiele spraw macham ręką, bo bym się chyba wykończyła. Ale na
      początku było strasznie. Wyobraźcie sobie: ja, wracam do jej domu ze
      szpitala po porodzie i co na mnie czeka? Po dwóch tygodniach opcja
      wyprowadzki niewiadomo gdzie, bo nic się jej nie podobało. Nawet to,
      że oddała nam dwa pokoje (w zasadzie 1 podzielony na pół), mimo, że
      był to jej pomysł. Chciała, żebyśmy mieszkali w trójkę z małym
      dzieckiem w tym pokoju wydzielonym z drugiego, o wielkości 2 na 3
      mwtry, gdzie zmieściło się tylko łóżeczko dziecka, maleńki tapczan,
      dwa krzesła, wąski słupek i dwie wąskie szafy. Zaznaczam że na
      poruszanie się został pasek szerokości 40 cm. Do tej pory nie
      pozwoliła nam kupić pralki, mimo że to był prezent ślubny od mojej
      mamy. Obrażała się o każdą głupotę, nawet o to, że chcę prać w
      pralce ubranka mojej córki wtedy, kiedy uznam, że są brudno i
      trzeba. Przeżyłam gehennę. Od długiego czasu nic w domu nie robi,
      wszystko jest na mojej głowie. Przypali garnek i go zostawi,
      komentując przy tym moje metody mycia naczyń. Nie da nic zmienić.
      Skarży się siostrze mojego męża, jaki to ogromny mamy bałagan, a to
      ja w dziewiątym miesiącu ciąży sprzątałam jej mieszkanie z takiego
      syfu, że oko by wam zbielało.
      Nikomu nie życzę, najgorszemu wrogowi.
      A nie mamy innej możliwości - u mojej mamy jest ciasno, a
      pomieszkuje tam jeszcze mój siostrzeniec. Zresztą z niezrozumiałych
      dla mnie powodów mój mąż nie toleruje mojej mamy i to byłby zdaje
      się początek końca wszystkiego. Na mieszkanie nie mamy co liczyć,
      chyba że ktoś umrze, co brzmi tragicznie, ale już nie wiem, czy mam
      się śmiać, czy płakać. Kredytu nikt nam nie da, bo ja nie mam stąłej
      pracy, a mąż nie zarabia milionów. Na wynajem nas nie stać.
      Więc jakoś muszę przetrwać. Ostatnio jest ciut lepiej. Prawie rok
      już wtrwałam. Czasem śni mi się własny dom.
      • rhita Re: wlasne mieskzanie 08.05.09, 14:10
        A, oczywiście płacimy po połowie, ale dwie trzecie za wodę.
        • ja1ja1 Re: wlasne mieskzanie 09.05.09, 07:55
          Po przeprowadzce mój syn płacze codzienie, mówi ze tęskni i tak juz
          to trwa dosyc długo, ja tak samo tęsknie do swoich stron.
          Ale kupując mieskzanie kierowaliśmy się tylko ceną, bo na
          lokalizacje gdzie obecnie mieszkałam nie było nas stac.
          I jak tu tłumaczyc dziecku..
      • ayak Re: wlasne mieskzanie 09.05.09, 14:29
        Rhita, bardzo ci współczuję, ale powiedz tak szczerze: wiedziałaś w
        co się pakujesz, czy postawa teściowej okazała się kompletnym
        zaskoczeniem już post factum? Bo jeżeli to pierwsze, to tym bardziej
        się dziwię, że poszłaś na taki układ.

        Moja teściowa wydaje się w porządku, ale za żadne pieniądze świata
        nie chciałabym z nią mieszkać. A już na pewno nie w jej mieszkaniu.
        Wolałabym nie wychodzić za mąż i nie planować dziecka.
        • rhita Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 09:11
          Nie do końca wiedziałam. Przed wspólnym zamieszkaniem byłam ukochaną
          synową (nazywała mnie tak długo zanim mąż w ogóle mi się
          oświadczył), kiedy dowiedziała się, że jestem w ciąży, krzyknęła :W
          końcu, w końcu! i rzuciła mi się na szyję. Wiedziałam, że ma trudny
          charakter, ale nie sądziłam, że tak będzie. Wcześniej mąż miał z nią
          kłopoty, ale byłam przekonana, że wina leży po jego stronie. Ale
          prawda zawsze leży pośrodku uncertain Jakoś wytrzymam, teraz nauczyłam się
          technik przetrwania.
    • ollele Re: wlasne mieskzanie 09.05.09, 20:37
      o czym ty dziewczyno mówisz? nazbierałaś kasę na mieszkanie bez kredytu to kupuj
      i mieszkaj na swoim! i nie ma tematu. po co wogóle ten wątek? żeby się pochwalić
      czy zwrócić na siebie uwagę?!
    • mim288 Re: wlasne mieskzanie 11.05.09, 20:21
      Mam własne bez kredytu, ale mieszkam z takim za kredyt. W
      przeciwieństwie do przedmówczyń nie mam zadnego parcia na "swój
      kawałek ziemi", a idea mieszkania gdzie bedę mieszkać po grób jest
      dla mnie raczej przerażająca niz krzepiąca. Nie przywiązuje sie do
      miejsc, od mieszkania chcę tylko tyle by było estetyczne,
      wystarczająco dla nas duże (ale nic ponad to - żeby nie płacic
      niepotrzebnie za prąd, ogrzewanie, sprzątanie) i położone w dogodnym
      miejscu (np. komunikacyjnie z bliskościa szkół).
      Kupowanie super domu i spłacanie go do końca życia, kosztem
      wyrzeczeń, ścibolenia na każdym kroku uważam za niezrozumiałe. Za
      to doskonale rozumiem potrzebę prywatności czyli mieszkania w
      przeznaczonych tylko dla danej rodziny czterech ścianach (mogą być i
      wynajmowan byle nie komus na karku i garnuszku).
      • ayak Re: wlasne mieskzanie 12.05.09, 17:35
        mim288 napisała:

        >
        > > Kupowanie super domu i spłacanie go do końca życia, kosztem
        > wyrzeczeń, ścibolenia na każdym kroku uważam za niezrozumiałe.

        a bierzesz pod uwagę, że nie dla każdego spłacanie raty to
        ścibolenie na każdy kroku i wyrzeczenia?

        Pewnie, że fajnie by było, jakbym tej raty nie miała, ale to też nie
        oznacza, że żyję od pierwszego do pierwszego, że nie mam wakacji, ni
        przyjemności, że jak się auto zepsuje, to dramat.
        Bez przesady, nie każdy bierze kredyt na granicy swej zdolności
        kredytowej.
        • mim288 Re: wlasne mieskzanie 15.05.09, 10:26
          Toteż nie o tym pisałam, pisałam, że nie rozumiem takiej sytuacji,
          gdy spłacanie raty oznacza, ścibolenie i wyrzeczenia. Splacanie rat
          w "rozsądnej" wysokości uważam za normalne i nie wymagajace
          rozstrząsania.
    • naciete_krocze Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 10:50
      Zasada dla osób dojrzałych i odpowiedzialnych jest prosta: najpierw własny
      kąt,potem dziecko.
      Mi nawet mojego psa żal było ciągać po cudzych kątach a co dopiero dzieciaka uncertain
      • gryzelda71 Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 11:05
        No to wiele par nigdy nie miałoby dzieci.
        • naciete_krocze Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 11:40
          gryzelda71 napisała:

          > No to wiele par nigdy nie miałoby dzieci.

          Może to i lepiej smile
          • kropkacom Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 11:45
            A co jeśli to Ci z własnymi metrami nie powinni się mnożyć? Bo wiesz, rożnie bywa.
          • gryzelda71 Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 12:02
            No jak patrzę to czasem lepiej,żeby właściciele mieszkań nie kwapili się do rozrodu.
      • kropkacom Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 11:09
        > Zasada dla osób dojrzałych i odpowiedzialnych jest prosta: najpierw własny
        > kąt,potem dziecko.

        Widać jestem niedojrzała i nieodpowiedzialna. Ale myślę że dam sobie z tym rade.
        smile Żal Ci moich dzieci już?
      • e_r_i_n Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 11:10
        A co jest takiego traumatycznego w 'cudzych kątach'? Bardziej ostre niż własne
        nie są.
        • kropkacom Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 11:14
          > A co jest takiego traumatycznego w 'cudzych kątach'?

          Nie są własne. smile Chodzisz po czyiś kafelkach czy innych panelach i narażasz
          rodzinę na niewyobrażalne cierpienie i katusze.
        • naciete_krocze Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 11:44
          e_r_i_n napisała:

          > A co jest takiego traumatycznego w 'cudzych kątach'? Bardziej ostre niż własne
          > nie są.

          Brak poczucia bezpieczeństwa chociażby.
          Wynajmujesz od kogoś i ten ktoś w każdej chwili (no dobra z 3-miesięcznym wyprzedzeniem wink ) mówi Ci,że masz się wyprowadzić.
          Większość dzieci przywiązuje się do swojego pokoju,swojego podwórka i kolegów z bloku,a teraz mówisz mu "Wiesz wyprowadzamy się na drugi koniec miasta,przykro mi,będziesz miał całkiem inny pokój i innych kolegów z podwórka (jak wchodzi w grę inne miasto -także szkołę),nie przejmuj się kochanie miłość jest ważniejsza niż miejsce zamieszkania tongue_out
          • e_r_i_n Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 11:59
            Z własnego mieszkania tez czasami się trzeba wyprowadzić - pewnie, pstwo
            mniejsze, ale np. ja nie kupiłam mieszkania, na jakie mnie było kiedyś tam stać,
            bo było ono mniejsze, niż docelowe - wolę powynajmować i kupić od razu większe.
            Tak czy siak - przeprowadzka konieczna.
            Poza tym - szukać nowego mieszkania do wynajmu można w tej samej okolicy,
            niekoniecznie na drugim końcu miasta.
            • tafasola Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 12:38
              Ależ skąd, musisz szukac na drugim końcu miasta.
              Mieszkań do wynajęcia własciwie nie ma, a w większych miastach to
              już w ogóle.
              My ponad rok temu zmieniliśmy miasto, wyprowadziliśmy się z własnego
              do wynajmowanego, bo wolę sobie pomieszkać w danej okolicy,
              zorientować się we wszystkim i dopiero kupowac. Przy okazji
              oszczędzić więcej.
              Dzieci przeżyły przeprowadzkę sto razy lepiej niż my.
              Nikt mnie z dnia na dzień z wynajmowanego nie wyrzuci, moja w tym
              głowa, żeby układ z właścicielem był dobry.
              Umowa chroni obie strony i tak ma być.
              O wynajmowane dbam jak o swoje i czuję się w nim jak u siebie.


              • naciete_krocze Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 15:00
                Nawet najlepszy i najbardziej uczciwy wynajmujący może kiedyś zechcieć sprzedać
                mieszkanie.
                • tafasola Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 15:22
                  I co z tego wynika?
                  • naciete_krocze Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 16:36
                    Twoja wyprowadzka tongue_out
                    • tafasola Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 21:57
                      No i?
              • mim288 Re: wlasne mieskzanie 15.05.09, 10:29
                Nie wiem gdzie tak nie wokół widze multum, brac wybierać.
                • tafasola Re: wlasne mieskzanie 15.05.09, 10:31
                  To była ironia, chyba z reszty postu jasno wynikało?
          • gryzelda71 Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 12:04
            Oj dano minęły czasy,gdy człowiek w jednym miejscu i urodził się i pożegnał ze
            światem.
    • ewcia1980 Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 16:10
      gdybym czuła JAKIKOLWIEK dyskomfort to napewno nie mieszkałabym tak.

      ja, mój maz i dzieci mieszkamy razem z moja mama w domu ktory
      wybudowali kiedys moi rodzice.
      i powiem szczerze - nigdy nie czułam sie, ze mieszkam U KOGOS.
      zawsze czułam sie tu jak u siebie w domu.
      nigdy nie czułam ze brakuje mi intymnosci, ze ktos kontroluje co
      robie, ze nie moge nic zrobic bo nie jestem u siebie czy jeszcze cos
      innego.
      ja JESTEM u siebie, w domu moge zrobic co tylko zechce (chodzi tu
      zarówno o zmiany jak i przyjmowanie gości), czuje sie tu dobrze.
      i powtórze sie ... ja jestem U SIEBIE a nie u kogos!!!!

      no i jeszcze druga sprawa - gdyby rodzice (teraz mama) dali mi
      kiedykolwiek do zrozumienia, ze chca mieszkac sami czy, ze obecnośc
      mojej rodziny jest im nie na reke to napewno przeprowadziłabym sie.
      chocby do malutkiej kawalerki.
      bo ich komfort tez był zawsze dlka mnie wazny.
      • mokrascierka Re: wlasne mieskzanie 14.05.09, 22:12
        Nie moge zakupic jeszcze mieszkania bo:
        a) stac mnie obecnie na malutkie mieszkanko, z wtórnego rynku, 30m
        kawalerkę w stolicy.
        b) musialabym nas/je utrzymać, a ja jeszcze nie pracuje

        Pieniadze udalo mi sie zebrac nadludzkim wysiłkiem i dzięki
        ogromnemu szczęsciu. Troche byl to przypadek, ale pomijam detale.
        Odkładam jak moge i co moge, ale miesiecznie nie jest tego duzo.
        Uważam jednak, ze uda sie bez kredytu.
    • smerfetka8801 Re: wlasne mieskzanie 15.05.09, 10:58
      wynajmujemy mieszkanie bo za nic nie chcieliśmy mieszkać z którymikolwiek
      rodzicami i dbamy o to mieszkanie bo chcemy czuć się jak w domu -pewnie dużo
      wody upłynie zanim zdecydujemy się na coś własnego choć ja już stwierdziłam,że
      mogę pracować choćby na ratę kredytu i jakoś to przeżyję tongue_out
      nie odczuwam dyskomfortu-wręcz przeciwnie cieszę się,że sobie radzimy
    • adsa_21 Re: wlasne mieskzanie 15.05.09, 12:51
      mam to samo. mimo, ze mieszkam u rodzicow, ktorzy sa przekochani i
      naprawde mi pomagaja marze o tym by wyniesc sie na swoje. niestety -
      ceny mieszkan w wawie sa powalajace, nawet teraz w dobie kryzysu.
      Mam prace, stac mnie na biezace zycie, oplacenie przedszkola,
      wakacji, studiow, wyjsc z dzieckiem, czesci rachunkow ale na kredyt
      juz nie - za malo zarabiam. Od kilku lat sukcesywnie odkladam czesc
      pieniedzy ale sumka ta (juz nie taka niska) w porownaniu z kosztami
      mieszkania jest malutkasad
      Dlatego pozostaje mi czekac..albo do emerytury moich rodzicow (za
      lat 10), ktorzy wtedy wyprowadza sie do domku pod wawa..albo
      na..cudsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka